Ciąg dalszy mojej h...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Dokonałeś(łaś) już rejestracji na portalu? Zapoznałeś(łaś) się z regulaminem? Regulamin forum
Teraz możesz wybrać odpowiedni dla siebie dział. Zapraszamy do naszego grona na forum. Zakładasz w wybranym przez siebie dziale swój temat i możesz się z nami przywitać
i dzielić się swoim doświadczeniem. Przekonaj się jakie to proste - czekamy na Ciebie. Jeżeli zdarzy Ci się, że rozpoczniesz temat w nieodpowiednim dziale, nie martw się, administracja pomoże Ci go przenieść w odpowiednie miejsce.

 

Uwaga! Jeden użytkownik = jeden osobisty wątek w danym dziale.

Ciąg dalszy mojej historii

132 Wiadomości
16 Użytkownicy
375 Reakcje
8,455 Wyświetlenia
Użytkownik Zarejestrowani
Dołączył/a: 2 lata temu
Wiadomości: 489
Autor tematu  

Witam wszystkich,

Mój wątek na starym forum nosił tytuł "Moja historia" (proszę moderatora o wklejenie linku, jeśli to możliwe, z góry dziękuję).

Pół roku temu się rozwiodłem. Wcześniej wyprowadziłem się z domu i zamieszkałem samemu. Moja małżonka była alkoholiczką, przez jakiś czas nie piła, ale zachowywała się w sposób, który był dla mnie nie do przyjęcia. Po próbach ratowania relacji doszedłem do wniosku, że nie ma szans na to, żebyśmy razem tworzyli choćby znośny związek. Jestem przekonany, że moja była małżonka oprócz alkoholizmu cierpiała również na narcystyczne zaburzenie osobowości.

Przez minione pół roku ani przez chwilę nie żałowałem decyzji o rozwodzie. Moje życie stało się spokojne i szczęśliwe. Skończyły się wahania nastroju, ustał ciągły ból emocjonalny, jakiego doświadczałem w małżeństwie. Jestem zdrowy fizycznie, odzyskałem wewnętrzny spokój i pogodę ducha. Finansowo wyszedłem na prostą.

W tej chwili nie utrzymuję żadnego kontaktu z byłą małżonką, która zamieszkała razem z naszymi dorosłymi córkami. Starsza nie utrzymuje ze mną kontaktu. Z młodszą mam dość dobrą relację, spotykamy się co tydzień- dwa na parę godzin.

Nadal chodzę na spotkania Al-Anon, pomimo, że w moim najbliższym kręgu nie ma już osób uzależnionych od alkoholu. Uważam, że proces zdrowienia ze skutków uwikłania w alkoholizm nie kończy się z chwilą ustania relacji z alkoholikiem.

Mieszkam sam, ale jestem w stałym związku. Zaręczyliśmy się, chcemy się pobrać, i wtedy razem zamieszkamy.

 



   
Xantia, Krokus, Alex75 i 4 podziękowania
Cytuj
Tomoe
Użytkownik Zarejestrowani
Dołączył/a: 2 lata temu
Wiadomości: 1734
 

Witaj Tomku, cieszę się, że dołączyłeś. Twoja wiedza i doświadczenie na pewno będą przydatne dla innych. Masz się czym dzielić. A przede wszystkim chciałam ci powiedzieć, że przyjemnie się czyta takie dobre wieści. ❤️ 🌼 🙂 Znasz mnie, wiesz że jestem zwolenniczką radykalnych rozwiązań i mocno ci kibicowałam, abyś i ty dojrzał do takiego rozwiązania. 


„Dopóki nie uczynisz nieświadomego świadomym, będzie ono kierowało twoim życiem, a ty nazwiesz to losem." Carl Gustaw Jung


   
Tomasz23 i Gość podziękowania
OdpowiedzCytuj
marcin
Kierownik ds. nieistotnych Moderator Zarejestrowani
Dołączył/a: 2 lata temu
Wiadomości: 1041
 

Opublikowane przez: Tomasz23

proszę moderatora o wklejenie linku, jeśli to możliwe, z góry dziękuję

To Twój poprzedni wątek 

https://www.archiwum.niepijemy.pl/forum/forum-dla-wspoluzaleznionych/289428-moja-historia


Mogę być tam, gdzie Ty, do końca moich dni,
Mogę być kimś, będąc jednocześnie sobą.
Albo pić od rana Wyborową, bić matkę,
mieć jako dom klatkę schodową.
Mogę skończyć się i nie jestem zdziwiony.
Mogę wszystko, to ma dwie strony.

WWO - Mogę wszystko


   
Tomasz23 podziękowanie
OdpowiedzCytuj
Użytkownik Zarejestrowani
Dołączył/a: 2 lata temu
Wiadomości: 489
Autor tematu  

Dziękuję Ci Marcin za link.

Opublikowane przez: Tomoe

Witaj Tomku, cieszę się, że dołączyłeś.

Witaj Alu, miło mi się Ciebie czyta.



   
OdpowiedzCytuj
Użytkownik Zarejestrowani
Dołączył/a: 2 lata temu
Wiadomości: 489
Autor tematu  

Witajcie,

Czuję się dobrze. Staram się przeżywać jeden dzień na raz, a w tym jednym dniu robić kilka rzeczy, nie więcej. Jedną po drugiej, każdą z pełnym zaangażowaniem.

Jestem dla siebie dobry. Staram się nie wypełniać swojego grafika aż po brzegi. Zostawiam sobie przestrzeń na czas wolny - taki, w którym nie pracuję, nie dążę do realizacji jakichś ambitnych celów. Po prostu cieszę się życiem, prostymi rzeczami.

Rozwód spowodował, że zacząłem stronić od social mediów. Początkowo było to podszyte obawą, że przeczytam tam coś, co mnie zaniepokoi. Teraz jest inaczej. Już się nie boję, ale odpycha mnie myśl, że miałbym faszerować się masą nieistotnych informacji z życia ludzi, których znam co najwyżej powierzchownie.

Codziennie rozmawiam przez telefon z kolegą, którego żona od miesiąca leży w szpitalu. Rozmawiamy czasem godzinę, czasem półtorej albo dwie. Spędzam też sporo czasu z narzeczoną. Planujemy ślub, jeszcze w tym roku.

Prowadzę pełne, treściwe rozmowy z ludźmi. Jeżeli chcę kogoś zobaczyć, to wychodzę z inicjatywą, umawiam spotkanie. Jeżdżę w miejsca, w których mogę spotkać osoby, które chcę spotkać. Świadomie kształtuję moje otoczenie, w sensie ludzi, którzy mnie otaczają. Ostatnio odbyłem rozmowę z człowiekiem kierującym pewnym przedsięwzięciem, w które się angażowałem. Powiedziałem mu, że nie będę dłużej się w nie angażował, i podziękowałem mu za współpracę. Rozstaliśmy się przyjaźnie i w atmosferze szacunku.

Była zmusiła ostatnio młodszą córkę do tego, żeby ta zadzwoniła do moich rodziców i wypytywała ich o to, jak nazywa się moja narzeczona. Mój ojciec był tym oburzony. Podobno głos byłej słychać było w tle, mówiła coś w stylu "zapytaj o to...", i potem młodsza zadawała to pytanie. Obrzydliwe. I dziwaczne, bo powiedziałem młodszej wyraźnie, że mam narzeczoną, i że jeśli chce coś wiedzieć na ten temat, to chętnie odpowiem na jej pytania. Młodsza tych pytań jak dotąd mi nie zadawała. Zadała je natomiast dziadkom, pod wpływem presji ze strony matki. Zostawiam to, dystansuję się od tego cyrku.

Jestem w związku z narzeczoną. Nie chcę o tym za dużo pisać, ale coś jednak chciałbym napisać. Jestem ostrożny w pisaniu o niej "moja". Za bardzo nadużywałem tego słowa w przeszłości. Zawłaszczałem drugiego człowieka, i sam byłem zawłaszczany. Dlatego "narzeczona", a nie "moja narzeczona". Wiadomo, że moja, ale nie w sensie posiadania. Należy do Boga, do siebie samej, i jest w związku ze mną. Bo oboje tego chcemy, i jest nam z tym dobrze.

Jest osobą łagodną, choć zarazem silną. Jej osiągnięcia mi imponują, a jeszcze bardziej dystans, z jakim podchodzi do siebie samej i własnych sukcesów. Rozmawiamy ze sobą, słyszymy siebie. Nasze rozmowy mają początek, środek i koniec. Coś z nich wynika. Uzgadniamy coś, i potem się tego trzymamy. Wyjaśniamy nieporozumienia, łagodnie zwracamy sobie uwagę, mówiąc "wiesz, poczułem się źle z tym, że..." albo "czy możesz zamiast X robić Y". Nie przypominam sobie, żeby którekolwiek z nas podniosło głos w czasie różnicy zdań.

Czuję się kochany. Nie "bombardowany" czy "osaczany" "miłością", ale autentycznie, łagodnie, zwyczajnie kochany. I dobrze mi z tym.

Nadal uczestniczę w programie Al-Anon. Zdrowieję. Czuję, że mam jeszcze sporo do przerobienia.



   
Xantia, Krokus, @ndrzejej i 2 podziękowania
OdpowiedzCytuj
ronin
Użytkownik Zarejestrowani
Dołączył/a: 2 lata temu
Wiadomości: 440
 

Tomek gratuluję, fajnie się czyta gdy piszesz co zmieniło się w Twoim życiu po rozwodzie. Czuć lekkość myśli i łagodny spokój. To jest stan jaki osiąga mężczyzna po zrzuceniu z siebie balastu i uprzęży. Balast to chora druga połówka która kieruje nami wszelkimi sposobami, stąd chyba powiedzenie "baba z wozu ...." itd. Też jestem w podobnej sytuacji, też nie chce znać ani widzieć kobiety z którą byłem w związku od 1986 roku. Wdzięczny jestem losowi że skończyło się to na kilkumiesięcznym uzależnieniu, straty finansowe są niczym przy zdobytym w tym czasie doświadczeniu. Będę ją musiał jeszcze raz widzieć w swoim życiu, na weselu u syna pod koniec lipca, ale robię to tylko dla niego. Co znamienne, też używa naszej młodszej córki do zasięgania języka co dzieje się w moim życiu, czy zacząłem pić itp. Na szczęście, bez niej upajam się, ale tylko wolnością. 

Tomek życzę Ci powodzenia z nową partnerką, ale dmuchaj na zimne 🤔 


e pluribus e unum (jeden z wielu)


   
Tomasz23 podziękowanie
OdpowiedzCytuj
Dołączył/a: 2 lata temu
Wiadomości: 62
 
   

Tomasz, odniosę się na chwilę do Twojego drugiego pkt

Nigdy nie miałeś stanu totalnego resetu i wyluzowania po alko? Nigdy się lepiej nie bawiłeś, jak piłeś? Masz świadomość, ze alkohol to nie tylko gorzała, którą jedynie można się nawalić konkretnie, ale sa tez smakowo dobre alkohole (bo taka jest prawda), które się pije z umiarem, nie powodują one zgonów, tylko dają luz?
Nic nigdy i alkohol to największe (razem z dragami) zło świata?

Pozwolilem sobie wlasna wypowiedź z tamtego wątku wkleić do Twojego. Jakbyś chcial odpisac, bo jestem ciekawy. Znam ludzi i takich, którzy piją i takich, którzy chcą wciągnąć kreske, żeby miec fajną zabawę. Wszyscy ci ludzie na co dzien są normalni. Nie bujają sie z negatywnymi skutkami picia/ćpania.  



   
OdpowiedzCytuj
Użytkownik Zarejestrowani
Dołączył/a: 2 lata temu
Wiadomości: 489
Autor tematu  

Filip,

Nie wypiłem pewnie 1/10 tego, co ty. Ale przez wiele lat piłem alkohol w niewielkich ilościach, dwa-trzy piwa tygodniowo, albo piwo i szklanka wermutu tygodniowo. Niemal w każdym tygodniu, przez jakieś 10 lat.

Owszem, miałem stan resetu i wyluzowania po alko. Bywało, że dobrze się bawiłem, gdy piłem. Miewałem dobry seks po alkoholu. Rzadko się upijałem, kaca miałem ze dwa- trzy razy w roku, i był on raczej lekkim bólem głowy. Nigdy nie straciłem kontroli nad ilością wypijanego alkoholu. Mówiłem sobie: jedno piwo, i było jedno piwo.

Negatywna strona doświadczeń z piciem związana była z moją żoną. Ona straciła kontrolę, upijała się, wybuchały między nami straszne awantury. Byłem przez nią bity i wyzywany, musiałem ją niekiedy obezwładniać i przytrzymywać, żeby nie zrobiła mi krzywdy. Raz zadała mi cios nożem w szyję, na szczęście tylko mnie drasnęła.

Takie jest moje doświadczenie. Obecnie jestem po rozwodzie, mieszkam sam, choć jestem w relacji z narzeczoną, której małżeństwo też się rozpadło w dużej mierze przez alkoholizm byłego męża.

Odpowiadając na twoje pytanie: owszem, znam to wszystko. Mogę dzisiaj pójść na piwo. Mogę pić jedno piwo tygodniowo bez większych obaw, że się uzależnię, choć pewności żadnej nie ma. Mogę się resetować alkoholem, wprawiać się trunkiem w dobry nastrój. Ale nie chcę. Odkryłem coś lepszego. Trzeźwość jest po prostu lepsza.

Czy alkohol i dragi to największe zło świata? Nie, to po prostu jakieś substancje. Nie podzielam twojej ekscytacji alkoholem. Alkoholowe trunki są dla mnie raczej obojętne. Niedawno mój znajomy nie będący alkoholikiem opowiadał, że siedział w lokalu z naszym wspólnym znajomym, popijając wino. Ani mnie to ziębi, ani grzeje. Pili wino, tak spędzili czas. Nie wyrządzili nikomu krzywdy. Nie złamali abstynencji, bo nie są uzależnieni. Mógłbym tam siedzieć z nimi, i może też zamówiłbym wino. Ale raczej wodę mineralną, bo to byłby wybór bardziej spójny z tym, kim jestem w środku.

Wielu ludzi po prostu sięga czasem po ten kieliszek, wypija jego zawartość i dalej zajmuje się swoim życiem. Ani nie toczą krucjaty przeciwko alkoholowi, ani się nie upijają, ani nie podniecają się tym, jak wpływa na nich alkohol. Po prostu ich myśli i serca są gdzieś indziej.

Z tobą jest inaczej. Piszesz na forum dla alkoholików, twoje wypowiedzi koncentrują się na alkoholu. Gdybyś nie był alkoholikiem, a chciał się napić, to po prostu wychyliłbyś kieliszek czegoś tam, i nie rozpisywałbyś się w internecie o tym, że kontrolujesz picie. Ale ty jesteś alkoholikiem, i musisz przekonać cały świat, że jesteś silniejszy od alkoholu. A cały świat widzi, że jesteś w mechanizmie choroby alkoholowej, kiwa głową i czeka na nieuchronny dalszy (nomen omen) ciąg.

Ale oczywiście się mylę, a ty będziesz pił w sposób kontrolowany, nie wyrządzając żadnych szkód ani sobie, ani otoczeniu. Jak wielu przed tobą. Powodzenia.

 



   
karencja i dziordzioklunej podziękowania
OdpowiedzCytuj
Dołączył/a: 2 lata temu
Wiadomości: 62
 

Jakby jakiekolwiek babsko podniosło na mnie rękę, już nie wspominając o startowaniu z nożem, to bym tak się odwinął, ze nakryłaby się nogami. Więc podziwiam, że nie strzeliłeś pospolitego plaskacza na otrzeźwienie. 

W każdym razie dzięki za odpowiedź, którą w sumie potwierdzasz, ze w alkoholu nie ma nic złego. Przy czym ja nie mówię, ze będę się bawił w picie kontrolowane, wiem, ze jak w tym sierpniu wypije, to z dużym prawdopodobieństwem popłynę. Teraz trzyma mnie w ryzach wszywka, bo przy prawdziwej wole nie ryzykować, skoro może być zgon.

Pzdr 



   
OdpowiedzCytuj
Użytkownik Zarejestrowani
Dołączył/a: 2 lata temu
Wiadomości: 489
Autor tematu  

Filip, gwoli ścisłości - ja nie mówię, że w alkoholu nie ma nic złego. To jest toksyczna substancja. Z tym, że jednym jej spożywanie szkodzi bardziej, a innym mniej. Mi szkodzi mniej niż, powiedzmy, tobie. Nie czyni mnie to lepszym, po prostu mam taką sytuację, która może się zmienić, jeżeli będę sobie popijał towarzysko. Jako osoba nie będąca alkoholikiem uważam, że abstynencja i trzeźwość jest lepszym wyborem w każdym przypadku. Natomiast w przypadku alkoholika abstynencja lub jej brak to kwestia życia lub śmierci. Tak uważam. Mądrych wyborów - Tomek



   
Mama1 i @ndrzejej podziękowania
OdpowiedzCytuj
Katarzynka
Wątek Kasi Zarejestrowani
Dołączył/a: 2 lata temu
Wiadomości: 722
 

Opublikowane przez: Gość

Jakby jakiekolwiek babsko podniosło na mnie rękę, już nie wspominając o startowaniu z nożem, to bym tak się odwinął, ze nakryłaby się nogami. Więc podziwiam, że nie strzeliłeś pospolitego plaskacza na otrzeźwienie.

Ojej ale jesteś gość,coraz ciekawiej pokazujesz swoją osobe na forum.

My babska na takich mówimy "damski bokser" odwage ma tylko do kobiet bo kobiety  fizycznie są słabsze.

 



   
Tomasz23 i dziordzioklunej podziękowania
OdpowiedzCytuj
Dołączył/a: 2 lata temu
Wiadomości: 62
 

Katarzynko, RAZ w zyciu uderzyłem żonę. Raz. Nigdy wcześniej żadnej kobiety nie uderzylem. Ale gdybym mial taką sytuację, jaką opisuje Tomek (wyzwiska, uderzenie, atak z nożem (!)), to łapa by mi w sekundę poleciała, a pani by ogarnęła się w trymiga i siedziała cicho jak mysz pod miotłą. 

Pzdr 



   
OdpowiedzCytuj
Katarzynka
Wątek Kasi Zarejestrowani
Dołączył/a: 2 lata temu
Wiadomości: 722
 

Ja nie wierze w ten raz.Już jesteś osobą przemocową.Strasznie traktujesz kobiety.

Uważasz że ten raz to nic się nie stało? To jest o jeden raz za dużo mój drogi.Czy po to brałeś ślub z żoną aby ją bić?Nie pasuje to się człowiek się rozwodzi...i nie ma żadnego tłumaczenia co żona zrobiła lub powiedziała.

Tomasz poradził sobie zupełnie inaczej z tą sytuacją.Poradził sobie w zdrowy sposób.Nie musiał bić żony aby siadła na pupie.



   
marcin podziękowanie
OdpowiedzCytuj
Dołączył/a: 2 lata temu
Wiadomości: 62
 

Opublikowane przez: Katarzynka

Strasznie traktujesz kobiety.

Uważasz że ten raz to nic się nie stało? To jest o jeden raz za dużo mój drogi

Tomasz poradził sobie zupełnie inaczej z tą sytuacją.Poradził sobie w zdrowy sposób.Nie musiał bić żony aby siadła na pupie.

Nie, nie traktuje kobiet strasznie. Ani nie uważam, ze ten jeden raz to nic takiego i nic się nie stało. 

Ale nadal podtrzymuje, ze żona autora sama się prosiła, żeby dostać "po buzi" na - nomen omen - otrzeźwienie.

 

Wiesz ilu facetów naparza sie po pyskach, ilu nastolatków uczestniczy w głupich bójkach? I nikt afery nie robi. 



   
OdpowiedzCytuj
marcin
Kierownik ds. nieistotnych Moderator Zarejestrowani
Dołączył/a: 2 lata temu
Wiadomości: 1041
 

Opublikowane przez: Gość

I nikt afery nie robi.

Nie robi afery, bo tego nie zgłasza lub ktoś wychodzi z takiego założenia, co Ty i bierze sprawy we własne ręce, bo myśli, że nie poniesie konsekwencji swoich czynów. 


Mogę być tam, gdzie Ty, do końca moich dni,
Mogę być kimś, będąc jednocześnie sobą.
Albo pić od rana Wyborową, bić matkę,
mieć jako dom klatkę schodową.
Mogę skończyć się i nie jestem zdziwiony.
Mogę wszystko, to ma dwie strony.

WWO - Mogę wszystko


   
Katarzynka podziękowanie
OdpowiedzCytuj
Dołączył/a: 2 lata temu
Wiadomości: 62
 

Nie, po prostu faceci nie mają w zwyczaju robić dramy i drzeć pyska jak starego prześcieradła, bo dostali w ten pysk. Za to kobiety to mistrzynie (a raczej "miszczynie" - to błąd zamierzony) w tej dziedzinie. 



   
OdpowiedzCytuj
Użytkownik Zarejestrowani
Dołączył/a: 2 lata temu
Wiadomości: 489
Autor tematu  

Kochani, w czasie trwania małżeństwa nasz dom był pełen przemocy. Uważam, że przeważnie inicjowała ją moja była żona. Czasem reagowałem agresją. Wybiłem dziurę w drzwiach, wyrywałem zamki. Kiedy dzieci były małe, biłem je pasem, co obecnie uważam za bardzo złe, i bardzo tego żałuję. Jakieś dwanaście lat przed rozwodem uderzyłem żonę w twarz. Stosowałem bierną agresję, obwinianie, manipulację, czasem wrzeszczałem na żonę i dzieci. Biłem psa.

Tak się zachowywałem. Nie umiałem lepiej, co mnie wcale nie usprawiedliwia. Moim postępowaniem wyrządzałem realne szkody. Skrzywdziłem dzieci i byłą żonę (oraz psa). Kiedy to piszę, coś we mnie krzyczy, że przecież ona mnie prowokowała, i krzywdziła mnie bardziej niż ja ją, a poza tym nie chciała się zmienić. Może to i prawda. Ale nie będę się za nią chował po to, żeby zrzucić z siebie odpowiedzialność za moją część tej karuzeli krzywd, na której przez lata się kręciłem.

Przeprosiłem byłą, dzieci, a nawet psa za to, co zrobiłem. Nie ciąży mi poczucie winy. Czuję się kochany przez Boga i akceptuję siebie. Przebaczam sobie. Ale zarazem uznaję realność zła, które wydarzyło się, bo tak zdecydowałem. Tak, zrobiłem złe rzeczy, tak, ponoszę za nie odpowiedzialność. Ale chodzę w przebaczeniu. Przebaczam i przyjmuję przebaczenie.

Dzięki Bogu, terapii współuzależnienia i programowi Al-Anon pracuję nad nowymi wzorcami zachowań. Obecnie dobrze radzę sobie ze złością, rzadziej i mniej intensywnie przejawiam agresję. Kluczem do zmiany było dla mnie uświadomienie sobie, że czuję złość, mam prawo ją czuć, ale nie mam prawa krzywdzić innych. Złość nie usprawiedliwia agresji. Poza tym pomaga mi obrachunek moralny - wyciągnięcie z szafy sytuacji, w których zachowałem się źle, nazwanie zła złem. Dopiero wtedy możliwe jest dla mnie opuszczenie starych kolein i znalezienie nowej drogi, nowego sposobu radzenia sobie z kłopotliwą, czy wywołującą złość sytuacją.

Pozdrawiam.



   
Krokus, Katarzynka, @ndrzejej i 3 podziękowania
OdpowiedzCytuj
Użytkownik Zarejestrowani
Dołączył/a: 2 lata temu
Wiadomości: 489
Autor tematu  

Witajcie,

Dzisiaj czytałem rozważanie z książki "Odwaga do zmian", należącej do literatury grup Al-Anon. To, co czytałem zachęciło mnie do wsłuchiwania się w wewnętrzny głos. W mojej podróży przez życie poznałem, że składam się z dwóch warstw, zewnętrznej i wewnętrznej. Ten zewnętrzny Tomek jest domem starych schematów. To on manipuluje, ucieka od odpowiedzialności, obwinia innych, toczy mentalne debaty z adwersarzami, starając się udowodnić swoją rację. To on jest pełen winy i wstydu, i stara się zrekompensować sobie dyskomfort wywołany tymi emocjami, kreując nieprawdziwy obraz samego siebie, fasadę, za którą może bezpiecznie się schować. Niekiedy ta fasada jest bardzo przekonująca, łatwo ją pomylić z prawdziwym ja. Zewnętrzny Tomek bywa agresywny, plotkowaniem o innych poprawia sobie niską samoocenę. Jest też mściwy, przekonany o własnej racji, o słuszności własnych poglądów, gotów poniżać tych, którzy mają inne zdanie na ważny dla niego temat.

Zewnętrzny Tomek jest samotny. Jest sierotą. Wie, że nie może polegać na Bogu, i dlatego musi sam sobie radzić. Walczy o przetrwanie z innymi ludźmi, którzy konkurują o cenne zasoby. Te zasoby są niewielkie, więc walka wymaga przebiegłości i wytężonego wysiłku.

Ale oprócz tego zewnętrznego Tomka istnieje ważniejszy, wewnętrzny, prawdziwy Tomek. Nie jest tak hałaśliwy i nie narzuca się, ale nie jest wstydliwy i zahukany. Wręcz przeciwnie. To silny mężczyzna, dorosły, spokojny, przekonany o swojej sile i dojrzałości. Żyje w poczuciu, że niczego mu nie brakuje. Czuje się kochany. Obce są mu stres, lęk, wstyd i poczucie winy. Jest odpowiedzialny za swoje czyny. Jego "przepraszam", wyraźne i niewymuszone, wypowiadane jest w stosownych chwilach. Nigdy nie służy do manipulowania innymi ani robienia z siebie ofiary. Prawdziwy Tomek potrafi stanowczo reagować, gdy dzieje się komuś krzywda. Nie podkula ogona i nie stara się przypodobać ludziom. Ale nie stara się gorączkowo interweniować wobec każdego przejawu ludzkiej głupoty czy niedojrzałości. Przechodzi przez życie ze spokojem. Prawdziwy Tomek ma Ojca, Boga. Odpoczywa w zaufaniu do niego. Postrzega go jako potężną osobę, całkowicie dobrą i zaangażowaną w relacje ze swoimi dziećmi. Ten Bóg ma wiele dzieci, ale każde z nich kocha tak, jakby było jedynym, szczególnym i najważniejszym. Świadoma relacja z tak rozumianym Bogiem jest dla prawdziwego Tomka źródłem siły i pewności, a także pomocnych wskazówek.

Ponieważ składam się z dwóch warstw - zewnętrznej i wewnętrznej, i każda z nich zupełnie inaczej odbiera rzeczywistość oraz inaczej chce w tej rzeczywistości funkcjonować, konieczne jest dokonanie wyboru. Dzisiaj zwracam się ku mojemu wnętrzu. Decyduję się żyć według mojego prawdziwego "ja", tego wewnętrznego człowieka, który jest dzieckiem Bożym. Podążę za cichym głosem, który słyszę w środku. Tym, który mnie inspiruje, a nie pogania. Który mnie koryguje, a nie wpędza w rozpaczliwe poczucie winy. Który uczy mnie być łagodnym dla siebie, a nie potępia czy zawstydza.

To jest mój wybór na dziś.



   
OdpowiedzCytuj
Dołączył/a: 2 lata temu
Wiadomości: 6
 

Do philip52

 

Witaj, wiesz myślę że gdybyś był "po tej drugiej stronie" z wielkim zrozumieniem popatrzyłbyś na ten pogląd. Zauważyłam jedną rzecz, osoby które tak mocno cierpiały w życiu przez alkohol wybierają dwie drogi, albo popłyną w alkoholizm, albo z obrzydzeniem będą patrzyły na każdy kieliszek, kufel czy butelkę, a już na pewno nie przyjdzie im do głowy, że alkohol może im "smakować"...



   
williwilli podziękowanie
OdpowiedzCytuj
Dołączył/a: 2 lata temu
Wiadomości: 62
 

I co, Katarzynko, juz tak nie bronisz autora? 

Co, jak sie okazalo, ze nawalał pasem dzieci i psa (czyli istoty najbardziej bezbronne i zależne od dorosłych), to juz taki cudowny przestał byc? Klapy spadły z oczu? Takie to Tomasz miał "zdrooowe" reakcje (sposoby) na usadzenie na pupie nie tylko zony, ale i dzieci. I psa. 

Postaw mu pomnik. Z brązu. Tego brązu, który z tyłka wychodzi.

Pzdr



   
OdpowiedzCytuj
Katarzynka
Wątek Kasi Zarejestrowani
Dołączył/a: 2 lata temu
Wiadomości: 722
 

Oczywiście że stoje za nim murem ,bo Tomasz przeszedł długą droge aby żyć inaczej a Ty dalej jesteś głęboko w lesie i nie wiadomo kiedy z tego lasu  zaczniesz wychodzić.Życze Ci aby jak najszybciej.



   
marcin i Tomasz23 podziękowania
OdpowiedzCytuj
Dołączył/a: 2 lata temu
Wiadomości: 62
 

Kobieto, on bił dzieci (!). Nie zgrzyta Ci to? Bo to bylo x lat? I co z tego? To się wymazuje jakoś? 

To nie jest żaden cudowny, święty Tomasz, tylko przemocowiec. I to najgorszego sortu, bo znęcał się nad dziećmi i zwierzakiem. To dopiero słabeusz. A należą mu się o wiele gorsze słowa, na które tutaj, niestety, nie mozna sobie pozwolic.

Co do mojego lasu: ja nie zamierzam rzucać alkoholu (zony przy sobie nie zamierzam zatrzymywać), i wole być czynnym alkusem niż typem, który lał dzieci. Nawet jak to bylo 20 lat temu.



   
OdpowiedzCytuj
marcin
Kierownik ds. nieistotnych Moderator Zarejestrowani
Dołączył/a: 2 lata temu
Wiadomości: 1041
 

Opublikowane przez: Gość

A należą mu się o wiele gorsze słowa, na które tutaj, niestety, nie mozna sobie pozwolic.

Należą się słowa uznania za to, że się zmienił i nie jest zapatrzonym w siebie idiotą, który uważa, że nie robi/robił nic złego. Przeszłość żadnego człowieka nie definiuje tego, kim jest teraz.


Mogę być tam, gdzie Ty, do końca moich dni,
Mogę być kimś, będąc jednocześnie sobą.
Albo pić od rana Wyborową, bić matkę,
mieć jako dom klatkę schodową.
Mogę skończyć się i nie jestem zdziwiony.
Mogę wszystko, to ma dwie strony.

WWO - Mogę wszystko


   
szekla i Katarzynka podziękowania
OdpowiedzCytuj
Użytkownik Zarejestrowani
Dołączył/a: 2 lata temu
Wiadomości: 489
Autor tematu  

Opublikowane przez: Gość

Kobieto, on bił dzieci (!). Nie zgrzyta Ci to? Bo to bylo x lat? I co z tego? To się wymazuje jakoś? 

To nie jest żaden cudowny, święty Tomasz, tylko przemocowiec. I to najgorszego sortu, bo znęcał się nad dziećmi i zwierzakiem. To dopiero słabeusz. A należą mu się o wiele gorsze słowa, na które tutaj, niestety, nie mozna sobie pozwolic.

Co do mojego lasu: ja nie zamierzam rzucać alkoholu (zony przy sobie nie zamierzam zatrzymywać), i wole być czynnym alkusem niż typem, który lał dzieci. Nawet jak to bylo 20 lat temu.

Filip, bardzo się cieszę, że twoja wypowiedź nie wywołała u mnie automatycznej reakcji.

Cechą mojego życia jest rozwój. Umiałeś mnie pochwalić za to, że nie uderzyłem żony po tym, jak zaatakowała mnie nożem. Byłem w stanie nie zareagować przemocą właśnie dlatego, że jestem zdolny do krytycznej refleksji nad swoim postępowaniem. Uderzyłem żonę raz, potem żałowałem tego i nigdy więcej, przez jedenaście lat małżeństwa taka sytuacja się nie powtórzyła. Podobnie było z biciem dzieci. Sam byłem bity, nikt mi nie powiedział, że to coś złego. Po jakimś czasie doszedłem jednak do wniosku, że wyrządzałem dzieciom krzywdę. Przyznałem się do tego, przestałem to robić. Przeprosiłem, przyjąłem przebaczenie. Idę do przodu.

Ja nie widzę u ciebie krytycznej refleksji nad postępowaniem. Bez tego nie będziesz stawał się lepszym człowiekiem.

Życie ze świadomością, że twoje złe czyny określają na zawsze to, kim jesteś musi być okropne. Wyobrażam sobie, że wszystko co zrobiłeś w swoim 52-letnim życiu (bo przecież upubliczniłeś tylko mały fragment zła, jakie wyrządziłeś, nieprawdaż?) musi ci bardzo ciążyć. Tym bardziej, że według tego, w co wierzysz, nigdy się tego nie pozbędziesz. To musi być straszne.

Czy jestem słabeuszem? Nie tak dawno temu podziwiałeś mnie za to, że nie pobiłem żony, kiedy wyskoczyła do mnie z nożem. Napisałeś, że ty byś na pewno zastosował przemoc i pobił kobietę, która coś takiego by ci zrobiła. Myślę, że ta wymiana zdań więcej mówi o tym, kto z nas jest słabeuszem, niż twoja ocena.

Ja nie chcę mieć pomnika, i nikt mi go na szczęście nie chce stawiać. Myślę, że projektujesz na mnie swoją potrzebę stania na piedestale i błyszczenia. 

Bez odbioru.

 



   
kubek3city i Katarzynka podziękowania
OdpowiedzCytuj
Tomoe
Użytkownik Zarejestrowani
Dołączył/a: 2 lata temu
Wiadomości: 1734
 

Opublikowane przez: Tomasz23

Umiałeś mnie pochwalić za to, że nie uderzyłem żony po tym, jak zaatakowała mnie nożem.

(...)

Nie tak dawno temu podziwiałeś mnie za to, że nie pobiłem żony, kiedy wyskoczyła do mnie z nożem. Napisałeś, że ty byś na pewno zastosował przemoc i pobił kobietę, która coś takiego by ci zrobiła. 

 

Tomku, mam wrażenie że źle zinterpretowałeś słowa Philipa. Ja w nich nie widzę ani pochwały, ani podziwu dla ciebie, że się powstrzymałeś od przemocy. Przeciwnie, on uważa, że "zdzielenie baby w pysk" to jak najbardziej słuszne i skuteczne postępowanie. 

Na terapiach uzależnień, niestety, często okazuje się, że alkoholiczki są ofiarami przemocy ze strony mężczyzn ze swojego otoczenia - mężów, partnerów, ojców, braci. 

 


„Dopóki nie uczynisz nieświadomego świadomym, będzie ono kierowało twoim życiem, a ty nazwiesz to losem." Carl Gustaw Jung


   
OdpowiedzCytuj
Dołączył/a: 2 lata temu
Wiadomości: 62
 

Tomoe, napisałem, ze podziwiam autora, że żonie nie odwinął. I to podtrzymuje. Ona się na niego rzucila z nożem! To jest normalne? Jak Ty bys zareagowala? 



   
OdpowiedzCytuj
Użytkownik Zarejestrowani
Dołączył/a: 2 lata temu
Wiadomości: 489
Autor tematu  

Chyba faktycznie tak jest Alu.



   
Tomoe podziękowanie
OdpowiedzCytuj
Tomoe
Użytkownik Zarejestrowani
Dołączył/a: 2 lata temu
Wiadomości: 1734
 

Opublikowane przez: Gość

Tomoe, napisałem, ze podziwiam autora, że żonie nie odwinął. I to podtrzymuje. Ona się na niego rzucila z nożem! To jest normalne? Jak Ty bys zareagowala? 

 

Wezwałabym policję i złożyłabym zawiadomienie o przestępstwie. To samo zresztą zrobiłabym na miejscu twojej żony. Teraz tak bym postąpiła, bo jestem trzeźwa, po terapiach. Natomiast gdy doświadczałam przemocy ze strony partnera, to zamiast pociągnąć go do odpowiedzialności karnej za przestępstwo (bo przemoc jest przestępstwem), próbowałam go namawiać na leczenie, bo wtedy byłam w czynnym współuzależnieniu i nie myślałam ani nie reagowałam racjonalnie. Podobnie jak twoja żona, przeszłam etap prób ratowania partnera. Ale mam go już za sobą. Teraz potrafię chronić i bronić siebie przed agresją i przemocą. 

 


„Dopóki nie uczynisz nieświadomego świadomym, będzie ono kierowało twoim życiem, a ty nazwiesz to losem." Carl Gustaw Jung


   
marcin podziękowanie
OdpowiedzCytuj
Dołączył/a: 2 lata temu
Wiadomości: 62
 

A obrona wlasna? Gdyby ktoś Cie zaatakował na ulicy to nie próbowałabyś się bronic? Wiesz, ze czasem moze nie być jak zadzwonić po niebieskich, a zanim niebiescy przyjadą, to ktos mógłby Cię zaciukać czy zgwałcić w bramie? Ryzyko i tak jest zawsze, ale czasem trzeba się bronić, chocby i fizycznie, bo inaczej nie da się. 

A od plaskacza nikt nie umarł. 

Gaz pieprzowy, taser - temu tez jestes przeciwna? 



   
OdpowiedzCytuj
Tomoe
Użytkownik Zarejestrowani
Dołączył/a: 2 lata temu
Wiadomości: 1734
 

Wiesz, ja się potrafię bronić bo wiele lat ćwiczyłam aikido. Ale to jest typowa samoobrona. Podobnie jak gaz pieprzowy, który swego czasu, za radą dzielnicowego, zawsze nosiłam przy sobie. 

Ale to o czym teraz mówimy to jest samoobrona. A "zdzielenie babska w pysk na otrzeźwienie" jak to określiłeś, to nie jest żadna samoobrona, tylko eskalacja przemocy. Odpowiedź agresją na agresję. Nie chodzi o obezwładnienie czy unieszkodliwienie agresora, tylko o odreagowanie, o odpowiedź atakiem na atak. To nie jest to samo co samoobrona.

Zresztą zauważ, że ty nawet używając takich określeń jak "baba", "babsko", "plaskacz", "pysk" - posługujesz się werbalną agresją. Tak masz, to widać, słychać i czuć. 


„Dopóki nie uczynisz nieświadomego świadomym, będzie ono kierowało twoim życiem, a ty nazwiesz to losem." Carl Gustaw Jung


   
marcin i Katarzynka podziękowania
OdpowiedzCytuj
Strona 1 / 5