Witamy, Gość
Nazwa użytkownika: Hasło: Zapamiętaj mnie
Ta część Forum jest dla Dzieci, których rodzice aktualnie lub w przeszłości nadużywali alkoholu lub innych środków chemicznych

TEMAT: Welonka bez ogonka

Welonka bez ogonka 2020/06/14 19:09 #1

  • Welonkaa
  • Welonkaa Avatar
  • Wylogowany
  • Nowicjusz
  • Posty: 6
  • Otrzymane podziękowania: 14
Cześć, mam 26 lat, jestem córką alkoholika, córeczką tatusia która od roku patrzy jak ojciec zabija się z każdym kieliszkiem. Zaczynam godzić się z bezsilnością, z tym że nie mogę mu pomóc. Po latach bycia manipulowaną, łez, proszenia, gróźb, fundowania odwyków, jestem gotowa odpuścić, chce odpuścić. Wiem ze wykańcza mnie ta sytuacja w której tkwię, nieszczy mój dobry związek, zdrowie, całe moje życie zawsze miało się rozpocząć jak tylko „tata przestanie pić”. Przechodziłam wszystko, od wylewania alkoholu jako 11letnia dziewczynka, po ultimatum zerwanie kontaktu lub odwyk. Pora dać spokój. Powiedzcie proszę, jak radziliście sobie widząc ze osoba wam bliska, osoba która kochacie niszczyła swoje życie na własne życzenie, jak znaleźliście sile na to, żeby stać obok i nie rzucić się z płaczem na podłogę. Jak żyć bez poczucia winy, ze zostawiliście chorego w potrzebie (bo niestety ciagle tak widzę swojego tatę)?
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): samsal, jerzak, Katarzynka77, Alex75, smerfEDKA

Welonka bez ogonka 2020/06/14 19:24 #2

  • Tomoe
  • Tomoe Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 5391
  • Otrzymane podziękowania: 10005
Witaj, mnie pomogła terapia współuzależnienia i terapia DDA. Ale nie ukrywam, że wiedzę o chorobie alkoholowej, o tym co alkoholikowi pomaga, a co szkodzi, zaczynałam zdobywać na własnej terapii uzależnień i we Wspólnocie AA, ponieważ oprócz tego, że jestem DDA i współuzależnioną, jestem też trzeźwą alkoholiczką. Mam na imię Alicja. Jeśli moje doświadczenie może ci w czymś pomóc - chętnie służę. :czesc:
Ostatecznie, miejmy otwarte umysły, ale nie na tyle, żeby mózg nam wypadł. (Richard Dawkins)
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Welonka bez ogonka 2020/06/14 19:36 #3

  • Selegne
  • Selegne Avatar
  • Wylogowany
  • Gaduła
  • Posty: 55
  • Otrzymane podziękowania: 101
Cześć.
Jestem Sandra. Mam 27 lat. Jestem córką alkoholiczki i wnuczka trzezwego już alkoholika.

Mnie bardzo na wstępie pomaga to forum, książki o tym jak pomóc alkoholikowi i terapia ale ta akurat dopiero zaczynam.

Ja w całym swoim życiu mam styczność z alkoholizmem. Nie jest łatwo. Najlepiej zacząć robić coś dla siebie, żeby nie myśleć. Mnie pomagaja póki co długie spacery z muzyka...
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Welonka bez ogonka 2020/06/14 19:51 #4

  • Welonkaa
  • Welonkaa Avatar
  • Wylogowany
  • Nowicjusz
  • Posty: 6
  • Otrzymane podziękowania: 14
Dziękuje za wasze odpowiedzi, fajnie ze jesteście tutaj :) Sandra, czy możesz mi poradzić jakaś literaturę w tym temacie? Ja od 3 dni płacze i przeżywam coś w stylu żałoby po tacie, ostatecznie pożegnałam marzenia o trzeźwym ojcu na którego można liczyć i to naprawdę bardzo boli
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Welonka bez ogonka 2020/06/14 20:05 #5

  • jerzak
  • jerzak Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 3748
  • Otrzymane podziękowania: 8023
%%- Witaj.
Uczęszczam na terapię DDA. Pochodzę z rodziny dysfunkcyjnej, ale zacząłem od tego co najważniejsze, od terapii dla osób uzależnionych. Jestem alkoholikiem. Trzeźwienie/zdrowienie to proces. Alkoholizm to czubek góry lodowej.
Jerzy alkoholik.
"Chętnych los poprowadzi, niechętnych wlecze"- Seneka
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Welonka bez ogonka 2020/06/14 20:10 #6

  • smerfEDKA
  • smerfEDKA Avatar
  • Wylogowany
  • Bywalec
  • Posty: 39
  • Otrzymane podziękowania: 56
Welonko,

ja z kolei chciałam ratować moją mamę. Mama zupełnie się ode mnie odwróciła. Było to dla mnie traumatyczne przeżycie. Umarłam dla niej za życia. Byłam w skrajnej rozpaczy. Dużo płakałam. Wydawało mi się, że moje szczęście zależy od jej szczęścia. Myślałam dosłownie, że się nie pozbieram.

Pomogły mi spotkania Al-anon; bardzo dużo też czytam - polecam szczególnie E. Harzyk "Nałogową miłość", B. Melody "Koniec wspóluzależnienia", słucham wykładów ks. Dziewieckiego - to doktor psychologii, niezwykły człowiek i znawca tematyki uzależnień.

Dziś wiem, że gdyby nie to cierpienie, które mnie dotknęło, nie zajęłabym się swoim rozwojem. Zyskała moja duchowość. Wiem, że chce być świadomą swoich braków wynikających z wychowania w dysfunkcyjnej rodzinie; nie chcę, by moje dzieci powielały szkodliwe schematy. Teraz skupiam się na tym szczególnie.

Już wiem, że nie mam wpływu na życie mamy.
Ostatnio zmieniany: 2020/06/14 20:26 przez smerfEDKA.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Alex75, Welonkaa

Welonka bez ogonka 2020/06/14 20:23 #7

  • Selegne
  • Selegne Avatar
  • Wylogowany
  • Gaduła
  • Posty: 55
  • Otrzymane podziękowania: 101
Oprócz już wspomnianych tutaj książek polecam też "życie w trzeźwości. Anonimowi Alkoholicy".

Ja też na swój sposób zostałam porzucone przez mamę. Zostawiła mnie dla faceta i alkoholu. Serce mi pękło. Było to jakieś 3 tyg temu. Nie powiem, że jest łatwo bo dalej zdarza mi się ryczec nocami... dokładnie wiem jak się czujesz. Jednak wiem, że rozdrapywanie ran tutaj nie pomoże. Czym więcej myślę o mamie tym gorzej się czuje. Dlatego staram się odwracac uwage... dzisiaj powiedziałam dziadkowi, że nawet gdyby miał jakieś info o mamie, to ja nie chce o tym słyszeć. Zobaczymy jak długo wytrzymam.
Ostatnio zmieniany: 2020/06/14 20:25 przez Selegne. Powód: Literowka
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): marcin19

Welonka bez ogonka 2020/06/14 20:59 #8

  • Welonkaa
  • Welonkaa Avatar
  • Wylogowany
  • Nowicjusz
  • Posty: 6
  • Otrzymane podziękowania: 14
Bardzo mi przykro ze musicie przechodzić przez takie coś, żadne dziecko nie zasługuje na taką relacje z rodzicem. Ostatnie dni uświadomiły mi w jakim głębokim wspóluzależnieniu jestem od najmłodszych lat. Dzisiaj pomyślałam, ze wolałabym żeby nie był przez wiele lat wysoko funkcjonującym alkoholikiem, żeby życie go przetrzepało, żeby nawet otarł się o smierć i miał szanse na wyjście z tego, teraz naprawdę nie widzę już dla niego nadziei, jest wrakiem człowieka. Tatą którego już nie poznaje, alkohol tak bardzo go zmienił. Dowiedziałam się wczoraj ze żali się w pracy, do znajomych (którzy mają go za alkoholika, czego ojciec nie jest swiadomy) ze córka wariatka zadręcza go telefonami o leczenie . Miesiąc temu zaciągnęłam go do psychiatry, po tym jak słuchałam od niego przez kilka miesięcy w jakiej to jest depresji i jak mu zle. Zabieralam na kontrole, kupowałam leki, okazało się ze nie brał, kłamał mnie i psychiatrę, żebym się odczepiła. On po prostu chce być ofiarą, cierpieć i moc pić w spokoju z tego swojego głębokiego smutku. Teraz myśle „niech pije, to jego życie”, ale wiem ze jutro rano obudzę się z lekiem czy znów się upije, czy wsiądzie za kółko po pijaku, czy nie zostawi włączonej kuchenki.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Katarzynka77, smerfEDKA

Welonka bez ogonka 2020/06/14 21:39 #9

  • lukasz1123
  • lukasz1123 Avatar
  • Wylogowany
  • Super Gaduła
  • Posty: 450
  • Otrzymane podziękowania: 799
Cześć. Jak widzisz, nie masz wpływu na alkoholika. Będzie chciał pić, to będzie. Nie znam się na współuzaleznieniu, ale dobrze znam się na uzależnieniu, bo jestem alkoholikiem.
Jeśli chcesz próbować ratować ojca, to może go siłą zawlec na leczenie, prawnie go do tego zmusić. Kiedyś terapeuta mi opowiadał sytuację, gdzie żona doprowadziła do leczenia męża. Odgrazal się pijany, jak go zabierali w kajdankach, że jak tylko wyjdzie, to ją zabije. Jednak w trakcie pobytu doznał przemiany i po powrocie całował ją po stopach za to.
Tu bym poradził się w profesjonalnym OLU, pod okiem specjalistów, a tymczasem zajmij się sobą, bo się wykonczysz. Pozdrawiam.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): marcin19

Welonka bez ogonka 2020/06/14 21:47 #10

  • smerfEDKA
  • smerfEDKA Avatar
  • Wylogowany
  • Bywalec
  • Posty: 39
  • Otrzymane podziękowania: 56
Dokładnie to samo było u mnie. Aż nie dowierzam. Mama mówiła, że już od kilku lat ma depresję. Bardzo się martwiłam. Też się bałam, że pod wpływem alkoholu pojedzie samochodem; że nie wyłączy kuchenki; że coś jej się stanie.

Jest wrakiem człowieka. Niestety. Ja to widzę, jako córka. Bardzo mi zależało, by była szczęśliwą. Skłonna byłam poświecić siebie, by ją "odratować".
Mama jednak problemu nie chce widzieć, podobnie jak Twój tato. Powiedziała mi "idź się leczyć".

Ostatnio usłyszałam, że pomaga się komuś wtedy, gdy ktoś o to poprosi; wyciągnięcie ręki to krok za daleko. Coś w tym jest.
Ostatnio zmieniany: 2020/06/14 21:58 przez smerfEDKA.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Welonkaa

Welonka bez ogonka 2020/06/14 21:51 #11

  • Alex75
  • Alex75 Avatar
  • Online
  • Moderator
  • Posty: 2812
  • Otrzymane podziękowania: 5387
Witaj na forum :czesc:

Widzisz na własne oczy jak postępuje uzależnienie. Alkoholizm nie stoi w miejscu ale współuzależnienie również. Nie zmusisz drugiego człowieka do leczenia jeśli on twierdzi że nie ma problemu. Zajęło mi dużo czasu zanim to zrozumiałam zarówno w stosunku do partnera jak i do mojej mamy. Ludzie mają wolną wolę i mogą żyć tak jak chcą. Ja nie mam prawa nic im siłą narzucać nawet jeśli uważam że to co robią jest zabójcze.

Napisałaś, że gdyby twój tato otarł się o śmierć mógłby wyjść z tego. Mógłby ale niekoniecznie. Moja mama otarła się o śmierć. W wypisie ze szpitala miała napisane ani kropli alkoholu. Wiesz co mi powiedziała, "przecież 1 drink jej nie zaszkodzi".

Uszanowanie wolnej woli pozwoliło mi się od tego odciąć i zająć się sobą. Skorzystałam z terapii współuzależnienia chociaż poszłam tam ze względu na mojego partnera. Tam zdobyłam wiedzę o mechanizmach choroby i nauczyłam się żyć inaczej. Zaakceptowanie faktu, że nie ma się wpływu na drugiego człowieka nie jest łatwe ale jest możliwe. Otwiera furtkę żeby energię, którą wcześniej się zużywało na pomoc komuś kto tej pomocy nie chciał, skierować na siebie i pomoc sobie.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Welonkaa

Welonka bez ogonka 2020/06/15 04:37 #12

  • szekla
  • szekla Avatar
  • Wylogowany
  • Współtwórca Portalu
  • Naczelna Wiedźma
  • Posty: 17485
  • Otrzymane podziękowania: 27321
Witaj na Forum :czesc:
Słowo raz wypuszczone nigdy nie powróci.

Emilka Alkoholiczka
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Welonka bez ogonka 2020/06/15 05:51 #13

  • freelander
  • freelander Avatar
  • Wylogowany
  • Super Gaduła
  • Jestem wstrętnym, głupim alkoholikiem
  • Posty: 590
  • Otrzymane podziękowania: 1273
Cześć, jestem Dominik alkoholik i DDA. Z racji wieku i problemu alkhoolowego ojca, to co piszesz jest mi bliskie.Welonkaa napisał:
Dzisiaj pomyślałam, ze wolałabym żeby nie był przez wiele lat wysoko funkcjonującym alkoholikiem, żeby życie go przetrzepało, żeby nawet otarł się o smierć i miał szanse na wyjście z tego, teraz naprawdę nie widzę już dla niego nadziei, jest wrakiem człowieka.
Pewnie sądzisz, że gdyby życie go przetrzepało to miałby większą motywację do zmiany. No niestety niekoniecznie. Przykład mojego ojca tej tezy nie potwierdza absolutnie. Jest prawie 20 lat po rozwodzie, kilkanaście lat po eksmisji, kilkadziesiąt razy zmienił pracę z racji swojego pijaństwa, nie raz i nie dwa nie miał co jeść bo przepił wszystko i nie zmieniło się nic. Teraz jest na detoksie, a po nim prawdopodobnie zacznie trzecią terapię zamkniętą w swoim życiu. I kolejny raz w sytuacji w której został na lodzie, tj. kiedy nie ma gdzie mieszkać. Dwie poprzednie też odbył w takich okolicznościach. Wielkich efektów nie było. Nie będę wybiegał w przyszłość, ale jak się skończy to leczenie to też raczej wiem.
Dla niektórych dna nie ma, pić przestaną w trumnie. To jest brutalne ale prawdziwe. Nie uwierzyłabyś jak bym miał opisać wszystkie aspekty zmagania się z moim ojcem, jego problemami życia codziennego, mieszkaniowymi itd. itp. Też myślałem, że go uratuje i będzie taki jak kiedyś był (w moich wyobrażeniach tylko) ale nic z tego. W sumie pije chyba jeszcze gorzej niż kiedyś, chociaż trudno to określić w jego przypadku. W swoich papierach z terapii napisał, że w fazie chronicznej (najbardziej zaawansowanej w alkoholizmie) jest od 1994 roku, to jest oczywiście jego interpretacja, ale przyjmijmy ją. Minęło 26 lat, realnie nic nie zrobił w kwestii leczenia, oprócz wyżej przytoczonych terapii, kiedy nie miał po prostu gdzie spać. Ostatnio po raz kolejny usłyszałem, że "gdyby miał własny kąt to by sobie jakoś dał radę". Słyszałem to dziesiątki razy, myślałem, że mnie coś strzeli na miejscu. On zawsze sobie daje rade czyimś kosztem...

Mnie jest lżej odkąd kilka lat zacząłem otwarcie rozmawiać i wyrażać swoje emocje w stosunku do tego, co robił i robi mój ojciec. Wcześniej wszystko dusiłem w sobie. Również zauważam niekorzystne zmiany u mojego ojca. Wypił w swoim życiu tyle, że od kilku lat coraz trudniej się z nim dogadać, rzeczowej dyskusji nie ma. Jest niesamowicie nerwowy, trzeba się z nim w zasadzie obchodzić jak z jajkiem. Ma na wszystko swoje żelazne formułki, a jak nie wie co odpowiedzieć to przechodzi do ataku na mnie, czego to ja nie robiłem jak piłem.

Nikogo na siłę nie zmienisz. Ja przestałem próbować. I tak nie jestem w tej chwili w stanie odciąć się od niego całkowicie. Albo inaczej, on nie jest w stanie się raz na zawsze oderwać. Nie są mi obce sytuacje w których mój ojciec spał gdzieś w parku, na klatce, czy jeździł autobusem w nocy. I nawet się nie dziwie jak to się powtórzy. Wiem, że jeśli tak będzie muszę zachować maksymalny dystans i tyle. Nie mogę znowu pomagać.

Nie miej żadnego poczucia winy, bo to Ty możesz wyjść z tej sytuacji jako ofiara.

Aha, i jeszcze jedna sprawa. Jakiś czas temu zauważyłem, że sposób myślenia mojego ojca jest zupełnie odmienny od mojego. Nie myśli tymi samymi kategoriami. W kwestiach w których jednoznacznie coś zawalił, zawinił i 99% ludzi uznałoby tak samo on nie widzi swojej winy. Tak to jest jak się od dekad żyje w świecie zakłamania i iluzji i taki to jest jak się wypiło kilkadziesiąt tysięcy piw. Głową muru nie przebijesz.
"Życie nieświadome nie jest warte tego, by je przeżyć"
Ostatnio zmieniany: 2020/06/15 05:55 przez freelander.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Tomoe, Alex75, Welonkaa

Welonka bez ogonka 2020/06/15 05:55 #14

  • Benia
  • Benia Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Krocz spokojnie wśród zgiełku i pośpiechu..
  • Posty: 3142
  • Otrzymane podziękowania: 9290
Witaj na forum Welonko :czesc:
Ja bym dodała do tej listy książek jeszcze "Dorosłe dziewczynki z rodzin dysfunkcyjnych" Eugenia Herzyk.
Czytałam, bardzo fajnie napisana, bardzo dużo wniosków wyciągałam z tej książki. :-BD
Opuszczenie toksycznych ludzi to ważny krok do bycia szczęśliwym.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Welonka bez ogonka 2020/06/15 08:03 #15

  • Welonkaa
  • Welonkaa Avatar
  • Wylogowany
  • Nowicjusz
  • Posty: 6
  • Otrzymane podziękowania: 14
Dobrze jest mieć poczucie ze nie jest się samym z takimi problemami. Powiedzcie proszę, jak radzicie sobie z lękiem o przyszłość? Wszystko wskazuje na to, ze mój tata chyba straci wkrótce prace, jest już trochę po 60tce, ja mieszkam w dużym mieście jakieś 2 godziny drogi od niego, boje się ze będę musiała zrezygnować ze swojego życia tutaj i wrócić do rodzinnej miejscowości zajmować się nim. Nie chce tego, bo wiem ze będę miała żal do niego, pretensje i poczucie zmarnowanego życia, chociaż wcale o to nie prosi, ale potrzeba ratowania go jest u mnie teraz tak bardzo silna.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Welonka bez ogonka 2020/06/15 08:55 #16

  • Alex75
  • Alex75 Avatar
  • Online
  • Moderator
  • Posty: 2812
  • Otrzymane podziękowania: 5387
Welonkaa napisał:
potrzeba ratowania go jest u mnie teraz tak bardzo silna.

Nieracjonalna potrzeba ratowania nie bierze się znikąd. Ona jest efektem dysfunkcji z dzieciństwa ale żeby odkryć przyczyny i się z nimi uporać potrzebowałam profesjonalnej terapii. Samo nie przeszło. Musiałam to przepracować z terapeutą.

Ale bardzo podobnie jest twoim tatą. On potrzebuje profesjonalnej pomocy. Taką osoba może być na przykład terapeuta uzależnień. On wie jak pomóc. Natomiast ja kiedy pomagałam robiłam to w nieumiejętny sposób i w efekcie okazało się że to co robiłam powodowało pogłębienie nałogu.

A do literatury dołączyłabym "Alkoholik instrukcja obsługi".

Edit
Dużym wsparciem dla osób posiadających wśród bliskich alkoholika są mitingi Al-anon. Co niedziela o 20:00 odbywa się takim mityng online. Można tam spotkać osoby z podobnymi przeżyciami i czerpać z ich doświadczeń. Wszystkie szczegóły odnośnie mitingu znajdziesz w zakładce u góry strony. Zapraszam
Ostatnio zmieniany: 2020/06/15 09:01 przez Alex75.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): krzysiek, marcin19, Welonkaa

Welonka bez ogonka 2020/06/15 09:10 #17

  • Kayo78
  • Kayo78 Avatar
  • Wylogowany
  • Super Gaduła
  • Posty: 338
  • Otrzymane podziękowania: 1087
Welonkaa, ja jestem niepijącą alkoholiczką, ale też osobą współuzależnioną, więc temat znam niejako z obu stron.
Przez lata opiekowałam się bratem alkoholikiem, traktując go jak swoje dziecko (oczywiście na bardzo nieświadomym poziomie, ale schemat naszej relacji to typowy schemat matka-dziecko).
Dziś już nie mam sił. Płaciłam, utrzymywałam, wychowywałam, poświęcałam spokój mojego syna, ukrywałam jego wybryki przed światem, odeszłam od mężczyzny, którego kochałam - wszystko dla brata alkoholika.
Dziś doszłam do ściany. Dalej już nie mogę i nie chcę. Po wielu latach takiego życia, powiedziałam pass. Brat jest w kolejnym ciągu. Być może również straci pracę, mieszkanie - ale ja już nic na to poradzić nie mogę - nigdy nie mogłam, tylko mnie się wydawało, że moje poświęcenie i moja walka o minimalizowanie strat to pomoc. To żadna pomoc, dałam się wciągnąć w jego grę, w której on odpływa, a ja go wyciągam, spłacam, utrzymuję i tak bez końca.
Unikamy tu porad, ponieważ każdy z nas ma swoją drogę i swoją potrzebę (nawet tę nieuświadomioną) doświadczania i należy to uszanować, niemniej jednak dziś o sobie mogę powiedzieć tak: Ja dziś już nie położę na szali bezpieczeństwa mojego, mojego syna, mojego związku, pracy, przyzwyczajeń, potrzeb, aby "ratować" brata. Bo to straceńcza misja.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Alex75, marcin19, Welonkaa

Welonka bez ogonka 2020/06/16 10:30 #18

  • Welonkaa
  • Welonkaa Avatar
  • Wylogowany
  • Nowicjusz
  • Posty: 6
  • Otrzymane podziękowania: 14
Cześć wszystkim, jesteśmy po „interwencji” u ojca, razem z mamą i siostrą postawiłyśmy mu ultimatum, albo idzie na odwyk, albo ograniczamy z nim kontakt do absolutnego minimum (obecnie rozmawiam z ojcem codziennie, czasem nawet dwa razy w ciągu dnia). Powiedziałam mu wszystko, ze bardzo go kocham, ze jest dla mnie ważny i jedyny, ale nie mam już siły ani ochoty patrzeć jak się zabija z każdym dniem, ze nie zabronię mu picia, to jego życie i może robić z nim co chce, ale niech ma świadomość ze jeśli wybierze życie z alkoholem, to mnie w tym życiu nie będzie. Oburzył się, wściekł, ale były tez u niego łzy, ma iść na odwyk najpóźniej w sierpniu, jeśli nie... Boje się jakiego wyboru dokona, mimo wszystko, myśle ze on nie widzi problemu, żyje w iluzji od ponad 40 lat i w jego głowie jest przez nas prześladowany. Bardzo chce być konsekwentna w tej granicy jaka wytyczyłam ale boje się ze jeśli nie zdecyduje się na leczenie zabraknie mi sił żeby się oderwać.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): szekla

Welonka bez ogonka 2020/06/16 12:40 #19

  • Alex75
  • Alex75 Avatar
  • Online
  • Moderator
  • Posty: 2812
  • Otrzymane podziękowania: 5387
Welonkaa napisał:
Bardzo chce być konsekwentna w tej granicy jaka wytyczyłam ale boje się ze jeśli nie zdecyduje się na leczenie zabraknie mi sił żeby się oderwać.

Kiedy nie byłam konsekwentna, a długo nie byłam, utwierdzało to mojego eks partnera, że może robić co chce, czytaj pić, bo ja i tak pogadam, pogadam i dalej będę koło niego krążyć. W pewnym momencie miarka się przebrała i odeszłam, on mi później powiedział: byłem pewny że zawsze będziesz, próbowałem jak daleko mogę się posunąć.
Później złote góry obiecywał ale ja już nie uwierzyłam i z czasem okazało się, że słusznie.
Ostatnio zmieniany: 2020/06/16 12:41 przez Alex75.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Welonka bez ogonka 2020/06/16 15:59 #20

  • samsal
  • samsal Avatar
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Wróg publiczny
  • Posty: 1217
  • Otrzymane podziękowania: 1964
Witaj na forum Welonko. Na szczęście nie było w moim życiu potrzeby podejmowania tak trudnej decyzji. Moja mamusia, wysoce wykształcona osoba zniszczyła alkoholem swoje życie, wielu innych ludzi, a przy okazji również moje. Wtedy o tym nie wiedziałem. Wydawało mi się że właśnie takie jest życie, bo przecież ufałem mamusi i było to jedyne życie jakie znałem. Widziałem w domu cokolwiek wszystkiego co tylko niesie z sobą choroba alkoholowa: Od nadmiaru pychy i przekonania o własnej wyższości nad plebsem, do głodu i pijackich prób samobójczych. Umarła w szpitalu co jak dziś wiem było zasługą wielu by nie zeszła pod płotem, ale od tego momentu miałem kontynuować życie jedyne jakie znałem. Kompletnie nieprzystosowany, zagubiony, z uczuciem odrzucenia i bycia gorszym. Z pragnieniem by ktoś mnie kochał i odrzucający jakiekolwiek oznaki przyjacielskości. Była w moim wnętrzu jakaś nieznana mi rzecz która wywoływała straszny, niezasłużony ból, Taki ten ból że piłem od pierwszego kieliszka do niedawna i tylko łaska SW i niespotykany kataklizm w jednym pozwoliły mi zobaczyć mój ból i przerwać to samonapędzające się koło samodestrukcji.
Odkrywając przeszłość ze zrozumieniem, najpierw znienawidziłem obraz matki. Przypomniałem sobie wszystko zło mi uczynione I nienawidziłem całym mym sercem i duszą. Aż się zmęczyłem tą nienawiścią. Może dotarło do mnie jak bardzo się użalam w tej nienawiści nad sobą?! W każdym razie obraz się bardzo zmieniał gdy docierało do mnie jak przez alkoholizm stałem się do niej podobny. Słowa wdzięczności wobec moich przyjaciół z AA, bo dzięki ich wypowiedziom o samych sobie dostawałem obraz porównawczy dla siebie i swojej przeszłości.
Na dzień dzisiejszy bardzo tęsknię za matką i bardzo pragnę jej powiedzieć jak bardzo kocham jej pamięć. Z czasem zrozumiałem że nie tylko w jej ale i w moim życiu było nie tylko zło ale i wiele dobra. Pewnie dziś wiedziałbym co i jak zrobić by jej pomóc ale wtedy nawet nie wiedziałem co zło a co dobro.
Z alkoholikiem Twe życie może być tylko gorsze. Pomóc można nie angażując uczuć a jedynie twardą miłość. Ty już nie możesz pomóc bo jest w tobie zbyt wiele uczuć które on może wykorzystywać. Uciekaj więc dziewczyno jak najdalej od niego i niech sam walczy o siebie. Taka moja rada. Z nim nie stworzysz ani własnej przyszłości ani normalnej rodziny, a zyskasz jedynie niewiedzę o bólu który zżera serce i niszczy uczucia. Ja tak miałem i nie życzę ani Tobie ani nikomu. Konsekwencje dzieciństwa ponoszę i będę już ponosił. Moje uczucia nie mają nic wspólnego z realem. Gdybym mógł dziś coś zmienić w przeszłości uciekłbym jak najdalej i moje dzisiejsze uczucie nic nie zmieni w tym co miałbym zrobić. Czasem trzeba zrobić coś dobrego choć złym się wydaje i bardzo boli. To cena dorosłości. To tylko moje osobiste zdanie.
Znasz mnie ale nie wiesz kim jestem
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Selegne

Welonka bez ogonka 2020/07/03 13:47 #21

  • Welonkaa
  • Welonkaa Avatar
  • Wylogowany
  • Nowicjusz
  • Posty: 6
  • Otrzymane podziękowania: 14
Cześć, nie wiem czy ktoś tu jeszcze zajrzy, ale dużo się podziało i mam potrzebę podzielenia się z kimś tymi kawałkami. W niedziele w drodze na urlop dostałam telefon od znajomego, ze tata dostał padaczki alkoholowej (to jego pierwszy atak) w kościele. Jak to bywa przy takim ataku załatwił bezwiednie wszystkie swoje fizjologiczne potrzeby przy połowie gminy. Trafił do szpitala, podstawowe badania i tomografia komputerowa. Zmiany typowe dla przewlekłego alkoholizmu, obkurczenie mózgu, podwyższone próby wątrobowe, anemia. Wypisał się na własne życzenie. W karcie wypisu bezwzględny zakaz spożywania alko. Tata od niedzieli nie pije, czeka w kolejce na leczenie odwykowe, wyznaczyli mu termin na polowe września. Boje się czy dotrwa, czy wytrzyma tyle czasu bez picia i czy czasem po dwóch miesiąca nie minie mu motywacja do leczenia. Chyba trochę się wystraszył o swoje życie, usłyszał ze jak nie przestanie pić to umrze i to nim zatrzęsło, nie wiem na jak długo. Boje się o niego bardzo, cieszę się z tej zmiany jaka jest teraz, ale cały czas mam obawę ze to tylko chwilowe, ze przy następnej naszej rozmowie zauważę w jego głosie ze znów pije. Wie, ze jeśli nie pójdzie we wrześniu na leczenie zerwe z nim kontakt, ale cały czas mam nadzieje ze nie będę musiała. Ps. Pozdrowienia znad morza :)
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): szekla, Zakapior, freelander, Alex75, marcin19, Namika

Welonka bez ogonka 2020/07/03 14:55 #22

  • Alex75
  • Alex75 Avatar
  • Online
  • Moderator
  • Posty: 2812
  • Otrzymane podziękowania: 5387
Nie martw się na zapas bo i tak nie masz wpływu na decyzję taty. Moja mama po wyjściu ze szpitala po rozległym zawale miała podobnie napisane w wypisie. Niestety ona wróciła do picia ale oczywiście w przypadku twojego taty wcale tak być nie musi. Do września faktycznie trochę czasu ale z miejsca są dostępne mitingi AA. Podejrzewam, że tata wie o takiej możliwości. Moja mama miała taki moment, że sobie sama znalazła na internecie najbliższy miting chociaż nie używa internetu na co dzień i nigdy bym nie podejrzewała że potrafi sobie sama coś znaleźć.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Zakapior, freelander, marcin19