Dokonałeś(łaś) już rejestracji na portalu? Zapoznałeś(łaś) się z regulaminem? Regulamin forum
Teraz możesz wybrać odpowiedni dla siebie dział. Zapraszamy do naszego grona na forum. Zakładasz w wybranym przez siebie dziale swój temat i możesz się z nami przywitać
i dzielić się swoim doświadczeniem. Przekonaj się jakie to proste - czekamy na Ciebie. Jeżeli zdarzy Ci się, że rozpoczniesz temat w nieodpowiednim dziale, nie martw się, administracja pomoże Ci go przenieść w odpowiednie miejsce.
Uwaga! Jeden użytkownik = jeden osobisty wątek w danym dziale.
Witam Wszystkich serdzecznie
Trudno było mi się zebrać przez dłuższy czas, aby ponownie wrócić na forum, tym razem w nowej odsłonie.Cierpię ostatnio na permamentny brak czasu.
Praca, wyjazdy,dokuczające dolegliwości zdrowotne, po prostu życie.Myślałam też, a po co komu to moje pisanie.W umiejszaniu siebie jestem perfekcjonistką 😊,
Taki mały duszek odnalazł mnie na facebooku i napisał "Wracaj,jesteś tu potrzebna". Pomyślałam, że mnie też tu kiedyś ktoś pomógł dokonać zmian w życiu.
Gdzieś tam wew. mam małą potrzebę pisania o sobie. Jestem generalnie intorwertykiem, cenie sobie spokój i intymność.Ledwo co mam konto na fb,właściwie dla kilku osób z Polski.Nie pasuje do obecnego świata pelnego ludzi ze wszystkim na sprzedaż.Podziwiam z boku przebojowość,ale to nie ja.
Zastanawiałam się, gdzie założyć swój wątek, bo w każdym z tych dzialów jest kawałek mnie, ale z drugiej strony nie definiuje mnie w żaden sposób.
Każda z tych cech jest jakiś kawałkiem mojego życia i tyle.Myślę o przemijaniu i o tym jak bardzo chciałabym jeszcze kilka rzeczy zrobić, zobaczyć kilka miejsc.
Tęsknie za wiosną, cieplem i słońcem.Żyje od wyjazdu do wyjazdu, zarabiam na nie, czekam a x w kalendarzu daje mi siłe na tu i teraz.
Myślalam o kolejnej kobiecie z dziećmi uwiklanej w małżeństwo z alkoholikiem bez perspektyw,myślałam o żałobie Kasi i o zapiciu Lukasa.
Po prostu będę, jak zwykle.
Pozdrawiam
Dobrze że wróciłaś Anetko, ucieszyłam się jak zobaczyłam znany mi tytuł 🥀
Jeśli chcesz być tam, gdzie nigdy nie byłeś, musisz iść drogą, którą nigdy nie szedłeś.
Coniguliaro Dominick
Witam
Mam dwa dni wolnego, więc mogę więcej czasu poświęcić sobie.Wreszcie udało mi się ukończyć kurs o mental health problems, na który zakwalifikowałam się w styczniu i który sobie sama wynalazłam prywatnie.W pierwszej chwili radość, bo bezpłatnie i online...okazało się,że to kobyła, która skradła mi wiele wolnych wieczorów.Miałam dead line na każdy temat i egzamin po każdym temacie,którego 10 pytań wymagało mnóstwo pisania z użyciem specjalistycznego słownictwa i reserchu. Żeby sobie " ułatwić" życie cały kurs zrobiłam w języku angielskim. Chciałam podwyższyć kwalifikacje i....udowodnić sobie,że dam radę, że jak po niemiecku dalam radę zrobić 3 letnią szkołe, to co tam taki kurs po angielsku, tym bardziej,że tematy już wczesniej znałam.Jednakże każdy kraj ma swoją specyfikę edukacji.Włożyłam w to masę pracy, nauki i to podwójnej ze wzgędu na język, sprawdzanie gramatyki itp...no i już.Po laurkach od tutora....mam papier do kolekcji, który na ten moment nic mi nie zmienia...bo pracuję w takim miejscu,że i tak awans dostaje znajomy królika. To mała prywatna firma, gdzie pracują całe rodziny indusów, ściągane na zasadzie sponsoringu.Nikogo nie obchodzi moje wykształcenie z Niemiec.Ostatnio można było złożyć aplikacje na dzielenie lekow jako pomocnik seniora....ja mam 10 lat doswiadczenia i papier....ale nie angielski.Została nią dziewczyna,siostra seniora, bez jakiegokolwiek wykształcenia medycznego czy kursu.W indiach niestety tak jest,że się nie odmawia w rodzinie,a brat jej kazał.Brat jest kumplem głównego menagera.Nawet podczas rozmowy dano mi do zrozumienia, że oni wybiorą kogo będą uważali i kwalifikacje czy doświadczenie nie mają nic do tego.
Straciłam kompletne zainteresowanie czymkolwiek, przychodze, robię swoje i wychodzę.Odkładam pieniądze na kolejne wyjazdy z wyspy.Nadal nic mnie tu nie cieszy, nie podoba, to wielki skansen, społeczeństwo klasowe i cięzka praca.
Bardzo trudno mi przeżyć te niekończącą się ponurą porę roku,sine niebo, deszcze. Są dni kiedy "wielki czarny pies" siedzi mi na piersi, zmuszam się do wstania z łóżka,robienia czegokolwiek, z pracy po 12 godzinach wracam wykończona.
Lekarka zaleciła mi zrobienie wszystkich badań, są ok.... a ja nie mam siły dzwonić do niej, by zapytać co dalej.Mam ciągle wrażenie,że wymyślam,że powinnam się ogarnąć,że za chwilkę przejdzie.Potem przychodzą dni, gdy jest lepiej i po prostu zajmuje się kolejnym dniem.
Suplementuje się witaminami, ashwagandą i inymi wynalazkami, by poczuć się lepiej i łaknę słońca. Wpadliśmy na weekend do Neapolu, ale tam też padało.
Na ogrodzie wysżły już pierwsze kwiaty, kupiliśmy rolbordery, bo nasze rabatki ogrodzone taśmą z pcv, pocieli panowie z miasta koszący trawniki.Może za chwile będzie już słoneczniej i lepiej. Często też latam do wnusia, a on jest moją wspanialą baterią. Wybieramy się na majówkę w Beskidy, a to już za chwilę. Nadal nic tu nie mam poza rodziną, ale kiedyś mialam wszystko prócz niej...i to jest paradoks.Jednakże zawsze dom był dal mnie najwazniejszy i nie poświęce tego dla reszty, bo wiem jak tam jest.Z dużo rzeczy zrezygnowałam, na innych przestało mi zależeć,a inne nie mają już znaczenia.Liczy się tu i teraz i ta mała radość,że dziś było ok.
Pozdrawiam
Ostatnio w swoim wątku wspominałam o dwóch okresach mojej pracy zawodowej. Ci, którzy mnie znają z poprzedniego forum wiedzą, że miałam też trzeci znaczący etap kariery, a mianowicie ostatnie cztery lata przed emeryturą przepracowałam jako terapeuta zajęciowy - dwa lata prowadziłam zajęcia terapeutyczne w domu opieki dla staruszków i po kilka miesięcy pracowałam w DPS-ach dla przewlekle chorych psychicznie oraz w ośrodku leczniczo-rehabilitacyjnym dla dzieci i młodzieży w zaburzeniami psychicznymi i emocjonalnymi.
Żeby podjąć tę pracę, przez dwa lata uczyłam się w szkole medycznej, zdałam państwowy egzamin kwalifikacyjny, mam więc kwalifikowany zawód zawód medyczny... którego nie uprawiam. I pewnie już do niego nie wrócę, bo raz - nie mam teraz przymusu ekonomicznego, żeby chodzić do pracy, a dwa - bardzo źle wspominam relacje międzyludzkie, układy i układziki, jakie panowały wśród personelu placówek opiekuńczych. Niby opiekun medyczny czy opiekun seniorów to zawód szlachetny, wydawałoby się, że osoby uprawiające ten zawód mają wysoki poziom wrażliwości, empatii i wysokie kompetencje "miękkie", ułatwiające współpracę w zespole. Nic bardziej błędnego! Moje doświadczenie jest takie, że świetnie mi się pracowało z podopiecznymi, ale współpracę z personelem opiekuńczym i z przełożonymi wspominam źle. W dodatku zawsze coś "zgrzytało" na linii opiekunki vs personel terapeutyczny i psychologiczny. Nie wiem skąd się bierze taka niefajna specyfika pracy w tego typu placówkach. Widzę że nie tylko w Polsce tak jest.
„Dopóki nie uczynisz nieświadomego świadomym, będzie ono kierowało twoim życiem, a ty nazwiesz to losem." Carl Gustaw Jung
Ala masz absolutnie rację z tym zgrzytaniem, choć też nie rozumiem, bo przeciez gramy do jednej bramki.Raczej to jest kopanie dołków zamiast współpracować.Jednkaże mam bardzo dobre doświadczenie w pracy z ludzmi z Indii. Jest w nich jakiś spokój, uśmiech i przyjazne nastawienie,czego nie da się powiedzieć o innych nacjach niestety w tym o Polkach, z którymi miałam okazję współpracować.
No cóż....
Spytałam ostatnio młodą dziewczynę, co chciałaby w życiu robić, jak się widzi za 5 lat...a ona,że właśnie to. Byłam zaskoczona, bo ja chyba nigdy nie traktowałam tej pracy na poważnie, choć ją lubię i jestem do niej przygotowana zawodowo. Po prostu to był najbardziej dostępny i w miarę normalny zawód, po wyjeżdzie za granicę. Praca w sektorze socjalnym ma ogromne braki,bez względu na szerokość geograficzną, ale też jest bywa trudna z różnych powodów.
Ja ogólnie mam problem z zaangażowaniem się tak do końca.Jestem perfekcjonistą w pracy i daje z siebie wszystko, ale wew. mam taki dystans pt jestem tu, ale moge w każdej chwili odejść. Nie identyfikuje się z żadnym zawodem, choć różne mam na koncie.
Myslę,że to wynika z mojego DDA, trzymać dystans żeby się nie rozczarować, ani nie dać zranić.Ot pt zrobie doktorat, bo moge, ale nic to dla mnie nie znaczy.Pokręcone to wszystko.
A ja nie o tym, bo ja chciałam napisać o świętach.Nie myję okien dla Jezusa,nie pójdę raz do roku do kościoła i nie mam święconki w tym roku,ale Wielkanoc jest dla mnie ogromnie ważnym momentem. Od kiedy byłam w Jerozolimie i dotknęłam i poczułam te wszystkie miejsca, tak na poziomie duchowym bez udziału księdza i kościoła...tym bardziej.Dla mnie to jest sendo, po prostu CZYSTA MIŁOŚĆ. Nie mam pojecia, czy Jezus był Mesjaszem, Bogiem, czy po prostu kolejną osobą wysłaną do ludzi jak inni mądrzy nauczyciele w różnych religiach, by uczuć nas miłości i pokonywania cierpienia.Dla mnie jest fantastyczny i już.
Nie znam ani jednej osoby, którą by w jakiś sposob nie dotknęlo cierpienie w życiu..rozwód, choroba, śmierć, utrata bliskiej osoby. To jest wpisane w nasze życie i niezwykłym jest radzenie sobie z tym za pomocą miłości, w tym miłości do siebie.
Gdbyśmy wszyscy postępowali, tak jak nauczał Jezus, świat byłby piękny.Niestety dla mnie nie jest, jestem rozczarowana ludzmi, życiem i jego sensem, choć wciąż wierze,że warto. Najbardziej rozczarowana jestem instytucjami, kóre wykorzystują ludzką potrzebę wiary w opiekę, miłość, poczucie bezpieczeństwa i sens, które nazwaly to religiami.
Z drugiej strony, mało osób widzi wiarę w sposób otwarty.Ostatnio jedna z podopiecznych była dla mnie niemiła, bo miałam się pospieszyć, bo ona ma termin, bo msza i ksiądz będzie,żeby się nie spózniła.
Spytałam ją, a dlaczego chce chodzic do kościoła...odparła, bo lubi.Ja jej odparłam,że dla mnie w kościele najważniejsze jest miłosierdzie i bycie dobrym dla drugiego człowieka.Nie wiem, czy załapała aluzję.Wątpie.
Temat rzeka, nie chce rozkręcać dyskusji na swoim wątku i czytać epopeji nawracjających.Ja jestem dość ugruntowana w swoim widzeniu Siły Wyższej i raczej tego nic nie zmieni.
Da mnie Wielki Piątek jest gestem najwyższgo rodzaju miłości poprzez cierpienie i śmierć. Ale najpiękniejsze jest Zmartwychwstanie w Wielkanoc i ta Nadzieja, że będzie dobrze,że Jego w grobie nie ma.I życze każdemu, by wyszedł z swojego własniego grobu,by poczuł wspaniałą, bezgraniczna miłość i Nowe Życie.
Radosnych Świąt Wam Kochani życzę.
ps i ciekawostka na koniec, bo ja teraz czasem pytam, jakie ktoś ma wyznanie, żeby np mieć urlop na święta, jak ktoś nie obchodzi 🙂
W 2010 roku, portal www.cia.gov opublikował spis największych religii świata. Przedstawiono je według procentowego udziału ich wyznawców na całym świecie. Na pierwszym miejscu znalazło się Chrześcijaństwo. Według zgromadzonych danych, 33,43 procent populacji na całym świecie, to Chrześcijanie. Drugie miejsce w tym rankingu zajął Islam. Jego wyznawcy stanowią 24,35 procent ludności na Ziemi. Trzecie miejsce w zestawieniu zajął Hinduizm– 13,78 procent, czwarte Buddyzm – 7,13 procent, a piąte Sikhizm – 0,36 procent.
Dalej w rankingu największych religii świata jest Judaizm – 0,21 procent i mniej znany Bahaizm – 0,11 procent. To stosunkowo młoda religia, która powstała w XIX wieku w Persji. Łączy ona w sobie elementy różnych religii m.in. Judaizmu, Chrześcijaństwa i Islamu. Wyznawcy Bahaizmu uważają, że Kryszna, Abraham, Budda, Jezus, Mahomet i inni, byli boskimi posłańcami zapowiadającymi przyjście kolejnych. Ich celem jest dążenie do ustanowienia pokoju, sprawiedliwości i jedności na całym świecie.
źródło onet
Wielkanoc spędziłam w łóżku i to nie z lenistwa, ale powalona zapaleniem oskrzeli.Antybiotyk pomógł, ale nadal jestem w domu.W poniedziałek rano zwlokłam się do pracy, bo przecież święta, ludzi brak, ubrałam maseczkę...po 4 godzinach poszłam do szefa z informacją,że moge zostać tylko 6 godzin, bo 12 nie dam rady.Wygonił mnie do domu 😆 i kazał wrócić jak wyzdrowieje.No to siedze.Nie wiem, co jak chciałam udowonić...nadmierna odpowiedzialność? czy to,że może aż tak nie jestem chora? a może,żeby pokazać, że nie ściemniam, znaczy choruję, ale jednak pójdę.Naprawdę sama się czasem nie rozumiem, mam poczucie winy,że nawaliłam? Strasznie mnie to wkurza u mnie i wciąż nad tym pracuję.
No ale leżę w domu i odpoczywam.
Zakupiłam dostęp do player i obejrzałam cały dostępny sezon serialu Klara.UWIELBIAM!! ten rodzaj poczucia humoru, obsade i tematykę.Pamiętam Klarę jeszcze w formie blogu pisanego wiele lat temu przez Izę Kunę w internecie.Już wtedy mnie bawiła, a tu po latach wyszła jako książka i serial.Szczerze polecam.
Szykuję się tez na Diunę z 2021. Pośmiałam się na Teściach 2.No generalnie bez stresu mogę poglądać, na co mam ochotę i bez zastanawiania się, która jest godzina i że rano trzeba wstać.Dawno tak nie miałam.
Zapiła moja koleżanka, choć teraz nie wiem,czy tak ją nazwać.Nie przyznała się, choć jak dzwoniłam do niej, bo była po operacji,słyszałam,że mówi kwadratowo przez telefon.Nie zapytałam wtedy i nie spytałam póżniej. Teraz wiem,że to prawda i że partner się z nią rozstał, bo to był kolejny raz.
To ten typ alkoholiczki, co wszystko wie najlepiej i da sama radę.....no daje regularnie co jakiś czas.Przykro mi, ale nikt się za nikogo nie ogarnie, tym bardziej jak ta osoba nie chce.Okłamywała mnie, a miałam nadzieje,że to szczera relacja była...nie była. Niefajnie mi.
No tyle na ten początek kwietnia. Dziś świeciło słońce, śpiewały ptaszki...słyszałam to i to mnie cieszy.
pozdrawiam
Witajcie Kochani
Zawitałam na dłuższą chwilę do Polski.Trafiła mi się fucha 😀 Zajmuję się przez tydzien moim przystojniakiem.Baba Aneta jest na topie, panie w żłobku cały dzień słuchają o babie Anecie 😆 Córka pojechała na szkolenie do ....Brazyli. No w szoku jestem, ale to inne czasy i inna firma.Ja najdalej to na szkoleniu w Szczecinie byłam 🤣.Bardzo jestem z niej dumna,co nie omieszkałam powiedzieć.
Tak więc wróciłam na stare śmieci i czuje się jakby czas się cofnął o 20 lat.To samo miasto, jeżdzę sobie autkiem, załatwiam różne sprawy i ciesze się każdym dniem.Wiosna wybuchła zielenią, bez pachnie oszałamiająco, wprawdzie temperatura już spadła, ale i tak luksus.No i słonce...słooooońce jest. Mogłabym tak żyć, dobrze mi tu, tylko potrzeba pieniędzy,a tu rozchodzą się błyskawicznie. Dużo pokus, fajnych rzeczy i ja lubię robić prezenty innym. Mój wnusio jest już gadułką i bardzo lubi się przytulać.Czas z nim to radość.
Trochę mi kićkało na początku, bo w jukeju też mam wreszcie autko, tylko jazda po drugiej stronie.Także jade i powtarzam w głowie..pamiętaj kierownica przy osi jezdni! W sobotę pojechaliśmy do centrum. Miliony ludzi wyszło na spacer, bo pogoda wybitnie sprzyjała.Popływaliśmy statkiem po Odrze, przeszliśmy się na lody i do parku.Niestety Wrocław, to miasto studentów.Smutny widok kiedy tłumy mlodzieży w parku na piknikach i ..każdy z alkoholem.Na rynku koło 21.00, też już byl ścisk, a ogórdki piwne pełne. Niestety dla wielu ludzi weekend to nadal picie i to raczej się nie zmieni./
Ceny mieszkań we Wrocławiu są zaporowe, ale jakbym wygrała w Lotto, to chciałabym mieć tu znowu kawałek podłogi.
Czasem z trudnych rzeczy robią się dobre. To już chyba standard w życiu.
Pozdrawiam
dziś wkleje coś wartościowego, do czego chętnie wrócę, kiedy mnie za bardzo będzie ponosić.Może ktoś z Was zobaczt w tym tekście siebie.
Wykaz zniekształceń poznawczych, nietrzeźwe myslenie wyniesione z alkoholowego domu
WYKAZ ZNIEKSZTAŁCEŃ POZNAWCZYCH
- Czytanie w cudzych myślach tzw. błąd jasnowidza : Jestem przekonany, że wiem co inni o mnie myślą . Np .w tym roku nie dostałem kartki urodzinowej, pewnie mnie nie lubią – faktem jest to, że nie dostałeś kartki , interpretacja – pewnie mnie nie lubią jest czytaniem w cudzych myślach . Tego nie wiesz. Może tak , a może nie, bo zwyczajnie zapomnieli, a może mają jakieś kłopoty, które ich zaabsorbowały.
- Przepowiadanie przyszłości w czarnych barwachnp Będzie tylko gorzej . Nie uda się . Na pewno obleję egzamin. Podobnie jak wyżej to również bawienie się w jasnowidza , w pierwszym przykładzie dotyczy to zaglądania do cudzej głowy, w tym przykładzie patrzenia w szklaną kulę n/t przyszłości . Nie wiesz . Ile osób mówi że nie zda matury , a ile jej w rzeczywistości nie zdaje ? Przecież dotąd pewne rzeczy ci się udawały , pewne nie – podobnie jak innym ludziom
- Katastrofizacja np to będzie straszne jak … , nie przeżyję tego , świat mi się zawali . Masakra.
W większości przypadków to będzie trudne, przykre, bolesne ale nie będzie katastrofą . Katastrofą są wojny , tragiczne w skutkach powodzie , huragany , trzęsienia ziemi itp , tragiczne zdarzenia – więc warto zachować umiar i zdrowy rozsądek w ocenianiu i nazywaniu swoich trudności
- Przyklejanie uogólnionych negatywnych etykietek tzw etykietowanie .Przypisywanie sobie lub innym w ogólnikowy sposób cech negatywnych. Ma miejsce wtedy kiedy określasz negatywną etykietką nie konkretne zachowanie ale od razu całą osobę np Jestem kiepski , Kowalski jest beznadziejny, To wariat . Ty świnio.Bliższe prawdy jest że coś wyszło kiepsko niż jestem kiepski
- Umniejszanie pozytywów( u siebie lub innych) . Twierdzenie, że pewne osiągnięcia , umiejętności, staranie się , to nic takiego. Np kobieta mówi –to normalne, że dobrze gotuję . Nie ma o czym gadać, to nic wielkiego. Albo ocena swoich dzieci –A cóż w tym takiego, że pomagają w domu i nie ma w szkole z nimi kłopotów. Rozejrzyj się uważnie – nie wszystkie kobiety świetnie gotują , nie wszystkim chce się na to poświęcać czas . Robisz coś fajnego dla swojej rodziny lub twoja żona robi coś fajnego dla ciebie . Nie wszystkie dzieci pomagają i uczą się , jeżeli tak jest w twojej rodzinie to warto to co dobre docenić , bo oprócz dzieci które nie spędzają rodzicom snu z powiek są też takie, które wnoszą dużo stresu z powodu wagarów, bójek , kradzieży, narkotyków
- Filtr negatywny (tzw czarne okulary)to skupianie się głównie na aspektach negatywnych, z pominięciem tego co jest względnie dobre a nawet dobre. Mentalne tropienie tego co można wytknąć w sobie, w innych , w pracy, w państwie itp i przedstawianie tego jakby to była jedyna prawda. Być może uczestniczyłeś kiedyś w wywiadówce szkolnej, gdzie wychowawca przez godzinę zasypuje rodziców informacjami o tym jakie kłopoty wychowawcze sprawiają uczniowie przy zupełnym pominięciu tego co w tych dzieciach dobre, fajne. A przecież zdrowy rozsądek ( czyli trzeźwe myślenie) nakazuje sądzić że pewnie są dziećmi typowymi a nie jakimiś wybrakowanymi.
- Nadmierne uogólnianie (generalizacje)to przedstawianie rzeczywistości poprzez słowa nigdy, zawsze, nikt, każdy, wszyscy np:Nigdy nie znajdę dobrej pracy. Zawsze mam pecha, Ona nigdy nie zrobi obiadu na czas, W tym kraju nikt się uczciwie nie dorobi. Wszystko się wali. Każdy biznesmen to złodziej. Żaden polityk nie jest uczciwy .
Nadmierne uogólnianie ma miejsce gdy wówczas gdy z pojedynczych zdarzeń , zachowań wyciąga się wnioski zbyt daleko idące. To zniekształcenie jest tak popularne, że często wręcz niezauważalne i przyjmowane bezkrytycznie w życiu codziennym. Nawiasem mówiąc bardzo eksploatowane przez język polityki, gdyż buduje silne, skrajne emocje i pozwala na bazie tych emocji pozyskiwać silnie zidentyfikowany elektorat gloryfikujący jedną opcję i gotowy do bezpardonowej walki z politycznym przeciwnikiem. Jest to język propagandy i fanatyzmu. Warto dodać, że istnieją też nadmierne uogólnienia ze znakiem dodatnim – często mają miejsce w stanach zakochania, sektach, dyktaturach, reklamach np jesteś taki cudowny, na nas się nigdy nie zawiedziesz, wódz zawsze poprowadzi nas do zwycięstwa, ten proszek wszystkie plamy wywabi.
Warto pamiętać że nadmierne uogólnienia są budulcem nietolerancji, zawziętości lub gloryfikacji czy ślepej naiwności.
- Nadużywanie imperatywów , powinności ( tyrania powinności)Kobieta nie powinna palić – to obrzydliwe. Powinien wiedzieć jakie kwiaty lubię – nie liczy się ze mną. Powinienem przewiedzieć, że będzie krach na giełdzie – jestem beznadziejny. Powinna ubierać się bardziej gustownie. Powinienem iść na studia informatyczne a nie jakieś aktorstwo.
Widzenie siebie, świata, ludzi przez pryzmat powinności budzi dużo frustracji lub złości, czasami wręcz staje się formą agresji. Duża frustracja się zmniejsza gdy zamiast żądań typu powinienem, musisz zaczniesz używać słów wolałbym, bardziej mi się podoba , nie podoba mi się , zależy mi …. Wyrażasz wtedy swoje oczekiwania, preferencje, plany, opinie ale z większym umiarem i nie w sposób dogmatyczny. Jest ogromna różnica w powiedzeniu kobiety nie powinny palić a Nie podoba mi się jak kobieta pali. Osoby o silnym spolaryzowanym myśleniu często są rozczarowane
- Myślenie spolaryzowane ( tzw czarno-białe , wszystko albo nic )Takie uproszczone myślenie prowadzi do odbioru zdarzeń, postaw, ludzi w sposób tak biegunowy, że nie zostawia miejsca na budowanie kompromisu , szukania alternatywnych rozwiązań czy też zrozumienia dla ludzkiej niedoskonałości. Osoby o silnym spolaryzowanym myśleniu często są rozczarowane innymi, najpierw idealizują a potem dewaluują.npMyślałem, że jest taka wyjątkowa ale zawiodłem się, bo okazała się taka sama jak wszyscy .Przy myśleniu spolaryzowanym osoba jest narażona na powtarzające frustracje gdyż albo ona sama, albo ktoś inny, albo sytuacje życiowe nie dorastają do wysokich i często nierealistycznych poprzeczek jakie stawia. Z myśleniem spolaryzowanym wiąże sięperfekcjonizm – albo coś jest doskonałe albo kiepskie. To skrajne myślenie nie pozwala dostrzegać rożnych odcieni szarości , półcieni, które są częścią normalnej egzystencji . Nie pozwala doceniać tego co wystarczająco dobre, choć nie doskonałe.
- Ksobność ( personalizacja , branie wszystkiego do siebie)np. Milczy, pewnie jest zły na mnie. Robi to specjalnie, żeby midokuczyć. Uważająmnieza frajera, skoro tak ze mnąrozmawiają. Na pewno rozmawialio mnie.Przy tym zniekształceniu osoby uważają, że różne zachowania są skierowane przeciwko nim . Wtedy zachowania innych są interpretowane jako przeciwko nim a nie jako wynik jakichś okoliczności. Jednak inni ludzie stosunkowo rzadko chcą się wobec ciebie celowo zachować złośliwie. Zazwyczaj przykre dla ciebie zachowanie wynika z ich nieświadomości, że to cię zaboli lub skrzywdzi, albo uważają że to jedyny sposób aby skutecznie realizować swoje cele lub rozwiązać swoje problemy
Personalizacja to również przypisywanie sobie nieadekwatnej odpowiedzialności za negatywne sytuacje : To wszystko przeze mnie, gdy czynnik osobisty jest tylko jednym z elementów zdarzenia.
- Obwinianienp To przez rodziców te wszystkie moje problemy. To przez żonę nie mogę przestać pić. – Przekonanie, że negatywne sytuacje lub samopoczucie jest wyłącznie wynikiem czynników zewnętrznych ( innych ludzi, genów, niesprzyjających okoliczności) przy równoczesnym negowaniu lub minimalizowaniu swojego wpływu na niezadowalający przebieg zdarzeń lub niezadowalające samopoczucie
- Niesprawiedliwe porównanianp Ona odnosi większe sukcesy ( więc jestem gorsza) Oni nie dorastają mi do pięt intelektualnie ( więc jestem lepszy) Ta grupa terapeutyczna jest zbyt prymitywna, żeby mógł się przed nimi otworzyć . Oni są tacy mądrzy, że nie mam nic wartościowego do powiedzenia .Skupiane się na tych elementach, które są wyraźnie lepsze a następnie taki ich zestawianie, żeby na tym tle wypadać gorzej lub lepiej. Ignorowanie faktu, ze punkty odniesienia mogą być różne i że w zależności z kim się porównujemy w tych samych sytuacjach możemy wypadać lepiej lub gorzej.
- Żal odnoszący się do przeszłościnp.Mogłem skończyć lepsze studia. Mogłam być mądrzejsza wychodząc za mąż. Gdybym urodziła się w lepszej rodzinie. Większość uwagi kierowana jest na rozpamiętywanie błędów, porażek, utraconych szans lub trudnych okoliczności z przeszłości w miejsce podejmowania konstruktywnych działań w teraźniejszości
- Myślenie w kategoriach, “co będzie jeśli …”– które często prowadzi do ustraszniania rzeczywistości , wycofywania się np Co będzie jeśli nie poradzę sobie na studiach ( w domyśle to będzie straszne ) Co będzie jeśli chłopak mnie rzuci ...Co będzie jeśli nie sprawdzę się w tej pracy …Co będzie jeżeli popełnię błąd … Co będzie jeżeli źle wybiorę …
- Uzasadnienie emocjonalneSkoro czuję złość to mam powód. Wychodzenie z założenia, że skoro pojawiają się silne emocje, to są wynikiem czyjegoś zachowania lub zaistniałej sytuacji. Pomijanie własnego wpływu na uczucia poprzez takie a nie inne interpretowanie tego co się zdarzyło
autor: Joanna Dudniczenko żródło: ddainspiracje.pl
Ciekawy tekst, tez bede o nim pamietac 🌺
Jeśli chcesz być tam, gdzie nigdy nie byłeś, musisz iść drogą, którą nigdy nie szedłeś.
Coniguliaro Dominick
Halo to ja,biegne do Was palcami po klawiaturze.
Od dwch tygodni jestem znowu w świecie alternatywnym.Pierwszy tydzień spędziłam w Beskidach.Nie spodziewałam się,że tam jest tak pięknie.Moje klimaty, góry! Kocham góry, one dają mi energię.Wpadliśmy na chwilkę do Wadowic i na Słowację, by pomoczyć się w basenach geotermalnych.Wdrapałam się na Sokolnicę, choć w planach była Babia Góra.Podejście było jednak tak ostre,że po prostu odpuściłam w połowie, sycąc się widokami i podbyciem samej ze sobą.
Zjechaliśmy się całą rodziną, więc było intensywnie,ale domek spełniał wszelkie wymogi, no i ta kawa na tarasie o poranku..bajka.
Zamarzyło mi się, ale podobno marzenia są lotne jak motyle i nie należy ich ujawniać, więc puszczam wolno marzenie, niech się dzieje.Odeszły mi wszelkie choroby jak ręką odjął.Wystarczył porządny odpoczynek, także psychiczny, ciepło, słońce i radość z przyrody. Nie chce mi się wracać.Córka jutro wraca z kolejnego wyjazdu z pracy, jeszcze bardziej egzotycznego, bo z Malezji.Ja zaś spędziłam cudowny tydzień z wnusiem.Znowu cofnęłam, do swojego poprzedniego życia.Dobrze mi tu, naprawdę.Już za chwilkę wracam do "siebie", by odłożyć na kolejne marzenia.Wiem,że kiedy stałam na rozdrożu 11 lat temu, wtedy nie byłam gotowa na podjęcie decyzji, których teraz chcę, ale miałam ku temu możliwości.Teraz zaś serce i głowa są gotowe, ale możliwości wymagają wysiłku, co nie znaczy że jest to nierealne. Enigmatycznie, ale wiem o co chodzi.
Kolejny raz doświadczam na sobie,że psychika jest nierozerwalnie związana z ciałem.
Z innej beczki....wiem,że nie warto się porównywać do innych ale...no właśnie.Moi przyjaciele, którzy przyjechali na spotkanie z nami, mieszkają na terenach, gdzie się urodzili, skończyli studia, pracują od lat w zawodzie zgodnym z kierunkiem wykształcenia, mają piękny dom, dzieci, wyjeżdżają na urlopy i są ze sobą od lat.Ich życie wydaje się być stabilne i stałe.
Ja zaś czuję się jak na kolejce górskiej.Przeprowadzki, rozwody, śmierci, zmiany pracy, terapie, randki z dziwnymi ludzmi, samotne rodziciestwo...no generalnie chaos i brak stałości.A ja całe życie tęsknie za stałoscią...paradoks.I tak myślę, czy to wynika z wychowania się w domu alkoholowym,czy stąd ten plecak?
Czuje się trochę jak statecznek ciskany przez fale.Zapewne są z tego profity doświadczania różnych miejsci i ludzi,otwartość na inne i tolerancja, ale mimo wszystko czasem podziwiam taką stałość i ukorzenienie wśród najbliższych.
Cieszę się na lato i na słonce.
Pozdrawiam
I tak myślę, czy to wynika z wychowania się w domu alkoholowym,czy stąd ten plecak?
Czuje się trochę jak statecznek ciskany przez fale.Zapewne są z tego profity doświadczania różnych miejsci i ludzi,otwartość na inne i tolerancja, ale mimo wszystko czasem podziwiam taką stałość i ukorzenienie wśród najbliższych.
Cieszę się na lato i na słonce.
Zastanowiło mnie to co napisałaś. Myślę, że coś w tym może być...
Przypomniałam sobie, jak na jednym z pierwszym zjazdów mojej grupy terapeutycznej DDA dostaliśmy kartki papieru, kredki i zadanie "Narysuj swoje dzieciństwo". I wiesz co? Wszystkie osoby z grupy, bez wyjątku, narysowały... swoje wakacje.
„Dopóki nie uczynisz nieświadomego świadomym, będzie ono kierowało twoim życiem, a ty nazwiesz to losem." Carl Gustaw Jung
Jakoś miesiąc zleciał od ostatniego postu.Czytam, zaglądam, ale ogólnie na forum nie ma aż takiego ruchu jak kiedyś.
Mam dzisiaj wdzięcznośc, bo wróciłam z kolejnego zlotu radości, który odbywa się tutaj co roku i przypomniałam sobie jak wiele zawdzięczam ludziom z AA. Ja też jestem jego częścią i daję od siebie słowo i bycie, bo może komuś to się przyda.
Ja jestem nieśmiała w sumie i kiepsko mi się umie w te relacje międzyludzkie. Na zlocie znałam może z 5 osób, ale mimo to czułam się wśród swoich.Okoliczności przyrody dopisały, wspaniała organizacja i co najwazniejsze SPIKERKI! W każdej z nich znalazłam kawałek mojego serca.
Kiedy mi się już wydaje, że ja w sumie nie potrzebuje, że mi się nie chce, że znowu to samo...ale kiedy idę do ludzi z AA, bo to mój psi obowiązek, za to co dostałam i bo chcę,każda wypowiedz jest dla mnie perełką, która wraca w nieoczekiwanym momencie życia i daje mi siłę, kiedy opadają mi skrzydła.
Szczególnie dziś, w czasach fejkowych relacji i pseudo życia pełnego sukcesów, cenie te szczere wypowiedzi i otwartość.Bo na każdym mitingu moja dusza się na nowo otwiera.
Dużo nas było, ale kameralnie mimo wszystko.I kolejny raz przekonuje się, że bez względu na szerokość geograficzną, kraj, jestem przyjmnowana z otwartymi rękami i jestem cudem jak każdy z nas i cudem jest moje trzeżwe życie.
No w końcu na starcie wygrałam spośod około 16 milionów plemników, które walczyły o dotarcie do komórki, żeby stworzyć życie. Tym życiem jestem ja.Tego już nic potem nie przebiło. 🤣 😍
A z innej beczki,( znowu) zmino, leje a w sercu ciepełko. Za tydzień wyjazd na urlop,ale wazne jest teraz i dziś i każdy pocałunek i powiedzenie kocham Cię, bo może za chwilę będzie to moje ostatnie? Wciąż taka zachłanna jestem na życie,żebym tylko zdążyla wszystko zobaczyć i przeżyć co chcę, jakbym miała za mało czasu.Zupelnie bezpodstawnie, ale tak teraz mam.
Pozdrawiam
Witam
Cos znowu we mnie pcha do napisania postu.Urlop się skonczył,a ja lipiec zasuwam i sierpien też.Jakieś tam małe przyjeności wpadają do kalendarza, ale generalnie dzień za dniem.Cudownie wygrzałam się w Walencji, przepiękne miejsce, polecam.Na koncercie flamenco miałam gęsią skórkę.Magia tańca, muzyki, śpiewu i lawiny emocji.Nie jestem już wielkim fanem plażowania, ale sama architektura i piękno robi wrażenie.Walencja ma w swojej katedrze świetego grala, kielich z ostatniej wieczerzy.Na pewno jest z tamtych czasów, a kto z niego pił to już nieistotne, ważne jest to, w co ludzie wierzą.
Spełniło się moje marzenie zobaczenia delfinów na żywo, choć serce mi się łamało,że one są zamknięte w basenach, a nie pływają wolne w morzu.
Muzyka ma duży wpływ na moje odczucia.Już minąl ten pęd bycia na koncercie, ale utwory uruchamiają we mnie wspomnienia.
Ostatnio przypomniala mi się Anetka, która miała 32 lata i rozpaczliwie pragnęła miłości.Tak bardzo chciała być kochana, tak mocno,że fizycznie czasem bolało, nie mogła patrzeć na pary trzymające się za ręce i czuła ogromną pustkę i samotnośc wewnątrz.Na pustkę pomagał alkohol.Zobojętniał, przenosił w inny świat.A tak naprawdę kradł jej duszę i bardziej pogrążał w ciemności i poczuciu nieadekwatności.
Teraz, kiedy po latach doświadczam bliskości, bardzo ją cenie i szanuję, ale dobrze mi jest też samej ze sobą.Tak ciągle mam coś do zrobienia, coś do zobaczenia, coś do wymarzenia.Zachłanność na życie.
Ostatnio pochłania mnie mój ogródek.Lubie kupować kwiaty z przeceny,żeby dać im nowe życie, bo nikt ich już nie chce.U mnie wracają do życia, rozkwitają.Lubie tez lampy solarne i różne światełka.Z kawałka ugoru, powstał nasz maly raj.
Dziś oglądałam buty, obłędnie piękne, takie na impreze na obciasie z kryształkami, takie jak tancerki mają podczas konkursu.Ktoś oddał do charity shopu za grosze, firmowe.Mogłam je kupić,nawet mierzyłam...i pomyślałam sobie, to byłyby buty do posiadania,a nie do chodzenia.
Czy to już starość? 🙂
Bo ja jednak już cenie wygodę zamiast piękna.A kiedyś miałam buty w pudełkach za zdjęciami na wierzchu i nosiłam kosmiczne obcasy.Kiedyś...
Wszystko się zmienia,naprawdę się zmienia, nie tylko fizycznie.
Taki to post o wszystkim i niczym.
Fajnie,że wreszcie nawet tu jest lato.
Pozdrawiam
Ja się wybieram pod koniec sierpnia na pierwszy od sześciu lat zagraniczny wypad, z przyjaciółką. Mamy już wpłaconą zaliczkę, jeden siostrzeniec będzie się opiekował moimi kotkami, drugi odwiezie nas na lotnisko i odbierze z niego po powrocie. Jak wszystko nam wypali to będziemy razem odwiedzały przynajmniej jeden-dwa kraje w roku.
Jeśli chodzi o ogródek, to jest on także moją pasją i moi prywatnym zielonym azylem. Co roku coś dosadzam, ale wolę rośliny wieloletnie. Raz posadzę, a potem samo rośnie. Teraz kwitnie milin i jest cudnie.
Starość, powiadasz... Tak, mogłabym pociągnąć ten wątek, bo jestem już starszą panią, ale jakoś mi się dzisiaj nie chce... Hehe...
Jak to mówi Desiderata, "Przyjmuj pogodnie to co lata niosą, z wdziękiem wyrzekając się przymiotów młodości." I tak też staram się czynić. I faktycznie, powiem ci, że często dbałość o wygodę wygrywa z chęcią dbałości o urodę. 😎 😀
„Dopóki nie uczynisz nieświadomego świadomym, będzie ono kierowało twoim życiem, a ty nazwiesz to losem." Carl Gustaw Jung
Ale czy ty mnie kochasz? - zapytała Alicja.
„Nie, nie kocham cię !” - odpowiedział Biały Królik. Alicja zmarszczyła brwi i zaczęła pocierać ręce, jak zawsze, gdy była urażona.......
„Widzisz...” Powiedział Biały Królik.
Zastanawiasz się teraz, co sprawia, że jesteś taka nie do kochania, co z Tobą jest nie tak, żeby chociaż trochę cię pokochać. Nie mogę cię kochać takiej....
W świecie zewnętrznym nie zawsze będziesz kochana Alicjo.
Będą dni, kiedy ci co mieli Cię kochać, będą zmęczeni. Świat nie będzie spełniał ich oczekiwań. Wtedy Cię skrzywdzą.....
Ponieważ ludzie tacy są, zawsze depczą uczucia innych, czasami z powodu nieostrożności, nieporozumień lub konfliktów ze sobą......
Jeśli nie pokochasz siebie chociaż trochę, jeśli nie stworzysz powłoki miłości własnej i szczęścia wokół swojego serca, ataki ludzi staną się śmiercionośne i zniszczą Cię.....
Kiedy cię ujrzałem po raz pierwszy, zawarłem ze sobą pakt: „Nie będę Cię kochać, dopóki nie nauczysz się kochać siebie!”.........
........Lewis Carrol - ,,Alicja w Krainie Czarów"....
Tylko chciałam napisać...ze kupiłam te buty.
Może je kiedyś założę,a może nie.Najwyzej zażyczę sobie,żeby do trumny ubrali mnie na biało i w te srebrne buty,tam nie będę musiała chodzić. 😝
Ale tu chodzi o coś innego,o to że ja chcialam i że to może nierozsądne i że mój WEW. RODZIC strofował mnie.A przecież ja pracuje ciężko,a ktoś je oddał do second hand i dlaczego mam sobie wszystkiego odmawiać.Zawsze jak sobie coś kupię, to mam wyrzuty sumienia.
Mój małżonek natomiast jest chytry na wszystko dookoła,tylko nie na siebie.Wszystko na pół, co do domu i to tylko za jego zgodą.Męczy mnie to,ale nauczyłam się żyć osobno i wiem,że niektórzy ludzie tacy są i nic to nie zmieni.Nie ma ideałów,choć przykro. Dobrze,że jestem osobą niezależna finansowo,całe życie bylam, bo to daje wolność.
Zawsze jak sobie coś kupię, to mam wyrzuty sumienia.
Parafrazując powiedzenie, zachcianki są po to, żeby je spełniać 😉
Mogę być tam, gdzie Ty, do końca moich dni,
Mogę być kimś, będąc jednocześnie sobą.
Albo pić od rana Wyborową, bić matkę,
mieć jako dom klatkę schodową.
Mogę skończyć się i nie jestem zdziwiony.
Mogę wszystko, to ma dwie strony.
WWO - Mogę wszystko
Witam
Kolejne marzenie się spełnia.Wymagalo damskiej dyplomacji i rzeźbienia tematu...ale dzieje się.
Mam remont sypialni,ale taki generalny,podłogi ściany, oświetlenie.Wszystko wymyśliłam sobie,położyłam tapetę,mąż robi resztę.Zmiana jest ogromna,ale pokój nie był ruszany od lat i wyglądał tragicznie.Fajnie jest robić coś samemu dla siebie i umieć to robić.Odkrylam w sobie talent do tapetowania i naprawdę sprawia mi to frajdę.
Przy okazji machnę przedpokój. 🤗
A my żyjemy jak cyganie ścieśnieni z wszystkimi.klamotami z sypialni w 1 pokoju i śpimy na rozkładanej kanapie...ale można sobie wypracować sposób poruszania sie ścieżkami pośród mebli i pudeł.
Ostatnio poszłam do fryzjera wystrojona jak na imprezę,bo tylko to znalazłam pod ręką.wygladalam jakbym tylko leżała i pachniała...a ja dopiero co odłożyłam pędzel od gruntowania ściany.
Pozory mogą mylić 😬
Staram się trzymać fason,ale coś dziwnego dzieje się że mną,moje poczucie własnej wartości leży na podłodze,a jeszcze większy stres daje mi strach,że ktoś to może odkryć.Przybieram maskę i staram się udawać,że wszystko jest ok.
Wiem,że to normalne w tym momencie zycia I że nie tylko ja tak mam.Spotykam sie co tydzień z grupą kobiet.Bierzemy udział w projekcie na temat menopauzy.Super,że można sie wygadać i że ktoś to rozumie,bo też tak ma.To trudne przeżywać stres,zamartwianie się,problemy ze snem,kłopoty z pamięcią,koncentracja czy wieczne zmęczenie.Narazie się suplementuje,oszczędzam ale myślę o terapii hormonami...tylko wciąż się waham,czy to już czas?bo te wszystkie dokuczanki są głównie w mojej głowie,a to trudniej pomacać jak np złamaną rękę czy grypę.
Ot i mija czas i lato mija.Dziś byłam nad morzem,ale północne nie jest fajne,nawet stopy nie chce mi się do niego włożyć.Posiedzialam na molo,poodychalam jodem.Jutro do pracy.
Dobranoc państwu 😊
Q
Staram się trzymać fason,ale coś dziwnego dzieje się że mną,moje poczucie własnej wartości leży na podłodze,a jeszcze większy stres daje mi strach,że ktoś to może odkryć.Przybieram maskę i staram się udawać,że wszystko jest ok.
Czytałaś o "syndromie oszusta"? U mnie on się chwilami ujawnia i to raczej nie ma związku z wiekiem. Ale ja na szczęście mam już taką samoakceptację, że potrafię po rozpoznaniu tego co się dzieje machnąć ręką, stwierdzić "aha, no, czasami tak mam" i czekać spokojnie aż mi przejdzie.
Oczywiście nie zawsze "czekanie aż samo przejdzie" jest dobrą metodą, więc nie doradzam ani nie polecam, jeśli twoja intuicja ci podpowiada, że to może mieć coś wspólnego z menopauzą. 🙂
Pozdrawiam serdecznie. I satysfakcji z efektów remontu sypialni Ci życzę. Ja mam do odświeżenia ściany, ale tylko w kilku miejscach. W planach zakup farby w kolorze "zima mglista". Ale to dopiero we wrześniu, po powrocie z Egiptu.
„Dopóki nie uczynisz nieświadomego świadomym, będzie ono kierowało twoim życiem, a ty nazwiesz to losem." Carl Gustaw Jung
No i "Wake me up when September ends" ktoś tam kiedyś śpiewał.A ja dziś wyszłam z pracy i ..pierwszy raz było już ciemnawo.Zaraz znowu będzie ołowiane niebo,szarugi i zimne noce.Brrrr.Wprawdzie lubię ciepłe płaszcze i kurtki,ale nie nacieszyłam się latem w tym roku.Umknęło mi.
Remont sypialni skończony.Wspolna praca wyszła extra,mimo trudności i zmęczenia.Wszystko zrobiliśmy sami i nawet się nie pozabijaliśmy,choć niewiele brakowało.zdarzyl mi się wieczór siedzenia w aucie,żeby nie powiedzieć za dużo. 🤨
Za chwike zobaczę sie wnusiem i nie mogę sîę doczekać.
Okazało się,że moje zmęczenie wynikło też z zbyt niskego poziomu żelaza.Łykam więc suplementy i..jest lepiej.Zdecydowalam też z lekarką na zastępczą terapie hormonalną...I czuje się jakby mi ktoś z piersi ściągnął wielki czarny głaz.Moje ciało i dusza wróciły do równowagi,a było już naprawdę kiepsko.Nie mam pojęcia ile czasu będę musiała to brac,ale nie chce wrócić do stanu "PRZED".Wszystko jest pod kontrolą lekarza,więc po prostu jestem pilną pacjentką.
Kolejny rok trzeźwością już minął, ale dla mnie to po prostu już styl życia.Nie wyobrazam sobie już inaczej.
Kupię wrzosy do ogrodu,bo mam ochotę i pójdziemy na spacer do lasu.Po prostu dzień za dniem,jak najlepiej,bez złych wiadomości,newsów z tv i bzdurnego szumu na który nie mam wpływu
Pozdrawiam serdecznie
Hej
Spędziłam fantastyczny weekend w Warszawie.Pierwszy raz zobaczyłam te miasto za dzieciaka na kolonii w latach 80tych.Potem byłam w nim 2 razy przejazdem na koncercie i do dziś.Myślałam, że Warszawka jest taka zadufana,zadzierająca nosa itp.,a to miasto poczułam cała sobą.Każdy zakątek jest związany z historia,polskością,znanymi nazwiskami i patriotyzmem.Jest też mnóstwo wspaniałych miejsc i jakiś taki luz i przestrzeń.Każdy może tu znaleźć coś dla siebie wg potrzeb.no i pyszne jedzenie w każdej knajpce.
Ja już nie jestem fanem wielkich miast,ale..rozumiem czemu tu tak przyciąga młodych ludzi.
Tak poza tym weekend z wnusiem,córka miała luz z przyjacielem,by mogli pobyt trochę że sobą sam na sam.zaliczyliśmy też podobno największy park wodny w Polsce Suntago.Pogoda dopisala,nocleg wygodny, pyszne jedzenie.Za chwilę lecę do domu...tak do domu.Bo dom jest tam,gdzie ktoś na mnie czeka,a na mnie czeka mąż,koty i ...pracodawca 🤣
Moja dziewczynka jest dorosłą kobietą i ma swoje życie.Milość mogę dawać wnusiowi, który chciał spać z babcią,a u 3 latka zrezygnowanie z mamy na poczet babci to wyczyn.
"A ciemu?"...to temat przewodni 😋
Martwię się powodziami na moich rodzinnych terenach,ale nie mam na to wpływu.Serdecznie współczuję.
Za miesiąc o tej porze będziemy gdzieś,gdzie jest ciepło.Trzeba pracować,by móc wyjeżdżać
Ps taka mnie refleksja naszła przy pomniku małego powstańca,że to straszne, kiedy dzieci w ręku mają broń zamiast zabawki, pomyślałam o tych dzieciaczkach trenowanych od maluszka na terrorystów.
Nie lubię tego świata.... boli.Emocje się kotłują i ściska za gardło.
Dobrej nocy i pogodnego tygodnia życzę.
Hej hej
Siedze na kanapie i hoduje otyłość brzuszną, bo tak podobno działa jedzenie lodów póżno wieczorem, ale dziś wybitnie moja dusza potrzebuje przytulenia cukrem i nie będę się za to potępiać.
Żle mi jakoś, brakuje mi mitingów i moich chłopaków przed którymi moglam się wygadać i zawsze ktoś coś fajnego powiedział, co ukoiło wew. niepokój i dodało otuchy.Naprawdę bardzo, bardzo mi tego brakuje.
Tak się cięszę,że udało mi się zbukowac tani bilet do Niemiec i polecę choć na chwilkę do mojego poprzedniego życia i pięknego miejsca.
Wiem,że nie powinno się żyć ani wspomnieniami ani przyszłością, ale ja od zawsze czułam się starsza niż jestem i teraz np czuje się jakbym czekała na emeryture i starość i że wszystko za mną i zawodowo i tylko "Można to przejść, przegadać, wypłakać, wyleżeć
Można to przejść, przemilczeć, przepalić, wyprzeć" jak śpiewa Kasia Nosowka i Błażej Król na ostatniej płycie.Bardzo mi leżą te teksty.
Wybieram się też na koncert Krzysia Zalewskiego z czego niezmiernie się cieszę.Kocham Jego ostatnią płytę a szczególnie Mamo, Edit Piaf etc.
Ostatnio tak się zawstydziłam,bo za chwilkę lecimy na krótki urlop do Portugalii i miałam dylemat co spakować...i mój dialog wew.:ale że jak, powodzie, huragany , tragedie,ludzie mają ciężkie choroby , a ty masz dylemat czy wziąć swetr czy koszulkę do plecaka...no weź!!
Tak, właśnie tak, jest mi głupio mieć normalne życie, błache problemy,spokój.
Bo jak czytam życiorysy babć angielskich, to taka nuda że szok.Urodziłam się, mialam fajny dobrze sytuowany dom, wyszłam za mąż, mam troje dzieci, nigdy nie pracowałam a moim problemem jest to że rolki papieru toaletowego są coraz węższe i jaki jest dresscode na niedzielny obiad.Małżenstwo 30 lat, albo 50 razem.
A u nas wojny, zmiany ustrojów politycznych, bieda , zawierucha, polskie narzekanie i niskie poczucie wartosci.Nikt tak nie zadziera nosa jak Anglicy, ale też z ludzmi z ktorymi obcuje, widze tą różnice w poziomie życia te dzieści lat do tyłu.
Ot taka dygresja.
A wracając do przesżłości i przyszłości..to wciąż zdarza mi się wzdychać, jak fajnie było tam gdze byłam wcześniej i że chciałabym wrócić, choc to niemożliwe, bo wszystko się zmieniło i ja i ludzie i miejsce, bo rzeka płynie.Ja od dzieciaka tak tęskniłam po każdej przeprowadzce, a było ich trochę...i taka już chyba umrę.
No i nadal się czuję popsuta, że nieudacznik jestem,że nawet jak bardzo się staram to i tak jestem do niczego...ot takie mękolenie po całości.poczucie niższości, izolacji, odmienności i poczucia osamotnienia...dwa kroki do przodu i trzy do tyłu.Ech Anetka.
Naqwet tutaj ludzie piszą poważne rzeczy, że alkoholizm i współuzależnienie, a ja o kwiatkach i niedokochanej dziewczynce marudce.
Zimno się zrobiło, zabrałam swojego bananowca z ogrodu do domu, bo rośnie w doniczce i nie chce by zmarzł.Mam dostęp do audioteki i...nie mam czasu słuchać książek, choć sobie obiecałam.
Smętna jesień nadchodzi i ta depresja wpisana w ten kraj..Na szczęscie listopad mam bardzo wypelniony i kawałek grudnia.Jak zwykle bilety na samolot dają mi szczęście.
Zmęczona jestem i idę spać, bo wypadałoby, bo jutro do pracy..ostatni dzień przed urlopem i trzeba to jakość przejść.Ostatnio córka jakies babci przyszła do mnie i mówi, ale mama prosi o Panią, bo Pani ufa...a ja do niej, idąc: niech Pani nie żartuje,bo ja nawet sama sobie nie ufam.
No i zakończe tym pozytywnym akcentem moje mękolenie na dziś.Jakże ironiczny jest tytuł mojego wątku 🙄
Pozdrawiam
Anetko 🌹 🌹 🌹 czasem i takie nastroje dopadają człowieka. Wierzę, że potrafisz się z nimi dogadać. 👍 👍
Tytuł Twego wątku wcale nie jest ironiczny. On mówi prawdę: szczęścia MOŻNA się nauczyć. Mi on przypadł do gustu, bo w pełni się z tym zgadzam. Szczęście to stan umysłu, pełnej zgody i harmonii z samym sobą i otaczającym mnie światem. Nie da się tylko tego nauczyć raz i być już szczęśliwym na wieki. Życie niesie różne niespodzianki, które sprawiają, że trzeba od nowa przypominać sobie czym to szczęście jest. Szczęście powszednieje i trzeba je odświeżać. Jak? Myślę, że trzeba robić to - co przynosi radość i zadowolenie.
Gdy tak czytałem kiedyś "Przebudzenie" Anthony'ego de Mello byłem wielce zaskoczony jego rozkminami o np. miłości czy szczęściu. Człowiek duchowo przebudzony nie warunkuje niczym swego szczęścia czy miłości. Nie wie dlaczego czuje się szczęśliwym. Nie wie dlaczego kocha. Tak po prostu ma i nie szuka powodów, nie kalkuluje. Kocha bezwarunkowo. Trudne to jeśli się myśli, że miłość czy szczęście dane jest na zawsze. Tak nie jest. I jednego i drugiego wciąż chyba trzeba się uczyć.
Bujnij się na mitingi Anetko, co Ci przeszkadza w tym. Krzyś Ci całego świata nie zastąpi. Tak przy okazji pozdrów go ode mnie. Ciebie serdecznie pozdrawiam i przytulam. Jędrek. 🌻
Jeśli czujesz przygnębienie, to dlatego, że żyjesz w przeszłości.
Jeśli czujesz niepokój, to dlatego, że żyjesz w przyszłości.
Jeśli czujesz spokój, to dlatego, że żyjesz w teraźniejszości. /Laozi VI w.pne/
Cześć, cieszę się że jesteś i piszesz, wróciłam tutaj min. przez i dla ciebie. Pisz 😊
Tyle razy miałam w głowie post i dzien umykał i po poście.
Po pierwsze...witam Namiczko 🌻 !! no i super,że jesteś i jest mi niezmiernie milo,że jestem dla Ciebie inspiracją.Wprawdzie nie wiem dlaczego, ale ciesze się i już!!
A co u mnie?
U mnie jesień..jak to czytałam można zwykłe lenistwo nazywać teraz bycie jesieniarą i wtedy wszystko jest na topie.
Dalej walcze z permamentnym zmęczeniem i łykanie żelaza rano i wieczorem jak pokazały ostatnie wyniki krwi niewiele pomaga.Moje żelazo dalej leży na podłodze i się ze mnie śmieje.
Podobno pomagają jakieś wlewy witaminowe dożylnie, ale prywatnie, to nie wiadomo co tam leją, a państwowo to nie ma co na to liczyć.
Nawiązująć do postu Alicji, do kontaktu z tutejszą służbą zdrowia trzeba mieć zdrowie i czas.Takze, nie tylko polski system leczenia jest kiepski,na angielski trzeba mieć duuuużo cierpliwości.Jak się już wezmą to zrobią, ale zanim wezmą, można nie zdązyć 😊
Byłam w moim "poprzednim życiu" na chwilę.Poleciałam na 3 dni,żeby sprawdzić,czy moje wyobrażenia i tęknoty mają się jakoś do prawdy....hmmmm
Po wylądowaniu w germanii, szoook.....no że inne krajobrazy i architektura, to wiem, ale ludzie jacyś sztywni na tzw abstand i zachowawczy.
Teraz już wiem,czemu mi to odpowiadało, bo ja kojarze ten brak luzu z domu, więc w sumie dobrze się w tym czułam.
Po angielskiej flegmie, wyluzowaniu i powolnym podejsciu do życia bez stresu i wszechobecnym my darling, yes, please...to dziwnie mi było.
Na miejscu spałam sobie w hotelu i spotkałam się z ludzmi, z którymi nie spodziewałam się spotkać, a Ci na których mi zależalo albo nie mogli, albo mnie olali.
Do byłej pracy przyniosłam torbę słodyczy...i nawet płaszcza nie ściągnełam, bo nikt nie miał czasu wypić kawe,czy pogadać.Cześc, cześć i każdy pobiegł w swoją stronę.
Oszołomiła mnie ilość ludzi na ulicach, towaru w sklepach, pośpiech itp ja się już od tego odzwyczaiłam, jestem dzikusem ze wsi i dostaje ataku paniki w galeriach handlowych 🤣
Na drugi dzień zatęsknilam mocno do mojego domu, męża, bliskich mi osób.Ten wyjazd mi był potrzebny, bo uświadomił mi,że TAM JUŻ NIC NIE MA!! że to tylko moje wspomnienia, ale ja już gdzie indziej mam dom, rodzinę i nie zamienie tego na to, co sprytnie wyparłam z głowy....wracanie do pustego domu, organizowanie sobie czasu w pojedynkę i pracę jako centrum życia.
Nie chce już tak.Nie mam potrzeby już tam wracać ...tylko powietrza i gór brak i tego smacznego chleba.Powietrze mogłabym pakować do worków i zabierac ze sobą.
Z romantycznego obrazu w mojej głowie, zobaczyłam smutnych, zdystansowanych, zabieganych ludzi.To jak ubranie za małych butów, bo się je lubiło...ale już nie pasują.
Jeszcze wcześniej polecieliśmy na tydzień do Algavre do Portugalii.Zjeżdziłam całe wybrzeże pociągiem z meżem, pogoda super, ludzi mniej, oszałamiająca przyroda i ocean.Za rok tam wracamy.To naprawdę przepiękny kawałek świata.Ciesze się,że tam byłam i nawet przeżyłam pływanie motorówką po ocenianie,a ja panicznie boje się glębokiej wody i bujania.Cały czas w głowie sobie powtarzałam,że to tylko moja głowa i że jest bezpiecznie i nic się nie stanie.
Za chwilę lecę znów do wnusia na urodziny.Jeju jak on rośnie.On mi daje taką dobrą energię i szczęscie.Biorę i biorę na maksa, kiedy jestem z nim.Jest wspaniałą milością w najczystczej postaci.Nie oczekuje, po prostu biore ile się da i jak często się da i daje mu ile mogę dla siebie!
Mąż dostał na urodziny zaproszenie na "Polską Noc Kabaretową" i dawno się tak nie śmiałam.Polecam!!Mają teraz tourne po Kraju.
A wracając do bycia jesieniarą....przyszła mi ochota na orzechy, grzyby, mandarynki i gotowanie sycących potraw.Dziś np robiłam pyzy z cebulką na maśle...mniam!!
Lubię być w domu, nie obchodzą mnie dramaty na świecie, nie oglądam wiadomości, nie interesuje się nawet tym, co się dzieje u sąsiada.generalnie nic mnie nie obchodzi oprócz mojego własnego podwórka.
Jest taka piękna piosenka K. Zalewskiego "Ptaki"
Witam Cię. Piszę już któryś komentarz po czym wyświetla mi się błąd 404. To dość frustrujące. Ale co jakiś czas wracam i próbuje. Dziś udało się z wpisem u mnie (choć pisany naprędce, w stresie, żeby zdążyć zanim go odrzuci, na pewno nie oddaje w pełni moich uczuć). No dobra ale dość o mnie.
Bardzo spodobał mi się twój pomysł na konfrontację w rzeczywistością z myślami. Zamiast tęsknić, rozpamiętywać, ciach w samolot i konfrontacja. Brawo moja droga.
Miło się czyta, że masz swoje miejsce, swój Dom który jest twoją przystanią, oazą. Myślę, że wielu z nas alkoholików przez wiele lat uciekało z miejsca, które domem można było nazwać tylko wstawiając to słowo w cudzysłów. Tobie się udało stworzyć swój bezpieczny dom. Gratuluję.
Dobry wieczór
Ostatnio trafiłam na ten tekst i ....jestem 1000%baba🤪
To teraz tylko wdrożyć w życie 😀
Witam serdecznie przedświątecznie
Zabawnym jest dostawać w pracy z okazji świąt wino i czekoladki czyli dwie rzeczy, których nie pożądam i które ewidentnie mi szkodzą.A ja wolałabym dostać ładny kalendarz,albo książkę.
Co do bliskich, to można sobie zaplanować, ale w firmie to wszystkim dają to samo jak leci. A więc mamy w domu na stole zbiór łupów z pracy i planujemy, kogo tu obdarować winem i bombonierą.Na szczęście na liście parę osób jest, więc problem z głowy.
Swoją drogą to zabawne,że takie rzeczy w mniemaniu pracodawdy maja sprawić przyjemność.No może w ogólno zwyczajowym podejściu tak, gorzej jak trafi się na kogoś kto nie pije, nie lubi pachnących świec, bo od nich mu oczy łzawią, nie może jeść czekoladek, bo mu boczki rosną dwa razy szybciej i szkodzi na brzuch,nie znosi innych perfum niż własne ulubione, nie potrzebuje kosmetyków, bo ma całą szafke..itp itd.także lista niechcianych prezentów rośnie, a o wiele fajniej byłoby po prostu podarować trochę czasu, rozmowy,wspólnej kawy.
Nie pooszłam też na impreze christmasową,bo byłam w Polsce na koncercie i tak wogóle nie chciałam,za to dostałam kasę za to, co bym przejadła.Ominęło mnie też wysłuchiwanie na drugi dzień plotek pt. kto sobie zrobił grupowe zdjęcie z głoym tyłkiem po pijaku.
no i tyle w temacie.
Trochę się czuje już zmęczona tym życiem na bocznicy, nudą, brakiem wyzwań i cofnięciem się w rozwoju.Ostatnio coś, ktoś tam bąknął do mnie, że jak szef zobaczy, to będą kłopoty, oczywiście jakaś bzudra i to miało być niby straszakiem, a ja odparałm,że nie dbam o to i generallnie nie zalezy mi na tej pracy więc niech sobie gada co chce.
A teraz to we mne rezonuje,że jak tak oficjalnie mówię, to chyba czas na zmianę i czas podjąć się jakiegoś wyzwania, bo kto wie, ile mi zostało, a czas sobie leci.Może już starczy być leniem umysłowym, co ma być w pracy tylko miłym i to wystarczy.Widzę tylko plasterek, więc zobaczymy, może w większej perspektywie coś to zmieni.
A prywatnie miałam dobry czas, sporo wyjazdow i za chwilę następne dwa z listy marzen i fantastyczny koncert Krzysztofa Zalewskiego, na ktorym skakałam jak nastolatka i który dał mi tyle pozytywnej energi i radości,że chciałam by baterie wytrzymały choć do stycznia, bo ja szczęśliwa zwykle tylko bywam, a w tamtym momencie mogłam fruwać nad ziemią
Trenuję wdzięczność i jestem ogromnie wdzięczna za tamte chwile, a stałam przy samej barierce na wprost sceny, więc czułam jakby koncert był tylko dla mnie 😉 Nawet fundnęłam sobie koszulkę z meduzą za miliony monet z mercha.
Dodatkowo dzięki przypadkowej zamianie mam wolne 4 dni, czyli całe święta, co pozwoli mi odpocząć na maxa.Nie mam zamiaru myć okien dla Jezusa, ani gotować góry żarcia.W przydziale dostała mi się sałatka i pierniki. Tyle to dam radę
Chcaiałabym wrócić na terapię, ale taką, która mi da kopa do życia,że ja w końcu uwierze w siebie i że w końcu będę wiedziała, co chcę w tym życiu robić, bo już wypada, bo jakby z gorki już mam w tej drugiej połowie życia, albo w 2/3.
Gdybym mogła cofnąć czas, to nie wyszłabym za mąż, poszłabym na studia dziennikarskie i próbowała się dostać do pracy w radiu i przy koncertach...a ja całe życie wykonywałam prace niezgodne z moim sercem, ale dające mi stałość i poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji.No i te wieczne poszukiwanie kogoś, kto będzie mnie kochał...pff
Moze nie wpadłabym w alkoholizm?
no ale gdyby babcia miala wąsy, to by dziadkiem była.
Siedze sobie teraz w nocy, bo wiadomo,że najfajniejsze są wieczory przed dniem wolnym, bo można bezkarnie siedzieć jak sowa.Mąż piłuje w drugim pokoju, ze nie bardzo mi się chce tam isć.Będę musiała znów spać w słuchawkach odcinających dzwięk, a poterm rano szukam ich pogubione w łożku.Uwielbiam tą ciszę, którą dają, czasem lubie je zakładać na przerwie w pracy i nie muszę z nikim gadać i tylko ta cisza w uszach jak pod wodą w wannie.Rozkosz!
Przed chwilą obejrzałam sobie na Netflixie film o Dawidzie Podsiadło i myślę,że trudno dzwigać taką adrenalinę i odpowiedzialność...i ludzie sobie różnie radza, piją, ćpają...a on gra...nieraz 40 godzin tygodniowo....więc nawet takie talenty mają swoje demony, wydawałoby się, że niegrożnie.A tak naprawdę uzaleznienia behawioralne sa jeszcze trudniejsze do ogarnięcie, szczególnie jak nie możesz wychodzić z domu, bo każdy klepie Cię po plecach.
A wracając do świąt...to nie każdy je lubi, nie każdy miło wspomina i nie każdy jest chrześcijaninem.
Ja byłam w Betlejem i dla mnie jest to święto Bożego Narodzenia i kropka.. a nie tam boxing day czy pieczony indyk.Karpia się najem, pójde na pasterek nawet po angielsku i podziękuje za to że zyje i miałam wspaniały rok i już.Będą moi Bliscy przy stole, a to juz największe szczęscie, móc się dzielić.
Przesyłam ogrom milości i nie dajcie się zwariować żadnym rodzinnym komentrzom czy toastom.
Pogodnych i Radosnych Świąt życzę
Pozdrawiam
Witam serdeczenie w Nowym Roku
Dawno mnie tu nie było, bo jakoś czas leci.
8 lat temu poznałam tu na forum swojego przyszłego męża.No takim dwóm pokiereszowancom, to raczej trudno.
Uczyliśmy się być razem, akceptować i pamiętać o swoich brakach, a nie szukać lekarstwa w drugiej osobie..
Zaryzykowaliśmy, mimo róznić w wieku, kraju, doświadczeń i długości trzeźwości, o charakterkach nie wspomnę.
Właśnie przed chwilką minęła nam 3 rocznica ślubu 😉
Bywało różnie, iskry leciały, mosty się budowały i burzyły,ale wciąż wierzymy,że warto.Uczymy się siebie nawzajem i to jest najważniejsze.Mamy wspólne cele, lubimy podobnie spędzać czas i mimo tego dda umiemy się już nawet przytulać i już nie uciekać.
Fajnie jest żyć we dwoje, mieć wspólne wspomnienia i marzenia.To kompletnie inna jakość życia.
Lubimy podróże, właśnie wróciliśmy z Egiptu.Mąż się zapierał,że on do arabów nie pojedzie,a pierwszy rezerwował wyjazd za rok.Nie ma nic lepszego niż słońce w środku ponurej deszczowej zimy.Na tyłkach tez nie siedzieliśmy, więc było aktywnie i na pustyni i w morzu i przy piramidach.
Za chwilę lecimy do Szkocji, a kolejne bilety na samolot i piękne miejsca dają motywację by chodzić do pracy.
Jesteśmy takim teamem, który docenia własną prywatność, ale umie się dzielić i słuchać drugiego człowieka.
Czasem w przedziwnych miejscach można trafić na tego "swojego człowieka do kochania"..nawet tutaj i to w tak póżnym wieku, kiedy szybciej można zginąć w zamachu terorystycznym niż wyjść za mąż 🤣
Żyję tu i teraz, niczego nie odkładam na póżniej, bo póżniej może nie nadejść i po prostu jestem wdzięczna...i trzeźwa.