Witamy, Gość
Nazwa użytkownika: Hasło: Zapamiętaj mnie
Cierpisz z powodu picia bliskiej Ci osoby? Tutaj możesz podzielić się swoimi problemami, troskami.

TEMAT:

Moja historia 2021/12/31 18:52 #141

  • Tomasz23
  • Tomasz23 Avatar Autor
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 301
  • Otrzymane podziękowania: 1057
Bardzo Wam wszystkim dziękuję.
Krzysztof - bardzo błędnie zrozumiałeś moją wypowiedź i sytuację. W sumie nic w moim życiu nie zależy od tego, czy mnie rozumiesz czy nie, ale z szacunku sprostuję parę rzeczy.
Po pierwsze - pozew zamierzam złożyć za jakieś półtora roku. Czyli mniej więcej tyle czasu, ile dojrzewałem do decyzji o rozwodzie. Tyle w kwestii emocjonalności mojej decyzji.
To, że w styczniu porozmawiam z prawnikiem wynika z chęci zrobienia tego jak należy i na spokojnie.
Moja żona będzie zaskoczona, gdy otrzyma pozew. Nie dlatego, że to ukrywam, tylko dlatego, że to wypiera. Przecież jest dobrą żoną, nie jest alkoholiczką, więc i rozwodu nie będzie. Proste.
Od kilku dni w domu cieszę się ogromnym spokojem. Bo wyszedłem emocjonalnie ze związku. O czym już pisałem. Nie ma we mnie złości, bo już do niczego nie dążę.
Od dłuższego czasu nie mam z żoną żadnego kontaktu w sensie rozumienia tego, co jej komunikuję. To znaczy jest, na poziomie listy zakupów w Biedronce. Powyżej ten kontakt nie zachodzi.
Scena z nożem, która do mnie wraca wyglądała inaczej niż to opisałem w poście inicjującym mój wątek. Dlatego do mnie wraca. Trudno żyje się z kimś, kto próbował Cię zabić i prawie mu się udało.
Oprócz tej sytuacji było jeszcze 20 000 innych. To trochę obciąża.
Moja żona się nie leczy i nie wiem, czy kiedykolwiek będzie się leczyć. Myśl o tym, że drugi alkoholik ją zrozumie jest dla niej całkowicie abstrakcyjna. Ona nie ma nic wspólnego z alkoholikami i alkoholizmem.

Nie rozumiem tego, co Wy, alkoholicy, piszecie na swoim forum. Nie znam tych stanów. Ale Wy też niewiele wiecie o współuzależnionych. Moja żona nie rozumie z czym mam problem, bo pamięta może 5% sytuacji. Resztę wyparła albo film jej się urwał.
Ale nawet o tych 5% z nią nie porozmawiam. Nie ma w naszym małżeństwie absolutnie żadnej przestrzeni do rozmowy o jego głębokim kryzysie. Według mnie kryzys przekroczył już czerwoną linię. Jest pozamiatane. Mam półtora roku na jakieś jaskółki nadziei, że jest inaczej. Wg mnie całkiem sporo czasu.
Słyszałem, że życie z alkoholikiem to tak jakby codziennie mieć wypadek samochodowy. Można się do tego przyzwyczaić, ale psychika i tak będzie zryta.
Tak, to moje życie i moje wybory. Pozdrawiam i szczęśliwego Nowego Roku.
Za tę wiadomość podziękował(a): rejek, Jadwiga, andrzejej, Alchemia, Tomoe, HENIEK, marcin, Krysia 1967, dzordzklunej, blackangel, Romek83, Agata

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Moja historia 2022/01/05 07:28 #142

  • Tomasz23
  • Tomasz23 Avatar Autor
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 301
  • Otrzymane podziękowania: 1057
Witajcie kochani,
:czesc:
Dużo ostatnio pisałem w emocjach. Nie wstydzę się moich emocji, ale pewnych rzeczy teraz bym już nie napisał.
Mam takie wrażenie, że cała historia z Mariuszem była w gruncie rzeczy wyrafinowaną manipulacją mojej żony. Od 2019 roku Agnieszka wykorzystywała tę znajomość do wzbudzania we mnie zazdrości. Wysyłała mi sygnały, które miały mnie alarmować, równocześnie z zaprzeczeniem "ale to tylko kolega". Energię emocjonalną czerpała nie tyle z relacji z Mariuszem, ile z mojej zazdrości i bólu, który wywoływała. Jej postępowanie doprowadziło mnie do głębokiego rozchwiania, i złamało naszą relację. To trochę tak, jakby naginać patyk. W końcu się złamie, i z jednego patyka robią się dwa.
Emocje świadczą o tym, że coś się dzieje. Mój ból emocjonalny nie był bezpodstawny, ale błędnie interpretowałem go jako ból wywołany zdradą. Tymczasem nie chodziło o zdradę, tylko o to, że moja żona precyzyjnie i wytrwale uderzała w czuły punkt, aż doprowadziła do tego, co mamy teraz.
Ze wszystkich osób, które ostatnio wypowiadały się w moim wątku najlepiej zrozumiała mnie Tomoe. Dziękuję, Alicjo. Ale wszyscy napisaliście coś wartościowego. Wasze komentarze były wyrazem troski o mnie, nawet jeśli sugestie w nich zawarte były nieco chybione. Szanuję Was za to.
Jestem po drugim spotkaniu Al Anon. Czytam literaturę, pracuję nad sobą. W relacji z żoną zachodzi proces, którego nie będę teraz opisywał. Cieszy mnie to, że nie muszę mieć kontroli nad jego rezultatem. Może będzie rozwód, a może nie. Przygotowuję się do terapii małżeńskiej, zaproponowanej przez żonę. Ale przygotowuję się też do rozwodu. Nie preferuję jednego ani drugiego, dobrze mi ze świadomością, że Siła większa ode mnie samego czuwa nad przebiegiem procesu. Nie wiem, w którą stronę to skręci. Jak na razie nie mam żadnych podstaw aby oczekiwać, że moja żona uzna swój alkoholizm i będzie się leczyć. Co więcej, ona bardzo stanowczo twierdzi, że nie uzna się za alkoholiczkę i nie podejmie terapii. A ja równie stanowczo pozbawiam ją złudzeń co do tego, że nasze małżeństwo będzie mogło trwać w warunkach nieleczonego alkoholizmu. Taki stan zagraża mojemu zdrowiu i życiu, i na dłuższą metę nie jest dla mnie akceptowalny. Zostawiam to.
Za tę wiadomość podziękował(a): Alchemia, Alex75, Krokus, Krysia 1967, dzordzklunej, Projekcja, makino, Rosalie

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Moja historia 2022/01/11 07:34 #143

  • Tomasz23
  • Tomasz23 Avatar Autor
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 301
  • Otrzymane podziękowania: 1057
Dzień dobry wszystkim!:-BD
Pomyślałem, że podzielę się z wami tym, co dobrego u mnie słychać.
Cieszę się z odkłamania ważnej relacji w moim życiu. Mam długoletniego przyjaciela, mieszka daleko ode mnie i nie mamy zbyt częstego kontaktu, ale jesteśmy sobie bliscy. Nie wiedział o tym, co dzieje się w moim życiu, a ja bałem się mu powiedzieć. Tydzień temu, kiedy wróciłem z Al-Anon, żona zaczęła robić mi wymówki, że wkręca mnie jakaś dziwna grupa, która chce zastąpić mi rodzinę. Była zaniepokojona moim stanem duchowym i psychicznym. Nie namyślając się wiele wybrałem na komórce numer mojego przyjaciela i powiedziałem jej: "Powiedz mu o tym, niech przemówi mi do rozumu". Zatkało ją. Kiedy mój przyjaciel odebrał, żona zaczęła mu tłumaczyć problem, zaczynając od właściwej strony, tzn. od swojego picia. Ta rozmowa dała początek kolejnym, w trakcie których mogłem mu wytłumaczyć, co tak naprawdę działo się w moim życiu przez ostatnie lata. Mój przyjaciel słuchał i nie oceniał. Przełamanie milczenia w tej relacji jest dla mnie tym cenniejsze, że rozumie on temat alkoholizmu, i ma doświadczenie w postępowaniu z alkoholikami. To druga prywatna relacja, w której mogę swobodnie poruszać ten temat.
Mój przyjaciel ma też dobrą relację z moją żoną. Na drugi dzień ona zadzwoniła do niego, i rozmawiali dość długo. Nie wiem o czym, ale skutek był taki, że żona zapisała się na terapię uzależnienia. Jest już po pierwszym spotkaniu.
Nie mam żadnych oczekiwań co do jej terapii, pozytywnych ani negatywnych. Odnotowuję tylko, że Agnieszka już długo nie pije, co jest dobre, i znów uczestniczy w terapii uzależnienia, co jest dobre. Bóg jeden wie, co z tego wyniknie.
Z drugiej strony mam w domu suchą alkoholiczkę, która robi wszystko to, co dyktuje jej choroba. Ostatnio usilnie stara się mnie przekonać, że jestem zaburzonym sprawcą przemocy domowej, chorym na syndrom Otella i Bóg jeden wie co jeszcze. Trudno zaprzeczyć, bo przecież gdybym nie był zaburzony, to nie chodziłbym na terapię, nie? :lol:
W tym wszystkim trochę umyka jej związek między moją terapią a jej piciem, ale okej.
Pomagają mi fakty. Notuję skrupulatnie co się działo w naszym małżeństwie, z datami, konkretnie. Co robiła, jak się z tym czułem, jak interpretowałem jej zachowania. Piszę też o swoich błędach i złych czynach. Kiedy i co zrobiłem, dlaczego. Z miłością do siebie, ale bez litości dla moich złych zachowań. Staram się nazywać je po imieniu i nie usprawiedliwiać ich, ale też zrozumieć, dlaczego postąpiłem tak, a nie inaczej. Mając zestawienie faktów łatwiej jest oceniać zasadność stawianych mi zarzutów. Syndrom Otella? Mamy fakt A, B, C, D. Nie muszę się bronić, ani niczego udowadniać, ale dzięki znajomości faktów mogę wyrobić sobie zdanie na temat tego, co słyszę od żony.
Kiedy żona zbyt mocno mnie prowokuje, odwołuję się do pomocy z zewnątrz. Mówię "zawiadomię Policję", "zgłoszę to". Działa. Wczoraj poszedłem po dyktafon, wyciągnąłem go i powiedziałem: "Cóż, będę nagrywał to, co się dzieje". Awantura szybko zgasła.
Miewamy też dobre chwile. Cieszę się nimi, ale nie buduję na nich żadnych złudzeń. Jesteśmy oboje w procesie, i Bóg jeden wie, jak się on zakończy.
Za tę wiadomość podziękował(a): Alex75, Krysia 1967, makino, Mamuska77

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Moja historia 2022/01/11 22:43 #144

  • Michael
  • Michael Avatar
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 298
  • Otrzymane podziękowania: 528
Witaj Tomaszu.
Czytam Twój wątek, gdyż kiedyś byłem w podobnej sytuacji. Moje małżeństwo zakończyło się rozwodem.Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że dobrze zrobiłem uwalniając sie. Czy zastanawiałeś się co czują dzieci patrząc z boku na Wasze małżeństwo? Czy tak powinien wyglądać zwiazek ? Ciekawy jestem reakcji Twojej żony, gdybyś to Ty miał bliską sobie przyjaciółkę. Tak naprawdę ona jest tykającą bombą. Życie bez huśtawek emocjonalnych i ciągłych kłótni jest dużo przyjemniejsze. Zastanów się jakie masz korzyści z Waszego małżeństwa. Dbaj o siebie. Pozdrawiam.
Za tę wiadomość podziękował(a): Tomasz23

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Moja historia 2022/01/12 07:13 #145

  • Tomasz23
  • Tomasz23 Avatar Autor
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 301
  • Otrzymane podziękowania: 1057

Witaj Tomaszu.
Czytam Twój wątek, gdyż kiedyś byłem w podobnej sytuacji. Moje małżeństwo zakończyło się rozwodem.Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że dobrze zrobiłem uwalniając sie. Czy zastanawiałeś się co czują dzieci patrząc z boku na Wasze małżeństwo? Czy tak powinien wyglądać zwiazek ? Ciekawy jestem reakcji Twojej żony, gdybyś to Ty miał bliską sobie przyjaciółkę. Tak naprawdę ona jest tykającą bombą. Życie bez huśtawek emocjonalnych i ciągłych kłótni jest dużo przyjemniejsze. Zastanów się jakie masz korzyści z Waszego małżeństwa. Dbaj o siebie. Pozdrawiam.


Dziękuję Ci Michael. Nabieram dystansu do mojego małżeństwa, obserwuję, rozważam. Sądzę, że na tym etapie nie ma potrzeby szybkiego działania. Zdrowieję sobie w swoim tempie korzystając z terapii, Al-Anonu i forum. Dałem sobie półtora roku na podjęcie decyzji o dalszym trwaniu w związku lub zakończeniu go. To będzie moja decyzja, i moje będą konsekwencje.
Uważnie obserwuję i wyciągam wnioski. Słucham osób, które odeszły od alkoholików, jak i takich, które zdecydowały się trwać. Przypatruję się temu, jak mówią, myślą, jak się zachowują, jak przeżywają swoje życie. Jak się ubierają. Dlaczego zdecydowały tak, a nie inaczej. Gromadzę dane, które pozwolą mi podjąć właściwą decyzję.
Godzę się z faktem, że jakakolwiek będzie moja decyzja, część osób oceni ją jako złą. Inni z kolei uznają, że dobrze zrobiłem. Istnieje pokusa, żeby przekonać innych do mojej racji, zgromadzić sobie trzódkę klakierów, którzy mi przyklasną i będą mnie poklepywać po plecach. Żeby przerzucić na nich odpowiedzialność za moją decyzję, no bo przecież oni się ze mną zgadzali i tak mi doradzali. W sprawie trwania małżeństwa nie chcę robić żadnego plebiscytu czy referendum. To moja decyzja, i gdy czas dojrzeje, a w moim wnętrzu pojawi się jednoznaczna i wyraźna odpowiedź zgodna z rozumem i sumieniem, wówczas się do niej zastosuję. Nawet jeśli w moim otoczeniu przeważać będą głosy dezaprobaty.
Za tę wiadomość podziękował(a): HENIEK, Milka, makino

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Moja historia 2022/01/12 10:11 #146

  • Alex75
  • Alex75 Avatar
  • Z dala
  • Moderator
  • Moderator
  • Posty: 6012
  • Otrzymane podziękowania: 10670
Tomku polecam ci książkę "Jedwabna pajęczyna" nie wiem czy miałeś okazję się z nią zetknąć. Wywarła na mnie duże wrażenie i bardzo pomogła.
Za tę wiadomość podziękował(a): Tomasz23

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Moja historia 2022/01/12 12:59 #147

  • aga66
  • aga66 Avatar
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 769
  • Otrzymane podziękowania: 1216
Witam :czesc: Słusznie postępujesz dając sobie czas na podjęcie dojrzałej decyzji,co nagle to po diable,wszystko to co zadzieje się w czasie wskaże Ci właściwą dla Ciebie drogę a wraz z nią decyzję którą podejmiesz sam,decyzja ta nie będzie ani dobra ani zła,jakąkolwiek podejmiesz decyzję będzie dla Ciebie właściwa,indywidualna i tylko Twoja-wolna wola,nikt nie ma prawa mówić nikomu jak ma żyć i to się tyczy każdego :-H
Za tę wiadomość podziękował(a): Tomasz23, Milka

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Moja historia 2022/01/16 08:46 #148

  • Tomasz23
  • Tomasz23 Avatar Autor
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 301
  • Otrzymane podziękowania: 1057
Boli, więc coś napiszę. Może mi ulży.
Euforia wywołana emocjonalnym wyjściem ze związku minęła. Przyszły głody. Oboje cierpimy. Żona pojechała do swojej rodziny na kilka dni.
W głodzie pojawiają się iluzje, jak fatamorgana na pustyni. Majaczą mi wyobrażenia o zastąpieniu mojego trudnego małżeństwa innym związkiem. Idealnym. Takim, w którym wszystko będzie cudowne, który będzie czystą rozkoszą bez cierpienia. Przeganiam to. Sio! Żadnych związków, dopóki trwa moje małżeństwo, i jest choćby cień nadziei na jego naprawę.
Z drugiej strony pojawiają się fantazje o cudownym uzdrowieniu małżeństwa, i o idyllicznym trwaniu w niezmąconej błogości, po tym, jak moja żona wszystko uzna, zrozumie, przepracuje itd. To również przeganiam. Sio, sio! Żona dopiero zaczyna drogę abstynencji, dopiero zaczyna terapię. Mechanizmy są wciąż aktywne. Jeżeli nawet obecne zmiany okażą się trwałe, to przed nią lata trzeźwienia. W trakcie których jej zachowanie niemal na pewno będzie dalekie od ideału.
No jednak muszę przyznać się przed sobą, że ją kocham. Ale nie pozwolę sobie dłużej na trwanie w związku, w którym naruszane są moje granice. Liczę się z ewentualnością, że będą one naruszane, i jestem gotów zachować się konsekwentnie, zgodnie z tym, co deklarowałem. Przygotowuję się na taką ewentualność, ale nie zakładam, że na pewno ona nastąpi. W każdym razie postanowiłem być konsekwentny.
Pracuję nad sobą, wkładam w to wysiłek. Boli, bo pracuję. Nie znieczulam się.
Odkryłem ostatnio, że przybierałem w związku pozę księcia na białym koniu, który wchodzi cały na biało i ratuje z opresji słabą, bezradną królewnę. Moja manipulacja polegała na wzbudzaniu w żonie poczucia winy, wstydu i bycia "tą gorszą" od księcia. Nie robiłem tego ostentacyjnie i wulgarnie, nic z tych rzeczy. Książęta na białych koniach mają swoje subtelne metody pokazywania innym ich miejsca w szeregu. Robią to w białych rękawiczkach, używając niewinnego gestu w postaci np. drogiego prezentu.
Robię szczery rachunek sumienia, sięgam głębiej. Wyciągam różne rzeczy, na które nie chce mi się nawet patrzeć.
Chcę napisać i zapamiętać, że mój postęp w pracy nad sobą nie jest w żaden sposób zależny od tego, w jakim tempie pracuje nad sobą moja żona, a nawet od tego, czy ona w ogóle nad sobą pracuje czy nie. Ten czas jest mi dany na pracę nad sobą.
Dochodzę do wniosku, że obecną, bierno-wyczekującą postawę wobec mojego małżeństwa chcę zastąpić aktywnym działaniem na rzecz jego uzdrowienia. Dostrzegam szansę na to, że będziemy razem i odbudujemy związek w taki sposób, żeby był on bezpieczny i sprzyjał duchowemu rozwojowi nas obojga. Ale jeżeli po półtora roku nie pojawi się progres w tym kierunku, to uznam, że nasz związek trwale nie rokuje i go zakończę.
Za tę wiadomość podziękował(a): HENIEK, Killgrave, Krysia 1967, rybka, makino

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Ostatnia edycja: przez Tomasz23.

Moja historia 2022/01/16 15:45 #149

  • Killgrave
  • Killgrave Avatar
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 229
  • Otrzymane podziękowania: 372
Działaj facet działaj. Z tego co widzę i juz sugerowałem w tym wątku jesteście normalnym małżeństwem. Z jego urokami i bólami. Nie determinuj zła alko żony. Jest jak jest. Możesz być pewnym ze z inną kobietą nie będzie lepiej a Twoje 50 procent wkladu to i tak więcej niż jej .. 40 :)
Za tę wiadomość podziękował(a): Tomasz23

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Moja historia 2022/01/19 07:56 #150

  • Tomasz23
  • Tomasz23 Avatar Autor
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 301
  • Otrzymane podziękowania: 1057
Witajcie kochani,
Studiuję sobie "Odwagę do zmian", takie codzienne rozważania dla członków grup Al-Anon. Przeczytałem dziś słowa: "Dzisiaj dążę do tego, by bardziej akceptować samego siebie, czuć się bardziej komfortowo we własnej skórze". Oraz: "potępianie swoich niedoskonałości nigdy nie podnosi uznania należnego mojemu życiu ani nie pomaga mi bardziej siebie kochać".
Ostatnio źle się czułem ze swoimi emocjami związanymi z historią relacji mojej żony z Mariuszem. Opisywałem to wyżej, nie mam ochoty do tego wracać. Czułem, że zawiodłem, że wyszła na jaw moja bardzo słaba strona. Wytykanie mi tego nie było bardzo pomocne, pogłębiało tylko zamęt, w którym byłem. Miałem ochotę się bronić, udowadniać, tłumaczyć. I trochę się nad sobą poużalać :lol:
Zostawiam to za sobą. Było jak było, przestrzeń do dalszej pracy nad tematami, które ta sytuacja ujawniła jest otwarta. Wszystko w swoim czasie, w swoim tempie.
Wczoraj usłyszałem od żony, że jestem toksyczny, i że przez dwadzieścia lat małżeństwa znęcałem się nad nią, powodując ogromne cierpienie. A odkąd poszedłem na terapię, jest jeszcze gorzej niż było.
Co z tym zrobić?
Mogę się poużalać. Powiedzieć sobie, jaki jestem biedny, niesprawiedliwie osądzony.
Ale to będzie słabe. Nic nie da.
Mogę ją obwinić. Mam szerokie pole do popisu, mogę spisać obszerny akt oskarżenia, ewentualnie wygłosić elokwentną obronę samego siebie. Mam w tym doświadczenie, ale...
...to też nic nie da.
Przychodzi mi na myśl, że stanę w prawdzie i trochę się poafirmuję.
Jestem wdzięczny Bogu i zadowolony z siebie, że podjąłem terapię współuzależnienia i uczestniczę w niej do dziś.
Jestem wdzięczny Bogu i zadowolony z siebie, że w grudniu ubiegłego roku dołączyłem do Al-Anon i trwam w programie do dziś.
Jestem wdzięczny Bogu i zadowolony z siebie, że podejmuję trud pracy nad sobą, wykorzeniam chore nawyki i zastępuję je zdrowymi.
Jestem wdzięczny Bogu i zadowolony z siebie, że nie zdradziłem mojej żony ani jej nie porzuciłem, że staram się najlepiej jak mogę postępować wobec niej uczciwie, i nieustannie szukam takiego sposobu odnoszenia się do niej, który będzie najbardziej sprzyjał jej zdrowieniu. Popełniam błędy, upadam, ale trwam.
Jestem wdzięczny Bogu i zadowolony z siebie, że podejmuję skuteczne wysiłki na rzecz poprawy sytuacji materialnej mojej rodziny. Niektóre z nich już owocują, inne przyniosą owoc w przyszłości.
Jestem wdzięczny Bogu i zadowolony z siebie, że porzucam wszelkie formy kłamstwa, usilnie dążę do mówienia prawdy sobie i innym.
Jestem wdzięczny Bogu i zadowolony z siebie, że moje życie przestaje być chaotyczne i sterowane alkoholizmem/współuzależnieniem. Stopniowo wypełnia je poczucie celu i sensu, trzeźwe myślenie, oraz pogoda ducha.
Jestem wdzięczny Bogu i zadowolony z siebie, że zaniechałem kupowania alkoholu i picia go wraz z żoną, a nawet picia w ogóle. Jestem zadowolony ze zmiany, jaką jest trzeźwość.
Za tę wiadomość podziękował(a): Jadwiga, andrzejej, Tomoe, Alex75, Annaannaanna, Krysia 1967, Mamuska77

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Moja historia 2022/01/24 07:48 #151

  • Tomasz23
  • Tomasz23 Avatar Autor
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 301
  • Otrzymane podziękowania: 1057
Czuję jak schodzi ze mnie złość.
Czuję się traktowany niesprawiedliwie, i wywołuje to u mnie złość.
W domu czuję się obwiniany o wszelkie zło. Żona uważa mnie za praprzyczynę zła w jej życiu, włączając w to oczywiście nadużywanie alkoholu. Bo to przeze mnie piła. Ciekawe, przez kogo piła, kiedy jako nastolatka po szkole kupowała sobie wódkę, i wypijała ją w samotności? Bo przecież nie przeze mnie. Chyba, że przeczuwała, że pojawię się w jej życiu, i piła "na zaś" :ymdevil: Skrzywdziłem ją zarówno tym, że poszedłem na terapię, jak i tym, że poszedłem na nią za późno. Ilekroć mówię o tym, co myślę i czuję, jest to odbierane przez nią jako przemoc i atak. Najlepiej by było, gdybym był laleczką Kenem, partnerem Barbie. Można by mnie było ubrać, postawić w dowolnym miejscu, i włożyć w moje usta dowolne kwestie. Niestety, nie jestem laleczką, mówię za siebie. I to jest, jak się zdaje, poważny problem.
Ciągle ją do czegoś zmuszam. Zmuszałem ją do picia, a teraz zmusiłem ją, żeby nie piła, i zmusiłem ją do pójścia na terapię. Ona z kolei zmusza się, żeby mnie kochać. Ale jak tu kochać kogoś, kto jest głównym źródłem cierpienia w jej życiu?
Denerwują mnie teksty w materiałach Al-Anon. Że mam być dla siebie dobry, łagodny, zachowywać życzliwy dystans do siebie, i takie tam. A w domu słyszę, że jestem złem wcielonym. Z tym sobie jeszcze jakoś poradzę, rozumiem, że choroba ma swoje prawa. Ale idę na terapię, i tam jestem konfrontowany z autentycznym złem. Nie są to absurdalne oskarżenia alkoholika, ale suche fakty. Moja reakcja na relację żony z Mariuszem była przesadzona. Wynikała z tego, że miałem za sobą trzy doświadczenia zdrady przez kogoś, z których dwa były urojone, a jedno nie. W dodatku okazuje się, że przejawiałem skłonności do nękania dziewczyn, które nie chciały ze mną być. Po prostu nie docierało do mnie słowo "nie", bo bardziej wierzyłem swojej wyobraźni niż temu, co działo się w realnym świecie. Widzę więc w lustrze faceta skłonnego do obsesyjnej zazdrości, z domieszką cech stalkera. I mam go lubić, patrzeć na niego z życzliwością i dystansem. Wcale go nie lubię. Mam ochotę go kopnąć w tylną część ciała.
Po terapii porozmawiałem z żoną o sytuacji z Mariuszem. Przeprosiłem, wyjaśniłem skąd wzięło się moje zachowanie. Dałem jej swobodę kontynuowania tej relacji, jeżeli uzna to za stosowne. W odpowiedzi usłyszałem, że już za późno, że zniszczyłem jej relację z kolegą. Nic nie odpowiedziałem. Źle się zachowałem, przeprosiłem za to. Ale jeżeli skutkiem jest zerwanie relacji żony z tym facetem, to jakoś nad tym nie boleję.
Za radą Alex kupiłem sobie książkę "Jedwabna pajęczyna". Czuję się zaskoczony i zażenowany moją reakcją na jej treść. Czytając ją czułem pewnego rodzaju rozbawienie, zupełnie niestosowne, zważywszy, że czytam o ludzkiej tragedii, podobnej do mojej. We wspomnieniach autorki jest jakaś upiorna, groteskowa schematyczność. Poniedziałek - Fil chla, nie wrócił na noc. Wtorek - Fil dał mi kwiatka, uśmiechnął się. Więc wszystko będzie dobrze. Środa - Fil znowu chla, wszystko przepił. Ciekawe, co teraz czuje, biedaczek. Czwartek - Fil powiedział, że jest mu przykro. I tak przez dużą część książki. Dobrze, że autorka w końcu z tego wychodzi.
Przy lekturze miałem dwa momenty, które zapadły mi w pamięć. Pierwszym była scena, w której Fil idzie na terapię, a potem mówi do żony: to ty mnie tam wysłałaś, ja tego nie potrzebuję, chodzę tam, bo ty masz taką potrzebę. Parsknąłem śmiechem. Scena z życia wzięta normalnie. Z mojego życia. Druga scena nie spowodowała już wesołości. Dotarłem do miejsca, w którym Fil przestaje pić. Nie pije kilka miesięcy, zanurza się w duchowość, studiuje mistyków. Miałem wrażenie, że czytam historię mojego życia, i doczytałem do momentu, w którym obecnie jestem. Oczywiście wiem, że to historia Marty, a nie moja, itd. Ale tak to wtedy odczułem. Pomyślałem, że nie chcę dalej czytać tej książki. Niech tutaj się zakończy. Fil nie pije, czyta mistyków. Jest trochę irytujący, ale znośny. Można to wszystko wytrzymać. Niech tylko Fil, mój Fil, nie wraca do picia, niech ta książka nie dzieje się dalej.
Większość materiałów dla współuzależnionych adresowana jest do kobiet, i pisana tak, jakby miały je czytać kobiety. W "Jedwabnej pajęczynie" jest taki fragment: "Wstrząsające zwierzenia kobiet. Żon, matek. Bo faceci szybko opuszczają swoje dziewczyny, partnerki, żony alkoholiczki. Rzadko który wytrzymuje taki stres, mało który się poświęca i hołduje złudnej nadziei". Czytam coś takiego i czuję się... niemęsko. Czytam babską literaturę, pisaną przez kobiety z myślą o kobietach, chodzę na spotkania, na których są niemal same kobiety. Mam problem, którego mężczyźni nie mają, bo w tego typu sytuacjach przeważnie zachowują się inaczej. Nie pomaga mi ta myśl, oj, nie pomaga...
Wczoraj nasłuchałem się od żony różnych rzeczy na swój temat, że traktuję ją jak szmatę itd. A dzisiaj telefon, głos słodziutki, miłego dnia, i takie tam. Fil daje kwiatka. Żeby dalej trwało to, co jest. Żeby było po staremu.
Za tę wiadomość podziękował(a): HENIEK, Alex75, marcin, Xena, Annaannaanna, Krokus, Krysia 1967, makino, Mamuska77

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Ostatnia edycja: przez Tomasz23.

Moja historia 2022/01/24 15:31 #152

  • Krokus
  • Krokus Avatar
  • Wylogowany
  • Gaduła
  • Gaduła
  • Posty: 120
  • Otrzymane podziękowania: 498
Cześć Tomasz23.
Pozwolę sobie tu u Ciebie napisać troszkę jak było u mnie zanim nie zaczęłam stawać w prawdzie.
W przeszłości uważałam, że jestem ok tylko ludzie są do mnie źle nastawieni i robią wszystko by mi zaszkodzić. Przez to wiele lat spędziłam na użalaniu się i cierpieniu.
Miałam duże oczekiwania jak inni mają mnie traktować a jak tak się nie działo to zaraz łapałam urazę i całymi latami nosiłam ją w sobie. Nie chciałam widzieć swojego udziału w różnych sytuacjach z ludźmi i lepiej mi było okłamywać siebie niż przyznać się, że winna jestem też i ja. Odkrywając swoje wady bardzo się ich wstydziłam, często byłam na siebie wściekła i w myślach się wyzywałam. To mi jednak nie pomagało a szkodziło.
Uświadomienie sobie jaka jestem bez żadnego "kolorowania" dało mi możliwość zmiany. Przeszłości nie cofnę uczę się to zaakceptować i robię wszystko na ile jestem gotowa by stać się lepszą. Nie mogę jednak wymagać od siebie więcej niż jestem w stanie zrozumieć czy zrobić. Mam być dla siebie wsparciem a nie katem i uczę się tego.
Jak po ludzku nie daję rady proszę o pomoc Siłę Wyższą i mi to bardzo pomaga.
Dziś wiem, że jedyną osobą na którą mam wpływ jestem ja sama. Moja determinacja i codzienny wysiłek aby pokonywać swoje ograniczenia i błędne myślenie daje mi szansę na zmianę siebie.
Często jeszcze się złoszczę na zachowanie innych osób to jednak nie moje a ich zachowanie. To co mogę to nie reagować tak aby mi to szkodziło, mogę np. nie uczestniczyć w sytuacji dla mnie trudnej, wyjść do drugiego pokoju.
Ważne jest też abym nie pozwalała na krytykowanie mnie przez inne osoby. To mnie wytrąca z równowagi i zaczynam się bronić bardzo nieasertywnie i zamiast korzyści są tylko kolejne kłopoty.
Dodam jeszcze , że ja dużo korzystałam z otwartych mityngów AA na których byłam jedyną kobietą. Nie było dla mnie istotne kto się wypowiada, tylko co mówi i jak mi to może pomóc w zrozumieniu choroby męża. Dostałam tam dużą pomoc; wiedzę, wsparcie i
zrozumienie.
Zachowania mojego męża są różne uczę się brać to co dla mnie dobre resztę zostawiać. Coraz częściej oddzielam człowieka od choroby. Mimo trzeźwienia to człowiek chory i jak mam tę świadomość i wiedzę nie pozwalam sobą manipulować jak kiedyś.
Życzę Ci dużo spokoju i takiego zdrowego dystansu do siebie i sytuacji z którymi masz się mierzyć. Od Twojego nastawienia dużo zależy, będzie lepiej o ile dasz sobie szansę.
Pozdrawiam.
Za tę wiadomość podziękował(a): Alchemia, HENIEK, Tomasz23, Mamuska77

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Ostatnia edycja: przez Krokus.

Moja historia 2022/01/25 07:25 #153

  • Tomasz23
  • Tomasz23 Avatar Autor
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 301
  • Otrzymane podziękowania: 1057

(...) Odkrywając swoje wady bardzo się ich wstydziłam, często byłam na siebie wściekła i w myślach się wyzywałam. To mi jednak nie pomagało a szkodziło. Uświadomienie sobie jaka jestem bez żadnego "kolorowania" dało mi możliwość zmiany. Przeszłości nie cofnę uczę się to zaakceptować i robię wszystko na ile jestem gotowa by stać się lepszą. Nie mogę jednak wymagać od siebie więcej niż jestem w stanie zrozumieć czy zrobić. Mam być dla siebie wsparciem a nie katem i uczę się tego.
Jak po ludzku nie daję rady proszę o pomoc Siłę Wyższą i mi to bardzo pomaga.
(...)

Dziękuję za to, co napisałaś.
Ja to w zasadzie rozumiem i się z tym zgadzam.
Mój post był próbą opisania tego, jak się czuję w danym momencie. Nie był manifestem mojej postawy życiowej. Mam dość pozytywny stosunek do samego siebie, ale od czasu do czasu mam siebie dosyć. Przechodzi.
Co pewien czas mam ochotę rzucić te wszystkie terapie, Al-Anony, pracę nad sobą i z powrotem schować się w iluzji. Ale wiem, że nie ma odwrotu. Nie ma powrotu do iluzji, gdy uzyskało się świadomość. Po prostu człowiek wie, co się dzieje, i wie, że nie pracując nad sobą oszukuje sam siebie. Krzyczę, tupię nogą, ale punktualnie jestem tam, gdzie trzeba. Nie zdarzyło mi się dotąd nie pójść na terapię czy Al-Anon pod wpływem złego nastroju.
Moja Siła Wyższa na razie odbiera mi fałszywą nadzieję. Oswajam się z dziwnym stanem, w którym brak jest zewnętrznych oznak problemu, a jednak zachowuję świadomość, że problem trwa, jest poważny, i być może nie uda się go rozwiązać tak, jak bym sobie tego życzył.
Też pozdrawiam.
Za tę wiadomość podziękował(a): andrzejej, Tomoe, Alex75, Annaannaanna, Krokus, Krysia 1967

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Moja historia 2022/02/07 08:37 #154

  • Tomasz23
  • Tomasz23 Avatar Autor
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 301
  • Otrzymane podziękowania: 1057
Będę szczery i napiszę co zrobiłem.
Kilka dni temu mieliśmy dwudziestą rocznicę ślubu.
Kupiłem szampana i wypiliśmy go we dwoje.
Sam to zaproponowałem, wziąłem na siebie odpowiedzialność za to, co zrobiłem.
Dlaczego tak postąpiłem?
Sam nie wiem. Sposób, w jaki tłumaczę przed sobą moje zachowanie pachnie mi racjonalizacją. Najszczerzej jak umiem powiem tak: miałem dość napięcia, jakie było między nami przez ostatnie miesiące. Miałem nadzieję, że alkohol rozładuje to napięcie. Poza tym myślałem - dlaczego mam tego nie zrobić? Okrągła rocznica, ludzie piją szampana z takiej okazji, dlaczego, w imię czego mam zachować abstynencję? Przecież nie jestem alkoholikiem, a żona nie uważa się za alkoholiczkę, nie deklaruje dożywotniej abstynencji.
Był we mnie jakiś bunt przeciwko sytuacji, w jakiej się znalazłem. Przemówiła do mnie złość, pomieszana z ciekawością, niecierpliwością i podejrzliwością.
Złość: "mam dość tego całego 'zdrowienia', w którym cały czas słyszę od żony, że jestem chory. Mam dość osamotnienia w tym procesie, braku wsparcia, milczenia wobec ludzi, którym chciałbym o tym opowiedzieć, ale nie robię tego, bo nie chcę pogrążać żony i rujnować jej opinii".
Ciekawość: "Ciekawe co będzie, jeśli się napijemy, tak jak dawniej. Jak to wpłynie na dynamikę naszej relacji? Może złamiemy barierę w naszej komunikacji, rozwiążą się nam języki i pogadamy bez barier i hamulców?".
Niecierpliwość: "Proces zdrowienia jest męczący i monotonny. Potrzebuję jakiejś odmiany, przestawienia mebli w naszym związku, wyjścia z tej wzajemnej niechęci".
Podejrzliwość: "A może dałem się wkręcić w jakieś kłamstwo? Może moja żona faktycznie nie ma już problemu z alkoholem, a ja sobie to wszystko wmawiam, wyolbrzymiam nieistotny problem, tak jak wyolbrzymiłem relację z Mariuszem?"
Tak to sobie wytłumaczyłem.
W rezultacie, pod wpływem chwili kupiłem szampana, i wypiliśmy go, równo po pół butelki. Nie planowałem tego, przynajmniej świadomie. To był impuls, który stał się możliwy dzięki nagromadzonym emocjom i myślom, które przedstawiłem powyżej.
Zostałem nagrodzony za moją decyzję. Właściwie cały czas jestem nagradzany. Jakby żona chciała mi powiedzieć - tędy droga, postąpiłeś właściwie.
Po wypiciu miałem dziwny stan, w którym mówię nie to, co odpowiada prawdzie, ale to, co żona chce usłyszeć. Odczuwałem zadowolenie z tego, że wprowadzam ją w dobry nastrój moim bajerowaniem, chociaż to tylko bajer.
Żonie język się rozwiązał, i usłyszałem taką mniej więcej propozycję: "Słuchaj, nie chcę wracać do upijania się co trzeci dzień, ale raz na jakiś dłuższy czas chcę móc się upić. Potrzebuję tego. Jeżeli mi to ułatwisz, i nie będziesz o tym mówił na terapii, zostaniesz nagrodzony".
Na drugi dzień, pytana o to, zaprzeczyła. Wróciła do wersji, że koniec z upijaniem się. A wczoraj była rocznica, wyjątkowa okazja, to było okej.
Nie upiłem się tym szampanem. Na drugi dzień czułem się zmulony. Miałem silne poczucie, że nie chcę pić alkoholu, że to nie jest moje.
Nie czułem się winny, poza "zmuleniem" nie odczuwałem żadnych przykrych konsekwencji własnej decyzji. Nie chciałem się ani usprawiedliwiać, ani biczować. Chciałem zrozumieć, czy postąpiłem właściwie, czy nie. Z perspektywy kilku dni dociera do mnie, że uległem iluzji. Zrobiłem krok w niewłaściwą stronę. Tak widzę to teraz.
Piszę to, bo chcę być szczery wobec siebie. I chcę wyzdrowieć. Na tym mi zależy, do tego zmierzam.
Za tę wiadomość podziękował(a): marcin, Krysia 1967, makino, Rosalie

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Ostatnia edycja: przez Tomasz23.

Moja historia 2022/02/07 12:22 #155

  • Tomoe
  • Tomoe Avatar
  • Wylogowany
  • Senior Forum
  • Senior Forum
  • Posty: 8506
  • Otrzymane podziękowania: 18201
Współuzależnienie, jak widać, też ma nawroty... Koniecznie obgadaj to z terapką, zanim oboje z żoną popłyniecie.

Swoją drogą, Tomku, budowanie napięcia i szukanie ulgi w alkoholu, to typowy mechanizm alkoholizmu. Ja nie wiem, jak ty piłeś, zanim zacząłeś swoją abstynencję, ale może byś sobie zrobił diagnostykę pod kątem uzależnienia?
Miałem krewnego, który studiował trygonometrię, aż mu wąsy odpadły, a kiedy się już wszystkiego nauczył, przyszła jakaś Buka i go zjadła. No i leżał potem w brzuchu Buki z całą tą swoją mądrością! (Tove Jansson, "Pamiętniki Tatusia Muminka")
Za tę wiadomość podziękował(a): Alchemia, marcin

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Ostatnia edycja: przez Tomoe.

Moja historia 2022/02/07 13:06 #156

  • Tomasz23
  • Tomasz23 Avatar Autor
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 301
  • Otrzymane podziękowania: 1057

Współuzależnienie, jak widać, też ma nawroty... Koniecznie obgadaj to z terapką, zanim oboje z żoną popłyniecie.

Swoją drogą, Tomku, budowanie napięcia i szukanie ulgi w alkoholu, to typowy mechanizm alkoholizmu. Ja nie wiem, jak ty piłeś, zanim zacząłeś swoją abstynencję, ale może byś sobie zrobił diagnostykę pod kątem uzależnienia?


Tak, zamierzam to obgadać. Diagnostykę sobie zrobiłem, kilka razy. W tym raz z terapeutką. Moje picie nigdy nie wykraczało poza normę, tzn. nie było ani ryzykowne, ani tym bardziej szkodliwe. Ale chyba tylko dlatego, że podchodziłem do alkoholu bardzo ostrożnie. To, co napisałaś utwierdza mnie w przekonaniu, że przy mojej psychice nie ma czegoś takiego jak "bezpieczne picie", nawet jeśli diagnoza na to nie wskazuje. Tak czy inaczej - będę bardziej uważał.
Za tę wiadomość podziękował(a): Alchemia, Alex75, marcin, Krokus, Krysia 1967

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Ostatnia edycja: przez Tomasz23.

Moja historia 2022/02/08 08:19 #157

  • Tomasz23
  • Tomasz23 Avatar Autor
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 301
  • Otrzymane podziękowania: 1057
Kupno szampana i wypicie go razem z żoną było moim błędem. Żałuję, że tak zrobiłem, teraz bym już tak nie postąpił.
Odczuwam wstyd i niezadowolenie z siebie. Takie mam emocje. Ich obecność nie oznacza, że jestem złym człowiekiem, z którego nic nie będzie. Jestem wartościowym człowiekiem, który pracuje nad sobą, i zrobił poważny błąd. Wyciągam z niego naukę, idę dalej.
Dzisiaj Al-Anon, jutro terapia. Wczoraj żona miała swoją terapię. Jesteśmy w drodze.
Przyczyną mojego błędu było dopuszczenie do siebie negatywnych myśli na temat procesu zdrowienia, połączone z wiarą w to, że wspólne napicie się alkoholu przyniesie jakiś pozytywny rezultat. Nie przyniosło. Nigdy nie przynosiło, i nigdy nie przyniesie.
Nie zostaję w miejscu porażki. Nie wypieram jej ze świadomości, zdarzyła się, być może pociągnie za sobą jeszcze jakieś negatywne skutki, nie wiem. Idę dalej w procesie zdrowienia, wykrywając i eliminując błędy.
Za tę wiadomość podziękował(a): Alchemia, Ona29, Alex75, marcin, Krokus, Krysia 1967, Andrzej88, Rosalie

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Moja historia 2022/02/08 09:28 #158

  • andrzejej
  • andrzejej Avatar
  • Wylogowany
  • Senior Forum
  • Senior Forum
  • Myślę, więc jestem.
  • Posty: 9294
  • Otrzymane podziękowania: 14846
Tomek, szczerze powiem - gały wywaliłem jak przeczytałem o Twym pomyśle. x_x
Nie zamierzam Ciebie potępiać, bo sam kiedyś jak moja partnerka popijała - miałem ochotę się wyzerować
jako alkoholik i rozpocząć z nią "nowe życie" :lol:
Dwoje alkoholików startuje razem w trzeźwość bo jedno zawaliło. :ymdevil:
No, nic głupszego nie można wymyślić. ((dusze
Dobrze, że nie zrobiłem tego i zachowałem czyste konto.
A z panią już się nie męczę.
Jej "nagradzanie" mnie seksem okazało się być za małe wobec mojego "cierpienia" psychicznego.
Znosiłem to kilka ładnych lat.
Pozdrawiam ciepło. :ymhug:
Za tę wiadomość podziękował(a): Magda, Alchemia, Tomoe, marcin, dzordzklunej, Tomasz23, makino, Andrzej88

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Moja historia 2022/02/08 09:40 #159

  • Alex75
  • Alex75 Avatar
  • Z dala
  • Moderator
  • Moderator
  • Posty: 6012
  • Otrzymane podziękowania: 10670
Któż z nas nie popełnia błędów. Nowe doświadczenie, nowe wnioski, najważniejsze żeby wyciągnąć lekcje i nie popełniać znowu tego samego błędu. Wielokrotnie stawiałam krok do tyłu ale później 2 do przodu. Rezultat był na plus.
Za tę wiadomość podziękował(a): andrzejej, Alchemia, Alanon92, Tomasz23

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Moja historia 2022/02/08 11:18 #160

  • Romek83
  • Romek83 Avatar
  • Wylogowany
  • Bywalec
  • Bywalec
  • Posty: 68
  • Otrzymane podziękowania: 159
Czytając Ciebie wyobraziłem sobie podobną sytuacje ale w odniesieniu do mnie. Czyli ja nie pije, bo moja żona tego wymaga. Moje niepicie jest wymuszone, bo tego oczekuję żona. I nagle butelka szampana rozladowuje emocje. Moje emocje, bo w koncu moge sie wyluzować. Żony - bo znika napięcie, rozmowa sie klei i jest tak jak kiedyś. Udowadniam zonie, ze potrafie pic I w pore przestać. I najlepsze ze ten alhoholu daje mi żona, która chciała zebym nie pił. Kurcze aż poczułem ten luz, wolnosc i poczucie zwycięstwa...
Szkoda, ze Twoja żona nie odmówiła alkoholu. Wtedy pewnie dotarło by do Ciebie że to błąd. Ale widocznie możesz polegać wyłącznie na sobie. Powodzenia!

Edit. Opisałem to jakbym sie czuł, gdy jeszcze nie leczylem swojej choroby.
Za tę wiadomość podziękował(a): Alchemia, Tomasz23

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Ostatnia edycja: przez Romek83.

Moja historia 2022/02/14 07:11 #161

  • Tomasz23
  • Tomasz23 Avatar Autor
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 301
  • Otrzymane podziękowania: 1057
Kolejny dzień procesu zdrowienia.
Bez rozpaczy, bez euforii.
Ilość negatywnych komunikatów jakie do mnie docierają sprawia mi trudność. Mówiąc "negatywne" mam na myśli zarówno te, które mnie korygują, jak i te, które są wyrazem agresji i manipulacji domowników. Dużo tego jest, czuję się tym trochę obciążony.
Przez piątek i sobotę trochę rozmawiałem z żoną, weszliśmy na temat zdrowienia. Pojawiła się autentyczna rozmowa, taka ze słuchaniem siebie i wymianą myśli. Próbowałem pociągnąć rozmowę w niedzielę, ale nie wyszło. Żona się nakręciła, zrobiła się agresywna werbalnie. W domu odreagowałem - byłem nieprzyjemny dla starszej córki, która nie wytrzymała i zaczęła się na mnie wydzierać, prawie przeszła do rękoczynów. Włączyła się w to żona, zaczęła moralizować pod moim adresem. Poczułem się z tym źle, bo gdy ostatnio córka wykrzyczała jej, że jej nienawidzi, to słuchałem, wspierałem, nie moralizowałem.
Ochłonąłem, zadzwoniłem do córki, przeprosiłem ją. Później przeprosiłem ją w rozmowie. Myślę, że ona też powinna była mnie przeprosić, ale nie zrobiła tego. Trudno. Ja zrobiłem właściwą rzecz.
Z jednej strony na terapii i na forum wychodzą różne moje dysfunkcje, a z drugiej w domu słyszę, że jestem złym człowiekiem, bo jestem chory. Słyszę to od żony, która jest alkoholiczką. Źle się z tym czuję. Mam ochotę gdzieś się schować.
W pracy wyzwania, poza tym budowa, kredyt. Uczę się do egzaminu zawodowego, podejdę do niego w maju. I proces zdrowienia.
Moja Siła wyższa wskazuje mi miejsce schronienia - jest nim właśnie ten proces. Aktywnie angażując się w zdrowienie odnajduję rozwiązania, których dzisiaj potrzebuję. Dzisiaj zdrowieję. Pozdrawiam czytających, dbajcie o siebie.
Za tę wiadomość podziękował(a): marcin, Krysia 1967, Romek83, makino, Andrzej88, HollY

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Moja historia 2022/02/14 08:39 #162

  • andrzejej
  • andrzejej Avatar
  • Wylogowany
  • Senior Forum
  • Senior Forum
  • Myślę, więc jestem.
  • Posty: 9294
  • Otrzymane podziękowania: 14846

Ilość negatywnych komunikatów jakie do mnie docierają sprawia mi trudność.
... mam na myśli zarówno te, które mnie korygują, jak i te, które są wyrazem agresji i manipulacji domowników.
Dużo tego jest, czuję się tym trochę obciążony.

Z jednej strony na terapii i na forum wychodzą różne moje dysfunkcje, a z drugiej w domu słyszę,
że jestem złym człowiekiem, bo jestem chory. Słyszę to od żony, która jest alkoholiczką.
Źle się z tym czuję. Mam ochotę gdzieś się schować.

Tomek :ymhug: nie ma cudownych metod na rozwiązanie Twoich kłopotów innych niż praca nad sobą,
a to - to nie jest pstryk i działa. ^#(^ Trzeba czasu, cierpliwości i SPOKOJU.
Odpuść w sobie pretensje do żony za jej negatywną ocenę Ciebie, to samo z córką - odpuść, nie oczekuj przeprosin.
Twoja wartość jest constans już od chwili narodzin. Dobro wpisane jest w człowieka z chwilą jego przyjścia na świat.
Jest niczym jeszcze nie skażony, nie zepsuty.
Każdy w trakcie dorastania podlega swoistej obróbce charakteru pod wpływem otoczenia.
Jedni stają się tacy, drudzy siacy. Jedni nie odeszli daleko od "swego oryginału", inny bardzo zatracają siebie.
Ty jesteś na drodze poszukiwania siebie i nie potrzebne Ci do tego emocje, które działają jak krzywe zwierciadło.
Dąż do spokoju w sobie.
Gdy ktokolwiek Ciebie zacznie oceniać uświadom mu to i poproś o ciąg dalszy rozmowy kiedy znajdzie chwilę czasu
dla siebie i oceny siebie. Jasna rzecz- nie oceniaj też Ty.
Po prostu nie przyklejamy sobie etykietek, możemy jedynie dyskutować CO ROBIMY, CO CZUJEMY,
a nie KIM czy JACY JESTEŚMY.
Nie wiem w jakim wieku masz córkę, może buntowniczym więc i na to weź poprawkę, że ma pstro w głowie.
Nie oznacza to, że masz ją ignorować.
Podstawą dogadywania się jest KOMUNIKACJA, ale nic na siłę i nie taka kolizyjna.
Do komunikacji trzeba też zasad i Ty facet "budzący" się do "trzeźwego" życia spróbuj te zasady ustalać.
Ja wierzę, że nie stworzysz ich "pod siebie" i będą one jasne, przejrzyste i nie dyskryminujące nikogo.
Wymagaj od innych tego czego sam wymagasz od siebie.
Wiem - dobrze się komuś radzi i sugeruje. l-)
Nic nie musisz, to jasne, ale czemu nie próbować.
Krocz spokojnie wśród zgiełku i pośpiechu - pamiętaj jaki pokój może być w ciszy. :muza:
Tak dalece jak to możliwe, nie wyrzekając się siebie - bądź w dobrych stosunkach z innymi ludźmi.
Prawdę swą głoś spokojnie i jasno.
Słuchaj też tego co mówią inni.

Pozdrawiam ciepło. %%- ~O)
Za tę wiadomość podziękował(a): marcin, Krysia 1967, Tomasz23, makino, Andrzej88

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Moja historia 2022/02/15 11:05 #163

  • Tomasz23
  • Tomasz23 Avatar Autor
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 301
  • Otrzymane podziękowania: 1057
Żona nie pije, uczestniczy w terapii. Za to starsza córcia coraz częściej sięga po napoje niskoprocentowe - cydry, piwo. Coraz częściej w domu walają się puste butelki. W dodatku zaczęła częstować młodszą, która nie skończyła jeszcze 18 lat. Wczoraj oboje z żoną mieliśmy konkretną rozmowę ze starszą córką, postawiliśmy granicę - żadnego picia w naszym domu, żadnego proponowania alkoholu młodszej. Żona była w tym bardzo stanowcza i spokojna. Ale mi zaimponowała!
Za tę wiadomość podziękował(a): andrzejej, Alchemia, marcin, Krysia 1967, makino

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Moja historia 2022/02/15 11:24 #164

  • Tommelise
  • Tommelise Avatar
  • Wylogowany
  • Użytkownik jest zablokowany
  • Użytkownik jest zablokowany
  • Posty: 160
  • Otrzymane podziękowania: 103

postawiliśmy granicę - żadnego picia w naszym domu,


Aha, czyli poza domem to już jest ok? :mrgreen:
Sorry, rozumiem co masz na myśli, ale ździebko niefortunnie to sformułowałeś. :ymdevil:
A pomijając stylistykę- słyszałeś z żoną, że "pomum prohibitum dulcissime sapit"? :P

Ja zamiast takich pogadanek to pokazałabym dzieciakom przykłady osób, które "stoczyły" się przez alkohol.
Niech zobaczą, co je w przyszłości może czekać, to się odechce, he he, "częstowania"!:grin: :grin: :grin:
No ale nie wtrącam się w Twe metody wychowawcze; Twój cyrk-, Twoje /nomen omen/ małpki...:lol: :lol: :lol:

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Ostatnia edycja: przez Tommelise.

Moja historia 2022/02/15 11:37 #165

  • Alchemia
  • Alchemia Avatar
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 1319
  • Otrzymane podziękowania: 2070
"" Ja zamiast takich pogadanek to pokazałabym dzieciakom przykłady osób, które "stoczyły" się przez alkohol.
Niech zobaczą, co je w przyszłości może czekać, to się odechce, he he, "częstowania"!:" dokładnie też bym tak zrobiła , ale chcieć i móc a póżniej to wykonać .... może być trudno
No cóż Wasze córki mają "pochodzenie alkoholowe" jakkolwiek to rozumieć trzeba być czujnym i szukać mądrych rozwiązań.
Trzymam za Was kciuki Tomasz.

Edit "trudne " napisałam Tommelise , ponieważ to co ja rozumiem -sądzę jako osoba świadoma skutków alkoholizmu nie znaczy, ze tak samo będą widzieć dokładnie ten sam przykład młode osoby , postrzeganie niebezpieczeństwa jest bardzo różne.Nie trzeba być pijanym żeby nie wiedzieć w pełnym tego słowa znaczeniu - pijanych .
Za tę wiadomość podziękował(a): marcin, Tommelise

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Ostatnia edycja: przez Alchemia.

Moja historia 2022/02/15 11:45 #166

  • Tomasz23
  • Tomasz23 Avatar Autor
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 301
  • Otrzymane podziękowania: 1057

postawiliśmy granicę - żadnego picia w naszym domu,


Aha, czyli poza domem to już jest ok? :mrgreen:

Starsza jest pełnoletnia, pracuje. Nie mogę, ani nawet nie chcę zabraniać jej picia alkoholu. Ale to ona mieszka u nas a nie my u niej, jeżeli chce korzystać z wygody jaką jest mieszkanie u rodziców, to nie wnosi alkoholu. Proste.
Nie mam żadnego problemu z tym, żeby starsza córka spotkała się ze znajomymi i piła towarzysko alkohol. Na razie nie widzę potrzeby stawiania takiej granicy.
A co alkohol robi z człowiekiem to starsza już dobrze wie. Jest DDA. Ma do wyboru życie według alkoholowych schematów albo zdrowienie. Nie zdecyduję za nią.
Za tę wiadomość podziękował(a): Alchemia, marcin, Tommelise

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Moja historia 2022/02/15 11:49 #167

  • Tommelise
  • Tommelise Avatar
  • Wylogowany
  • Użytkownik jest zablokowany
  • Użytkownik jest zablokowany
  • Posty: 160
  • Otrzymane podziękowania: 103
Alchemia, kochana- "trudno" ? :) Trudno to diabła mydłem myć! :mrgreen:

Jeśli, Tomasz, mieszkasz w większym mieście, to pokazujesz córkom panów żulianów, w przypadku których zwykle /bo nie tylko/ to właśnie alko doprowadziło ich do miejscówki pod monopolem.
W przeciwnym razie np. odpalasz kaszojadom ^^) "Kevina samego w domu", po czym znajdujesz w necie info/filmiki, etc., obrazujące, co z tego słodkiego, uroczego chłopaczka zrobiły lata picia i ćpania. :ymdevil:
To tak na gorąco pierwsze przykłady, które mi wpadły do głowy. 3aa

EDIT:
Ok, doczytałam. :-? Myślałam, że chodzi o jakieś nastoletnie dziewczynki, a nie o pełnoletnią pannicę- to zmienia postać rzeczy. Słusznie- żadnego wnoszenia alko pod wspólny dach. :YMAPPLAUSE:

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Ostatnia edycja: przez Tommelise.

Moja historia 2022/02/15 12:54 #168

  • makino
  • makino Avatar
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 248
  • Otrzymane podziękowania: 468

Za to starsza córcia coraz częściej sięga po napoje niskoprocentowe - cydry, piwo. Coraz częściej w domu walają się puste butelki. W dodatku zaczęła częstować młodszą, która nie skończyła jeszcze 18 lat. Wczoraj oboje z żoną mieliśmy konkretną rozmowę ze starszą córką, postawiliśmy granicę - żadnego picia w naszym domu, żadnego proponowania alkoholu młodszej.


Mnie nawet do picia alkoholu z nieletnimi skutecznie zniechęcił kodeks karny.

Zgodnie z art. 208 Kodeksu karnego kto rozpija małoletniego, dostarczając mu napoju alkoholowego, ułatwiając jego spożycie lub nakłaniając go do spożycia takiego napoju, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

Może uświadom córkę, bo być może nie jest świadoma. Mieć nawalone w papierach przez taką głupotę to czysta... głupota. A wiadomo, że wieści lubią się rozchodzić po ludziach.
Działaj konsekwentnie. Dzień po dniu.
Za tę wiadomość podziękował(a): marcin

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Moja historia 2022/02/15 13:06 #169

  • Tomasz23
  • Tomasz23 Avatar Autor
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 301
  • Otrzymane podziękowania: 1057

Mnie nawet do picia alkoholu z nieletnimi skutecznie zniechęcił kodeks karny.
Zgodnie z art. 208 Kodeksu karnego kto rozpija małoletniego, dostarczając mu napoju alkoholowego, ułatwiając jego spożycie lub nakłaniając go do spożycia takiego napoju, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
Może uświadom córkę, bo być może nie jest świadoma. (...)


Tak, przeszło mi to przez myśl. Jeśli sytuacja się powtórzy, być może sięgnę do tego argumentu.
Za tę wiadomość podziękował(a): makino

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Moja historia 2022/02/15 13:48 #170

  • Tr0piciel
  • Tr0piciel Avatar
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Stały Użytkownik
  • Nie traćcie głowy życie chce Was po niej pogłaskać
  • Posty: 318
  • Otrzymane podziękowania: 925

Może uświadom córkę, bo być może nie jest świadoma.


Pozwolę sobie na odrobinę czrnowidztwa i oby to czrnowidztwo tylko na piśmie zostało.
Założę, że młodszej córce coś się stało (coś odwaliła) pod wpływem alko i wyszło na jaw, że jest pod wpływem. Jej linia obrony będzie najprostsza: siostra mnie namówiła, poczęstowała, dała. Dalszy opis uważam za zbędny

Jeśli sytuacja się powtórzy, być może sięgnę do tego argumentu.

i ja Michał, alkoholik nie czekałbym aż sytuacja się powtórzy, bo może być za późno.
By dojść do źródła, trzeba płynąć pod prąd.
S. J. Lec

Michał, alkoholik
Za tę wiadomość podziękował(a): marcin, makino

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Moja historia 2022/02/28 08:06 #171

  • Tomasz23
  • Tomasz23 Avatar Autor
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 301
  • Otrzymane podziękowania: 1057
Koniec miesiąca, krótkie podsumowanie.
Miesiąc zaczął się źle. Kupiłem szampana, wypiliśmy go z żoną. Zrozumiałem swój błąd.
Nadal uczestniczę w terapii i Al-Anon. Żona uczestniczy w terapii uzależnienia.
Byliśmy niedawno u rodziny żony, gdzie pije się dużo. Oboje postanowiliśmy nie pić. Ja nie piłem. Pytany dlaczego, powiedziałem, że w najbliższym czasie nie będę pił, no bo tak. Żona wypiła "tylko troszeczkę". Nie wiem ile, nie kontrolowałem jej. Chyba faktycznie bardzo mało, jakąś śladową ilość. Ale powiedziała jedno, zrobiła drugie. Dlaczego? Nie wiem, nie moja sprawa. Ma swoją terapię, niech tam to omawia.
Przeszkadza mi niekonsekwencja żony, ograniczona przewidywalność jej działań. Dotyczy to nie tylko picia, ale także jej relacji z kolegą Mariuszem.
Przez ostatnie trzy miesiące słyszałem, że:
1) to tylko kolega;
2) całkowicie zerwie z nim kontakt;
3) wyrzuci go z Facebooka i skasuje jego numer z komórki, zostawi tylko na komórce służbowej.
4) wyrzuciła go z Facebooka, całkowicie zerwała z nim kontakt;
5) to moja wina, że już nigdy nie będzie miała kontaktu z Mariuszem, a takim fajnym był kolegą;
6) relacja z Mariuszem dalej trwa, a na pytanie jaki ma charakter żona odpowiada "nie wiem, jak ci to powiedzieć żebyś się nie zdenerwował".
((dusze
Facet nadal do niej dzwoni, nawet gdy razem gdzieś idziemy, i sobie gadają. Już mnie to nie złości. Jest to trochę przykre, ale nabrałem dystansu. Staram się tego nie wyolbrzymiać. Na razie nie przekracza to granic, które wyznaczyłem.
Mam wrażenie, że dla mojej żony relacja ze mną to jakaś przykra konieczność egzystencjalna, obszar heroicznego poświęcenia, wielkich cierpień, niespełnionych marzeń i niezaspokojonych potrzeb. Przyjemność czerpie z innych relacji. Ale może to tylko moje wrażenie.
Zobaczymy co będzie. Moim celem jest bycie zdrowym, uczciwym, odpowiedzialnym, trzeźwym i trzeźwo myślącym facetem. Zachowanie żony nie przeszkadza mi dążyć do tego celu. Może nawet trochę mi w tym pomaga.
Za tę wiadomość podziękował(a): Alex75, marcin, Krysia 1967, Romek83, rybka, makino

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Moja historia 2022/03/11 20:03 #172

  • Agata
  • Agata Avatar
  • Wylogowany
  • Gaduła
  • Gaduła
  • Posty: 118
  • Otrzymane podziękowania: 275
Tomasz23 ja tez wiele słyszałam ze jestem ta zła niedobra i nikt normalny by ze mną nie wytrzymał . Na początku tego słuchałam , robiło mi się przykro . Z czasem słuchałam ale nie brałam tego do siebie a już pod koniec jak mąż zaczynał taka poniżające rozmowę to mówiłam , ze po prostu nie mam ochoty tego słuchać i wychodziłam gdzieś do innego pokoju :) nie wiem czy to dobra metoda czy nie ale mąż w końcu zrozumiał ze nie tedy droga i się ode mnie odczepił a kiedy się wyprowadziłam i obecnie jestesmy przed rozwodem to mówi ze ja to byłam idealna żona bnggfgbfb a jak mu mówię ze pół roku temu słyszałam co innego to mówi że oj ale to tak w emocjach i nie miał tego na myśli bnggfgbfb
Ciężko zrozumieć takich ludzi ((dusze
Za tę wiadomość podziękował(a): marcin, Krysia 1967, Tomasz23

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Moja historia 2022/03/11 23:15 #173

  • Rosalie
  • Rosalie Avatar
  • Wylogowany
  • Bywalec
  • Bywalec
  • Posty: 23
  • Otrzymane podziękowania: 62
Witam Ciebie serdecznie Tomaszu. Dziękuję za to, że mogłam Twój temat przeczytać. Z każdym postem, który czytałam widziałam mądrość , wrażliwość i Twoje zdrowienie, które daje mi nadzieje na moja przyszłość.
Podoba mi się Twoja relacja z Siłą Wyższa.
Może tego nie dostrzegasz , ale z Twoich opowieści widzę dużą poprawę w Twoim życiu i w Twoim zdrowieniu. Jesteś dobrym tatą i kiedyś Ci córki za to podziękują a nawet będą chciały skorzystać z Twojego oparcia a nawet tęsknić za wspólnie spędzonym z Tobą czasie. Z mojego doświadczenia tylko powiem, że ja zaczęłam doceniać swoją mamę po fazie buntu.
Cieszę się , że mogłam na czas czytania u Ciebie oderwać się od swoich negatywnych emocji.
Pozdrawiam serdecznie.
Za tę wiadomość podziękował(a): marcin, Tomasz23

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Moja historia 2022/03/14 08:20 #174

  • Tomasz23
  • Tomasz23 Avatar Autor
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 301
  • Otrzymane podziękowania: 1057
Agata, Rosalie - dziękuję za wasze komentarze, miłe słowa.
Ostatnio obserwuję, że aktywne zaangażowanie w proces zdrowienia przynosi efekt we wszystkich sferach życia. Odchodzą ode mnie stresy i napięcia. Zdumiewa mnie to, że teraz, w czasie wojny na Ukrainie, Covid, a do tego ponadprzeciętnych osobistych wyzwań jestem bardziej zrelaksowany i obecny w moim życiu niż kiedykolwiek dotąd.
Dochodzę do wniosku, że natłok problemów jest dla mnie dobry, bo teraz łatwiej jest pogodzić się z faktem, że zaufanie Sile Wyższej jest jedyną opcją. Ufam Bogu, zawierzam Jemu siebie w każdym dniu, podążam za wskazówkami z góry. Jeżeli jakiejś myśli towarzyszy delikatna i zarazem łagodna chęć zrobienia tego, robię to. Jeżeli natomiast w związku z jakąś zaplanowaną aktywnością odczuwam presję, stres, zniechęcenie, to raczej tego nie robię. Możliwe, że nie jest to dla mnie, albo jest to na inny dzień.
Co ciekawe, taka postawa przynosi więcej efektów niż mozół i przepychanie na siłę własnej woli, albo chęć spełnienia woli drugiego człowieka, często kapryśnego i samowolnego. Gdy inny człowiek chce, bym wykonał jego wolę, nie daje mi do tego siły ani zasobów.
Natomiast gdy moja Siła Wyższa chce, abym czymś się zajął, daje do tego wewnętrzną zachętę, okno czasowe, siłę do wykonania, otwarte drzwi, ludzką przychylność. Podążając za jej prowadzeniem czasem napotykam opór, ale mam wtedy siłę do jego pokonania, albo mądrość potrzebną do obejścia przeszkody.
W ten sposób żyje się naprawdę dobrze. Z pasją uczę się tego nowego sposobu życia, bo daje on spełnienie.
Jestem ostatnio bardziej wyrozumiały dla siebie, dla żony i córek.
Pozdrawiam wszystkich czytających.
Za tę wiadomość podziękował(a): andrzejej, Tomoe, marcin, Romek83, makino, Andrzej88, Rosalie

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Moja historia 2022/03/14 09:52 #175

  • andrzejej
  • andrzejej Avatar
  • Wylogowany
  • Senior Forum
  • Senior Forum
  • Myślę, więc jestem.
  • Posty: 9294
  • Otrzymane podziękowania: 14846

Jeżeli jakiejś myśli towarzyszy delikatna i zarazem łagodna chęć zrobienia tego, robię to.
Jeżeli natomiast ... odczuwam presję, stres, zniechęcenie, to raczej tego nie robię.
Możliwe, że nie jest to dla mnie, albo jest to na inny dzień.
Co ciekawe, taka postawa przynosi więcej efektów niż mozół i przepychanie na siłę własnej woli,
albo chęć spełnienia woli drugiego człowieka, często kapryśnego i samowolnego.

Tomek :ymhug: bliskie jest mi Twoje podejście.
Ja sprawy mogę podzielić na te, które:
chcę zrobić, zwyciesteoe
mogę zrobić, :-BD
muszę zrobić. :ymdevil:
To ja nadaję im wagę, klasyfikuję je do jednej z tych grup i przy tym kieruje się różnymi względami.
Najważniejsze jest dla mnie to bym robił to z wewnętrznym przekonaniem, że CHCĘ.
Nie lubię musieć. :lol:
Unikam powinienem, bo pachnie to przypodobywaniem się innym.

Tak trzymaj Tomek :-BD dbając przede wszystkim o dobre relacje ze samym sobą.
Satysfakcja z tego co robię - bardzo ważna. zwyciesteoe
Za tę wiadomość podziękował(a): marcin, Tomasz23, makino, Andrzej88

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.