Witamy, Gość
Nazwa użytkownika: Hasło: Zapamiętaj mnie
Dziennik Uczuć jest lusterkiem w którym można przyglądać się swojemu wnętrzu.
  • Strona:
  • 1
  • 2
  • 3

TEMAT: fikcja bycia razem,bycia parą (????)

fikcja bycia razem,bycia parą (????) 2015/03/26 08:03 #36

  • hanys
  • hanys Avatar
hmm :-? a może by tak dyskusję przenieś do innego wątku?
To temat Romana nie Agnieszki.
ale to ja.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

fikcja bycia razem,bycia parą (????) 2015/03/26 08:34 #37

  • samp00
  • samp00 Avatar
Uppppssss..... x_x
Ostatnio zmieniany: 2015/03/26 08:35 przez samp00.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

fikcja bycia razem,bycia parą (????) 2015/03/26 08:59 #38

  • Antea
  • Antea Avatar
Witam %%-
Ja również wktótce podejmę swoją najważniejszą decyzję w trzeźwym życiu (Styczeń 2016 r).,dlatego wszystkie doswiadczenia są dla mnie bardzo ważne
Pogody ducha %%-24 godziny
Ostatnio zmieniany: 2015/03/26 09:00 przez Antea.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

fikcja bycia razem,bycia parą (????) 2015/03/26 11:57 #39

  • szekla
  • szekla Avatar
  • Wylogowany
  • Współtwórca Portalu
  • Naczelna Wiedźma
  • Posty: 18438
  • Otrzymane podziękowania: 29300
hanys napisał:
hmm :-? a może by tak dyskusję przenieś do innego wątku?
To temat Romana nie Agnieszki.
ale to ja.
Powiem tak Zbyszku.
Dość długo się zastanawiałam nad przeniesieniem tego wątku lub założeniem nowego.
Ale jakoś tak myślę, że będzie to wyglądało jak miszmasz, nie wiadomo co.
Jeśli Roman nie będzie chciał tych postów u siebie to oczywiście coś z tym się zrobi, znaczy przeniesie.

Natomiast pozostałych Forumowiczów prosze o trzymanie się tematyki danego wątku


I tu mówię też do siebie :grin:
Słowo raz wypuszczone nigdy nie powróci.

Emilka Alkoholiczka
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): samp00

fikcja bycia razem,bycia parą (????) 2015/03/26 12:34 #40

  • maciejski
  • maciejski Avatar
a ja myślę, że kilka ostatnich postów od postu Atey można przenieść tutaj niepijemy.pl/forum/59-dziennik-uczuc/175...cia-razem-bycia-para
to dobre miejscena dywagacje związkowe...
pozdrawiam
ps. tak od #1408
Ostatnio zmieniany: 2015/03/26 12:38 przez maciejski.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

fikcja bycia razem,bycia parą (????) 2015/03/26 14:17 #41

  • Eloyze
  • Eloyze Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 2123
  • Otrzymane podziękowania: 5257
Popieram bo sama się jakoś zagapiłam i pociągnęłam wątek.
Dzisiaj jest pierwszym dniem reszty twojego życia. Nic bardziej prawdziwego.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Odp: fikcja bycia razem,bycia parą (????) 2015/03/26 20:21 #42

  • Croydana
  • Croydana Avatar
Witajcie
Ja rownież czułam się troszkę nieswojo, zważywszy, że Romana nie było. Dobrze, że ktoś kontroluje nas:)
Ja pod wpływem emocji pociągnęłam temat dalej, ale w sumie nic sie nie stało . Zrobiony porządek formalny i można sobie teraz dalej rozmawiać.
Kochani zatem kontynuuję
A mianowicie jestem z mężem 10 lat. Od 3 lat jest, było źle. Ciągle pretensje, żale , złość , szukanie winnych itd. Słowem kłótnie , krzyki były codzinnością. Niejednokrotnie mówiliśmy o rozstaniu się ze sobą. Już w zasadzie raz nawet mąż był spakowany, ale jakoś się dogadaliśmy. Mieszkaliśmy pod wspólnym dachem i tyle co nas łączyło.
Razem a jednak osobno.....
Bardzo trudny i przykry czas. W tym okresie rownież z powrotem po 7-miu latach zaczęłam pić . Wówczas kłótnie awantury pojawiały się już praktycznie codziennie. Miałam naprawdę dość takiego życia, poddałam się i chciałam popełnić samobójstwo , bo mialam już dość wszystkiego , żal mi było dzieci, że muszą znosić kłótnie dorosłych, że matka bardzo czesto pijana. Oczywiscie bardzo pogłębiona depresja w połączeniu z alkoholem tą decyzję spontęgowały, przez telefon maż się zorientował , że jestem pijana i tak bardzo mnie wyzywał , ubliżał, krzyczał. Wtedy to podjęłam decyzję- nie chcę już więcej żyć. Bo jestem największym chodzącym złem na świecie.......
Teraz na całe szczęśćie żyję i cieszę się nim.
To co zwróciła mi trzeźwość to szacunek do samej siebie, radość z dnia codziennego i poczucie godnośći. Przez lata moja samoocena była bardzo niska. A teraz raptem zachodzą we mnie zmiany. Z pewnośćią mój maż to dostrzega. I stąd pojawiają się u mnie obawy.
Czy to co deklaruje mąż , jego starania są prawdziwe, szczere. Czy nie wynikają one z tego, że traci nade mną "rzekomą kontrolę"
Czy może widzi, że teraz jestem inna i musi się o mnie bardziej strać? Czy to wszystko jest napewno prawdziwe i szczere, a nie tylko męska duma.
Zatem mnóstwo wewnętrznych pytań mną targają.
Prawdę powiedziawszy , ja nie do końca wierzę w tak diametralną zmianę zachowania mojego męża w stosunku do mnie.
A ja też się zastanawiam czy uczucie , którym Go darzę, jest na tyle silne, aby odbudowywać nas. Ja się bardzo boję....
I nic innego mi nie pozostaje jak czekać......
Nie wiem na co, ale intuicja mi podpowiada, że powinnam czekać.
Jednak jest to trudne , bo mąż chce, abym podjęła jakąś konkretną decyzję, bo nie ma zamiaru dłużej czekać. Uważa , że skoro po 10-ciu latach bycia razem , dalej nie jestem pewna, to powinniśmy sie rozwieść . I potem znowu są dwa osobne światy- Jego i mój przez kilka dni, aby z powrotem walczyć o mnie , i tak w kółko od około 2 miesięcy. A co się dzieje wówczas ze mną? Tak rozhulane emocje, szaleją , przyprawiają mnie o stany depresji, niemocy, beznadzieji, coraz większego zamykania sie w sobie. Ogromne wyrzuty sumienia , smutek, złość na siebie, że jak to możliwe, abym była taka niewdzięczna. To w końcu mąż wyciągnął mnie z alkoholizmu , postawił na nogi itd. Cóż za niewdzięczna i nieszlachetna kobieta ze mnie. Myślę sobie, że co ja sobie wyszukuję problemów , szukam nie wiadomo czego i nie umiem być wdzięczna za to co mam. Ale zadaję sobie pytanie : dlaczego szukam, dlaczego nie chcę przyjąć to co mam... Odpowiedzi nie znam
Tak to mniej więcej wygląda.
Bardzo trudno mi to opisywać , ogrom emocji i wzruszenia, a także znowu rozszarpywania niezagojonych ran
Pozdrawiam i dziękuję
.....
Agnieszka
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Odp: fikcja bycia razem,bycia parą (????) 2015/03/26 21:36 #43

  • 57laku
  • 57laku Avatar
"Fikcja bycia parą".Fajny temat i ile to mi przypomina.....:"nie piję już prawie od roku,zdawało by się że jest dobrze,rozmowy-a jak tam w pracy-a fajnie i wiesz Anka ta zołza dziś znów spóźniła się do pracy/tu opowieść dlaczego/nie słucham/,przytakuję -no tak to smutne.A w głowie jedno,i krzyczeć się chce -A dajże mi kobieto święty spokój bo mnie ta Anka nie interesuje i mi to lotto co ona tam,-ale udaję tak,oczywiście masz rację-a w środku rzygać mi się chce....A co tam u Ciebie-a nic tylko wiesz ten Marek znów popłynoł,i chyba go z roboty wyleją-ona myśli -a co mnie jakiś Twój Marek obchodzi...a jak tam dzieciaczki w szkole,-i tu znów opowiadania,i znów przytakiwania,och,ach,ojoj,no to niedobrze,to dobrze.Ja ekran telewizora i pilot,Ona druty i znów coś dziarga,ale choć cisza i nie kłapie....Mija czas,my razem a jednak osobno,z sobą a jednak obok siebie-targają emocje jak jeszcze tak długo można,jak długo potrwa...Wyjazd do Rzepisk,tam do mnie coś dociera ale jeszcze nie do końca.I pamiętam ten dzień jakby to było wczoraj godzinę temu.Leżę sobie i oglądam tv coś tam leci-wchodzi moja pani do domu z siatami z zakupami,i pytam grzecznie -jak tam kochanie w pracy,a kiedy będzie obiad-pytam z uśmiechem przecież grzecznie.A tu ryp,zakupy o podłogę i cicho lecz stanowczo-za dwie godzinki obiad,a wieczorem przygotuj się na poważną rozmowę,to już głośniej prawie krzykiem.No tak to ja taki dobry nie piję staram się a Ona..w głowie kłębi się jak diabli z głowy dymi no tak pewnie chce rozwodu,pewnie ma już mnie dość,ale salonu z tv ni dam samochodu też nie- i w głowie już podział majątku.Obiad jakoś nie smakuje,oczekuję najgorszego...Dziś pojawia się uśmiech na mojej gębie,ale uwierzcie wtedy do śmiechu mi nie było.A w głowie kłębią się pytania-dla czego....Wróciłem z mitingu,gdzie oznajmiłem prawdopodobną swą klęskę-oczywiście jeszcze rżnąłem twardziela.2006 wrzesień piątek.Tak pamiętam tą datę.Dzieci "wybyły" do znajomych na noc-wracam z mitingu,żona ubrana jak stóż w dzień nauczyciela-czyli ładnie,świeca na stole-usiądź porozmawiamy.I rozmawiała i mówiła-mówiła o sobie o swoich uczuciach odczuciach,bólu o tym e mnie bardzo kocha.A ja-a ja po raz może pierwszy raz w naszym wspólnym życiu,moim życiu słuchałem,tak słuchałem i nie wiedziałem tylko dla czego moje oczy płakały,nie nie moje oczy-ja płakałem,i nie mogłem przestać.CDN-może kiedyś.Pozdrawiam.Dziś nie czekamy,nie wstydzimy się siebie,rozmawiamy,rozmawiamy-i słucham wreszcie słucham.Pozdrawiam Was.Dobrej i spokojnej nocy. @};-
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Odp: fikcja bycia razem,bycia parą (????) 2015/03/27 09:08 #44

  • chris661211
  • chris661211 Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 3815
  • Otrzymane podziękowania: 6261
Poczytalem z uwaga caly ten watek i nasuwa mi sie kilka refleksji. Podstawowa jest ta, ze "w tym jest caly ambaras aby dwoje chcialo narza". Niestety, czesto jest to niemozliwe - mi,mo checi - jesli nie zamknie sie przeszlosci. Niewybaczone urazy, poczucie winy a ponadto wygorowane oczekiwania nie pomoga na nowo odbudowac zwiazku. Nie oznacza to, ze nie nalezy dac takiemu zwiazkowi szansy. Wrecz przeciwnie! Czy zostanie ona wykorzystana? To juz inna bajka.
Trzezwe zycie weryfikuje wiele. Dopiero na trzezwo mozna zobaczyc przede wszystkim siebie, krok po kroku dotrzec do swojego wnetrza a co za tym idzie - spojrzec na otaczajacych nas ludzi i swiat z zupelnie innej perspektywy. To taki moment, kiedy otwarte szeroko oczy, umysl i serce dostrzegaja to, czego nie widzialy przedtem w pijanym zyciu.
Rozumiem doskonale partnerow alkoholika i ich zachowania w czasie, kiedy alkoholik pije. Trzezwienie to czas na wybaczenie i poproszenie o wybaczenie. To czas na zadoscuczynienie, ale czy nalezy caly czas ponosic kare za to, co sie wydarzylo podczas picia. Czy nasi partnerzy byli tak bardzo nieskazitelni, ze teraz musimy ciagle przepraszac i spelniac ich kaprysy? Absolutnie NIE! I z drugiej strony - Czy partner ma obchodzic sie ze mna jak z "jajkiem", bo wklasnie przestalem pic?
Odbudowa zdrowego, opartego na milosci zwiazku jest mozliwa i nalezy probowac. Wymaga pracy i cierpliwosci a p[rzede wszystkim wzajemnego zaangazowania i wlasciwej komunikacji. Czesto bywa jednak tak, ze wspoluzaleznione/wspoluzaleznieni uwazaja, ze im nie jest potrzebna terapia i to jest moment w ktorym drogi zaczynaja sie rozchodzic. Nie jest to oczywiscie norma, jednak czesto tak sie dzieje.
Ja zrobilem wszystko, co moglem aby uratowac moje malzenstwo. Godzilem sie nawet na ponizanie i pogarde, bo "to przeciez malzenstwo". Cokolwiek bym nie zrobil bylo zle i ciagle slyszalem - "Bo kiedys..., bo to Twoja wina..., itd". Malzenstwo sie rozpadlo i z perspektywy czasu byla to bardzo dobra decyzja. Czasem wysilki niestety nie przynosza zadnego efektu. Wiemjedno - szanse trzeba dac i sobie i partnerowi.
Niezmienne jest tylko to, czego zmienić nie chcemy
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Jurek, hanys, 57laku, aga66, Croydana, Antea, samp00

Odp: fikcja bycia razem,bycia parą (????) 2015/03/27 09:41 #45

  • Eloyze
  • Eloyze Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 2123
  • Otrzymane podziękowania: 5257
To prawda,że po zaprzestaniu picia stajemy się zupełnie inni partnerami w związku.Trzeźwiejąc zaczynamy patrzeć na świat bardzo krytycznie, rośnie w nas poczucie sprawiedliwości, szanujemy bardziej siebie i nabieramy szacunku dla innych.Jako ludzie chorzy stajemy się bardziej wrażliwi a w krytycznych momentach głodów i nawrotów potrzebujemy ciepła i zrozumienia. Moim zdaniem związek z alkoholikiem, który trzeźwieje musi być oparty jeśli nie na miłości to na pewno na przyjaźni i zrozumieniu.Drugiej stronie będzie ciężko gdy nietknięte współuzależnienie zaowocuje brakiem akceptacji i wiecznymi żalem, które finalnie zniszczą obie strony związku.Ciężko jest obojgu i tylko dobra wola i chęć bycia razem pozwoli na to by to wyszło.Niektórym wychodzi ale ciężko jest zawsze.Tereska @};-
Dzisiaj jest pierwszym dniem reszty twojego życia. Nic bardziej prawdziwego.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): 57laku, Croydana, Antea, samp00

Odp: fikcja bycia razem,bycia parą (????) 2015/03/27 09:53 #46

  • Miecia
  • Miecia Avatar
Ja nadal jestem ze swoim mężem, ale temat rozpadu związków po zaprzestaniu picia przez jednego z nich stale mnie interesuje. Wydaje mi się, że rozpadają się związki, które od początku były jakoś niedobrane, w których partnerzy mieli zupełnie inne oczekiwania i dążenia. Dopóki alkohol był ich głównym problemem dopóty wszelkie problemy zrzuca się na niego. Gdy uzależniony rozpoczyna terapię i przestaje pić już nie można zwalać winy na alkohol i wtedy widać, ze oczekiwania każdej ze stron są inne. Duży problem jest wtedy, gdy tylko jedna ze stron leczy się, trudno wówczas o porozumienie i zrozumienie gdzie tkwią problemy.
Czasami strona trzeźwiejąca zapomina, ze nie tylko jego sprawy są najważniejsze, że jest częścią rodziny i ciążą na nim z tego tytułu określone obowiązki. Z drugiej strony część współuzależnionych nie chce wyzbyć się kontroli i postępuje dalej tak samo jak postępowała gdy współmałżonek pił. To budowanie od nowa, która o tyle jest trudniejsze, ze obie strony zaczynają to robić z bagażem niemiłych doświadczeń. Nie ma już zauroczenia i różowych okularów więc każde potknięcie traktują bardzo surowo.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Odp: fikcja bycia razem,bycia parą (????) 2015/03/28 20:57 #47

  • Eloyze
  • Eloyze Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 2123
  • Otrzymane podziękowania: 5257
Moje "spotkanie" z alkoholem trwało krótko. Długo ukrywałam się z powodzeniem wykorzystując nieobecność męża. Gdy był, ja się maskowałam i nie piłam. Codziennie bywałam u córki ,wieczorem dopiero wyciągając alkohol. Pojedyncze wpadki komentowano za moimi plecami ale nikt nie miał odwagi pogadać ze mną wprost. Pamiętam zaledwie 2-3 próby podejmowane przez męża. Oczywiste, że zaprzeczałam bo to umiemy najlepiej. Codziennie jechałam do pracy, gotowałam, prałam, sprzątałam, bawiłam wnuka a latem chodziłam z nim w każdy pogodny dzień na basen. Potrafiłam udać chorą by co pewien czas mieć luksus wypicia w domu /zawsze pod nieobecność męża/.Nie wiem , jak zniósł te blisko 2,5 roku mojego picia. Na ile widział problem a na ile nie dopuszczał go do świadomości. Żył i postępował wbrew mojej woli i naszych dorosłych dzieci. Ciągnął nas w finansowy dół z uporem psychopaty robiąc dziwne biznesy. Roszczeniowa postawa natomiast wobec mnie zrobiła z życia ciche piekło bo ja im więcej rosło problemów bardziej milkłam. I milcząco w ukryciu piłam .Spałam w innym pokoju bo się już wcześniej wyniosłam. Życie w rozsypce, z pozorami bycia razem i w tle ja pijąca. Zagubiliśmy dialog już wtedy gdy mąż zaczął żyć ryzykancko swoimi biznesami wpędzając nas w wieczne finansowe doły, komorników, niezapłacone roboty gdzie nie walczył niby z poczucia godności. To był straszny czas "pomieszkiwania" razem. I to moje całkowite poddanie się, tolerowanie dzikich pomysłów, nie postawienie weta i przyzwalanie na poniżanie mojej godności. I wymyśliłam picie by nie zwariować. Nie zrobiłam kompletnie nic, żeby zmienić istniejący stan. Miałam pracę, swoje pieniądze, dzieci dawno na swoim. Wszystkie mocne karty w ręku a wybrałam ucieczkę w alkohol. Cały czas picia zapamiętałam jako czas w samotności, zawsze sama w domu, mąż tylko na noc, czasem raz na kilka dni. W soboty zmuszałam się do porządków, piłam mało by mąż nie zauważył, to samo w niedzielę. Jeśli widział, czemu milczał? Do dziś go nie zapytałam. Nasz dom był wtedy jak grobowiec. Telewizor zastępował nasze rozmowy. Mieszkaliśmy razem ale obok siebie. Co niedzielę wpadały dzieci na obiad więc piłam po południu. Prowizorka życia trzymała się niczym dobra fastryga. I mój mąż pozwalający mi pić. Udawał, że nie widzi? Nie chciał widzieć?
Piłam czując się przez Niego krzywdzona. Im większy był żal tym mniej o tym mówiłam i piłam .Zamykałam się w pokoju a on nawet nie zaglądał. Bał się? Kiedyś zostawiłam puszkę z piwem to tylko wystawił mi ją na biurko nic nie mówiąc. Nakręcałam się żalem, gotowałam znienawidzone obiady za pieniądze z pożyczek i chwilówek i nic poza tym bo miałam lekarstwo. To był bardzo dziwny czas i układ. Nie wiem jak długo by to trwało. Policja mi pomogła kontrolując mnie alkomatem. Zadzwoniłam i usłyszałam - "Wreszcie". Trzy dni nie wróciłam do domu. Ze wstydu i upokorzenia i ,że to ja przegrałam . Już u córki sama "zaklepałam"sobie terapię. Każdego dnia mąż mnie odwiedzał, dzwonił, dzieci też i tak naprawdę wszystko pozostało bez komentarzy /prawie/ do dziś. Wyszłam z terapii odmieniona i odmieniłam swoje życie. Jasne cele i konsekwencja. Mówię co czuję. Szło ciężko. W kwestii choroby oznajmiłam wszystkim ,że jestem uzależniona na pewno /mąż wątpi do dziś/.Każdego dnia buduję swoja niezależność i walczę o poczucie bezpieczeństwa. I wychodzi mi to. O mojej chorobie nie rozmawiamy bo ja nie mam takiej potrzeby.Czyli razem a jednak osobno? Czy też taka już jestem? Pozdrawiam. Tereska @};-
Dzisiaj jest pierwszym dniem reszty twojego życia. Nic bardziej prawdziwego.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): hanys, Miecia, Magda, Croydana, Antea, samp00

Odp: fikcja bycia razem,bycia parą (????) 2015/03/28 21:37 #48

  • Antea
  • Antea Avatar
chriss %%- no właśnie i w tym cały jest ambaras żeby dwoje chciało naraz .mnie nikt nie uratował u mnie nikt nie zauważył ,mną rodzice nie interesują się od 18 -lat .Odkąd "wydali" mnie za mąż .W dziwiątym miesiacu ciąży poszłam mieszkać na 4 pietro do bloku na 33 metry kwartatowe gdzie rodzice mieszkają w 250 metrach kwadratowych . Mieszkałam pod jednym dachem z ojcem alkoholikiem i matką współuzaleznioną . Mój mąz był wiecznie i jest zapracowany.(a nie musiał chciał) Zdiagnozowałam u siebie "lekki"alkoholizm i Bogu dzięki ,tyle co ja odwiedziąłam w swoim życiu kościołów i się modliłam to ohohoo .Pójdę do nieba bo dorosłe dzieci alkoholików zasłużyły sobie na niebo .A Swoje ważne decyzje życiowe podejme po roku abstynecji ,gdzieś to już pisałam :grin:
Pozdrawiam @};-
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Odp: fikcja bycia razem,bycia parą (????) 2015/03/28 22:03 #49

  • Eloyze
  • Eloyze Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 2123
  • Otrzymane podziękowania: 5257
Mój alkoholizm "uprawiany" w samotności , w dyplomatycznym, bezpiecznym czasie z zachowaniem funkcjonalności domu, pracy wyglądać może i dla dzieci i dla męża na "lekki" jak piszesz Anteo. Stąd może powątpiewanie męża do dziś w mój nałóg. Ale to był alkoholizm "normalny". rozwojowy i dynamiczny. Ulepszałam metody maskowania, piłam coraz więcej, wykreowałam "samotny" styl życia na swoje potrzeby a życie przemodelowałam tak by zmieścić je między kolejnymi puszkami piwa. Miałam dobre warunki do picia w domu więc dla otoczenia byłam nierozpoznawalna jako pijąca osoba. Gdy pojawiał się kac, bo co pewien czas przegięłam ,brałam zwolnienie na żołądek bo faktycznie mam chory od dziecka. Wystarczał telefon do lekarki. Gdyby nie feralna jazda po "wczorajszym" piciu i kontrola drogówki piłabym dłużej i zaczęłaby się zwykła degrengolada. System by padł bo alkohol spowodowałby u mnie wreszcie nieracjonalne zachowania a co za tym idzie wyszedłby ze mną na światło dzienne...W ciszy i spokoju piłam zalewając swoje codzienne dramaty i w ciszy wzięłam się za trzeźwienie...Jakby nic się nie stało...A za mną prawie 20 miesięcy abstynencji, w tym ileś tam trzeźwienia ze wszystkimi swoimi"urokami" .W pełni świadoma ciężkiej choroby po cichu sobie obecnie trzeźwieję i naprawdę to robię...Tereska @};-
Dzisiaj jest pierwszym dniem reszty twojego życia. Nic bardziej prawdziwego.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Croydana, samp00

Odp: fikcja bycia razem,bycia parą (????) 2015/03/28 22:38 #50

  • maciejski
  • maciejski Avatar
Antea napisał:
(...)Pójdę do nieba bo dorosłe dzieci alkoholików zasłużyły sobie na niebo (...)
bezpokorna pewność siebie..
wg mnie jeżeli słowa mówią prawdę, to do nieba nie idzie się za to jakim był ktoś wobec mnie czy łot ewer, tylko za to jakim jestem ja i wobec siebie i innych...
ale to ja..
bo to co mnie spotyka niekoniecznie zmienia mnie na lepszego człowieka... mogę zostać hipokrytą egoistą i bezpokornym zarozumialcem z... doświadczeniem dda, alkoholowym, przemocowym. staram się aby tak nie było. bez względu na moje pośmiertne przeznaczenie..
ale to u mnie.
- maciek
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Odp: fikcja bycia razem,bycia parą (????) 2015/03/28 23:11 #51

  • Eloyze
  • Eloyze Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 2123
  • Otrzymane podziękowania: 5257
Myślisz Anteo, że rok abstynencji to jakaś magiczna granica? Powtórzę za kimś ,że tu nie o "ilość a jakość trzeźwienia" idzie.Masz plan na zmiany w życiu a jaką masz pewność, że Twoje dzisiejsze myślenie ma znamiona trzeźwego? Plan jest dalekosiężny, Ty nie pijesz od niedawna i jeśli uczepisz się tego co wymyśliłaś, zamiast trzymać się dnia dzisiejszego możesz nie tak pokierować swoim życiem. Piszę to bo wiem jak miotały mną emocje przez minione 20 miesięcy, jak jednego dnia wspaniały pomysł drugiego okazywał się beznadziejny i przerastający mnie kompletnie...Czasem komuś obiecałam cos za tydzień i był problem bo byłam za te 7 dni w kondycji kapcia...Nie planuję dużych spraw bo jeszcze sobie nie wierzę a raczej swoim emocjom nie ufam. Jeszcze są niestabilne a ,że już tego doznałam więc jestem ostrożna.
Dużo rozmyślaj o tym co planujesz, rozmawiaj z kimś, słuchaj opinii po to by oswoić się z każdym pomysłem. To pomaga i uczy tak bardzo potrzebnego nam dystansu. Dasz radę. Tereska @};-
Dzisiaj jest pierwszym dniem reszty twojego życia. Nic bardziej prawdziwego.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Croydana, samp00

Odp: fikcja bycia razem,bycia parą (????) 2015/03/29 05:22 #52

  • hanys
  • hanys Avatar
Antea napisał:
Zdiagnozowałam u siebie "lekki"alkoholizm


lekki.........???
a to jest jakaś nowa klasyfikacja medyczna??znam tylko F10.2
a z resztą nieważne.Dla mnie wszystko na temat. :wmur: :wmur: :wmur:
Ostatnio zmieniany: 2015/03/29 05:24 przez hanys.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Odp: fikcja bycia razem,bycia parą (????) 2015/03/29 09:45 #53

  • ursa
  • ursa Avatar
  • Wylogowany
  • Dobry Duszek
  • alkoholiczka (25.08.2011)
  • Posty: 7546
  • Otrzymane podziękowania: 13182
Antea napisał:
Pójdę do nieba bo dorosłe dzieci alkoholików zasłużyły sobie na niebo...
Czy to znaczy, ze ja pojde do piekla, bo alkoholicy zasluzyli sobie na pieklo?
Wiesz, wydaje mi sie, ze na niebo to trzeba sobie zasluzyc w inny sposob... w koncu wiekszosc mordercow jest DDA i DDD.
Antea napisał:
Zdiagnozowałam u siebie "lekki"alkoholizm
:lol: dobre bnggfgbfb
Mysle, ze jestem "troche" w ciazy :grin:
"Jeśli ci się nic nie chce, to wypij dużo wody. Będzie ci się chciało sikać"
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): MISIA, maciejski, Miecia, Eloyze, samp00

Odp: fikcja bycia razem,bycia parą (????) 2015/03/29 14:25 #54

  • Antea
  • Antea Avatar
Hej @};-
byłam "lekko " uzależniona bo jak żyłam sobie gdzieś tam ma małej wsi i piłam samotnie ,nigdy nie byłam w izbie wytrzeźwień nie robiłam publicznych awatur i nikt nie uskarżał się na moje pijackie ekcesy i to utudniało i opóżniało ,powtarzam KAŻDEJ kobiecie ,która pije sobie gdzieś tam w zaciszu domowym ,zaprzestania picia czy pójścia na leczenie?

Maciejski zdadzam się z Tobą, że chorobą alkoholika jest egocentryzm .Chorobą alkoholika jest nadęte ego, choroba alkoholika jest zakłamanie i chorobą alkoholika jest brak akceptacji siebie.
Pozdrawiam
Ostatnio zmieniany: 2015/03/29 14:28 przez Antea.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Odp: fikcja bycia razem,bycia parą (????) 2015/03/29 14:53 #55

  • Eloyze
  • Eloyze Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 2123
  • Otrzymane podziękowania: 5257
A ja żyłam sobie w małym miasteczku i normalnie mam pięć z minusem za "lekkość" mego nałogu... :shock: Ech Anteo ale masz gradację alkoholizmu...
Nic innego Ci się nie przytrafiło jak tylko lepsze warunki do chlania w ukryciu. Już pisałam , że tylko krok wystarczył by stać się publicznym alkoholikiem, jedna zaczepka by wszcząć awanturę, jeden raz znaleźć się w pobliżu radiowozu by izbę odwiedzić...tylko jeden ... Ja o jeden raz za dużo wsiadłam "wczorajsza" do auta. A gdybym kogoś potrąciła? Zabiła? A gdybym nie wsiadła do auta? Gdzie teraz byłabym? Jestem alkoholiczką, która miała komfort picia.
A czym się różnimy od innych alkoholików? Nikt z nich nie urodził się w rynsztoku czy na ławce w parku. "Lekki" alkoholizm to niebolący rak. Dziwne Anteo, że tak pojęłaś swoje picie. Pozdrawiam. Tereska @};-
Dzisiaj jest pierwszym dniem reszty twojego życia. Nic bardziej prawdziwego.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Antea, samp00

Odp: fikcja bycia razem,bycia parą (????) 2015/03/29 14:57 #56

  • maciejski
  • maciejski Avatar
Antea napisał:
(...)Maciejski zdadzam się z Tobą, że chorobą alkoholika jest egocentryzm .Chorobą alkoholika jest nadęte ego, choroba alkoholika jest zakłamanie i chorobą alkoholika jest brak akceptacji siebie.
Pozdrawiam
nic takiego nie napisałem. proszę, czytaj ze zrozumieniem. nadęte ego jest grubiaństwem i hamstwem i zarozumialstwem a nie chorobą a tym bardziej alkoholową. ale można się tych cech dopoatrzyć u ludzi będących w uzależnieniu czy to od alkoholu, hazardu czy narkotyków. reszte sobie dopowiedz. czasami nie pojmuje tego "ślizgania" się po zrozumieniu i nadawaniu jednoznaczności czemuś co tego nie ma. choroba alkoholika to choroba polegająca na utracie kontroli nad spożywaniem alkoholu z powodu nałogowego regulowania uczuć tymże, ja narkotykami u narkomanów, jak hazardem u hazardzistow jak seksem u seksoholikow, przechodząc w uzależnienie psycho(i)somatyczne i tak dalej i tak dalej. samo niewykształcenie i niewychowanie i brak obycia nie świadczy o uzależnieniu.
to tak w skrócie wg.mojej szkoły i mojego pojęcia nauk na Zgierskiej..
pozdrawiam. maciek
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Fikcja bycia razem, bycia parą... 2015/04/18 19:31 #57

  • maciejski
  • maciejski Avatar
pomyślałem sobie, że to ważna kwestia, więc....siwy napisał:
maciejski napisał:
Wczoraj w nocy śniło mi się, że byłem pod wpływem.
Dzisiaj przy kawie usiadłem i powiedziałem Jej. Z DOO (Dzienny Oddział Odwykowy) nauczyłem się, że sny alko to apogeum głodu. U mnie jest inaczej. Znowu informacje przerastają mnie emocjonalnie i moje Ja po staremu chce to załatwić. we śnie.
Dzisiaj rano przy kawie to przegadaliśmy. Ona mnie wysłuchała. "Kazała" zrobić przegląd techniczny "mnie" abym się uspokoił i miał wiedze o swoim stanie i wytrzymałości. Doszliśmy do meritum mojego strachu o mnie, że nie mam wpływu, że płuco, i takie tam.
Powiedziałem, rozmawiałem. nie tłamsiłem. nie kryłem.
i to mi pomogło. jestem BEZPIECZNY.
tak tak.. rozmawiać. mówić. reagować PRZED a nie w trakcie lub PO...
pozdrawiam. - Maciek

Wiesz czego ja się boję. Pogadać szczerze ? Nie tego sie nie boję. Ja się boję jednego, aby nie chciał zarzucić Agnieszki moją chorobą i w pewien sposób nawet odciążyć się z odpowiedzialności i trochę wrzucić jej na barki. A nie daj boże jakby jej wpadł do głowy pomysł bycia moim "terapeutą" to dopiero byłaby masakra. Mam kolegów, którzy mają partnerki po al-on (żeby nie było jestem jak najbardziej za tą formą pracy nad sobą, ale czasami można wylać dziecko z kąpielą) i one każdą dyskusję sprowadzają do tego już chlać Ci się chce. Nie zdążysz słowa wypowiedzieć głośniej a już masz objaw głodu alkoholowego. Sam nie przeżyłem na szczęście (oby nigdy nie), ale koledzy z grupy dzielili się doświadczeniami.
Tego się Macieju boję - sprowadzenia naszych relacji do pozycji mojej choroby. Dlatego ja od tego uciekam nie zawsze się da, ale jak najmniej. Od "problemów" alkoholowych mam grupę i niech tak zostanie.
Ale to ja tak mam, a jak pewnie zauważyłeś to trochę dziwny jestem.

to jeszcze tylko rozjaśnię.
dziwność nie jest patentem. :-) ja o swoją i naszą (Jej) potykam się codziennie. to, że Jej mówię - to Ją uspokaja. Często patrzy na mnie i dziwi się że tak prosto i spokojnie z polskiego na nasze przedstawiam nam naszą obecną sytuację, sytuację z synem. Jej przedstawiam.
Moje relacje z Nią to kosmiczna rzecz. Jeśli odłączę małostkowość i pozostawię/pozostawimy rdzeń tego co nas łączy - to nagle okazuje się że jesteśmy w tym samym świecie, przy tym samym dyszlu. i jedziem dalej. Mówiąc Jej o moim samopoczuciu wypełniam lukę powstałą z obaw i troski. Daję Jej poczucie bezpieczeństwa i wytłumaczenie mojej ew. możliwej niestabilności emocjonalnej (ale terapeutycznie to napisałem) która (zresztą) wypowiedzeniu tego głośno może nie nastąpić.. My też jesteśmy dziwni. a moja abstynencja jest tylko i wyłącznie w moich rękach i to wiemy w pierwszym rzędzie. i Ona i Ja.
jestem pilnym uczniem, Siwy. nie wiem czy mądrym/ wiem, że mam wrodzoną wadę intelektualizowania prawie wszystkiego. Ale ja tego za wadę nie uważam. w swoim przypadku dowody mam inne.
zastanawiam się czy Ona dałaby się "zarzucić" moją chorobą. i wychodzi mi, że nie. Mamy inne priorytety. Nasz Syn. Nasze dzieci. Nasze relacje. A nasza odrębność/dziwność w pojmowaniu świata i naszego w nim miejscu jest powodem że świat dzieli się na dwa obozy "znajomych". Tych którzy nas znają, tolerują i lubią i tych którzy nas po prostu NIE TRAWIA. tych drugich jest więcej i wcale nam to nie przeszkadza.
A to ja - Ona. Witam po raz kolejny. Rzeczywiście jest tak, że przede wszystkim otwartość. Więc jeśli mu się przydarzają sny alko, to chcę wiedzieć. Jakby miał raka wątroby, to też chcę wiedzieć. Proste. Jeśli chodzi o Macieja stany, to mam kilkuletnie doświadczenie jako żona alkoholika, chociaż nie przeszłam terapii współuzależnionych. A mimo to teraz nie obawiam się, że Maciej może się napić. Myślę, że to podświadomy lęk przed utratą samokontroli - padnięte płuco było pewnie wynikiem stresu, którego Maciej sobie nie uświadamiał. Dlatego myślę, że powinien się zbadać, zadbać o zdrowie. Bo nie ma miejsca na więcej chorych na naszym pokładzie, bo musimy opiekować się synem. A co do terapii domowej - uważam, że jest niezbędna, choć przy tak ogromnych problemach jakie mamy, potrzebujemy też specjalistów, co oboje czynimy, więc jest git. Nie ma tu mowy o obciążeniu - jedziemy na tym samym wózku. Moje problemy są jego problemami, a jego - moimi. Postawa - nie chcę cię obciążać, to kit rodem z seriali. Gdzie nie powiesz matce, że się rozwodzisz, bo nie chcesz jej martwić. U nas mówi się wszystko - niezależnie od tego jak zaboli czy obciąży drugą osobę. To tyle. Myślę, że każda para wypracowuje własne sposoby na utrzymaniu dobrej kondycji związku. Nam się nasze sprawdzają. Mimo wszystko. Pozdrawiam

ja też pozdrawiam. - Maciek
ps. dotłumaczę... Ona ma na myśli, że MIMO WSZYSTKO SIĘ SPRAWDZAJĄ, a nie, że mimo wszystko pozdrawia.. :-)
Ostatnio zmieniany: 2015/04/18 19:33 przez maciejski.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Odp: Fikcja bycia razem, bycia parą... 2015/04/24 17:51 #58

  • Lona
  • Lona Avatar
U nas też takie rozmowy mają miejsce ,nawet dzisiaj m. rano powiedział mi że miał sen ,okropnego kaca ,fizycznego ,moralnego i ktoś opowiadał mu jak okropnie się zachowywał po alko i on czuł to upodlenie .Przeżywał ten sen bardzo i chciał się tym ze mną podzielić ,sam stwierdził że dobrze że to mu się przyśniło bo przypomniało mu te okropne uczucia i jest bardziej czujny .Ja chodzę na terapię ale nie mówię mu ;no pewnie tak naprawdę to chlać ci się chce -przecież jeżeli tak by było to on to wie najlepiej i na co mi to mówić .Mogę raczej powiedzieć ;bądź czujny ,może musisz z kimś porozmawiać na ten temat ,zastanów się .Ale to już jego sprawa co zrobi . Uważam że szczera rozmowa zbliża nas raczej do siebie .
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Odp: Fikcja bycia razem, bycia parą... 2015/06/06 21:13 #59

  • Croydana
  • Croydana Avatar
Witajcie
Chcę się podzielić swoimi odczuciami i przeżyciami, a zarazem powiedzieć o tym co mnie spotkało.
W moim małżeństwie przez ostatnie 4 lata nie działo się nic, oboje z mężem się od siebie oddalaliśmy. Sfera emocjonalna i fizyczna już między nami prawie nie istniała.
Wówczas kogoś poznałam. Bylam samotna w małżeństwie, wręcz zagubiona. Na początku Szlaku Trzeźwośći. Zakochałam się platoniczną miłością. Poczułam się komuś potrzebna, ważna dla kogoś, mogłam być pomocna, mogłam wspierać. Poczułam się mimo platoniczności kobietą i to w dodatku piękną kobietą. To uczucie mnie uskrzydlało, dodawało energii, oczy świeciły cała swoją mocą. Słowem byłam wówczas znowu bardzo szczęśliwa. Ale równocześnie wówczas pojawiły się ogromne wyrzuty sumienia wobec męża, choć ciągle sobie powtarzałam, że do momentu kiedy nie ma zdrady fizycznej to nic się nie dzieje, aby znów czuć się podle.
Próbowałam nie kontaktować się, miotałam się, ale tęsknota za Nim brały górę. Nie umiałam w gruncie rzeczy funkcjonować bez tej relacji, nie chciałam tego, jak mantrę powtarzałam sobie modlitwę o pogodę ducha. Tak bardzo chciałam być mądrą, uczciwą.....
Mój mąż się o tym dowiedział i wówczas zaczęło się piekło w mojej głowie. Tak rozrywający serce płacz słyszałam wcześniej tylko raz w życiu, kiedy mama żegnała się moim bratem kiedy umierał. Drugi raz usłyszałam, kiedy mąż się o tej zdradzie dowiedział. Myślałam, że zwariuję..... Chciałam popełnić samobójstwo, ale uświadomiłam sobie, że będzie to największym tchórzostwem, że mam ponieść pełne konsekwencje swojego postępowania.
Wówczas sobie uświadomiłam jak bardzo można zranić drugiego człowieka, jak bardzo można upodlić, jak szybko można zniszczyć poczucie godnośći , męskość. Kim ja jestem, aby zadawać najbliższej mi osobie, której przysięgałem miłość, wierność i uczciwość małżeńską taki ból, dlaczego wbiłam mężowi nóż w plecy?
..
Oczywiśćie zakończylam znajomość, chociaż było mi bardzo ciężko, tęskniłam, płakałam. Ale wiedziałam, że tak trzeba, że mój mąż zasługuje na wyjaśnienie, zasługuje, abyśmy mogli na nowo odbudować małżeństwo po zdradzie, aby zacząć rozmowę , dialog. Aby dać sobie szansę. Bo to własnie męża kocham, to z Nim dzielę zarówno chwile trudne jak i piękne. To własnie On pokazał mi jak żyć, był ze mną w najtrudniejszych chwilach, pocieszał , opiekował się mną. Po prostu kochał całym sercem. Byliśmy tak pewni swojego uczucia, że nie pilęgnowaliśmy go, myśleliśmy, że nasza miłość będzi trwać wiecznie z tą sama intensywnością. Tak sie nie stało. Byliśmy oboje samotni we dwoje. Teraz jest czas dla nas, na odbudowywanie naszego związku, na nowo się do siebie zbliżamy, zaprzyjaźniamy, budujemy zaufanie. A co zrobiłam z miłością platoniczna, schowałam ją głęboko na dnie serca, aby pozostała ze mną, ale już tylko i wyłącznie w głębokiej pamięci..
Kocham mojego męża i chcę sie z Nim zestarzeć. Znowu jestem z Nim bardzo szczęśliwa i dziękuję Bogu, jakkolwiek Go pojmuję, za to że dane było mi Go poznać i zostać Jego żoną. Jest WIELKIM CZŁOWIEKIEM
.....
Pozdrawiam
Ostatnio zmieniany: 2015/06/06 21:16 przez Croydana.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Odp: Fikcja bycia razem, bycia parą... 2015/06/07 13:08 #60

  • chris661211
  • chris661211 Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 3815
  • Otrzymane podziękowania: 6261
Zdrada emocjonalna to także zdrada i boli mocniej niz się może wydawać. Niemniej jednak i na zdradę trzeba "zapracować". I pracuja na nią oboje - ON i ONA, a kiedy już do niej dojdzie pojawia się ból, łzy, żal i wiele wiele inych emocji i to pytanie - Dlaczego Ona/On mi to zrobiła/zrobił?. Rzadko jednak pojawia się pytanie - Czy ja zrobiłem/zrobiłam wszystko aby do tej zdrady nie doszło? Odpowiedź na to pytanie zapewne zaboli, pokaże jednak, ze wcale nie jestem taki/taka super a teraz się dziwię. Każdy kij ma dwa końce. Nawet w tych najczarniejszych wydarzeniach jest jasna strona. Może zabrzmi to paradoksalnie, jednak takie wydarzenie może okazać się zbawienne dla związku, związku na krawędzi. Swoją dorgą - jakże łatwo popaśc w rutynę i zapomnieć o tym, co ważne.
życzę Wam szczęścia
Niezmienne jest tylko to, czego zmienić nie chcemy
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Croydana

Odp: Fikcja bycia razem, bycia parą... 2015/06/07 13:22 #61

  • maciejski
  • maciejski Avatar
czyż mój alkoholizm nie był zdradą emocjonalną?
zawsze załatwialiśmy razem ja i Ona. a tu nagle ja i ja pijany.
zdrada emocjonalna jest cięższa w moim mniemaniu.
wiem bo to ja odszedłem.
pozdrawiam
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Odp: fikcja bycia razem,bycia parą (????) 2015/06/07 14:35 #62

  • martasa
  • martasa Avatar
W moim niedawno zakończonym związku zdrada w moim odczuciu była po obu stronach. Z jego strony z alkoholem właśnie, choć zarzekał się, że on mnie nigdy nie zdradził, a to ja jestem tą złą, bo kogoś innego na chwilę pokochałam i za to przez kilka kolejnych lat byłam obiektem zemsty. I choć on nigdy tego w ten sposób nie pojmował, to ja zawsze czułam się zdradzana z wódką i wielokrotnie o tym mówiłam. Byłam z człowiekiem, którego tak naprawdę nie było. Czy czuję się winna, że pokochałam? Nie. Na to nie miałam wpływu. Czy mogłam postąpić inaczej? Tak, mogłam. Ale nie postąpiłam. I w ten oto sposób stoję tu i teraz, dzisiaj z ciekawością tego, co mi przyniesie nowe życie.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Odp: fikcja bycia razem,bycia parą (????) 2015/06/07 16:22 #63

  • Lona
  • Lona Avatar
No coż ,ja nie uważam żebym była winna temu że mój m. pił i mnie zdradzał ,ja byłam dla niego za dobra ,za grzeczna ,za bardzo kochająca a jego to widać nudziło .Kiedy jednak zorientował się, że to co robi dojdzie do mnie (był szantażowany) to nagle uświadomił sobie co straci .Dałam mu jedyną szansę na bycie ze mną ,ale już nie jestem tak ślepo zapatrzona ,tak dobra ,tak grzeczna ,to już pewnie nie wróci, bo ja nie mam do niego już zaufania i nie wiem czy kiedykolwiek będę je miała .
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Odp: fikcja bycia razem,bycia parą (????) 2015/06/07 16:55 #64

  • chris661211
  • chris661211 Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 3815
  • Otrzymane podziękowania: 6261
Kwestia winy to delikatna sprawa, zważywszy na fakt, że czynny alkoholizm jednego z partnerów pociąga za sobą łańcuch w większości nieświadomych i niekontrolowanych zdarzeń. Błądzić jest rzeczą ludzką, chwalebną zaś do błędu się przyznać i zadośćuczynić i wiesć takie życie aby tych samych błędów juz nie popełniać. Niestety, wielokrotnie kara za błędy jest "dozgonna" i to także doskonały argument do "manipulacji" na zasadzie wypominania tego, co się wydarzylo kiedyś. Nawet praawo karne w żadnym z paragrafów kodeksu karnego nie przewiduje wielokrotnego karania za to samo przestępstwo. Oczywiście nie usprawiedliwiam tutaj alkoholików ani tez nie zwalam odpowiedzialności na współuzależnione/współuzależninych. Jedno jest pewne - każdy przypadek nalezy traktować indywidualnie oraz to, że najtrudniejszym elementem "zdrowienia" jest wybaczenie, bo niewybaczone krzywdy będą wracały i raczej nie pomogą w rozwoju.
Niezmienne jest tylko to, czego zmienić nie chcemy
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Croydana

Odp: fikcja bycia razem,bycia parą (????) 2015/06/07 17:17 #65

  • Lona
  • Lona Avatar
:lol: no tak ,punk widzenia zależy od punktu siedzenia .Ja akurat nie należę do tych co karają ciągłym wypominaniem ,ale wcześniej ,kiedy to mój m. uchodził i robił z siebie idealnego męża ,wypominał mi przy każdej nadażającej się okazji skorzystanie z pieniędzy z karty kredytowej ,twierdząc że go okradłam ,bo mu ponoć nie powiedziałam że z niej korzystam ,co było kłamstwem ,gdyż informowałam (dzieci świadkami) .Robił ze mnie złodzieja ,nie mówiąc już o tym jak potrafił wypominać mi moich chłopaków z nastoletnich lat :lol: paranoja .Kiedy jednak okazało się że to on jest łajdak ,wypominanie i oskarżanie mnie, cudownie zanikło :lol: ale ja oczywiśnie nie jestem takim samym typem i w taki sposób biedaka nie śmiem katować ,jednak czas pokaże czy to się któremuś z nas czkawką kiedyś odbije .
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Odp: fikcja bycia razem,bycia parą (????) 2015/06/07 18:09 #66

  • Croydana
  • Croydana Avatar
Kiedy rozmawiałam z mężem o tym co się stało, oboje nie wiedzieliśmy wówczas jak będziemy żyć po zdradzie. Nie wiedzieliśmy czy w ogóle możliwe jest życie w szczęściu po zdradzie. W zasadzie do tej pory nie wiemy czy nam się uda... To co wiemy, to fakt, że chcemy być razem, że oboje jesteśmy fajnymi, wartościowymi ludźmi, którzy po drodze się pogubili.
Oboje przyznaliśmy się przed sobą, że jesteśmy winni w takim samym stopniu. Bo nic się nie dzieje bez przyczyny......
Wiemy również, aby nasze małżeństwo przetrwało musi nastąpić ogromny przełom, wybaczenie, odbudowanie relacji emocjonalnych, intymnych to bardzo długi proces. Jeśli nam się to nie uda, wówczas się rozstaniemy. Jednak póki co walczymy o nasze małżeństwo o naszą miłość, o naszą rodzinę.
Ja nie chcę żyć w żadnym układzie, ja już nigdy więcej nie chcę być samotna w małżeństwie. Chcę, aby moj mąż był dla mnie największym przyjacielem......, chcę mieszkać pod jednym dachem z osobą, której ufam, z którą po prostu żyję, do której każdego dnia się uśmiecham i mówię z czułością dzień dobry Kochanie, życzę miłego dnia itd. Inna opcja w ogóle nie wchodzi w rachubę. Szkoda życia.
Dziękuję za Wasze przemyślenia, za Wasze doświadczenia
Pozdrawiam
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Odp: fikcja bycia razem,bycia parą (????) 2015/06/07 18:14 #67

  • martasa
  • martasa Avatar
Aguś, z całego serca życzę, żeby się udało kwiaaatek @};- %%-
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

fikcja bycia razem,bycia parą (????) 2016/09/25 08:07 #68

  • kalka
  • kalka Avatar
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 1285
  • Otrzymane podziękowania: 2044
Szukałam tu na forum,takiego kącika dla moichprzemyśleń.Wciąz jestesmy małżeństwem.Mąz skończył terapię siedem lat temu,początki jego trzeżwienia były dla mnie wybawieniem,ja poszłam swoja droga zdrowienia,wybaczania,zrozumienia,chciałam aby zbudowac na nowo ten związek.I na początku Nam się udzwało.Po dwóch latach,mąż wyjechał do pracy w innym mieście,tam chodził na mitingi,tu zauważyłam,ze coś zaczyna sie dziać niedorego,słyszałam takie nowe zdania "Nie rozumiesz mnie","muszę złapać dystans","przypatrzę się temu z boku","mam prawo robić to co chcę","mam prawo do szczęścia","Ty nigdy się nie zmienisz",zaniepokoiło mnie takie jego podejście,ale też zauwazyłam,ze bardzo jest pod wpływem grupy do której uczęszczał,a jak się potem okazało,jednej z kobiet.Starałam się bardzo aby ten związek przetrwał,ale niestety mąż widział we mnie tylko agresora,tak atakowałam bo walczyłam o Nas,zarzucał mi kiedy było mu ciężko,brak z mojej strony wsparcia,a ja sama na tamten czas byłam w totalnym proszku.W tym czasie były ogromne burze,sztormy,na tamten czas nie umiałam inaczej,ale cały czas wiedziałam ,że to dobry ,wartościowy człowiek,którego kocham.Niestety mąz po uporaniu się ze sprawami,postanowił poprostu uciec,tak bylo najprościej,nie chciał terapii małżeńskiej.Po wyjeżdzie do innego kraju,wciąz się uzalał,mówiłam wracaj,jednak pozostał.W sierpniu przyjechał na urlop,i właściwie to sam tego nie powiedział dopiero gdy dopytywałam ,powiedział,że od 1,5 roku mieszka z tą kobietą.Poczułam się oszukana,zmanipulowana,zdradzona,zdeptana.Nie radzę sobie w chwili obecnej,bo wciąż go kocham,nie umiem postawić grubej kreski,odciąć się,choć wiem ,ze tak może byłoby lepiej.Wciąz mam myśli o naprawianiu,wybaczeniu,wiem jaka droga zdrowienia jest kręta,ile trzeba przejść,nigdy nie zrozumie alkoholika,jednak stawiam sobie pytanie,dlaczego nie zawalczył o Nas,tylko poszedł drogą na skróty,bo tak było łatwiej? bo już mnie nie kocha? Te myśli wciąz nie daja mi spokoju.Ponownie poszłam na terapie,bo cierpienie i udręczenie mnie powoli zabija.To moje doswiadczenie z trzeżwym alkoholikiem







"
każda droga zaczyna się od pierwszego kroku
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): szekla, Magda, mariusz63

fikcja bycia razem,bycia parą (????) 2016/09/25 10:01 #69

  • szekla
  • szekla Avatar
  • Wylogowany
  • Współtwórca Portalu
  • Naczelna Wiedźma
  • Posty: 18438
  • Otrzymane podziękowania: 29300
Taka sytuacja Kasiu to jakby nie nowość. Nierzadko zauważam takie sytuacje, że od chwili zaprzestania picia w związkach zachodzą pewne odkrycia.
Bywa tak, że to partnerka nie potrafi sie odnaleźć z "nowym nim", zaczyna jej przeszkadzać bo sie wtrąca w życie, uczestniczy w bieżących sprawach, wychowaniu dzieci. Staje się nudny i upierdliwy a co też ważne....odbiera status przewodnika stada.
Bywa również, że "on" błądzi, lawiruje, szuka czegoś choć sam nie wie czego i nazwie to zapewne "zmianami"
I pisząc to na chwilę się zadumałam...czy jest to czyjaś wina? Myślę, że nie. To jest efekt zniekształconego obrazu poprzez pryzmat alkoholu. Gdy on pił widział Cię inną, Ty też widziałas go innego.
Wszystko to takie dziwne, trudne do zrozumienia. Pytania..."dlaczego mnie to spotkało?". Pojawiają się te przykre, smutne uczucia...
Chciałoby się coś zrobić, ratować lecz do tego trzeba dwojga.
Jedyne co mogę zrobić dla Ciebie to mocno utulić, potrzymac za rękę i potrwać w milczeniu :ymhug:
Słowo raz wypuszczone nigdy nie powróci.

Emilka Alkoholiczka
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): kalka, mariusz63

fikcja bycia razem,bycia parą (????) 2016/09/25 11:05 #70

  • kalka
  • kalka Avatar
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 1285
  • Otrzymane podziękowania: 2044
Dużo mi daje to co piszesz ,Emilko,bo nie to ile kto nie pije świadczy o dojrzałym trzeżwieniu,zawsze myślałam,że ten ,który jest trzeżwy,w pierwszej kolejności walczy o siebie ale i o rodzinę,że to jego priorytety,jednak to tylko moje myśli,uczucia,które mam w sobie wciąz sa żywe,wiele razy mówiłam mu o nich,lecz jakby o tym nie usłyszał,natomiast zawsze mówił o swojej krzywdzie i i samotności.Czy tak naprawdę nowy związek da mu poczucie,że nie będzie się tak czuł? Wiem ,że samotność nawet w związku to cecha o której mówią alkoholicy,ale czemu nigdy o tym nie mówił,tylko co raz czesciej uciekał i izolował się?
każda droga zaczyna się od pierwszego kroku
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): szekla, mariusz63
  • Strona:
  • 1
  • 2
  • 3