Witamy, Gość
Nazwa użytkownika: Hasło: Zapamiętaj mnie
Cierpisz z powodu picia bliskiej Ci osoby? Tutaj możesz podzielić się swoimi problemami, troskami.

  • Strona:
  • 1
  • 2
  • 3

TEMAT: decyzja o odejściu...

decyzja o odejściu... 2018/12/25 14:45 #1

  • Aga89
  • Aga89 Avatar
  • Online
  • Gaduła
  • Posty: 73
  • Otrzymane podziękowania: 206
Hej, mam na imię Agnieszka i żyję z mężem alkoholikiem 10 lat, 4 po ślubie.
Jestem osobą młodą, mam dopiero 29 lat. Chciałabym powiedzieć, że mój mąż zaczął pić dopiero po ślubie ale to chyba byłby dowód mojej skrajnej ślepoty.
Ślepoty, bo pierwsze "sygnały" miały miejsce na długo przed ślubem, ba, narzeczeństwem.
O tym jak się to rozwijało chyba nie warto pisać....
Ostatnie dwa-trzy lata małżeństwa były już kompletnym koszmarem. Koszmarem niewypowiedzianym, cichym, niemym. Spychanym na margines życia, sukcesywnie przemilczanym.
Pielęgnowałam koszmar. Tak, wiem to. Potulnie sprzątałam puszki po piwie- dzień w dzień, bo mąż pił codziennie, najpierw kilka piw, potem 10 już mu nie wystarczało. Sprzątałam syf, pięć, dziesięć razy dziennie.
Podłoga schła po umyciu, on przychodził pijany, rzucał na nią ubłocone buty a ja, w pełnej gotowości z mopem w ręku zmywałam ją dziesiąty raz. Mój mąż nie dbał o higienę, mimo moich próśb i gróźb. Nasze łóżko śmierdziało jak rozkładające się zwłoki. Pijane zwłoki.
nie trzeźwiał. Czasem, w "lepsze" dni udawało mi się położyć go pijanego spać, nakarmić, rozebrać i mieć "święty spokój". W te "gorsze"- były awantury, wyzwiska, obelgi, nachalne obłapianie, czepianie się a i niestety- kilka razy przemoc. Wyzwiska i stopniowe wmawianie mi, że jestem bezwartościowa- brzydka, za gruba, potem za chuda... czasem do późnych godzin nocnych jego wyrzuty " a co ja mam od tego naszego życia? chcesz zabrać mi moją ostatnią radość (piwo)?"
Potem modlenie się, żeby wytrzeźwiał przez te kilka godzin, bo przecież musi iść do pracy. Nakłanianie go do umycia zębów, kupowanie zapasu gumy do żucia i mocnych perfum, żeby skutecznie przykryć woń alkoholu.
Gdzieś między rutyną a pielęgnowaniem (nieświadomym) nałogu męża, wpadłam w depresję. Nie wychodziłam z łóżka przez miesiąc. Nie pamiętam nic z tego okresu. Nic z wyjątkiem palącej myśli "czy kiedyś jeszcze będę czuć"- czuć cokolwiek. Złość, radość, zażenowanie. Wtedy nie czułam nic, i myślę, że tylko ktoś kto ma podobne doświadczenie zrozumie jak tragiczne jest nie czuć NIC. Gdzie był wtedy mój mąż? Pytał jak pomóc, tego mu nie odmówię- robił zakupy, pomagał mi. Niestety picie się nie skończyło nawet wtedy.
Mijały miesiące a mnie wydawało się, że wypełzałam powoli z depresji. Nic bardziej mylnego- odzyskałam fizyczną siłę by żyć- psychicznej nie odzyskałam do dzisiaj.
Nie miałam życia- żyłam życiem męża. Wszystkie plany, spotkania, nawet pracę- ustawiałam pod niego. Bo trzeba obiad zrobić, wyszykować go do pracy, kontrolować, czy nie zadławi się wymiocinami. Codziennie w nocy budziłam się po kilka razy, żeby sprawdzić, czy on jeszcze żyje. Czy oddycha. Dużo znajomości zaniedbałam- nie było dla nich czasu. Zaniedbałam też pracę, cały czas tłumacząc sobie, że rodzina (mąż i ja) jest przecież najważniejsza.
Przestałam marzyć. O czymkolwiek. Przyszłość? to była tylko czarna pustka. Przyszłość to był kolejny dzień, może dwa- nigdy nie wybiegałam dalej. Schudłam 15 kg. Resztki znajomych, którzy mi pozostali zaczęli zwracać mi uwagę: Aga, Ty chyba masz problem z odżywianiem, może masz anoreksję?

A ja, mimo tego wszystkiego pielęgnowałam dalej obraz idealnego życia, które było piekłem (chociaż tłumaczyłam sobie cały czas, że mam cudowne życie). Byłam mistrzem wymówek: mąż pije 10 piw dziennie? no ale pracuje. No ale jak jest trzeźwy (co potem zdarzało się bardzo rzadko) to fajny z niego facet. No ale pozwala mi (!!!!!) jechać do przyjaciółki. No w końcu nikt nie jest idealny. Chowałam problem alkoholu przed rodziną- dzwoniącej teściowej mówiłam, że mąż śpi zmęczony po pracy- nie spał. Pił 9te piwo przed telewizorem.
Chciałam odejść wiele razy. Przeprowadziłam wiele takich rozmów z mężem. Czasem płakał, prosił, błagał- czasem unosił się dumą mówiąc "to idź, polepsz sobie". Potem zaczął wmuszać we mnie poczucie, że nic lepszego mnie nie czeka- "nie masz źle, mogłaś trafić na jakiegoś który będzie Cię regularnie bił"- to jego słowa. Pojawiał się szantaż "jak odejdziesz, zabije się", lub "ja bez Ciebie nie wyobrażam sobie życia", "ja Cię tak bardzo kocham".
Aż w końcu... odpuściłam. "niech to życie już jakoś się toczy, byle jak, ale niech się toczy". I tak spędziłam kilka miesięcy.
Ostatnie trzy miesiące to powolny upadek- tak, jest jeszcze gorzej. Widuje męża trzeźwego przez 2 godziny dziennie. A raczej powinnam napisać "jeszcze nie upitego na umór". Bo mowa tutaj o momentach kiedy pije, ale jeszcze nie jest "widocznie" pijany.
Długo dojrzewałam do decyzji, którą mam zamiar wprowadzić w życie już, teraz, natychmiast. Ja nie dam dłużej rady. Osiągnęłam dno w którym albo będę żyć dalej sama, albo umrę- z nim u boku.
Nie chcę dawać szansy. Nie mam siły na szansę. Za dużo ich dawałam. 10? 20? 50? za każdym razem sprawiał wrażenie że naprawdę rozumie, mówił "wiem że mam problem, kończę z tym, teraz to widzę"- było wspaniale przez dwa tygodnie, może trzy, po czym znów wracał- najpierw po jednym piwku z kolegami, bo nie wypada się nie napić, potem po czterech, ośmiu, dziesięciu. I cykl się powtarzał. O terapii nie było mowy. On nie pójdzie na spotkania AA, bo nie ma czasu, bo on sam sobie z tym poradzi, bo to głupota...etc. etc...
Osiągnęłam stan w którym chcę odejść i nie wracać. Chcę i muszę, bo umrę. Zniszczę resztki szans na ułożenie sobie życia. Na przyszłość, spokój ducha, oddech, lekkość.
Była to i jest- najtrudniejsza decyzja w moim życiu. Czuje się tak bardzo winna. Niewdzięczna. Żona która zostawia męża z problemem. Wypina się na niego. Opuszcza w potrzebie. Cały czas kołatają mi się myśli- jak on sobie poradzi sam? kto upierze mu ubrania, kto kupi jedzenie? kto wykupi leki (mąż ma cukrzyce)? Czy nie będzie samotny? przecież nie ma nikogo oprócz mnie... Wiem, że jest to współuzależnienie. Wiem i widzę to, ale te myśli przychodzą mimowolnie.

Wiem też, że powinnam zrobić to dla niego- wiem, że może to będzie jego "dno", może to pozwoli mu zmierzyć się z konsekwencjami. Wiem to. Ale poczucie winy pozostaje.

Boję się samotności, ale myślę, że bardziej boję się pustki, która pozostanie, kiedy nie będzie już o kogo się troszczyć 24/7. Boję się, że robię błąd, chociaż wiem też, że robię dobrze- ale towarzyszy mi nieustanna gonitwa sprzecznych myśli.
Kocham go. A może nie kocham? Nie wiem. Jestem tak bardzo zniszczona, że już nie wiem co czuję, czy czuję cokolwiek. To strasznie uczucie. Nie wiem kim się stałam- byłam (myślę) fajną, mądrą dzieczyną, dobrze wykształconą, uwielbiałam ludzi. Teraz nie poznaje siebie...chyba nic mi już z tamtej dziewczyny nie zostało...

Nie wiem po co to wszystko pisze. Chyba po prostu potrzebuje wsparcia. Jakiegoś słowa, czegokolwiek... Może tak całkiem szczerze potrzebuję usłyszeć "dobrze robisz". Niestety nikt z mojego otoczenia nie wie o tym co dzieje się w moim małżeństwie. Przez te wszystkie lata wypracowałam do perfekcji system skutecznego "zacierania śladów". Dlatego nie mam z kim o tym porozmawiać...
Przepraszam za długi post... nie wiem czy ktoś to wszystko przeczyta, ale z góry dziękuję...
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Jurek, szekla, Magda, Donatella, Dahud, Angora, jerzak, Marianna, Waldek, Benia ten użytkownik otrzymał 14 podziękowań od innych

decyzja o odejściu... 2018/12/25 15:08 #2

  • Benia
  • Benia Avatar
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Krocz spokojnie wśród zgiełku i pośpiechu..
  • Posty: 1070
  • Otrzymane podziękowania: 2807
Witaj Agnieszko :czesc:
Bardzo wzruszyła mnie Twoja historia bo....dużo ze swojego życia widzę w niej. Ale chcę żebyś wiedziała że jest nadzieja. Są Święta a to czas nadziei. Nie wiem czy jesteś wierząca ale dla mnie każde Boże Narodzenie jest wyjątkowe, to w szczególności bo pierwsze bez pijanego faceta.
Niech i dla Ciebie zabłyśnie gwiazdka nadziei. Czas pomódz sobie. Poszukać terapii. Czy odejść, tego musisz zapytać siebie. Teraz zadbaj o siebie aby znów być tą wspaniałą dziewczyną, którą gdzieś tam w głębi jesteś. Dużo już wiesz na ten temat, teraz trzeba więc działać. Skończyć z pomaganiem jemu, zacząć pomagać sobie. Dać
jemu upaść,podnieść siebie. Ja wybrałam siebie i syna. Terapię i dziś mogę powiedzieć że wstałam. To była najlepsza rzecz jaką zrobiłam dla siebie.
Silniejsza, dojżalsza, poznałam siebie. Agnieszko i Ty zrób coś dla siebie, zawalcz. Warto, daję słowo. %%- :ymhug:
Opuszczenie toksycznych ludzi to ważny krok do bycia szczęśliwym.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Angora, Mila, Gonia78, Aga89

decyzja o odejściu... 2018/12/25 15:19 #3

  • jeryho 1
  • jeryho 1 Avatar
  • Wylogowany
  • Moderator
  • Posty: 675
  • Otrzymane podziękowania: 1052
przeczytałem do końca, choć czytałem już kilkaset takich postów.
słaba silna kobieta, jest mąż a jakby go nie było. Dla kogo żyjesz dziewczyno ?
On żyje dla picia a Ty?

On nie przestanie pić jeśli będziesz nadal z nim, by przestał musi być głodny brudny i samotny.
Odejdziesz fizycznie ale mentalnie ciężko będzie. jeśli tego nie zrobisz teraz nie zrobisz nigdy.
a i na pytania środowiska mów prawdę, bez ściemy. alkoholik boi się ujawnienia prawdy
jeśli nie skonfrontuje się z prawdą nic się nie zmieni.

o dzieciach nie doczytałem więc pewnie nie macie
tylko dzisiaj
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Angora, Mila, Andrzej z Venlo

decyzja o odejściu... 2018/12/25 15:24 #4

  • Mila
  • Mila Avatar
  • Wylogowany
  • Gaduła
  • Posty: 146
  • Otrzymane podziękowania: 339
Witaj Agnieszko, jestem Mila :czesc:
Niebawem odezwą się inne osoby na tym forum, wesprą Cię i nie będziesz czuła się już tak samotna, jak teraz. Gdy pisałam tu pierwszy raz we wrześniu, byłam w takim stanie, że nie umiałam poprawnie i spokojnie sklecić zdania. A dziś jestem już pewniejsza siebie. Co zrobiłam od razu ? Następnego dnia poszłam do ośrodka terapii uzależnień i w rejestracji powiedziałam, że jestem osobą współuzależnioną i chcę podjąć terapię. Dalej już mnie pokierowano. Czytałam bardzo dużo postów na forum, to pomogło mi zgłębić i zrozumieć mój problem. Czytałam artykuły, słuchałam innych, mądrzejszych w tej dziedzinie. To pozwoliło mi stanać na nogi. Nauczyłam się odmawiać dla mojego dobra, zaczęłam wierzyć w siebie. Wszystko przeplatane raz wielką euforią i energią, a raz strachem, łzami, smutkiem i brakiem wiary w siebie. Smutki i upadki wracają, lekko nie jest. Ale gdybym nic nie robiła, nie działała dla siebie, to dziś czuwałabym pod telefonem, czekała na słowa obietnic bez pokrycia, robiłabym rzeczy wbrew sobie, pewnie nadal pomagałabym w piciu tą swoją nadopiekunczością itp. Agnieszko nawet jeśli dziś nie wiesz co jest dobre dla Ciebie i czego chcesz, to jedno możesz zrobić dla Siebie, iść po pomoc do mądrzejszych, doświadczonych terapeutów. Powoli,powoli reszta zacznie układać się. Pomoż sobie, dając sobie pomóc. %%- Nie trać nadziei na lepsze dni w życiu, bo kiedyś nadejdą. %%-
Ostatnio zmieniany: 2018/12/25 15:29 przez Mila.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Donatella, Angora, Benia, Babeczka, Gonia78

decyzja o odejściu... 2018/12/25 15:56 #5

  • Moni74
  • Moni74 Avatar
  • Wylogowany
  • Administrator
  • e*g*a*l*
  • Posty: 12194
  • Otrzymane podziękowania: 15137
Witaj Aga :czesc:
Dla siebie Ty najważniejsza, o sobie czas pomyśleć i o siebie zatroszczyć, nie mieć poczucia winy. Może warto z pomocy skorzystać, jest terapia, są mitingi Al-Anon. Jeden raz życie jest dane, powtórek brak i bardzo warto przeżyć je wedle własnego uznania.
Jestem Monika alkoholiczka.
Nie próbuj przeskakiwać schodów, kto ma długą drogę przed sobą...nie biegnie - Paula Modersohn-Becker (,,,) nie nauki...czujesz, że to nie tak - Przyjaciel %%-
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Angora

decyzja o odejściu... 2018/12/25 16:12 #6

  • szekla
  • szekla Avatar
  • Wylogowany
  • Współtwórca Portalu
  • Posty: 15222
  • Otrzymane podziękowania: 21283
Witaj Aga :czesc:
"Jak sobie pościelisz, tak sie wyśpisz"
Nie martw sie zatem o jego skarpetki, zadbaj by Twoje były czyste.
On albo sie ocknie albo będzie w tym tkwił, jest dorosły.
Wyrzuć poczucie winy i zatroszcz się o siebie.
Słowo raz wypuszczone nigdy nie powróci.

Emilka Alkoholiczka
Ostatnio zmieniany: 2018/12/25 16:13 przez szekla.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Angora, Gonia78

decyzja o odejściu... 2018/12/25 16:29 #7

  • Magda
  • Magda Avatar
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 989
  • Otrzymane podziękowania: 1973
Witaj Aga :czesc:
Myślę, że Twoja decyzja jest słuszna. Najwyższy czas zadbać o siebie. Twój mąż to dorosły chłop, doskonale sobie poradzi. A może w ten sposób pomożesz także jemu? Może tak, a może nie. Jedno jest pewne, że dopóki będziesz dla niego praczką, sprzątaczką i opiekunką ukrywającą jego picie przed całym światem to nie będzie miał powodu żeby pić przestać.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Angora

decyzja o odejściu... 2018/12/25 18:42 #8

  • Aga89
  • Aga89 Avatar
  • Online
  • Gaduła
  • Posty: 73
  • Otrzymane podziękowania: 206
Witajcie, zbiorczo dziękuję Wam bardzo za zainteresowanie. Czytam Wasze komentarze i inne wątki tutaj ze łzami w oczach- ze wzruszenia...
Teraz jestem na urlopie w rodzinnym domu. Mąż jest u swojej rodziny.
Po opublikowaniu mojej historii przełamałam się i powiedziałam o wszystkim tacie- trzeźwemu od prawie 15 lat. Pierwszy raz widziałam jak mój tata płacze.I tak sobie płakaliśmy razem...
Mój tata przestał pić jak miałam 15 lat. Długo nie dostrzegałam problemu alkoholowego w rodzinnym domu- mama skutecznie go "ukrywała", jak ojciec pił zamykała go w drugiej części domu. Potem to zamykanie już nie pomagało. Kiedyś zdemolował mieszkanie a mama po prostu spakowała nas i wywiozła do babci. Nie ugięła się. To było przysłowiowe dno mojego ojca- od tego czasu zaczął się leczyć.
Ja niestety nie chodziłam na żadną terapię, teraz żałuję. Tato przestał pić, myślałam, że problem zniknął- teraz widzę, że powielam schemat mojej matki.
Wracam do domu w czwartek wieczorem, w piątek chce powiedzieć mężowi że to koniec. Moja sytuacja jest "korzystna" bowiem mam swoje mieszkanie, stałą pracę, fizycznie dam sobie radę. Gorzej z psychiką...
Wiem, że kolejnym krokiem jest terapia. Jak tylko wrócę do Miasta to zacznę szukać.
NIe przemyślałam jeszcze jak mu to powiem. Jakich słów użyje... chyba muszę sobie to ułożyć w głowie...
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): szekla, Marta74, Donatella, Angora, Benia, Lidia, Mila, Andrzej z Venlo, Gandalf, hofi

decyzja o odejściu... 2018/12/25 18:47 #9

  • Benia
  • Benia Avatar
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Krocz spokojnie wśród zgiełku i pośpiechu..
  • Posty: 1070
  • Otrzymane podziękowania: 2807
Super że masz plan, masz wsparcie i zapewniony byt. I super że idziesz na terapię. Trudny czas przed Tobą ale nie poddawaj się, zobaczysz że będzie dobrze. I choćby nie wiem co się działo stawiaj swoje dobro na pierwszym miejscu. :YMAPPLAUSE:
Opuszczenie toksycznych ludzi to ważny krok do bycia szczęśliwym.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

decyzja o odejściu... 2018/12/25 18:56 #10

  • jeryho 1
  • jeryho 1 Avatar
  • Wylogowany
  • Moderator
  • Posty: 675
  • Otrzymane podziękowania: 1052
użyj jak najprostszych słów, bez tłumaczenia się i wpadania w poczucie winy.
coś w stylu- mam dość takiego życia, to mnie niszczy, odchodzę.

PS . pozdrów tatę od rówieśnika w trzeźwości.
jak widzisz problem nie znika nawet po latach, zostają alkoholowe schematy.
wybrałaś na partnera kogoś kto powielał jakieś zachowania zaobserwowane w domu.
coś co już znałaś
tylko dzisiaj
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Antea

decyzja o odejściu... 2018/12/25 20:44 #11

  • Agnieszka456
  • Agnieszka456 Avatar
  • Online
  • Super Gaduła
  • Posty: 288
  • Otrzymane podziękowania: 400
Aga napisze to co wszyscy na tym forum, zadbaj o siebie.
Ty dla siebie jesteś najwazniejsza, przestań myslec o innych zacznij o sobie.
Super, ze moglas porozmawiac o tym z tata mysle, ze on bedzie wsparciem dla ciebie.
Swoje slowa i przemyslenia odnośnie rozmowy z mezem mozesz sobie zapisac na kartce bedzie ci latwiej.
Terapia, spotkania i miting tez dużo ci pomoga.
Trzymam za ciebie kciuki
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Antea

decyzja o odejściu... 2018/12/25 21:05 #12

  • Gandalf
  • Gandalf Avatar
  • Wylogowany
  • Super Gaduła
  • Posty: 207
  • Otrzymane podziękowania: 149
Witaj Agnieszko :czesc: Gandalf jestem alkoholikiem
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Aga89

decyzja o odejściu... 2018/12/25 21:28 #13

  • Olala
  • Olala Avatar
  • Wylogowany
  • Gaduła
  • Posty: 130
  • Otrzymane podziękowania: 92
Przeczytałam
Pod wieloma rzeczami mogę się podpisać
Odczucia mam identyczne jak ty wiec rozumiem doskonale twoje obawy i strach
To co mogę doradzić to żelazną konsekwencja
Jeśli zrobisz krok jaki planujesz dla ratowania samej siebie to tego się trzymaj i nie wierz w obietnice
Nie będzie łatwo ale myślę że warto
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Antea, Aga89

decyzja o odejściu... 2018/12/25 21:41 #14

  • Jadwiga
  • Jadwiga Avatar
  • Wylogowany
  • Super Gaduła
  • Posty: 465
  • Otrzymane podziękowania: 675
:czesc:
Agnieszko dobrze, że tutaj trafiłaś, mi b.pomogła terapia dla współuzależnionych, w dzisiejszych czasach raczej nie ma problemu ze znalezieniem takiej formy pomocy a dodatkowo grupa wsparcia Al-anon. Ja zaczęłam szukać pomocy po ok. 30 latach małż..
Dobrze żebyś znalazła jakieś zajęcia, które sprawiają ci przyjemność. Ja b. długo nie potrafiłam sobie poświęcać czasu, musiałam się tego uczyć.
Powodzenia %%-
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Aga89, Gojia

decyzja o odejściu... 2018/12/25 21:54 #15

  • Doroti
  • Doroti Avatar
  • Wylogowany
  • Bywalec
  • Posty: 21
  • Otrzymane podziękowania: 54
Witaj Agnieszko, jestem Dorota, współuzależniona.
Ta fajna, mądra dziewczyna na pewno wciąż w Tobie jest, daj jej tylko szansę. Pozdrawiam i trzymam kciuki @};-
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Aga89

decyzja o odejściu... 2018/12/25 22:36 #16

  • Inc22
  • Inc22 Avatar
  • Wylogowany
  • Gaduła
  • Posty: 64
  • Otrzymane podziękowania: 60
Agnieszko, nie bój się samotności i nie daj się, o ile to możliwe, wpędzić w poczucie winy. 29 lat to nie starość, ja mam 30 i znalazłam chłopaka natychmiast. :) Teraz dużo osób samotnych, chętnych do wejścia w normalną, zdrową relację.

Przesyłam mnóstwo ciepła i pamiętaj, że nie jesteś sama. Ani nie jesteś winna.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Aga89

decyzja o odejściu... 2018/12/25 22:43 #17

  • Ilonka
  • Ilonka Avatar
  • Wylogowany
  • Bywalec
  • Posty: 43
  • Otrzymane podziękowania: 32
:czesc: jestem Ilona współuzależniona
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Aga89

decyzja o odejściu... 2018/12/26 16:20 #18

  • Aga89
  • Aga89 Avatar
  • Online
  • Gaduła
  • Posty: 73
  • Otrzymane podziękowania: 206
Inc22- hej kochana :) nie boję się samotności. Na dobrą sprawę żyję "samotnie" od lat. Przecież wszystko jest na mojej głowie, wszystko robię sama. Z mężem nie łączy mnie nic, bo mojego męża nie interesuje nic- ani ja, ani moje problemy. Nie ma pasji, nie ma zajęć, nigdzie nie chodzi, kino, spacer, nic. Nauczyłam się samotności- a raczej- samodzielności.
Wszystko jest lepsze od dna, które JA osiągnęłam. Nie chodzi o dno mojego męża-ani nasze wspólne- chodzi o MOJE osobiste wewnętrzne dno (niezależne od niego), które przyszło dopiero teraz, a raczej- dopiero teraz zdałam sobie z niego sprawę.
Rozumiem to tak, że nie ma NASZEGO ŻYCIA. Nie ma MOJEJ odpowiedzialności za jego: picie, obiadki, szykowanie go, dbanie. Że to nie NASZE życie, ale moje życie dookoła niego.
Dzisiaj poszłam na spacer z psem po polach, rodzice mieszkają na "pustkowiu". I złapała mnie taka myśl- NIE MUSZĘ ZERKAĆ NA ZEGAREK. Nie muszę tuptać nogą, bo mam jeszcze tylko dwadzieścia minut i muszę wracać do domu, bo on sam nie odgrzeje sobie obiadu, albo spali chałupę. Będę miała ochotę, będę chodzić jeszcze godzinę, dwie.
I popłakałam się. Nie muszę nikomu się tłumaczyć- nie muszę słuchać wyzwisk, czemu tak późno wróciłam, że pewnie mam kochanka.
TO dziwne a zarazem fenomenalne uczucie...
Dzisiaj złapałam się na tym, że chciałam zapraszającej mnie na weekend przyjaciółce powiedzieć "muszę zapytać co robi mąż, oddzwonie"- NIE MUSZĘ. Nie muszę ustawiać swojego życia pod jego cykl dobowy (picia). I wtedy chyba dotarło do mnie, że problem leży we mnie głęboko.
Że problemem nie jest paradoksalnie alkoholizm mojego męża, ale problemem jest moje...nastawienie, sposób myślenia, te kajdany, "matkoteresowanie", poświęcanie się.
Powiem Wam coś strasznego...nie interesuje mnie alkoholizm mojego męża. Już nie. Chce się zapić- niech się zapije, to będzie jego wybór, jego "wina", lub jego choroby z którą nic nie robi (bo nie chce). Interesuje mnie natomiast to, żebym ja wyszła z tego, w środku. Żebym naprawiła SWOJE życie, była radosna, pełna marzeń, ale też tworzyła zdrowe relacje z ludźmi.
Może to brutalne... ale nie interesuje mnie mój mąż. Już nawet nie czuje się winna- jeśli będzie chciał, odbije się od dna, chociaż między nami, uważam, że moje odejście to nie będzie jeszcze jego dno.
I jakkolwiek ktokolwiek to oceni- ja do niego nie wrócę, nie pozwolę sobie na nadzieję. Nie mam nadziei, nie mam wiary, bo nie ma już "nas", a może nigdy "nas" w ogóle nie było.

Ze spraw przyziemnych, rodzice bardzo pomogli mi mentalnie i logistycznie. Wiem już jak i co powiedzieć w piątek.
Jeryho1- mam zamiar powiedzieć mu chłodno i krótko, że odchodzę, że to jest koniec. Przygotowana jestem na to, że będzie sypał pytania, "nie kochasz mnie?" "czemu mi to robisz"? że będzie rozpacz, łzy, grożenie że beze mnie się zabije. I mam zamiar wtedy powtarzać mu jak mantrę, zdecydowanym tonem "to jest moja ostateczna decyzja" do momentu aż nie zrozumie, że nic nie ugra. To była rada mojego taty. Powiedział mi "nie uginaj się nawet jak będzie groził że się zabije. Nie zabije się, to jego manipulacja, szantaż na twoich uczuciach".
Mam przygotowany cały plan, różne scenariusze. Cel jest jeden- on w piątek ma się z mojego mieszkania wyprowadzić, nieważne jakim sposobem to zostanie osiągnięte.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Jadwiga, Angora, Magda1981r, Benia, jeryho 1, Aksamitka, Gandalf, piotrek94, Gonia78, hofi ten użytkownik otrzymał 1 podziękowań od innych

decyzja o odejściu... 2018/12/26 16:24 #19

  • Waldek
  • Waldek Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 1556
  • Otrzymane podziękowania: 3135
Witaj Agnieszko na forum :czesc: Dobrze,że Jesteś tutaj z nami @};-
Jestem alkoholikiem mam na imię Waldek.
"Co mi dasz najnowszy dniu,
śmiechu garść czy krople łez?
Jedno wiem,że jestem tu,
miejsce me na Ziemi jest...

Chcę kochać co da mi los,gdzie każe iść,
wybiegać ludziom na wprost i śmiało żyć..."
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Aga89

decyzja o odejściu... 2018/12/26 19:58 #20

  • Agnieszka456
  • Agnieszka456 Avatar
  • Online
  • Super Gaduła
  • Posty: 288
  • Otrzymane podziękowania: 400
Aga trzymam za ciebie kciuki.
Podjelas wazna dla siebie decyzje oklaskiii
Bede zagladala do ciebie bo mam nadzieje,ze wszystko sie uda i sprawy pojda w dobra strone.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Aga89

decyzja o odejściu... 2018/12/27 17:26 #21

  • Aga89
  • Aga89 Avatar
  • Online
  • Gaduła
  • Posty: 73
  • Otrzymane podziękowania: 206
Hej wszystkim, otóż sprawa potoczyła się dziś lawinowo.
Może jakimś dziwnym zrządzeniem losu... rano przyjechały do mojego rodzinnego domu siostry męża, pod pozorem "odwiedzin poświątecznych".
Nie będę się rozpisywać, ale wszystko im powiedziałam, co zrobię, krok po kroku.
Tak się składa, że rodzina męża (siostry z partnerami i rodzice) mieszkają w jednym miejscu. Wyrzucenie męża z domu oczywiście oznacza, że pójdzie do nich, więc musiały się w końcu dowiedzieć.
Przyjęły to z ogromną mądrością, aż byłam w szoku. Otoczyły mnie wsparciem. Nie padło ani jedno słowo "użalania się" nad Nim- pytały tylko czy mam zapewnione wsparcie. Czy się leczę, chodzę na terapię. Żebym skupiła się na sobie, że to najważniejsze. Nie powiedziałam, że "się zobaczy, może wrócę". Nie chce dawać żadnej nadziei, bo nie ma nadziei.
W rozmowie z nimi postawiłam bardzo jasne i brutalne zasady. Od momentu wyjścia męża z mieszkania nie kontaktuje się z nikim z rodziny z wyjątkiem M. (jednej z sióstr). Tylko od niej będę odbierać telefony. Tylko jej ufam, że nie da (pod naporem żalu, współczucia) telefonu mężowi. Jednak podkreśliłam, że jedna chwila załamania, powodująca udostępnienie mężowi Jej telefonu- ja przestaję odbierać wszelkie telefony. Zasadą nadrzędną jest to, że od tej pory ja z nim się nie kontaktuje w ogóle, jeśli będzie mnie nachodził, wszczynał burdy- od razu dzwonię na policję. Nie chcę mu dać nawet cienia sznasy na manipulację mną. Na moje złamanie się- chociaż wewnętrznie mam wrażenie, że się nie złamię, ale jeszcze nie wypracowałam takiego zaufania do samej siebie, żeby całkowicie to wykluczyć.
Uznałam też, że nie dam mu powodu do zaczepek. Całe nasze pieniądze (nasze- mamy wspólne konto bankowe) przelałam siostrze M. i powiedziałam "jak będzie pytał, to są jego pieniądze- wszystko z konta". Co oni z nimi zrobią- czy dadzą mu czy nie, nie moja sprawa.
Jestem już w Mieście, w swoim mieszkaniu, rzeczy spakowane. Mąż jest w pracy, dostał nagłe wezwanie, może lepiej wyszło. Moje działania są teraz nakierowane na minimalizację "szarpaniny", staram się przewidzieć, w czym mój mąż może odnaleźć "punkt zaczepienia", powód do nachodzenia mnie, wydzwaniania, nękania. Aspektów "psychicznych" nie wykluczę- ale mogę pozbawić go powodu do szarpania się o przedmioty, dokumenty, pieniądze. Siostra M. bardzo mi w tej zadaniowości pomaga.
Tak się składa, że M. (siostra męża) działa na polu resocjalizacji, nie chcę wchodzić w szczegóły, ale jest doskonale przygotowana merytorycznie. Podeszła do tego chłodno, do tego stopnia, że godzinę temu już dostałam telefon od niej, że rodzice są przygotowani a zrobione jest to, to i to. Są przygotowani zarówno na jego fizyczną furię, jak i grożenie samobójstwem, a nawet na skutki zdrowotne tej jego furii.
Chyba mam ogromne "szczęście", że tak zdroworozsądkowo i mądrze Siostry męża do tego podeszły.

A więc Kochani dziś jest ten moment, kiedy odchodzę od męża. Tyle lat szarpania, depresji, niemocy, przemocy, łez, nerwicy, chorego serca, zaniedbania wszystkiego co moje- i w końcu nadszedł ten moment, kiedy czuje się gotowa.
Martwię się nie o męża- szczerze mówiąc, w ogóle nie zaprzątam sobie tym głowy. Martwię się o Nie- jego siostry, mamę i tatę. Wiem, że ciężkie chwile przed Nimi. Nimi, ich psychiką, ich emocjami. Bardzo im współczuje, chociaż staram się myśleć przede wszystkim o sobie, żeby nie popaść w jakiś rodzaj...innego współuzależnienia? Tym razem od Nich? (sióstr, rodziców). Czy to nie brzmi nielogicznie? Sama nie wiem...
Żałuję też, że nie znalazłam Was wcześniej. Może wtedy oszczędziłabym sobie chociaż części dewastacji mojego zdrowia. Nie czuła się taka osamotniona... Czytałam chyba wszystkie wątki, Wasze historie, ich rozwój przez lata. Szkoda, że nie trafiłam tu dwa, trzy lata temu, czując to samo co Wy, siłaczki, na początku czułyście. Czułam dokładnie to samo. Moje słowa są Waszymi słowami i odwrotnie.
Jeszcze nie czuje odwagi udzielania się w wątkach o Waszych historiach- chyba jestem trochę nieśmiała, ale mam też wrażenie, że mało jeszcze wiem, za mało, żeby dawać rady, wsparcie...jestem przed terapią, to mój początek walki ze współuzaleznieniem. Ale chcę zacząć pisać do Was na pewno. Tylko muszę się "przełamać". Więc proszę o wyrozumiałość...

P.s Dam Wam znać jak dzisiaj się wszystko potoczyło. Jutro idę "wypisać się" ze wspólnego konta bankowego. Muszę też wymienić zamki, chociaż mąż ma oddać klucze od razu, ale jak to wyjdzie, nie wiem, nie będę się o nie szarpać jak stanie okoniem. Muszę też po nowym roku zapisać się do dobrego terapeuty i na mitingi.
I... Dziękuje Wam za wszystkie Wasze słowa.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Jurek, Jadwiga, andrzejej, Marta74, Donatella, Angora, Marianna, williwilli55, Benia, Ice ten użytkownik otrzymał 7 podziękowań od innych

decyzja o odejściu... 2018/12/27 18:02 #22

  • Agnieszka456
  • Agnieszka456 Avatar
  • Online
  • Super Gaduła
  • Posty: 288
  • Otrzymane podziękowania: 400
Aga mam nadzieje,ze poczujesz chociaz w jakiejs czesci ulge jak maz sie wyprowadzi, pewnie emocje po wszystkim puszcza i bedzie ciezko ale moim zdaniem warto zawalczyc o siebie.
Ja jestem przed wyprowadzka i licze, ze uda mi sie jakos to wszystko ogarnac.
Super, ze masz wsparcie w rodzinie meza i tak dojrzale i ze zrozumieniem podeszli do calej sytuacji ja nie licze na tyle wyrozumialosci.
Badz silna, trzymam kciuki.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

decyzja o odejściu... 2018/12/27 18:10 #23

  • Donatella
  • Donatella Avatar
  • Online
  • Super Gaduła
  • Posty: 299
  • Otrzymane podziękowania: 558
Odwage juz masz...zycze wytrwalosci :)
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

decyzja o odejściu... 2018/12/27 19:07 #24

  • andrzejej
  • andrzejej Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Myślę, więc jestem.
  • Posty: 6894
  • Otrzymane podziękowania: 9615
Agnieszko :czesc: czytając Twój pierwszy post zaczynała powoli narastać we mnie niezgoda, nawet może żal do Ciebie, że tak potrafiłaś się poddać i zapomnieć o sobie. Za to jak to nazwałaś "matkoteresowanie" czynnemu alkoholikowi.
Jestem jednocześnie pełen uznania dla Ciebie za zdecydowane podjęcie decyzji.
Sprzyja Ci jakaś Siła, sytuacja ze strony Twej i jego rodziny.
Wszystko jest za.
Przeciw może być tylko - on, mąż.
Wierzę, że to żadna przeszkoda, bo jesteś zdeterminowana.
Nie bój się samotności. Pustkę po zejściu z jego orbity wypełnisz działaniami na rzecz SIEBIE. Masz rodziców, masz wsparcie dookoła, a w Al-Anon zyskasz przyjaźnie, kontakty i wiedzę jak zadbać o siebie.
To piękne uczucie - święty spokój, zostawienie czyjegoś życia w spokoju i koniec brania za nie odpowiedzialności. Polubisz ten spokój, polubisz siebie.
Jestem alkoholikiem. @};- :-BD
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Angora

decyzja o odejściu... 2018/12/27 20:33 #25

  • Benia
  • Benia Avatar
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Krocz spokojnie wśród zgiełku i pośpiechu..
  • Posty: 1070
  • Otrzymane podziękowania: 2807
Wow, no koleżanko...
oklaskiii
Ruszyłaś ostro z kopyta. Powiem że jestem w ciężkim szoku tempa tych zmian.
Fajnie że masz takie wsparcie,tym będzie Ci łatwiej. Trzymam kciuki, nie poddawaj się. :-BD
Opuszczenie toksycznych ludzi to ważny krok do bycia szczęśliwym.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Aga89

decyzja o odejściu... 2018/12/27 23:55 #26

  • Aga89
  • Aga89 Avatar
  • Online
  • Gaduła
  • Posty: 73
  • Otrzymane podziękowania: 206
Kurczę, napisałam z telefonu wcześniej wiadomość, wysłałam a Tu nic nie ma... chyba nie umiem jeszcze za bardzo korzystać z tego forum na telefonie...
Kochani oczywiście już po. Sprawa była bardzo krótka. Mąż przyjechał spokojny. Powiedziałam mu ze odchodzę przez jego alkoholizm. Tyle. On nie pytał. Powiedział obojętnie "dobrze rozumiem". Potem od razu zaczął dopytywac o techniczne sprawy. Ubrania, separację, dowód osobisty. Nawet powieka mu nie drgnela a ja się z tego tak cieszę!!!! W głowie miałam bardzo czarne scenariusze.. że coś mi zrobi... że popchnie zacznie bić... Albo gorzej... a Onwykazał się całkowitą obojętnością. Czyli dla mnie najlepszy scenariusz się ziscil.
Po wszystkim pomyślałam kurczę! Zapomniałam od razu go poblokowac gdzie się da. Wchodzę na FB patrzę a tu mój były mąż mnie już wyreczyl :D więc mój czas zaoszczedzony.
Teraz pisze do Was z wanny :D wygrzewam się, potem kolacja i kładę się.
Padam z tej nerwowki dzisiaj.
Pozdrawiam was cieplutko i życzę dobrej nocki :* mam nadzieję ze tą wiadomość dotrze w przeciwienstwie do poprzedniej :D
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): andrzejej, Marta74, Antea, Lidia, Justyna123, Aksamitka, kaja

decyzja o odejściu... 2018/12/28 00:07 #27

  • Aga89
  • Aga89 Avatar
  • Online
  • Gaduła
  • Posty: 73
  • Otrzymane podziękowania: 206
Beniu dziękuję bardzo. Jeszcze długa droga przede mną ale chce bardzo mocno jej sprostać. Czytałam całą Twoją historię. Łzy laly mi się strumieniami...nie wiem czy to zabrzmi dobrze, ale pomogła mi Twoja historia bardzo. Zobaczyłam ze MOŻNA. można walczyć o siebie. Mało tego, można walczyć skutecznie i "siebie" wygrać
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Benia, Lidia

decyzja o odejściu... 2018/12/28 07:52 #28

  • Agnieszka456
  • Agnieszka456 Avatar
  • Online
  • Super Gaduła
  • Posty: 288
  • Otrzymane podziękowania: 400
Aga pierwszy najwazniejszy krok za toba, teraz czas na siebie.
Trzymam za ciebie kciuki i z drugiej strony zazdroszcze ci , ze masz juz to za soba bo u mnie swieta spokojne ale 3 dni nie picia dla mojego meza to juz zadlugo wiec od wczoraj znowu sie zaczelo.
Pozdrawiam cieplutko
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Marianna

decyzja o odejściu... 2018/12/28 08:28 #29

  • Marianna
  • Marianna Avatar
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 815
  • Otrzymane podziękowania: 1259
Aga pomimo tego, że nie łatwe decyzje, po niełatwych przejściach czuć że jesteś silną kobietą. Pierwsze kroki, bardzo trudne i poważne już zrobiłaś, teraz utrzymać ten stan, bądź tu z nami, idź po pomoc do specjalisty , więc terapia i jednocześnie al-anon. Jesteś bardzo młodą osobą i wiele dobrego przed Tobą. Podjęłaś trudną decyzję , widocznie osiągnęłaś swoje dno, teraz z mozołem się z niego wydrapujesz, ale uda Ci się , wierzę w to. Pamiętaj o jednym, nie obwiniaj siebie. Trzymam kciuki
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Alchemia

decyzja o odejściu... 2018/12/28 10:05 #30

  • Benia
  • Benia Avatar
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Krocz spokojnie wśród zgiełku i pośpiechu..
  • Posty: 1070
  • Otrzymane podziękowania: 2807
Aga dziękuję Ci :-*
Kochana, Ty też już wiele wygrałaś. Teraz tylko wytrwać w swoich postanowieniach. Kosekwencja, terapia i czas to Twoi sprzymierzeńcy. Trzymam kciuki, jesteś bardzo dzielna :-BD :YMAPPLAUSE:
Opuszczenie toksycznych ludzi to ważny krok do bycia szczęśliwym.
Ostatnio zmieniany: 2018/12/28 10:06 przez Benia.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

decyzja o odejściu... 2018/12/28 10:23 #31

  • Gonia78
  • Gonia78 Avatar
  • Wylogowany
  • Gaduła
  • Posty: 50
  • Otrzymane podziękowania: 73
Aga czytam twoją historię i brzmi ona jak moja własna. Ja mam troje dzieci. Żyłam z moim alko 22 lata. Czekałam cierpliwie bo przecież w końcu będzie odpowiedzialny zmieni się. Przestanie. Wiesz co zrobił? Odszedł do innej. Jestem silnie współuzależniona. Mój toksyczny świat się zawalił dla mnie. Tak mi się wydawało. Teraz po dwóch dopiero miesiącach jest trochę lepiej. Złożyłam pozew. Pracuje . Wychowuje nasze najmłodsze dziecko , żyje mimo tego że myślałam ,że bez niego nie dam rady. Aga trzymaj się swoich postanowień, to ważne! Bądź konsekwentna. Mój alko powiedział mi ,że gdybym była twardsza i konsekwentna nie stracił by do mnie szacunku. Pamiętaj myśl o sobie! Idź tą drogą i jeśli ci zależy może coś ugrasz.pozdrawiam
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): andrzejej

decyzja o odejściu... 2018/12/28 15:49 #32

  • Aga89
  • Aga89 Avatar
  • Online
  • Gaduła
  • Posty: 73
  • Otrzymane podziękowania: 206
witajcie kochani, postanowiłam tu dużo pisać, bo jakoś bardzo to lubię...
Wstałam dzisiaj rano i postanowiłam że dobrze mi zrobi jeśli codziennie będę mówić sobie "co dzisiaj chce zrobić". Co dzisiaj chce zrobić Agnieszka?
Bardzo szybko przyszła myśl, chce zrobić tu porządek. Nienawidzę bałaganu, źle się w nim czuję.
Zaczęłam sprzątać ale odezwalo się moje serducho- niestety chore, co gorsza zaniedbane. U lekarza nie byłam dwa lata, bo na kontrolę rok temu nie poszłam :(
Mam jeszcze trochę urlopu. Najpierw chce ustalić priorytety no i serce jest na pierwszym miejscu bo dokucza mi znowu od ostatniego tygodnia.
Staram się odseparowac to "co muszę" od tego co "chce". Zlapalam się dziś na tym ze muszę spakować rzeczy eks. Od razu się zastanowilam- Aga MUSISZ? musisz czy chcesz?
Nie, dzisiaj nie chce. Może jutro będę chciała ale dziś zrobilabym to bo "musze" a nie bo chce. Muszę w imię czego? I tu właśnie pojawiło się- no właśnie w imię niczego.

Było mi dziś bardzo przykro bo zrozumiałam, że nie było kiedyś tego "chce" prawie w ogóle. Było za to "nie chce ale muszę" lub "chce ale nie mogę" I znów- muszę w imię czego? Nie moge w imię czego? Ano nie mogę i muszę "dla" niego.
Czasem to "muszę" przebieralo się tak perfekcjnie w maskę "chce" że nie umiałam ich odróżnić. To było dla mnie jedno i to samo. Bez różnicy.

Czytam wszystkie Wasze komentarze...
Gonia78- mój eks też miał kochankę, podobno krótko- wybaczylam, do domu przyjęłam. Błąd. Błąd ze pozwoliłam żeby tak mną pomiatal- potem stwierdził ze... on sobie znalazł kochankę bo ja jestem za chuda... i ze JA mam coś z tym zrobić. Boże jaki on biedny, jaki pokrzywdzony musiał być! Zona wyniszczona depresją- to nieważne, najgorsze ze za chuda w jej wyniku! !!!
Ja powiem Ci w ogóle mam wrażenie ze dla mojego eks rozstanie było bardzo obojętne. Wiedział ze tu stracił bezpowrotnie możliwość picia- to o co miał walczyć? O mnie? Hahaha...przecież ja mu całkowicie "zwisalam". On ze swoją "kochanką" alkoholem się wyniósł stad po prostu w inne miejsce.

Agnieszka456- mój eks jak nie pił dwa, trzy dni (bo święta rodzinne na przykład) to potem sam wprost mi mówił ze on jest dumny z siebie i musi siebie nagrodzić. Dosłownie w ten sposób, wprost, bez udawania nawet. On musi siebie nagrodzić- piciem na umor.

P.s wczoraj trochę się obruszylam... i trochę zezloscilam :( Eks zablokował mnie na FB, myślę sobie- i tak właśnie chciałam to zrobić więc dobrze. Za 30 minut pisze do mnie przyjaciółka- także na FB- i załącza zdjęcie jak mój eks opublikował status pt "Nowy rok a ja będę rozwodnikiem" ( czy coś w tym stylu). "Wysłałam Ci bo widzę ze on Cię nawet ze znajomych usunął!!!" Ja się obruszam na te moją przyjaciółkę- bo ja naprawdę NIE CHCE wiedzieć co on publikuje, bo mnie to zwyczajnie nie obchodzi!!!! Myślę - po co ona mi to wysyła, przecież mówiłam jej że kończę definitywnie swój związek. I po co mowi ze mnie usunal? Liczy na moja reakcje jakas? Ze pomyślę i powiem "onie!szok!jak on mogl! Dran!" Ale Od razu przyszła refleksja... przyjaciółka nie rozumie jak działa alkoholizm, wspoluzaleznienie... więc wyjasnilam jej rzeczowo ze kochana, nie chce już żebyś mi wysylala takie i podobne rzeczy bo mnie eks i jego wpisy nie obchodzą i szkoda żebyśmy się obie tym zatruwaly- lepiej pogadać o czymś innym :)
Tak postanowiłam ze będę ludziom którzy mi zostali to tłumaczyć. Bez obwiniania ich, ani zloszczenia się na nich.
Dzisiaj po prostu "chcę niewiedzieć co u mojego eks". I codziennie będę pracować nad soba by tego właśnie chcieć.

Z innych spraw zadzwonila siostra eks- M. A właściwie druga siostra z telefonu M. Chciala sie umowic po odbior jego ciuchow- mówię jej ze problemów nie robię ale dziś nie mam czasu, może przyjechać jak chce jutro rano.
zapytałam jak one się czują, jak mama? A ona od razu... "no wiesz herbatki nosi mu i dba o niego, obiad dziś zrobiła jego ulubione flaczki..." no to zdebialam. Mówię do siostry - ja się pytam jak ONA się czuję a ty mi dajesz litanie jak to służy alkoholikowi?!?! Mnie nie obchodzi czy on zjadł flaczki czy ziemię z parku. Mnie obchodzi moja teściowa- no to powiedziała ze jest ok ale musieli dac jej leki na uspokojenie bo wczoraj miała duszności.
Siostra eks wzdychala dziś długo ze ma "zniszczony ten urlop poswiateczny" więc zapytałam ale co się stało? Czemu zniszczony? A ona ze JAK TO??? musi latać załatwiać za eks zwolnienia, lekarza, porządek w pokoju mu robić... wmurowalo mnie. Najpierw chciałam puścić jej litanie Ale potem zrozumiałam... ile było ludzi puszczajacych mi takie litanie rok temu? A to wszystko i tak dla mnie był groch o ścianę, nie słuchałam i nie chciałam słuchać a co ważniejsze- nie czułam tego "w środku".
Więc odpuscilam rzucając tylko żeby dbali o siebie.
Wczoraj myślałam ze siostry zdecydowanie będą skupione na sobie a nie sluzeniu eks. Mysle ze M. Daje rade, ale jest w mniejszości .
Ale się myliłam... jeden dzień a one już żyją życiem nie swoim a jego :( ale niestety tłumaczę sobie ze taka właśnie jest ta choroba- uzależnienie i wspoluzaleznienie... i ze one same muszą do tego dojrzeć.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Jurek, Jadwiga, andrzejej, Marianna, Ice, Andrzej z Venlo, Gandalf, Gonia78, Jetti11

decyzja o odejściu... 2018/12/30 00:13 #33

  • Gonia78
  • Gonia78 Avatar
  • Wylogowany
  • Gaduła
  • Posty: 50
  • Otrzymane podziękowania: 73
Witaj Aga. Uwielbiam czytać twoje wpisy naprawdę. Powiem ci ,że z tą kochanka miałaś rację. Myślę ,że u mnie też o to chodziło wyniósł się z butelką w inne narazie przyjazne dla siebie jeszcze miejsce. Pal z nim. Zaczynam powoli wracać do równowagi. To jest najważniejsze. Zaczęłam robić dosłownie wszystko dla siebie. Coraz bardziej mi się chce żyć. Aż się boje. Dopada mnie taka dziwna euforia, taką chęć życia, które gdzieś tam toczyło się obok mnie. Calusy wielkie
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

decyzja o odejściu... 2018/12/30 00:36 #34

  • Aga89
  • Aga89 Avatar
  • Online
  • Gaduła
  • Posty: 73
  • Otrzymane podziękowania: 206
Gonia, ja po prostu otworzyłam oczy ostatnio na wiele kwestii, tak oczywistych, a dla mnie wówczas abstrakcyjnych. Bardzo się cieszę i dziękuję ze czytasz moje "wypociny" :)
Ze mną chyba jest coś "nie tak" (hehe) bo lubię te swoją codzienną ciszę i spokój, kąpiele w wannie, gotowanie, sprzatanie... to codzienne życie bez niego. Po prostu lubię je. Podoba mi się.
Podoba misię nagle moje mieszkanie, chociaż nic sie tu nie zmieniło oprócz braku wszechobecnych puszek i jego fizycznej obecności.
Podoba mi się że o nic panicznie się nie boję i nic nie steruje moim życiem jakby poza moją "wolą".
Czystość i porządek, SPOKÓJ.
Poszłam dzisiaj do znajomych i siedziałam u nich do polnocy. Nie patrzyłam na zegarek. Nie spoeszylam się, nie jechałam na łeb na szyję, bo MUSZĘ WRACAĆ do domu bo... bo wiadomo co.
Zupełnie tak jakby coś się we mnie uwolnilo, jakby jakaś część mnie przestała pędzić na siłę dla kogoś.
Ale...
Moje ciało jeszcze ma dziwne "odruchy"- budzę się w nocy na przykład, automatycznie (kiedyś budzilam się żeby usłyszeć czy chrapie i żyje) i dopiero dociera do mnie ze już nie muszę tego robić.

Nie czuje na razie chęci myślenia o przeszłości. O tym co było, jak było... po prostu akceptuję dzis ze tak się stało i jest to fragment mojej historii. Nie lepszy, nie gorszy- nie zły i nie dobry- moja przeszłość jest moją przeszłością, moją własną.
Dziś dzwoniła do mnie z telefonu siostry eks teściowa. Zapytała co ona ma robić, jak nie pomóc? I ze on powiedział ze pic nie będzie i nie pije już drugi dzień. Przerwalam jej i powiedziałam ze powtarzalam i prosiłam tyle razy żeby o nim nie mówić do mnie bo nie chce słyszeć jego manipulacji, ja siemuszę wszelkimi sposobami przed nią chronić... to w odpowiedzi usłyszałam ze robie z niego potwora i "Bóg wie kogo".
Szybko mój eks ich urobil, nie powiem :) Ale nie moja sprawa, robią co chcą. Jeszcze jeden taki telefon utrzymany w tym tonie i chyba przestanę odbierać je w ogóle, odetne sie całkowicie, bo mnie to zaczyna męczyć.
Ich filozofie podszyte dziwnym.... wyrzutem, pretnsja? takie mam wrażenie przynajmniej.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Dahud, Benia

decyzja o odejściu... 2018/12/30 00:46 #35

  • Annika75
  • Annika75 Avatar
  • Wylogowany
  • Super Gaduła
  • Posty: 610
  • Otrzymane podziękowania: 1945
Brawo Agnieszko. Jesteś bardzo dzielna i konsekwentna. Cieszę się, że zawitałaś na to Forum. Twoja historia bardzo mnie poruszyła %%-
Jak strumienie i rośliny, dusze także potrzebują deszczu, ale deszczu innego rodzaju: nadziei, wiary, sensu istnienia. Gdy tego brak, wszystko w duszy umiera, choć ciało nadal funkcjonuje. Można wtedy powiedzieć: "W tym ciele żył kiedyś człowiek". Paulo Coelho "Piąta góra".
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Aga89
  • Strona:
  • 1
  • 2
  • 3