Cierpisz z powodu picia bliskiej Ci osoby? Tutaj możesz podzielić się swoimi problemami, troskami.

Co dzień z nadzieją...

Więcej
2023/01/18 03:42 #36 przez Nadzieja1385
Nadzieja1385 odpowiedział(a) w temacie Co dzień z nadzieją...
Nie mogę spać więc napiszę. 
Mąż odkąd wytrzeźwiał 1 stycznia tak do dziś nie pił, używek też nie było - poznałabym. Jest na ewidentnym "duposcisku" ale zostawiam go z tym. To jego droga. Założenie niebieskiej karty było dla mnie psychicznie bardzo trudne ale ewidentnie trzyma go to narazie w ryzach. Zauważyłam dziś znowu jak straszne są mechanizmy współuzależnienia. Już byłam o krok od stwierdzenia że myliłam się i on jest zdrowy, a to wszystko moja wina, gdy dotarł do mnie w pełni ten fakt o długości jego nie picia. To jego najdłuższy od dwóch lat czas bez używek. Zmieniłam optykę, kiedyś stąpała bym na paluszkach by ten stan trwał - teraz dbam o siebie i dzieci bo życie z uzależnionym na głodzie nie jest wcale łatwiejsze.
Wokół mnie dzieje się dużo, wiele spraw powoli idzie do przodu. To dobrze, ale to a trudne sprawy. Kiedyś oczekiwałabym wsparcia męża w tym trudzie, teraz przede wszystkim dbam sama o siebie. Zauważam też ile dobra dostaję od innych bo wcześniej ten brak wsparcia od męża przysłaniał mi całą resztę. 
Zaczynałam pisać z chaosem w głowie i poraz kolejny kończę pisać z poczuciem wielkiej wdzięczność. Dziś cieszę się ze spokojnych oddechów moich dzieci śpiących tuż obok. Z łóżka podarowanego przez mamę, bym nie spała na podłodze. Z rozpoczęcia terapii DDA. Za to że mogę tutaj , bez obaw, opisać co siedzi mi w głowie. Za budzący się powoli kolejny nowy dzień.​​​
 
Następujący użytkownicy podziękowali za tą wiadomość: Tomoe, Katarzynka77, Alex75, marcin, Krysia 1967, karencja, Mamuska77, beata87, Michu

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
2023/01/20 21:39 #37 przez Nadzieja1385
Nadzieja1385 odpowiedział(a) w temacie Co dzień z nadzieją...
Jestem z siebie bardzo dumna, wczoraj mąż miał imprezę w pracy, gdy wrócił drzwi były zamknięte. Alkoholu nie pił ale prawie na 100% brał coś tylko że policja nie ma testów na to. Zresztą po każdej wcześniej mojej awanturze zaczynał łagodniej właśnie od marihuany lub innych rzeczy. Wpuściłam bo cóż mogłam w takiej sytuacji zrobić? Ale jestem dumna że te drzwi zamknęłam, że granica którą postawiłam nie była i nie będzie straszakiem jak kiedyś. I on też już to wie. Dziś demonstracyjnie milczy. Znam go jest wściekły. A moje w tym uczucia? Cała masa od stachu gdy usłyszałam że próbuje wejść do domu, przez poczucie winy że narażam syna na słuchanie tej sceny, ogromny żal z tej ciszy między nami. To wszystko przepływa przeze mnie ale mnie nie niszczy. Skupiłam się dziś na dzieciach (znowu chore) i sobie. Mieliśmy naprawdę dobry dzień, tyle miłości ile i trudu. Pamiętam wakacje, gdy czekałam tylko do wieczora, na sen który nie dawał potrzebnego odpoczynku, poczucie beznadziei. Okazuje się że gniotło mnie współuzależnienie i teraz gdy zrzucam ten ciężar życie jest takie cudowne mimo swoich trosk i trudów. 
Postanowiłam że kolejnych wspólnych wakacji nie będzie jeśli mąż nic nie zrobi ze swoim nałogiem. Nie mam zamiaru go uprzedzać. Nie chcę by leczył się tylko ze strachu. Chyba chodzi nadal na swoją terapię gdzie leczy depresję ale już wiem że najpierw leczy się to co na wierzchu.
Cieszę się że we wrześniu zaczęłam oszczędzać bo w sierpniu bardzo blokowały mnie finanse gdy myślałam o odejściu i separacji. 
Widzę też że i u mnie i u męża nastąpiły ogromne zmiany. Ja widzę jak zdrowieję, czuję to całą sobą i widzę jak on zagłębia się coraz bardziej w nałogu. Tym prędzej im więcej ja zdrowieję. Może to dobrze, może to właśnie szansa na i jego zdrowienie? Tego nie wiem bo to nie zależy ode mnie. Byle się nie zatrzymać, nie zboczyć z drogi, powoli lecz pewnie. 
Następujący użytkownicy podziękowali za tą wiadomość: Katarzynka77, Alex75, marcin, Krysia 1967, dzordzklunej, Tomasz23, Mamuska77

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
2023/01/23 12:17 #38 przez Nadzieja1385
Nadzieja1385 odpowiedział(a) w temacie Co dzień z nadzieją...
Przeczytałam książkę "Jedwabna pajęczyna". Tyle tam o mnie choć to przecież nie moje życie. Szczegóły się nie zgadzają i ja już jestem w innym miejscu. Ale pamiętam ten sam niepokój wróci czy nie, o której, pił? I te fragmenty o obcości między nimi, i te niedowierzanie jak gra czy film może być ważniejsze od rodziny, i jego pracoholizm. Aż zmęczyłam się lekturą, miałam ochotę krzyczeć do niej - ODEJDŹ! ale przecież chyba krzyczała bym sama do siebie. 
Weekendy są najgorsze obecnie, obserwowanie męża miotającego się od pobudzenia do spadku sił i zastygania na kanapie z telefonem jest przykre. Nie mam ochoty na rozmowy które prowadzą do nikąd. Czasem tylko muszę zareagować gdy włącza "strzelankową" grę przy dzieciach - dostaję wtedy słowne ciosy które mają wzbudzić we mnie poczucie winy bo przecież nic mu nie pozwalam i ciągle się czepiam. Nadal nie dowierzam jak tak szybko można stać się dla kogoś wrogiem stawiając tylko granice. 
Postanowiłam poczekać z odejściem do czerwca ale czy dam radę w tych warunkach? Zioła pomagają na nerwy. I dobra książka która nie jest związana z tematem. Wczoraj miałam ochotę się rozkleić ale zamiast tego przytuliłam się mocno, rozgrzałam herbatą i lekturą o siostrach Skłodowskich. Dziś korzystam że dzieciaki w szkole a maluch na drzemce i ponownie opiekuję się sobą. Po raz kolejny musiałam w weekend zapewnić syna że ja nie zachoruję na to co Tata. Przykre i sam fakt że syn ma takie dylematy rozwala mnie na kawałki. Sama wyprowadzka nie uzdrowi magicznie mnie i dzieci ale teraz widzę że pomoże, zapewni bezpieczeństwo. 
Trudny czas, trzeba iść powoli...
 
Następujący użytkownicy podziękowali za tą wiadomość: Katarzynka77, Alex75, marcin, Krysia 1967, Mamuska77, beata87

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
2023/02/08 11:25 #39 przez Nadzieja1385
Nadzieja1385 odpowiedział(a) w temacie Co dzień z nadzieją...
Kolejny "terapeutyczny" weekend za mną. Zapisanie się na DDA to był strzał w 10, szczególnie że część z osób chodzi również ze mną na grupową terapię współuzależnionych. Poczucie wspólnoty i urealnienia problemów - tak bardzo tego potrzebowałam. 
​​​​​​Mąż dalej trzeźwy, bierze leki, angażuje się w pracę i widzę wyraźną zmianę co do dzieci - częściej się z nimi bawi i ogólnie jest mniej nerwowy. Nadal dużo gra na telefonie i zajmuje swoimi sprawami. Podział opieki nad dziećmi nadal bardzo nierówny ale na razie zostawiam to tak jak jest. Między nami jest uprzejma cisza. I dobrze, mam spokój pierwszy raz od dwóch lat. Zajmuję się sobą i dziećmi, a to co będzie z moim małżeństwem to nie jest sprawa do ustalenia na teraz. Tym bardziej że uzależnieni umieją się dobrze kryć. Jeden miesiąc wiosny nie uczyni. 
Właśnie wykorzystuje drzemkę synka na odpoczynek i własne sprawy. Uczę się tego bo wcześniej "nadrabiałam" domowe sprawy, myślałam o innych nie o sobie. A dobrze mi dziś samej ze sobą:)[justify]Taką mam refleksję po ostatnich terapiach że wszystkie moje nieszczęścia wyszły z tego faktu że sama siebie nie kochałam. Z dzieciństwa przyswoiłam sobie lekcję, że jestem coś warta tylko gdy robię, daję coś innym. W moim małżeństwie nie chodzi o fakt że mąż mnie nie kocha, pije i krzywdzi. Gdybym ja kochała siebie tak jak jego w tym związku to dawno już postawiłbym ochronne granice. I odwrotnie gdybym jego kochała tak słabo jak siebie to rzeczywiście biedny by ten mój mąż był.
Dziś pierwszy raz od dawna mam poczucie, że jestem ok, mam prawo czuć się tak jak się czuję, popełniać błędy. Jeśli robię coś dla innych to jest to mój wybór i trud na który się godzę bo chcę. Moje wady to tylko moje wady a nie coś czego powinnam się wstydzić. Koniec wstydu. [/justify]
Następujący użytkownicy podziękowali za tą wiadomość: Alex75, Mamuska77

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.