Witamy, Gość
Nazwa użytkownika: Hasło: Zapamiętaj mnie
Cierpisz z powodu picia bliskiej Ci osoby? Tutaj możesz podzielić się swoimi problemami, troskami.

TEMAT: Jestem już zmęczona...

Jestem już zmęczona... 2019/05/12 12:12 #71

  • olka
  • olka Avatar
  • Online
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 2372
  • Otrzymane podziękowania: 4265
Tomoe napisał:
Lepiej zjeść coś dobrego niż podobać się byle komu... :ymhug:

A tak poważnie, to cukier jest używką a nie pokarmem, tak samo jak alkohol. Podnosi poziom endorfinek w mózgu i oddziałuje na jakiś tam ośrodek nagrody w mózgu czy cóś.
Stąd te jedzeniowe ciągi na poprawę nastroju i okresowe diety przypominające okresy abstynencji u alkoholików.
To jest mechanizm nałogowego regulowania uczuć.

Tak Alu,
zauważyłam to także i zgłaszałam jako problem psychiatrze i terapce. Zapytała czy przypadkiem nie mam choroby dwubiegunowej. Nie wiem czy śmiać się czy płakać czy co innego...
"Przeszłość minęła, dokonała się.
Istnieje tylko doświadczenie chwili"
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Jestem już zmęczona... 2019/05/12 12:18 #72

  • Tomoe
  • Tomoe Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 4490
  • Otrzymane podziękowania: 7469
Myślę że kiedy miną gwałtowne sinusoidy emocjonalne - a w miarę zdrowienia powinny się wyrównywać - to i chęć szybkiej ulgi będzie malała.
Warto dać sobie prawo do odczuwania nieprzyjemnych emocji - strachu, lęku, gniewu, smutku - bez folgowania swojemu wewnętrznemu przymusowi znalezienia szybkiej ulgi.
Kobiety i koty zawsze robią, co chcą, więc mężczyźni i psy niech się z tym pogodzą. (Robert A. Heinlein)
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): ja, AgaMars, olka

Jestem już zmęczona... 2019/05/20 05:21 #73

  • Myszałek37
  • Myszałek37 Avatar
  • Wylogowany
  • Gaduła
  • Posty: 110
  • Otrzymane podziękowania: 237
Potrzeby.
Taki temat mam ostatnio w głowie. No i rodzi się pytanie podstawowe: czy ja znam swoje potrzeby. Odpowiedź brzmi: nie. Oczywiście pomijam te podstawowe, jak potrzeba jedzenia, gdy jestem głodna, snu, gdy jestem zmęczona itd. Ale na przykład potrzeba samotności, której mi czasami brakuje, choć na chwilkę, albo rozmowy itd. Dlaczego? Otóż mogę być wdzięczna swoim rodzicom. Wychowałam się w domu bez alkoholu, nikt nie pił, ojca wypitego widziałam raz w życiu z 25 lat temu przy okazji imienin kolegi czy coś, jednak dysfunkcji w moim domu nie brakowało, aż się nie mieszczą pod dachem. Moi rodzice się nie kłócili za bardzo nigdy, nie awanturowali między sobą, chyba, że z nami, jak już dorastaliśmy i później. Za to dla nich dzieci w ogóle nie istniały. Nas nie dostrzegano, nikt się wybitnie nami nie interesował, byliśmy samotni i opuszczeni (o czym wiem dopiero dzisiaj). Jak chciałam o czymkolwiek powiedzieć mojej matce, nawet o czymś naprawdę ważnym, to zwykle w najlepszym razie widziałam jej profil, a zwykle plecy, bo przecież jest "Moda na sukces" w telewizji. Na ostatnim roku studiów tak mi siadły nerwy, że popadłam w głęboką depresję. Nie wychodziłam z pokoju po kilka dni z rzędu (poza ubikacją i kuchnią oczywiście), nie jadłam za wiele, prawie nic, nie widywałam się ze znajomymi, nie miałam siły się uczyć, miałam twarz opuchniętą od płaczu niekontrolowanego... moi rodzice przez pół roku nie zwrócili uwagi na to, że cokolwiek, choć troszkę jest nie tak. A kiedy po wielu miesiącach, będąc już zresztą na tabletkach, wykrzyczałam im, że jestem chora, uznali, że kłamię i nie wiem co mówię.
Wracając do tematu, jak mogę znać własne potrzeby, umieć je realizować, skoro przez wiele lat żyłam w przekonaniu, że ich nie mam i że nie mam prawa niczego chcieć, bo jeśli czegoś chciałam byłam niewdzięczną i niekochającą córką? Uczę się tych potrzeb teraz. Baaardzo powoli. Zanim pójdę za kimś lub za czymś ślepo najpierw staram się pamiętać (z naciskiem na staram ^^) ) by zapytać siebie czy tego właśnie chcę teraz, czy to mi jest potrzebne, czy może potrzebuję czegoś innego.
Długa droga przede mną.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): AgaMars, Ilonka, olka, Gojia, Inez33

Jestem już zmęczona... 2019/05/20 07:41 #74

  • Alex75
  • Alex75 Avatar
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 1383
  • Otrzymane podziękowania: 2420
Może droga długa ale już nią idziesz i to jest dobre. Ja też się tego uczę, na przykład potrzeba spokoju. Staram się w miarę możliwości codziennie mieć chwilę dla siebie żeby usiąść, poczytać, pomyśleć, żeby nikt do mnie w tym czasie nie mówił, w ciszy i spokoju. wcześniej tego nie robiłam a teraz widzę że to jest mi bardzo potrzebne i bardzo się cieszę że wprowadziłam tą zmianę
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): moniaoo79, Myszałek37

Jestem już zmęczona... 2019/06/01 08:07 #75

  • Myszałek37
  • Myszałek37 Avatar
  • Wylogowany
  • Gaduła
  • Posty: 110
  • Otrzymane podziękowania: 237
Powoli, ale do przodu, jak to mówią... No więc ja powoli :) Cały czas staram się pracować na d sobą odnośnie granic. Patrzę na moje życie i coraz bardziej przeraża mnie to (bo teraz to widzę jaśniej) ile razy się czasami napłakałam, nasmuciłam, czułam się rozbita, czułam lęk itd. tylko dlatego, że nie potrafiłam stawiać jasno granic. Rodzice mnie nie szanowali, jednocześnie wymagając szacunku dla siebie, i ja siebie też nie szanowałam pozwalając każdemu chętnemu, żeby mi na głową narobił. I tak czasami wracają do mnie takie sytuacje z kiedyśtam… Ale nowe, pozytywne też są. Pod koniec marca niespodziewanie otrzymałam propozycję pracy w szkole jako asystent dziecka z cukrzycą. Odpowiadam za jego zdrowie, podejmuję decyzje dotyczące tego, ile potrzebuje insuliny bądź cukru… W każdym razie sprawy miały się tak: świetnie dogaduję się z panią z dyrekcji, która mnie zatrudnia, szkolenie w szpitalu z pompy insulinowej zrobione, przede mną jeszcze dzień próbny, by zobaczyć jak to w praniu się odbywa. Chodzę trzy dni z umową o pracę w torebce- niepodpisaną, bo intuicja mi podpowiada, że pewna nie jestem, czy się na to zdecyduję. Nadchodzi punkt kulminacyjna: idę pierwszy dzień do szkoły, "pałeczkę" przekazuje mi osoba, której to ostatni dzień pracy, bo ja właśnie "wchodzę" na jej miejsce i słyszę tak przedstawioną sytuację, że kompletny chaos. Wynika z tego, że dziecko ma matkę wariatkę, cukry szaleją na całego, nikt nic nie wie, czeski film. Myślę sobie: o nie, w takich warunkach, to ja pracować nie będę. Dawniej jeszcze to albo bym bez słowa uciekła i wyłączyła telefon i tyle by mnie widzieli, albo bez słowa bym wzięła robotę i zamęczała się na amen. Tym razem postanowiłam inaczej. Po dwóch godzinach wyszłam ze szkoły i pojechałam do dyrekcji, która mnie zatrudniała. Przedstawiłam, co usłyszałam, co zobaczyłam, co mi się nie podoba. Matka dziecka zjawiła się w pół godziny i zaczęliśmy dyskutować. Powiedziałam, czego od nich oczekuję, bym mogła dobrze wykonywać swoją pracę. Po dwóch godzinach wszyscy się uściskaliśmy, ja dostałam to czego chciałam, umowę podpisałam i wszyscy do dziś są zadowoleni.
Piszę o tym dlatego, że dla mnie to nowość, że mogę się tak zachować, że mogę być konkretna, twarda, wymagająca, ale jednocześnie miła i otwarta na rozmowę. Nowość, że można wypracowywać porozumienie, że mogę stawić czoła konkretnej sytuacji, a nie uciekać, albo udawać, że wszystko jest super kiedy nie jest.
I do tego jestem z siebie dumna. :grin:
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Marta74, williwilli55, AgaMars, Benia, olka, Portowiec1948, Carla746, Dori

Jestem już zmęczona... 2019/06/09 20:13 #76

  • Gojia
  • Gojia Avatar
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • ... błogo
  • Posty: 741
  • Otrzymane podziękowania: 1299
Brawo Myszalku, brawo!
Ciężka pracę wkładasz i są oto efekty. Piorunujace :YMPARTY:

Ja też jestem z Ciebie dumna bardzo! :ymhug:
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Jestem już zmęczona... 2019/06/12 19:16 #77

  • Myszałek37
  • Myszałek37 Avatar
  • Wylogowany
  • Gaduła
  • Posty: 110
  • Otrzymane podziękowania: 237
Dziękuję!! Staram się, aczkolwiek i tak wydaje mi się, że to wszystko jakoś mozolnie idzie, z drugiej strony dużo czytam o tej naszej przypadłości i zdaję sobie sprawę, że wiele rzeczy muszę po prostu przeżyć, przetrawić... a to wymaga czasu. Na "tu i teraz" widzę jednak, że coraz częściej "pilnuję się" na tym, by być świadoma sama siebie, swoich emocji, gniewu, złości, żalu, radości, żeby pozwalać sobie też na to, co wprawia mnie w miły przyjemny nastrój i by się w tym zatapiać. Powoli
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): AgaMars

Jestem już zmęczona... 2019/06/12 19:55 #78

  • Jekaterina
  • Jekaterina Avatar
  • Wylogowany
  • Bywalec
  • Nie jestem byle kim, bo stworzył mnie Nie Byle Kto
  • Posty: 41
  • Otrzymane podziękowania: 113
Witaj Myszałek :) fajnie że jesteś :ymhug: Ja byłam bardzo wybuchowa wcześniej. Nawet jak mój mąż przestał pić. Potrafiłam się nagle wściec o byle głupotę albo obrazić zupełnie bez powodu. Ukojenie znalazłam we wspólnocie Al-anon i w programie jaki ta wspólnota oferuje. Wyciszyłam negatywne emocje, każdego dnia staram się nad sobą pracować i nauczyłam się szukać problemu w sobie bo sama sobie w dużej mierze te problemy stwarzałam. Teraz cieszę się pogodą ducha i równowagą umysłu. Jeszcze całe mnóstwo pracy przede mną ale możliwość rozwoju daje mi praca w grupie Al-anon. Nie daję rad ale jeśli mogę coś zasugerować to myślę że mogłabyś spróbować pójść na mityng Al-anon. Ja spotkałam się z ogromną akceptacją, zrozumieniem i miłością. Polecam. Pozdrawiam Cię serdecznie i przesyłam uściski :ymhug:
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Jestem już zmęczona... 2019/06/13 14:53 #79

  • Myszałek37
  • Myszałek37 Avatar
  • Wylogowany
  • Gaduła
  • Posty: 110
  • Otrzymane podziękowania: 237
Z pójściem na Al.-Anon to u mnie problem, bo tam gdzie mieszkam takich wspólnot po prostu nie ma. Korzystam z Internetu, "chodzę" na grupę terapeutyczną dwa razy w tygodniu i czytam dużo branżowych lektur :) . W lipcu ma pierwsze spotkanie z psychologiem. Jeśli chodzi o wybuchowość to też tego doświadczam, ostatnio jakby trochę mniej... może jakiś progres następuje? Bardzo chciałabym mieć kontakt z realną grupą, no ale jak się nie ma , co się lubi, to się lubi, co się ma :grin: Skupiam się na "tu i teraz", na tym, żebyś siebie słuchć.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): AgaMars

Jestem już zmęczona... 2019/06/22 05:36 #80

  • Myszałek37
  • Myszałek37 Avatar
  • Wylogowany
  • Gaduła
  • Posty: 110
  • Otrzymane podziękowania: 237
Za mną nerwowa tydzień. Z równowagi wyprowadzały mnie urzędy. Sprawy układały się kompletnie NIE po mojej myśli no i doszły dodatkowe kłopoty i kolejne sprawy do pozałatwianie. Na samą myśl już dostaję alergii. Dokonałam też pewnej obserwacji, jak ja reaguję i jakie to pociąga za sobą skutki. Przede wszystkim przeraża mnie to, że mogę nie mieć na coś wpływu, w mojej głowie już powoli kłębią się czarne wizje i we mnie gości lęk. Pod skórą chodzę już napięta, wystraszona. Pojawia się w mojej głowie taki niekontrolowany obraz mnie, jako dziecka, które zostanie otoczone opieką i wsparciem. Dzieje się tak dlatego, że nigdy nie miałam rodziców. Fizycznie żyją nadal, ale ja nigdy nie miałam z nimi żadnej więzi, oni nigdy się nie interesowało ani mną, ani moim bratem, nie potrafią rozmawiać, matka jak chce coś wiedzieć wzywa na przesłuchania, rządz odpowiedzi, informacji. Jestem na nich wściekła, że muszę przejść życie bez rodziców, bo nie jest to naturalna sytuacja dla człowieka. Mimo, że jestem daleko, że się odcięłam, że nie może mną już manipulować, ani stosować przemocy psychicznej, ekonomicznej, fizycznej i na ogół jest mi bez niej dobrze i tak jestem na nich zła.

Mieszkam za granicą i nie byłam w domu od 4 lat, okazuje się jednak, że jestem zmuszona pojechać na kilka dni i to z dzieckiem i to mnie przeraża. Przez te lata zawsze tłumaczyłam, że nie jadę, bo akurat kasy nie mam za dużo, albo czasu, albo właściwie nie jest to za dobry moment, ale ja tak naprawdę nie chcę. NIE CHCę!! Wystarczy telefon raz na kilka miesięcy, podczas tych rozmów i tak nikt nie ma sobie niczego do powiedzenia. Za bardzo mnie skrzywdzili. Wyciągam z tego wnioski, uczę się życia szczęśliwego, ale i tak mam wielką wściekłość i żal, że to akurat ja musiałam się wychowywać bez rodziców jak mentalna sierota... (oczywiście nie tylko ja- chociażby całe to forum jest pełne takich sierot, ale napisałam to dokładnie tak, jak to we mnie krzyczy).

Kolejny mały sukces w temacie stawiania granic. Latem przyjeżdża mój brat z rodziną. Z racji tego, że jest to człowiek bardzo niekonkretny, ciężko z nim coś ustalić opowiada mi nie-wiadomo-co odnośnie terminu przyjazdu i napomina coś o drugiej połowie sierpnia, choć dobrze wie, że u nas to już po wakacjach i wszyscy mamy pełno zajęć. Dawniej bym psioczyła dwa miesiące i się nakręcała, a tym razem wykonałam telefon i powiedziałam, że chętnie zapraszam, ale do 10 sierpnia, a później już nie. Kropka. Sprawa pokojowo załatwiona, wstępny termin ustalony :grin:
A mnie przez lata wykańczały takie drobne sytuacje, kiedy dawałam sobą dyrygować, nie umiałam powiedzieć jasno gdzie granica, potem się rozczulałam nad sobą, jak to mnie nikt nie szanuje i generalnie z igły widły. Masakra. Tyle lat musiałam żyć, by się nauczyć, że wystarczy czasami kilka :lol: prostych zdań i już....
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): sylwia1975, williwilli55, AgaMars, Benia, olka, Alex75, Portowiec1948

Jestem już zmęczona... 2019/06/22 08:57 #81

  • AgaMars
  • AgaMars Avatar
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 1351
  • Otrzymane podziękowania: 3695
Myszałek37 napisał:
Przede wszystkim przeraża mnie to, że mogę nie mieć na coś wpływu, w mojej głowie już powoli kłębią się czarne wizje i we mnie gości lęk. Pod skórą chodzę już napięta, wystraszona.

Jestem na nich wściekła, że muszę przejść życie bez rodziców, bo nie jest to naturalna sytuacja dla człowieka. Mimo, że jestem daleko, że się odcięłam, że nie może mną już manipulować, ani stosować przemocy psychicznej, ekonomicznej, fizycznej i na ogół jest mi bez niej dobrze i tak jestem na nich zła.

Mieszkam za granicą i nie byłam w domu od 4 lat, okazuje się jednak, że jestem zmuszona pojechać na kilka dni i to z dzieckiem i to mnie przeraża. całe to forum jest pełne takich sierot, ale napisałam to dokładnie tak, jak to we mnie krzyczy.

Dawniej bym psioczyła dwa miesiące i się nakręcała, a tym razem wykonałam telefon i powiedziałam, że chętnie zapraszam, ale do 10 sierpnia, a później już nie. Kropka. Sprawa pokojowo załatwiona, wstępny termin ustalony :grin:
A mnie przez lata wykańczały takie drobne sytuacje, kiedy dawałam sobą dyrygować, nie umiałam powiedzieć jasno gdzie granica, potem się rozczulałam nad sobą, jak to mnie nikt nie szanuje i generalnie z igły widły. .

Kochana, zaczne od konca, brawo, brawo, brawo. Swietnie ci idzie dbanie o swoje potrzeby i stawianie granic. Jak to mowia nasi tubylcy: 1+ :lol:

Mnie tez wizyty w domu napawaja "radoscia inaczej" bnggfgbfb , tym bardziej, ze w trakcie podrozy mam zazwyczaj ataki paniki (szczegolnie jak jade wlasnie tam), wiec nie jezdze. Ostatnio bylam chyba w czerwcu 2017 roku i co prawda spalam u mamy, ale mialam otwarta opcje, ze gdybym zaczela sie czuc tam zle, to moglabym przeczekac do teminu powrotu (czyli daty na bilecie) u mojej profy ze szkoly (ona zna i moja mame i cala sytuacje). Wlasciwie moglabym juz caly czas u niej mieszkac, ale wtedy moja mama by sie obrazila i nie zalatwilabym tego, po co tam pojechalam (sprawy spadkowo-bankowe). Moze ty tez moglabys gdzies sie zainstalowac z malym? W hotelu lub u przyjaciol????

Nie musisz przejsc przez zycie bez rodzicow. Czy przeczytalas juz ksiazke "Mamo, to moje zycie". Ja mam "nowych rodzicow", ty tez mozesz miec. :grin:

A o tych klebiacych sie czarnych myslach chyba zaraz cos skrobne u siebie, bo one sa m.in. tematem moich terapii indywidualnych i grupowych na oddziale.

Dobrego weekendu i do poniedzialku u Malgosi :ymhug:
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Tomoe, Myszałek37

Jestem już zmęczona... 2019/06/22 09:35 #82

  • Agnieszka456
  • Agnieszka456 Avatar
  • Wylogowany
  • Super Gaduła
  • Posty: 456
  • Otrzymane podziękowania: 615
Cześć Asiu,
Wszystkie tutaj mamy podobne problemy, ja też jestem mam zblizajaca sie do 40 z 8 letnim synem.
Wychowałam sie w domu z matka alkoholiczka a teraz zyje z alkoholikiem. Chodze na terapie od roku i od roku jestem tutaj na forum, które bardzo mi pomaga zrozumieć siebie, uczy mnie i naklania do myslenia o sobie i swoim zyciu.
Prosto nie jest tak jak i u ciebie ale staram sie isc do przodu raz wychodzi mi to lepiej a raz gorzej. Nie moze cos stac sie szybko bo to co nas dotyka i boli kumulowalo sie i zbieralo przez lata wiec potrzeba czasu i cierpliwosci aby sie z tym uporac.
Ja tez sie dwnerwuje z blahego powodu i ogolnie ostatnio zauwazylam pogorszenie mojego stanu psychicznego nie wiem moze mam zalamanie nerwowe. Musze jakos to przezyc i poukladac moze minie i bedzie lepiej.
Pamietaj kazdy ma swoje tempo nic nie dzieje sie od razu.
Trzymam za ciebie kciuki i tule :ymhug:
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Myszałek37

Jestem już zmęczona... 2019/06/22 14:13 #83

  • Myszałek37
  • Myszałek37 Avatar
  • Wylogowany
  • Gaduła
  • Posty: 110
  • Otrzymane podziękowania: 237
No i stało się... Atak paniki mnie dzisiaj dopadł. Ledwo miałam czym oddychać, ręce mi się trzęsły, w ogóle myślałam, że rozpadnę się na kawałki, miałam chęć przestać istnieć, wydawało mi się, że cały mój świat wali mi się na głowę, że zginiemy, przepadniemy, zjedzą nas.... A teraz jestem tak zmęczona, jakbym przebiegła maraton. Bolą mnie ramiona, kark, głowa, ledwo ma siły i ochotę się podnieść. Dziecko na szczęście u kolegi fajnie się bawi, więc troszkę odpocznę. czarne chmury powoli opuszczają moją głowę...

AgaMars - po pierwsze właśnie akurat teraz czytam cały Twój wątek, tak na raty, ale bardzo fajne tematy tam poruszasz, dają mi do myślenia. A o tej książce nie zapomniałam, przywiozę ją sobie z Polski ^^) moja nagroda !
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): AgaMars, Portowiec1948

Jestem już zmęczona... 2019/06/23 05:25 #84

  • Myszałek37
  • Myszałek37 Avatar
  • Wylogowany
  • Gaduła
  • Posty: 110
  • Otrzymane podziękowania: 237
Nie mogę ze sobą dojść do ładu co się takiego ze mną stało. Dlaczego te wszystkie w sumie mało istotne i do ogarnięcia sytuacje tak mnie porozwalały na kawałeczki? To co z tym moim zdrowieniem? - sobie myślę, efektów chyba jednak nie ma za bardzo...
Do ataków lęku powrócił jeszcze stan pod tytułem nie mogę na siebie patrzeć, nie mogę ze sobą wytrzymać, nie dam rady, jak by tu zwiać przed całym światem...zwinąć się w kłębek, nie mówić, nie czuć, zniknąć.. wszystko robię źle, wszystko jest moją winą. I to ciągle towarzyszące mi uczucie upokorzenia i wstydu.
Zastanawiam się, czy to nie jest tak, że wyjazd do rodzinnego miasta i w perspektywie spotkanie z rodzicami najpierw wywołał we mnie panikę i lęk - czyli to, co mi zawsze tam towarzyszyło, a teraz wracają do mnie wszystkie stany z mojego rodzinnego domu.
Ja tam byłam zawsze NIEWIDZIALNA, nikt mnie nie dostrzegał, nie zwracał na mnie uwagi, u mnie w domu nikt nie potrafi z nikim rozmawiać, nikt tego nie robi. Jak mówią, to każdy swoje, nikt nikogo nie słucha. 20 lat tam spędziłam w poczuciu, że jestem kompletnym śmieciem. Udało mi się to uczucie ukrywać przed całym światem i sobą samą czasami też - jest miałam lepszy okres i się bardzo postarałam. Ale właśnie to wyniosłam i zakodowałam najbardziej od mojej mamusi - jestem niepotrzebnym odpadem, wszyscy wokół są lepsi, mądrzejsi, ładniejsi, fajniejsi...
Wydawało mi się, że pępowinę już dano odcięłam, nie mieszkam z nimi od lat, nie oczekuję od nich niczego, co mogliby dawać rodzice dzieciom (co ja chciałabym dawać mojemu dziecku), nie mam złudzeń, że kiedykolwiek zbuduje z nimi jakąkolwiek relację, nie chcę tego, nie potrzebuję z nimi tego robić też. Ale pustka z dzieciństwa zostaje... wkodowane rzeczy też. Wyłażą czasami tak boleśnie, że nie wiadomo jak to ugryźć. Czym tą dziurę zakleić? Jak ją załatać? A może nic nie robić, może po prostu omijać szerokim łukiem i uważać, żeby nie wpaść?
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): kalka, AgaMars, olka, Carla746

Jestem już zmęczona... 2019/06/23 06:29 #85

  • Agnieszka456
  • Agnieszka456 Avatar
  • Wylogowany
  • Super Gaduła
  • Posty: 456
  • Otrzymane podziękowania: 615
Asiu mi tez sie wydawalo, ze skoro mojej matki nie ma w moim zyciu juz 20 lat to jest dobrze a to bardzo mylne. Matka zniknela z mojego zycia ale problemy, lęki i braki pozostaly. Czasami mamy wrazenie, ze jak cos lub ktos znika z naszego zycia nawet o tym zapominamy to jest w porzadku a wszystko zostaje gdzies w nas w srodku i trzeba sie z tym uporać, ja dopiero po 20 latach dotykam tych wszystkich trudnych rzeczy i emocji, ktore przez lata sie uzbieraly i mnie niekoniecznie dobrze uksztaltowaly.
Asiu ja po roku terapii dalej walcze o lepsze jutro dla siebie i wlasnie jestem w momencie jakiegoś zalamania z checia bym zniknęła, wszystko mnie denerwuje i wszystkiego mam serdecznie dosyć ale trwam i staram sie przezyc kolejny dzien w nadzieji, ze to kiedys minie.
Życzę ci siły i pogody ducha :ymhug:
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Myszałek37, Carla746

Jestem już zmęczona... 2019/06/23 07:23 #86

  • Myszałek37
  • Myszałek37 Avatar
  • Wylogowany
  • Gaduła
  • Posty: 110
  • Otrzymane podziękowania: 237
Dziękuję!
Dobrze robi mi świadomość, że nie jestem jakimś dziwolągiem, że Wy też przeżywacie podobne rzeczy, lub macie już je za sobą. To daje nadzieję na to, że w końcu nadejdzie dzień, że obudzę się z czystą głową...
Pogody Ducha wszystkim :ymhug:
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): AgaMars

Jestem już zmęczona... 2019/06/23 08:00 #87

  • Magda1981r
  • Magda1981r Avatar
  • Wylogowany
  • Super Gaduła
  • Jest taka cierpienia granica...
  • Posty: 411
  • Otrzymane podziękowania: 431
Asiu ja za każdym razem jak jadę do rodziców to czuję stres. Tych rzeczy jeszcze na terapii nie przerabiałam. To dopiero przede mną. Ja w moim domu pozornie wszystko miałam. Pozornie... Nie chodziłam głodna miałam w co się ubrać... Ale zawsze byłam ta gorsza... Glupsza... Nic nie potrafiąca. Tata był ale jakby go nie było. Nie wtrącał się w wychowanie.Mama mu nie pozwalała albo nie potrafił. Nie wiem... Do tego mieszkaliśmy prawie że z dziadkami. Niby dwa domy ale ciągle z nimi. Babcia zimna czepiająca się... Dziadek... Ten temat mnie przeraża bo ciężko mi się przyznać do tego co robił. Dużo rzeczy przede mną. Też od ponad 10lat nie mieszkam z rodzicami ale wpływ na to co działo się gdy byłam Dzieckiem i później jest ogromny. Uczę się stawiać mamie granice i nie czuć się winna że żyje po swojemu.
Jest taka cierpienia granica za którą się uśmiech pogodny zaczyna..
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): AgaMars, olka, Myszałek37

Jestem już zmęczona... 2019/06/23 09:39 #88

  • AgaMars
  • AgaMars Avatar
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 1351
  • Otrzymane podziękowania: 3695
Myszałek37 napisał:
Zastanawiam się, czy to nie jest tak, że wyjazd do rodzinnego miasta i w perspektywie spotkanie z rodzicami najpierw wywołał we mnie panikę i lęk - czyli to, co mi zawsze tam towarzyszyło, a teraz wracają do mnie wszystkie stany z mojego rodzinnego domu.

To jest mozliwe. Ja na kazda mysl o wyjezdzie do rodzinnego domu robilam sie chora, wracaly stany lekowe a w zeszlym roku ataki paniki. Oznacza to tylko, ze cialo wysyla sygnaly, ze tam "grozi niezbezpieczenstwo". O jakie niebezpieczenstwo chodzi? Ano o to, ze bedziemy traktowane bez szacunku, ze bedziemy albo ignorowane albo beda nam mowic, jak mamy zyc, bo wroca nieprzepracowane wspomnienia krzywd itp. Cialo chce nas chronic, wiec w sumie takie ataki paniki to bardzo pozyteczna rzecz, tylko koszmarnie nieprzyjemna. Wiesz co mi pomaga? Skupienie sie na tym, po co tam jade. Np. na tym, ze chce cos zalatwic, zrobic zakupy "na zapas" ^^) spotkac dawno niewidzianych przyjaciol itp. Robie sobie taka liste plusow i minusow (tzn przyjemnosci i nieprzyjemnosci) wyjazdu i staram sie, zeby tych plusow bylo duzo wiecej. W sumie to niezle dziala, choc ataki i tak potem bylyw drodze powrotnej ze zmeczenia (ale tez nie zawsze, czasami bylam zbyt wyczerpana, zeby atak mogl sie zaczac :shock: ). Aha i od kiedy przestalam oczekiwac od mojej mamy zdrowych czy dojrzalych zachowan, to bylo lepiej.

Myszałek37 napisał:
Czym tą dziurę zakleić? Jak ją załatać? A może nic nie robić, może po prostu omijać szerokim łukiem i uważać, żeby nie wpaść?

Ja te dziure zaklejam przepracowaniem/przejsciem dziecinstwa z drugim, zdrowym czlowiekiem (to jest moim zdaniem warunek konieczny do wyzdrowienia, jestem przekonana, ze nie mozna wyzdrowiec z tego w pojedynke jak np z grypy :grin: ), terapia i mitingami DDA/DDD a wczesniej Al-Anon (uczestnictwem i braniem sluzb) i grupa wsparcia. Wlasciwie na dzien dzisiejszy dziury juz chyba nie ma, tylko te traumy jeszcze gdzies tam siedza w ciele, ale i na to przyjdzie czas zwyciesteoe
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Magda1981r, olka, Myszałek37

Jestem już zmęczona... 2019/06/23 18:23 #89

  • sylwia1975
  • sylwia1975 Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Wszystko przemija
  • Posty: 1908
  • Otrzymane podziękowania: 1856
A no wroca nie przepracowane zawsze wraca ,taki maly bumerang,ja zem chyba calkowicie jakos to przepracowla,bo czuje sie dobrze u mamy,chociaz niechce mi sie do niej chodzic zbyt czesto ,Bo jest jaka jest,innej mniec nie bede bnggfgbfb ,z lezka i usmieszkiem.HMMM ponoc zem nadwrazliwa,cos wtym jest.Teraz sie zastanowie dlaczego,hmmm rozne powody stalking,ma swoje efekta ,moja mama nie za bardzo tez zwracala uwage na emocje potrzeby,ale doszlam do punkta zero czyli rozbrajam jej argumenty,teraz to Ona widze uczy sie odemnie hmmm ciekawe
Wszystko przemija nawet wczoraj ,nie warto zyc hstoria
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Myszałek37

Jestem już zmęczona... 2019/06/29 04:57 #90

  • Myszałek37
  • Myszałek37 Avatar
  • Wylogowany
  • Gaduła
  • Posty: 110
  • Otrzymane podziękowania: 237
Irytacjo moja kochana! Jak dobrze, że cały czas gdzieś tam jesteś i mówisz mi, że coś nie tak!
Nie jest dobrze, nie dbam o siebie tak jak powinnam. Po pierwsze sen. Za mało śpię. Dlaczego sama spycham potrzebę snu na koniec kolejki? Oczywiście mojego snu, bo innych to kocykami przykrywam. I swoje potrzeby intelektualne też? Moje zdrowienie nie stało się dla mnie w praktyce rzeczą najważniejszą, ponieważ próbuję się z nim niejako wcisnąć gdzieś tam, gdzie trochę miejsca dla mnie jest. Cały czas te granice. Cały czas z powodu ich braku pojawiają się różne problemy. Zauważyliście, że oczywiście o współuzależnieniu, uzależnieniu, DDA/DDD można by pisać długo, zawsze pojawiają się tematy do przerobienia, przepracowania, itd., ale w moim przekonaniu i podstaw leżą dwie rzeczy : granice i potrzeby. Jak to jest poprzesuwane, to nie da się ogarniać prawidłowo czegokolwiek innego. Wy już to pewnie dawno wiecie :grin: , ale dla mnie jest to odkrycie tego roku i też priorytetowe zadanie. Tak jak ktoś kiedyś napisał, że najlepiej wybrać sobie kilka konkretnych punktów, na których się koncentruje swoją pracę, a nie łapać 6 srok za ogon, bo nic z tego nie będzie, tak właśnie ja postanowiłam się skoncentrować najpierw na tych dwóch rzeczach: na granicach i potrzebach. I teraz czeka mnie rewolucja w domu, bo tam też nie mam granic i moje potrzeby są na końcu, bo sama je tam poustawiałam, w największym kącie, żeby nikomu nie przeszkadzały i nie rzucały się za bardzo w oczy.
Miłej soboty wszystkim życzę. :)
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): AgaMars, olka, AGA54

Jestem już zmęczona... 2019/06/29 08:04 #91

  • AgaMars
  • AgaMars Avatar
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 1351
  • Otrzymane podziękowania: 3695
Myszałek37 napisał:
I teraz czeka mnie rewolucja w domu, bo tam też nie mam granic i moje potrzeby są na końcu, bo sama je tam poustawiałam, w największym kącie, żeby nikomu nie przeszkadzały i nie rzucały się za bardzo w oczy.

Powodzenia!!!
Pamietaj, ze stawiajac granice pomagasz takze innym wziac odpowiedzialnosc za to, za co sa odpowiedzialni. Pomagasz im tym samym stac sie naprawde soba.
Dobrego dnia :ymhug:
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Myszałek37

Jestem już zmęczona... 2019/06/29 14:19 #92

  • olka
  • olka Avatar
  • Online
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 2372
  • Otrzymane podziękowania: 4265
Trzymam kciuki. Bardzo mocno.
:ymhug:
"Przeszłość minęła, dokonała się.
Istnieje tylko doświadczenie chwili"
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Myszałek37

Jestem już zmęczona... 2019/07/20 06:45 #93

  • Myszałek37
  • Myszałek37 Avatar
  • Wylogowany
  • Gaduła
  • Posty: 110
  • Otrzymane podziękowania: 237
Były czarne chmury...oj zawisły jakiś czas nade mną i ruszyć się nie chciały. Taki miałam stan depresyjny, że patrzeć na siebie nie mogłam, wytrzymać ze sobą nie mogłam, miałam ochotę zniknąć, ulotnić się, przestać istnieć. Równolegle lęki...że przecież zginiemy, katastrofa nadciąga, koniec świata, z głodu umrzemy, z mieszkania nas wyrzucą wszystko się rozsypie na kawałeczki. Okropnie się męczyłam. Myślałam nawet, że to moje całe zdrowienie jest nic nie warte, więc po co robić cokolwiek, może warto po prostu odpuścić i tyle...
Później podróż do mojego rodzinnego miasta, do rodziców. Przeżyłam. A jak wróciłam to padłam kompletnie. rozchorowałam się. Grypy żołądkowej dostałam. Przez 5 dni nie za bardzo wychodziło mi podniesienie się z pozycji leżącej, na siedząco wytrzymywałam max 5 minut. Korzyści są takie, że wyspałam się za wszystkie czasy. Chyba pierwszy raz od nie pamiętam kiedy doświadczyłam, jak to jest być naprawdę wyspanym. Nie chciałabym zmarnować tego doświadczenia :)
I jeszcze jedna pozytywna rzecz, byłam na pierwszym spotkaniu z panią psycholog. Co z tego będzie zobaczymy. Jak na początek to ją polubiłam. po 2 tygodniach następne spotkanie. Dla mnie to wielki krok bo się "czaiłam" z tą wizytą już od dawna nie byłam do końca przekonana do tego, ale postanowiłam najpierw sprawdzić, a potem ewentualnie odrzucać. Zatem będę sprawdzać... :)
Nie mam siły ostatnio na jakieś głębokie przemyślenia. Mam wakacje, wreszcie wolne i mimo różnych spraw na głowie postanowiłam wypoczywać. Gotuję ostatnio z chęcią, szczególnie po tej grypie, kiedy przy życiu utrzymywały mnie głównie sucharki. życzę wszystkim miłej soboty, oddechu, wypoczynku, uśmiechu.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): AgaMars, olka, Alex75, AGA54

Jestem już zmęczona... 2019/07/21 06:54 #94

  • Myszałek37
  • Myszałek37 Avatar
  • Wylogowany
  • Gaduła
  • Posty: 110
  • Otrzymane podziękowania: 237
Ciągle słyszę na około, że DDA/DDD i współuzależnieni mają problem z kontrolą, to znaczy mają potrzebę kontrolowania wszystkiego wokół (i wszystkich). Myślę sobie: fajnie, ale mnie to chyba nie bardzo dotyczy. W końcu męża nie kontroluję, nie obwąchuję, nie sprawdzam, uznaję, że jest istotą wolną i dorosłą, która sama na siebie ma wpływ, więc wszystko gra. Ostatnio zaczęłam się zastanawiać co z moimi lękami dotyczącymi przyszłości? Na przykład kiedy rozmyślam zatroskana jaka przyszłość czeka moją pociechę, jaką drogą zawodową pójdzie, jakim będzie człowiekiem? itp. Niby nic w tym nadzwyczajnego, bo przecież matki tak mają, ale czy to nie jest przypadkiem tak, że mnie to stresuje, bo nie mam na to wpływu? Właśnie sprawy, które potoczą się jak chcą, w sensie takim, że nie za bardzo mam moc sprawczą, przyprawiają mnie u ucisk w żołądku, bo właśnie nie mam nad nimi kontroli? Przecież ja bym najchętniej wszystko wszystkim wytłumaczyła, pokazało, jak mają postępować, nakreśliła im, jak mają żyć itd. Czy to nie jest potrzeba kontroli? Czy nie napawa mnie lękiem właśnie fakt, że nad czymś tej kontroli nie mam? I czy ta wolność, którą daję innym ludziom nie jest taką "wolnością kontrolowaną"?
Jak wiele jeszcze we mnie funkcjonuje mechanizmów?
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): kalka, AgaMars, AGA54

Jestem już zmęczona... 2019/07/21 07:11 #95

  • kalka
  • kalka Avatar
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 1186
  • Otrzymane podziękowania: 1781
Jak bardzo znam te zachowania.Kiedy już zaprzestałam kontrolowania byłego męza,niepostrzeżenie ,najbliżej były dorosłe już wtedy dzieci,moje lęki,obawy,pisanie scenariuszy,przenosiłam na nie.Odpuszczanie przyszło powoli,miałam już pełną świadomość na poziomie głowy,jednak serce jeszcze mówiło nie.Ta praca nad sobą przyniosła efekty,żyję i daję żyć innym.Czasami zdarza mi się schodzić z obranej drogi,ale wiem ,że to jest droga do nikąd.Godzę sie z tym czego nie mogę zmienić,odwaznie zmieniam co mogę zmienić i szukam mądrości aby odróżnić jedno od drugiego.
każda droga zaczyna się od pierwszego kroku
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): AgaMars, olka, Myszałek37, AGA54

Jestem już zmęczona... 2019/07/23 15:44 #96

  • Myszałek37
  • Myszałek37 Avatar
  • Wylogowany
  • Gaduła
  • Posty: 110
  • Otrzymane podziękowania: 237
Tak się miałam dzisiaj nasiedzieć, naterapeutyzować, czytać, pisać... a tu nici. szpital, lekarz, urząd , zakupy, sprzątanie, gotowanie, papiury, no i istne szaleństwo - prasowanie!! :mrgreen:

Dziecko mi się dziś rozpłakało, że ma już dosyć swojej choroby, że marzy o tym, żeby nie mieć już żadnych sensorów, zastrzyków i skoków cukru, żeby mógł jeść co chce i kiedy chce itd. Pozwalam mu na płacz i nie pocieszam jakoś na siłę. Na co dzień radzi sobie super, ale miewa właśnie takie momenty załamki. W ogóle jestem z nas dumna, bo mnie nie wolno było w domu rodzinnym okazywać uczuć, a jakoś nam tak "wyszło", że dziecku na to pozwalamy. W ogóle dziecko mnie powala świadomością tego, jakich doświadcza uczuć i emocji, a także wnikliwością obserwacji swoich rówieśników.
No i tyle na dzisiaj, Robota czeka. Mimo wszystko jest to pozytywny dzień.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): AgaMars, Benia, olka, Alex75

Jestem już zmęczona... 2019/07/25 05:11 #97

  • Myszałek37
  • Myszałek37 Avatar
  • Wylogowany
  • Gaduła
  • Posty: 110
  • Otrzymane podziękowania: 237
nie wychodzę dzisiaj z domu... (no dobra, po bułki ewentualnie), ale pozy tym siedzę w domu bo mi się po prostu nie chce. Chodzę gdzieś ostatnio ciągle po coś, więc dzisiaj odpoczywam. W ogóle to lato jest koszmarne, wyskakują ciągle jakieś problemy jak króliki z kapelusza. Może to nie są jakieś "końce świata", ale samo to, że ciągle coś trzeba ogarniać już mnie męczy. Niby mam 6 tygodni wakacji, ale ani jednego tygodnia nie udało mi się zachować dla siebie na prawdziwy wypoczynek. A tu już stuka, puka kolejne moje spostrzeżenie : już zaczynam marudzić - a, że za gorąco..., że nie tak planowaliśmy..., że to, że tamto... a u mnie, jak właśnie zauważam, jest to często oznaka przemęczenia. Może nie tyle tego fizycznego, ale psychicznego. Resetu mi brakuje. I umiejętności skupienia się na chwili obecnej, bo ja mam tendencje do tego, by moje głowa buszowała gdzieś tam i planowała. Zastanawiałam się nawet ostatnio, czy tak kiedyś ciągle w głowie wszystko planowałam? Wydaje mi się, że nie, choć dobrze nie pamiętam. A teraz niby sobie siedzę milutko, a już myślę, co w sobotę i w niedzielę zrobię itd. A w niedzielę już o wtorku... Aż skończę jak ten indyk z tej rymowanki, co myślał o niedzieli, a w sobotę mu łeb ucięli :mrgreen:
Jak już mnie na mądrość ludową wzięło, to chyba naprawdę czas się zresetować...
Miłego dnia wszystkim!
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): AgaMars, olka, Alex75

Jestem już zmęczona... 2019/07/26 06:39 #98

  • Myszałek37
  • Myszałek37 Avatar
  • Wylogowany
  • Gaduła
  • Posty: 110
  • Otrzymane podziękowania: 237
Wyszłam wczoraj z domu, do sklepu tylko po masło, a wróciłam z torbą na insulinę dla cukrzyków :lol:

Poza tym leniuchuję i się resetuję. Upały takie, że odbiera mi to siły na wszystko, ale jakoś żyję. Dziecko ma jakiegoś wirusika - nic groźnego - ale też jest śnięte jak mucha. A ja się zabrałam za książkę "Mamo, to moje życie". Czytam ją powoli, po trochu, żeby się nią tak trochę podelektować, ale jakoś tak pierwsza refleksja już mi się obija po głowie. Chodzi o poczucie pustki. Ja żyłam w takim domu, gdzie emocjonalnie byłam zupełnie sama i poczucie pustki miałam "od zawsze", tak bardzo, że przez wiele dłuuugich lat byłam przekonana, że to jest bardzo normalny stan, że "wszyscy tak mają". Tylko jakoś ja bardzo się bałam ludzie, myślałam, że wszyscy mną gardzą, że się ze mnie wyśmiewają, że jestem kimś gorszym. Wiecie co? Mama dziwną intuicję, że w tym temacie coś we mnie jeszcze siedzi, co nie wyszło na wierzch, o czym zapomniałam, co wyparłam... nie wiem...

A dla tych co się relaksują bez branżowej literatury, to ostatnio przeczytałam taką książkę "Krucha jak lód". Literatura na relaks albo do pociągu, w podróży sprawdza się świetnie. Ale ma też dość poważny dylemat moralny, który i mnie utkwił w głowie i zastanawiałam się co ja bym zrobiła na miejscu bohaterki. Nie będę tu przytaczać fabuły, bo popsuję zabawę innym, ale jakby ktoś to czytał, to chętnie się dowiem, co myśli.
Miłego dnia wszystkim życzę kwiaaatek
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): AgaMars, olka

Jestem już zmęczona... 2019/07/27 06:21 #99

  • Myszałek37
  • Myszałek37 Avatar
  • Wylogowany
  • Gaduła
  • Posty: 110
  • Otrzymane podziękowania: 237
Też Was tak upały męczą??
Zamknęłam się w domu, właściwe się nie przemęczam, miło spędzam czas, a wieczorem się czuję jakbym maraton przebiegła - padam na pysk!
Tego lata dużo nieoczekiwanych spraw powyskakiwało, ciągle coś trzeba załatwiać, pieniędzy też ubywa, nie jest tak, jak sobie zaplanowałam... I tak sobie wczoraj myślałam o zaufaniu do Siły Wyższej, że to takie fajne i proste, kiedy wszystko jest tak, jak ja chcę, jak mi się układa po mojej myśli, ale jak już jest trochę inaczej, to budzi to we mnie niepokój, czyli rak zaufania. Przyglądam się temu teraz. W życiu doświadczyłam wielu złych rzeczy i one siedzą we mnie w takiej szufladzie, którą czasami uchylam, ale wiem, że gdybym ją otworzyła i to wszystko by się wysypało, to sama nie dałabym rady się podnieść. Od jakiegoś czasu jest spokojnie, dobrze, raz lepiej, raz gorzej, ale spokojnie. Boję się, że coś się stanie i to zniknie, dlatego tak trudno mi zaufać SW. Jest we mnie niewielka gotowość, na przyjęcie tego, co jest mi pisane z jasnymi i ciemnymi stronami. Nie umiem na razie.
Trzymajcie się ciepło i miłej soboty życzę! ^^) kwiaaatek
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Jetti11, olka

Jestem już zmęczona... 2019/07/27 06:39 #100

  • Iwanka
  • Iwanka Avatar
Czesć Myszałek.
Ja długo sobie wmawialam, nie umiem, nie potrafię, to nie dla mnie. Gdy zadałam sobie pytanie czy rzeczywiście? Postawilam inne zdanie. Ja nie chcę. Czemu ja nie chcę? I bilans. Co przemawia za tym ze nie chcę? Obawa, strach, niepokój, tchórzostwo, lenistwo, wygoda... Przeszłości nie ma, dziś jest moje. Jak nie zadzialam to tak będzie juz trwało. Będę pasywna. I przyszło olsnienie. Sama sobie wmawiałam rzeczy, które jednak mogę zrobić. Mam swoj rozum, emocje nie beda mną rzadzic. Kroczek po kroczku i m9glam sue cieszyc tym co sie udalo w danym dniu. A ile w tym frajdy, i siebie chwalilam za male osiągnięcia. W końcu te strachy na lachy zaczęły znikać. Jak się pojawiają emocje, zadaje pytanie sobie, z jakiej przyczyny, co mi to zrobi, czy będę z tego powodu szczesliwa? A no nie. I pomagają mi pozytywne afirmacje.

Pozdrawiam i pogody ducha.
kwiaaatek
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Jestem już zmęczona... 2019/07/27 08:08 #101

  • olka
  • olka Avatar
  • Online
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 2372
  • Otrzymane podziękowania: 4265
Ja też staram się nie przyspieszać. Przyznałam głośno ze trzy razy chyba, że zauważyłam działanie SW w moim życiu. To dużo. Nie jestem gotowa oddać jej wszystkiego ale może się nauczę. Poczekam. Przecież nie spieszy mi się..
"Przeszłość minęła, dokonała się.
Istnieje tylko doświadczenie chwili"
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Papilotka88, Myszałek37, AGA54

Jestem już zmęczona... 2019/07/28 05:32 #102

  • Myszałek37
  • Myszałek37 Avatar
  • Wylogowany
  • Gaduła
  • Posty: 110
  • Otrzymane podziękowania: 237
No staram się jakoś tak myśleć pozytywnie, ale mam w sobie duże pokłady strachu i nie jestem pewna, czy dam radę sama się z nim uporać. Się okaże... Tak, jak z tą SW, ja niby wierzę, ale się tak ostatnio reflektuję, czy aby na pewno? W moim życiu zdarzyło się wiele złego, i to, że dzisiaj jest jak jest zawdzięczam też KOMUś, kto nade mną czuwa. I niby wiem, ale....
Ja to rozumiem tak, że jest nade mną Bóg (jakkolwiek Go pojmujemy), który mnie prowadzi, który ma dla mnie jakiś plan, ale to JA muszę działać, Mi się musi chcieć, to JA muszę ruszyć swoje 4 literki, albo swoim mózgiem, to Ja muszę nad sobą pracować, samo się nie zrobi...
Są również sprawy, na które JA nie mam wpływu. To zawierzam Bogu..
Taka to moja teoria ^^) ale praktyka idzie mi jakoś mniej ładnie
miłej niedzieli kochani
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Tomoe, olka, AGA54, Iwanka

Jestem już zmęczona... 2019/07/28 06:31 #103

  • AGA54
  • AGA54 Avatar
  • Wylogowany
  • Super Gaduła
  • Posty: 523
  • Otrzymane podziękowania: 1262
Ja sobie tłumaczyłam ,że każda krzywda , która mnie spotyka to , znak by postępować dobrze , że celem jest by pokazać dobro , m.opowiadał jaki był biedny , krzywdzony a ja łykałam i dawałam dobro...kiedyś sam mówił palić się chciało ,a nie było za co ,... po miesiącu od ślubu( odłożona kasa z wesela, pełna lodówka,na chleb, rachunki zapłacone, piwo i papierosy pod dostatkiem, ubrany)zepsuł się samochód ..nasz zaraz po ślubie zrobiłam z niego współwłaściciela mojego auta, zapłacona naprawa...a ten mi z tekstem, jeszcze w życiu mu się tak źle finansowo nie powodziło... co robi żonka...likwiduje wkład w kasie zapomogowo pożyczkowej i przynosi do domu gotówkę ...by on był spokojny szczęśliwy, by dać to czego nie miał...dziś jestem świadoma,że dałam mu komfort picia, tłumaczyłam sobie ,że będę dobrą żoną. Od dwóch dni go nosi , coś tam jego córki mówił mu o matce (kobiecie ponoć samo zło )i jego demony wróciły, mści się na mnie ,że miał takie życie, ale on razem z nią pił, a ,żona lubiła się bawić , a on nie, nie lubiła sprzątać , a on tak itp to im nie wyszło, dziś obwina mnie o to samo co ją ...poza piciem , gdybym piła z nim byłabym fajna.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Jetti11, olka

Jestem już zmęczona... 2019/07/28 06:53 #104

  • Myszałek37
  • Myszałek37 Avatar
  • Wylogowany
  • Gaduła
  • Posty: 110
  • Otrzymane podziękowania: 237
Masz całkowitą rację Aga. Nasza choroba niesie z sobą też zobowiązanie. A zobowiązujemy się my do tego, by wreszcie być szczęśliwymi ludźmi i by nie przenosić tego wirusa na następne pokolenie. Wiem, że każde doświadczenie było po coś. Kidy mówię, że przeżyłam dużo cierpienia nie robię to w tonie litowania się nad sobą czy użalania, że nikt ie tak źle jak ja... To jest po prostu fakt. I faktem jest, że te traumy muszę jakoś przerobić. Na razie je sobie uświadamiam... Nie wiem co będzie, jak je kiedyś wywlekę. Ale też dużo mnie uczą, na przykład wdzięczności za to, co mam, kim jestem, z kim jestem, za moich najbliższych... Za Was na forum też jestem wdzięczna! @};- @};- @};- @};-
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Iga, olka, AGA54

Jestem już zmęczona... 2019/07/28 07:02 #105

  • olka
  • olka Avatar
  • Online
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 2372
  • Otrzymane podziękowania: 4265
AGA54 napisał:
Ja sobie tłumaczyłam ,że każda krzywda , która mnie spotyka to , znak by postępować dobrze , że celem jest by pokazać dobro , m.opowiadał jaki był biedny , krzywdzony a ja łykałam i dawałam dobro...kiedyś sam mówił palić się chciało ,a nie było za co ,... po miesiącu od ślubu( odłożona kasa z wesela, pełna lodówka,na chleb, rachunki zapłacone, piwo i papierosy pod dostatkiem, ubrany)zepsuł się samochód ..nasz zaraz po ślubie zrobiłam z niego współwłaściciela mojego auta, zapłacona naprawa...a ten mi z tekstem, jeszcze w życiu mu się tak źle finansowo nie powodziło... co robi żonka...likwiduje wkład w kasie zapomogowo pożyczkowej i przynosi do domu gotówkę ...by on był spokojny szczęśliwy, by dać to czego nie miał...dziś jestem świadoma,że dałam mu komfort picia, tłumaczyłam sobie ,że będę dobrą żoną. Od dwóch dni go nosi , coś tam jego córki mówił mu o matce (kobiecie ponoć samo zło )i jego demony wróciły, mści się na mnie ,że miał takie życie, ale on razem z nią pił, a ,żona lubiła się bawić , a on nie, nie lubiła sprzątać , a on tak itp to im nie wyszło, dziś obwina mnie o to samo co ją ...poza piciem , gdybym piła z nim byłabym fajna.

No jakbyś o mnie pisała :mrgreen:
M.także musiał sam sprzątać, gotować, dzieckiem się zajmować, zarabiać i w ogóle nie wiem kiedy na sen starczało mu czasu buahaha Samochód sprzedałam i jemu dałam kase bo potrzebował na rozwój firmy. O losie... a teraz wszystkim opowiada jak go okradłam.
Nie wiem czy to, że piszemy o tym tutaj czy brak terapii czy ta przeczytana książka ale wszystko mi wraca. No i przecież rozprawa się zbliża. Podświadomie już czuję nadchodzący kataklizm mimo, że staram się nie myśleć na czarno.

Myszałek - ważne, że masz świadomość tego co się dzieje i tego, że nie jesteś sama. :ymhug:

Aguś - naprawdę jak zaglądam do Ciebie wieczorem to jestem przerażona. Pamiętam jak to było u mnie. Bądź silna i szukaj rozwiązań. One są bardzo blisko. :ymhug:
"Przeszłość minęła, dokonała się.
Istnieje tylko doświadczenie chwili"
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): AGA54