Witamy, Gość
Nazwa użytkownika: Hasło: Zapamiętaj mnie
Cierpisz z powodu picia bliskiej Ci osoby? Tutaj możesz podzielić się swoimi problemami, troskami.

  • Strona:
  • 1
  • 2
  • 3

TEMAT: Trudne poczatki terapii

Trudne poczatki terapii 2019/05/02 12:31 #1

  • Monika88
  • Monika88 Avatar
  • Wylogowany
  • Gaduła
  • Posty: 62
  • Otrzymane podziękowania: 49
Czesc, jestem tu nowa i szukam wsparcia.
Moje malzenstwo trwa prawie 5 lat i mieszkalismy z mezem glownie za granica w trakcie tego zwiazku. Kiedy wrocilam do Polski z dzieckiem, on zostal tam jeszcze rok i w tym czasie calkowicie upadl na dno, choc ciezko bylo mu wiele rzeczy udowodnic. Po powrocie do Polski zamieszkalismy u moich rodzicow i na poczatku bylo ok ale po kilku tygodniach ujawnil problem alkoholowy. Dostal kilka szans ale nie skorzystal, obwiniajac o picie wszystkich i wszystko poza soba. Wtedy jeszcze nie wiedzialam ze to cale zaprzecxanie i zrzucanie winy to typowe objawy choroby alkoholowej.
W koncu i ja i rodzice mielismy dosc i wyrzucilam meza z domu. Oboje chodzimy na terapie od kilku tygodni. Jest mi bardzo ciezko bo mamy male dziecko, ktore obecnie zostaje pod moja opieka,a on nawet synka nie odwiedza. Na poczatku terapii jezdzilam z synkiem odwiedzic meza, ale terapeuta wybil mi to z glowy sugerujac ze maz sam musi poczuc odpowiedzialnosc za odwiedziny. Stosuje sie wiec do zalecen.
Ale ja nie o tym.
Chcialabym Was spytac jak radziliscie sobie z hustawka nastrojow, checia wykonania telefonu do meza/zony, uderzeniami leku czy niepokoju, trudnosciami w osiagnieciu spokoju? Ja pracuje zawodowo i zajmuje sie synkiem po pracy ale w ciagu dnia dokuczaja mi powracajace nerwowe mysli i niepewnosc co dalej, wiec prosze doradzcie mi jakies techniki.
Nie wiem tez jak tlumaczyc dziecku dlaczego tatus nas nie odwiedza (maly ma prawie 4 latka) i to wywoluje we mnie poczucie beznadziei.
To wspaniale ze znalazlam to forum bo widze, ze wiele kobiet przezywa to co ja, wiec prosze o wsparcie, bo wiem ze dobrze robie ale jestem jeszcze slaba w tym przekonaniu:/
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Angora, jerzak, Inez, Tomoe, AgaMars, 57laku, olka2019

Trudne poczatki terapii 2019/05/02 13:02 #2

  • Inez33
  • Inez33 Avatar
  • Wylogowany
  • Gaduła
  • Posty: 136
  • Otrzymane podziękowania: 63
Witaj kochana jestem Inez.
Nie poradzę ci jak radzić sobie z takimi stanamai bo sama z nimi walczę. Ale powiem ci jedno mam dwoje dzieci (7 i 5 lat) ja zachowanie partnera tłumaczę choroba. Mówię im że to jak grypa i tato potrzebuje leczenia specjalistycznego. Dzieci rozumieją na swój sposób. Więc chyba lepiej troszkę ich oszczędzić.
Dużo dziewczyn pisało tutaj że warto sporządzić sobie listę tego co byśmy chciały osiągnąć gdyby nasz alko przestał pić-taki np obraz "idealnej" rodziny albo ile dobrego w tobie by się zmieniło jednoczesnie. Czytać to kilkakrotnie w chwilach załamania by wiedzieć po co sie walczy.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Monika88

Trudne poczatki terapii 2019/05/02 15:17 #3

  • Monika88
  • Monika88 Avatar
  • Wylogowany
  • Gaduła
  • Posty: 62
  • Otrzymane podziękowania: 49
Dziekuje Ci Inez33 Na pewno sprobuje cos takiego stworzyc zeby sobie przypominac.
Chcialam dodac do mojej historii ze nawet po wyrzuceniu meza z domu udalo mu sie przekonac mnie ze jestem czesciowo winna rozpadowi naszej relacji wuec dalam sie nawet zaciagnac na terapie malzenska Tam oczywiscie terapeutka nie dala sie zrobic w konia i od razu stwierdzila ze naszym problemem jest alkoholizm meza I tu go zatkalo, wsciekl sie i zaprzeczal a potem kilka tygodni zwlekal z umowieniem sobie terapii. Obecnie on tez chodzi do terapeuty juz kilka tygodni ,tak jak wspomnialam ,ale nadal jest na etapie myslenia ze uda mu sie pic w sposob kontrolowany Natomiast przestal mnie obwiniac i widzi swoja wine, ale czy i kiedy przyzna ze alkohol go pokonal i ze nie mozna tego przeczekac tylko zaczac zyc bez myslenia o piwie, tego narazie nie wiem Czas pokaze choc jestem ciekawa co sie z nim dzieje czasami zwlaszcza w wolne dni czy swieta gdy bylismy razem :/ Wiem natomiast ze nie chce wiecej go takim jaki byl w tym negatywnym sensie i powiedzialam mu ze albo stanie przede mna ten sam facet ale z nowym rozumem albo do widzenia.
Bardzo tez wspolczuje tym kobietkom ktore od poczatku daly sobie wmowic mezowi ze sa do niczego. Ja sie zawsze bronilam i dlatego byly awantury non stop ale nie potrafilam odejsc i to byla moja bolaczka. Zadna z nas nie jest do niczego. Tak naprawde trzeba sie zastanowic kto by z nim wytrzymal gdyby nie ja A odpowiedz przychodzi zazwyczaj od razu :nikt.
Pamietam poczatek mojego malzenstwa. Bylam strasznie twarda i harda i to go denerwowalo. Dopiero jak zmieklam bo bylo mi go szkoda to owinal mnie sobie wokol palca.I to byl blad. Trzeba wierzyc swojej intuicji tak jak tutaj wspominalyscie wczesniej. Jak cos nam nie pasuje to pewnie tak jest w rzeczywistosci tylko za szybko przyjmujemy to za norme i nie sluchamy mechanizmow obronnych.
Pozdrawiam wszystkich tutaj i bardzo sie ciesze ze tu trafilam :)
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Angora

Trudne poczatki terapii 2019/05/02 15:32 #4

  • Alex75
  • Alex75 Avatar
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 720
  • Otrzymane podziękowania: 1078
Witaj Moniko,
Te huśtawki i nerwówka to rzecz zupełnie normalna i potrzeba czasu żeby to minęło. Ja osobiście radzę sobie w ten sposób że ciągle uświadamiam sobie, że nie mam wpływu na drugiego człowieka tylko na siebie i wszelkimi siłami zmieniam swój sposób myślenia. Przekierunkowuje myśli na inne tory. Nie jest to łatwe ale da się zrobić Jak zaczynam się zastanawiać na przykład co robi, czy pije czy nie to od razu próbuję zająć się czymś innym. Chociażby czytam forum, doskonale angażuje umysł.

Unikam też tak zwanych "nałogowych zachowań" czyli wspominania dobrych chwil, oglądania wspólnych zdjęć, rozpamiętywania co by było gdyby, budzenia w sobie nadziei, że teraz to już się zmieni bo poszedł na terapię. To pomaga.

Kiedy miałam bardzo silne emocje takie, że ściśnięty żołądek i gardło albo trzęsące się ręce to tłumaczyłam sobie że muszę przeczekać, to minie to jest chwilowe i to mi pomagało to przetrwać i faktycznie ten stan minął.

I nie jesteś winna. Pamiętaj o tym bo pewnie nie jeden raz będzie chciał cię jeszcze o tym przekonać.
Ostatnio zmieniany: 2019/05/02 15:34 przez Alex75.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): andrzejej, Angora, olka2019, Dorqua

Trudne poczatki terapii 2019/05/02 15:56 #5

  • Monika88
  • Monika88 Avatar
  • Wylogowany
  • Gaduła
  • Posty: 62
  • Otrzymane podziękowania: 49
Alex75 dziekuje serdecznie za pomysly na przetrwanie kryzysow Na pewno skorzystam. I masz racje, nie wiadomo czy to przyznanie sie do winy ze strony mojego meza to takie ostateczne. Lepiej sie nie cieszyc za wczesnie.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Trudne poczatki terapii 2019/05/02 16:21 #6

  • Papilotka88
  • Papilotka88 Avatar
  • Wylogowany
  • Super Gaduła
  • Nie będę się wyrzekać siebie dla czyjegoś dobra..
  • Posty: 382
  • Otrzymane podziękowania: 370
Witaj Kochana.
Chyba jesteśmy w podobnym wieku i w takim też mamy dzieci. Mój
Synek ma 5.5 .
Odeszlam od męża w styczniu.
Po raz 3 i ostatni.
Odrazu poszłam na al anon i zapisałam się na terapię.
Dziś wiem,ze bez tego bym nie dała rady i pewnie znów bym wróciła. Małżeństwem jesteśmy prawie 6 lat.
Powiem Ci że łatwo nie jest,ale przynajmniej mam spokój i ciszę i nikt mnie nie upokarza na każdym kroku.
Synek oczywiście płakał na początku i teraz też mu sie to zdarza,ale coraz rzadziej.
Początki są zawsze najtrudniejsze.
"Czasem granice ktoś przekracza – a w życiu nie ma powrotów, czas przecież nigdy nie zawraca"
Ostatnio zmieniany: 2019/05/02 16:22 przez Papilotka88. Powód: Poprawa błędów
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Angora, Tomoe

Trudne poczatki terapii 2019/05/02 17:18 #7

  • olka2019
  • olka2019 Avatar
  • Online
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 1410
  • Otrzymane podziękowania: 1908
Witaj Moniko,
Jestem Olka współuzależniona. Nie wyrzucaj sobie, że dałaś sobie wmówić winę. Ja też najpierw wyrzuciłam alko a jak przyjęłam to wkrótce zaczęłam wierzyć, że jestem czemuś winna. To część manipulacji. Poszukaj grupy Al Anon, terapii dla współuzależnionych i czytaj wątki na forum. Znajdziesz tu informacje o tym jak walczymy z naszymi słabościami.
"A teraz żegnaj, wyprowadź się z mych snów..
Już nigdy więcej...zostały tylko dreszcze.."
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Angora

Trudne poczatki terapii 2019/05/02 17:45 #8

  • Monika88
  • Monika88 Avatar
  • Wylogowany
  • Gaduła
  • Posty: 62
  • Otrzymane podziękowania: 49
Czesc Papilotka88. Super ze sa tu osoby z podobna historia. Pisalas ze odeszlas od meza poraz 3 i ostatni. Czy to znaczy ze juz zdecydowalas o rozwodzie?
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Papilotka88

Trudne poczatki terapii 2019/05/02 17:52 #9

  • Monika88
  • Monika88 Avatar
  • Wylogowany
  • Gaduła
  • Posty: 62
  • Otrzymane podziękowania: 49
Olka2019 chodze na terapie ale przyznam ze niektore rzeczy ktore tam slysze wywoluja we mnie szok Przywykam powoli ze moj terapeuta musi miec racje i po kilkunastu bledach popelnionych na samym poczatku terapii teraz staram sie uwaznie stosowac do jego polecen i rad. Jeszcze ciezko mi sobie wyobrazic ze byc moze moj maz nie bedzie chcial sie wyleczyc albo byc z nami dalej ale chyba lepiej nie myslec narazie o przyszlosci.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): olka2019

Trudne poczatki terapii 2019/05/02 19:49 #10

  • Benia
  • Benia Avatar
  • Online
  • Moderator
  • Krocz spokojnie wśród zgiełku i pośpiechu..
  • Posty: 1748
  • Otrzymane podziękowania: 4426
Monika88 napisał:
chodze na terapie ale przyznam ze niektore rzeczy ktore tam slysze wywoluja we mnie szok
Witaj Moniko :czesc:
Bernadetta współuzależniona i była żona alkoholika.

Na pocieszenie powiem Ci,że moja terapia trwa już półtora roku i też często doznaję tam szoku. Im dalej w las,tym więcej drzew :lol:

Fajnie jednak, że jesteś już w terapii, to bardzo ważne. I fajnie że jesteś tu z nami, czytaj forum i czerp jak ze źródełka ile zapragniesz. :ymhug:
Opuszczenie toksycznych ludzi to ważny krok do bycia szczęśliwym.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Angora

Trudne poczatki terapii 2019/05/02 20:17 #11

  • Papilotka88
  • Papilotka88 Avatar
  • Wylogowany
  • Super Gaduła
  • Nie będę się wyrzekać siebie dla czyjegoś dobra..
  • Posty: 382
  • Otrzymane podziękowania: 370
Monika88 napisał:
Czesc Papilotka88. Super ze sa tu osoby z podobna historia. Pisalas ze odeszlas od meza poraz 3 i ostatni. Czy to znaczy ze juz zdecydowalas o rozwodzie?

Tak Moniko,zdecydowałam. Czekam właśnie na pozew,do 1.5 tygodnia powinnam go mieć.
"Czasem granice ktoś przekracza – a w życiu nie ma powrotów, czas przecież nigdy nie zawraca"
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Trudne poczatki terapii 2019/05/02 20:17 #12

  • Monika88
  • Monika88 Avatar
  • Wylogowany
  • Gaduła
  • Posty: 62
  • Otrzymane podziękowania: 49
Witaj Benia. Fajnie Was wszystkich poznac. Z Wami poczulam moc, choc jestem tu kilka godzin dopiero. Widze ze moje przemyslenia osobiste sa tej samej tresci co u wielu innych wspoluzaleznionych i jest mi lzej. Ale serce mnie ciagle zakluwa od tej milosci, zwlaszcza po przeczytaniu wpisow niektorych alkoholikow ktorzy kochaja swoje zony i one sa motywacja do zmian i mimo wszystko tym uzaleznionym ciagle sie zwraca uwage zeby nauczyli sie najpierw zyc bez zony czy dzieci ale z samym soba. I im sie we lbie od tego kotluje. Taki paradoks ktory mnie osobiscie najbardziej porusza narazie:(
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Angora

Trudne poczatki terapii 2019/05/02 20:26 #13

  • Monika88
  • Monika88 Avatar
  • Wylogowany
  • Gaduła
  • Posty: 62
  • Otrzymane podziękowania: 49
Na szczescie swoich trudnych emocji juz nie przeksztalcam w natychmiastowe dzialanie (czyt. kontakt z mezem). To chyba dobrze. Juz nie mam odruchu napisania do niego choc np widze ze jest dostepny na messengerze. Nawet nie wiem co mialabym dzis napisac a jeszcze kilkanascie dni wczesniej napisalabym byle co byle tylko sprowokowac rozmowe. Wiem ze ja mam do wykonania swoje zadania i on ma swoje. I tyle. Obym wytrwala. Modle sie codziennie o siebie i o niego bo chyba tylko tak mozna teraz mu pomoc. Dziekuje Wam.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Angora

Trudne poczatki terapii 2019/05/02 20:27 #14

  • Monika88
  • Monika88 Avatar
  • Wylogowany
  • Gaduła
  • Posty: 62
  • Otrzymane podziękowania: 49
Podziwiam i gratuluje Papilotka88.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Papilotka88

Trudne poczatki terapii 2019/05/02 20:28 #15

  • Benia
  • Benia Avatar
  • Online
  • Moderator
  • Krocz spokojnie wśród zgiełku i pośpiechu..
  • Posty: 1748
  • Otrzymane podziękowania: 4426
Moniko ale oni musieli najpierw wsadzić kupę pracy i wysiłku w samych siebie. Bardzo tego chcieli. Najczęsciej motywacją do zmian w życiu uzależnionego człowieka jest porządne rąbnięcie o dno, bardzo bolesne konsekwencje. Nie wspaniała,kochająca żona. Ona może kochać i wspierać, ale musi to robić mądrze,tak aby nie szkodzić. Kochać tak zwaną twardą miłością. @};-
Opuszczenie toksycznych ludzi to ważny krok do bycia szczęśliwym.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Antea, Angora, Tomoe, Papilotka88

Trudne poczatki terapii 2019/05/02 20:34 #16

  • Papilotka88
  • Papilotka88 Avatar
  • Wylogowany
  • Super Gaduła
  • Nie będę się wyrzekać siebie dla czyjegoś dobra..
  • Posty: 382
  • Otrzymane podziękowania: 370
Moniko zapraszam do mojego pokoiku,bo nie będę Ci tutaj o sobie się rozpisywać.
W każdym razie musisz dojść do swojego dna,a wtedy już będziesz wiedziała co robić.
Ja też zarejestrowałam się tutaj będąc jeszcze z mężem. Nie miałam pojęcia na początku o jakim dnie czy o jakiej "ścianie" do mnie mówią.
Aż w końcu doszłam do tego sama.
"Czasem granice ktoś przekracza – a w życiu nie ma powrotów, czas przecież nigdy nie zawraca"
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Jetti11, olka2019

Trudne poczatki terapii 2019/05/02 20:38 #17

  • Monika88
  • Monika88 Avatar
  • Wylogowany
  • Gaduła
  • Posty: 62
  • Otrzymane podziękowania: 49
Benia rozumiem co masz na mysli ze kochajaca zona nie wystarczy zeby wyjsc z nalogu. Tylko ja tego nie moge pojac co sie z ta miloscia dzieje u alkoholika na czas leczenia? Czy ona zastyga jakos dopoki nie znajda sily w sobie, czy ta milosc zaczyna byc dodatkiem do milosci do samego siebie i traci na wartosci czy od momentu rozpoczecia nowego zycia czy co sie dzieje? No bo teoretycznie jesli ktos juz poszuka milosci do siebie samego to kto u licha jest mu wiecej potrzebny do szczescia? Ten temat jeszcze chyba nie jest na poziomie mojej dojrzalosci albo nie wiem co. I nie wiem nawet czemu chce znac odpowiedz na te pytania :/
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Angora

Trudne poczatki terapii 2019/05/02 21:55 #18

  • szekla
  • szekla Avatar
  • Wylogowany
  • Współtwórca Portalu
  • Posty: 15160
  • Otrzymane podziękowania: 21672
Witaj na Forum :czesc:
Słowo raz wypuszczone nigdy nie powróci.

Emilka Alkoholiczka
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Trudne poczatki terapii 2019/05/02 22:47 #19

  • Angora
  • Angora Avatar
  • Wylogowany
  • Gaduła
  • Posty: 196
  • Otrzymane podziękowania: 201
Witaj Moniko :czesc:
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Trudne poczatki terapii 2019/05/03 05:37 #20

  • Monika88
  • Monika88 Avatar
  • Wylogowany
  • Gaduła
  • Posty: 62
  • Otrzymane podziękowania: 49
Witam Was Angora i szekla
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Trudne poczatki terapii 2019/05/03 05:43 #21

  • Alutka78
  • Alutka78 Avatar
  • Wylogowany
  • Gaduła
  • Posty: 109
  • Otrzymane podziękowania: 130
Monika88 napisał:
Tylko ja tego nie moge pojac co sie z ta miloscia dzieje u alkoholika na czas leczenia? Czy ona zastyga jakos dopoki nie znajda sily w sobie, czy ta milosc zaczyna byc dodatkiem do milosci do samego siebie i traci na wartosci czy od momentu rozpoczecia nowego zycia czy co sie dzieje? :/
najgorsza jest ta nieustanna rizkminka... Nikt nam nie powie co będzie. Wiem jedno ze brak miłości do siebie pozwalał mi znosić to na co zdrowa osoba nie pozwoliła by sobie ani raz. Jak mam rozkminki to nie wyobrażam sobie jak by było idealnie czy jak może być, tylko jak parszywie było i jak będzie jeżeli dalej na to pozwolę.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Jetti11

Trudne poczatki terapii 2019/05/03 05:43 #22

  • andrzejej
  • andrzejej Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Myślę, więc jestem.
  • Posty: 6469
  • Otrzymane podziękowania: 8971
Monika88 napisał:
No bo teoretycznie jesli ktos juz poszuka milosci do siebie samego to kto u licha jest mu wiecej potrzebny do szczescia?
Moniko @};- :czesc: miłość do samego siebie, to dla mnie akceptacja siebie samego - takim jakim jestem - alkoholikiem przede wszystkim oraz facetem ze swoimi zaletami i wadami. Zdrowiejąc w chorobie alkoholowej powoli poznaję sam siebie i pracuję nad tym, co utrudnia mi życie na trzeźwo. Poprawia się z czasem moja samoocena, zaczynam siebie lubić, kochać czyli co raz pełniej akceptować. Jeśli facet wkroczy na trzeźwą drogę i tak zacznie się zmieniać to jest duża szansa na powrót na łono rodziny. :-BD
Jestem alkoholikiem.
Ostatnio zmieniany: 2019/05/03 05:45 przez andrzejej.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Monika88

Trudne poczatki terapii 2019/05/03 07:01 #23

  • Monika88
  • Monika88 Avatar
  • Wylogowany
  • Gaduła
  • Posty: 62
  • Otrzymane podziękowania: 49
Masz racje alutka78 ciagle lapie siebie na tym analizowaniu.Ale dobrze ze ktos mi zwraca uwage. Dzieki :)
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Trudne poczatki terapii 2019/05/03 07:04 #24

  • Monika88
  • Monika88 Avatar
  • Wylogowany
  • Gaduła
  • Posty: 62
  • Otrzymane podziękowania: 49
Dziekuje andrzejej. Teraz juz latwiej mi to zrozumiec. Dopoki on nie pokocha siebie to nie pokocha ani mnie ani syna tak prawdziwie. To bede sobie powtarzac.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): andrzejej

Trudne poczatki terapii 2019/05/03 08:45 #25

  • Alex75
  • Alex75 Avatar
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 720
  • Otrzymane podziękowania: 1078
Monika pamiętaj jeszcze jak czytasz historię alkoholików, że niewielu osobom udaje się wyjść z nałogu. Niektórzy mówią że 1% niektórzy że 4%. Ale z tego co można przeczytać wymaga to ogromnej pracy i to nie tylko przez jakiś krótki czas ale praktycznie każdego dnia. Mi ta świadomość pomagała w momencie kiedy zaczęłam się zastanawiać, że skoro osoby tu na forum nie piją latami to może mój alko też da radę, przecież tak mnie zapewnia, obiecuje i poszedł na terapię.

Niestety po każdej terapii bo była nie jedna, np. po miesiącu, dwóch mówił "ta terapia mi nic nie daje, już jestem silny teraz muszę sobie poradzić sam, jak ja sobie nie pomogę to nic mi nie pomoże" no i te słowa już pokazywały co będzie dalej.
Ostatnio zmieniany: 2019/05/03 08:46 przez Alex75.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Trudne poczatki terapii 2019/05/03 10:37 #26

  • Jetti11
  • Jetti11 Avatar
  • Wylogowany
  • Super Gaduła
  • Jedyne co nas ogranicza to my sami.
  • Posty: 251
  • Otrzymane podziękowania: 288
Witaj. I ja się dołączę. Każda musi dojść do swojej ściany. Mi to zajęło kilka lat. Po wyzwiskach w moja stronę, obwinianiu mnie o całe zło, wstydzie jaki się najadłam, pomaganiu i usprawiedliwianiu go, jego wyprowadzkach z domu i powrotach jednocześnie zapewnianiu mnie o jego miłości w końcu nadszedł taki piękny dzień że powiedziałam dość. Zdecydowałam o rozwodzie. W niedzielę będę pisać pozew.
Jednemu dojście do swojej ściany zajmuje więcej innemu mniej. Najważniejsze żeby się nie cofać w decyzji. Ja tego uczyłam się baaardzo długo. I głównie dzięki temu forum mi się to udało. Powodzenia.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Madzia123, Papilotka88

Trudne poczatki terapii 2019/05/03 11:32 #27

  • Monika88
  • Monika88 Avatar
  • Wylogowany
  • Gaduła
  • Posty: 62
  • Otrzymane podziękowania: 49
Kurcze ja rozumiem ze wiekszosc osob tutaj doszlo do sciany i zdecydowalo o rozwodzie ale wolalabym o swojej sytuacji narazie tak nie myslec bo to jeszcze dla mnie za duzo na ten moment.
Ja bym chciala zeby jeszcze nam sie ulozylo i ucze sie narazie tej twardej milosci ale i akceptacji ze nie mam na mojego meza wplywu.
Nie wiem czy ktos tak mial jak ja ale moj maz np byl typem bardzo skrytym wiec rowniez jego alkoholizm nielatwo bylo jednoznacznie rozpoznac. On nie chodzi tez codziennie pijany bo ma taka prace ze musi byc trzezwy i nigdy przy mnie nie lezal w ciagu dnia zalany. Prawie zawsze pil w ukryciu przed innymi albo upijal sie na imprezie typu wesele czy imieniny. W weekendy pil sam wieczorem i kladl sie spac. Oczywiscie byly o to awantury bo za wszelka cene bronil sie przed zdemaskowaniem i odkryciem problemu.
Nie wiem jak bedzie dalej w jego leczeniu ale narazie on nie wykrzykuje swoich uczuc do mnie czy nie zadrecza od czasu rozstania. Jedyne co wiem to to ze jest bardzo zagubiony po tym co slyszy od swojego terapeuty. On probowal utrzymywac kontakt i ja tez ale wychodzilo to zle i kazde z nas bylo zranione po kazdej kolejnej nieudanej rozmowie wiec przestalam sie odzywac i kazalam mu dac mi spokoj.
Wiem o tym ze jeszcze moze byc roznie i jeszcze moga sie zdarzyc sytuacje nieprzewidziane ale mam ciagle nadzieje ze jeszcze moja rodzina bedzie w komplecie. Modle sie codziennie rowniez o sile i zdrowy rozsadek dla siebie.
Pewnie brzmie jak naiwna idiotka opisujac Wam to wszystko ale on po prostu milczy, nie kontaktuje sie z nami ani nie odwiedza. Tak to wyglada :/
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Trudne poczatki terapii 2019/05/03 12:04 #28

  • Alex75
  • Alex75 Avatar
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 720
  • Otrzymane podziękowania: 1078
Działaj w swoim tempie nic na siłę nie przyspieszysz, nie ma takiej potrzeby, do wszystkiego trzeba dojrzeć. Każda z nas działa we własnym tempie. Kiedy będziesz pewna że chcesz coś zrobić to poprostu to zrobisz
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Trudne poczatki terapii 2019/05/03 12:21 #29

  • Aga89
  • Aga89 Avatar
  • Wylogowany
  • Super Gaduła
  • Posty: 226
  • Otrzymane podziękowania: 654
Moniko, witaj :)
Wiesz, ja myślę, że są różne koleje losu, różne historie i różne konteksty tych historii- każda osoba tutaj to inna opowieśc, choc często o podobnych schematach. Czytając wątki dziewczyn widzę w nich czasem siebie, toczka w toczkę, moje uczucia, emocje, obawy. To jest właśnie wspaniałe.
Myślę, że każdy powinien robić dokładnie to, co jest dla niego najlepsze. Powiem Ci jak to było u mnie. Kiedyś mocno zadręczałam się myślami, czemu nie złożyłam pozwu rozwodowego wcześniej- bo ja rozstałam się z mężem na dobre. W końcu dotarłam do punktu, w którym cieszyłam się, że nie nastąpiło to wcześniej. Po pierwsze dlatego, że robiłabym to troszkę jednak wbrew sobie. Nie byłam przekonana co do tej decyzji jeszcze rok temu- wciąż się wahałam. Wciąż jeszcze coś się we mnie tliło.
Ja podjęłam tę decyzję wtedy, kiedy poczułam, że to dla mnie będzie najlepsze. Że chcę tego, całą sobą i jestem do tego przekonana i na to gotowa.
Ja nie potrafiłam niestety zyc z zasadami twardej miłości- tzn. potrafiłam, zostawiłam męża i jego nałóg "w spokoju", przez ostatnie pół roku naszego małżeństwa traktowałam go w końcu jak dorosłego człowieka- "róbta co chceta, ale mnie nie mieszajta". Położylam na to lachę mówiąc wulgarnie. Tylko, że nie wiedziałam po co właściwie to robię, aż w końcu- zauważyłam, że nie ma po co. Że właściwie jesteśmy dwójką obcych ludzi żyjących pod jednym dachem. Że nic to nie zmienia WE MNIE, że to takie zawieszenie w próżni. Awantury były nadal, bo mąż wpadał w agresję z byle powodu, wyżywając się na mnie. Że ja chce rodziny- ale on tej rodziny jakby nie do końca chce, bo przecież na pierwszym miejscu stawia alkohol.
I to była moja ściana.
Wszystko jest moim zdaniem kwestią decyzji. Nadzieja- też jest decyzją. Tak samo jak miłość i jej forma. Na wiele rzeczy wydawało mi się, że nie mam wpływu. No bo jak można mieć wpływ na nadzieję? Na uczucie miłości? Potem zrozumiałam, że można. Tak naprawdę dopiero po kilku spotkaniach z terapeutką. To, że nie mam wplywu na męża zrozumiałam też późno. Wydawało mi się, że każdy człowiek powinien zobaczyć, ze zawala swoje życie tak koncertowo- nie wzięłam jednak pod uwagę, że mój mąż zwyczajnie chce takiego życia. Że ono jemu pasuje. Że broni go rękami i nogami.
Jednym słowem kochana- rób tak, żebyś Ty czuła się dobrze i to na co jesteś gotowa i co uważasz, że jest w tej chwili dla Ciebie najlepsze :)
Ostatnio zmieniany: 2019/05/03 12:22 przez Aga89.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Papilotka88, Dorqua

Trudne poczatki terapii 2019/05/03 15:55 #30

  • Jetti11
  • Jetti11 Avatar
  • Wylogowany
  • Super Gaduła
  • Jedyne co nas ogranicza to my sami.
  • Posty: 251
  • Otrzymane podziękowania: 288
Dokładnie jak Aga napisała. Ja czekałam i czekała i dopiero jak stwierdziłam że zrobiłam już wszystko, dosłownie wszystko co mogłam zdecydowałam że dalej niema sensu. Dzięki temu nie mogę sobie nic zarzucić. Ostatnia próba jeszcze ratowania tego byla rozmowa z mężem w której on stwierdził że za dużo się wydarzyło i na rozwód niema kasy. Zrozumiałam że już nic z tego nie będzie. A za kilka lat za to nie powiem sobie: Kaśka, mogłaś jeszcze próbować. Może by coś z tego wyszło. Dzięki temu wiem że by nie wyszło. I tobie tego życzę.
Ostatnio zmieniany: 2019/05/03 15:56 przez Jetti11.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Papilotka88

Trudne poczatki terapii 2019/05/03 20:32 #31

  • Papilotka88
  • Papilotka88 Avatar
  • Wylogowany
  • Super Gaduła
  • Nie będę się wyrzekać siebie dla czyjegoś dobra..
  • Posty: 382
  • Otrzymane podziękowania: 370
Ja odchodząc również myślałam i w sumie nadal czasem myślę,ze może jednak TYM razem zrozumiał i pójdzie się leczyć. Jednak głębiej się zastanawiajac nad tym to uświadamiam sobie,ze nawet gdyby się zdarzył cud i by nie pil, to ja i tak nie chce żyć na "tykającej bombie" i myslec czy w końcu wybuchnie czy nie,czy sie napije czy Nie..
"Czasem granice ktoś przekracza – a w życiu nie ma powrotów, czas przecież nigdy nie zawraca"
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Tomoe, Alex75

Trudne poczatki terapii 2019/05/03 20:57 #32

  • Alex75
  • Alex75 Avatar
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 720
  • Otrzymane podziękowania: 1078
U mnie po kolejnej nadziei, że tym razem to już się uda (a była to już nie wiem nawet która szansa) powiedział mi "nie pije już 25 dzień bez tabletek i bez żadnej terapii wiem że dam radę". Wszystkie tu dokładnie wiemy co to znaczy. Kiedy przyszło kolejne zapicie ręce opadły i powiedziałam: nie, wystarczy, to się nigdy nie zmieni. I myślę że każda z nas musi dojść do takiego momentu. Wtedy jest pewna na 100%
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Tomoe, olka2019, Papilotka88

Trudne poczatki terapii 2019/05/03 21:02 #33

  • Papilotka88
  • Papilotka88 Avatar
  • Wylogowany
  • Super Gaduła
  • Nie będę się wyrzekać siebie dla czyjegoś dobra..
  • Posty: 382
  • Otrzymane podziękowania: 370
Dokładnie tak, zgadzam się również na 100 %

Choć każda z nas jest inna,każda ma inną psychikę i jedna wytrzyma więcej, druga mniej, dlatego też nie można wprost opisać, kiedy taki moment nastąpi,czy w ogóle.

Ja za swój moment dziękuję Bogu,bo jak pomyślę co by mnie czekało za 10 lat to,aż mi slabo :)
"Czasem granice ktoś przekracza – a w życiu nie ma powrotów, czas przecież nigdy nie zawraca"
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): olka2019, Alex75

Trudne poczatki terapii 2019/05/04 11:03 #34

  • Jetti11
  • Jetti11 Avatar
  • Wylogowany
  • Super Gaduła
  • Jedyne co nas ogranicza to my sami.
  • Posty: 251
  • Otrzymane podziękowania: 288
Papalitko tylko Bogu dziękować że ten czas nadszedł dla nas. Jak wspomnę wstecz to aż sama się sobie dziwię. Co mnie przy nim trzymało. Nawet wczoraj czytałam sobie moje stare posty pełne żalu i płaczu, tęsknoty, bólu. I aż usiadłam z wrażenia. Jak wiele się u mnie w środku zmieniło. Toż to szok. Jak już ten pstryczek w głowie się załączy to już potem idzie z górki. Pozdrawiam
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Antea, Tomoe, olka2019, Alex75, Papilotka88

Trudne poczatki terapii 2019/05/04 11:19 #35

  • Alutka78
  • Alutka78 Avatar
  • Wylogowany
  • Gaduła
  • Posty: 109
  • Otrzymane podziękowania: 130
Boże jak ja Ci zazdroszczę. Ha ciągle tęsknię a on mi ni pomaga bo ciągle manipuluje a ja mam myślówkę czy pewne gesty to sygnał z jego strony czy chęć pokazania światu że on jest q porządku a ja wariatką... Oszaleje. Ciężki czas przede mną bo jeszcze będę musiała się znam kontaktować i tak naprawdę bije się s myślami co będzie... Z drugiej strony inne słowa i czyny pokazują że mnie nie szanował... Nie wiem co myśleć.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
  • Strona:
  • 1
  • 2
  • 3