Witamy, Gość
Nazwa użytkownika: Hasło: Zapamiętaj mnie
Cierpisz z powodu picia bliskiej Ci osoby? Tutaj możesz podzielić się swoimi problemami, troskami.

TEMAT: Czy mialam racje?

Czy mialam racje? 2019/06/05 11:41 #1

  • Katarzyna
  • Katarzyna Avatar
  • Wylogowany
  • Nowicjusz
  • Posty: 10
  • Otrzymane podziękowania: 1
Dzień dobry!
Mam na imię Katarzyna i trafiłam dziś na forum podczas poszukiwania informacji o współuzależnieniu, jako że 3 dni temu zarwałam z partnerem, po tym jak zrozumiałam, że jestetem współuzależniona. Teraz jednak nie jestem pewna, czy miałam rację i chciałabym zapytać was, osoby najbardziej kompetentne.
Poznaliśmy się 2 lata temu, kiedy ja sama byłam w złym stanie psychicznym, po tym jak po pierwsze, rozstałam się z mężem, a po drugie, byłam kilka miesięcy bezrobotna. Sama wtedy sporo piłam, i gdy Go poznałam, piliśmy już razem. Na początku było cudownie, On jest wspaniałym człowiekiem, upijającym się w 95% na wesoło. Po kilku miesiącach zaczęło między nami dochodzić do konfliktów, głównie za sprawą tego, że jemu nie podobały się jakieś moje zachowania. Zaczął mnie dyscyplinować, pouczać jak mam się zachowywać, zmuszać, bym przepraszała za rzeczy, które nie były moim zdaniem przeze mnie zawinione. Ja się zwykle stawiałam, i kłóciłam że nie ma racji. Po kilku miesiącach, po tygodniu nieustannych sporów, on mnie porzucił, twierdząc, że nie może ze mną być, bo jestem kłótliwa i negatywna i że już mnie nie kocha. Ja się z tym rozstaniem nie pogodziłam, wzięłam winę na siebie, prosiłam o 2 szansę, odmówił. Jednak w konsekwencji tego zerwania, ja zupełnie przestałam pić.Znalazłam też pracę, więc nawet już nie miałam powodu żeby pić, bo moje picie było reakcją na złą sytuację życiową w głównej mierze. Nie piłam przez pół roku, a gdy znów zaczęłam pić to normalnie. Piwo lub 2 ze znajomymi raz na jakiś czas, choć szczerze mówiąc nawet tego nie potrzebowałam. Nie brakowało mi alkoholu wogóle. Jednocześnie zaczęliśmy być znów w kontakcie z moim byłym. On pił dalej. Ale kiedy się spotykaliśmy, jako przyjaciele, ja piłam piwo bezalkoholowe, on swoje wino. Po kilku miesiącach powiedział, że przestaje pić, bo zdał sobie sprawe,że ma problem. Wtedy zapragnęłam do niego wrócić. Przez kilka tygodni nie pił, i było wspaniale. Ustaliliśmy zasady związku, mechanizmy radzenia sobie z konfliktami, oboje zrobiliśmy rachunki sumienia za poprzednie błędy i oboje wzięliśmy za nie odpowiedzialność. Potem zaczął się powolny powrót do picia. Małe ilości, ale zawsze. Nie martwiło mnie to z początku, bo ja nadal piłam normalnie, bez upijania się, 1 - 2 piwa okazyjnie. Myślałam, że on też się nauczył jak pić bezpiecznie. Trwało to kilka miesięcy, aż wkońcu on upił się naprawdę i zrobił mi awanturę z niczego przy mojej przyjaciółce. Na 2 dzień bardzo przepraszał, obiecał poprawę, obiecał ze się więcej tak nie upije. Wybaczyłam. Ale nie trwało to długo i po kilku tygodniach, będąc na kacu, zrobił mi kolejną awanturę o nic, tym razem przy swoich dzieciach, kazał przepraszac za moje, w jego mniemaniu, okropne zachowanie. Nie przeprosiłam więc uskutecznił nieodzywanie się do mnie, póki nie przeproszę. Ignorował mnie cały wieczór na oczach znajomych, którzy przyszli do nas na impreze. Na 2 dzień nadal się nie odzewał, czekając na moje przeprosiny. Podjełam próbę wyjścia z konfliktu, ale bez przepraszania tylko z propozycją rozmowy. Nie, chciał tylko przeprosin. Po kilku godzinach zrozumiałam, że wracamy do starych schematów i że jeśli się ugnę, to będzie tylko gorzej, tak jak wtedy. Zrozumiałam też, że jestem współuzależniona, bo nie reagowałam na jego picie, wiedząć, że nie jest dobrze i kłamałam przyjaciołom i rodzinie, kiedy pytali ile on pije. Zostawiłam go. Napisałam emaila z wyjaśnieniem, bo podczas zerwania nie chciał mnie wogóle słuchać. Email był miły w wymowie, ale powiedziałam że zostawiam go przez alkohol i to, jak na niego działa czasami (bo nie zawsze, zwykle jest nieszkodliwy i uroczy) i że nie chcę eskalacji tej sytacji. On tego nie zrozumiał, odrzucił wszystko co napisałam, stwierdził że alkohol nie jest niczemu winny, tylko moje zachowania, a skoro uważałam że za dużo pije, to dlaczego nie powiedziałam wcześniej. Wtedy by coś zrobił a teraz jest za póżno, bo spaliłam mosty zerwaniem. Faktem jest że wcześniej nic nie mówiłam. Ale długo to wypierałam i zrozumiałam powagę sytuacji po tej 2 kłótni. Chciałam się ratować. Ale czy słusznie. Teraz sama już nie wiem. Może przesadziłam, może powinnam porozmawiać z nim zanim zerwałam. Bałam się jednak, że wrócimy do sytuacji z przeszłości i bardzo chciałam tego uniknąć. Bardzo chciałam uniknać nowych awantur, po których on zostawi mnie raz jeszcze. Nie musze dodawac, ze nadal bardzo go kocham.Proszę was o opinię. Kasia
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Czy mialam racje? 2019/06/05 12:12 #2

  • Aga89
  • Aga89 Avatar
  • Wylogowany
  • Super Gaduła
  • Posty: 253
  • Otrzymane podziękowania: 718
Witaj Kasiu :) Wiesz, ja po kilku miesiącach tutaj zrozumiałam, że alkoholizm alkoholizmem, ale pewne cechy charakteru drugiej osoby także sa istotne. Wszystko jakoś zawsze "zwalałam" na picie męża, a przecież, po glębszej analizie- miał też zwyczajnie takie cechy osobowości, które chyba ujawiały się niezależie od tego czy pił, czy nie- a które zwyczajnie mnie odpychały.
Był bardzo lekceważący, obojętny, niesamodzielny i zwyczajnie leniwy. Nawet gdyby zakręcił butelkę- już bym go w swoim życiu nie chciała, bo otworzyły mi się oczy na to, jakim człowiekiem był naprawdę.
Facet najpierw mówi Ci, że to koniec- Ty walczysz, ale czy jest o co? Czy warto? Bierzesz winę na siebie jak piszesz- przepraszasz i prosisz- ale czy słusznie i w imię czego? Rozmawiac mozna zawsze, ale pamiętaj, że nikt z nas tak naprawdę nie ma wpływu na drugiego człowieka. A "gdybanie" co by było gdybym jednak to czy tamto- zwykle nie przynosi nam ani ulgi, ani żadnych realnych odpowiedzi.

Ja też miałam mętlik w głowie, kiedy pierwszy raz tu napisałam. Wiedziałam, że nie chcę tego związku, a może jednak chcę? Kocham, nie kocham? Ale wtedy pomyślałam sobie- z jakiegoś powodu od niego odeszłaś. Nie mogłaś tak dalej. Nie byłaś szczęśliwa, ba, życie sypało Ci się jak domek z kart. I to mi wystarczyło do tego, żeby stwierdzić, że podjęłam słuszną decyzję. Dziś uważam że walczyc o związek można w nieskończoność i do upadłego- nawet kiedy zostały po nim tylko zgliszcza. Tylko... po co? Skoro czasem nie ma już o co walczyc.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Czy mialam racje? 2019/06/05 12:43 #3

  • Magda1981r
  • Magda1981r Avatar
  • Wylogowany
  • Super Gaduła
  • Jest taka cierpienia granica...
  • Posty: 382
  • Otrzymane podziękowania: 369
Witaj Kasiu. Piszesz ze zauważyłaś u siebie wspóluzaleznienie. Czy w związku z tym chodzisz na terapię? Powiem Ci tam po krotce jak było u mnie. Najpierw miałam męża który pił i którego wiele lat kryłam. Zanim na dobre rozstałam się z mężem już byłam w kolejnym związku. Facet "idealny" wykazywał zainteresowanie mną i córka. Wszędzie z nami i pomocny i bardzo spokojny i pracowity z własnym mieszkaniem.W trakcie zaczęłam zauważać że pije codziennie wieczorem piwa... Do tego zdarza mu się je łączyć z tabletkami nasennymi... No i chorobliwie zazdrosny...i najlepiej jak robię dokładnie to co chce on... Interesuje się tylko tym co on... Też go kryłam... Też tłumaczyłam sobie jego zazdrość tym że mnie kocha ale coś gdzieś w środku krzyczało że jednak nie jest tak pięknie... Że tak naprawdę każde spotkanie wiąże sie że stresem żeby tylko moja córka była spokojna bo on lubi spokój że meczy mnie ciągłe interesowanie się tylko tym co on lubi... Az w końcu to on wybuchł ujawniając swoje oblicze. Wybuch był nie pierwszy raz więc z nim zerwałam. I mimo że blagal i teraz stosuje wobec mnie stalking twierdząc że tak bardzo kocha i żyć beze mnie nie może ja wiem ze dobrze zrobiłam. Ale ja już wtedy chodziłam do psychologa i myślę że właśnie to mi bardzo pomogło. Też miałam moment zawachania na poczatku... Że może przesadzam... Że przecież obiecuję poprawę że więcej tak nie wybuchnie... Że rzuca picie piwa... Wytrwałam... Nie złamały mnie jego obietnice i nie żałuję swojej decyzji. To co mnie przeraziło to to że kryłam go tak samo jak męża że go idealizowałam mimo że był ten dzwonek w głowie... Więc warto słuchać tych sygnałów i przetrwać ten moment zwątpienia żeby nie cierpieć później jeszcze bardziej. Teraz po ponad pół roku wiem że bardzo dobra decyzję podjęłam.
Jest taka cierpienia granica za którą się uśmiech pogodny zaczyna..
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Gojia, AGA54

Czy mialam racje? 2019/06/05 12:43 #4

  • Katarzyna
  • Katarzyna Avatar
  • Wylogowany
  • Nowicjusz
  • Posty: 10
  • Otrzymane podziękowania: 1
Dziękuję Agnieszko za odpowiedz. Tak, zgadzam się, czasami to są poprpstu cechy charakteru a nie tylko wpływ alkoholu, jestem tego świadoma. Nie jestem w stanie ocenić czy jego zachowania to tylko wpływ alko, ale jednak czuje że głównie. On jest dobrym człowiekiem, oddanym dzieciom, przy których nigdy nie pije, i z wyjątkiem tych incydentów, o których pisałam, zawsze cudownie się dogadywaliśmy. Gdy był trzezwy,i często także kiedy trochę wypił, zawsze bez problemu znajdowaliśmy rozwiązanie wszelkich sytuacji. Więc dlatego zastanawiam się, czy nie przesadziłam. Przeczytałam Twoją historię, nie do końca się w niej odnalazłam, bo mój partner dba o dom, dzieci, siebie i jedynie te awantury były znakiem, że coś jest nie tak.Ale może byłoby gorzej, dlatego odeszłam...
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Czy mialam racje? 2019/06/05 12:52 #5

  • Katarzyna
  • Katarzyna Avatar
  • Wylogowany
  • Nowicjusz
  • Posty: 10
  • Otrzymane podziękowania: 1
Dziękuję Magda. Terapię zaczynam w przyszłym tygodniu. Z psycholożką ustale, czy potrzebna mi terapia wybitnie dla współuzależnionych, czy też wystarczy zwykła. Mój partner, z wyjątkiem tych dwóch sytuacji, tym drugim razem, kiedy się zeszliśmy, był zawsze kochany i bezproblemowy. Ale taka też byłam ja, za każdym razem kiedy widziałam, że może być zirytowany, rozbrajałam sytuacje.Nie był zazdrosny, nie było przemocy, wszystko było naprawdę dobrze. Dlatego właśnie mam mętlik w głowie,bo nasza sytuacja trochę nie pasuje do schmematu.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Czy mialam racje? 2019/06/05 16:04 #6

  • szekla
  • szekla Avatar
  • Online
  • Współtwórca Portalu
  • Posty: 15284
  • Otrzymane podziękowania: 21863
Cześć Kasia :czesc:
Słowo raz wypuszczone nigdy nie powróci.

Emilka Alkoholiczka
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Czy mialam racje? 2019/06/05 16:18 #7

  • Magda1981r
  • Magda1981r Avatar
  • Wylogowany
  • Super Gaduła
  • Jest taka cierpienia granica...
  • Posty: 382
  • Otrzymane podziękowania: 369
Kasiu każda sytuacja jest inna ale mimo wszystko ma podobne sytuacje. Piszesz ze rozbrajałas sytuację gdy widziałaś że jest zirytowany. Dlaczego to robiłas? Akurat to mnie zastanowiło ponieważ miałam tak samo... Robiłam wszystko żeby mąż czy ten ostatni facet się nie złościli. To taka jedna z rzeczy nad którą pracuje teraz... Nigdy nie lubiłam gdy ktoś się złościł... Czułam się winna takie sytuacji. Ale przecież każdy ma prawo do złości... Złość to jedna z emocji taka jak i radosc. Teraz to wiem. Ale ja chciałam żeby Ci moi faceci byli ze mną szczęśliwi więc tłumaczyłam ich... Zadowalałam... To dzięki mnie mieli czuć się kochani i wyjątkowi.Tylko że zupełnie zapomniałam w tym wszystkim o sobie. Piszesz ze dyscyplinował cię.. Kazał przepraszać... Czy uważasz że to jest okej? Że związek na tym polega? Gdzie szacunek.. Jak czulaś się w tych sytuacjach? Czy to nie było tak że za wszelką cenę łagodzilas sytuację tylko po to aby znowu nie kazał ci siebie przepraszać? To takie trochę życie na bombie...A gdzie szacunek i akceptacja drugiej osoby taka jaka jest. Mam wrażenie że trochę go tłumaczysz.
Jest taka cierpienia granica za którą się uśmiech pogodny zaczyna..
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): kasia9, AGA54

Czy mialam racje? 2019/06/05 22:05 #8

  • Alex75
  • Alex75 Avatar
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 859
  • Otrzymane podziękowania: 1280
W mojej sytuacji było podobnie zrobiłam wszystko żeby nie poczuł się źle, wszystko nawet rzeczy których nigdy wcześniej mi zrobiłam. łamałam swoje zasady. Mało tego często jak się rozstaliśmy po spotkaniu to dzwoniłam żeby upewnić się że wszystko jest ok I niczym się nie zdenerwował. Jak wszystko było w porządku i był w dobrym humorze to ja również byłam szczęśliwa A jak wyczułam że ma zły humor to zaraz się obwiniam że pewnie coś było nie tak i próbowałam dociec co.

Jak sobie teraz to przypominam to po prostu sama sobie nie wierzę
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): AGA54, Katarzyna

Czy mialam racje? 2019/06/06 09:08 #9

  • Katarzyna
  • Katarzyna Avatar
  • Wylogowany
  • Nowicjusz
  • Posty: 10
  • Otrzymane podziękowania: 1
Tak, rozbrajałam, choć kiedy był zły na coś innego, to czekałam aż przejdzie i rozmawialiśmy i było ok. Sama się pilnowałam, ale też dlatego że wiem, że samej niegdyś zdarzało mi się wybuchać bez sensu, więc uważałam,że to normalne.Nie zapominałam o sobie, tylko poprostu sama chciałam być lepszym człowiekiem, tak poprostu. Ale tak, dyscyplinowanie było straszne, bardzo upokarzające, czułam się z tym okropnie i nie mogłam uwierzyć, że to się wogóle dzieje, że ktoś mnie może tak traktować. Znów jednak, za 2 podejściem do związku, było tak tylko 2 razy, więc jak może szczerze bym o tym porozmawiała, postawiła granice zamiast od razu odchodzić, byłoby lepiej?
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Czy mialam racje? 2019/06/06 09:12 #10

  • Katarzyna
  • Katarzyna Avatar
  • Wylogowany
  • Nowicjusz
  • Posty: 10
  • Otrzymane podziękowania: 1
Tak, ja też kilka razy zrobiłam coś wbrew sobie, uważałam że to ja mam rację, ale w imię spokoju nie ciągnęłam dyskusji i doprowadyałam do zakończenia sytuacji. On też nie był zawsze zły. Po jednym y lekkiech nieporozumień też pytał, czy wszystko mi€dzy nami ok, więc też sie jednak starał. Chodzi mi o to, że może przesadzam, może widzę tylko jedną stronę medalu. Z 2 strony, on naprawdę bardzo dużo w tej chwili pije, i, wydaje mi się, e w takich przypadkach, sytuacja nie może się polepszać a tylko pogarszać, prawda?
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Czy mialam racje? 2019/06/06 10:00 #11

  • Aga89
  • Aga89 Avatar
  • Wylogowany
  • Super Gaduła
  • Posty: 253
  • Otrzymane podziękowania: 718
Jak bedzie nie wiadomo. Mój mąż na początku pił po 2 piwa, też nie codziennie, a pod koniec związku nie trzeźwiał. 20 piw dziennie to dla niego był pikuś.
Przemocy również nie było od razu. Najpierw były krzyki, potem rozwalanie mebli- potem przemoc fizyczna.
Co nie znaczy oczywiście,że każdy alkoholik jest przemocowcem, bo to nieprawda. Chodzi mi tylko o to, że większosc historii którą tu przeczytasz zaczynała się "niewinnie".
Kasia, ja widzę, że Ty masz wątpliwości związane z tym, czy nie zastosowałas "najcięższego oręża" zamiast rozmawiac, stawiac twarde warunki i dac szansę. Zastanów się co jest w tej chwili najlepsze dla CIEBIE. Bilans zysków i strat- może to Ci pomoże. Jak sama piszesz to Wasze drugie rozstanie- więc może coś jest na rzeczy?
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): olka2019, AGA54, Katarzyna

Czy mialam racje? 2019/06/06 11:55 #12

  • Katarzyna
  • Katarzyna Avatar
  • Wylogowany
  • Nowicjusz
  • Posty: 10
  • Otrzymane podziękowania: 1
Zgadzam się, to co dla mnie najlepsze jest moim priorytetem, dlatego to skończyłam, bo nie chciałam być dłużej w związku z alkoholikiem, i nie chciałam być dłużej współuzależniona. Dlatego to skończyłam, dlatego piszę do was, zamiast odzywać się do niego z propozycją wyjścia z sytuacji. Wiem, że mogę być z nim szczęśliwa tylko kiedy on przestanie pić, ale on musi o tym sam zdecydować, a nie robić tego, bo ja tak chcę. Musi sam wiedzieć, że to jest dla niego, dla nas złe. Ja nie mogę go do tego zmusic, wiem. Nie zmienia to jednak faktu, że to bardzo boli.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Czy mialam racje? 2019/06/06 13:02 #13

  • Magda1981r
  • Magda1981r Avatar
  • Wylogowany
  • Super Gaduła
  • Jest taka cierpienia granica...
  • Posty: 382
  • Otrzymane podziękowania: 369
Wiesz Kasiu ja w swoim związku dałam tylko jedna szansę. Przy drugim wybuchu jego złości... Znów nagle okazało się że według niego jestem matką źle wychowującą dziecko... A nawet źle wychowującą psa...zakończyłam związek. Ale też nie odrazu w danym momencie tylko po kilku dniach. Z ogromnym bólem serca... Bo tak bardzo chciałam ułożyć sobie życie.. Bo przeciez był dobry.. Czuły... Pomocny.. Zainteresowany mną... Tylko że po przeanalizowaniu tego co się wydarzyło... Jak się zachowywał... Wyszło mi z tego że jednak wcale taki cudowny nie jest. Nie wyobrażałam sobie ze mam być z kimś kto potrafi się tak okropnie wobec mnie zachować. U niego też był alkohol. I jak to mi pięknie też tłumaczył... Że on wszystko ogarnia w ciągu dnia... Że pije tylko wieczorem jak już wszystko jest zrobione... Na lepszy sen pije...i to tylko piwa bo wódki nie lubi. Nie mieszkaliśmy razem ale gdybyśmy zamieszkali to co noc w łóżku bym miała wypitego faceta. Do tego chorobliwa zazdrość i posłuszeństwo względem niego. Więc u mnie bilans był taki ze... Żadna jego dobroć... Pomoc mnie.. I żadna jego miłość nie wystarcza żeby pokryć te straty psychiczne które by nastąpiły u mnie i u mojej córki. Bo życie z kimś kto niby taki spokojny i opanowany... Ale do czasu... To nie dla mnie. To życie w ciągłym stresie a tego nie chce. Dla mnie wraz z miłością idzie szacunek.
Jest taka cierpienia granica za którą się uśmiech pogodny zaczyna..
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): AGA54

Czy mialam racje? 2019/06/06 13:27 #14

  • Katarzyna
  • Katarzyna Avatar
  • Wylogowany
  • Nowicjusz
  • Posty: 10
  • Otrzymane podziękowania: 1
Dzięki Magda!Naprawde pomagają mi Twoje słowa.U mnie to też był 2 raz i za 1 powiedziałam, że tylko ten jedyny wybaczam.Dla niego jednak tym razem kłótnia nie była przez alko, bo był trzeźwy (ale na kacu!) i to ja się okropnie zachowałam a jego późniejszy wielogodzinny silent treatment był pi to, bym uznała swój błąd.Nie widział tego, jak mnie to upokorzyło.I tak, miałam w ostatnich tygodniach co noc w łóżku pijanego faceta.Nie polecam
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Czy mialam racje? 2019/06/06 15:08 #15

  • Magda1981r
  • Magda1981r Avatar
  • Wylogowany
  • Super Gaduła
  • Jest taka cierpienia granica...
  • Posty: 382
  • Otrzymane podziękowania: 369
Nawet jeśli nie zachowałaś się okej to czy uważasz że trzeba kogoś upokorzyc żeby pokazać mi że źle się zachował? Dla mnie to bardzo niedojarzale zachowanie. I też trochę przypomina to zachowanie mojego byłego faceta... I to jak mówił np. "Zobaczysz że ja zawsze mam rację". I żadne moje tłumaczenie że ja mam na coś inny pogląd nie docieralo do niego. Musiało być tak jak on uważa że jest dobrze i powinno być. Jeśli tak nie było to był foch z jego strony. Dla mnie z kimś takim nie ma szans na zdrowy związek. No i do tego alkohol...leki nasenne...
Jest taka cierpienia granica za którą się uśmiech pogodny zaczyna..
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Czy mialam racje? 2019/06/07 07:43 #16

  • Katarzyna
  • Katarzyna Avatar
  • Wylogowany
  • Nowicjusz
  • Posty: 10
  • Otrzymane podziękowania: 1
Znowu masz rację, nie można nikogo upokarzać, nawet kiedy któs zrobi coś niefajnego w twojej opinii, zgadzam się. Ale może nie wiedział że mnie upokorzył. Eh sama już nie wiem, jestem w dość dużej rozsypce..
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Czy mialam racje? 2019/06/07 12:09 #17

  • Magda1981r
  • Magda1981r Avatar
  • Wylogowany
  • Super Gaduła
  • Jest taka cierpienia granica...
  • Posty: 382
  • Otrzymane podziękowania: 369
Więc Kasiu daj sobie czas...przeczekaj tą rozsypke... My tutaj wiemy już ze potrzeba czasu żeby spojrzeć na tą sytuację inaczej. Przeczytaj sobie te wiadomości które pisałaś... W każdej z nich jest on przez Ciebie broniony.. Tłumaczony...ja sama pamiętam siebie z takiego momentu w którym Ty teraz jesteś. To strasznie trudny czas. Bo z jednej strony czułam i wiedziałam że on się nie jest w stanie dla mnie zmienić... Z drugiej pamiętałam jeszcze te dobre chwilę.To taka ciężka walka serca z rozsądkiem. Ale warto przeczekać. Już nie raz zostałaś przez niego poniżona. Mimo kolejnych szans zrobił to jak sama piszesz nie był też wtedy pijany (co nie znaczy że jak pije może poniżać i to go tłumaczy). Czy takiego związku chcesz? Chcesz ciągłego strachu o to czy cię nie upokorzy? Czy te krótkie dobre chwilę wystarczą ci i będziesz szczęśliwa? Idź na terapię i daj sobie czas. Zobaczysz że za jakiś czas będziesz miała na tą sytuację zupełnie inne spojrzenie.
Jest taka cierpienia granica za którą się uśmiech pogodny zaczyna..
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Masza

Czy mialam racje? 2019/06/08 20:42 #18

  • Alex75
  • Alex75 Avatar
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 859
  • Otrzymane podziękowania: 1280
Katarzyna napisał:
Wiem, że mogę być z nim szczęśliwa tylko kiedy on przestanie pić, ale on musi o tym sam zdecydować, a nie robić tego, bo ja tak chcę .

Wiesz co jest najgorsze. Niektóre dziewczyny tu piszą że ich alko przestał pić i niewiele się zmieniło bo zakręcił butelkę ale się nie leczył. Odeszły bo nie dało się żyć. Butelka zakręcona a myślenie wciąż pijane. I agresja nie ustąpiła.

Ja też tego doświadczyłam. Ubliżania mimo że nie był pijany
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Czy mialam racje? 2019/06/11 11:08 #19

  • Katarzyna
  • Katarzyna Avatar
  • Wylogowany
  • Nowicjusz
  • Posty: 10
  • Otrzymane podziękowania: 1
Tak, wiem, że jest taka opcja. Ale nie wiem czy tak by było, bo nie doświadczyłam tego kiedy nie pil, był wtedy zawsze pełen szacunku, i tylko to się zdarzało po alko. Toteż trudno wyrokować.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Czy mialam racje? 2019/06/11 11:43 #20

  • Masza
  • Masza Avatar
  • Online
  • Gaduła
  • Posty: 134
  • Otrzymane podziękowania: 134
Katarzyna u mnie na poczatku tez tak bylo ze na trzezwo byl super i pelen szacunek. Ale wraz z postepem choroby coraz trudniej mu bylo sie opanowac i na trzezwo tez potrafil byc agresywny, najczesciej w slowach.
Wtedy sie zastanawialam czemu taki nabuzowany chodzil w tygodniu choc nie bylo powodu. Teraz juz wiem ze to byl glod alkoholu, ktory go "wolal" doslownie. I tak co weekend, byle by tylko szybciutko po pracy w piatek otworzyc browarka i "sie uspokoic".
Powiem Ci jeszcze cos.
Tu dziewczyny pisza, ze on zakreca butelke i nie idzie sie leczyc i to jest najgorsze.
Wyobraz sobie ze moze byc gorzej.
Moj nie pije i sie leczy (chodzi wtedy kiedy mu sie podoba) ale nie robi tego dla siebie tylko ze strachu przed konsekwencjami, albo dla mnie(to tez juz slyszalam).
Wiec to tez nic nie da bo on nie widzi swojego problemu lub go umniejsza.
Jesli myslisz o nim dobrze i pragniesz dla niego zdrowia to pomysl o tym ze on sam powinien chciec zdrowia dla siebie. Inaczej te ich metody ktore probuja przeforsowac to autodestrukcja a nie chęć wyzdrowienia.
Pozdrawiam!
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): sylwia1975, olka2019

Czy mialam racje? 2019/06/13 10:48 #21

  • Katarzyna
  • Katarzyna Avatar
  • Wylogowany
  • Nowicjusz
  • Posty: 10
  • Otrzymane podziękowania: 1
Bardzo dziękuję za wszystkie odpowiedzi i komentarze. Za każdym razem, kiedy którąś z nich czytam, jest mi o wiele lepiej, upewniam się co do trafności podjętej decyzji totalnie. Oczywiście nie niwelują one poczucia złamanego serca i smutku, ale pomagają przetrwać najtrudniejsze momenty zwątpienia. Dzięki
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Alex75

Czy mialam racje? 2019/06/13 13:08 #22

  • sylwia1975
  • sylwia1975 Avatar
  • Wylogowany
  • Moderator
  • Posty: 1803
  • Otrzymane podziękowania: 1738
Witaj przypomnialo mi sie ze zycie z alkocholikem to jak codzienny wypadek samochodowy,ta adrelalina nie do opisania ,lek ,brak pewnosci typy suchy ,pijany bnggfgbfb .Dlatego wiekszosc z nas ucieka ,roznie nie raz na czterych,gdyby nie moja terapetka to bym chyba musiala sie wywlec zamiast isc,dosownia magia zycia z stalkierem obok,potem alko mnie wykonczyly ,ale powrocilam ,kosztowalo mnie to LATA warjackich rotki romansow z ktorych wcale nie jestem dumna ,po rozwodzie,chyba byl w tym jakis cel Jestem tu gdzie jestem w tym punkcie.Pan stalkier hm kontroler ,zazdrosnik,pozytyw ogarniety ,z dobrym zawodem,odpowiedzialny.Pan alkocholik nie ogarniety,lekecwazacy,nie zrownowazony.pozytyw dbajacy o dom ,rodzine w pewnym sensie pracowity.Czy ktorego znich bym chciala NIE
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.