Dokonałeś(łaś) już rejestracji na portalu? Zapoznałeś(łaś) się z regulaminem? Regulamin forum
Teraz możesz wybrać odpowiedni dla siebie dział. Zapraszamy do naszego grona na forum. Zakładasz w wybranym przez siebie dziale swój temat i możesz się z nami przywitać
i dzielić się swoim doświadczeniem. Przekonaj się jakie to proste - czekamy na Ciebie. Jeżeli zdarzy Ci się, że rozpoczniesz temat w nieodpowiednim dziale, nie martw się, administracja pomoże Ci go przenieść w odpowiednie miejsce.
Uwaga! Jeden użytkownik = jeden osobisty wątek w danym dziale.
Hej. Mam 35 lat, jestem żoną od 9, mamy dwójkę dzieci w wieku przedszkolnym. Każde z nas miało ojca alkoholika, z tym, że ja miałam go całe życie aż do dorosłości (zmarł gdy miałam 25 lat), a mąż do około 10 roku życia, gdy to jego mama rozstała się z mężem i zniknął on zupełnie z ich życia. Mąż od kiedy dzieci trochę podrosły, czyli od 3-4 lat zaczął codziennie popijać piwo, wieczorami w garażu, czy przy pracach w podwórku. Kiedyś piwo, po pracy, dla rozluźnienia, nie widziałam problemu. Jednak od około 2 lat po prostu się upija. Kiedy dzieci już śpią, on przychodzi szykować się do spania to już ledwo powłóczy nogami, chwieje się, śmierdzi od niego jak od żula. Kiedy muszę kłaść się spać w tym samym pokoju co on, to zbiera mi się na wymioty od jego wyziewów. Czuję wtedy do niego ogromne obrzydzenie i złość. Mąż pije w zaciszu, raczej nikt tego nie widzi, poza mną. Chodzi do pracy, wiele potrafi zrobić tzw złota rączka, pomaga sąsiadom, rodzinie. Spędza też troche czasu z dziećmi, zabiera je na zakupy czy na zabawę. Rozmawiałam z nim na ten temat wiele razy, był płacz, prośby i groźby, obietnice poprawy. Jednak jak można się domyśleć poprawa trwała kilka dni i wszystko wracało na stare tory. Z jednej strony nie chcę zabierać dzieciom ojca, z drugiej wiem, że ta choroba postępuje. Teraz one nie widzą, ale co będzie za kilka lat...
Proszę o Wasze opinie, co byście zrobili w mojej sytuacji.
Nana.
Cześć Nana,
Nie można drugiemu dorosłemu człowiekowi zabronić picia. Problem polega nie na tym, że on pije, ale na tym, co jego picie robi Tobie i dzieciom. Śpisz obok śmierdzącego człowieka, doświadczasz niepokoju, niepewności, braku wsparcia ze strony męża w obliczu poważnego kryzysu wywołanego jego chlaniem.
Dzieci też doświadczają cierpienia związanego z piciem ojca. Od małego uczą się pewnych charakterystycznych postaw i zachowań, które u osób dorosłych bywają nazywane syndromem DDA. Może myślisz, że są jeszcze małe, ale pomyśl o tym, że Twój mąż miał kontakt z pijącym ojcem dość krótko, a jednak powtarza znany z domu wzorzec.
Nie możesz zmusić męża do niepicia, ale możesz postawić granice. To znaczy powiedzieć, czego nie akceptujesz, i co zrobisz, jeżeli twoja granica będzie naruszana. Najpierw jednak dobrze się zastanów, czy stać Cię na dotrzymanie słowa. Bo lepiej w ogóle nie stawiać granicy niż postawić taką, której potem nie egzekwujesz.
Na alkoholika nie działają wykłady, płacze i szantaże emocjonalne. Postępowanie wobec osoby pijącej polega w dużej mierze na umożliwianiu mu ponoszenia konsekwencji jego działań. Np. nabrudził - nie sprzątasz, leży zasikany - niech leży. Nie tłumaczysz go, nie ukrywasz jego chlania. Nie wstydzisz się za niego. To jego chlanie, i jego wstyd. Niech sam sobie z nim radzi.
Bardzo pomocna dla Ciebie może być terapia współuzależnienia, za darmo, w ośrodku leczenia uzależnień. Ta terapia jest dla Ciebie, żebyś oduczyła się pewnych schematów myślenia i działania, które wyniosłaś z domu, ale nie pomagają one w walce z chorobą alkoholową. Bo jest ona chorobą całej rodziny.
Polecam też wspólnotę Al-Anon. Znajdziesz na niej osoby w takiej samej lub podobnej sytuacji życiowej - matki, żony, siostry alkoholików. Podzielą się z tobą swoim doświadczeniem, siłą i nadzieją. Przekonasz się, że można dobrze żyć w tak trudnej sytuacji.
Dbaj o siebie, pozdrawiam - Tomasz
Witaj Nana 🌹 Tomasz wszystko Ci napisał, a ja tylko Ciebie przywitam i zachęcę do działania w realu, bo samo się nic nie zadzieje. Na spotkaniach Wspólnoty Al-Anon dla osób z kręgu alkoholika (współuzależnieni) dowiesz się jak żyć obok alkoholika czynnego lub niepijącego czy zdrowiejącego. To świetne miejsce dla Ciebie. Możesz tam poza skorzystaniem z doświadczeń innych, również złapać kontakt telefoniczny z innymi dziewczynami z grupy na wypadek gdy zechcesz o czymś pilnie pogadać, czy nawet wypić przysłowiową kawkę lub herbatę, by nie być samą ze swymi emocjami czy głupimi myślami: https://al-anon.org.pl/spotkaniamityngi/
Kliknij na swój REGION na liście, a otworzy Ci się wykaz miejscowości i adresów z mitingami.
Cóż, mężowi możesz postawić mniej lub bardziej twarde granice. Np. nie pijesz w domu, nie śpisz ze mną jak wypiłeś, idziesz na terapię albo składam pozew, ... Masz Nana prawo do domu wolnego od alkoholu, pijanych wyziewów, spokoju. Nie czuj się jakbyś robiła krzywdę mężowi stawiając jakieś granice. Ty po prostu MUSISZ zadbać o swój komfort życia i dzieci.
Spróbuj może także porozmawiać z mężem o tym jak jego picie działa na Ciebie i dzieci. Czy zamierza coś robić w kierunku niepicia. Czy Twój mąż widzi swój problem? Pozdrawiam serdecznie. ❤️ 👍 👍 🌻
Jeśli czujesz przygnębienie, to dlatego, że żyjesz w przeszłości.
Jeśli czujesz niepokój, to dlatego, że żyjesz w przyszłości.
Jeśli czujesz spokój, to dlatego, że żyjesz w teraźniejszości. /Laozi VI w.pne/
Dziękuję Wam za odpowiedzi.
Zapisałam się na wizytę w poradni uzależnień, już za 2 dni mam termin.
Wczoraj nawet myślałam, że może niepotrzebnie, pogadałam z mężem, twierdził że on sam sobie z tym poradzi i mam rację z granicami, które postawiłam, że nie będzie zachlewał i nie będę czuć od niego smrodu. Myślałam, że rozmowa była szczera, jednak... Dziś znów to samo. Zajrzałam do niego, on ledwo na oczy patrzy. Nawrzeszczałam chwilę na niego i poszłam. Jutro nie będę z nim rozmawiać, a co robić dalej to zapytam terapeutki na wizycie... Czuję mega bezsilność. To dobry człowiek, zdolny, mądry, ma naprawdę wiele zalet. Tak mi go szkoda, ale równocześnie jestem zła.
Myślałam, że rozmowa była szczera, jednak... Dziś znów to samo.
Dlatego u pijącego alkoholika liczą się czyny, nie słowa. Wiele razy sam sobie mówiłem, że nie będę pił od poniedziałku, od świąt, od pierwszego itd i nic z tego nie wychodziło.
Mogę być tam, gdzie Ty, do końca moich dni,
Mogę być kimś, będąc jednocześnie sobą.
Albo pić od rana Wyborową, bić matkę,
mieć jako dom klatkę schodową.
Mogę skończyć się i nie jestem zdziwiony.
Mogę wszystko, to ma dwie strony.
WWO - Mogę wszystko
Dziękuję Wam za odpowiedzi.
Zapisałam się na wizytę w poradni uzależnień, już za 2 dni mam termin.
Wczoraj nawet myślałam, że może niepotrzebnie, pogadałam z mężem, twierdził że on sam sobie z tym poradzi i mam rację z granicami, które postawiłam, że nie będzie zachlewał i nie będę czuć od niego smrodu. Myślałam, że rozmowa była szczera, jednak... Dziś znów to samo. (...)
Gratuluję decyzji o zapisaniu się na wizytę. To dobry pierwszy krok, życzę Ci wytrwałości na drodze zdrowienia.
Czy wiesz, jak brzmią oświadczyny czynnego alkoholika? "Wyjdź za mnie, nikt inny ci tyle nie obieca".
Dbaj o siebie - Tomasz
Wypomniałam mu dziś to obiecywanie. Powiedziałam, że każdy jest taki sam, że słyszałam, jak mój ojciec przepraszam mamę i obiecywał, nawet pamiętam z tej okazji jedyne kwiaty, jakie od niego dostawała. Mąż się zdenerwował, że porównuję go do mojego ojca. Przecież to w jego ramiona się wypłakiwałam i to on mnie ratował, kiedy ojciec urządzał awanturę. Poczuł się teraz urażony i powiedział coś w stylu "że ja przez tyle lat nie zauważyłem, że taka jesteś", ale jaka to już nie dokończył. Przez chwilę miałam poczucie winy, ale mówię - nie. On zapewne jest niezadowolony, że skończył mu się komfort picia i już poważnie się robi. Powiedziałam, że nie wiem co dalej, ale będę słuchać tego co zaleci mi terapeutka od uzależnień. Jest niezadowolony, że wychodzę z tym na zewnątrz.
No to sobie podyskutowaliście na poziomie "jesteś taki jak wszyscy"/ "a ty taka jak wszystkie".
Dzięki terapii i Al-Anon nauczyłem się akceptować drugiego człowieka bez porównywania go z jakimś idealnym obrazem. To bardzo upraszcza i ułatwia życie. Bo teraz moim problemem nie jest to, jak zmienić drugiego człowieka aby pasował do mojego ideału, tylko jak ułożyć relację z kimś, kto do tego ideału nie pasuje.
Nie da się zmienić drugiego człowieka. Ułożyć relację często się da. A jeśli się nie da, to relacja się kończy, i kłopot samoistnie się rozwiązuje.
Kiedy chodziłam na swoją terapię,mąż nie raz próbował wyciągnąć odemnie o czym rozmawiamy z terapeutką.Mówiłam wtedy,, to jest moja terapia ,Ty możesz pójść na swoją".Skupiałam się na sobie, jak pomóc sobie,wiedziałam ,że wpływ mam tylko na siebie,na męża picie nie miałam absolutnie żadnego.
Fajnie,że idziesz na terapię.Jest takie powiedzenie,,daj przykład nie wykład"...i pamiętaj, to jest Twoja terapia.Na terapii uczyłam się dbania o siebie,skupiania się na sobie, stawiania granic.
Jestem Krysia .
Twoja terapia i praca nad sobą to dla niego duże zagrożenie.Wychodzisz z problemem i tym co sie dzieje w domu do ludzi.Nie będzie tobą już tak łatwo manipulować.Powiedziałam, że nie wiem co dalej, ale będę słuchać tego co zaleci mi terapeutka od uzależnień. Jest niezadowolony, że wychodzę z tym na zewnątrz.
To dobry człowiek, zdolny, mądry, ma naprawdę wiele zalet
To jest dokładnie to, co moja żona zawsze powiedziałaby o mnie. Co ja z tym robiłem? Traktowałem ją jakoś coś pewnego - kogoś kto nigdy nie odejdzie itd.
Oczywiście nie świadomie, nie z premedytacją i kalkulacją - po prostu tak było. Moja choroba się rozwijała, a nasz związek powoli wysychał. Pod koniec mojego picia w zasadzie sam już nie chciałem z nią być. Ona też była w środku martwa.
Z tego co piszesz, zachowania Twojego męża i reakcje na to, co się teraz dzieje są typowe - tzn. w przybliżeniu ja miałem podobnie. Mechanizmy choroby, ochrony ego zrobią teraz wszystko, żeby obarczyć Cię winą, współodpowiedzialnością, nie widzieć w zasadzie całej winy po swojej stronie. Długo by jeszcze pisać.
Zmierzam do tego, że jeśli Twój mąż nadal chce pić albo myśli, że sobie sam poradzi, że wystarczy chcieć przestać albo ograniczyć, to jest to droga donikąd.
A jeśli chce coś z tym zrobić, to długa droga przed nim - żeby w ogóle zyskać świadomość o co tu chodzi. Potem to wszystko zmieniać: nawyki, praca nad ego, przekonaniami, zburzenie idiotycznego obrazu samego siebie, a potem odbudowanie charakteru i wzmocnienie go poprzez zrozumienie, że to, co wcześniej uznawało się za siłę było w istocie słabością i vice versa.
To jest w cholerę ciężka droga i nie wyobrażam sobie, żeby przeszedł ją ktoś, kto tego nie chce i zaakceptuje niepewność związaną z tym, czy to się w ogóle powiedzie. Dlatego najczęściej zaczynają dopiero ci, którzy nie mają już innego wyjścia. Ci którzy jeszcze myślą, że mają (mówi się, że nie osiągnęli swojego dna) w ręku jakieś atuty i sposoby, w ogóle tego nie zaczną.
To naprawdę trzeba przebudować swój charakter i zmienić cały paradygmat. Jak myślę przez co ja musiałem przejść, żeby wylądować we w miarę zdrowym miejscu, to była to diabelnie ciężka droga - jakby mi ktoś powiedział, że jeszcze raz od nowa mam przez to przechodzić, to chyba opadłyby mi ręce. Ale czy było warto? No jasne, że tak!
Podsumowując: jeśli Twój mąż nadal myśli, że jakoś to ogarnie sam, to jest w zasadzie po temacie. "Pomóż" mu jak najszybciej osiągnąć jego własne dno - może wtedy coś z tym zrobi. Nie chodzi o to, żeby go cisnąć, bo to prowadzi do kontroli, manipulacji i eskalacji, tylko przestać go chronić, zadbać o siebie, postawić granicę i być w tym konsekwentnym. Na terapii pewnie Ci powiedzą co i jak. Inaczej bez szans - tak ja to widzę.
BTW: Moje małżeństwo wróciło do naszych najlepszych chwil. Choć żona nadal ma szereg zachowań świadczących o jej współuzależnieniu i nie chce z tym nic zrobić (w sensie, np.: iść na terapię), to ja to widzę, rozumiem, akceptuję i robię swoje, a ona przy mnie też się zmienia, bo ze sobą gadamy i siłą rzeczy jakoś to idzie w dobrym kierunku. Oczywiście nie to, że ja teraz jestem jakimś ideałem, ale przynajmniej to zauważam i od razu coś z tym robię.
Ufff - ale się rozpisałem. Powodzenia.
„Jesteś tym, co robisz, a nie tym, co mówisz, że zrobisz”
O to to,mam dokladnie taka sama sytuacje z moja partnerka.BTW: Moje małżeństwo wróciło do naszych najlepszych chwil. Choć żona nadal ma szereg zachowań świadczących o jej współuzależnieniu i nie chce z tym nic zrobić (w sensie, np.: iść na terapię), to ja to widzę, rozumiem, akceptuję i robię swoje, a ona przy mnie też się zmienia, bo ze sobą gadamy i siłą rzeczy jakoś to idzie w dobrym kierunku. Oczywiście nie to, że ja teraz jestem jakimś ideałem, ale przynajmniej to zauważam i od razu coś z tym robię.