Dokonałeś(łaś) już rejestracji na portalu? Zapoznałeś(łaś) się z regulaminem? Regulamin forum
Teraz możesz wybrać odpowiedni dla siebie dział. Zapraszamy do naszego grona na forum. Zakładasz w wybranym przez siebie dziale swój temat i możesz się z nami przywitać
i dzielić się swoim doświadczeniem. Przekonaj się jakie to proste - czekamy na Ciebie. Jeżeli zdarzy Ci się, że rozpoczniesz temat w nieodpowiednim dziale, nie martw się, administracja pomoże Ci go przenieść w odpowiednie miejsce.
Uwaga! Jeden użytkownik = jeden osobisty wątek w danym dziale.
Witam wszystkich znajomych, jak i nieznajomych. 🤗
Ci co mnie znają osobiście jak i z forum, pamiętają jaką drogę przeszłam od momentu kiedy tu trafiłam po raz pierwszy. A dla tych, co nie znają wklejam link do mojego starego tematu https://archiwum.niepijemy.pl/forum/forum-dla-wspoluzaleznionych/285574-poczatek-mojej-walki-o-lepsze-jutro
Dziś postanowiłam nadać swojej dalszej historii nieco inny tytuł. Dlaczego? Bo autentycznie kocham życie. Choć nie zawsze jest idealne, choć czasami droga jest wyboista. Ale umiem się cieszyć z małych rzeczy i walczyć o siebie. Wróciłam aby podzielić się tym co mam, czyli własne doświadczenie.
A więc...podzielę się tym co u mnie. Przez te kilka lat jak opuściłam to forum trochę się działo, zresztą jak i i każdego. Mój syn ma już prawie 17 lat, więc jak to nastolatki w tym wieku dostarczał nam wrażeń. Niestety, choć staraliśmy się z moim partnerem od początku otaczać go miłością i pokazywać mu normalne życie, bez używek i pokazując mu to co dobre, jednak to co przeżywał i na co się napatrzył za małego dziecka, odbiło się mu czkawką. Młody wpadł w patologiczne towarzystwo, zaczęło się pyskowanie, zmiana zachowania. Czułam że coś jest nie tak, współpracowałam ze szkołą zgłaszając im niepokojące mnie zachowania, młody był wzywany do psychologa szkolnego.. Potem złapaliśmy go z używkami z nikotyną. Była rozmowa, była reakcja, wyciągaliśmy konsekwencje. Był psycholog, tam młody nie chciał się otworzyć. Potem został złapany drugi raz, byliśmy bardzo czujni i zaraz wyłapaliśmy objawy używania tego świństwa. Okazało się że jest to rozprowadzane w szkole. Choć mało nie pękło mi serce, wyciągałam brutale konsekwencje w postaci zabrania młodego za zad i zawiezienia na policję. No i zaczęło się piekło...młody czując że robi się mu gorąco pod siedzeniem, wspólnie z kolegami wymyślili sobie że oskarżą nas o przemoc domową...namówili młodego żeby przy okazji wizyty u szkolnego psychologa powiedział że Mama i ojczym go biją, szarpią, głodzą, zabierają pieniądze itp.itd. A szkoła, przy okazji tego że zgłosiłam że wychowawca klasy oraz szkolny pedagog wiedzą że młodzież handluje używkami w szkole ( co było oficjalnie napisane na grupie rodziców naszej klasy) nic z tym nie zrobiły, bardzo chętnie chciały się zemścić i zabrały sobie młodego na spotkanie bez mojej wiedzy i obecności, wraz z panią psycholog, założyły nam niebieską kartę na podstawie jego zeznań oraz siniaka na ręce który niby zrobił mu mój partner. Tak jak kiedyś pisałam, on jest bardzo stanowczy i dlatego młody chciał się go pozbyć aby miał większą swobodę 🫣😬 Młody się cieszył bo myślał że to tylko nas postraszą, że żadne konsekwencje mi nie grożą a partner będzie miał dość i się rozstaniemy, albo dostanie eksmisję z domu ( tak mu panie powiedziały), a on sam będzie mógł dostawać pieniążki i wychodzić sobie na miasto nocą tak jak jego koledzy. No niestety, trochę się zdziwił. Ruszyło całe śledztwo, choć w pierwszym momencie byłam załamana, nie wiedziałam co zrobić. Ale poszłam na zeznania na policję, tam opowiedziałam od A do Z jak to było, miałam różne dowody. Na koniec składania zeznań pan policjant powiedział mi tak "powiem Pani tak...jak bym takie coś odwalił w domu, to bym dostał takie manto że bym przez tydzień nie usiadł. Ale teraz mamy tak głupie prawo że dzieciom wolno wszystko a rodzicom nic." Niestety, niebieska karta została założona i nie dało się tego cofnąć. Potem przyjechał Pan Dzielnicy oraz Pani z MOPS, na szczęście normalni, rozumiejący sytuację ludzie. Od początku zaznaczyłam że chcę tą całą farsę wyjaśnić i podjąć z nimi współpracę aby się to wszystko zakończyło dla młodego ratunkiem. Potem na grupie roboczej w mopsie osobno byłam ja, osobo mój partner. Na moim spotkaniu nie dotarła pani pedagog,która zgłosiła przemoc , na spotkanie z moim partnerem już tak. I z radością i złośliwym uśmiechem ogłosiła że "to ja założyłam Państwu Niebieską Kartę". Tam były niezłe jaja bo ona zaczęła się wykręcać że niby szkoła nic nie wiedziała o tym fakcie że w szkole handlują używkami. A mój partner mówi "naprawdę? A to co tu pisze? I buch, wydrukowana konwersacja Pani wychowawczyni gdzie pisze na grupie rodziców żeby być czujnym i zwrócić uwagę bo w szkole najstarsze klasy sprzedają młodszym wyroby nikotynowe" 🤪 I pyta się Pani czy w tej szkole są jakieś starsze klasy jak 8 klasa? Pani zdurniała, uśmiech jej znikł z ust a Pani przewodnicząca tej grupy pyta panią pedagog, jak to jest możliwe że nic o tym nie wiedziała. Pan policjant też powiedział że były sygnały ale ze tam coś śmierdzi ale nie mieli oficjalnych dowodów. Ale dzięki nam szambo wybiło 😆 Oczywiście szkoła była wielce obrażona, wychowawczyni mi napisała że nie rozumie jak można donieść na własne dziecko na policję, że on nie ma ojca to powinnam go chronić i wspierać. A to że młodzież eksperymentuje to normalne, że nawet na lekcji sobie biorą tzw snusa, żeby się odstresowac bo ma ciężkie życie z nami bo ma obowiązki które go przeciążają( mycie naczyń,palenie w piecu) Pomyślałam swoje, a ponieważ nauczyłam się i stosuję to co napisano w desideracie "słuchaj też tego co inni mówią, nawet głupcy i ignoranci, oni też mają swoją opowieść " więc nie skomentowałam nic. Ja wyciągałam konsekwencję, o czym młody był poinformowany. I byłam gotowa na dalsze. Choć serce matki pękało mi w pół, mój partner utwierdzał mnie w przekonaniu że nie możemy teraz odpuścić. Zarówno dzielnicowy jak i pani z mopsu odbyli rozmowę z młodym, z nami również, była też Pani kurator, która musiała zbadać sytuację rodzinną. Nikt nie miał zastrzeżeń, wszyscy jednym chórem stanęli w naszej obronie, dlatego też sprawa dla nas zakończyła się umorzeniem wszystkich zarzutów, dla młodego też, aczkolwiek jeśli jeszcze raz został by złapany z czymś zakazanym jego papiery z automatu wjeżdżają na rozprawę i będzie kurator i papiery o karalności. Sędzina powiedziała młodemu żeby dziękował że ma takich opiekunów i że w większości przypadków zasądza dozór kuratora ale w tym przypadku jego opiekunowie są najlepszym kuratorem, psychologiem i przyjacielem w jednym. Bałam się bardzo jak to wszystko odbije się na jego egzaminie 8klasisty. Na szczęście zdał go bardzo dobrze. Wyszedł z tej szkoły a z tamtym towarzystwem nie ma kontaktu. Dużo było rozmów, dużo konsekwencji, łez i nerwów. Powiedziałam mu że jeśli nie podejmie się spotkań z psychologiem i będzie próbował dalej tego świństwa to mam już dla niego ośrodek i wylatuje z domu w trybie natychmiastowym. Takie są zasady i albo się zastosuje albo świat jest długi i szeroki. Dłuży czas była obserwacja, wyrywkowe testy. Młody zaczął się otwierać, opowiedział nam wszystko dlaczego tak się stało i że dużym problemem było dla niego to, że sobie wyobraził że musi konkurować z moim partnerem, że jak się go pozbędzie to będzie sobie żył pięknym życiem z kochaną Mamą która mu na więcej pozwoli. Nawet naradzali się z kolegą, którego ojciec też jest alkoholikiem, jak się pozbyć partnerów matek. To było straszne..na szczęście to doświadczenie, bardzo na młodego wpłynęło. Sam powiedział, że nam dziękuje za to, bo jakby nie my to nie wiadomo kim by dziś był. Powiedziałam mu..byłbyś synu narkomanem, jak Twój kolega. Niestety, młody ma znajomych którzy znają tego kolegę..już jest uzależniony. On z pomocą psychologa i braku założenia klosza nad głową "biednego dziecka", wyszedł z tego. Trafił do szkoły gdzie na jego nieszczęście jest dzielnicą naszego Pana dzielnicowego, więc ma go na oku. Ale widzę że jest ok, inne myślenie,inne zachowania.
Potem była chwila spokoju, odbiło się to trochę na naszym związku i zdrowiu. Na szczęście, dzięki temu że mieliśmy czas i przestrzeń na rozmowę, wyszliśmy z tego jeszcze silniejsi i bardziej świadomi tego że chcemy być razem. Ja miałam problemy z żołądkiem, wróciło zapalenie błony śluzowej, dieta i udało się to ogarnąć.
Żeby nam nie było za różowo, od dłuższego czasu córka mojego partnera miała bardzo narastający konflikt z swoją matką z którą na co dzień mieszkała. Poznała chłopaka, zaczęła się z nim spotykać i po pół roku znajomości uprawiali pierwszy seks, co miało miejsce trzy tygodnie przed 18stka młodej. Stało się to podczas weekendu, ma którym córka i syn mojego partnera są pod opieką mojego partnera. Matka się o tym dowiedziała i miała straszne pretensje do mojego partnera, że ją puścił na noc do chłopaka i czy wie, że Uwaga! Ona może zajść w ciążę! 😆 No więc mój partner spokojnie powiedział że jakby jeszcze nie wiedziała to ma 40 lat i spłodził dwójkę dzieci i tak, wie że może zajść w ciążę, oraz że ma prawie 18 lat a w ciążę również może zajść w samochodzie, w krzakach i gdziekolwiek indziej. Oraz że rozmawiał z córką na temat tego że współżyjąc z chłopakiem zawsze jest ryzyko zajścia w ciążę, oraz że rozmawiał z obydwojgiem i że prosił, aby się zabezpieczali. Matka się wścieka, zbeształa go i się rozłączyła. Następnie zaprosiła swoją już prawie dorosłą córkę na rozmowę, podczas której chciała jej wytłumaczyć jak się zachodzi w ciążę. Super...w tym wieku. Córka ją trochę wyśmiała i powiedziała że już dawno z Tatą i ze mną rozmawiała na ten temat, u nas w domu nie jest to temat tabu, chcemy żeby nasze dzieci widziały że jesteśmy otwarci na takie rozmowy i mogą bez skrępowania pytać o takie rzeczy. Matka się wścieka i powiedziała jej w bardzo wulgarny sposób żeby córka się wynosiła do Tatusia i Beni skoro są tacy wspaniali. To nie był pierwszy raz i niejednokrotnie mówiliśmy córce że jeśli chce, jesteśmy gotowi ją przyjąć, ma tu swój pokój i jakoś damy radę. Dodatkowo nazwała ją puszczalską panią lekkich obyczajów, wiadomo nie będę tu cytować wulgaryzmów, no szanuje to miejsce i pracę ludzi którzy je stworzyli, powiedziała że ma zakaz spotykania się z chłopakiem i że ma teraz jechać do Taty a jak wróci jutro to już więcej do Ojca nie pojedzie, bo ona sobie nie życzy. Więc córka jej powiedziała że się wyprowadza. Matka ją wypchała z mieszkania i kazała się wynosić. Cała zapłakana wróciła do nas do domu, cały dzień płakała, nadeszła niedziela więc mój partner zadzwonił i poinformował że za dwie godziny przywiezie syna ale córka chce zamieszkać u nas. Matka powiedziała że w wyroku sądowym jest zapisane że każde miejsce zamieszkania matki jest miejscem zamieszkania dzieci, więc musi wrócić. Ale wcześniej partner skontaktował się z dzielnicowym , którego już dobrze znaliśmy z akcji z młodym, i powiedział że matka ma prawo wysłać policję do nas po córkę, ale jeśli ona wyjdzie i powie że jest tu dobrowolnie i jest już prawie dorosła i nie chce wracać do matki nie zabiorą ją siłą. Ale muszą sporządzić notatkę i dowiedzieć się dlaczego nie chce wracać. A jak powie że matka ją źle traktuje, to sami wiemy jak działa niebieska karta, a matka pracuje na państwowej posadzie i nie może być karalna. No i oto tak w ten sposób została, matka kazała jej przyjechać i zabrać wszystkie swoje rzeczy, powiedziała jej że nie ma już matki. Młoda to bardzo przeżywała, potem rozstała się z chłopakiem, moim zdaniem bardzo dobrze bo zwracałam jej uwagę na to że jest bardzo zaborczy w stosunku do niej. Od początku intuicja mi podpowiadała że coś z tym chłopakiem jest nie tak. Z czasem jak zaczął u nas bywać, zaczęłam zauważać pewne symptomy. Sugerowałam im pójście do psychologa, bo nie trzeba się od razu rozstawać ale starać się pracować nad sobą. Młoda ma straszny głód miłości i zadowala się byle czym. Dałam jej książki, chodzi do psychologa, dużo staram się z nią rozmawiać. Wiele jej pokazywać. Jak widzę coś fajnego na FB, podrzucam jej do przemyślenia. Poleciłam jej film "Dom Dobry". Zrobił na mnie ogromne wrażenie. Mój partner był ze mną na tym filmie i pytał mnie po seansie czy miałam siłę to oglądać, przeżywając podobne sytuacje...chwilę się nad tym pytaniem, zatrzymałam. Pomyślałam i powiedziałam, tak miałam siłę, to już jest za mną. Jednak pewne sceny, poruszyły coś w głębi duszy, jednak nie rozbiło mnie to, nie spowodowało jakiegoś spadku nastroju, wręcz jakiś rodzaj ulgi, że nie skonczylo się to śmiercią któregoś z nas, w sensie że ktoś kogoś zabił w furii. Bo pamiętam dobrze, jak pojawiłam się z walizkami u mojej mamy, ale ten ostatni raz, powiedziałam takie słowa i one były szczerą prawdą..."Mamo albo ja zabiję jego albo on mnie" Pamiętam monet mojej słabości kiedy to mój alkoholik szarpał moje dziecko, nie było mnie wtedy w domu, ale jak się dowiedziałam to w domu znalazłam się szybciej jak burza...wtedy to ja pobiłam jego, był pijany więc miałam przewagę. Potem było mi bardzo z tym źle..tak się właśnie kończą takie historie.
Tak więc żyjemy sobie, remontujemy dom ale ponieważ to kosztowne i długotrwałe przedsięwzięcie, idzie nam mozolnie. Ale cieszymy się tym co mamy. Teraz czeka nas najwyraźniej starcie w sądzie z byłą żoną mojego partnera która wymyśliła sobie że skoro Tatuś sobie wziął córkę to ma ją sobie sam utrzymywać bo ona nie ma pieniędzy. Poinformowała córkę że nie będzie jej płacić bo się zwolnić z pracy i pójdzie do psychiatry i będzie się przez nią musiała leczyć. Przykro patrzeć jak matka niszczy córkę. Od początku widziałam jak niedojrzałe jest zachowanie tej kobiety, cały czas obwinia to biedne dziecko że się pojawiło na świecie i poniekąd było powodem jej zamążpójścia. Cały czas wmawiała dzieciom że ojciec to samo zło, na każdą próbę pomocy dzieciom reaguje wściekłością, myślała że prezenty i pieniążki starczą aby kupić dzieci. Na szczęście dzieci rosną i mają swoje oczy i rozum. Wiem że sobie poradzimy, że możemy pokazać córce coś innego jak to co wmawiała jej matka, staram się być dla niej trochę matką, ale cały czas namawiamy ją aby się z nią pogodziła. Jednak każda próba kontaktu kończy się lekceważeniem i kpinami ze strony matki. Była nawet taka sytuacja że młoda pisała do matki w pewnej sprawie, napisała jej SMS, matka odpisała że nie wie z kim rozmawia choć wcześniej mój partner wysłał jej nowy numer córki, więc młoda odpisala że tu przykładowo nazwijmy ją Ania, a ona odpisała że nie zna nikogo takiego. Młoda płakała bardzo ją to zabolało. Wiem do czego prowadzi takie odrzucenie i brak miłości. Dlatego często podpowiadam partnerowi co może zrobić aby choć odrobinę sytuację poprawić i wzmocnić poczucie że jest przez kogoś chciana i kochana. Np. po rozstaniu z chłopakiem, kupiłam lizaczka w kształcie serca, dałam go partnerowi i powiedziałam żeby poszedł do niej, przytulił ją i dał jej to, powiedział żeby pamiętała że jest jeden taki facet na świecie który ją zawsze będzie kochał i że to jej Tata. Tak zrobił a potem sobie długo porozmawiali, po czym wrócił do mnie, pocałował mnie w czoło i powiedział że jestem wspaniała bo choć czuł że powinien tak zrobić, to nie wiedział jak przełamać swój dziwny lęk, bał się bo zawsze był odstawiony na bok przez matkę. No i że jego rodzice też nie mieli zwyczaju tak okazywać miłości, że wie że to trudne dla niego ale widzi że konieczne dla jego dzieci. I że jest mi wdzięczny że pozwalam mu się stawać lepszym człowiekiem.
Ot i to by było na tyle z mojego życia. Postaram się tu bywać raz na jakiś czas i zostawiać nadzieję dla tych którzy są na początku swojej drogi. Bywacie forumowicze 🍀
Witaj ponownie Beniu 🌷
Bardzo Ci dziękuję za tak obszerny wpis, za podzielenie się Twoim doświadczeniem, przeczytałam jednym tchem. Podjęliście konkretne i odpowiedzialne działania, aby uchronić dzieci, zapobiec katastrofie i umożliwić start w dorosłość, co w dzisiejszym świecie naprawdę jest nie lada sztuką. Serdecznie Cię/Was pozdrawiam i jak najwięcej słonecznych, jasnych dni życzę🍀
Nie próbuj przeskakiwać schodów, kto ma długą drogę przed sobą nie biegnie - Paula Modersohn-Becker (,,,) nie nauki...czujesz, że to nie tak - Przyjaciel
🍀Witaj Beniu ,fajnie że wróciłaś.
jerzak 😀
" Znajdź pasje, a nie znajdziesz czasu, by się nad sobą użalać."
Podziwiam aż oddechu zabrakło 🌹 Pozdrawiam i Witam
Z iluzji świata
Wojtek
Taką Cie właśnie pamiętam Beniu...silną i stanowczą
Przysłowia mądrościa narodu i tu...małe dzieci, mały kłopot. Duze dzieci duży kłopot.
Nastolatkowie czują sie dorośli ale tak naprawdę o życiu wiedzą niewiele. Też taka byłam.
Super, że dbacie o kontakt. Super, że młodzi sie na to zgadzają, pozwalają na rozmowy o życiu, uczuciach, że nie tylko słuchają ale też usłyszeli jak bardzo sa kochani.
To bardzo trudny okres dla Was wszystkich. Wierzę w dobo i tego dobra Wam życzę ❤️
Akceptuję, to co jest,
pozwalam odejść temu co było
i mam wiarę w to co będzie.
Emilka Alkoholiczka
małe dzieci, mały kłopot. Duze dzieci duży kłopot
O tym samym pomyślałam 🙂
A z drugiej strony to naprawdę straszne jak własna matka potrafi niszczyć swoje dziecko.
Fajnie że się odezwałaś 🌺
Jeśli chcesz być tam, gdzie nigdy nie byłeś, musisz iść drogą, którą nigdy nie szedłeś.
Coniguliaro Dominick
Dziękuję wszystkim za odzew, fajnie tu znowu z Wami być i podzielić się cząstka swojego życia 🍀
Witaj Beniu,
Dziękuję za to że się tym podzieliłaś. Stanowcza miłość jest trudna, ale przynosi dobry owoc.
Pozdrawiam, Tomasz
Witajcie moi drodzy forumowicze 🍀 Leżę sobie w łóżeczku bo jestem na L4 to też sobie mogę poleżeć, pić kawkę i nic nie robić 😄 Koło mnie leży pieseł, 30kg czarny labrador retriever Lucky, jest z nami od października, przygarnęliśmy go od Pani wolontariuszki która zabrała go z tzw interwencji, ale dobra bo to nie o tym ma być ten post 🤣 ale kocham to wdzięczne psisko bo mnie grzeje i pilnuje. A więc sobie choruję, mam prawdopodobnie wypadnięcie dysku i dlatego mnie boli. Wczoraj byłam u lekarza rodzinnego, znów przepisał mi jakieś silne leki, nie chce ich brać... Powiedziałam mu też że cierpnie i puchnie mi noga stwierdził że to po lekach...ogólnie mnie zlał, wręcz wymusiłam na nim skierowanie na RTG. Widzę że ok prostu chce tylko zamaskować mój ból i nic więcej, więc zadzwoniłam do ośrodka rehabilitacji poleconego mi przez siostrę partnera, w czwartek mam wizytę. Mam zrobić prześwietlenie i poziom witaminy D3 więc jutro rano idę się badać. Zamierzam w poniedziałek wrócić do pracy bo już mi się nudzi w domu i strasznie tęsknię za pracą 😄 I ta choroba, mój ból i niezdarność na początku,kiedy płakałam z bólu bo nie mogłam się podnieść z łóżka i ubrać skarpetek, schylić się po cokolwiek, uświadomiła mi coś, nad czym warto by popracować. A mianowicie to,że ciężko mi było o cokolwiek poprosić, zwłaszcza dzieci. Bo z partnerem jest mi łatwiej, on dużo widzi i niejednokrotnie zanim zdążyłam poprosić o coś on już był, pytał czy sam od siebie domyślił się że coś trzeba. Stanął na wysokości zadania bo w pierwszym dniu czyli w niedzielę obowiązki domowe przejął razem z dziećmi a jak już poszedł do pracy to podzielił dzieci obowiązkami po powrocie ze szkoły. Coś tam próbowałam sobie powolutku robić, takie czynności które nie powodowały bólu ani nie obciążały kręgosłupa. No i takie pytanie mi zabłąkało się do głowy, co by było gdyby nastąpiła taka sytuacja że musiałabym leżeć i nie byłabym w stanie się sobą zająć...chyba bym oszalała i zapewne o wiele rzeczy bym nie poprosiła. Wszystko chcę sama...żeby być od siebie samej zależną. Ale nie zawsze się tak da. Jest się nad czym zastanowić i popracować. O ile dzieciaki jak się im pokaże palcem, o tu to i tak, wykonają. To normalne, my też tak mieliśmy. Ale ja mam tak, że jak dzieciaki zrobią to niedokładnie, nie jestem zadowolona i muszę to poprawić żeby było po mojemu 🫣 Perfekcjonizm się kłania..choć i tak odpuszczam trochę, w te święta nie będzie jeżdżenia na szmacie do nocy żeby było tip-top. Mam to w nosie, moje zdrowie ważniejsze. Nie zamierzam tyrać jak wół żeby zasiąść do stołu zmęczona 🥱 choć tyle udało się zmienić. Tak więc odpoczywam i przesyłam wszystkim pozytywną energię na resztę tygodnia 😉🤗🍀
obowiązki domowe przejął razem z dziećmi
Aż sobie wyobraziłem to, że kiedyś było maaamoooo, daaaajjj! A teraz jest syyynkuuu, przyyyynieeeeśśś 😆 😆
Mogę być tam, gdzie Ty, do końca moich dni,
Mogę być kimś, będąc jednocześnie sobą.
Albo pić od rana Wyborową, bić matkę,
mieć jako dom klatkę schodową.
Mogę skończyć się i nie jestem zdziwiony.
Mogę wszystko, to ma dwie strony.
WWO - Mogę wszystko
Witaj Beniu ❤️ , wielki szacunek za postawę wobec swego syna jak i wobec córki partnera. Znamy się z "któregoś" Lichenia gdy bazą forumową były Piotrowice u pana Włodka. Dobrze, że jesteś. 👍 🌹 🌹 🌹 Pozdrawiam serdecznie i ciepło. 🌻
Jeśli czujesz przygnębienie, to dlatego, że żyjesz w przeszłości.
Jeśli czujesz niepokój, to dlatego, że żyjesz w przyszłości.
Jeśli czujesz spokój, to dlatego, że żyjesz w teraźniejszości. /Laozi VI w.pne/
Witaj Andrzejku, oczywiście że się znamy i pamiętamy 😁🍀 Słynny Licheń, jeziorko, kiełbaska z grilla, uśmieszki i słynne "otworzyć Ci puszkę" to tylko wiedzą Co co byli. A Ci co nie byli niech żałują 😆😎 Również serdecznie Cię pozdrawiam i kwiot dla Ciebie 💐😁
Hahahha Sklerozy 🤣
a o Eldorado zapomnieliście?
Była Nas tam gromadka dość pokaźna. I koniki też były
Prosze ruszyć pamięcią do 2019 roku.
Akceptuję, to co jest,
pozwalam odejść temu co było
i mam wiarę w to co będzie.
Emilka Alkoholiczka
Beniu ❤️ dzięki za kwiota - ode mnie masz słonecznika, hehe. 🌻
Emi, jakie sklerozy, jakie sklerozy? A może i dobrze, hahaha. Ale do rzeczy: moje pierwsze Eldorado kiedy Yaro był z Julką, drugie na dziko Opelkiem z Iwonką, a trzecie z Tobą, Anką i Wieśkiem. Na wszystkich nie byłem, ale Beni tam nie pamiętam. Chyba, że na tym jednym co nie byłem ona właśnie była? Pozdrawiam wszystkich Eldoradowiczów. 🌺 🌺 🌺 👍
Jeśli czujesz przygnębienie, to dlatego, że żyjesz w przeszłości.
Jeśli czujesz niepokój, to dlatego, że żyjesz w przyszłości.
Jeśli czujesz spokój, to dlatego, że żyjesz w teraźniejszości. /Laozi VI w.pne/
drugie na dziko Opelkiem z Iwonką,
Na wszystkich nie byłem, ale Beni tam nie pamiętam.(...) Pozdrawiam wszystkich Eldoradowiczów. 🌺 🌺 🌺 👍
Właśnie wtedy tam była. Było Nas tam bardzo dużo 🤣
Również pozdrawiam ❤️
Akceptuję, to co jest,
pozwalam odejść temu co było
i mam wiarę w to co będzie.
Emilka Alkoholiczka
Zacznę od tego, że zrobiło mi się mega miło na te piękne wspomnienia, zarówno z Lichenia jak i z Eldorado. A teraz w telegraficznym skrócie co u mnie. Ano postawiłam się na nogi, rehabilitacja, ćwiczenia w domu i już jest prawie że ok. Teraz za to złapałam infekcje zatok 🫣 Ale najważniejsze że żyje, jestem i mam dobre poczucie humoru, aaaa jeszcze mam bo jak będę musiała jechać po wędliny na święta to chyba go stracę 😆 W tym roku ogłaszam wielki sukces. Odpuściłam sprzątanie, zdjęłam ze swoich barków odpowiedzialność za wszelką robotę na święta, obdzieliłam dzieci, więc mam dużo lżej. Powiedziałam im że mają dwa wyjścia. Albo każdy coś zrobi, niewiele się zmęczy i najemy się do syta, albo nie będzie nic i będą wypoczęci ale głodni...wybrali pierwszą opcję 🤣 Dawniej robiłabym wszystko sama, dziś nie chcę, lat też mi przybywa a poza tym dbam o siebie. Nawet może pomaluje sobie pazury, a co 😎 Obawiam się tylko że baranka w koszyczku podwieziemy na sankach bo dziś sypie śnieg 🤣 Przy okazji, życzę wszystkim czytającym trzeźwych ,zdrowych, spokojnych i pogodnych świąt Wielkanocnych.
Witajcie po świętach. Ja już nie mogłam się doczekać aby pójść do pracy. Jedzenie, odwiedzanie rodziny, obserwacja różnych zachowań, czasami niekoniecznie fajnych. Dużym plusem było zachowanie naszych nastolatków, naprawdę spisali się na medal. Wspólnymi siłami wszystko było gotowe raz dwa, więc był czas na rozmowę, uśmiech i wspólne bycie ze sobą. Naprawdę uważam to za duży postęp w ich postawie. Jednym słowem - dorastają 😁 Co do tych mniej miłych chwil, przykro mi się patrzy na siostrę mojego partnera. Jej mąż niestety jest alkoholikiem. Przy świątecznym stole narobił trochę dziadostwa. Nie ma lepszego tematu jak polityka przy rodzinnym stole...🤔 Oczywiście nikt nie mówił nic na ten temat, on oczywiście sobie dał w gardło i zaczęło się..🫣 Oczywiście każdy chciał udawać że nie słyszy bo wiadomo, nikt nie chciał na taki temat rozmawiać. Ale nie, oczywiście pijana głowa szukała zaczepki. Skończyło się oczywiście awanturą z jego żoną. On dostał to czego chciał, czyli powód do dalszego picia a ona została zaatakowana przez wszystkich "bo Ty musisz coś z tym zrobić" oczywiście..ona...ze swoją nerwicą, współuzależnieniem, w 6 miesiącu ciąży...która jest wynikiem ich godzenia się, po sytuacji gdzie ona już prawie go pakowała. A na to wszystko patrzy trójka dzieci. No i patrzą też tesciowie, którzy teraz bardzo żałują że nie zostawili sobie w domu syna, bo to mój partner miał zostać w domu, jednak w chwili podejmowania decyzji byliśmy świeżym związkiem to też moi teściowie nie znali mnie i bali się że mogę być kolejnym wariatem który będzie uprzykrzał im życie. No ale teraz jak się już poznaliśmy, jest trochę za późno. Poza tym wolę iść na swoje, być niezależnym od nikogo, choć jest nam bardzo ciężko. Przyjeżdżając tam na początku już wylapalam to że tam jest problem. Ale jeszcze nie był tak spory jak teraz, więc zostawiłam siostrze partnera książki które miałam w domu. Do dziś dnia nie sięgła ani do jednej. Szkoda. Wczoraj próbowałam z nią rozmawiać ale była wciąż tak zdenerwowana że nic do niej nie docierało. Jednak może dziś się uda. Oczywiście tu jest klasyk..on pije bo...i tu tysiąc pomysłów ale oczywiście problemu nie ma, ona nie pójdzie po pomoc dopóki on nie przestanie pić. Nie chcę się zbyt w to angażować bo dotyka mnie to bezpośrednio i boję się żebym się w to zbyt nie zagłębiła. Jednak mam pewien pomysł , mianowicie zrobić mu tzw interwencję w domu, czyli zebrać się z całą rodziną i powiedzieć mu że widzimy że jest problem. Jednak wcześniej musiałabym wytłumaczyć wszystkim co to ma na celu i jak to zrobić żeby nie poczuł się zaszczuty. Smutno się na to patrzy bo to naprawdę fajnie ludzie.
Benia czy mi sie wydaje? Czy coś źle widze...Ty żyjesz problemami innych?Jak to sie stało Beniu jesteś po terapi.Jak dałaś sie w to wszystko wciągnąć.
Kasiu spokojnie, nie będę żyć ich problemami i nie żyje, to nie to samo, po prostu chciałam się podzielić tym, że przykro się na to patrzy z boku. Każdy spuszcza głowę, udając że nie widzi bo myślą że tak będzie dobrze. A przecież dobrze wiesz że to świetne warunki do rozwoju alkoholizmu jak i współuzależnienia... Po prostu myślę że należy pokazać palcem że problem jest problemem i tak się nazywa. A to, co oni z tym zrobią to już ich problem, tak? Jeżeli mogę pomóc komuś bliskiemu zrozumieć czym jest alkoholizm i współuzależnienie, to bez wahania to zrobię, nie dlatego że chcę na siłę ratować kogoś kto może się uratować sam, ale dlatego że chcę się podzielić tym co wiem. Ja rozumiem że to może nic nie dać, liczę się też z tym że nikt nie będzie chciał takiej rozmowy przeprowadzać. Ale jak to opowiadała mi jedna Al-anonka, jej męża taka interwencja przeprowadzona przez rodzinę nie pchnęła w stronę trzeźwości ale zabrała komfort picia w domu, bo problem został nazwany i nikt nie udawał że go nie ma. A co do mnie samej, nie zamierzam się tym zamartwiać, mam mnóstwo innych spraw i problemów na głowie więc nie będę sobie szukać czyiś, kolejnych. Gdyby w mojej rodzinie była choć jedna osoba która by chciała taką rodzinę przeprowadzić z moim byłym mężem też bym to zrobiła, mimo że wiem że nic by to nie wniosło w mojej sytuacji, zbyt wiele było innych składników tej sytuacji. Kasiu pozdrawiam Cię serdecznie i dziękuję za Twoje spostrzeżenia 🍀❤️