Dziennik Uczuć jest lusterkiem w którym można przyglądać się swojemu wnętrzu.

Mam dość

Więcej
2022/07/01 12:49 #1 przez Bac7
Mam dość was created by Bac7
Cześć,

Jestem tu nowy. Trafiłem przypadkiem, szukając inspiracji. Trochę poczytałem i pomyślałem, że może potrzebuję coś z siebie wyrzucić. Forum wydaje się dobrym miejscem. Ogólnie w życiu jestem chyba w dość dobrym miejscu. I rodzinnie i zawodowo i zdrowotnie, choć zdecydowanie wpisuje się w kategorię "osoby po przejściach". Głównie za sprawą malo stabilnego dziecinstwa i konsekwencji tego dla początku mojej drogi życiowej. Duzo terapii po drodze mnie naprostowalo. Wydawało mi się, że jestem również dość dobrym miejscu jeżeli chodzi o przyjaźnie. Z naciskiem na "wydawało".

Miałem wąską grupę przyjaciół, za ktorych dalbym sobie rękę uciąć. No i bym teraz nie mial ręki. 30 lat znajomości. Różne trudne sytuacje, przez które przeszliśmy razem. I wszystko się dobrze kręciło, aż przestalo. Przez ostatnie dwa lata coś się rozpadło. Ja poszedłem bardziej w autorefleksje i wyciszenie, niestety przyjaciele w narkotyki i alkohol. Na początku niewinnie. A potem na całość. Speed, koka, mdma podlewane alkoholem. Wyszło na to, że drogi nam się rozjechały zupełnie. Przestałem być pożądany, potrzebny, ciągle czulem, że ważniejsze jest się naćpać niż znaleźć czas na normalne spotkanie. W ciągu 1.5 roku z relacji budowanej latami zostały zgliszcza. Pomimo wielkich słów o ważności relacji. Teraz widzę, że wyjazdy wakacyjne, w których już nie uczestniczę i nawet nie jestem zapraszany stają się permanentną imprezą, czyli ciągami narkotyczno-alkoholowymi. Przy dzieciach, które na to patrzą. Czuję się bezradny w zderzeniu z tym i dość mocno oszukany.

Próbowałem zasygnalizować, że dzieje się coś niedobrego. Dostałem oczywiście serię racjonalizacji i zaprzeczeń, bagatelizowanie problemu i już mi się odechciało. Odsuwam się, ale patrzenie na to z boku rozwala mnie. To sa jednak najbliżsi mi ludzie. I czuję, że zatrzymają się dopiero jak wydarzy się coś naprawdę poważnego. Wolę nie myśleć, co to będzie. Pochowalismy już kiedyś kogoś przez alkohol i wydawało się, że to była lekcja dla wszystkich, ale jednak chyba nie.

Ja takich strat przerabiałem więcej, bo u mnie w rodzinie uzależnień było dużo i właściwie większość mężczyzn poszła w kierunku autodestrukcji i albo nie żyje, albo są chorzy. Nie chcę tego przeżywać kolejny raz, zwłaszcza, że tutaj wyszło to jakoś zupełnie z zaskoczenia. Owszem alkohol był na imprezach itd, ale takiej formy to nigdy nie miało, nawet w czasach studenckich, kiedy różne rzeczy się robiło.

Ja staram się iść inną drogą, niby wiem czego nie robić, ale ta ilość autodestrukcji dookola mnie przerasta. Ratować nie chcę i nie będę, co mogłem powiedzieć, powiedziałem. Czuję ogromna stratę i mam dość takich relacji i takich klimatów. A najgorsze jest to, że wszyscy się dobrze bawią i jest wesoło. Tylko dzieciom jakoś do śmiechu pewno nie jest jak rodzice jadą kilka dni na amfie.

Tylko jedna koleżanka podziela moje obserwacje i idzie podobna drogą co ja. Reszta ma na nas wywalone. Czuję się jak dziwak, choć wiem, że nim nie jestem. Choć statystycznie może tak.

Świat mi się przez to zdestabilizował i czuję się osamotniony. Jestem biernym obserwatorem czyjegoś samozniszczenia. I choć wiem, że nic nie mogę i że próbując ratować tylko zaszkodzę, to jest to mega trudne emocjonalnie. Jestem w stanie żałoby, po czymś, co było i choć wiem, że ja przejdę, to teraz jest słabo. Zwlaszcza, że wiem, że wszyscy Ci, na których mi zależało, nagle maja gdzieś to, jak ja sie czuję.

Widzę, że gdzieś tam jest wstyd i poczucie winy, ukrywanie prawdy, ale co z tego. Zarządzanie tym przez robienie przerw w braniu daje im tylko złudne poczucie kontroli. Wierzę w przyjaźń, ale nie taką, że przegrywam z substancją chemiczną. Trudno mi przyjąć, że wszystko do tej pory było fałszem, nie było. Teraz jednak jest. Ci, którzy nie pasują do klimatu, zostali odsunięci jakby byli przeszkodą. Co więcej pojawią się oczekiwanie, że mam się cieszyć jak mi czasem jakieś resztki spadną że stołu i ktoś znajdzie chwilę na telefon.

I mam dosyć. Jestem zły i rozczarowany. Widziałem wiele w życiu, nie chce przerabiać tego po raz kolejny. Nie zakładałem, że coś o tak wydawałoby się solidnych fundamentach, może się posypać w ciągu kilkunastu miesięcy przez narkotyki. Typowy model wysokofunkcjonujacego uzależnienia. Jest kasa, jest praca. Niby wszystko działa. A nie dziala nic.

Tak się chciałem tylko podzielić. Nie wiem czy czegos potrzebuję. Jezeli napisalem nie w tym miejscu na forum to proszę o przeniesienie do właściwego działu. Może coś dopiszę jeszcze.
Następujący użytkownicy podziękowali za tą wiadomość: Moni74, szekla, andrzejej, jerzak, Jaskolka, Alex75, marcin, Krysia 1967, Iwona77., Kamilka102

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
2022/07/01 13:24 #2 przez Alex75
Alex75 odpowiedział(a) w temacie Mam dość
Witam na forum :czesc:

Dziękuję, że podzieliłeś się swoją historią. Innych nie uratujesz jeśli tak chcą żyć.

Dobrze, że jesteś i piszesz.
Następujący użytkownicy podziękowali za tą wiadomość: Bac7

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
2022/07/01 13:32 #3 przez Pani Anna
Pani Anna odpowiedział(a) w temacie Mam dość
Ponad 10 lat temu byłam w bardzo podobnym miejscu. Skutek jest taki , że ja żyję a 2 osoby z nas 4 już nie. To były narkotyki. Kasa, luksusowe życie, nowe znajomości takie typowo pod publiczkę, żeby się pokazać, a nasza przyjaźń przestałą istnieć. I powiem Ci , że Bogu dziękuję za to , że jestem w tym miejscu w którym jestem z tą "niby przyjaźnią". Kiedyś ktoś mi powiedział, że wszystko ma swój czas. Skoro jesteś w stanie rozróżnić co jest dobre a co może Ci bardzo zaszkodzić to tylko lepiej. Z tego należy być dumnym! Uszy do góry, niech nie będzie miejsca w Twoim życiu na "słabe przyjaźnie", jeżeli dla nich zabawa to narkotyki i wieczna balanga to ok, ich sprawa. Świata nie zbawisz, ale możesz uratować siebie a to już bardzo dużo.
Następujący użytkownicy podziękowali za tą wiadomość: Kamilka102, Bac7

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
2022/07/01 16:53 #4 przez Kamilka102
Kamilka102 odpowiedział(a) w temacie Mam dość
Cześć :)
Myślę, że wszyscy tutaj wiemy jak to jest patrzeć na czyjąś katastrofę i być bezsilnym. Ty straciłeś bliskich przyjaciół, inni tracą członków rodzin lub partnerów.

Zgadzam się, że ten świat oszalał. Wielu ludzi twierdzi, że alkohol to nic złego, a to przecież trucizna. Każda impreza musi być zakrapiana, a jak ktoś nie pije to jest dziwny i ludzie się od niego odsuwają. Ja nigdy nie potrzebowałam alkoholu dla dobrej zabawy i teraz od dawna nie pije go już w ogóle, również (ale nie tylko) ze względu na uzależnionego partnera. Niestety za dużo widziałam cierpienia spowodowanego przez alkohol i go nie trawię.

Pisanie i czytanie forum bardzo pomaga, mam nadzieję, że Tobie też pomoże kwiaaatek
Następujący użytkownicy podziękowali za tą wiadomość: marcin, Bac7, Pani Anna

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
2022/07/01 18:58 #5 przez Bac7
Bac7 odpowiedział(a) w temacie Mam dość
Jak już to napisałem, to widzę, że jest to potrzebne również z jednego powodu - żebym pamiętał. Żebym mógł wrócić do tego jak się czułem. Strata zawsze łapie się nadziei. A w takich układach o fałszywą nadzieję dość łatwo. I taka fałszywa nadzieja najczęściej ciągnie człowieka do kompromisów i nie szanowania siebie.

Dziękuję za ciepłe słowa.
Następujący użytkownicy podziękowali za tą wiadomość: Jaskolka, Alex75, Kamilka102

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
2022/07/03 06:59 #6 przez ursa
ursa odpowiedział(a) w temacie Mam dość
Cześć. Mam na imię Ula i jestem alkoholiczką.
To bardzo przykre patrzeć na destrukcje bliskich ludzi, szczególnie jeśli zamieszane są w to dzieci... ale życie toczy się dalej, a Ty niewiele możesz zrobić w tym temacie, poza tym, że możesz zadbać o siebie i nie otaczać się ludźmi, z którymi Ci nie po drodze.
Może kiedyś wrócą, może nie. Najważniejsze to nie mieć oczekiwań w stosunku do drugiego człowieka, bo to często przynosi rozczarowanie i urazy.
Oni są dorośli, sami odpowiadają za swoje życie i wybory.
Ale zatrzymała bym się troszkę dłużej nad Twoimi wyborami. Mówisz, że masz rodzinę, pracę, dobre życie... a pomimo to przeżywasz tak bardzo utratę destrukcyjnego towarzystwa :-?
Dla mnie to wygląda na współuzależnienie. Może warto się temu przyjrzeć? Dlaczego osoba, która jest po wielu terapiach, która poszła w kierunku autorefleksji i wyciszenia, otacza się gronem, które nie stroni od alkoholu i dragów?
Nie musisz mi odpowiadać na te pytania, po prostu to przemyśl.
Fajnie, że jesteś.
Pozdrawiam @};-

" Wszystko czego kiedykolwiek pragnąłeś, jest po drugiej stronie lęku"
Następujący użytkownicy podziękowali za tą wiadomość: andrzejej, Bac7

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
2022/07/03 08:07 #7 przez andrzejej
andrzejej odpowiedział(a) w temacie Mam dość
witaj Bac :czesc:
Odniosłem wrażenie, że najbardziej boli Ciebie bezsilność wobec ich autodestrukcji, że zignorowali sygnały od Ciebie,
że przestałeś być "ważnym" kumplem, przyjacielem?
Przecież wiesz, że póki pasuje im takie życie, póki nie widzą problemu - mają wywalone na innych, nawet na Ciebie.
Bac - nie przestaniesz pić czy ćpać za kogoś. ^#(^
Rozumiem Twą pustkę i gorycz, lecz może zastąp ją wdzięcznością za to, że Ty potrafiłeś temu stawić czoła.
Ciesz się, że Ty potrafisz to dostrzec w sobie i uchronić siebie i swych bliskich w rodzinie. :-BD
Świat Ci się zawalił, bo Twój świat był może zbyt "mały", ograniczony.
Dlatego też czujesz się dziwakiem w tym mini świecie, bo oprócz jednej koleżanki reszta dorosłych "używa życia".
Wiesz doskonale, że to nie "używanie", a przyśpieszone "zużywanie życia".
Przeżyj swoją żałobę na trzeźwo, a dostrzeżesz że świat trzeźwych ludzi wcale nie jest taki mały.
Los swoich zagubionych przyjaciół zostaw swemu biegowi i nie katuj się swą bezsilnością wobec nich.
Kiedyś, coś ich przebudzi z tego chocholego tańca - albo i nie.
Nie miej oczekiwań wobec nich, bo niepotrzebnie będziesz rozczarowany ich niespełnianiem się.

I rodzinnie i zawodowo i zdrowotnie, choć zdecydowanie wpisuje się w kategorię "osoby po przejściach".
Głównie za sprawą malo stabilnego dziecinstwa i konsekwencji tego dla początku mojej drogi życiowej.
Duzo terapii po drodze mnie naprostowalo.

Myślę, że choćby z powodu tego niestabilnego dzieciństwa możesz mieć tę skłonność do "naprawiania innych".
Wynikać ona może z zaniżonej samooceny i szukania akceptacji u innych za wszelką cenę.
Z czystej ciekawości możesz pójść na spotkanie dla osób współuzależnionych i posłuchać mądrych rzeczy:

al-anon.org.pl/spotkaniamityngi/
Wybierz region Polski z listy, a otworzy Ci się alfabetyczny spis grup w tym regionie.
Tam osoby z kręgu alkoholika dzielą się swoimi doświadczeniami z życia i wychodzenia ze współuzależnienia, które
najprościej mówiąc przenosi środek ciężkości zainteresowań z alkoholika na siebie. Ma to na celu
emocjonalne odcięcie się od poczynań alkoholika.
Ja osobiście uważam, że Program zdrowienia 12 stopni Al-anon, to obok propozycji wyjścia ze współuzależnienia
także wspaniały sposób na życie do przeniesienia także na grunt rodzinny czy najbliższego otoczenia.
Dobrze, że jesteś - jestem alkoholikiem i serdecznie pozdrawiam. :ymhug:
Następujący użytkownicy podziękowali za tą wiadomość: andrzejt, marcin, Aknum, Bac7

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
2022/07/04 22:04 #8 przez Bac7
Bac7 odpowiedział(a) w temacie Mam dość
Dzieki za te komentarze. To cenne uwagi i dobry i ważny feedback.

Myślę,
że najbardziej wspoluzaleznieniowy klimat jaki widzę u siebie to to, że czasami za bardzo wchodziłem w rolę tego, kto robił, zeby było dobrze. Jakiś dłuższy czas temu raczej się z tej roli wycofałem i powstala trochę pustka na początku, potem jakoś się to wyrównało i działało chyba dość dobrze. Ale pewno coś zostało. Wydawalo mi się, że każdy coś wkładał w trwanie tej relacji. Nie zaprzeczalnie ja kiedyś włożyłem więcej niz inni, wiec i moja strata jest większa. No ale tego nie cofnę już. Ta sytuacja pokazuje, że w jakimś sensie nioslem samotnie lęk o przetrwanie tej relacji. I teraz się zdziwiłem, że innym aż tak nie zależy jak myślałem.

To co mnie tu boli najbardziej to fakt, że coś było, coś działało i to bez narkotyków i nagle pojawiła się nowa osoba, która je przyniosła i najbliżsi mi ludzie popłynęli w to bez zastanowienia i olali to, co było wartościowe. A przynajmniej sprawiali wrażenie, że uważali to za takie. Jakby ich coś opętało nagle. Nie poznaję ludzi, którzy stanowili jakis fundament od zawsze. Jakby mi ktoś powiedział 3 lata temu, że w takie miejsce dojdziemy to bym nigdy nie uwierzył. Duży wpływ miał covid i lockdowny. Ci ktorzy popłynęli mieszkają bliżej siebie, ja byłem odcięty przez jakiś czas, bo byłem za granicą. Niestety to pokazuje, że bardziej trzymało się to tylko na moich działaniach niż myślałem. I to smutne jest.

Ja tą żałobę przeżywam na trzeźwo, ale ona wyciaga inne straty, zwłaszcza te w rodzinie, na które również nie miałem wplywu, bo właśnie ktoś popłynął za bardzo. I zastanawiam się ile takich strat mogę jeszcze przyjąć. Ja po prostu chyba nie zakladalem, że takie coś będę jeszcze przerabiał. Teraz zajmuje się sobą i rodziną, co mogłem powiedzieć znajomym to powiedziałem. Wiecej interwencji nie planuję. Zapewne dojdę do miejsca gdzie nie będzie to miało wplywu na mnie. Ale w tej chwili patrzenie na to z boku łamie mi serce. Co chyba jest normalne. Trochę zderzyłem się z przeszłością i tym, na czym ta relacja została zbudowana. Ze starym ja. Nowe relacje mnie takiego nie znają, ta powstala kiedy byłem kimś innym. I to teraz wraca. Nie spodziewałem się, że tak mocno. Trudno spojrzeć na siebie i ludzi i zobaczyć, że coś się trzymało tylko przez moje podtrzymawanie tego, jednak bez takiej wzajemności jak zakladalem. To smutne i boli.

Powstala jakaś pustka, nie wypełniona jeszcze i mam zasoby energetyczne, które gdzieś muszę ukierunkowac. Ale jest to na tyle świeże, że jeszcze nie wiem w co i w kogo. Teraz stoję z boku i się przyglądam. Nie dzwonie, nie piszę. Jak ktoś się odezwie to odpowiadam. Co ciekawe odezwali się też ludzie, z ktorymi straciłem kontakt dawno temu, tak jakby sie na nich miejsce zrobiło. Często tak jest.

To tez żałoba po pewnej nadziei, która umieściłem w tej relacji. I na razie w niej jestem. Pospieszać żałoby też za bardzo się nie da. Choć to trudne momentami, to staram się pozwolic tym emocjom być i wybrzmieć.
Obserwuję siebie i myślę, ale staram się nie działać pod ich wpływem. I tak sobie chyba będę pisał, aż coś mi się wyłoni z tego bardziej konkretnego.

Chętnie przyjmę komentarze jak cos się komuś kojarzy w tym moim pisaniu.
Następujący użytkownicy podziękowali za tą wiadomość: andrzejej, marcin

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
2022/07/04 23:17 - 2022/07/05 06:19 #9 przez dzordzklunej
dzordzklunej odpowiedział(a) w temacie Mam dość

Powstala jakaś pustka, nie wypełniona jeszcze i mam zasoby energetyczne, które gdzieś muszę ukierunkowac. Ale jest to na tyle świeże, że jeszcze nie wiem w co i w kogo.

W siebie?
Ostatnia edycja: 2022/07/05 06:19 przez: szekla Powód: poprawa cytatu
Następujący użytkownicy podziękowali za tą wiadomość: marcin, Bac7

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
2022/07/05 06:23 #10 przez Bac7
Bac7 odpowiedział(a) w temacie Mam dość
W siebie też. Ale raczej chodzi mi o to, czy są wokół ludzie, o relacje z ktorymi może należy bardziej zadbać. Czy gdzieś czegoś nie przeoczyłem wartościowego, gdzie jest większa wzajemność i równowaga. Na razie ostrożnie badam grunt i się rozglądam. I raczej patrzę, co plynie do mnie, niż coś wysyłam na zewnątrz. Jeżeli już to pewną gotowość. I coś się pojawia, bo np. odzywa się kolega, z którym nie widziałem się wiele lat i tak po prostu umawiamy się na spacer i wizytę w muzeum. Bez ciśnień, żeby się naćpać... jak widać można. Takich prostych rzeczy mi potrzeba.
Następujący użytkownicy podziękowali za tą wiadomość: andrzejej, marcin, Krysia 1967, dzordzklunej

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
2022/07/05 12:34 #11 przez Bac7
Bac7 odpowiedział(a) w temacie Mam dość

Świat Ci się zawalił, bo Twój świat był może zbyt "mały", ograniczony.
Dlatego też czujesz się dziwakiem w tym mini świecie, bo oprócz jednej koleżanki reszta dorosłych "używa życia".

Właśnie widzę teraz jak mały był. Choc wydawał się całkiem spory. No mam bolesne zderzenie z rzeczywistoscią trochę... :wmur: Z wewnątrz tego nie widziałem, a teraz widzę taką niefajną prawdę o tym, co sobie sam robiłem. No słabo...
Następujący użytkownicy podziękowali za tą wiadomość: marcin

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
2022/07/13 09:26 #12 przez Bac7
Bac7 odpowiedział(a) w temacie Mam dość
No i odezwał się do mnie kolega. Z przekazem, że odsuwanie się od ludzi to nie najlepszy pomysł. Że przecież jest fajnie. I że trzeba dbać o relacje... Tzn. jak przyjdę i będę uczestniczył w czymś, w czym nie chcę to będzie fajnie. Jak się postaram i wykonam pracę na tolerancją i zrozumieniem. Jak ja "zadbam" o relacje. Ogólnie to niby tylko ja widzę problem.

Odpowiedzialem zdawkowo, że ja się od ludzi nie odsuwam, tylko przestałem za nimi gonić. I właściwie na tym kontakt się zakończył. Z jednej strony mam potrzebę wyrazić to, co czuję, może powiedzieć wyraźniej i dobitniej co myślę o tym. Ale z drugiej myślę, że zderzam się z jakąś totalną nieświadomością tego, co się dzieje i nie chcę być kimś, kto prostuje innym życiorysy. Nie chcę tłumaczyć, przekonywać. Natomiast ta zraniona część mnie coś chce wykrzyczeć. Chyba we nadziei, że się przebije przez ten mur nieświadomości, że mi się uda, że ktoś się zmieni dla mnie. To niestety ból dziecka we mnie. Powstrzymuję to jednak i przyglądam się sobie.

Coraz lepiej to sobie układam, ale takie sytuacje mnie trochę destabilizują i złoszczą.

Są też pozytywy, bo czuję, że zrobiło się wiecej miejsca we mnie na innych ludzi. I są plany na parę wyjazdów i spotkań w innym klimacie.

Nadal jest to wszystko świeże i boli, to był duzy zawód. Zapewne zajmie to jeszcze sporo czasu, żeby nie bolało. Ale idę do przodu.
Następujący użytkownicy podziękowali za tą wiadomość: szekla, Jaskolka, Alex75, marcin, Krysia 1967

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
2022/07/13 15:41 - 2022/07/13 15:42 #13 przez andrzejej
andrzejej odpowiedział(a) w temacie Mam dość

No i odezwał się do mnie kolega. Z przekazem, że odsuwanie się od ludzi to nie najlepszy pomysł.
... nie chcę być kimś, kto prostuje innym życiorysy. Nie chcę tłumaczyć, przekonywać.
Są też pozytywy, bo czuję, że zrobiło się wiecej miejsca we mnie na innych ludzi. I są plany na parę wyjazdów i spotkań w innym klimacie.
Bac :-H nie bierz sobie do serca, że się "izolujesz" wg. znajomka.
Przeważająca większość ludzi chcących zdrowieć ze swego uzależnienia - prędzej czy później "opuszcza" dawne towarzystwo.
Rotacja jest nieunikniona i wynika z dbałości o swój komfort życia w trzeźwości. :-BD
Zmiany są konieczne i wynikają ze "zdrowego" rozsądku czyli zmian w sposobie myślenia.
Tak trzymaj. :ymhug: :AR! zwyciesteoe
Ostatnia edycja: 2022/07/13 15:42 przez: andrzejej
Następujący użytkownicy podziękowali za tą wiadomość: szekla, Aknum, Bac7

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
2022/07/13 19:27 #14 przez szekla
szekla odpowiedział(a) w temacie Mam dość
Wraz z zakręceniem butelki i wdrożeniem pracy nad sobą nadszedł też czas na rozstanie z dawnym znajomymi. Powoli, krok po kroku, pijące towarzystwo się wykruszyło.
Oni nie chcieli być ze mną bo nie piłam, ja nie chciałam być z nimi bo pili.
W to miejsce pojawiały sie nowe znajomości, osoby zdrowiejące z alkoholizmu, coraz więcej i więcej, aż zabrakło miejsca w mojej codzienności na tych starych, bo na znajomych, kolegów.....potrzebny jest też czas, ten nieubłagalny, równy dla każdego.

Dziś na tej drodze mam Przyjaciól. Dziś nawet nie umiem zbytnio rozmawiać z innymi i nie muszą to być alkoholicy. To zmiany, które są we mnie doprowadziły do takiego stanu

Słowo raz wypuszczone nigdy nie powróci.

Emilka Alkoholiczka
Następujący użytkownicy podziękowali za tą wiadomość: marcin, Krysia 1967, Bac7

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
2022/07/13 20:47 #15 przez Bac7
Bac7 odpowiedział(a) w temacie Mam dość
To wszystko prawda, co piszecie. Dziękuję.

Ja czuję w sobie z jednej strony opór przed jakimkolwiek działaniem czy wpływaniem na kogoś, ale z drugiej jest taki wewnętrzny głos, który mówi, żeby jeszcze spróbować. Żeby dać szansę. Żeby coś powiedzieć jeszcze inaczej, jeszcze lepiej, jeszcze precyzyjniej. Że może nie wszystko stracone. Że przecież kiedyś było inaczej. Że są chyba nienaruszalne fundamenty, na których można coś odbudować. Bo było tyle wartościowych chwil... to jest głos tego bólu. Głos straty. Głos nadziei. Głos zawodu...

Nieuleganie temu głosowi to potężny wysilek emocjonalny. Nawet przy tym jak silny jest głos przeciwny. To jest stan konfliktu wewnętrznego. Próbuję znaleźć sposób, żeby te dwie strony się dogadały. Próbuję zajac się sobą, zeby znaleźć ukojenie. Raz jest lepiej, raz gorzej.

Niestety ta sytuacja wyciągnęła mi rzeczy z przeszłości. Różnego rodzaju niemoc jakiej kiedyś doświadczałem. Porzucenia, na które nie miałem wplywu. Również te wczesne. Ojca, który miał przyjechać, a nie przyjechał. Który miał zadzwonić, a nie zadzwonił. Matkę, która robila różne rzeczy za moimi plecami, a potem ja ponosiłem tego konsekwencje. To było jakoś ułożone, a teraz ktoś te stare rany na nowo pootwierał. I to jest mozolna praca zaklejanie ich i gojenie.

I dzisiaj usłyszałem Autsajdera Dżemu. Przy wersach "kumpel zdradzil mnie nie jeden..." i "ta dziewczyna, którą mialem(...)teraz z innym jest na stale" jakoś mi się przykro zrobiło... bo ta "naiwność w oczach chlopca" bardzo tu jest widoczna. W coś wierzyłem i wyszło jak wyszło... Trochę czuję się jak frajer momentami.

Ale myślę też, że są ludzie, którzy te wartości, w jakie wierzę, doceniają. Po prostu źle ulokowalem energię i uczucia. I mam wiele do zaoferowania, tylko trzeba to dać tym, którzy chcą się o to postarać i umieją to docenić i odwzajemnić. Jest parę osób, które pokazują taka gotowość. Ale jestem ostrożny. W tej chwili mając wolny weekend raczej spędzę go sam.

Myślę też, że w sumie nikt nie jest mi nic winien. Nikt nie musi spełniać moich oczekiwań. Tak jak i ja nie muszę spełniać czyichś. Myślę tylko, że można lepiej. Przy niewielkim wysiłku. No ale znowu, to obie strony muszą chcieć...
Następujący użytkownicy podziękowali za tą wiadomość: szekla, andrzejej, marcin

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
2022/07/14 05:31 #16 przez szekla
szekla odpowiedział(a) w temacie Mam dość
Rozliczenie z przeszłością bywa bardzo bolesne ale trzeba to zrobić by dalej życ tym nowym życiem. Nie oznacza to, że ta przeszłość pójdzie w zapomnienie. Ona będzie wracać, pojawią się smutek, żal a nawet niezrozumienie.
Bynajmniej ja tak mam. Czasem nie potrafię zrozumieć swoich zachowań nawet z dzieciństwa. Wybaczyłam sobie wiele ale czasem wraca jak bumerang. Świadomość, że tego co już się zadziało nie zmienie bardzo mi w tym pomaga

Słowo raz wypuszczone nigdy nie powróci.

Emilka Alkoholiczka
Następujący użytkownicy podziękowali za tą wiadomość: jerzak, aga54, marcin, Annaannaanna, Aknum, Bac7

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
2022/07/26 11:58 - 2022/07/26 11:58 #17 przez Bac7
Bac7 odpowiedział(a) w temacie Mam dość
Taki dziwny stan mnie dopadł, trochę zobojętnienie, trochę odpuszczenie, trochę smutek. Nie chcę mi się nic już robić w kierunku tych relacji. I to jest wręcz nienaturalne dla mnie. Obce, bo nigdy taki nie byłem. Zawsze miałem jakieś pomysły co zrobić, żeby było fajnie. A teraz moja energia przekierowuje się w inne miejsca i wewnętrznie zrobiło się tak, że ci ludzie spadli na sam koniec listy priorytetów. Trochę nie wiem jak się w tym odnaleźć. Z jednej strony to dobry stan, ale z drugiej to bardzo smutna historia. Teraz jeszcze słyszę, że oni od siebie też się odsuwają, zeby trochę odpocząć od brania. Przed jesienią... koleżanka powiedziała po spotkaniu z nimi, że tam egzorcysty trzeba, bo ich coś opętało, ale tego nie widzą.

A ja nie mogę się nadziwić zmianie, jaka we mnie zachodzi, że właściwie to mam to powoli gdzieś. Że nie mogę w sobie znaleźć żadnego argumentu, żebym chciał się spotkać, zadzwonić, przyjechać czy zaprosić do siebie. Zrobić cokolwiek razem. Jedyne co mi jeszcze zostało to gotowość, żeby odpowiedzieć na jakiś pozytywny gest z drugiej strony, ale nie widzę za dużych szans na to. Pozostaje jakaś pustka wewnetrzna, ale jednocześnie wypełnia się szacunkiem do siebie. No i przychodzi taka myśl, że jak się coś raz zobaczy w relacjach to nie można tego odzobaczyć. I powrotu do tego, co było już nie ma.

Niemniej jednak to jest smutna historia o tym, że sztuczny raj, jaki narkotyki tworzą, wydaje się niektórym bardziej atrakcyjny niż prawdziwe przyjaźnie. Jak ta banka pęknie nie będzie raczej nic.

Widzę, że musiałem się z tym zderzyć, żeby też pewne prawdy o sobie zobaczyć. Niezbyt fajne prawdy. Ale chyba idzie lepsze, bo wewnętrznie zbudował się ogromny opór przed czymkolwiek, co by mogło spowodować, powrót do starych schematów. Do starania się o ludzi, którym nie zależy. Być może chwilowo stworzy to dystans do innych również, ale to chyba jest mi potrzebne.
Ostatnia edycja: 2022/07/26 11:58 przez: Bac7
Następujący użytkownicy podziękowali za tą wiadomość: Jaskolka, Alex75

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
2022/09/07 11:48 #18 przez Bac7
Bac7 odpowiedział(a) w temacie Mam dość
Nabierałem dystansu i było mi dość dobrze. Pojawiła się okazja, żeby doszło do spotkania w większej grupie, bo znajomi, którzy mieszkają chwilowo we Francji, wpadli na wakacje i chcieli się w starym gronie spotkać. Poszedłem trochę niechętnie, ale też z ciekawością co zobaczę i jak się odnajdę. No i najpierw, zanim Ci znajomi dojechali, siedziałem sam z tą "bardziej imprezową" grupą. Ewidentnie tam nie pasowałem i nie umialem sie odnaleźć. Siedzialem z kawą i zaraz zostalem zasypany pytaniami, co taki wycofany jestem i dziwny, kiedy przeciez jest tak fajnie. Alkohol sie lał i powoli wszyscy znikali w upiciu. Paradoksalnie zacząłem się zastanawiać czy może nie przesadzam, bo przecież wszyscy się dobrze bawią. Rzeczywiście wyglądało tak, że tylko ja nie umiem się w tym odnaleźć. 

W końcu dojechali znajomi z zagranicy i okazało się, że to uczucie zniknęło, że z nimi się tak nie czuję. Że jest tak jak było zawsze kiedyś, no ale oni, tak jak ja, nie uczestniczą w tym klimacie. Impreza szybko podzieliła się na dwie grupy. Wjechały cięższe substancje. Zobaczyłem coś bardzo smutnego i odrażającego jednoczesnie. Koleżanki bełkoczace i ledwo stojące na nogach i jednocześnie mówiące, że jest super i żebym z nimi szedł bawić się dalej. Kobiety, które kiedyś uważałem za atrakcyjne i wartościowe. 

Trudno było mi pokazać czy powiedzieć jak się czuję z tym, bo dookola widziałem, ze nikt poza mną i tymi znajomymi nie ma z tym problemu. Pelna normalizacja i zaprzeczenie. Wręcz miałem poczucie, że nikt nie widzi tego, co ja. No ale z środka zapewne nie widać nic. Dla jednych byłem inny, dziwny, zmieniony, dla drugich taki sam, jak byśmy niewidzieli się tylko kilka dni. 

Rozeszliśmy się szybko, bo raczej kontaktu nie dało się nawiązać. Przekaz byl jeden, że mamy "przyjaciół" jeżeli tylko będziemy z nimi brać. Że czekają i tęsknią za nami nawet. Nie żałuję, że poszedłem, bo raz, zobaczyłem jak jest z bliska, i że na zmianę nie ma co liczyć, a dwa, zobaczyłem, że nie ze wszystkimi tak być musi. No i też zobaczyłem swoje czułe punkty, gdzie coś może mnie wciągnąć.

Żałoba się domyka w tej chwili, ale smutek pozostaje. Widzę, że to równia pochyła i to tylko kwestia czasu zanim wydarzy się coś bardzo złego. Czekanie na to nie jest przyjemnie. Już pierwszy sygnał był, bo pojawiły się problemy z prawem przez alkohol. Ale zostały idealnie zracjonalizowane i zbagatelizowane. Poza tym są pieniądze na adwokata. 

Usuwam się teraz zupełnie i czuję, że w sumie oni ode mnie też, bo tak jakby moja droga za bardzo kwestionowała to, co oni robią, więc jestem odpychany. Taki typowy model, jak bierzesz z nami to jest super i czekamy na Ciebie, aż dołączysz, jak nie to spadaj. "Wszyscy jesteśmy Chrystusami" mi sie przypomniało i sceny w barze. Smutno, ale dobrze, że są inni, którzy cenią to, co robię. 

Porażająca jest ta siła z jaką to wciąga człowieka w kwestionowanie siebie, normalizowanie patologii i zaprzeczanie faktom. Wcale nie było mi łatwo temu nie ulec. Kolega postawił mi piwo w pewnym momencie,  "żebym się wyluzował". Zacząłem pić, ale też szybko poczułem się źle i po paru łykach je odstawiłem. Bardzo szybko ktoś je wypił i tak. Ale odruch był, zeby sie wpasować w klimat.

Troche chyba potrzebowałem jeszcze sprawdzić, co tam jest. I nie ma już nic. Tylko wspomnienia. Ale na wspomnieniach relacji się nie zbuduje. Trochę czuję się jak porzucone dziecko, które przegrywa z czymś, na co nie ma wpływu. Trudność ze zmierzeniem się z bólem tego porzucenia spowodowała, że być może trzymałem się nadziei za długo. No ale też nie spodziewałem się, że takie coś nas spotka, bo kiedyś tak nie było. Czuję, że ten rok coś zamyka. Ja mam swoje cele i marzenia, kiedyś patrzyliśmy w tą samą stronę i chcielismy się rozwijać. Teraz celów już nie ma, jest impreza. Siłą rzeczy musimy się odsunąć od siebie. 

Najgorsze jest to, że wiem, że prędzej czy później wydarzy się coś złego. I dotknie to kogoś, kto był dla mnie ważny. Na to sposobu nie mam. Będę musiał sobie z tym poradzić jak się wydarzy. Mam też poczucie, że czuwa nade mną jakaś siła i chroni mnie przed wieloma rzeczami. Bo przy wszystkim co się wydarzyło w moim życiu, zawsze udaje mi się znaleźć dobrą drogę i nie wchodzić w to, co może coś zniszczyć. 
Następujący użytkownicy podziękowali za tą wiadomość: andrzejej, Alex75, marcin

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
2022/09/09 09:58 #19 przez andrzejej
andrzejej odpowiedział(a) w temacie Mam dość

Nabierałem dystansu i było mi dość dobrze. Pojawiła się okazja, żeby doszło do spotkania ...
... siedziałem sam z tą "bardziej imprezową" grupą. Ewidentnie tam nie pasowałem ...

W końcu dojechali znajomi z zagranicy i okazało się, że to uczucie zniknęło, że z nimi się tak nie czuję.
Że jest tak jak było zawsze kiedyś, no ale oni, tak jak ja, nie uczestniczą w tym klimacie.

Nie żałuję, że poszedłem, bo raz, zobaczyłem jak jest z bliska, i że na zmianę nie ma co liczyć, ...
Trochę czuję się jak porzucone dziecko, które przegrywa z czymś, na co nie ma wpływu.

Najgorsze jest to, że wiem, że prędzej czy później wydarzy się coś złego. I dotknie to kogoś, kto był dla mnie ważny.
Mam też poczucie, że czuwa nade mną jakaś siła i chroni mnie przed wieloma rzeczami.
Witaj Bac cóż, takie spotkania nie budują, raczej rodzą niezrozumienie wzajemne i pogłębiają "podziały".
Może podświadomie liczyłeś na zrozumienie i na to, że trochę "spasowali" bo im się "przejadło"?
Bac - nie przeżyjesz życia za kogoś, nie wyciągniesz go z bagna kiedy on go nie dostrzega.
Niestety to coś złego może okazać się w pewnym sensie zbawienne i dać impuls do zmian dla nich.
Ciesz się, że Twój Anioł Stróż potrafił uchronić Ciebie. 
Pozdrawiam serdecznie. 
 
Następujący użytkownicy podziękowali za tą wiadomość: Bac7

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
2022/09/09 16:54 #20 przez Bac7
Bac7 odpowiedział(a) w temacie Mam dość
Dobrze skrociles ta moja wypowiedz, sama esencja   

Troche rzeczywiscie liczylem na zmiane, ze cos zostalo ze starego klimatu i przyszlo opamietanie. No ale wyszlo jak wyszlo... To jest tez chyba taka pulapka tego wysoko-funkcjonujacego uzaleznienia. To wszystko sa ludzie z pieniedzmi, sukcesami zawodowymi, stanowiskami, firmami. Z boku patrzac mozna pomyslec, ze wszystko jest ok. Niewinna zabawa w wolny dzien. I trudno nie watpic w siebie, ze moze przesadzam z ocena. Nikt przeciez nie ma problemu. No to ze mna musi byc cos nie tak. Jak sie odsuwam to widze bezsens tego, ale siedzac tam watpilem w siebie dosc mocno. To jest patologia w bardzo ladnym opakowaniu. Nie czuje sie tez zbyt dobrze z tym, ze oceniam ludzi niejako za ich plecami. Po prostu potrzebuje wyjsc z tego zupelnie i nie wracac tam bo mi to psychike ryje. Najgorzej, ze z czasem czlowiek zapomina i jakby obraz staje sie lagodniejszy i wtedy sie wraca. Ale wiem nad czym w sobie pracowac. 
Następujący użytkownicy podziękowali za tą wiadomość: szekla, marcin

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
2022/09/09 17:39 #21 przez andrzejej
andrzejej odpowiedział(a) w temacie Mam dość

To jest patologia w bardzo ladnym opakowaniu.
Nie czuje sie tez zbyt dobrze z tym, ze oceniam ludzi niejako za ich plecami.
Po prostu potrzebuje wyjsc z tego zupelnie i nie wracac tam bo mi to psychike ryje.
Widzisz, oceniłeś najpierw swoje uczestnictwo w tych imprezach i to dzięki tej ocenie postanowiłeś się wycofać
z udziału w nich. Przynajmniej potrafiłeś dostrzec w jakim kierunku to zmierza.
Cóż, najlepiej uznać bezsilność wobec innych ludzi i dać im odpowiadać za swoje czyny.
Odpowiadasz za siebie, więc dbaj o siebie.   
Następujący użytkownicy podziękowali za tą wiadomość: szekla, marcin

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
2022/09/09 18:53 #22 przez szekla
szekla odpowiedział(a) w temacie Mam dość

 Nie czuje sie tez zbyt dobrze z tym, ze oceniam ludzi niejako za ich plecami. Po prostu potrzebuje wyjsc z tego zupelnie i nie wracac tam bo mi to psychike ryje. Najgorzej, ze z czasem czlowiek zapomina i jakby obraz staje sie lagodniejszy i wtedy sie wraca. 

"Pies na gwoździu".....leżał na nim i skomlał. Gwóźdź go na tyle uwierał żeby skomleć ale za mało żeby sie podnieść.
Tak tu widzę Ciebie. Myślę, że dojrzejesz do momentu żeby pozbyć sie tego co uwiera, nie wracać, obrac inny szlak, ten, który będzie Cię zadowalał.
Znajdź tę przypowieść w necie. Jest warta zapamiętania :)

Słowo raz wypuszczone nigdy nie powróci.

Emilka Alkoholiczka
Następujący użytkownicy podziękowali za tą wiadomość: marcin, Bac7, Grzes

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.