Witamy, Gość
Nazwa użytkownika: Hasło: Zapamiętaj mnie
Cierpisz z powodu picia bliskiej Ci osoby? Tutaj możesz podzielić się swoimi problemami, troskami.

TEMAT: Pod górę, ale naprzód

Pod górę, ale naprzód 2020/01/07 20:50 #1

  • Skryta
  • Skryta Avatar
  • Wylogowany
  • Gaduła
  • Posty: 174
  • Otrzymane podziękowania: 195
Witam wszystkich. Ale jesteście dzielni!
Jest tu tyle historii, kazda inna, wszystkie takie same. Nie pisalabym, gdybym znalazła podobną do mojej lub znalazła odpowiedź... Nie będę się rozpisywała od początku, w każdym razie historia znana, mąż alkoholik, 2 dzieci - 4.5 i 7 lat (łał, już tak długo w tym tkwie). Żadnej przemocy, żadnej agresji. Ja po 3-letniej terapii dla wspoluzaleznionych i ciężkiej pracy nad sobą. On po 3-letniej terapii, podczas której pil, kłamał mi, kłamał na terapii, nawet im uprzejmie donosilam. Zaczęłam stawiać granice, nie ma picia w domu, potem nie ma wracania po pijaku itd. I tak naprawdę od dobrych 4 lat nie widziałam go pijanego. Zalozyl dzialalność, znalazł sobie pracę w której może pracować kiedy chce i ile chce. I pić też. Umiałam wyczuć, umiałam sprawdzić, w związku z czym zaczął bywać w domu coraz mniej i mniej, opowiadając że sobie dla nas flaki wypruwa, a we mnie rosła złość, że nie chce zostać ze mną na noc, że tłumaczy placzacym za nim dzieciom, że tatus musi iść do pracy, a napić się czas i pieniądze ma. Mijały kolejne miesiące, obiecywał że zmieni tryb pracy jak to albo tamto, ciągle to odwlekal, nigdy nie dotrzymał słowa. Wielokrotnie przylapalam go w tym czasie na piciu. Zagrozilam rozwodem. Mało. Złożyłam pozew. Pil. Zaciagnelam go na 2 sprawy. Nic. Zrezygnowałam, czułam że nie jestem gotowa na taki krok, nie chciał się wyprowadzić, mieszkanie wspolne na kredyt. Po tej mojej rezygnacji z rozwodu usłyszałam "dziękuję, nie zawiode Cie". Chcialam zaczac od nowa, tak to sobie wymyśliłam. Pare dni pozniej napil się. To byl dla mnie cios, ale nie wiem dlaczego. Przecież to tylko ja wymyśliłam, że teraz już będzie dobrze. Od kilku miesięcy tak trwamy, konflikty narastaly, nigdy nie wiem czy pil czy nie pil, bo przebywa w domu 4-5 h na dobę. Są to godziny dzieci między przedszkolem a spaniem, więc tatuś jest super. Po ostatniej kłótni powiedział, że to faktycznie nie ma sensu, takie opluwanie się, że nie spełni moich oczekiwań (zmiana trybu pracy, szczerość, nie picie albo prawda ze pil, porządek w finansach - takie wygórowane oczekiwania), że może nie pić jakiś czas ale potem koniec, musi i nic go nie powstrzyma, że nikt mu nie potrafił pomóc (trzeba było nie kłamać na terapii). No więc ja na to, że nie będę patrzyła jak się wykańcza, żeby się wyprowadził. Czekam. Nie wiem czy to zrobi, ale mam pełno wątpliwości.
Tu wszędzie historie o biciu, agresji, przepijaniu pieniędzy i rady, które sama bym dała "uciekaj, ratuj siebie i dzieci". A u mnie, dobry ojciec, cisza spokój, cisza aż dzwoni w uszach, tylko ta świadomość, że chyba już parę lat temu on mnie opuścił, traktuje dom jak hotel, wykąpać się, pobawić z dziećmi, wszystkie obowiazki na mojej glowie, że daje się oszukiwać, że słucham tych manipulacji i mądrości ze zmarnowanej terapii, że czuje się częściowo winna. Nie że pije, tylko że między nami jest źle. Ale nie może być dobrze, dopóki on jest pijany, chociaz nie na moich oczach. Ale dzieci... im nie jest źle. Na pewno czuja tą atmosferę, tygodnie milczenia między nami, ale czy będzie im lepiej jak on się wyprowadzi? CZY MI BEDZIE LEPIEJ? Chyba go kocham. Jestem pogrążona w rozpaczy, chociaż po terapii taka mądra powinnam być. Nie umiem odpocząć przez 5 minut, ciągle i ciągle myślę, całe lata wałkuje to w głowie. Nie chce się go pozbyć z mojego życia, chce żeby było dobrze, ale to niemożliwe, dlatego cierpie. Cale te lata walczylam na wszystkie sposoby. Próbuje siebie przekonać, że jakos dam radę tak w tym tkwić, ale czy o to chodzi? Boję się, że bez niego będzie mi gorzej. Wszędzie czytam "On musi iść na terapie, Ty zadbaj o siebie". On juz dawno po terapii, ja tez. Nie ma juz nadziei? Wydaje mi się, że pije mniej i radzi sobie lepiej niz kiedys, ale czy to możliwe? Może lepiej kłamie. A może nie jest to choroba postępująca? Jak jest naprawdę?
Zrobiłam już tak duzo, zaszłam tak daleko, a wciąż coś jest źle...
Tylko co?
Jeszcze pozwolę sobie dodać, że "kocha mnie najbardziej na świecie i nie ma nikogo oprócz nas"...
Ostatnio zmieniany: 2020/01/07 21:13 przez Benia. Powód: Łącznie postów
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Angora, jerzak, Katarzynka77, ona.opolanka

Pod górę, ale naprzód 2020/01/07 21:09 #2

  • Alex75
  • Alex75 Avatar
  • Online
  • Moderator
  • Posty: 3181
  • Otrzymane podziękowania: 6158
Witaj :czesc:
Jak widzisz terapia terapią ale jak nie stosuje się zaleceń to zmian w życiu nie ma. Wiem po sobie, póki nie zaczęłam w życiu wprowadzać tego co się dowiedziałam efektów nie widziałam. Musiałam naprawdę zadbać o siebie. Skierować swoje myśli i uwagę na siebie, nie na niego. Nie było to łatwe ale też nie niemożliwe. Wiedziałam, że nie mogę koncentrować się na jego piciu, niepiciu, terapii, bo to wszystko powodowało, że wciąż moje życie kręciło się wokół niego. Mnie tam nie było.
Myślałaś może o spotkaniach AlAnon, mogą być dużym wsparciem

Jest 15 minut kiedy możesz wcisnąć przycisk edytuj i dopisać lub zmienić coś w swoim wpisie.
Ostatnio zmieniany: 2020/01/07 21:10 przez Alex75.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Benia, olka, Kast001, Skryta

Pod górę, ale naprzód 2020/01/07 21:12 #3

  • Benia
  • Benia Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Krocz spokojnie wśród zgiełku i pośpiechu..
  • Posty: 3165
  • Otrzymane podziękowania: 9452
Witaj. Mam na imię Bernadetta, współuzależniona i była żona alkoholika. :czesc:
Skończyłaś terapię i z tego co widzę ,wiedzę masz...tylko co z wprowadzeniem jej w życie? Czego oczekujesz od nas? Wiesz pewnie że szczęścia nie daje mężczyzna ale to szczęście leży w głębi nas, trzeba je znaleźć. Pytanie co dalej? Liczysz że mąż się zmieni? Ja swojego byłego oddałam pod opiekę Boga. Tak mocno się szarpałam aby go zmienić że straciłam siły...oddałam Bogu i pomyślałam że jak ja swoją ludzką mocą nie dałam rady, to może On coś zdziała. Chyba ma inne plany wobec niego bo jak pił tak pije, albo nawet gorzej. Ale nie wtrącam się bo mam swoje życie i syna do wychowania.
Na swoje pytanie musisz odwiedzić sobie sama. Jak to ma dalej wyglądać ,czego Ty chcesz, w którą stronę się udać. Życie w rozkroku nie jest łatwe. Można sobie tak postać chwilę i się zastanowić, ale po pewnym czasie trzeba się zdecydować, w prawo czy w lewo... %%-
Opuszczenie toksycznych ludzi to ważny krok do bycia szczęśliwym.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): andrzejej, olka, Alex75, aga54, marcin19, Nitka55, Kast001, Skryta, Olencja

Pod górę, ale naprzód 2020/01/07 21:13 #4

  • Bea
  • Bea Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • wszystko jest trudne, zanim stanie się proste
  • Posty: 5308
  • Otrzymane podziękowania: 9756
Jak widzisz, nie trzeba bić, żeby dojść do kresu swoich możliwości u boku alkoholika.
U mnie było podobnie.

Rozwiodlam się nie dlatego, ze milosc mi przeszla, ale dlatego, ze dalje to juz nie było żadne życie.
Był w rozpacz, smutek, łzy, odrzucenie, poczucie braku sensu, samotność...mogłabym wymieniać długo.
Rozwód jako taki niczego nie załatwia.
Terapia i czas są pomocne.
Bo To nie rzeczywista miłość Cię trzyma, ale silne współuzależnienie, kontrola, schematy.

Masz wybór. Możesz żyć tak Jak teraz, ale możesz przestać tak żyć.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): sylwia1975, Benia, olka, Alex75, aga54, Skryta, Olencja

Pod górę, ale naprzód 2020/01/07 21:30 #5

  • Skryta
  • Skryta Avatar
  • Wylogowany
  • Gaduła
  • Posty: 174
  • Otrzymane podziękowania: 195
Dziękuję Wam za poświęconych kilka chwil na przeczytanie i odpowiedź. Wiem, że nikt nie udzieli mi odpowiedzi na pytanie co robić. To co piszecie jest piękne i dla mnie ważne. Dopiero w ostatnich miesiącach zaczęłam o tym mówić rodzinie, bliskim przyjaciołom, na razie to nieliczna grupa, ale staram się otwierać. Całe lata byłam z tym absolutnie sama, tym bardziej dziękuję za dobre słowo.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Alex75

Pod górę, ale naprzód 2020/01/07 21:51 #6

  • Papilotka88
  • Papilotka88 Avatar
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Nie będę się wyrzekać siebie dla czyjegoś dobra..
  • Posty: 796
  • Otrzymane podziękowania: 1243
Kochana pytasz czy bedzie Ci lepiej jak sie wyprowadzi, w sumie czyli jak go nie będzie. A nie zauważyłaś tego,ze jego juz "nie ma"?????
"Czasem granice ktoś przekracza – a w życiu nie ma powrotów, czas przecież nigdy nie zawraca"
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): sylwia1975, Katarzynka77, olka, Kast001, Skryta, Olencja

Pod górę, ale naprzód 2020/01/07 22:14 #7

  • olka
  • olka Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 2844
  • Otrzymane podziękowania: 5727
Jak przeczytałam Twój post to odniosłam wrażenie, że jednak czytałaś historie nie z tego forum.
Napisałaś, ze nie oczekujesz rady - racja każdy musi podjąć decyzje sam. Trzy lata Twojej terapii i trzy lata jego terapii i co?
Tutaj często przewijają się zdania - nie przez ciebie pije i nie dla ciebie przestanie i jeszcze, że jeśli sama o siebie nie zadbasz to nikt inny tego nie zrobi.
Piszesz, że nie bije, że cisza dzwoni a Ty wypełniasz wszystkie obowiązki- czy na takie małżeństwo decydowałaś się kilka lat temu? Chciałaś tej huśtawki?
Kochana powtórzę - zadbaj o siebie i dzieci bo to, ze nie bije to nie znaczy, że żyje wam się jak w puchu. Słusznie zauważyła Papilotka - przecież jego już nie ma w waszym życiu. :(
"Przeszłość minęła, dokonała się.
Istnieje tylko doświadczenie chwili"
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Alex75, marcin19, Skryta, Olencja

Pod górę, ale naprzód 2020/01/08 06:45 #8

  • YaroZja
  • YaroZja Avatar
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 1334
  • Otrzymane podziękowania: 3285
:czesc: witaj na forum

ja skorzystałem z terapii małżeńskiej i sporo się tam dowiedziałem..
była także mediacja..
każda forma pomocy z zewnątrz jest dobra ponieważ wnosi coś do głowy.. nie żałuję, że z tych dwóch form skorzystałem ponieważ wiem na czym stałem w tamtym czasie i co miałem i mieliśmy do przepracowania..

nie zawsze ucieczka jest dobra.. jak i z jednej i drugiej strony.. chodzi mi o zmierzenie się z tym co mieliśmy w domu..
moc oczekiwań, wymagań i brak zwykłej rozmowy.. tyczy się się to dwóch stron..
pozdrawiam
Dobrze widzi się sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.
Antoine de Saint-Exupery

Jarek alkoholik
Ostatnio zmieniany: 2020/01/08 06:46 przez YaroZja. Powód: Dodanie tekstu
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Benia, Masza, Skryta

Pod górę, ale naprzód 2020/01/08 07:25 #9

  • Skryta
  • Skryta Avatar
  • Wylogowany
  • Gaduła
  • Posty: 174
  • Otrzymane podziękowania: 195
Czy terapia małżeńska z pijacym alkoholikiem ma sens? Ja będę oczy wyplakiwac, starać się, poświęcać temu czas, a on wyjdzie z takiego spotkania i pójdzie się napić. Będę jeszcze bardziej zła niż byłam. Sam ze sobą nie umie zrobić porządku, to z naszym związkiem zrobi? Jego problemy siegaja dziecinstwa. Obawiam się, że byłoby to tylko mydlenie oczu i przeciąganie sprawy. Może się mylę.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Pod górę, ale naprzód 2020/01/08 07:53 #10

  • YaroZja
  • YaroZja Avatar
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 1334
  • Otrzymane podziękowania: 3285
ja napisałem tylko o tym jak było u mnie.. ja idąc na terapię małżeńska byłem trzeźwy i widziałem sens ratowania małżeństwa..
podstawa terapii małżeńskiej jest to, że obydwie strony mają chęć zmian nie tylko w małżeństwie.. zmiany powinny być w każdym z uczestników..

ja wyniosłem sporo z tej terapii dla siebie i dzisiaj mogę powiedzieć, że warto było iść.. nie tylko że względu na chęć ratowania małżeństwa.. a także zobaczenia siebie jakim jestem i jakim byłem w tym związku.. dzisiaj wiem jaki chce być.. nie tylko dla siebiez a także dla drugiej osoby.. wiedzy zawsze się przyda..
Dobrze widzi się sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.
Antoine de Saint-Exupery

Jarek alkoholik
Ostatnio zmieniany: 2020/01/08 07:56 przez YaroZja.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): andrzejej, Alex75, Masza, Olencja

Pod górę, ale naprzód 2020/01/08 08:12 #11

  • szekla
  • szekla Avatar
  • Wylogowany
  • Współtwórca Portalu
  • Naczelna Wiedźma
  • Posty: 17668
  • Otrzymane podziękowania: 27700
Witaj :czesc:
Kiedyś też czekałam na to żeby partner sie wyprowadził. Niestety nie chciał tego zrobić więc wpadłam na pomysł żeby mu pomóc. Zrobiłam to skutecznie. Z następnym partnerem tak samo. Zajęło mi to kilka lat stresu, niepewności, braku poczucia bezpieczeństwa.
Mój dom był również hotelem a Ja? Byłam jednoosobowym personelem tego domu. Praczką, sprzątaczką, kucharką, zaopatrzeniowcem, księgową, itp...
Słyszałam wiele słów. Te, które chciałam usłyszeć i te, których słyszeć nie chciałam. Wszystko zależało od nastroju czynnego alkoholika i moich zachowań względem niego.
Wniosek więc taki, że alkoholik to najlepszy aktor na świecie. W ciągu 5 minut odegra bardzo dużo ról i zrobi to po mistrzowsku.
Jeśli będziesz chciałam wyznanie miłości-poda Ci je.
Jeśli będziesz chciała awantury-masz to jak na tacy.
Te parę godzin dziennie dla dzieci to też dla niego pryszcz.

Dlatego kieruj się tym co czujesz, jak Ci jest w tej Twojej roli. Tak, roli, bo myślę, że nie postepujesz tak jakbyś chciała, bo myślę, że nie tylko chcesz ojca dla Dzieci? chcesz też męża dla siebie. Troskliwego, czułego, który byłby dla Ciebie opoką, wsparciem, zapewnił bezpieczeństwo.

Teraz tego nie masz. Teraz jesteś Ty wsparciem. Dla siebie, dla trójki Dzieci, bo mąż też jest dzieckiem, tym dorosłym, który nie da się ustawić w kącie za karę.
Nie masz takiej mocy sprawczej. Tym samym nie masz na niego żadnego wpływu.
Każdy ma swoje wybory. Ty też je masz. Nie zapominaj o tym :grin:
Słowo raz wypuszczone nigdy nie powróci.

Emilka Alkoholiczka
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Bea, Benia, YaroZja, Alex75, marcin19, Skryta, Olencja

Pod górę, ale naprzód 2020/01/08 08:32 #12

  • Masza
  • Masza Avatar
  • Wylogowany
  • Super Gaduła
  • Posty: 507
  • Otrzymane podziękowania: 1177
Skryta napisał:
Czy terapia małżeńska z pijacym alkoholikiem ma sens? Ja będę oczy wyplakiwac, starać się, poświęcać temu czas, a on wyjdzie z takiego spotkania i pójdzie się napić. Będę jeszcze bardziej zła niż byłam. Sam ze sobą nie umie zrobić porządku, to z naszym związkiem zrobi? Jego problemy siegaja dziecinstwa. Obawiam się, że byłoby to tylko mydlenie oczu i przeciąganie sprawy. Może się mylę.
WITAJ!
SKORO WIESZ WSZYSTKO NAJLEPIEJ TO TYLKO POGRATULOWAĆ. JEŚLI ZNASZ SIEBIE SAMĄ TO PO CO KIERUJESZ DO NAS POWYŻSZE PYTANIE?
TO NIE MY JESTEŚMY SPECJALISTAMI OD TWOJEGO ŻYCIA ANI TY NIE JESTEŚ SPECJALISTĄ OD JEGO ŻYCIA.
KAŻDY PISZE TUTAJ CO JEMU POMOGŁO.
NA JEDNEGO DZIAŁA JEDNO, NA KOGOŚ INNEGO COŚ ZUPEŁNIE ODMIENNEGO.
TWOJA PRACA NAD SOBĄ MOŻE POMÓC TOBIE ORAZ MOŻE POMÓC TWOJEMU MĘŻOWI DOWIEDZIEĆ SIĘ, CO TO ZNACZY MIEĆ SZACUNEK DO SAMEGO SIEBIE (CHOĆ NIE MUSI).
NIE DA SIĘ ŻYĆ W BEZPIECZNEJ BAŃCE I OCZEKIWAĆ, ŻE ZMIANY SAME DO NAS PRZYJDĄ.
JEDNO JEST PEWNE, NIEZALEŻNIE CZY ZDECYDUJESZ SIĘ NA PRÓBĘ DOGADANIA SIĘ Z MĘŻEM, NA TYLE ŻEBY SPRÓBOWAĆ ŻYĆ W ZGODZIE ZE SOBĄ A JEDNOCZEŚNIE Z NIM POD JEDNYM DACHEM, NIE WPŁYNIESZ NA JEGO CHĘĆ NAPICIA SIĘ W ŻADEN SPOSÓB.
ŻYJ I DAJ ŻYĆ INNYM.
POZDRAWIAM CIE SERDECZNIE I UFAM, ŻE ZNAJDZIESZ SPOSÓB, BY ROZWIĄZAĆ SWOJE PROBLEMY %%-
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Pod górę, ale naprzód 2020/01/08 08:39 #13

  • YaroZja
  • YaroZja Avatar
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 1334
  • Otrzymane podziękowania: 3285
Masza.. drukowane litery to jest krzyk.. proszę o zachowanie netykiety..
Dobrze widzi się sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.
Antoine de Saint-Exupery

Jarek alkoholik
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Benia, Zakapior, marcin19

Pod górę, ale naprzód 2020/01/08 08:39 #14

  • Alex75
  • Alex75 Avatar
  • Online
  • Moderator
  • Posty: 3181
  • Otrzymane podziękowania: 6158
Masza, pisanie wielkimi literami oznacza krzyk, zapoznaj się proszę z netykietą.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Benia, Zakapior, YaroZja, marcin19

Pod górę, ale naprzód 2020/01/08 08:41 #15

  • Masza
  • Masza Avatar
  • Wylogowany
  • Super Gaduła
  • Posty: 507
  • Otrzymane podziękowania: 1177
Przepraszam, pisałam z klawiatury komputera z CapsLockiem włączonym :)
Poprawię się.:)
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Zakapior, YaroZja, Alex75

Pod górę, ale naprzód 2020/01/08 08:57 #16

  • Skryta
  • Skryta Avatar
  • Wylogowany
  • Gaduła
  • Posty: 174
  • Otrzymane podziękowania: 195
Masza, gdybym wiedziała wszystko najlepiej to bym nie stawiała znaków zapytania, nie pisała "obawiam sie, wydaje mi się, może się myle". Targaja mną wątpliwości, nie wiem skąd Twoja złość.
Wiecie, pomyślałam że jak się wyprowadzi to odżyję, zrobię to i tamto, zacznę od nowa, będę szczęśliwa. Ale przecież mogłabym to wszystko robić już, on mi w tym nie przeszkadza. Ale nie robię tego i dlatego boję się, że kolejna bajkę sobie wymyśliłam i ze jego wyprowadzka nic nie zmieni, albo będę się czuła gorzej. Tak zle i tak źle, boję się zmiany.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Pod górę, ale naprzód 2020/01/08 09:06 #17

  • Masza
  • Masza Avatar
  • Wylogowany
  • Super Gaduła
  • Posty: 507
  • Otrzymane podziękowania: 1177
Rozumiem, że się boisz. I dlatego napisałam, że ufam, że znajdziesz dobre rozwiązanie.
A ja wcale się nie złoszczę tylko z przyczyn technicznych wstawiłam duże litery ;)
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Alex75, Skryta

Pod górę, ale naprzód 2020/01/08 09:24 #18

  • Bea
  • Bea Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • wszystko jest trudne, zanim stanie się proste
  • Posty: 5308
  • Otrzymane podziękowania: 9756
Skryta napisał:
Czy terapia małżeńska z pijacym alkoholikiem ma sens? .
Nie. Moje doświadczenie pokazało mi jak jeszcze bardziej alkoholik potrafi upokorzyć w gabinecie terapeuty, który wie tylko to, co się mówi.
Nie zna całej historii, nie zna dnia codziennego.
Alkoholik świetnie potrafi przedstawic zonę jako wariatkę, niespełna rozumu, w najlepszym razie wredną babę.

Mnie pomogło tylko jedno spotkanie, z innym terapeutą, bardzo znanym, speclajistą od alkoholu.
Przy moim mężu powiedział, że marnuje sobie życie, moje życie i życie naszego dziecka.
I że najpierw praca nad sobą i odwyk, potem można myśleć, bez gwarancji o utrzymaniu więzi rodzinnych.
To był kamyk, który przeważył.Zdecydowalam się odejść, bez czekania na cud.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): marcin19, Skryta, Olencja

Pod górę, ale naprzód 2020/01/08 09:27 #19

  • Alex75
  • Alex75 Avatar
  • Online
  • Moderator
  • Posty: 3181
  • Otrzymane podziękowania: 6158
Skryta napisał:
Wiecie, pomyślałam że jak się wyprowadzi to odżyję, zrobię to i tamto, zacznę od nowa, będę szczęśliwa. Ale przecież mogłabym to wszystko robić już, on mi w tym nie przeszkadza. Ale nie robię tego

U mnie przeszkodą był ciągły kontakt i zaangażowanie w jego życie. nie mogłam skupić się na sobie, nie stosowałam narzędzi z terapii, nie mogłam zająć się sobą bo moje życie kręciło się wokół niego a mechanizmy wspoluzależnienia działały w pełni.
To tak jak alkoholik jest uzależniony od alkoholu i obsesyjnie o nim myśli tak i ja byłam uzależniona od alkoholika i moje myśli obsesyjnie krążyły wokół niego. Nie miało to znaczenia, że miałam warunki i możliwości zająć się sobą, nie miałam na to ochoty. Dopiero skierowanie myśli z niego na siebie spowodowało że zaczęłam coś robić, myśleć o czymś innym.Energię którą poświęcałam na zajmowanie się nim zaczęłam zużywać na zajmowanie się sobą. Nie stało się to jednak w jednej chwili, to był proces.
Ostatnio zmieniany: 2020/01/08 09:28 przez Alex75.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): andrzejej, Nitka55, Skryta

Pod górę, ale naprzód 2020/01/08 10:10 #20

  • Kast001
  • Kast001 Avatar
  • Wylogowany
  • Gaduła
  • Posty: 175
  • Otrzymane podziękowania: 295
Skryta napisał:
Czy terapia małżeńska z pijacym alkoholikiem ma sens? Ja będę oczy wyplakiwac, starać się, poświęcać temu czas, a on wyjdzie z takiego spotkania i pójdzie się napić. Będę jeszcze bardziej zła niż byłam. Sam ze sobą nie umie zrobić porządku, to z naszym związkiem zrobi? Jego problemy siegaja dziecinstwa. Obawiam się, że byłoby to tylko mydlenie oczu i przeciąganie sprawy. Może się mylę.
Według mnie terapia małżeńska jest pomocna, kiedy obie strony są mniej więcej równo na szali. Mogę się mylić, ale na takiej terapii są wyciąganie "brudy" jednej i drugiej strony. Kiedy mąż pije,to Ty będziesz roztrzasac a on po prostu dostanie przyzwolenie na dalsze picie. "Bo przecież żona też nie jest bez winy" .
"To tylko krok, by granice przekroczyć, spuścić wzrok, nie patrzeć w oczy"
"Wystarczy chwila, aby coś zniszczyć, a może nie wystarczyć całe życie, aby to naprawić"
Ostatnio zmieniany: 2020/01/08 10:22 przez Kast001.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Pod górę, ale naprzód 2020/01/08 10:27 #21

  • Skryta
  • Skryta Avatar
  • Wylogowany
  • Gaduła
  • Posty: 174
  • Otrzymane podziękowania: 195
Bea, Alex75 - czuje dokładnie to co piszecie. Po pierwsze, że żadna małżeńska terapia na tym etapie nie pomoże, bo on wciąż pije (może rzadziej, ale wciąż nie otrzezwial). Po drugie - nie zajmuje się sobą, bo ciągle się zastanawiam czy dzisiaj pil czy nie, czy uczciwie pracowal, czy jestem frajerka, o której wyjdzie o której wróci, czemu nie chce być w domu. Wyprowadzka i ustalenie dni czy godzin spotkań z dziećmi moze wprowadziłoby porządek w życie moje i dzieci, które codziennie pytają za ile tata wróci i czy z nimi wieczorem polezy. One tego nie wiedzą i ja tego nie wiem. Jestem z natury bardzo poukładana, zaplanowana, uporządkowana, a żyje w kompletnym chaosie.
Jest mi już o tyle lżej, że wiem że nie ma takiej rzeczy którą ja mogłabym zrobić, żeby on przestał pić. Tylko wciąż nie czuje spokoju i nie umiem wrócić do siebie.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Bea, Alex75

Pod górę, ale naprzód 2020/01/09 21:17 #22

  • sylwia1975
  • sylwia1975 Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Wszystko przemija
  • Posty: 2123
  • Otrzymane podziękowania: 2182
dziem dobry Czytajac twoj wpis,przypomniala mi sie jedna AAl-anonka ,jej maz rownie nie obecnu jak i twoj ,pil i spal ,zadnych szarpanin znim,jednak znalazla sposob na niego chyba,bo trafil do AA,nie wiem ,o to nie zmojej grupy.
Wszystko przemija nawet wczoraj ,nie warto zyc hstoria
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Skryta

Pod górę, ale naprzód 2020/01/10 07:34 #23

  • Skryta
  • Skryta Avatar
  • Wylogowany
  • Gaduła
  • Posty: 174
  • Otrzymane podziękowania: 195
Dzień dobry %%-
Choć niezupełnie. Od kilku dni byłam rozbita, pogrążona w smutku że powiedzialam mezowi, ze ma się wyprowadzić. Płakałam jakby na zapas, nie wiem po co. Zapytałam wczoraj kiedy się wyprowadzi. Najpierw unikał odpowiedzi, na koniec doszliśmy do tego, że się nie wyprowadzi, że "on nas nie opuści". Powiedziałam - zatem ja opuszczam Ciebie, a Ty się tylko wyprowadz. Nie zrobi tego. Nie ustepowalam, nie mial argumentow, zaczal sie irytowac. Rozmowa przybrała glosniejszy ton, obudziło się dziecko 6.5 letnie z płaczem, poszliśmy razem je uspokoić i uśpić. Po wyjściu z pokoju dzieci napadł na mnie, ze ja nad łóżkiem dziecka TAK na niego spojrzałam i TO sobie pomyślałam. Do teraz nie wiem CO ja pomyślałam. Mało mi oka palcem nie wydlubal wygrażając i krzycząc szeptem, że jak mogłam TAK na niego spojrzeć przy dziecku, że jestem złym człowiekiem, że jestem ZŁEM, ze nigdy mi tego nie zapomni i żebym dobrze zapamiętałam co dziś zrobiłam. Wciąż nie wiem co zrobilam.
Jestem z siebie dość zadowolona bo nie dałam się podpuścić i sama się nie rozkrecilam. To było tak głupie i abstrakcyjne, że potraktowałam jak bełkot chorego człowieka. Nie zmienia to jednak faktu, że się nie wyprowadzi, a ja czuje że z nim przy boku nie oderwę się.
Mimo, że ciągle go w domu nie ma to jest w mojej glowie, a mimo że jest to i tak go z nami nie ma.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Pod górę, ale naprzód 2020/01/10 07:57 #24

  • Alex75
  • Alex75 Avatar
  • Online
  • Moderator
  • Posty: 3181
  • Otrzymane podziękowania: 6158
Takie podejście też mi pomagało kiedy "byłam złym człowiekiem". Nie ma co słuchać chorego człowieka.
Napewno trudniej się oderwać od kogoś "w głowie" kiedy jest obok ale jest to możliwe co potwierdzają historie dziewczyn z forum. Mi pomagało zajęcie myśli czymś innym i robienie rzeczy sprawiających przyjemność. Chociaż przyszedł moment kiedy kontakt zerwałam całkowicie i wtedy było już dużo łatwiej.
Ostatnio zmieniany: 2020/01/10 07:59 przez Alex75.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Benia, Skryta

Pod górę, ale naprzód 2020/01/10 10:09 #25

  • Skryta
  • Skryta Avatar
  • Wylogowany
  • Gaduła
  • Posty: 174
  • Otrzymane podziękowania: 195
Przeczytalam gdzieś, że nie udzielamy tu rad, ale może ktoś byłby tak miły wyrazić swoją opinię... aż mi glupio pytać, ale zrobię to.
W "lepszej chwili" zdecydowaliśmy się jechać na ferie w góry, moi znajomi jeżdżą od lat całymi rodzinami, wszyscy razem. My nigdy bo wiadomo, ja cichociemna zawsze ukrywalam problem. Tym razem jednak bardzo chciałam jechać mimo wszystko. A teraz wszystko się posypało, kazalam mu się wyprowadzić, atmosfera okropna. I z jednej strony myślę, że wyjazd odpada, bo co ja mu pokaże wtedy - wyprowadz się, ale skoczmy sobie razem w góry. Brak konsekwencji. A z drugiej - dlaczego znowu nie pojadę, dlaczego znowu coś stracę, dlaczego dzieciom frajdy nie zrobię, nie pokaże pieknych gor zimą. Może jechać i olewac go po prostu? (Samodzielny wyjazd bez niego samochodem w ośnieżone góry z 2 dzieci na narty odpada). Nie wiem co robić, a czuje ze chyba powinnam wiedzieć...
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Pod górę, ale naprzód 2020/01/10 10:15 #26

  • Bea
  • Bea Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • wszystko jest trudne, zanim stanie się proste
  • Posty: 5308
  • Otrzymane podziękowania: 9756
Ale może udało by się z kimś zabrać, przestawić kłopot samodzielnej podróży z dziećmi i nie tłumaczyć się, dlaczego, chyba, że ktoś spyta.
Ja zadzwoniłabym do przyjaciół o otwartym tekstem powiedziałabym, że potrzebuję pomocy.
Ludzie chętnie wyciągają rękę.

Na pewno wyjazd z nim nie wchodzilby w grę. To też jakiś etap stawania na nogi.

W grę wchodzi też podróż pociągiem, a narty i jakie rzeczy można dac komuś do samochodu.
Przyjaciele Cię nie zawiodą. Wierzę w to
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): marcin19, Skryta

Pod górę, ale naprzód 2020/01/10 10:19 #27

  • Skryta
  • Skryta Avatar
  • Wylogowany
  • Gaduła
  • Posty: 174
  • Otrzymane podziękowania: 195
Hmmm, do głowy mi to nie przyszło... I wychodzi myślenie "Albo on albo nic". Straszne.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Bea

Pod górę, ale naprzód 2020/01/10 10:42 #28

  • szekla
  • szekla Avatar
  • Wylogowany
  • Współtwórca Portalu
  • Naczelna Wiedźma
  • Posty: 17668
  • Otrzymane podziękowania: 27700
Wiele razy stawałam przed dylematem wspólnych wyjazdów. A bo to wszystko trzeba było odkręcać, bo pracowaliśmy w jednej firmie, bo wstyd...i jeszcze tylko ten jeden raz i koniec.
Końca nie było, za to było przedłużenie agonii-mojej i Córki.
Mówiłam wtedy, że od tego razu ani razu. Tylko mówiłam.
Nie podróżowaliśmy autem, więc nie było to łatwe. On był wtedy dodatkowym bagażem.
Przyszedł moment, że skończyło się. Zaczęłyśmy podróżować same i dawałyśmy radę.
Dziś nie mam problemu z podróżowaniem w pojedynkę. Czasem zabiorę się z Przyjaciółmi, czasem pojadę pociągiem, autobusem. Nie przeraża mnie to bo uwielbiam wyjeżdżać i wracać. Obecnie do pustego domu ale takiego, w którym o bezpieczeństwo dbam sama :grin:
Słowo raz wypuszczone nigdy nie powróci.

Emilka Alkoholiczka
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Jadwiga, Bea, Alex75

Pod górę, ale naprzód 2020/01/12 10:41 #29

  • Skryta
  • Skryta Avatar
  • Wylogowany
  • Gaduła
  • Posty: 174
  • Otrzymane podziękowania: 195
Cześć Kochani. Od kiedy straciłam nadzieję, że mój mąż się wyprowadzi, staram się nie zwracać na niego uwagi, olewac, robić swoje. Ale nie czuje się dobrze, jestem rozdrażniona, niecierpliwa, najchętniej zerwalabym się z domu, od obowiązków od dzieci, zaznała świętego spokoju. Choć też wątpię. Czy to jest tak jak u alkoholika, że odstawiłam obiekt uzależnienia i mam "głód"? Ze nie wiem jak sobie radzic, że nie wiem czym żyć skoro nie nim? Tak to działa? Jak sobie z tym radzilyscie?
A może to złość i bezsilność, że mimo wcześniejszej obietnicy jednak zostanie dla swojej własnej wygody nie oglądając się na nas.
Ostatnio zmieniany: 2020/01/12 10:53 przez Skryta.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Benia, Laura80, Nitka55

Pod górę, ale naprzód 2020/01/12 11:06 #30

  • sylwia1975
  • sylwia1975 Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Wszystko przemija
  • Posty: 2123
  • Otrzymane podziękowania: 2182
Witaj nie wiem co to,ale ja mnialam go serdecznie dosyc latami ciaglam cos co, nie mnialo sensu,uciekalam z domu ,nie majac poczucia bezpieczenstwa,bo alkocholik jest czest jak dhr hyde i mister jake,taka zabawa ,hustawki,niestabilnosc emocjonalna zwal jak zwal a schodzi do tego samego,moja corka do dzisiaj mi wygarnia ze ja zostawialam ,a ona mnie potrzebowala,emocjonalnie
Wszystko przemija nawet wczoraj ,nie warto zyc hstoria
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Pod górę, ale naprzód 2020/01/12 11:08 #31

  • Benia
  • Benia Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Krocz spokojnie wśród zgiełku i pośpiechu..
  • Posty: 3165
  • Otrzymane podziękowania: 9452
Ja kiedy odeszłam, zaczęłam kontrolować syna do tego stopnia że ośmioletni wówczas chłopiec powiedział mi "Mamo, ale ja potrafię to zrobić sam!" :shock:
To był kubeł zimnej wody na moją głowę, pomyślałam sobie kobieto! Co Ty wyprawiasz?! Wiele zobaczyłam czytając forum i wątki innych dziewczyn współuzależnionych.
Może tak być, że odczuwasz jakiś silny przymus, który jest jak głód alkoholika. Mi wiele pomogły zrozumieć książki. Koniec wspoluzalenienia, Kobiety które kochają za bardzo, Toksyczne związki. Te trzy pomogły mi zobaczyć swoje zachowania w nieco innym świetle. Poczytaj inne historie,może pomogą Ci więcej zrozumieć siebie. Często działamy bardzo podobnie bo schematycznie. %%-
Opuszczenie toksycznych ludzi to ważny krok do bycia szczęśliwym.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Pod górę, ale naprzód 2020/01/12 13:23 #32

  • Alex75
  • Alex75 Avatar
  • Online
  • Moderator
  • Posty: 3181
  • Otrzymane podziękowania: 6158
Skryta napisał:
Czy to jest tak jak u alkoholika, że odstawiłam obiekt uzależnienia i mam "głód"? Ze nie wiem jak sobie radzic, że nie wiem czym żyć skoro nie nim?

Bardzo się z tym utożsamiam, to był zwrot w moim leczeniu. Potraktowałam alko jako substancje uzależniającą, o której cały czas myślałam, nie mogłam na niczym się skupić, to była obsesja. W książce, o której wspomniała Benia "Kobiety, które kochają za bardzo", rozdział 9 nosi tytuł Umierać z miłości. W tym rozdziale porównana jest taka chora relacja do uzależnienia od narkotyku. To bardzo do mnie przemówiło. Zrozumiałam , że żeby wyjść z uzależnienia konieczne jest zerwanie kontaktu z czynnikiem uzależniającym, czyli abstynencja. Ja długo zwlekałam ale w końcu to zrobiłam. Niemniej zauważyłam czytając inne dziewczyny, że jeśli ktoś z jakiś względów nie może zerwać kontaktu to może się oderwać od uzależniacza w głowie, psychicznie czy emocjonalnie.
Ostatnio zmieniany: 2020/01/12 13:24 przez Alex75.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Laura80

Pod górę, ale naprzód 2020/01/14 07:02 #33

  • lipiec
  • lipiec Avatar
  • Wylogowany
  • Super Gaduła
  • Posty: 619
  • Otrzymane podziękowania: 512
Witaj
Czytając Twoje opowieści przypominałam sobie swoje życie z alko.
Współuzależnienie czasem wydaje mi się trudniejsze niż alkoholizm.
Tak bardzo utożsamiamy się z takim życiem że wydaję się nam że nie umiemy inaczej.
Mnie obudził wtedy 15-letni syn. który miał dość takiego życia.
Też nie wyobrażałam sobie samotnego życia..były myśli że przecież nie dam rady sobie finansowo.
Pierwszy wyjazd z synem ..drugi został z ojcem...było trudno ale wyjechałam . Potem już było łatwiej bo byłam z ludźmi z klubu abstynenta , bo była terapia , bo uczyłam się na nowo żyć.
Teraz po 10 latach powiem że dałam radę , utrzymałam dom , synowie już dorośli , jestem babcią.
Jestem sama ale nie samotna.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): szekla, Jadwiga, Alex75, marcin19, Laura80, Skryta, Koliber, Walkiria62

Pod górę, ale naprzód 2020/01/14 10:16 #34

  • Tsubasano
  • Tsubasano Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Mój wątek na forum: "Wąska droga"
  • Posty: 2623
  • Otrzymane podziękowania: 8508
Skryta napisał:
Cześć Kochani. Od kiedy straciłam nadzieję, że mój mąż się wyprowadzi, staram się nie zwracać na niego uwagi, olewac, robić swoje. Ale nie czuje się dobrze, jestem rozdrażniona, niecierpliwa, najchętniej zerwalabym się z domu, od obowiązków od dzieci, zaznała świętego spokoju. Choć też wątpię. Czy to jest tak jak u alkoholika, że odstawiłam obiekt uzależnienia i mam "głód"?

Jestem uzależniony zarówno chemicznie (alkohol, papierosy) jak i behawioralnie (gry, pornografia). U mnie inaczej wygląda głód substancji a inaczej "głód" pewnych zachowań. W obu przypadkach objawem głodu jest niepokój i niemożność znalezienia sobie wygodnego miejsca i takiego sposobu realizacji moich zadań, w którym czułbym się dobrze. Pomiędzy odstawieniem obiektu uzależnienia a znalezieniem nowego sposobu życia jest długa droga. W przypadku mojego pierwszego uzależnienia minęły dwa lata od momentu rozpoczęcia terapii do momentu, kiedy powiedziałem sobie, że jestem już szczęśliwy.

Niestety, w tej "szczęśliwości" pozwoliłem sobie na utratę uważności i powolny rozwój drugiego uzależnienia. Teraz jestem już dwa i pół roku w odstawieniu a mimo to jeszcze nie znalazłem tego, na co ciągle mam nadzieję...
jestem tylko przechodniem
na tle wybranego miasta
mam papierosy i drobne
i dziurę w kieszeni płaszcza
Ostatnio zmieniany: 2020/01/14 10:16 przez Tsubasano.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): olka, Alex75, Skryta

Pod górę, ale naprzód 2020/01/15 09:08 #35

  • Skryta
  • Skryta Avatar
  • Wylogowany
  • Gaduła
  • Posty: 174
  • Otrzymane podziękowania: 195
Tsubasano, takie mam właśnie wrażenie patrząc po moim mezu, że Wam uzależnionym ciągle czegoś brak. Często niby wszystko macie, prace, zdrowie, wspaniałe rodziny, a ciągle szukacie pocieszenia w alkoholu. Ciężko mi to zrozumieć, ze nawet wizja utraty tego co mi się wydaje "wszystkim" nie powstrzyma was przed piciem. Czego wy tam szukacie na dnie butelki?
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.