Witamy, Gość
Nazwa użytkownika: Hasło: Zapamiętaj mnie
Ta część Forum jest dla Dzieci, których rodzice aktualnie lub w przeszłości nadużywali alkoholu lub innych środków chemicznych

TEMAT:

Wątek Agi Mars 2018/07/15 12:25 #36

  • Casablanca
  • Casablanca Avatar
  • Gość
  • Gość
Ja wetkne swoje 3 grosze..
Jestem DDA i współuz. U mnie bylo tak ze mialam 2 dluzsze zwiazki z ciapkowatymi chlopakami, ktorym stawialam zasady, bylam okropna zolza, rzadzilam nimi na "prawo i lewo" a oni poslusznie sluchali, az w koncu jak juz byli tacy jak chcialam to mi sie znudzili, przestali byc dla mnie atrakcyjni i opuszczalam te relacje.-jeden z nich jest teraz alkoholikiem,a drugi to taki piotrus pan. (Taki schemat panuje u mnie w domu miedzy matka alko a ojcem współ.i DDD) A potem nastapilo zderzenie ze sciana czyli z panem M-chlodny emocjonalnie, narcyz, niedostepny. Nigdy nie mial dla mnie czasu, wszystko bylo wazniejsze, imprezy, koledzy, a ja z telefonem w rece czekalam, łudzilam sie.(tak jak czekalam ze moja matka przestanie pic i wreszcie sie mna zainteresuje) Potem jeszcze kilka takich krotkich relacji ktore wogole mnie nie interesowaly ale trwalam bo nie potrafilam odejsc, tylko czekalam az oni mnie zostawia...

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Wątek Agi Mars 2018/07/15 14:17 #37

  • Casablanca
  • Casablanca Avatar
  • Gość
  • Gość
A jak teraz Wasze relacje, po terapiach? W zdrowym zyciu tez Was ciagnie to takich starych schematow? Jestem bardzo ciekawa, bo ja dopiero zaczynam walczyc o siebie

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Wątek Agi Mars 2018/07/16 10:43 #38

  • AgaMars
  • AgaMars Avatar Autor
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 1545
  • Otrzymane podziękowania: 4431
Niestety o zwiazkach po terapii nic ci nie napisze.
Pamietasz, ze w ksiazce "Kobiety, ktore kochaja za bardzo" jest rada, zeby w trakcie zdrowienia nie wchodzic w relacje i zwiazki z facetami? Ja tak wlasnie zrobilam. Do tej pory tylko spotykam sie z facetami, ale poki co zadnych zwiazkow. Choc moze powoli to sie zacznie zmieniac. :-?
Od niedawna wiem, ze jestem zdrowa na 100%. aypererew Wczesniej to byla tylko teoria, ale teraz wiem na pewno. Jakis czas temu poznalam w grupie DDA/DDD faceta. Bardzo fajny, inteligentny, moje poczucie humoru, swietnie nam sie gadalo (tzn mi sie swietnie gadalo, jemu nie wiem, bo okazalo sie pozniej, ze ze szczeroscia to u niego na bakier, wiec nawet jesli mowil, ze lubi ze mna rozmawiac, to tak naprawde nie wiadomo, ale to juz nie moj problem :lol: ) Od samego poczatku wiedzialam, ze nic z tego nie bedzie, bo facet jest jeszcze na poczatku drogi, niedojrzaly a do tego mega egoista. Kiedys to wpadalbym po uszy, bo ma wszystkie cechy, ktore uaktywnialy moje wspoluzaleznienie. Skoncentrowany na sobie maly chlopczyk, ktory sam nie wie, czego chce. No i blondyn :grin: , a jak pisalam, ja wchodzilam w relacje z blondynami (choc wole brunetow :shock: )
Ok, wiedzac, ze nic z tego nie bedzie, gadalam sobie z nim czesto i gesto przez skype'a i niestety zaczal mi sie podobac. Nawet byl moment (calkiem dlugi byl ten moment), ze bylam w nim zakochana. Te motyle w brzuchu, radosc, ze znow pogadamy itp. Tylko ze to wszystko bylo mega dziwne. Pierwszy raz w zyciu nie cieszylam sie z tego, ze sie zakochalam. Na poczatku to nawet podlamalam sie calkiem niezle, bo myslalam, ze mi wrocilo wspoluzaleznienie. :ojej: No bo jak to, tu niedojrzaly facet a ja mam motyle w brzuchu. Na szczescie przypomniala mi sie fajna konferencja o "Uczuciach niekochanych" i to, ze mozemy zakochac sie w kims, z kim nie jest mozliwe wejscie w zwiazek. :shock: Powiedzialam sobie wtedy ok, korzystaj z tego uczucia, bo przyjemne i obserwuj siebie. Poza tym on wyzwalal we mnie rzeczy, ktore byly jeszcze do przepracowania, a ktorych nikt inny jakos nie uruchamial. Widocznie mogl to uruchomic tylko facet, ktory mi sie podobal. I tu najciekawsza rzecz, bo choc on mi sie podobal, to odpychalo mnie od niego na maksa. :shock: Tzn od tej jego niedojrzalosci. To byla rzecz nie do przeskoczenia, nie moglam przymknac na nia oka. I wtedy zrozumialam, dlaczego Sila Wyzsza do tej "relacji" doprowadzila, czy powiedzmy ja dopuscila. A w jaki inny sposob moglabym sprawdzic, ze juz nie jestem chora? Ze zdrowym mezczyzna? Pewnie tez, ale z nim nie moglabym pocwiczyc moich nowych "zdolnosci". To byl pierwszy raz w zyciu, ze facetowi, ktory mi sie podobal, moglam mowic o moich potrzebach, moglam stawiac granice i najwazniejsze: pierwszy raz w zyciu wyrazalam gniew. zwyciesteoe Nigdy dotad nie wyrazalam gniewu na faceta, ktory mi sie podobal. To bylo genialne. Teraz wiem, ze bezpiecznie moge wejsc w kazda relacje, wiec nie boje sie ich. :muza:
Nie wiem, kiedy bede mogla ci cos napisac o relacji po terapii, bo nie mam parcia na bycie w zwiazku, daje sobie czas. Ale jakby sie cos zmienilo, to prawdopodobnie cos tu skrobne :lol:
Za tę wiadomość podziękował(a): ursa, sylwia1975, Tsubasano, Casablanca

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Wątek Agi Mars 2018/07/16 14:00 #39

  • AgaMars
  • AgaMars Avatar Autor
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 1545
  • Otrzymane podziękowania: 4431
Porozmawialam dzis z moja mama i wyjasnilysmy sobie ostatnia sprzeczke. Umowilysmy sie, ze nie bedziemy poruszac drazliwych tematow (terapia, dda/ddd, wspoluzaleznienie, jej malzenstwo, moje dziecinstwo, jej dziecinstwo, uzaleznienia itp). Ciesze sie, ze wystapilam z ta inicjatywa i ze moglam o tym wszystkim bardzo spokojnie i z dystansem rozmawiac. :muza:
Moja mama powiedziala, ze wie, ze ma taki problem, ale nie dojrzala jeszcze do pracy nad nim. Bardzo mi sie to podoba, ze zdaje sobie z tego sprawe. Widocznie nie poczula jeszcze bezsilnosci. Jeszcze walczy. Trudno, kazdy ma swoj czas. Ja sie ciesze, ze nie mam parcia, zeby ten proces przyspieszyc :grin:
Za tę wiadomość podziękował(a): Tsubasano, Krzysztof Z.

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Ostatnia edycja: przez AgaMars.

Wątek Agi Mars 2018/07/21 09:42 #40

  • AgaMars
  • AgaMars Avatar Autor
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 1545
  • Otrzymane podziękowania: 4431
21 lipca

Autorytety

,,Przemoc ze strony rodziców- autorytetów, jakiej doznaliśmy w dzieciństwie, zostawiła na nas piętno jeśli chodzi o postrzeganie autorytetów w życiu dorosłym. Mamy tendencję uważać za autorytety osoby, które nimi nie są’’ BRB p.379


Oj, temat rzeka. Kolejny :grin:
Przed terapia w ogole nie sadzilam, ze mam taki problem. Myslalam, ze wszystkich traktuje tak samo i wszyscy dzialaja na mnie w podobny sposob. Dopiero w czasie terapii zaczelam zauwazac, ze jest inaczej. Zaczelam zauwazac to, jak wspolistnieje z "autorytetami". Np. jak czuje sie zalatwiajac cos w urzedzie, jak czuje sie rozmawiajac z lekarzem o chorobie, ktorej nie znam, jak czuje sie rozmawiajac z szefem w pracy itp. Caly czas myslalam, ze rozmawiam z nimi jak dorosly czlowiek, a tu niespodzianka. Do urzedow balam sie chodzic, do lekarza balam sie chodzic, z szefami balam sie rozmawiac, w pracy bylam najszczesliwsza, kiedy niczego ode mnie nie chciano i zajmowalam sie swoimi rzeczami. A nie daj Boze, krytyka. W urzedzie i u lekarza od razu panika, w pracy dol totalny na zasadzie "jestem beznadziejna, znow dalam ciala, jestem do niczego itp". Moja taktyka na te sytuacje tzn. zeby do nich nie dopuszczac bylo rozsiewanie uroku osobistego. Wszedzie bylam przemila, stwarzalam mila atmosfere - zarciki, komplementy i te sprawy. Czyli co? Czyli jak w domu rodzinnym. Maskotka (zreszta ja mialam ze trzy role - Maskotka, Bohatera i Pucharu Zwyciestwa), ktora miala zapobiegac domowym awanturom. I bardzo czesto mi sie to udawalo. W doroslym zyciu przejelam te role i wykorzystywalam ja wszedzie gdzie sie dalo. Urok osobisty to byl moj sposob na "obezwaldnienie autorytetu". Uwodzilam go, wszystko jedno kobieta czy mezczyzna. Uwodzilam bez podtekstow seksualnych.
Pamietam, ze taka byla moja mama. Teraz jest inna, albo jest taka milutka, albo jest od razu agresywna, bo sie tych ludzi boi. Zawsze uwazalam moja mame (i siebie przed terapia) za silna osobowosc, ktora swietnie sobie radzi w kazdej sytuacji, jest elokwentna, zawsze znajduje rozwiazanie. Ale byla skaza na tym obrazie. Pamietam, ze ilekroc byla wzywana do szkoly, bo cos tam nawywijalam (a zdarzalo sie to regularnie - a to sie nie przygotowalam, a to przychodzilam w makijazu, ktory byl zabroniony itp) to zmieniala sie nie do poznania. Kulila sie przed tym nauczycielem, robila slodkie oczeta i zawsze sie z nim zgadzala. Pamietam, ze kiedy to widzialam, czulam potworny gniew (ktorego oczywiscie nigdy nie wyrazalam). Wkurzalo mnie to, ze nigdy nie stanela po mojej stronie, ze nigdy nie przeciwstawila sie, ze ze wszystkim sie zgadzala. To ja zawsze bylam ta zla, ja nie mialam racji. Zawsze mowila "za ciebie musze swiecic oczami" (choc moje problemy szkolne byly spowodowane dorastaniem w dysfunkcyjnym domu - ale o tym innym razem). Pozniej zaobserwowalam to w innych sytuacjach, wlasnie w urzedach, u lekarza i zrozumialam, ze ona najnormalniej w swiecie sie boi. Wczesniej na to nie zwrocilam uwagi, tylko uczylam sie na modelu. I pozniej tak jak ona balam sie ich. Moj tata tez sie bal, tez byl osobowoscia lekowa, tylko ze jego sposobem na lek byla agresja, atak. Wchodzil do banku, lekarza, notariusza i sie na wszystkich darl, rozstawial po katach. Dla mnie to bylo nie do przyjecia, wiec zaczelam powielac sposob mamy.
Ok, tyle o przeszlosci. Poszlam na terapie, zrozumialam, ze bardzo mi to przeszkadza w zyciu i zaczelam nad soba pracowac. Moje poczucie wartosci uleczylo sie. Obecnie jedynym autorytetem w moim zyciu jest Sila Wyzsza i tylko Ona. Koniec, kropka. Nie boje sie Jej. A inni ludzie... przestalam ich segregowac (robilam to podswiadomie). Szef, urzednik (nawet szef urzedu), lekarz, dyrygent, kompozytor, pani w piekarni, ksiadz wszyscy sa dla mnie tak samo wazni a jednoczesnie nie maja nade mna juz zadnej wladzy. Nie ma juz autorytetow. Sa ludzie, ktorych cenie i lubie i sa ludzie, ktorych omijam, bo sa w moim odczuciu toksyczni. I to wszystko.
Za tę wiadomość podziękował(a): Krzysztof Z.

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Wątek Agi Mars 2018/07/21 10:23 #41

  • Krzysztof Z.
  • Krzysztof Z. Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 3337
  • Otrzymane podziękowania: 10941
A ja to wszystko widzę zupełnie inaczej niż Ty Agnieszko. Staram się traktować innych tak jak sam chciałbym być traktowany. W urzędach, owszem, szczerzę zęby od progu, ale dlatego, iż wiem, że na ludzi (ogólnie) lepiej działa uśmiech niż skrzywiona mina i pretensje od wejścia. Problemy w tego typu sytuacjach staram się również wyjaśniać na spokojnie i z uśmiechem, nie z pozycji oskarżającego, bo często okazuje się, że dany urzędnik nie jest za nie odpowiedzialny. A nawet jak jest to szybciej naprawi swój błąd niż zrobiłby to, gdybym go opierniczył i zestresował. Urzędnik też „ludź”, ma prawo się pomylić.
W pracy uśmiecham się od razu na widok „szefowej wszystkich szefów”, która przestała być moją bezpośrednią przełożoną. Nie jest to lizusostwo, choć może być tak przez osoby postronne odbierane. Prawda jest taka, że ja tę kobitę szanuję i podziwiam, nie mówiąc już o tym, iż jest to jedyna osoba w firmie, która wie o mojej chorobie, wykazała się zrozumieniem i poszła mi na rękę jeśli chodzi o terapię, a ponadto obdarzyła kredytem zaufania.
Generalnie uważam, że należy uśmiechać się jak najczęściej w kontaktach z ludźmi. Chyba, że naprawdę jest sytuacja, gdy uśmiech byłby wymuszony. To nie, to byłaby nieszczerość. Mnie jednak zwykle nic nie kosztuje uśmiechnąć się do pani z urzędu, pani w sklepie, pani sprzątającej biura, sąsiadów w windzie czy moich współpracowników. To niby drobiazg, ale świadczy o przyjaznym nastawieniu, które, o dziwo, często się udziela.
To tyle z mojej, nieco innej perspektywy. Innej, bo ja się nie boję i dla mnie tacy ludzie nie są autorytetami. Chociaż niewątpliwie szanuję każdego, kto dobrze wykonuje swoją pracę.
Słonecznego weekendu Ci życzę %%-
„Been searching somewhere out there
For what’s been missing right here”
Za tę wiadomość podziękował(a): sylwia1975, AgaMars

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Wątek Agi Mars 2018/07/21 10:32 #42

  • sylwia1975
  • sylwia1975 Avatar
  • Wylogowany
  • Dobry Duszek
  • Dobry Duszek
  • Wszystko przemija
  • Posty: 2308
  • Otrzymane podziękowania: 2603
CZESC te banie sie to nie tylko z alkoholizmu sie bierze czy z DDA ,to tez widze u mojej matki,staroswieckie polskie wychowanie ,ze SZ P dokter tzw swieta krowa,CZ SZ>P Ksiazdz ,a tu okazuje sie ze to az i tylko ludzia jak i my,ze swojimi lekami i slabosciami kwiaaatek kwiaaatek ,tez bylam maskotka w domu,bo awantury byly matki z babcia eh :ojej: jak pijakow brak to sa inne powiklania,jako dziecko myslalam ze musze zadowalac swiat i rozbawiac,potem mamam zagubiona emigrantka ja ratowniczka na obczyznie,TYLKO ze mnie nikt nie ratowal,nie mam tego juz mamnie za zle,po prostu tak bylo.
Wszystko przemija nawet wczoraj ,nie warto zyc hstoria
Za tę wiadomość podziękował(a): AgaMars, Krzysztof Z.

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Wątek Agi Mars 2018/07/21 10:39 #43

  • Krzysztof Z.
  • Krzysztof Z. Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 3337
  • Otrzymane podziękowania: 10941
Sylwia, bardzo trafna uwaga, dla mojej mamy i teściowej np lekarz pierwszego kontaktu to „nieomylne” guru :ymdevil:
Dla mnie już nie... odkąd w wieku lat 19 czy 20 poszedłem po raz ostatni do internistki w przychodni rejonowej z grypą, a ona stwierdziła, że wymyślam i nic mi nie jest :wmur: Jeszcze opiernicz dostałem, że jej głowę zawracam bnggfgbfb
„Been searching somewhere out there
For what’s been missing right here”
Za tę wiadomość podziękował(a): sylwia1975

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Ostatnia edycja: przez Krzysztof Z..

Wątek Agi Mars 2018/07/21 10:45 #44

  • AgaMars
  • AgaMars Avatar Autor
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 1545
  • Otrzymane podziękowania: 4431

Krzysztof Z. napisał: A ja to wszystko widzę zupełnie inaczej niż Ty Agnieszko. Staram się traktować innych tak jak sam chciałbym być traktowany.


Ja tez sie staram :lol: i najczesciej mi to wychodzi.
To, ze teraz nie mam przymusu "uwodzenia bestii" nie znaczy, ze wchodze do urzedu czy do lekarza i robie mine zlej jedzy. Nie :lol:
Jestem z natury pogodnym i usmiechnietym czlowiekiem. Zmienilo sie to, ze ten usmiech obecnie jest autentyczny i szczery tzn ja naprawde sie ciesze, ze tych ludzi widze. Lekarza, bo mi pomoze lepiej sie poczuc, urzednika, bo mi pomoze cos zalatwic, pania w sklepie, bo mi doradzi, szefa, bo bedziemy mogli wspolnie cos zrobic itp
. Kiedys myslalam, ze moj usmiech tez jest szczery, a okazalo sie, ze w przypadku osob, ktore uwazalam za autorytety usmiech byl "tajna bronia". Nie wiedzialam tego.
Za tę wiadomość podziękował(a): Tsubasano, Krzysztof Z.

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Wątek Agi Mars 2018/07/23 10:09 #45

  • AgaMars
  • AgaMars Avatar Autor
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 1545
  • Otrzymane podziękowania: 4431
23 lipca

Smutek i Dzieciństwo

,,Przeżycie prawdziwego żalu nad naszym dzieciństwem kończy naszą fascynację przeszłością i pozwala nam powrócić do teraźniejszości, stać się wolnym, by żyć jak dorosły. Przeżycie konfrontacji z latami życia w bólu i poczuciu straty na początku wydaje się być przytłaczające.’’ BRB p.83


Tak, pamietam, jak na poczatku terapii przygniatal mnie ogrom tego wszystkigo, co bylo przede mna do przepracowania. Najlepsze jest to, ze to byl tylko nikly procent tego wszystkiego, co potem wyszlo w trakcie pracy z terapeuta. Nie mialam jednak zbyt wielu opcji. Ostatecznie moglam dalej zyc z atakami paniki, zamknac sie w domu, praktycznie przestac zyc. Na szczescie czulam gniew spowodowany ta sytuacja. Nie chcialam sie zgodzic na taka wegetacje i to mi dalo sile do rozpoczecia terapii.
Ten prawdziwy zal pojawil sie dopiero po kilku latach. Zreszta to nie byl jednorazowy epizod. Tak jakos po cichutku sie pojawial a potem odchodzi. Najczesciej po tym, jak cos zrozumialam w terapii. Kolejnosc byla taka, ze najpierw pojawial sie gniew, na to wszystko, co sie wydarzylo, a jak przepracowywalam ten gniew, to za jakis czas pojawial sie smutek. Coraz czesciej zdarzalo mi sie plakac. To bylo dla mnie nowe doznanie, bo ja nauczylam sie nie plakac. Chowalam uczucia w sobie. Placz tlumilam, bo balam sie, ze sie rozkleje totalnie, a na to nie moglam sobie wtedy pozwolic (chyba raczej nie bylam w stanie sobie na to pozwolic). W trakcie terapii zaczelam "tajac". Po raz pierwszy zaczelam chlipac ogladajac smutne filmy (wczesniej tlumilam lzy - pamietam, jak strasznie mnie potem bolalo gardlo) czy czytajac smutne ksiazki. A potem krok po kroku pozwalalam plynac lzom, kiedy myslalam o moim dziecinstwie.
Teraz zyje wreszcie dojrzalym zyciem. Wiem, ze mam jeszcze traumy do przepracowania, ale nie boje sie tego. Jesli pojawi sie znow smutek, przywitam go, jak dobrego przyjaciela, bo wiem, ze pomoze mi przez to wszystko przejsc.
Za tę wiadomość podziękował(a): chris661211, tommygun, Tsubasano, Tomoe, Krzysztof Z., Casablanca

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Wątek Agi Mars 2018/07/23 10:53 #46

  • Aksamitka
  • Aksamitka Avatar
  • Gość
  • Gość
Aga, w 90 % piszesz o mnie, sa drobne roznice, Ty jadlas - ja przestalam jesc, Ty bylas bohaterem domu- ja raczej ofara- bohater to moja siostra i dzis jest. Jatez chodzilam do szkoly muzycznej do klasy fortepianu :grin:
U mnie Tato alko, ale luzak i zawsze usmiechniety, a Mama apodyktyczna i kategoryczna to ona gasila wszelkie emocje, denerwowalo ja wszystko, jego alko ja zniszczyl .

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Ostatnia edycja: przez Aksamitka.

Wątek Agi Mars 2018/09/28 19:01 #47

  • Krzysztof Z.
  • Krzysztof Z. Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 3337
  • Otrzymane podziękowania: 10941
Oj, ale naszukałem się Twojego tematu.
Wirtualny @};- i wirtualny :ymhug:
I dbać tam o siebie proszę!
„Been searching somewhere out there
For what’s been missing right here”
Za tę wiadomość podziękował(a): AgaMars

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Wątek Agi Mars 2018/09/28 19:15 #48

  • AgaMars
  • AgaMars Avatar Autor
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 1545
  • Otrzymane podziękowania: 4431
Bedem dbac :lol:
Dzieki :ymhug:
Za tę wiadomość podziękował(a): Krzysztof Z.

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Wątek Agi Mars 2018/09/28 21:17 #49

  • Agnieszka456
  • Agnieszka456 Avatar
  • Gość
  • Gość
Aga czytam i widze, ze jestem strasznie daleko w swojej drodze do lepszego jutra.
U mnie w domu pila matka, ojciec ciagle zapracowany i taki mozna powiedziec z boku no a teraz jestem w zwiazku z alkoholikiem.
Chodze na terapie i spotkania z psychologiem, dzisiaj bylo ciezko jakbym zrobila krok w tyl a myslalam, ze ide do przodu.
Bede tu zagladala. :-H

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Wątek Agi Mars 2018/09/28 21:48 #50

  • Aksamitka
  • Aksamitka Avatar
  • Gość
  • Gość
Zycze fajnego pobytu, zebys sie przekonala o swojej sile i doroslosci.
Korona na glowe i robie swoje-bardzo mi sie ta mysl spodobala :grin:

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Wątek Agi Mars 2018/09/29 20:48 #51

  • sylwia1975
  • sylwia1975 Avatar
  • Wylogowany
  • Dobry Duszek
  • Dobry Duszek
  • Wszystko przemija
  • Posty: 2308
  • Otrzymane podziękowania: 2603
Ja tez sie ucze ciagle byc DDA czyli wkoncu byc w pelni czlowiekiem,raz mi smutno ,raz nie ,nie raz jestem leniem ,nieraz nadpobudliwa OTO cala JA,przestalam sie juz dawno osadzac.Od tego mam mame bnggfgbfb bnggfgbfb ,ale jakies duze zmiany sa w relacji znia,minal zal ,gniew ,zlosc i inne amolie,tak jest to mozliwe ,najpier musialam pozrywac trojkaty typu atak -obrona-ratownik,zerwlam na trzy lata doslownie,ale wrocilam Juz inna.pozdrawiam
Wszystko przemija nawet wczoraj ,nie warto zyc hstoria
Za tę wiadomość podziękował(a): Havana, Tomoe, AgaMars, Krzysztof Z.

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Wątek Agi Mars 2018/10/14 10:57 #52

  • AgaMars
  • AgaMars Avatar Autor
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 1545
  • Otrzymane podziękowania: 4431
Wlasciwie w te srode mialam jechac do mojej mamy, jednak podjelam decyzje, ze nie pojade.
Ale od poczatku. Nie bylam u niej od czerwca zeszlego roku. Glownym powodem sa ataki paniki w czasie podrozy, ale wiem, ze gdybym bardzo chciala tam pojechac, to atakow by nie bylo. Bo ataki pojawiaja sie u mnie albo kiedy jestem przepracowana, albo kiedy robie cos wbrew sobie. Teraz byloby i jedno i drugie. Ja po prostu nie lubie jezdzic do domu. W ogole unikam kontaktu z moja mama. Dziwnie to brzmi, ale to prawda. Moja mama - temat rzeka. Osoba, ktora miala najwiekszy wplyw na moje dorastanie. Ja wiem, ze ona na jakis swoj sposob mnie kocha (czy jak to tam nazwac - bo tak naprawde z miloscia to raczej nie ma nic wspolnego) ale nadal jest ta sama toksyczna osoba, ktora byla wczesniej. Ona sie nie zmienila i kontakt z nia jest bardzo meczacy. Moj pobyt u niej to cos w rodzaju survivalu psychicznego. Moja mama na wszystko narzeka, wszystko jest winne jej sytuacji (tylko nie ona), probuje narzucac mi swoj punkt widzenia a mnie to meczy. Nie po to trudze sie wiele godzin tam i z powrotem, zeby potem praktykowac sztuke przetrwania w kontakcie z osobowoscia toksyczna.
Kiedy Ula napisala o tych lodach z alkoholem przypomniala mi sie jedna sytuacja. Kiedys mialam wystep na Slasku i pojechalam do moich rodzicow. Moja mama pokazuje swoje uczucia do mnie gotujac i kupujac mi slodycze. Pierwszego dnia po przyjezdzie wpadla rozpromieniona do domu z moimi ulubionymi lodami w ilosci chyba trzech sztuk. Padnieta po podrozy rzucilabym sie prawdopodobnie na te lody i bym je zezarla, ale przed wystepem nie jadam zimnych rzeczy. Bylam jednak zla, ze nie moge ich zjesc, tylko musze je schowac do lodowki a one teraz tam leza i mnie kusza. Chyba juz pisalam, ze kiedys mialam problemy ze slodyczami i moglam je zzerac w kazdej ilosci.Z miliard razy prosilam moja mame, zeby nie miala w domu slodyczy, kiedy raz na pol roku przyjezdzam albo przynajmniej je gdzies usuwala z mojego pola widzenia. Niestety, w domu zawsze byly slodycze, na ktore rzucalam sie jak szalona. W ogole kiedy przyjezdzalam do domu to mialam ataki kompulsywnego jedzenia, ale o tym juz chyba pisalam. Ok, lody powedrowaly do lodowki, ja niezadowolona do lozka i juz. To jednak nie koniec. Nastepnego dnia wieczorem siedzialam z moja mama przy stole. Tak sobie rozmawiamy i nagle moja mama mowi "Chyba przytylas, moze powinnas zrobic jakas diete". Po pierwsze zabolalo mnie to, ze znow jestem "nie dosc" dla mojej mamy. Dobrze, ze jestem juz po wielu latach terapii i ten temat mialam juz przepracowany i moglam spokojnie z nia o tym porozmawiac (tzn spokojnie z mojej strony). Kiedy powiedziala mi o tym, ze przytylam, popatrzylam na nia i zapytalam "Czy dlatego kupilas mi wczoraj trzy lody?" Zebyscie mogli zobaczyc wzrok mojej mamy. Byla w szoku. Ona kompletnie nie kojarzy faktu, ze jesli jednego dnia kogos tuczy, to drugiego dnia ta osoba bedzie miala klopoty z waga. Niestety, ale to dzieki niej mam problemy z odzywianiem. Bo tak zawsze bylo. Najpierw gotowala koszmarne ilosci jedzenia, znosila do domu slodycze a potem ciagle bylam nie taka, jaka powinnam byc. A poza tym ciagle bylam sama i te samotnosc (plus tysiac innych rzeczy) zajadalam. Na szczescie te mechanizmy juz wylapalam. Ale tu byla sytuacja jak na dloni. Jestem przekonana, ze gdybym nie pojechala do pracy, to bym te lody zezarla a na drugi dzien uslyszalabym, ze jestem za gruba. Dom wariatow i do tego na kolkach. Na szczescie spokojnie to wtedy potraktowalam. Powiedzialam jej tez, ze jej akceptacja pomogla by mi bardziej w zdrowieniu. Na to moja mama powiedziala, ze przeciez mnie akceptuje i ja cos znow wymyslam. Ok, dom wariatow do kwadratu.
Kiedy teraz przeczytalam wpis Uli i przypomnialo mi sie, jak dodatkowo ciagle probuje mi narzucac swoja wole i swoje zdanie, po prostu zle mi sie zrobilo na sama mysl, ze mam tam jechac. Jakis czas meczylam sie, bo przeciez bilety kupione, juz sie zapowiedzialam, cos tam poplanowalam. Czulam sie fatalnie, rankami budzilam sie w stanie silnego napiecia lub leku, zaczela mi wracac depresja, czulam sie fatalnie fizycznie (dlatego robilam post) i w ogole nie moglam sie ogarnac z niczym. Aha jeszcze mi sie przypomniala mina mojego terapeuty, kiedy mu powiedzialam, ze jade na tydzien do PL. On zawsze jest neutralny, kiedy cos opowiadam, ale tym razem zrobil mine w stylu "No swietnie, tylko tego nam brakowalo" i powiedzial "Ciekawe ile czasu po powrocie zajmie nam doprowadzanie pani do pionu". Mimo wszystko nadal trwalam w postanowieniu, ze jade. Az kilka dni temu stwierdzilam, ze nie jade, chromolic bilety (nie moge ich zwrocic - na szczescie kupilam takie tanie, bo wczesniej) i nagle poczulam sie swietnie. Budze sie spokojna i wypoczeta (no chyba, ze posiedze z ksiazka w nocy :lol: to wtedy mniej wypoczeta), depresja minela, mam zapal do pracy, swiat jest piekniejszy. Na razie nie jade.
Aha tak na marginesie. Od 25 lat mieszkam poza domem rodzinnym a w tym czasie moja mama byla u mnie 2 (slownie dwa) razy. Raz w PL przyjechala na dyplom, ale tylko dlatego, ze moja profesorka zdecydowala, ze przyjada do mnie na dyplom i po prostu ja ze soba zabrala i raz tu w DE, kiedy zastapila swoja przyjaciolke w opiece przy jakiejs starszej pani i wracajac zahaczyla o Berlin. Ciekawe...
Za tę wiadomość podziękował(a): Jurek, ursa, Tsubasano, Krzysztof Z., Aksamitka

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Wątek Agi Mars 2018/10/14 12:31 #53

  • Krzysztof Z.
  • Krzysztof Z. Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 3337
  • Otrzymane podziękowania: 10941
Tak sobie pomyślałem, że to, co Ty nazywasz kompulsywnym jedzeniem Twoja mama może nazywać dobrym apetytem :ymdevil:
Nie wiem czy Cię pocieszę, ale chyba każda matka... tuczy :mrgreen: Twoja tutaj nie odstaje od ogółu.
No dobra, prawie każda, niechcący mi się zgeneralizowało, ale po prostu wszystkie mamy, które poznałem czy to kolegów czy niedoszłe teściowe, czy obecna na widok potomstwa wyciągały natychmiast całe zapasy. Nawet jak potomstwo wrzeszczało, że nie chce. A babcie to już w ogóle :lol:
„Been searching somewhere out there
For what’s been missing right here”
Za tę wiadomość podziękował(a): AgaMars, Iga

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Ostatnia edycja: przez Krzysztof Z..

Wątek Agi Mars 2018/10/15 12:02 #54

  • AgaMars
  • AgaMars Avatar Autor
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 1545
  • Otrzymane podziękowania: 4431
Moja mama nigdy nie przezyla mojego ataku kompulsywnego obzarstwa. Ja sie z nimi ukrywalam, wtedy kiedy jeszcze nie wiedzialam, ze to kompulsja, bo sie wstydzilam. Myslalam, ze jestem taka slaba (bo gdybym sie bardziej postarala, to potrafilabym utrzymac w ryzach moje obzarstwo - tak, trzymanie sie w ryzach to byla moja codziennosc) i wstydzilam sie tych napadow. Zreszta i tak dopiero krotko przed tym, jak ustaly, zdawalam sobie z nich sprawe. Najczesciej "zauwazalam", ze tyle zezarlam dopiero po obzarstwie, kiedy realizowalam ilosc pustych opakowan czy talerzy. W ogole zastanawiam sie, czy ktokolwiek bedac swiadkiem takiego kompulsywnego obzarstwa wzial by to za dobry apetyt. Ja potrafilam wymiesc z lodowki gore zarcia, ktorej w normalnym stanie bym do ust nie wziela. Np jadlam wedliny, ktorych nie jadam, bo nie lubie. Golabki przegryzalam kawalkiem szarlotki z sosem tatarskim. Nie sadze, zeby to sie dalo pomylic z tzw.dobrym apetytem.
Radosc z czyjegosc przyjazdu wyrazana wyciaganiem zapasow jest normalna. U mnie tez, kiedy mam gosci, stol raczej sie ugina od przysmakow niz hula po nim wiatr. Pamietam, jak odwiedzalam moja ciocie lub przyszywana babcie (moje zmarly bardzo wczesnie), to zawsze odbywalo sie takie wyciaganie zapasow. Tylko... zadna z nich nie mowila mi pozniej, ze powinnam zrobic diete, bo przybylo mi kilka kilogrmow. Zreszta u zadnej z nich nie mialam kompulsji obzarstwa. Ta kompulsja pojawiala sie wtedy, kiedy przebywalam z kims, kto traktowal mnie bez szacunku (tzn bez respektowania moich granic lub ignorowal fakt, ze jestem doroslym czlowiekiem, ktory sam decyduje o tym, jak ma zyc) lub gdzie odzywaly wspomnienia z dziecinstwa (moj tata z radosci, ze przyjechalam pil a potem pil ze smutku, ze wyjezdzam, po drodze pil z roznych innych powodow, a moja mama szalala w swoim wspoluzaleznieniu - pobyty u moich rodzicow to byl bolesny powrot do przeszlosci plus traktowanie bez szacunku). Moi rodzice bardzo sie klocili, praktycznie ostanie kilka lat zycia taty nie rozmawiali juz ze soba tylko kontynuowali awantury a mnie to bardzo rozwalalo. Wiedzialam juz, ze to powoduje nasilenie atakow paniki (plus meczaca podroz) i przed kazdym przyjazdem prosilam, zeby na te kilka dni przestawali. Skutek byl taki sam, jak wtedy, kiedy prosilam, zeby w domu nie bylo slodyczy tzn klocili sie dalej. Kiedy prosilam o to, zeby nie bylo slodyczy, moja mama kilka razy mowila "dobrze, nie bedzie" a potem i tak byly. Ja sie wkurzalam no i oczywiscie nazywalo sie to, ze przyjezdzam i od razu sie kloce. Kiedy powiedzialam mojej mamie, ze ciezko mi nie jesc tych slodyczy, kiedy tak leza i kusza, to uslyszalam, ze powinnam cwiczyc silna wole. Fajnie. Bylam w srodowisku, w ktorym uaktywnialy sie wszystkie moje leki i traumy i mialam cwiczyc silna wole. I to wtedy, kiedy nie uporalam sie jeszcze z kompulsjami i nie potrafilam radzic sobie z toksycznoscia i niedojrzaloscia moich rodzicow no i oczywiscie moja. To tak jakby przed trzezwiejacym alkoholikiem zmeczonym, zlym i glodnym postawic butelke i powiedziec, ze ma cwiczyc silna wole. Nie wiem, moze sa tacy supermani, ja taka nie jestem. Teraz nauczylam sie dbac o swoje potrzeby, usunelam toksykow z mojego zycia, sama tez sie zmienilam i kompulsje minely. Wlasnie dlatego tak rzadko jezdze do mojej mamy i bardzo rzadko rozmawiam z nia przez telefon. Ona nadal jest niedojrzala i niekonsekwentna. Taki przyklad. Moj brat ma ciezka deprseje (w ogole teraz jest podejrzenie schizofrenii, jakis czas temu przestal brac lekarstwa, bo po nich tyl - moja mama twierdzi, ze naczytal sie o tym w necie, ale ja nie jestem pewna, czy ona w tym nie namieszala ze swoja obsesja super wygladu - aha ani moj brat ani ja nie bylismy nigdy grubi - no ja to moze troche :lol: ) i jakis czas temu przytyl na lekach. Przyjechalam wtedy do moich rodzicow i moja mama przez godzine prawie mi plakala, jak on teraz przytyl i jakie to niezdrowe, ze jego serce bla bla... Ja sie z tym akurat zgadzam, ze trzeba dbac o zdrowie, nie przejadac sie, wybierac zdrowe produkty (dlatego sama pieke chleby i ciasta). Moja mama strasznie sie nakrecila, jak ona sie martwi, co ona bedzie robic i jak mu bedzie pomagac (wspoluzaleznienie na maksa). Po jakims czasie wpadl po pracy moj brat przywitac sie ze mna i powiedzial, ze jest bardzo glodny. Moja mama na to "a co bys chcial". Moj brat zachcial jajek sadzonych na boczku. I moja mama te mega dietetyczna potrawe mu zrobila. Na dodatek moj brat tez chyba ma jakas kompulsje jedzeniowa, bo zezral to w kilka chwil i nadal byl glodny. Powiedzial to mojej mamie, na co moja mama zapytala znow, co by chcial. Na szafce lezal kawal boczku, na ktorym byly smazone te jajka. Moj brat powiedzial, ze tego boczku by zjadl i moja mama postawila przed nim caly kawal ze slowami "jedz synku na zdrowie". "Na zdrowie"??????? :ojej: Godzine wczesniej plakala, ze bedzie chory, jak tak bedzie jadl, a teraz stawia przed nim (po posilku) gore tluszczu i mowi "na zdrowie". Tak wlasnie bylam chowana. Nic dziwnego, ze zylam tam jak zylam. Ale to nic, teraz juz jestem inna i wiem, ze jesli dzis najem sie czegos niezdrowego, to jutro bede chora. Choc nie, to nie o to chodzi. Ja to wczesniej tez wiedzialam, a robilam inaczej. Mozna powiedziec, ze w domu rodzinnym nauczylam sie sama siebie sabotowac. No nic, to juz przeszlosc. Teraz juz sie nie sabotuje, dbam o swoje potrzeby (raz lepiej, raz gorzej ale dbam) i kompulsja jedzeniowa to juz przeszlosc. ~O)
Za tę wiadomość podziękował(a): ursa, Tomoe, Jaskolka, Krzysztof Z., Aksamitka

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Ostatnia edycja: przez AgaMars.

Wątek Agi Mars 2018/10/15 12:44 #55

  • Jaskolka
  • Jaskolka Avatar
  • Wylogowany
  • Dobry Duszek
  • Dobry Duszek
  • Bo do marzen potrzebni sa ludzie
  • Posty: 1958
  • Otrzymane podziękowania: 3417
Moze troche wyrwane z kontekstu, ale nie mogła bym przejść obok tego skojarzenia. Ze postawiono byś przede mną butelkę a ja wtedy była bym głodna, zła i zmęczona. i jeszcze najlepiej pozostawiono by nas sam na sam. Rozwlekać się nad tym obrazem nie będę bo nie o tym jest wątek postu.
ja tak jadłam ale jak byłam w ciąży. ciastka zajadane sałatką a do tego keczup. No ale wtedy mogłam. Pamiętam jak byłam na wizycie towarzyskiej i mąż zobaczył jak zjadłam to co na talerzu a na jego talerz patrze się jak sroka w gnat. Oddał mi swój obiad, to pragnienie jedzenia rozpraszało mnie, pochłaniało. Mozna to porównać do obsesji picia. Bardzo podobne.
Moje relacje z mamą też były napięte, Próbowała nastawiać jedną moją córkę przeciwko mnie. Była taka sytuacja że negatywnie się o mnie wyrazała (jeszcze nie piłam) i stała między nami moja córka a jej wnuczka, wyciągnęła do niej ręce i przywołała ze słowami ''moja ty biedna'' córka miała 8 lat. Wtedy dziecko podbiegło do mnie , przytuliło i powiedziało kochana mamusiu. Podejrzewam ze babci było łyso. Teraz jednak zupełnie niczego nie oczekuje od swojej mamy, tak mi lepiej żyć.
Są rzeczy, których będzie mi brakować, jak chociażby błysk w oku kiedy udaje Ci się mnie zrozumieć.
Za tę wiadomość podziękował(a): AgaMars, Krzysztof Z., Aksamitka

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Wątek Agi Mars 2018/10/15 15:35 #56

  • Krzysztof Z.
  • Krzysztof Z. Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 3337
  • Otrzymane podziękowania: 10941
Sorry Agniecha, nie wiedziałem jak to naprawdę wyglada, choć niektóre kompulsywne zachowania znam z autopsji. Ale akurat nie te. Picie, higiena, układanie - o, to jest to, co ja znam. Jednak w życiu kompulsywnie nie jadłem. Mechanicznie bywało, ale to zupełnie inaczej wyglada.

Nie wiem czy to trafne spostrzeżenie, ale jak opisujesz swoją mamę to ja widzę swoją teściową z tymi jej nielogicznościami. Do rozkminy, może kiedyś, na pewno nie w najbliższej przyszłości.
„Been searching somewhere out there
For what’s been missing right here”
Za tę wiadomość podziękował(a): AgaMars, Aksamitka

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Ostatnia edycja: przez Krzysztof Z..

Wątek Agi Mars 2018/10/15 19:26 #57

  • sylwia1975
  • sylwia1975 Avatar
  • Wylogowany
  • Dobry Duszek
  • Dobry Duszek
  • Wszystko przemija
  • Posty: 2308
  • Otrzymane podziękowania: 2603
Witaj Aga ,mamy tak maja ledwo przekrocze prog mamy mnieszkania ,a ona juz sie pyta co bym zjadla,mowie mnieszkam dwa km dalej moze ciut wiecej nie przyszlam jesc,on za 10 minut to samo ,jakas dziwna ta generacja,stale biegaja z jedzeniem,to chyba jaks forma okazywania uczuc bnggfgbfb bnggfgbfb ,moja mama jest zbieraczka zwierzat ,dopiero Co wyzucono ja zdomu ,mnieszka na stancji,pokojik ,kuchenka ,juz biega po lesie szuka kotow.Jest obrazona i zlozliwa jak nie spelnie jej listy zyczen………….ktorej to ja nie spelniam juz,ze toksyczna wiadomo ,chociaz juz mniej ,zadzwoni zwyzywa ja sobie alobo malo co robie albo sie nie odzywam,mozna powiedziec olewam ,bo ona zekomo nie pamieta na nastepny raz,skoro tak zapomina -ja w to nie wierze,to po co sie przejmowac nia,oczywiscieze ja kocham,ale nie trace czasu na przemiane matki,stawiam granice,nazywam zeczy po imieniu np nie lubie zlozliwosci.
Wszystko przemija nawet wczoraj ,nie warto zyc hstoria
Za tę wiadomość podziękował(a): AgaMars, Jaskolka, Krzysztof Z., Aksamitka

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Wątek Agi Mars 2018/10/15 21:44 #58

  • Aksamitka
  • Aksamitka Avatar
  • Gość
  • Gość
A ja w domu nie jadlam, mialam scisniety zoladek, balam sie. Przy stole atmosfera byla stresujaca, mame wszystko draznilo, wiec nie mozna bylo siorbnac goracej zupy czy mlasknac, zadnych odglosow. A skubanie skonecznika w domu bylo zabronione, gdy pestka nagryzana wydala trzask mama zabijala wzrokiem, nawet sie nie musiala odezwac, ale kto by sie odwazyl, jadlo sie na podworku swobodnie. Bylam najchudszym dzieckiem w szkole i wszedzie- kolejny wstyd, bo ludzie sie smiali ze nie mamy jedzenia w domu. Mysle ze u mamy w domu tez przy stole musiala byc cisza i miala w sobie stres. Jako dziecko siedzilam dlugo przy stole meczylam jedzenie, kiedys ciocia powiedziala ze nie moze sie na mnie patrzyc jak jem, ze jem jak sztajmes. Druga ciocia ze nie zabierze mnie na plaze z innymi dziecmi bo sie wstydzi. Czesto bylam odrzucana. Czulam sie zle wsrod ludzi, przy wszelkich imprezach spotkaniach i na mityngach tez. Bywa ze nie moge sie skupic, gdy ktos zartuje smieje sie ja nie jestem w stanie sie rozluznic, bawic. Troche to przerobilam ale miewam nawroty- w zeszlym tygodniu mialam na wszystkich spotkaniach przy stole; kurs i 2 mityngi, kawy nie moglam sobie nalac, wszystko mi sie rozlewalo. Dopiero dzis po Agi poscie uswiadomilam sobie ze to efekt dziecinstwa i tego chorego jedzenia. A piwo bylo moim lekarstwem na uspokojenie i rozluznienie, gdy nie moglam jesc, jakos sie ratowac zeby nie wyjsc na dziwaka, ja zawsze mialam pusty talerz. Ale teraz jest latwiej i znow krok do przodu. Nie jestem dzieckiem i nikt nie bedzie na mnie krzyczal, ani mnie wysmiewal l-) Teraz sie akceptuje, zreszta przybylo kg, moda sie zmienila, teraz chude jest piekne, a ja wole byc normalna, nie idealna i taka sie akceptowac. Teraz lubie jesc i dobrze :grin:
Musze mamie przyznac ze gdy wyprowadzilam sie, nie wtracala sie i nie narzucala swojego zdania. Odpuscila sobie i zlagodniala. W doroslym zyciu zawsze moglam na nia liczyc i nie komentowala moich decyzji, nie wiem czy akceptowala bo nie chwalila tez :lol:
Aga dzieki Tobie dzis uswiadomilam sobie wazna rzecz i ciesze sie, choc pare godz temu gdy przeczytalam Twoj post lzy mi w oczach stanely i ucieklam stad, a teraz spoko i nawet sie ciesze, jestem silniejsza o ta swiadomosc ze to przeszlosc i koniec :ymhug: Zawsze gdy sobie cos zlego przypomne to pozniej przychodza wesole wspomnienia, najwazniejsze ze mam juz spokoj.

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Wątek Agi Mars 2018/10/16 09:54 #59

  • AgaMars
  • AgaMars Avatar Autor
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 1545
  • Otrzymane podziękowania: 4431
Sylwia napisala, ze nie traci czasu na przemiane matki. I to jest bardzo wazna rzecz.
U mnie dlugo trwalo zanim zrozumialam, ze chcialam zmienic i mame i tate. Napisalam wczesniej, ze prosilam rodzicow zeby sie nie klocili, kiedy przyjezdzam, albo, ze prosilam mame, zeby w domu nie bylo slodyczy. Ciagle ich prosilam i ciagle tych moich prosb nie respektowali. Bardzo mnie to bolalo, bo to byly dla mnie bardzo wazne rzeczy. Ale nagle zrozumialam, ze w ten sposob wywieram na nich nacisk, jakos chce zmienic ich zachowanie, a przeciez maja prawo drzec sie na siebie i rozkladac slodycze po calym mieszkaniu. To ich mieszkanie i moga sobie w nim robic co chca. Jednak ja mam prawo do przebywania w spokoju (jak jest spokoj to slodycze moga sobie lezec, nie rzucam sie na nie :-? ). Zastanowilam sie kiedy najbardziej przeszkadzal mi "styl zycia" moich rodzicow i doszlam do wniosku, ze najgorzej bylo w swieta. Akurat kiedy to zrozumialam wybieralam sie do nich na Wszystkich Swietych (cztery lata temu) i postanowilam postawic wszystko na jedna karte. Zadzwonilam do nich i powiedzialam, ze zle sie czuje, ze mam silne stany lekowe, ze ich awantury jeszcze to poteguja, ze bardzo ich prosze, zeby byl w domu spokoj (masakra, ze o cos takiego trzeba prosic :ojej: ) i jezeli tym razem nadal beda sie klocic w trakcie mojego pobytu, to ja przestane przyjezdzac na swieta. Jesli wola sie klocic niz miec mnie w domu, to niech sami decyduja. Oczywiscie kiedy tam bylam, klocili sie non stop. Pod koniec pobytu powiedzialam im, ze na Boze Narodzenie nie przyjade (to bylby pierwszy przypadek w historii, na Wielkanoc czasem mnie nie bylo, czasami musialam jechac do pracy w pierwsze swieto, bo w drugie juz pracowalam, o Sylwestrach i Nowych Rokach nawet nie mowie, bo wtedy najwiecej pracy, ale na Wigilie zawsze u nich bylam). Kiedy to powiedzialam tata to zignorowal, a moja mama smiertelnie sie obrazila, nie pozegnala sie ze mna przed wyjazdem. A moj tata dzwonil potem do mnie jakby nigdy nic i sie pytal, kiedy przyjezdzam na Swieta. :wmur: Kiedy mu mowilam, ze nie przyjade, bo sami tak wybrali swoimi awanturami, to dziwil sie tak, jakby o niczym nie wiedzial i w ogole to ignorowal. Moze myslal, ze bede go straszyc tak jak mama, a potem i tak przyjade. Mama przez miesiac ze mna nie rozmawiala, bo ciagle byla obrazona ^#(^ Jednak nie pojechalam. Zrobilam Wigilie u siebie w domu (wtedy zaczela sie moja przygoda z pieczeniem) i to byly pierwsze normalne Swieta w moim zyciu. Wreszcie dowiedzialam sie o co chodzi z tym "Wesolych Swiat". Te swieta byly naprawde wesole i spokojne. :muza: Pierwszy raz w zyciu spokojne swieta a nie przygotowania do wojny nuklearnej. :shock: Bylam z siebie dumna, bo po pierwsze pozwolilam moim rodzicom na takie spedzanie swiat, jak chcieli a po drugie zadbalam o swoje potrzeby i do nich nie pojechalam. Od tego czasu wszystkie swieta spedzam u siebie w domu.

Krzychu ja z kolei nie znam innych kompulsji. W tej mojej tak jakby wylaczala sie czesc mozgu. Pamietam, jak chcialam ten stan opisac mojemu terapeucie. Niby wiesz, ze jesz, a nie wiesz. Tzn wiedzialam kim jestem i gdzie jestem ale nie bylam swiadoma tego co i ile jem. Wiedzialam, ze jem, ale jakos tak inaczej niz normalnie. Nadal nie umiem tego stanu opisac, ale na szczescie juz nie musze. Aha, moze to tak troche jak jedzenie przed tv. Zanim sie czlowiek spostrzeze, paczka orzeszkow juz zniknela.

Aksamitko, ciesze sie, ze czujesz juz spokoj i ze sie akceptujesz. Tak, samoakceptacja jest bardzo potrzebna i pomocna w zdrowieniu.
Dzieki tobie wiem, co to sztajmes :lol:
Za tę wiadomość podziękował(a): sylwia1975, Tomoe, Jaskolka, Aksamitka, Iga

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Ostatnia edycja: przez AgaMars.

Wątek Agi Mars 2018/10/16 12:58 #60

  • Jaskolka
  • Jaskolka Avatar
  • Wylogowany
  • Dobry Duszek
  • Dobry Duszek
  • Bo do marzen potrzebni sa ludzie
  • Posty: 1958
  • Otrzymane podziękowania: 3417
U mnie w domu też była cisza przy posiłkach, na każde wyrwane słowo moja mama ucinała ''jak pies je, to nie szczeka'' Pewnie też tak była wychowana. A ja obserwowałam w restauracjach ludzi przy posiłkach gawędzących sobie. rodził sie we mne bunt, wtedy podpięty pod dorastanie. Przypominam sobie, że chyba musiałam mamie dawać popalić, chociaż nie pamiętam czym, pewnie dyskusjami, bo moja mama stwierdziła wreszcie że ''umrze przeze mnie''. Od tamtej pory już byłam posłuszna, Jednak daleka jestem od oceniania jej. Już jej nie oceniam, sama przypominam sobie jak moje dziecko zadało mi pytanie a ja warknęłam, aż zadrżało. Długo było mi przykro, nawet teraz wstydzę się tego i rozmawiałam o tym z córką.
Są rzeczy, których będzie mi brakować, jak chociażby błysk w oku kiedy udaje Ci się mnie zrozumieć.
Za tę wiadomość podziękował(a): AgaMars, Aksamitka

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Wątek Agi Mars 2018/10/16 14:55 #61

  • AgaMars
  • AgaMars Avatar Autor
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 1545
  • Otrzymane podziękowania: 4431
U nas w domu w ogole nie bylo wspolnych posilkow. Tzn byly tylko w swieta, no bo taka tradycja (atmosfera przy stole byla kiepska, ale u nas tak w swieta bylo) i kiedy przychodzili goscie (wtedy moja mama byla dusza towarzystwa, tata zreszta zanim zaczal pic tez lubil gosci i chyba dobrze sie bawil). Ale np nie bylo obchodzonych imienin ani urodzin. :-? tzn byly prezenty i jakis tort dla dzieci (rodzice imienin i urodzin nie swietowali). Goscie przychodzili tylko tak na kawe, albo czasami, kiedy ktos przyjezdzal z daleka do naszego miasta to byl jakis obiad. Moja mama wyniosla ze swojego domu zwyczaj osobnego jedzenia. Mojego tate to bardzo wkurzalo, ale moja mama robila wszystko, zebysmy wspolnie nie jadali, bo jak mowila, chciala nas ochronic przed jego humorami i agresja. Kazdy z nas jadl w swoim pokoju, lub przed tv. Kazdy o innej porze, bo kazdy inaczej wracal do domu. Mama do stolu siadala od wielkiego dzwonu, chyba tego nie lubila. Ja dopiero na studiach poznalam, jaka przyjemnoscia jest wspolne jedzenie posilku. Do dzis bardzo to lubie.
Aha, krotko przed smiercia mojego taty zorganizowalam mu urodziny. Byli goscie, prezenty, tort i inne smakolyki (oczwiscie mojego wypieku ^^) ). Przed impreza moja mama strasznie byla niezadowolona, bo trzeba bylo przygotowywac (palcem nie kiwnela, wszystko sama zorganizowalam) a potem, kiedy sie okazalo, ze bylo bardzo fajnie i milo, to dlugo mi wypominala, ze jej nigdy takich urodzin nie zorganizowalam. Ciekawe dlaczego sama nigdy sobie takich urodzin nie zorganizowala (to jest pytanie retoryczne :lol: ) Podobno kiedy nie bylo jeszcze dzieci (ten mityczny czas, kiedy moja mama mogla cieszyc sie zyciem) rodzice czesto mieli gosci a tata byl wtedy zupelnym abstynentem. Zreszta ja pamietam te czasy, kiedy nie pil, ale gosci pamietam niewielu.
Za tę wiadomość podziękował(a): Tomoe, Jaskolka, Krzysztof Z., Aksamitka

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Ostatnia edycja: przez AgaMars.

Wątek Agi Mars 2018/11/04 18:39 #62

  • AgaMars
  • AgaMars Avatar Autor
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 1545
  • Otrzymane podziękowania: 4431
Bylam wczoraj na urodzinach u znajomego, z ktorym czasami pracuje (dlatego robilam ten tort cytrynowy ^^) ) i poczulam sie, jakbym znalazla sie w swoim zyciu sprzed kilku lat. Toksycy i osoby o osobowosciach zaleznych. Nie bede juz opisywac sytuacji, ale powiem wam, ze po tym spotkaniu bylam bardzo, bardzo szczesliwa. Zdalam sobie po raz kolejny sprawe, jak wiele sie w moim zyciu zmienilo, jak sama bardzo sie zmienilam i jak teraz pieknie moge zyc. Moje relacje z innymi sa zdrowe. Otaczam sie tylko zdrowymi ludzmi, ze zdrowiejacymi kontakty sa ostrozne (np zdrowiejace DDA/DDD - nauczylam sie tego dzieki wspolnocie DDA/DDD :lol: ) a osobowosci toksyczne nie sa wpuszczane do mojego zycia. bbann Jestem wdzieczna za to, ze udalo mi sie to zmienic.
I jeszcze ciesze sie, bo upieklam dzis pierwsze pierniczki. W DE swietuja w Adwencie, wiec zaczelam juz myslec o prezentach :grin:
Za tę wiadomość podziękował(a): ursa, Tomoe, Krzysztof Z., Aksamitka

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Wątek Agi Mars 2018/11/04 19:35 #63

  • Tomoe
  • Tomoe Avatar
  • Wylogowany
  • Senior Forum
  • Senior Forum
  • Posty: 8796
  • Otrzymane podziękowania: 18767
A ja ci dziękuję za inspirację do lektury BRB i afirmacji dla DDA. :)
Nigdy nie byłam na mityngu DDA, robiłam profesjonalną terapię, więc literatura wspólnoty to dla mnie nowa przestrzeń.
Za tę wiadomość podziękował(a): AgaMars

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Ostatnia edycja: przez Tomoe.

Wątek Agi Mars 2018/11/05 20:32 #64

  • AgaMars
  • AgaMars Avatar Autor
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 1545
  • Otrzymane podziękowania: 4431
Dla mnie i literatura wspolnoty i sama wspolnota to nadal nowa przestrzen. W mitingach biore udzial od rowno roku, na Programie 12 Krokow pracuje od chyba pol roku. W sumie syndromu DDA/DDD pozbylam sie poza wspolnota dzieki terapii, rownoleglej pracy z przewodnikiem duchowym nad tym samym, co przerabialam na terapii (czyli Sila Wyzsza ^^) ) i z drugim czlowiekiem ( z przyjaciolka w PL zalozylysmy sobie dwuosobowa grupe wsparcia i do dzis gadamy raz w tygodniu przez telefon). Kiedy zaczynalam terapie, nie mialam pojecia o wspoluzaleznieniu czy DDA/DDD. Do Wspolnoty DDA/DDD trafilam dlatego, ze szukalam ludzi z podobnym doswiadczeniem, co moje. Jestem pod bardzo duzym wrazeniem Programu, mysle, ze jest niesamowicie madrze ulozony. Probowalam Al-Anon ale to nie moja Wspolnota. Odnalazlam sie w DDA/DDD :grin:
Za tę wiadomość podziękował(a): Tomoe, Aksamitka

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Wątek Agi Mars 2018/11/07 14:44 #65

  • AgaMars
  • AgaMars Avatar Autor
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 1545
  • Otrzymane podziękowania: 4431
Bylam na terapii :grin: Teraz pije ~O) i zbieram sily przed praca a przy okazji przetrawiam to, co przegadalm na terapii ( no i obiadek :lol: )

Moj terapeuta nie jest od uzaleznien, ot taki "zwykly" terap od wszystkiego. Pracuje w nurcie psychologii glebi i beh-poz. Pojecie AA i Al-Anon nie sa mu obce, ale o DDA/DDD dowiedzial sie ode mnie. Opowiadalam mu juz dawno temu, ze zaczelam brac udzial w mitingach, potem, ze zaczelam prace na Programie. W ogole to bylismy tak umowieni, ze kiedy dojde do 4 Kroku, to zabieramy sie wreszcie za traumy (zreszta wczesniej i tak by to nie bylo mozliwe, bylam stabilizowana przez prawie 6 lat i dopiero niedawno dostalam zielone swiatlo na te prace).
Kiedy latem nagle okazalo sie, ze moja wspolsponsorka zostawia mnie w trakcie kroku 4 (nadal kiedy o tym mysle czuje gniew - ale o tym next time, choc czulam potrzebe napisania o gniewie dzis, po przeczytaniu jednego z wpisow w powitaniu dnia ^^) ), bo jej zdaniem bedzie lepiej dla mnie, jesli poszukam sobie kogos na moim poziomie (cokolwiek to znaczy) kompletnie sie rozsypalam x_x W ogole lato to nie byl dobry czas, wrocily ataki paniki, bezmyslne jedzenie no i jeszcze to. :ojej: Nie wiedzialam, co robic. Wiec przestalam sie tym tematem zajmowac, ale za jakis czas chcialam wiedziec, na czym stoje. Pogadalam z kilkoma osobami po Programie DDA/DDD, jeszcze raz przeczytalam wstep do Kroku i zdedydowalam, ze przejde go z moim terapem. Moj terap oczywiscie sie zgodzil, ale widzialam, ze dla niego to bylo takie troche hokus pokus. Do dzis. :grin:
Wlasciwie to chcialam pracowac z nim od razu na 4 Kroku ale pomyslalam, ze w skrocie opowiem, o co chodzi w pierwszych trzech, zeby sie troche orientowal. W moim przypadku trzy pierwsze Kroki polegaly na usystematyzowaniu i zapisaniu tego, co odkrylam i przerobilam w ciagu prawie 7 lat terapii. Dla mnie to nie byla nowosc, natomiast bardzo mi sie podobalo takie zapisywanie z sensem, krok po kroku waznych tematow. Nie zeby na terapii bylo bez sensu :lol: , ale terapia dotyczy bardziej tu i teraz i tematy pojawialy sie w zwiazku z problemem, ktory doskwieral mi tu i teraz, troche takie skakanie z kwiaaatek na kwiaaatek . A Program idzie sobie powolutku i spokojnie po kolei. No wiec opowiedzialam terapowi o co chodzi w kroku 1, co tam pozapisywalam i jak to wszystko usystematyzowalo sie jakos tak automatycznie. I powiem wam, ze terap jest zachwycony Programem. ^:)^ Tzn na razie Krokiem 1 bo na wiecej nie starczylo nam czasu. :P Kiedy zaczelam czytac "Etykietki" lub "Rodzinne przyslowia" tak jedno po drugim, to byl bardzo pod wrazeniem. Na poczatku troche bylo nieporozumien przy etykietkach, bo sie zdziwil, ze mam z tym jeszcze problemy, ale kiedy mu wytlumaczylam, ze chodzi (w moim przypadku) o zebranie tego wszystkiego do kupy, zeby miec baze do dalszej pracy, to bardzo mu sie to spodobalo. Bardzo go ciekawilo co jest w 4 Kroku i w ogole zaczal sie o ten Program wypytywac a wczesniej tylko potakiwal, ze sobie popracujemy bnggfgbfb
Ciesze sie, ze moge ten krok w ten sposob przepracowac, na 5 i tak kogos bede szukac innego a jak juz bede po 5, to sie zobaczy. Tak jak mi poradzil Chris (wielkie dzieki za te rozmowe :ymhug: )"jak bede na 6 Kroku to wtedy sie bedziemy przejmowac 6 Krokiem" :lol:
I tyle, koncze ~O) i powoli zaczynam zbierac sie do pracy. :-BD
Za tę wiadomość podziękował(a): sylwia1975, Jaskolka, Krzysztof Z., Aksamitka

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Wątek Agi Mars 2018/11/08 14:17 #66

  • Aksamitka
  • Aksamitka Avatar
  • Gość
  • Gość
Ciesze sie ze masz takiego fajnego terapka :grin:
Tez uwazam ze pragram 12 krokow potrafi zrobic porzadek z zyciem i glowa czlowieka. Obojetnie, czy jego problemem jest alkochol, przeszlosc, czy inny czlowiek. Dziala cuda :-BD

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Wątek Agi Mars 2018/11/09 12:51 #67

  • AgaMars
  • AgaMars Avatar Autor
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 1545
  • Otrzymane podziękowania: 4431
"Gdy jako dzieci popełnialiśmy błąd wiązało się to z werbalnym a często i fizycznym nadużyciem wobec nas. Nasze błędy wywoływały nad wyraz wyolbrzymione reakcje ze strony otaczających nas dorosłych, którzy nie posiadali odpowiednich narzędzi by zrozumieć, że robiliśmy to, co dzieci i w ogóle ludzie robią - popełniają błędy!" (Fragment Afirmacji ACA z 9-go listopada)

Przeczytalam dzis te Afirmacje i wiadomosc, w ktorej opisana zostala osoba, ktora bala sie, ze czegos nie bedzie umiala na zajeciach, w ktorych jeszcze nigdy nie brala udzialu. :shock:
To cala ja z kiedys. Do czasu rozpoczecia terapii bylam straszliwa perfekcjonistka. Nikt tak ode mnie nie wymagal, jak ja wymagalam od siebie. Poprzeczke postawilam gdzies w kosmosie i ciagle do niej dazylam. Samo dazenie do poprzeczek jest moim zdaniem jak najbardziej wskazane, ale ja za kazdorazowe nieosiaganie tej poprzeczki (czyli zawsze) karalam siebie potwornie. Bylam dla siebie bezlitosna. Ciagle nie taka, jaka powinnam (!!!) byc. Ciagle. Nigdy nie bylam z siebie zadowolona. Wlasciwie to albo bylam z siebie niezadowolona albo (jesli zrobilam cos dobrze - choc zawsze to bylo za malo i powinnam (!!!) sie bardziej postarac) to przechodzilam nad tym do porzadku dziennego. Bo nad czym sie tu rozwodzic, przeciez dobre wykonanie rozumie sie samo przez sie, tak ma byc i nie ma tu nic, co by sie nadawalo do pochwalenia (czyt. poprzeczki w kosmosie nie osiagnelam). :(
Na poczatku zajelam sie tymi zachowaniami perfekcjonistycznymi. Zaczelam sie chwalic za drobne rzeczy (przy pierwszych razach myslalam, ze udlawie sie tymi pochwalami, tak bardzo bylo to wbrew mojej naturze :ojej: ), pozwalalam sobie na bledy i "bycie nie na 100%". Pamietam, kiedy pierwszy raz uslyszalam o tym w szpitalu, ze na 100% to mamy byc od czasu do czasu a nie non stop, bo to jest nieosiagalne. :shock: I nie chodzi tu o jakie brakorobstwo, tylko na uwzglednianie mozliwosci ciala. Nauczylam sie tego od odnaszacych sukcesy sportowcow (w ogole bardzo duzo zrozumialam dzieki psychologii sportu). 100% mozna dac z siebie raz na jakis czas na zawodach a w pozostalym czasie sluchaj ciala. Jesli jestes w dobrej formie daj na treningu 80-90% jesli w slabszej, daj tyle, ile mozesz. I tak jest dobrze. Zrozumienie tego bylo bardzo trudne. To bylo wbrew mojej naturze. Ja we wszystko wkladam cale serce. I w prace, i w pieczenie pierniczkow ^^) i w terapie i w co tylko mozna. Taka jest moja natura, tylko ze natura to nie bylo wszystko. Jak to zwykle u DDA/DDD bywa moja przeszlosc odegrala tu ogromna role.
Kiedy pracowalam nad tym moim perfekcjonizmem, zastanawialam sie, co bylo jego przyczyna i doszlam do wniosku, ze z jednej strony dom rodzinny a z drugiej szkola.
Szkola. Tjaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa.... W szkole zawsze mialam byc najlepsza, wszyscy mielismy byc. Od dziecka slyszalam, ze mam byc lepsza i lepsza. Bledy oczywiscie nie wchodzily w gre :lol: w sensie doslownym i w przenosni. Za bledy byly nie tylko zle oceny, ale tez traktowanie przez nauczycieli (na szczescie nie wszystkich - ale to byly wyjatki) jako ucznia gorszej kategorii. Jesli nie bylas w czolowce, bylas nikim. Wiec ja sie staralam za wszelka cene byc w tej czolowce. :(
Dom rodzinny. Tjaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa.... Mama. Chyba juz o tym pisalam, ze dla mojej mamy do dzis nie jestem dosc. Owszem, ona jest ze mnie "zadowolona", kiedy robie to, co ona uwaza za sluszne, ale nigdy to nie jest dosc. Zawsze moze byc lepiej, zawsze trzeba cos ulepszyc, poprawic. Dobrze jest nie dosc dobrze. Bardzo dobrze tez moze byc zawsze lepsze. Ok, to nie jest zle podejscie, jesli sie tu nie przesadzi, ale ja nie nauczylam sie cieszyc z tego "dobrze", nie nauczylam sie czuc dumy z "bardzo dobrze". x_x
Tata. Dlugo nie bralam taty pod uwage, bo on wlasciwie nie mieszal sie ani do szkoly ani do wygladu ani do innych rzeczy. Ale jakis czas temu przypomniala mi sie taka scena. Pierwszy raz w zyciu obieram ziemniaki. Mam moze 6 moze 7 lat. Nigdy jeszcze tego nie robilam i jestem bardzo zdenerwowana, bo robie to z moim ojcem a jego wtedy juz bardzo sie balam (wczesniej, kiedy mialam 3-4 lata tak nie bylo), bo potrafil zdenerwowac sie w sekundzie a powod mogl za kazdym razem byc inny. (Tu tylko tak na marginesie, jak w typowym dysfunkcyjnym domu ten sam powod wczesniej nie byl powodem do awantury, nie wiedzialam, co jest ok a co nie jest ok dla moich rodzicow, takie ruchome piaski zasad). bbann No i obieram te ziemniaki i sie baaaaaaaaaaaaardzo staram. Niestety mojemu tacie nie spodobala sie grubosc obierek i na mnie koszmarnie nakrzyczal. Pamietam jak sie balam, ze mnie zbije za to. x_x I teraz sobie tak mysle. Robilam cos pierwszy raz w zyciu, czyli nie mialam szansy na nauczenie sie tego i mialam od razu robic to idealnie. Potem zaczelam sobie przypominac inne takie sytuacje i zobaczylam, ze ja zawsze mialam od razu robic wszystko idealnie (wg idealnosci mojego taty). :wmur:
Kurcze. Nic dziwnego, ze ja trafilam do szpitala z atakami paniki. Zajechalam sie tym dazeniem do idealnosci z jednej strony a unikaniem bledow z drugiej. To unikanie bledow to w ogole jakis koszmar. Zyjemy w spoleczenstwie, ktore pietnuje za popelnianie bledow. W szkole dwoja, w pracy nagana a przeciez tak naprawde uczymy sie tylko i wylacznie na bledach. No i gdzie tu logika. :-?
Teraz mam zupelnie inny stosunek do bledow. Przyjmuje je spokojnie i wyciagam z nich wnioski na przyszlosc i tyle. Daze do doskonalosci ale bez presji bycia perfekcyjna. :muza:
I tak bede pracowac w mojej szkole. Beda oceny, ale tylko po to, zeby ocenic postepy ucznia i wskazac, gdzie sa rzeczy, nad ktorymi przydaloby sie porzadnie popracowac. I tyle :grin:
Za tę wiadomość podziękował(a): Tsubasano, Tomoe, Aksamitka

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Ostatnia edycja: przez AgaMars.

Wątek Agi Mars 2018/11/11 07:34 #68

  • LenaU
  • LenaU Avatar
  • Gość
  • Gość
Dzień dobry Aga i wszystkim czytającym kwiaaatek
W końcu znalazłam chwilę, Twoj kącik czytałam na raty, z prozaicznej przyczyny, braku czasu :lol: Ale właśnie Twój jest dla mnie szczególny, w Twoim dzieciństwie, widzę swoje, w Twoich problemach widzę swoje, bardzo podobne, które miałam kiedyś. Jak wiesz jestem już po terapii, wiesz co skłoniło mnie do wejścia tutaj, założenie swojego kąciku. I jak bardzo cenne jest wszystko to co tutaj przeczytałam i sie dowiedziałam, dlatego, że zaczęłam już kolejny etap swojego życia, ktory początkowo wyglądał dla mnie jakbym, po raz kolejny powieliła swój schemat. Teraz wiem już, że nie, ale o tym napiszę w swoim kąciku.
Wracajać do Ciebie, co mi się narzuciło, czytając Twoje wpisy. Dużo piszesz o dzieciństwie i od razu u mnie myśl, ja o swoim dzieciństwie nie myślę w ogóle. Nie czuje już takiej potrzeby. Zamknęłam ten rozdział swojego życia, nie mam już potrzeby o nim mówić. Jak już o żadnym innym rodziale swojego życia, który zamkęłam. Być może jest to związane z tym, że miałam inny niż Ty rodzaj terapii, poznawczo behawioralną. I ta okazała się dla mnie najlepsza, nie wracam już do niczego, wiem już, że nic przeszłość mi nie robi, że liczy się tu i teraz i wszystko co kiedys się zdarzyło nie ma już na mnie żadnego wpływu. Jak to wpłynęło na moje relacje z moimi rodzicami , oni za bardzo przecież sie nie zmienili, tylko ja teraz po prostu potrafie sobie z tym radzić. Po pierwsze nie ranią mnie już ich słowa, to są tylko słowa, zdaję sobie sprawę, że jestem bezsilna wobec ich zachowań, tacy są ( obydwoje DDA + alkhol, bardziej mama) rozumiem dlaczego tacy są, ale nie zmienie ich. Niedawno miałam taką sytuację, poszłam w odwiedziny, mama jak zwykle zaczęła wszczynać awanturę z tatą ( często tak robiła kiedy przychodziłam, manipulacja) i po raz pierwszy zrobiłam coś co też mnie zaskoczyło :-BD Zwykle " siedziałam" w tej ich kłotni, znowu przeżywałam, tym razem ostrzegłam, że jeśli w tej chwilii nie przestaną to wyjdę. Nie przestali, głównie mama, wiec po prostu ubrałam się i wyszłam. Miny ich bezcenne bnggfgbfb Ja nie poczułam strachu,raczej dumę z tego, że nie wciągnęłam sie jak zwykle w ich chore relacje. To mi pokazało , że już mi nic nie robią, są, myślę, że ich kocham ale już nie potrafią mną ani manipulować, ani mnie nie ranią. Ważne, jest też, że im wybaczyłam.

Będę zaglądała :)
Miłego, dobrego dnia kwiaaatek

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Wątek Agi Mars 2018/11/11 09:04 #69

  • Alchemia
  • Alchemia Avatar
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 1332
  • Otrzymane podziękowania: 2117
Brak przebaczenia a z nim związany żal, to strata czasu , to przeszłość ,która okalecza nas w terażniejszości.
Za tę wiadomość podziękował(a): AgaMars, LenaU

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Wątek Agi Mars 2018/11/12 12:11 #70

  • AgaMars
  • AgaMars Avatar Autor
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 1545
  • Otrzymane podziękowania: 4431

LenaU napisał: Ja nie poczułam strachu,raczej dumę z tego, że nie wciągnęłam sie jak zwykle w ich chore relacje. To mi pokazało , że już mi nic nie robią, są, myślę, że ich kocham ale już nie potrafią mną ani manipulować, ani mnie nie ranią. Ważne, jest też, że im wybaczyłam.


Gratuluje!!!!!!! Wiem z doswiadczenia jaki to trudny krok. A nawet nie sam krok tylko zmiana siebie, ktora ten krok umozliwia. :YMAPPLAUSE:
U mnie bylo podobnie. Kilka wpisow wczesniej pisalam, jak przestalam jezdzic do rodzicow (a teraz do mamy tez nie jezdze - zapraszam ja do siebie, ale ona ciagle z jakiegos waznego powodu nie moze), bo nie mialam juz ani ochoty ani sily na ich awantury. Dawno, dawno temu spedzalam tam wszystkie swieta, wieksza czesc wakacji i staralam sie przynajmniej raz w miesiacu ich odwiedzic (czasami udawalo sie nawet co weekend). Nie zastanawialam sie nad tym, czy mi to sluzy czy nie. Po prostu tam jezdzilam, bo to moi rodzice i powinnam (!!!) z nimi utrzymywac kontakt. Potem sie rozchorowalam a mimo to nadal to ja do nich jechalam (choc z moimi atakami paniki to byl jeden wielki koszmar, juz sama podroz byla gehenna) a nie oni do mnie. Potem zaczelam terapie i zaczelam uczyc sie dbac o siebie. Poznalam swoje potrzeby i zaczelam je zaspokajac. We mnie jest ogromna potrzeba spokoju, harmonii, ciszy (!!!), akceptacji i in., ktorych w domu rodzinnym nie moglam zaspokajac. Prosilam rodzicow, zeby na czas mojego przyjazdu nie klocili sie, ale to bylo jak rzucanie grochem o sciane. Mimo to bardzo dlugo ludzilam sie, ze postaraja sie to dla mnie zrobic i bede mogla spedzic u nich milo czas (ja przeciez jeszcze mialam przed soba podroz powrotna i kolejne ataki paniki). Moj tata juz bardzo wtedy pil i moje przyjazdy wiazaly sie z tym calym kolowrotem alko-wspol. Ja prosilam, przyjezdzalam, wkurzalam sie, ze nie spelniaja moich prosb, az w koncu zrozumialam, ze ja ich chce w ten sposob zmienic. A przeciez nie mam nikogo nie zmieniac. Wiec skoro ich zmienic nie moge podobnie jak sytuacji, a mam o siebie dbac to jedynym wyjsciem jest ograniczenie kontaktu. I tak zrobilam. Mialam jeszcze nadzieje, ze jesli przestane czesto przyjezdzac, to moze im bedzie tego brakowac i beda sie starac nie klocic. Ale gdzie tam. Przyjedzalam raz na pol roku i bylo jak zawsze. Kiedy robili mi wyrzuty, ze tak rzadko przyjezdzam (moj tata nie byl u mnie ani razu a moja mama raz - a mieszkam 25 lat poza domem !!!) i mowilam, ze jest to konsekwencja tego co sie dzieje w domu to zaczynalo sie przerzucanie odpowiedzialnosci. Mama mowila, ze jest taka, bo tata pije, tata mowil, ze nie pije, ale ze jest klotliwy, bo mama go wkurza i tak w kolko. Zadne nie wzielo odpowiedzialnosci za swoje zachowanie. Zawsze byl ktos inny winny.
Najlepsze w tym wszystkim jest to, ze w tym czasie bylam juz innym czlowiekiem i nie mialam wytrzutow sumienia, ze dbam o siebie i do nich nie przyjezdzam.
Co do wybaczenia. To byla dluuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuga droga.
Prawde powiedziawszy szybciej poszlo mi z wybaczeniem tacie.
Z mama to byla w ogole trudna historia. Jako dziecko pelnilam w dysfunkcyjnym domu rozne role. I bohatera i maskotki i przyjaciolki mamy. Moja mama (wiem, ze nie robila tego swiadomie i specjalnie) wykorzystywala mnie przez wiele lat emocjonalnie. Przede wszystkim wylewala przede mna swoje zale na tate, on zawszy byl tym zlym. Najlepsze co mowila o nim to to, ze nasz tata nie jest taki najgorszy, ze bywaja gorsi :shock: Aha i jeszcze mowila, ze on dla rodziny po lokcie sie urobi, ze dla nas bedzie pracowal do upadlego. Ale najczesciej to mowila, jak bardzo przez niego cierpi. A ja je wtedy tak strasznie wspolczulam. Taty nie znosilam za to, ze byl taki niedobry dla niej, no i dla nas. Moj tata mial juz wtedy problemy z agresja i nie bylo trudno w to, co ona mowila, uwierzyc. Bylam powiernikiem jej problemow, traktowala mnie jak dorosla osobe i w ten sposob potwornie mnie skrzywdzila duchowo i emocjonalnie. Wtedy jednak tego nie wiedzialam. Bardzo ja kochalam i strasznie jej wspolczulam. Myslalam, ze ona dla nas tak cierpi, ze tak sie poswieca, ze jest taka oddana, ze wszystko robi dla nas (jest bardzo nadopiekuncza a przy tym wie najlepiej, co jest dobre dla kazdego z nas). Ta jej nadopiekunczosc bardzo szybko stala sie przyczyna konfliktow miedzy nami w doroslym zyciu, mimo to nadal pozwalalam jej na wtykanie nosa w moje sprawy. W trakcie terapii zaczelam to dostrzegac jej toksycznosc (ja ja zreszta od niej przejelam) osoby wspoluzaleznionej. Manipulowanie, narzekanie, przerzucanie odpowiedzialnosci za bledy na innych itp. I nadszedl taki czas kiedy z milosci, ktora do niej czulam jako dziecko zrobilo sie jakies dziwne uczucie. Nie nazwalabym tego nienawiscia, ale czulam do niej potworny gniew. Czulam sie przez nia oszukana. Tym bardziej, ze ona teraz mowi, ze zostala z pijacym mezem dla dzieci (tzn dla mnie i mojego brata), ze sie dla nas poswiecila. Wiadomo, ze zostala dla siebie, ale byl taki czas, kiedy wzbudzala tym we mnie potworny gniew. Do czasu, kiedy przeczytalam ksiazke "Mamo, to moje zycie", ktora pomogla mi zrozumiec, ze moja mama (i tata tez) dawali mi to, co sami mieli (niestety oni milosci od swoich rodzicow tez nie dostali) i starali sie stworzyc nam jak najlepsze dziecinstwo. Wtedy nagle mi odpuscilo. Tym bardziej, gdy zrozumialam, ze z pewnych powodow rodzinnych moja mama zatrzymala sie w rozwoju emocjonalnym na poziomie 5-latki. I tak jest do dzis. Teraz kiedy pojawiaja sie problemy to ja przejmuje role rodzica i uspokajam moja mame.
Wybaczylam jej wszystko. Jednak... moja mama nadal jest osobowoscia toksyczna a ja takich unikam i powiem ci, ze gdyby to nie byla mama, to nie mialybysmy juz kontaktu. Jednak to moja mama i podjelam swiadoma decyzje o podtrzymaniu tej relacji, ale na nowych zasadach. Dzwonie do niej tylko wtedy, kiedy ja chce. Kiedy gorzej sie czuje nie odbieram telefonow od niej. Po wielokrotnych perturbacjach tematy jej i mojego dziecinstwa sa tabu (tu tylko tak na marginesie: kiedys o czyms tam z mojego dziecinstwa mowilam, o jakichs zranieniach a ona tylko o tym, jak ona tez cierpiala i ja jej mowie, ze to ja cierpialam, bo wtedy to ja bylam dzieckiem a ona na to, ze ona bardziej cierpiala, bo byla przyczyna mojego cierpienia - :shock: :shock: :shock: ) no i jezdze do niej bardzo rzadko.

LenaU napisał: Dużo piszesz o dzieciństwie i od razu u mnie myśl, ja o swoim dzieciństwie nie myślę w ogóle. Nie czuje już takiej potrzeby. Zamknęłam ten rozdział swojego życia,


Pisze o dziecinstwie, bo w ten sposob niose poslanie z kroku 12 innym DDA/DDD, ktore jeszcze cierpia. Moze odnajda sie tak jak ty w mojej historii i moze znajda dzieki temu sile do walki o siebie i zmian :grin:
Za tę wiadomość podziękował(a): LenaU, Xena

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Ostatnia edycja: przez AgaMars.