Nie chcę przegapić ...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Dokonałeś(łaś) już rejestracji na portalu? Zapoznałeś(łaś) się z regulaminem? Regulamin forum
Teraz możesz wybrać odpowiedni dla siebie dział. Zapraszamy do naszego grona na forum. Zakładasz w wybranym przez siebie dziale swój temat i możesz się z nami przywitać
i dzielić się swoim doświadczeniem. Przekonaj się jakie to proste - czekamy na Ciebie. Jeżeli zdarzy Ci się, że rozpoczniesz temat w nieodpowiednim dziale, nie martw się, administracja pomoże Ci go przenieść w odpowiednie miejsce.

 

Uwaga! Jeden użytkownik = jeden osobisty wątek w danym dziale.

Nie chcę przegapić życia 🙂

58 Wiadomości
15 Użytkownicy
149 Reakcje
2,672 Wyświetlenia
Bambina Zarejestrowani
Dołączył/a: 1 rok temu
Wiadomości: 44
Autor tematu  

Cześć jestem tu nowa chociaż czytam od dawna, 

świadoma nałogu męża, męża po odwyku z którym nie umiem postępować. 
Wiem, że żeby to posklejać albo zdecydować czy w ogóle chce to sklejać to każdy musi zadbać już o siebie. 

Szukam podpowiedzi gdzie, mam już upatrzoną grupę al anon, chcę też terapii indywidualnej. Może Ktoś z Warszawy, z Pragi podpowie terapeutę, ośrodek dla współuzależnionych...?

Wiem, że internet i znany lekarz stoi przede

mna otworem ale w dzisiejszych czasach coachow i opłacanych opinii to jednak o wiarygodnych terapeutów niełatwo.

Ratuję siebie i dzieciaki, wiem że przede mną życie, czy razem czy osobno.

 



   
williwilli, Alex75 i JERZAKT podziękowania
Cytuj
marcin
Kierownik ds. nieistotnych Moderator Zarejestrowani
Dołączył/a: 2 lata temu
Wiadomości: 1041
 

Cześć. Mam na imię Marcin i jestem alkoholikiem.

Opublikowane przez: Bambina

świadoma nałogu męża, męża po odwyku z którym nie umiem postępować. 

Nie jest Twoim zadaniem to, żeby Twój mąż utrzymywał abstynencję, bo to jest jego decyzja. Jedyne, na co masz wpływ, to na to, co będziesz robić z sobą. Zmieniać skutecznie możesz siebie, nie kogoś. 


Mogę być tam, gdzie Ty, do końca moich dni,
Mogę być kimś, będąc jednocześnie sobą.
Albo pić od rana Wyborową, bić matkę,
mieć jako dom klatkę schodową.
Mogę skończyć się i nie jestem zdziwiony.
Mogę wszystko, to ma dwie strony.

WWO - Mogę wszystko


   
OdpowiedzCytuj
Bambina Zarejestrowani
Dołączył/a: 1 rok temu
Wiadomości: 44
Autor tematu  

Cześć Marcin,

myślę, że źle się wyraziłam, ale zwróciłam na to uwagę po Twojej odpowiedzi. 

Nie tyle nie wiem jak z nim postępować. Bardziej nie wiem jak postępować ze sobą po jego odwyku.

Z tym, że nie zmienię jego już się oswoiłam. Dlatego szukam na tym forum miejsca dla siebie 

 



   
marcin podziękowanie
OdpowiedzCytuj
Użytkownik Zarejestrowani
Dołączył/a: 2 lata temu
Wiadomości: 32
 

Na Jagiellońskiej 34 od wielu znajduje się poradnia leczenia uzależnień i współuzależnienia. Z tego co wiem mają tam szeroki personel. Osobiście chodziłem do innej poradni, i znam stamtąd kilka terapeutek, tylko to nie jest na Pradze. 



   
OdpowiedzCytuj
Użytkownik Zarejestrowani
Dołączył/a: 2 lata temu
Wiadomości: 118
 

Cześć Bambina, ja chodzę do poradni po drugiej stronie Wisły, ale moge się podzielić w jaki sposób wybierałam terapeutę. Na znanym lekarzu oni mają wpisane doświadczenie oraz wykształcenie, szukałam psychologa, który jest terapeutą uzależnień/ współuzależnienia. I byłam nastawiona na pierwsze spotkania w taki sposób, że zobaczę, czy się dobrze czuję w towarzystwie tej osoby. U mnie od razu to pykło, dobrze mi się pracuje z tą osobą (dobrze nie znaczy, że zawsze jest dla mnie miło 😆). No i ja akurat płacę za wizyty, ale na pewno można chodzić na terapię na NFZ, tylko chyba dłuższy jest czas oczekiwania. 



   
OdpowiedzCytuj
Bambina Zarejestrowani
Dołączył/a: 1 rok temu
Wiadomości: 44
Autor tematu  

Prywatnie jest dla mnie okej. Masz rację, podejdę do tematu tak jak Ty, może załapie. 🙂 



   
OdpowiedzCytuj
Alex75
Użytkownik Moderator
Dołączył/a: 2 lata temu
Wiadomości: 672
 

Opublikowane przez: Bambina

Bardziej nie wiem jak postępować ze sobą po jego odwyku.

Dobrze, ze szukasz terapeuty. To jest odpowiednia ososba, ktora Cie poprowdzi.

Witaj na forum 🌺 


Jeśli chcesz być tam, gdzie nigdy nie byłeś, musisz iść drogą, którą nigdy nie szedłeś.
Coniguliaro Dominick


   
OdpowiedzCytuj
Alex75
Użytkownik Moderator
Dołączył/a: 2 lata temu
Wiadomości: 672
 

Bambina, zapoznaj sie prosze z regulaminem, poniewaz na forum nie uzywamy wularyzmow a nastepne uzycie to czasowa blokada konta. Kropki nic nie zmieniaja. Dziekuje


Jeśli chcesz być tam, gdzie nigdy nie byłeś, musisz iść drogą, którą nigdy nie szedłeś.
Coniguliaro Dominick


   
szekla i marcin podziękowania
OdpowiedzCytuj
Bambina Zarejestrowani
Dołączył/a: 1 rok temu
Wiadomości: 44
Autor tematu  

Postanowiłam wrócić do mojego wątku, z przemyśleniem, że nazwa ma się nijak do tego czemu ma ten wątek służyć bo czy to jest Warszawa czy inne miejsce na świecie trzeba samemu po prostu się gdzieś umówić i iść. Działać 🙂

Ale nie wiem jak mogę zmienić? 

Minęło trochę czasu, chodzę na terapię - ostatnio rzadziej ze względu na wyjazdy. 
Ale chciałam podzielić się tym co się u mnie dzieje. 
Mimo że słyszałam że na terapię idzie się żeby ratować siebie i tak chciałam tym ratować jego. Podeszłam do terapii w taki sposób, że jak ja nauczę się więcej o chorobie to będę wiedzieć jak postępować, pokaże mu że sama się angażuje w zdrowienie, może go zmotywuje. 
Ale guzik prawda, zrozumiałam to co wszyscy dookoła mówią i piszą, że jak alkoholik sam się nie zmotywuje to nic z tego mimo moich szczerych chęci. 
Ja za to zaczynam obojętnieć emocjonalnie. 
Mąż miał krótki zryw - 4 spotkania, ale zrezygnował bo go nie stać, bo nie czuję nic podczas terapii chociaż głównie tłumaczy to finansami (aktualnie bez pracy). Chociaż umówiliśmy się, że warto poświęcić ten rok, wspólnymi siłami finansowymi  żeby się w tej terapii spróbował odnaleźć. Z pomocy za darmo typu aa też zrezygnował, w sumie nie zrobił nic takiego czego nauczył się na miesięcznej terapii zamkniętej. Nie ma haltu, aktywności fizycznej, motywacji do życia. 

Za to są wymioty i bóle brzucha oraz wszystkie inne dolegliwości organizmu, które jak twierdzi nie pozwalają mu nic zrobić. Oczywiście wszystkie badania typu gastroskopia i kolonoskopia nie wykazały nic co powodowałoby te cierpienia fizyczne na tyle, żeby na dodatek zrobić z nimi coś u specjalistów. Obstawiam takie głody.

Oczywiście raz zaliczył picie do którego się przyznał, ale jak twierdzi „setka raz ale pożałowałem”. „Ja nie piję, raz wpadłem”. Iluzja i zaprzeczenia. 

Ja w to nie wierzę jak i dla mnie to że nie pije codziennie a raz na jakiś czas mu się „zdarzyło” dalej powoduje, że jest czynnym alko i nazywam rzeczy po imieniu. 

Ja zaczynam obojętnieć nawet na te jego wszystkie bóle i dolegliwości i to zaczyna powodować spięcia. Bo przestaje się wczuwać. Widzę, że brak mojego okazanego współczucia działa na niego jak plachta… 

Nie wiem czy faktycznie robię się bez serca czy robię się odporna na manipulacje. Bo moim zdaniem to są manipulacje. 
Próbowałam zrozumieć te jego niemoc. 

Ale do obojętności emocjonalnej jeszcze dużo mi brakuje. Chciałabym już umieć podjąć jakąś decyzję. 
Aktualnie jeszcze szkoda mi człowieka, tak po ludzku bo czuję się jakbym miała zostawić człowieka chorego… psychicznie. Tatę moich dzieci. 

Terapia bardzo mi pomogla, cieszę się ze i tak jestem w tym miejscu, opanowana i bardziej zdystansowana.

 

Rozpisalam się, ale przeczytałam ostatnio cały wątek Alex na starym forum. Tak mnie to zmotywowało do pisania.  



   
Alex75, Katarzynka, marcin i 1 podziękowania
OdpowiedzCytuj
marcin
Kierownik ds. nieistotnych Moderator Zarejestrowani
Dołączył/a: 2 lata temu
Wiadomości: 1041
 

Opublikowane przez: Bambina

Ale nie wiem jak mogę zmienić? 

Jaki tytuł ma być? Zmienię to.

Opublikowane przez: Bambina

Terapia bardzo mi pomogla, cieszę się ze i tak jestem w tym miejscu, opanowana i bardziej zdystansowana.

Terapia tak pomogła, że w swoim poście bardziej skupiasz się na swoim partnerze niż na sobie - przynajmniej takie wrażenie odnoszę. Z pozoru zauważasz, że nie jesteś w stanie mu pomóc, a jednak wydaje mi się, że dalej mu pomagasz, może z większym dystansem, a jednak.

 

Mam prośbę. Napiszesz coś o sobie i swoich odczuciach z Twojej terapii?


Mogę być tam, gdzie Ty, do końca moich dni,
Mogę być kimś, będąc jednocześnie sobą.
Albo pić od rana Wyborową, bić matkę,
mieć jako dom klatkę schodową.
Mogę skończyć się i nie jestem zdziwiony.
Mogę wszystko, to ma dwie strony.

WWO - Mogę wszystko


   
OdpowiedzCytuj
Bambina Zarejestrowani
Dołączył/a: 1 rok temu
Wiadomości: 44
Autor tematu  

Czy skupiam się na nim bardziej niż na sobie? Może błędne wrażenie. Raczej zanim od razu opowiem co czuję to klaruje Wam sytuację domową żeby odnieść do tego emocje. 

A terapia napewno dała mi to, że wyszłam jak narazie z obsesji sprawdzania, pilnowania namawiania i nagabywania. Czasem zaproponuję mu jakieś rozwiązanie, ale nie naciskam, kończę temat. 

Zajmuje się sobą, jestem coraz bardziej niezależna, zeszła ze mnie presja ratowania go, nie liczę tabletek i przestałam wąchać i patrzeć głęboko w oczy szukając dowodów na alko. To naprawdę dużo, bo teraz jak patrzę z perspektywy czasu to było okropne. 

Pracuję teraz nad tym, że mam prawo nie chcieć być z nim mimo choroby. Nie chcę przegapić życia swojego i dzieci oglądając się cały czas na jego chorobę, której on nie chce chyba leczyć, albo nie umie,  nie wiem. 

I chyba to może być mój tytuł „Nie chcę przegapić życia :)” 

Napewno lżej mi na duszy niż te pół roku temu 

 

 



   
Katarzynka i marcin podziękowania
OdpowiedzCytuj
ronin
Użytkownik Zarejestrowani
Dołączył/a: 2 lata temu
Wiadomości: 440
 

Chcesz nie przegapić życia, podejdź do tego praktycznie. W trosce o siebie i dzieci zrób trzy rzeczy:

1) Zastrzeż swój numer PESEL  (nic nie kosztuje a ustrzeżesz się w przyszłości problemów finansowych, Twój mąż może narobić długów)

2) Złóż wniosek o separację.

3) jeśli punkt drugi nie zadziała, złóż pozew rozwodowy i alimentacyjny na dzieci.

Powodzenia 👍 


e pluribus e unum (jeden z wielu)


   
JERZAKT podziękowanie
OdpowiedzCytuj
Bambina Zarejestrowani
Dołączył/a: 1 rok temu
Wiadomości: 44
Autor tematu  

Zastrzeżenie numeru jest napewno najłatwiejsze z tego wszystkiego, muszę się dowiedzieć co to za sobą niesie.
W życiu jestem praktyczna i konkret ale to związanie emocjonalne jeszcze mi to jakoś uniemożliwia w tym przypadku. 

Czasem czuję, że jestem już w progu drzwi, na końcu języka mam „Słuchaj, nic z tego nie będzie” a jednak jeszcze nie umiem tego kroku przez próg zrobić. 



   
OdpowiedzCytuj
Użytkownik Zarejestrowani
Dołączył/a: 2 lata temu
Wiadomości: 118
 

Opublikowane przez: Bambina

Za to są wymioty i bóle brzucha oraz wszystkie inne dolegliwości organizmu, które jak twierdzi nie pozwalają mu nic zrobić. (...)

Ja zaczynam obojętnieć nawet na te jego wszystkie bóle i dolegliwości i to zaczyna powodować spięcia. Bo przestaje się wczuwać. Widzę, że brak mojego okazanego współczucia działa na niego jak plachta… 

 

Jeśli nie chcesz, to nie odpowiadaj. Zastanawiam się, jak Twoje dzieci znoszą tę sytuację? Tata był na odwyku, ale znów pije. W domu jest napięta atmosfera. Jak dla mnie to nie brzmi to jak zdrowe środowisko rodzinne.



   
Bambina podziękowanie
OdpowiedzCytuj
Bambina Zarejestrowani
Dołączył/a: 1 rok temu
Wiadomości: 44
Autor tematu  

Odpowiem bo to jest bardzo ważne w tym wszystkim.
To tez były moje motywatory do terapii. 

Nie widzą już taty pijanego ale widzą tatę na głodzie. I doskonale wyczuwają właśnie to napięcie, mimo że są malutkie.

Bo tata wobec nich też jest sinusoidą, od wygłupów pod sufit, czułości i wyznań miłości nad życie po leżenie, patrzenie w sufit albo usypianie bez książeczki bo najchętniej przespałby cały wieczór. 

Na terapii uczą mnie, żeby mówić dzieciom wprost „Tata jest chory, czasem nie zachowuje się tak jak powinien.”
Mam mieszane uczucia co do tego, bo jednak to powoduje u dziecka pewne poczucie współczucia i obowiązku opieki. Tak jak ja się nimi opiekuje, kiedy sami są chorzy…

 Najbardziej dostrzegam realny wpływ tej sytuacji i tego co opisywane jest na forum w historiach dda na mojej 5latce. Ostatnio kiedy tata leżał w sypialni wściekły na cały świat z różnymi fizycznymi objawiami głodów ona zaniosła mu szklankę z wodą, żeby dużo pił to się lepiej poczuje… 

pewnie normalnie rodzic by się ucieszył: jaka ona empatyczna, dobrze ją nauczyłam. 
A we mnie to wywołało taką wewnętrzną złość, że ta dziewczynka nie powinna się nim opiekować. 



   
Tomoe podziękowanie
OdpowiedzCytuj
Bambina Zarejestrowani
Dołączył/a: 1 rok temu
Wiadomości: 44
Autor tematu  

Odczuwam coraz większy dyskomfort we wspólnym życiu. Coraz większy dystans emocjonalny, chyba weszłam też na ten etap kiedy nie mam łez, nie wiem czy naprawdę przestaje mnie ta sytuacja ranić czy mam na sobie jakiś pancerz, jestem w trybie przetrwania.  

Dziś zorientowałam się, że się napił, poznałam jak zwykle po jakimś drobnym szczególe, na który nikt inny nie zwróciłby pewnie nawet uwagi… Oznajmiłam mu, że wiem, że nie jestem ślepa,  że to jest konsekwencja rezygnacji z terapii. Powiedziałam pełna opanowania,  że mam dość i nawet nie będę w tym momencie o tym rozmawiać bo on doskonale wie/wiedzial co ma ze swoją chorbą robić, dostał wiele narzędzi z których mógł korzystać mając moje wsparcie w temacie.  

Oczywiście próbował tłumaczyć dlaczego i że ja go nigdy nie zrozumiem. 
Zapewne nie, ale próbowałam te ostatnie dwa lata. Jego słowa wpadły i wypadły drugim uchem bo na dziś wieczór wiem, że te słowa są manipulacją, nie tylko mnie ale też on sam siebie manipuluje wypowiadając je. 

Ale to byłoby na tyle. Dalej nie umiem powiedzieć „to koniec” na tyle konsekwentnie, żeby zamienić chęć rozstania w działanie… 



   
OdpowiedzCytuj
Użytkownik Zarejestrowani
Dołączył/a: 2 lata temu
Wiadomości: 489
 

Opublikowane przez: Bambina

(...)

Ale to byłoby na tyle. Dalej nie umiem powiedzieć „to koniec” na tyle konsekwentnie, żeby zamienić chęć rozstania w działanie… 

Moje doświadczenie jest takie, że dojrzewałem do powiedzenia "to koniec". Wiedziałem, że koniec trwającego 21 lat małżeństwa się zbliża. Miałem poczucie tego, że pewne rzeczy dzieją się po raz ostatni, że to ostatnie wspólne wyjście do kina, ostatnie wspólne to czy tamto. Nie robiłem sobie wyrzutów że nie umiem czegoś powiedzieć. Wiedziałem, że umiem, i że w końcu to powiem. I że kiedy powiem, to już się nie zawaham.

Nadeszła noc z 4 na 5 sierpnia. Obok mnie spała kobieta, której nie chciałem tracić. Wiedziałem jednak, że tak naprawdę straciłem ją już dawno temu, a to, czego się obecnie trzymam, to wątłe resztki iluzji, jak ostatnie kawałki topniejącego na jeziorze lodu późną wiosną. Wyciągnąłem rękę i delikatnie dotknąłem jej pleców. Wyskoczyła z łóżka, jakbym ją przypalił żelazkiem. Zaczęła na mnie wrzeszczeć. Powrzeszczała i położyła się spać.

Pomyślałem: "Czego jeszcze potrzebuję, żeby pogodzić się z faktem, że to już koniec?" Rano wstałem i powiedziałem do siebie: "Rozwodzę się z A." Niecałe trzy miesiące później byliśmy po rozwodzie.

 



   
marcin, Bambina, Alex75 i 1 podziękowania
OdpowiedzCytuj
Bambina Zarejestrowani
Dołączył/a: 1 rok temu
Wiadomości: 44
Autor tematu  

Dzięki Tomasz, bardzo mnie to poruszyło, ładnie to napisałeś. Pokazuje to też Twój szacunek do niej, jak do kogoś, kto nie chciał być uratowany ale zrobiłeś co mogłeś, żeby być w porządku wobec waszego małżeństwa, jej i najważniejsze wobec siebie. 

Też nazwałabym to dojrzewaniem, to co przechodzę teraz. 

Obecnie czuję, że jeszcze nie jestem gotowa wydusić tego „to koniec” tak samo jak ciężko było mi wydusić z siebie odpowiedź „ja też tęskniłam” po moim powrocie z wyjazdu. To konsekwencja tego pancerza, który na siebie nałożyłam. 

Czasem zastanawiam się czy te trudy dotyczą tylko współuzależnionych i związków z uzależnionymi, przecież ludzie się rozstają i pewnie przychodzi im to często z podobnym trudem. 

Na mojej terapii indywidualnej poruszyłam temat  terapii par z osobą uzależnioną ale usłyszałam, że jest to jedna z trudniejszych terapii wyzwalających trudne emocje i nie sprawdza się dopóki uzależniony sam nie „przerobi” sobie pewnych spraw na swojej terapii. A tu w temacie klapa. 

Ba, nawet mam wrażenie, kiedyś o tym rozmawialiśmy, że on prędzej poszedłby na wspólną bo indywidualna mu przynosiła marne skutki.  

Trochę to dla mnie dalej jego iluzja, że jak się dogadamy to nie będzie pił albo to nie w piciu jest problem. 

Macie jakieś doświadczenia? 

 



   
OdpowiedzCytuj
Tomoe
Użytkownik Zarejestrowani
Dołączył/a: 2 lata temu
Wiadomości: 1734
 

Z tego co mi wiadomo, nie ma terapii par alkoholik + współuzależniona. 


„Dopóki nie uczynisz nieświadomego świadomym, będzie ono kierowało twoim życiem, a ty nazwiesz to losem." Carl Gustaw Jung


   
Alex75, Bambina i annaoJ podziękowania
OdpowiedzCytuj
Użytkownik Zarejestrowani
Dołączył/a: 2 lata temu
Wiadomości: 118
 

Ja byłam raz z mężem u psychologa, każde z nas powiedziało, co nam leży na wątrobie i wniosek psychologa był taki: dopóki pan nie ogarnie tematu swojego uzależnienia, dopóty terapia par nie ma żadnego sensu. (Na marginesie: po tej krótkiej rozmowie psycholog nie miał żadnych wątpliwości, że mąż ma problem z alkoholem.)

A moja refleksja po pewnym czasie była taka, że mąż próbował naciskać na wspólną terapię, żeby stworzyć pozory, tzn. obdzielić nas po równo winą za kryzys związku spowodowany jego uzależnieniem od alkoholu. To była część tworzenia przez niego pewnego obrazka, iluzji, w którą łatwiej mu wierzyć, niż w to, że jest alkoholikiem. 

Być może u Ciebie to podobnie wygląda.



   
annaoJ, Tomoe, Alex75 i 4 podziękowania
OdpowiedzCytuj
Tomoe
Użytkownik Zarejestrowani
Dołączył/a: 2 lata temu
Wiadomości: 1734
 

Tak, a z drugiej strony - dla współuzależnionej partnerki terapia par może być kolejną formą kontrolowania alkoholika, nie spuszczania go z oka. 


„Dopóki nie uczynisz nieświadomego świadomym, będzie ono kierowało twoim życiem, a ty nazwiesz to losem." Carl Gustaw Jung


   
Katarzynka, Arwena i Bambina podziękowania
OdpowiedzCytuj
Bambina Zarejestrowani
Dołączył/a: 1 rok temu
Wiadomości: 44
Autor tematu  

Opublikowane przez: Arwena

A moja refleksja po pewnym czasie była taka, że mąż próbował naciskać na wspólną terapię, żeby stworzyć pozory, tzn. obdzielić nas po równo winą za kryzys związku spowodowany jego uzależnieniem od alkoholu. To była część tworzenia przez niego pewnego obrazka, iluzji, w którą łatwiej mu wierzyć, niż w to, że jest alkoholikiem. 

Tak to właśnie odbieram, z jednej strony ucieczka od własnej terapii, z drugiej dzielenie winy - bo przecież „zawsze leży po środku”. 

Tomoe, masz rację. Dodałabym do tego jeszcze wlasnie możliwość uruchomienia albo pogłębienia we współuzależnionych poczucia winy.

 

 

 



   
OdpowiedzCytuj
Bambina Zarejestrowani
Dołączył/a: 1 rok temu
Wiadomości: 44
Autor tematu  

Wspólny wyjazd z dziećmi, sielanka, dzieci beztrosko się bawią on oczywiście większość dnia spędził na drzemkach, nietrudno było znaleźć mi przyczynę… dwie schowane flaszki, obie prawie puste.

Już byłam na granicy robienia awantury i pakowania toreb, żeby wsiąść w pociąg i w te pędy uciekać, ale wzięłam głęboki wdech bo co to tak naprawdę zmieni poza wzbudzeniem paniki u dzieci a ja wciąż muszę stać mocno na dwóch nogach. 

Flaszki wyjęłam, pokazałam, że wiem, zabrałam mu napewno komfort dopicia ich w tajemnicy i zajęłam się innymi sprawami. 

Wieczorem, zapytał czy chce mu coś powiedzieć na co odparłam, że w tym momencie napewno nic więcej niż to oczy mrozmawiamy od ostatniego pół roku. On próbował mi zarzucić, że nie pytam dlaczego pije, bo on odkrył, że jak się nie dogadujemy to w nim to wyzwala to mus picia. Co za brednie… 

Powiedziałam, że nie dam się w to wmanewrować i temat skończyłam. 
Jestem sobie wdzięczna za to, że na terapii poznałam te próby manipulacji i nauczyłam się z nimi sobie radzić. 

Po powrocie do domu zamierzam podjąć kroki w kierunku separacji, skonsultować to. 
Okropnie się boję, tego jak w sytuacji odnajdą się dzieci, bo ja napewno nie chce takiego życia. 

Czuję się tak, jakby to nie był ten sam człowiek, jego mózg zawładnięty obsesją tak bardzo jakby jego tam w środku w tym ciele w ogóle nie było…  

Mam nadzieję, że nie braknie mi odwagi 🙁

Eh, ten uśmiech w temacie mojego wątku to jednak zgubny optymizm. 



   
karencja, marcin i Alex75 podziękowania
OdpowiedzCytuj
 Re
Użytkownik Zarejestrowani
Dołączył/a: 2 lata temu
Wiadomości: 1
 

Hej Bambina,

Rzadko się udzielam, ale czytam wątki od czasu do czasu. Czasem są takie, które mnie mocno poruszają, bo dotykają moich doświadczeń. i taki jest właśnie Twój wątek. 

To zrozumiałe, że boisz się jak odnajdą się dzieci. Ja też tak miałam. Wydawało mi się, że odchodząc w jakiś sposób zabieram dzieciom tatę. To tak nie działa..
Dobrze jest sobie uświadomić, że to co teraz widzą w domu na pewno im nie służy. Nie powinny myśleć, że to jest norma. Mnie to bardzo motywowało do działania.
Decyzja o odejściu nie jest łatwa. Ja dałam sobie czas na podjęcie zdecydowanych kroków. Udało się dzięki terapii.
Trzymam mocno za Ciebie kciuki.

 



   
karencja i Bambina podziękowania
OdpowiedzCytuj
Bambina Zarejestrowani
Dołączył/a: 1 rok temu
Wiadomości: 44
Autor tematu  

Dziękuję za Twoją wiadomość! 
Ja też będąc na tym forum przeglądam wątki, które są mi bliskie i tożsame. Wracam do nich kilka razy, czytam od początku do końca bo to jak z czasem zmieniają się wypowiedzi, podejście, relacja i zmiany jakie zachodzą też są dla mnie formą bardzo terapeutyczną a historie pokazują, że pewne sprawy da się zrobić. Prędzej czy później i mnie się uda. 

Nawet nie traktuje już tej sytuacji jako zabieranie taty, ja nawet jestem skóra stwierdzić, że oni go mogą dopiero zyskać. 

Co u mnie, po dłuższej przerwie udało mi się wrócić na regularniejszą terapię. To co również zrobiłam to jasno postawiłam granice, że mam dość, że to nie tylko chwilowa obraza, że zaraz mi nie przejdzie tym razem, że potrzebuje separacji dla naszego ochłonięcia i trzymam się tego.

 
I tu rozpętuje się dopiero piekło, stracił grunt pod nogami, nie wie czego się złapać, z jednej strony jest obrażony że ja go nie chce, z drugiej próbuje trzymać się nas pazurami, nagle umawia się na miliony terapii (nie uzależnień), bierze się za robotę. To wszystko miesza się z okropnym pupkościskiem, wyznania miłości mieszają się z żółcią.  
A przy tym nie jest w stanie uszanować tego, że na ten moment pod jednym dachem się pozabijamy a jedyne co mogę zrobić dla siebie i dzieci to odejść. 
Jestem dla nich jedyną ostoją aktualnie więc przygotowuje się, jestem po kilku konsultacjach, w terapii i szukam mieszkania na wypadek gdyby on jednak nie chciał się wyprowadzić. 
Biorę pod uwagę różne scenariusze po prostu. 

Odkąd postawiłam tak wyraźnie granice to nastąpił tez odzew ze strony jego rodziny, głównie mamy. Że skoro dałam 5 szans to powinnam dać i szósta. Bo nie sztuka mieć dzieci ale trzeba je razem wychowywać i inne tego typu  w stylu „miłość aż po grób w zdrowiu i chorobie”. Próbuje ją zrozumieć, też jest współuzależniona. Ale dalej nie chce i nie muszę przyjmować tych batów. 



   
annaoJ i Katarzynka podziękowania
OdpowiedzCytuj
Mike
 Mike
Uzytkownik Zarejestrowani
Dołączył/a: 10 miesięcy temu
Wiadomości: 214
 

Cześć,
Mam na imię Michał i jestem alkoholikiem. Od niedawna jestem na forum i zaglądam też do tego działu, żeby bez filtra albo może raczej przez trochę inny filtr przyjrzeć się chorobie. Czyli oczami osób, które są po drugiej stronie.
Muszę przyznać, że daje mi to wielkiego kopa motywacyjnego, gdy czytam przez co przechodzą partnerzy uzależnionych. Na marginesie bardzo Wam współczuję i trzymam kciuki za powodzenie.

Z drugiej jednak strony jestem trochę, a może nawet mocno zdziwiony, że na forum:
1. Dawane są rady i to często w sposób taki dość „agresywny”, na zasadzie, że „masz zrobić, jak ci piszę, bo inaczej jest z Tobą coś nie tak”.
2. W tych radach w zasadzie uzależnieni partnerzy, a co za tym idzie związki, z miejsca spuszczani są po brzytwie: odejdź, wyrzuć, wezwij policję…

Nie wiem – może patrzę na to swoją miarą – przez to, że zatrzymałem się w uzależnieniu w momencie, który jeszcze nie przekroczył pewnych granic (choć szybko się do nich zbliżałem w końcówce), to jakoś dziwnie mi się to czyta.

Coś mi tu nie pasuje…


„Jesteś tym, co robisz, a nie tym, co mówisz, że zrobisz”


   
OdpowiedzCytuj
Bambina Zarejestrowani
Dołączył/a: 1 rok temu
Wiadomości: 44
Autor tematu  

Cześć Mike, fajnie, że stąd czerpiesz, wykazujesz pracę nad sobą. 

Ja osobiście nie spotkałam się z agresywnymi radami w przypadku mojego wątku i mojej historii, oceniam je jako realne i adekwatne do sytuacji. Co więcej pokrywają się z rozmowami z moją terapeutką uzależnień, która pracuje zarówno z alkoholikami jak i wspoluzaleznionymi więc mechanizmy zna z dwóch perpspwktyw. Dlatego ufam jej, że nie jest stronnicza. 

Opublikowane przez: Mike

2. W tych radach w zasadzie uzależnieni partnerzy, a co za tym idzie związki, z miejsca spuszczani są po brzytwie: odejdź, wyrzuć, wezwij policję…

To rozwiązanie też jest moim zdaniem zależne od sytuacji. Są różni alkoholicy, albo właśnie tak jak piszesz mający różne granice.  Jak inaczej widzisz rozwiązanie, kiedy ktoś chce odejść, alkoholik zapiera się, że się nie wyprowadzi, nie da też odejść drugiej stronie. Doszłoby do eskalacji konfliktu, awantury, jak bez policji uniknąć rozwiązań siłowych?

Jak z Twojej perspektywy powinien zachować się partner alkoholika, który cierpi fizycznie psychicznie, a alkoholik pomimo prób tkwi w tym samym punkcie swojego uzależnienia? 

Ciekawa jestem odpowiedzi na te pytania przepuszczonych przez Twój filtr właśnie. 



   
marcin i Mike podziękowania
OdpowiedzCytuj
Mike
 Mike
Uzytkownik Zarejestrowani
Dołączył/a: 10 miesięcy temu
Wiadomości: 214
 

Opublikowane przez: Bambina

Ja osobiście nie spotkałam się z agresywnymi radami w przypadku mojego wątku i mojej historii, oceniam je jako realne i adekwatne do sytuacji.

@Bambina - może Twój wątek to faktycznie nie najlepsze miejsce do wyrażenia takiej opinii, jak to zrobiłem. Niemniej coś takiego obserwuję - przynajmnej takie mam wrażenie.

Opublikowane przez: Bambina

Jak z Twojej perspektywy powinien zachować się partner alkoholika, który cierpi fizycznie psychicznie, a alkoholik pomimo prób tkwi w tym samym punkcie swojego uzależnienia? 

Nie wiem, jak powinien, bo każdy przypadek jest trochę inny mimo, że schematy są mniej więcej te same.

Mogę powiedzieć o swoim doświadczeniu. Z żoną jesteśmy od liceum – zawsze ze sobą blisko, żadnych zdrad itd. Niemniej choroba alkoholowa powodowała stopniowe oddalanie się od siebie. Mimo tego, że przez ostatnie 4-5 lat żona była przeświadczona, że ja  w ogóle nie piję, a piłem, to destrukcyjna siła uzależnienia powodowała, że nasz związek stał się pod koniec w zasadzie martwy – oboje żyliśmy jak zombie.

W ostatnich dniach mojego pijanego życia piłem już otwarcie i wtedy się rozstaliśmy. Wyprowadziłem się na około 2 tygodnie, ale bardzo szybko dotarło do nas, że jednak nadal się kochamy – jakby wszystko odżyło. Ja wziąłem się porządnie za leczenie i było w miarę okej przez kolejne 3-4 miesiące, ale za dużo jeszcze było błędów i znowu zapiłem – krótko, bo jakieś 2-3 dni i też nie ostro, bo taki mam „styl picia”, ale stwierdziliśmy, że znowu się rozstajemy. Historia jednak się powtórzyła – znowu odżyły uczucia. Ja znowu się wziąłem za siebie – tym razem trochę inaczej, lepiej i tak się trzymamy. Jest super.

Oczywiście piszę bardzo skrótowo, bo wiele się wydarzyło i wiele w pracy w to włożyłem, żeby doprowadzić do tej przemiany.

Niemniej z mojej perspektywy mogę powiedzieć, że chwilowa rozłąka pozwoliła mi zrozumieć, co tak naprawdę czuję do żony (bo myślałem w pewnym momencie, że już nic), ale jestem niezmiernie wdzięczny, że ona też nadal mnie kocha. Gdyby we mnie odżyły uczucia, a ona stwierdziłaby, że nie chce ze mną być, to byłoby mi cholernie ciężko.

Więc mi na pewno dała kopa ta świadomość, że to w zasadzie już koniec, jeśli nie przestanę pić i nie zacznę porządnie trzeźwieć. W połączeniu z nadzieją, że będzie dobrze, jeśli tylko będę zdrowiał.


„Jesteś tym, co robisz, a nie tym, co mówisz, że zrobisz”


   
OdpowiedzCytuj
marcin
Kierownik ds. nieistotnych Moderator Zarejestrowani
Dołączył/a: 2 lata temu
Wiadomości: 1041
 

Opublikowane przez: Mike

Z drugiej jednak strony jestem trochę, a może nawet mocno zdziwiony, że na forum:
1. Dawane są rady i to często w sposób taki dość „agresywny”, na zasadzie, że „masz zrobić, jak ci piszę, bo inaczej jest z Tobą coś nie tak”.

Jestem na forum sporo czasu i nie zauważyłem czegoś takiego. Moim zdaniem użytkownicy dzielą się swoimi spostrzeżeniami, doświadczeniami i możliwymi sposobami zachowania w danej sytuacji, a decyzja co do ich realizacji w ostatecznym rozrachunku należy do konkretnej osoby.

 

Opublikowane przez: Mike

Mimo tego, że przez ostatnie 4-5 lat żona była przeświadczona, że ja  w ogóle nie piję, a piłem, to destrukcyjna siła uzależnienia powodowała, że nasz związek stał się pod koniec w zasadzie martwy – oboje żyliśmy jak zombie.

Albo wiedziała, tylko nie dzieliła się tą informacją.

Opublikowane przez: Mike

Ja znowu się wziąłem za siebie – tym razem trochę inaczej, lepiej i tak się trzymamy. Jest super.

Może założysz swój wątek i rozwiniesz ten temat?


Mogę być tam, gdzie Ty, do końca moich dni,
Mogę być kimś, będąc jednocześnie sobą.
Albo pić od rana Wyborową, bić matkę,
mieć jako dom klatkę schodową.
Mogę skończyć się i nie jestem zdziwiony.
Mogę wszystko, to ma dwie strony.

WWO - Mogę wszystko


   
dziordzioklunej i JERZAKT podziękowania
OdpowiedzCytuj
JERZAKT
Użytkownik Zarejestrowani
Dołączył/a: 1 rok temu
Wiadomości: 273
 

🍀 Witaj Bambina.

Pozwolisz że tu zwrócę się z prośbą do Mike.

" (...)„masz zrobić, jak ci piszę, bo inaczej jest z Tobą coś nie tak”. (...) "

Napisz proszę lub zacytuj z ktorym z tematów  jest takie stwierdzenie, Mike w którym temacie ktoś  coś każe robić. Odpowiedz proszę w swoim temacie.

Witam Bambina.

Zacytowałem Mike bo napisał " bo inaczej jest z Tobą coś nie tak "

Jestem po terapii dla osób uzależnionych  od alkoholu, ukończyłem też terapię DDA (pochodzę z rodziny dysfunkcyjnej) , juz na terapii zacząłem uczęszczać na spotkania AA, (ma program zdrowienia). Od tego czasu minęło już kilka lat, dzięki temu z wybrałem sprawdzone metody wyleczenia/zdrowienia z alkoholizmu, funkcjonuję w życiu normalnie. Zdaniem jakie mi towarzyszyły na tej drodze  to. Trzeźwość jako styl życia.  

To na terapii  dowiedziałem się co jest ze mną nie tak

I żadne tam, czary mary i inne wrózki z siedniu mórz. 

Przemyślanych wyborów. 


Ta odpowiedź została edytowana 9 miesięcy temu 3 razy przez JERZAKT

" Znajdź pasje, a nie znajdziesz czasu, by się nad sobą użalać."


   
Katarzynka, Alex75, annaoJ i 1 podziękowania
OdpowiedzCytuj
Strona 1 / 2