Witamy, Gość
Nazwa użytkownika: Hasło: Zapamiętaj mnie
Cierpisz z powodu picia bliskiej Ci osoby? Tutaj możesz podzielić się swoimi problemami, troskami.

TEMAT: chcę zacząć nowe życie

chcę zacząć nowe życie 2018/11/03 15:53 #1

  • anaconda40
  • anaconda40 Avatar
  • Wylogowany
  • Nowicjusz
  • Posty: 8
  • Otrzymane podziękowania: 16
Witam. Jestem tu nowa i właśnie postanowiłam coś napisać. Od 13-tu lat jestem żoną alkoholika, który tak naprawdę od zawsze pił. Jakieś 3 lata temu powiedziałam sobie dość i wywaliłam go z domu. To trochę nim potrząsnęło, poszedł na terapię, zaczął chodzić na mitingi aa i przestał pić. No właśnie tylko że on poza tym że "przestał pić" nie robił ze sobą nic aby zacząć zdrowieć. No i co było do przewidzenia brak pracy nad sobą, zaprzestanie chodzenia na mitingi sprawiło że znowu po alkohol sięgnął. M-c temu zmarła mu mama i zostawiła mu dom na wsi (jest jedynakiem). Ponieważ mój mąż doskonale wie, że pijanego nie wpuszczę go domu to jeździ tam na weekendy i wtedy pije. Zdaję sobie sprawę, że jestem osobą współuzależnioną. Od m-ca chodzę na mitingi al anon i wiem, że tak już dłużej nie chcę. Nie chcę tej huśtawki emocjonalnej, nie chcę mieć wszystkiego na głowie (mój mąż poza pracowaniem w domu nie robi kompletnie nic). Powiedziałam mu że powinniśmy się na jakiś czas rozejść ale on nie chce się wyprowadzić. Przestałam mu gotować i robić dla niego cokolwiek. Ale życie takie jak teraz też mi w ogóle nie odpowiada. Wiele razy mu tłumaczyłam, żeby się opamiętał ale on poza obiecywaniem nie robi nic. Jest chorym człowiekiem tylko ja już nie mam siły dłużej mu pomagać. Przez ten czas gdy nie pił (te trzy lata) zrobił się strasznie wybuchowy, kłótnie były o nic, szacunku wobec mnie zero. Niby mieszkamy razem ale tak naprawdę jest on i jestem ja z dziećmi. Oczywiście przy każdej rozmowie próbuje zwalić winę na mnie, manipulować mną na wszystkie strony. Jest mi smutno i źle ze to małżeństwo się tak kończy ale mam serdecznie dość. Chcę na nowo śmiać się z małych rzeczy, cieszyć życiem i mieć wewnętrzny spokój. Wiem, że nie mam żadnego wpływu na to czy mój mąż będzie pił czy nie i nie proszę go o to by skończył, jeśli taki jest jego wybór to niech się zapije na śmierć (jego życie) tylko niech da mi spokój, niech się wyprowadzi i ode mnie odetnie raz na zawsze. Czuję się taka tym wszystkim przytłoczona i przybita, brak mi odwagi, brak mi spokoju ducha. Chciałabym być znowu małą dziewczynką i schować się gdzieś daleko od tych problemów
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Angora, jerzak, Kingarocznik94, Lula, Katarzynka77

chcę zacząć nowe życie 2018/11/03 16:08 #2

  • andrzejej
  • andrzejej Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Myślę, więc jestem.
  • Posty: 6628
  • Otrzymane podziękowania: 9162
anaconda40 napisał:
Jakieś 3 lata temu powiedziałam sobie dość i wywaliłam go z domu.
Anacondo :czesc: możesz zrobić to ponownie zawłaszcza, że wrócił do picia, a także, że ma gdzie mieszkać. To są jego wybory - picie.
Masz prawo Ty i dzieciaki do spokoju.
Jestem alkoholikiem. @};-
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Andrzej z Venlo, anaconda40

chcę zacząć nowe życie 2018/11/03 16:37 #3

  • anaconda40
  • anaconda40 Avatar
  • Wylogowany
  • Nowicjusz
  • Posty: 8
  • Otrzymane podziękowania: 16
andrzejej :czesc:
No właśnie w tym problem, że on w poniedziałek po pracy jak gdyby nigdy nic wraca do domu. Jak zaczynam rozmowę, że ja tak dłużej nie chcę żyć to zaczyna obiecywać że wróci na mitingi i się za siebie weźmie, ale to tylko puste słowa. Czy mam zmienić zamki, żeby nie wszedł do domu? To nasze wspólne mieszkanie i w dodatku z kredytem i on mowi, że ma takie samo prawo tu mieszkać jak i ja. I ma rację. I jeszcze jego tlumaczenie - przecież nie przychodzę ci pijany do domu. Ale to że bez żadnego znaku życia pije na wsi przez cały weekend to już wg niego normalka. Mówię mu że to nie hotel i nie może sobie przychodzić tu kiedy chce bo tak się nie traktuje rodziny, tak się nie traktuje osób, które się kocha
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): andrzejej, Angora

chcę zacząć nowe życie 2018/11/04 14:00 #4

  • anaconda40
  • anaconda40 Avatar
  • Wylogowany
  • Nowicjusz
  • Posty: 8
  • Otrzymane podziękowania: 16
Musiałam dzisiaj pojechać na wieś bo była msza za teściową, z drugiej strony bardzo chciałam tam pojechać żeby na własne oczy zobaczyć go pijanego. Nie wiem po co mi to było potrzebne, no ale zrobiłam to. Oczywiście pił do czego się przyznał. A mnie niepotrzebnie puściły nerwy, zaczęłam krzyczeć, że mam tego dosyć, żeby się wyprowadził, że ja już dłużej mu pomagać nie będę. Oczywiście obiecywał, że pójdzie na terapię, że weźmie się za siebie itp i błagał, żeby go nie wyrzucać z domu, że jak zamieszka sam to stoczy się zupełnie. nie odpowiedziałam nic tylko wyszłam, pojechałam do kościoła a potem od razu wróciłam do domu. I teraz oczywiście rozmyślam, że może faktycznie jeszcze go nie wyrzucać, zobaczyć czy mówił prawdę, kurcze jakie to wszystko trudne. W końcu mamy razem dwójkę dzieci, w tym rocznego chłopca, tak bardzo nie chciałam by się wychowywali bez ojca. Tylko czy to ma sens ciągnąć to dalej, czy to znowu nie będzie odkładanie w czasie tego co nieuniknione. Gdy tak czytam Wasze historie i widzę, jakie jesteście silne i pewne siebie to mam wrażenie że ja nigdy do takiego stanu nie dojdę. Gdybym chociaż była niezależna finansowo to może byłoby mi łatwiej stanąć samej na nogi i odciąć się od tego definitywnie
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

chcę zacząć nowe życie 2018/11/04 14:39 #5

  • Magda
  • Magda Avatar
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 945
  • Otrzymane podziękowania: 1854
Witaj :czesc:
Zastanawiasz się, czy mówił prawdę, ale przecież on sam sobie zaprzecza. Chce się leczyć, a pije.Twierdzi, że bez Ciebie się stoczy, ale czy przy Tobie to inaczej robi? Alkoholik powie wszystko co chcesz usłyszeć byle mu odpuścić, żeby mógł chlać do woli. Nie daj się wciągnąć w poczucie winy, jak będzie chciał, to z Tobą czy bez Ciebie pić będzie. Nie puste słowa, a czyny się liczą.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Kingarocznik94, Paulabandi, anaconda40

chcę zacząć nowe życie 2018/11/04 17:36 #6

  • Ignacy
  • Ignacy Avatar
  • Wylogowany
  • Gaduła
  • Posty: 112
  • Otrzymane podziękowania: 124
Witaj na forum myślę ze na ten temat mogła byś pogadać z moją ex żoną, ona po 37 latach gehenny rozwiodła się ze mną. Po wielu przejściach jesteśmy razem tylko ze ja zrozumiałem ze picie to zguba i strata cennego czasu. Mam małe doświadczenie w nie picu bo trzy latka z małym haczykiem. Modlę się panuję nad stresującymi sytuacjami bo one w większości przyczyniają się do picia. Ja stosuję nauki z odwyku staram się nie zapominać o nich bo wiem ze szatan alkohol czyha na mój błąd. Myślę ze jeśli Twój mąż tego nie zrozumie to szkoda Twojego czasu i litości. Ignacy alkoholik.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): anaconda40

chcę zacząć nowe życie 2018/11/04 18:26 #7

  • szekla
  • szekla Avatar
  • Wylogowany
  • Współtwórca Portalu
  • Posty: 14867
  • Otrzymane podziękowania: 20585
Witaj :czesc:
Tyle razy będzie wracał ile razy mu na to pozwolisz.
Jak czytam Twoje posty to widzę męża i ojca tylko w dni powszednie.
Załóż mu sprawę alimentacyjną, to pomoże Ci się dźwignąć finansowo, Twoja głowa lekko się wyciszy i pomyślisz co dalej.
Wobec jego picia jesteś bezsilna ale nie jesteś bezradna by zadbać o resztę Rodziny, czyli o siebie i dzieci. Chciałabyś aby dzieci miały ojca. Czy takiego ojca, który woli pić w weekendy?
Czasem trzeba wybrać między złem a złem. Warto wybrać te mniejsze zło więc przemyśl to.
Słowo raz wypuszczone nigdy nie powróci.

Emilka Alkoholiczka
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Jaskolka, anaconda40

chcę zacząć nowe życie 2018/11/05 17:16 #8

  • anaconda40
  • anaconda40 Avatar
  • Wylogowany
  • Nowicjusz
  • Posty: 8
  • Otrzymane podziękowania: 16
Co do pieniędzy to mamy wspólne konto kredytowe i ja biorę sobie tyle ile uważam za potrzebne (w końcu to jego obowiązek dawać kasę na dzieci) więc na ten moment nie mogę powiedzieć,że mi pieniędzy nie daje.
Oczywiście jak gdyby nigdy nic wrócił dzisiaj po pracy do domu, zaczął rozmowę że zapisał się na terapię itp ale ja ją ucięłam i oznajmiłam, że dłużej w tym uczestniczyć nie będę i ma się wyprowadzić. Nie wiem co zrobi, szczerze mam jakiś taki wewnętrzny spokój w sobie, nie jest w stanie wyprowadzić mnie dzisiaj z równowagi, nie będę dziś z nim rozmawiać, robię swoje jakby go w domu nie było. W środę mam miting al anon i już się nie mogę doczekać, myślę też że może powinnam jeszcze zapisać się na terapię. Przestaję całkowicie zajmować się nim i jego piciem. Wiem że nadejdą dni pełne zwątpienia i smutku ale dziś mam moc :-BD I szczerze wczoraj bardzo mi było dobrze samej w domu i mam nadzieję, że ten mój mąż wyprowadzi się jak najszybciej, w końcu ma gdzie
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

chcę zacząć nowe życie 2018/11/06 14:05 #9

  • andrzejej
  • andrzejej Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Myślę, więc jestem.
  • Posty: 6628
  • Otrzymane podziękowania: 9162
anaconda40 napisał:
... mam jakiś taki wewnętrzny spokój w sobie,
nie jest w stanie wyprowadzić mnie dzisiaj z równowagi,
nie będę dziś z nim rozmawiać, robię swoje jakby go w domu nie było.

W środę mam miting al anon i już się nie mogę doczekać,
myślę też że może powinnam jeszcze zapisać się na terapię.

Przestaję całkowicie zajmować się nim i jego piciem.
Anacondo @};- zamiary masz ambitne, BRAWO !
Będą trudne chwile, będą wątpliwości czy robisz dobrze, wyrzuty sumienia - ale bądź konsekwentna i nie wycofuj się. Nie okazuj słabości, choćbyś ją odczuwała. Gratuluję decyzji o mitingu w środę. :-BD
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): sylwia1975, anaconda40

chcę zacząć nowe życie 2018/11/08 21:02 #10

  • anaconda40
  • anaconda40 Avatar
  • Wylogowany
  • Nowicjusz
  • Posty: 8
  • Otrzymane podziękowania: 16
Witam. Moje postanowienie aby zająć się sobą idzie do przodu. Mąż od wtorku chodzi na terapię ale ja za każdym razem ucinam temat gdy próbuje mi coś powiedzieć na ten temat. Nadal sam sobie robi zakupy, gotuje, pierze itp. Niby mieszkamy razem ale żartobliwie w myślach nazywam go swoim "lokatorem". Czas pokaże czy faktycznie się weźmie za siebie i czas pokaże czy jestem w stanie mu wszystko zapomnieć i zacząć od nowa. Narazie skupiam się na sobie, na uporządkowaniu swoich myśli, na wyciszeniu i na całkowitym zaprzestaniu żyć jego życiem. Najgorsze jest to że on znów zaczyna się do mnie odzywać z błahych sprawach tylko po to by jakoś zacząć rozmowę. Nie życzę mu źle bez względu na to czy się rozstaniemy czy nie ale wiem że jeśli będę z nim normalnie rozmawiać to on znów to odbierze jako gest pogodzenia się z nim. A ja poprostu skoro się nie chce wyprowadzić to próbuję z nim być w normalnych stosunkach, nie jestem konfliktową osobą
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): sylwia1975, Magda

chcę zacząć nowe życie 2018/11/11 20:34 #11

  • anaconda40
  • anaconda40 Avatar
  • Wylogowany
  • Nowicjusz
  • Posty: 8
  • Otrzymane podziękowania: 16
I nagle wielki foch bo tydzień chodzi na terapię a ja nie jestem taka jak dawniej, no przecież przestał pić, chodzi na terapię to co ja jeszcze chcę. Powiedziałam że w tydzień nie da się zapomnieć jaki był dla mnie wcześniej i że potrzebuję czasu dla siebie, dla niego i nagle jemu się to nie podoba. Wiem że mogłabym jak dawniej przebaczyć i wszystko wróciło by do normy, tylko na jaki czas, znów na 3 lata, czy może krócej lub dłużej. Wydaje mi się że on cały czas w głębi duszy uważa że może mieć nad tym kontrolę, nie widzi że jego wybuchy są związane z jego chorobą, że to cały czas trzeba nad sobą pracować.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): andrzejej

chcę zacząć nowe życie 2018/11/11 20:59 #12

  • Marta74
  • Marta74 Avatar
  • Wylogowany
  • Moderator
  • Posty: 1949
  • Otrzymane podziękowania: 1507
No, do normy, to może by i wszystko wróciło, tylko chyba tobie, taka norma, przestała wystarczać, i bardzo dobrze :)
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): anaconda40

chcę zacząć nowe życie 2018/11/11 21:54 #13

  • Paulabandi
  • Paulabandi Avatar
  • Wylogowany
  • Bywalec
  • Posty: 22
  • Otrzymane podziękowania: 62
Czesc,
Poradzilabym Ci jedno: wytrwaj w swoim postanowieniu. Za wszelka cene.
Opowiem Ci moja historie, skrocona, tak, jak teraz czasami o niej mysle. Jestem wspoluzalezniona, 32lata, tez mam dwoje dzieci, w tym poltorarocznego synka. Moj mąż zmarl dwa tygodnie temu. Przyczyna zgonu: intoksykacja, alkoholem i lekami. Zatrzymanie krążenia. Znalazlam go w garazu na drugi dzien.
Oczywiscie jak przykladna wspoluzalezniona, mimo terapii, godzenia sie z tym faktem, itd ciagle wracam do przeszlosci, i zastanawiam sie co by bylo gdyby.
I jednym z takich przemyslen jest temat tego, co by bylo, gdybym odeszla tak jak mowilam, kilka lat temu. Wtedy, kiedy pil jak twoj mąż, i mial "kontrole", kiedy wydawal sie silny, kiedy oszukiwal wszystkich i siebie samego.
Nie gnebie sie, ze napewno by przezyl, bo tego nie wiem. Ale wiem, ze za pozno zaczelam dzialac tak, jak polecaja terapeuci, lekarze, grupy. Moze gdybym wtedy postapila wg twardych zasad, byloby inaczej. Napewno dla mnie tak. Nie uderzyloby to az tak w nasza rodzine.
Ale wiem tez, ze wtedy on mial na to sile. Nie byl az tak katastrofalnie pograzony w nalogu, depresji, ja nie bylam tak zmaltretowana psychicznie, jak ostatnimi czasy. Moze by to cos pomoglo. A moze nie.
Ale z perspektywy czasu widze, ze im dluzej trwalam w tym zwiazku, im dluzej robilam wszystko co sie dalo, tym bylo gorzej. Az do konca. Az bylo za pozno i organizm nie wytrzymal.
Alkoholizm to choroba postepujaca i smiertelna. Sama sie nie wyleczy. I atakuje wszystko, cialo, umysl, dusze. Nie tylko alkoholika, ale tez rodziny. U nas od pierwszej terapii męża, uswiadomienia mu powagi sytuacji, uzaleznienia, od takiego tylko "popijania" minelo 10 miesiecy. Nie kazdy moze pic 20lat.zdrowie jest kruche, i to fizyczne, i psychiczne. I skonczylo sie tragicznie.
Zal mi, ze synek nie bedzie w ogole pamietal swojego taty. Zal mi, ze corka, 4 lata, bedzie moze miec mgliste wspomnienia. Zal mi jego, ze mu sie nie udalo, ze cierpial bardzo, chcial, ale nie potrafil. I zal mi siebie, ze teraz bede musiala z tym zyc i leczyc rany.
Ale wiem, ze nie wygralabym z jego choroba. Moglam mu ewentualnie dac motywacje, kopa, zeby mial o co walczyc, ale on to musial zrobic sam. Papiery o eksmisje zlozylam jak juz bylo tragicznie, nawet nie doczekal rozprawy. Czy musialam tak dlugo czekac? Czy teraz moje zycie bedzie wygladac normalnie?
Do przemyslenia...
Ostatnio zmieniany: 2018/11/11 21:54 przez Paulabandi.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Jadwiga, andrzejej, Marta74, Ice, Ilonka, Soja, anaconda40

chcę zacząć nowe życie 2018/11/12 10:22 #14

  • anaconda40
  • anaconda40 Avatar
  • Wylogowany
  • Nowicjusz
  • Posty: 8
  • Otrzymane podziękowania: 16
Ja właśnie doskonale zdaję sobie sprawę z tego ja nie mam żadnego wpływu na to czy będzie pił czy nie, nie siedzę w jego głowie i nie wiem co on tak naprawdę myśli. Ja już jakieś 10 lat temu zdałam sobie sprawę z tego że jest chory i że sam sobie nie poradzi. Mieszkaliśmy wtedy u teściowej w jego miejscowości rodzinnej gdzie miał pełno "kumpli" do picia i pełno miejsc w których pił. Wyprowadziliśmy się do miasta (ponad 40km) bo uważałam, że to jest jedyne wyjście aby spróbować zawalczyć o to małżeństwo i o jego samego. Nie powiem opamiętał się i w domu nie pił, ale co z tego skoro potrafił w weekend pojechać do mamusi pod pretekstem zrobienia czegoś przy domku itd i znów szedł pić, a teściowa go kryła przez wiele lat i chodziła po barach i go zgarniała do domu, dużo razy tłumaczyłam jej że dopóki będzie go przyjmować to on będzie nadal pił bo ma gdzie przenocować, co zjeść itd. Ok 4 lat temu potrafił już przyjść do domu pijany co wiedział od początku że na to przyzwolenia nie daję. Więc było tłumaczenie, przeważnie tłumaczenie i to nie wtedy gdy był pijany bo wiem, że w takim stanie rozmawiać z nim było by bezsensowne. Od prawie początku zdawałam sobie sprawę że próbuje mną manipulować, zwalać winę na mnie aby się tylko "wybielić". Wiedziałam, że decyzja o zaprzestaniu picia zależy tylko i wyłącznie do niego, nigdy nie brałam konsekwencji jego picia na siebie, wiedziałam że sam na własnej skórze musi odczuć jego skutki. Ale co z tego skoro teściowa nie potrafiła taka być i wiecznie go kryła i przyjmowała do domu i dawała pieniądze jak coś "zmalował". 3 lata temu powiedziałam sobie dość i wywaliłam go z domu, oczywiście poszedł do mamusi (ale że ona potrafiła nakręcić się i cały dzień mu gadać) to widocznie miał dość i poszedł na stacjonarną terapię. Oczywiście nie obyło się, bez setek telefonów do mnie i prośbą o powrót, od szantażu że on się zabije jak się z nim rozwiodę itd. Szkoda mi się go zrobiło i pozwoliłam mu wrócić, chodził systematycznie na mitingi po skończeniu terapii tylko że zamiast pić to zaczął wybuchać z byle jakiego powodu. Powiedziałam mu, że tak jak pijaństwa tak samo nie toleruję braku szacunku wobec mojej osoby, że nie pozwolę sobie na przekleństwa przy mnie, na krzyki itp. Powiedziałam mu że ma problemy osobowościowe i wg mnie powinien chodzić do psychologa i nad sobą pracować bo to nie normalne. Ja go nigdy nie prosiłam by się zmienił, zawsze powtarzałam że to jego życie, jego wybory i może robić co chce tylko nie ze mną, że jeśli wybiera picie albo chamskie zachowania to ok tylko niech się wyprowadzi i da mi święty spokój. Ja go nie chcę zmieniać ja chcę tylko zacząć spokojnie żyć. W między czasie przestał chodzić na mitingi a to pod pretekstem, że zapomniał, a to sobie coś wymyślił w tym czasie żeby nie jechać. Mówiłam, że powinien chodzić bo sam sobie rady nie da ale przeciez on był mądrzejszy. 3 m-ce temu dowiedzieliśmy się że teściowa jest nieuleczalnie chora (była to w gruncie rzeczy bardzo dobra kobitka tylko nie potrafiła zrozumieć że robiąc wszystko za synka jedynaka robi mu tylko krzywdę). On niby tu nie umiał z nią spokojnie rozmawiać, ciągle się kłócili ale w głębi zawsze był od niej bardzo zależny, no i jak prawie 2m-ce temu zmarła to nie wytrzymał i zapił. A że ten dom w którym mieszkała został pusty to jeździł tam w weekendy pod pretekstem prac przy domu i tam pił. I tym razem też mu powiedziałam, że jeśli taki jest jego wybór to ok ja go akceptuję tylko niech się wyprowadzi i da mi spokojnie żyć. Ja już nie mam sił na takie gierki, na takie huśtawki emocjonalne ja potrzebuję spokoju. Wiem, że przy mnie jest mu bardzo dobrze bo to osoba nieporadna życiowo, nie nauczona prac domowych, a tu miał zawsze ugotowane, posprzątane, rachunki popłacone (w nawiasie mówiąc nawet nie wie ile za co płacimy bo się tym nie interesuje), uprane, wyprasowane - czego chcieć więcej. Dlatego nie za bardzo uśmiecha mu się życie samemu na własny rachunek, tylko mi już się uprzykrzyło być wiecznie "matką Teresą". Mam dwójkę dzieci i trzecie w postaci mojego męża mi nie potrzebne. Nie wiem czy ta terapia mu pomoże bo tak jak wyżej pisałam ja uważam że nadal tak szczerze sam przed sobą nie zdał sobie sprawy że ma ogromny problem. Nie chce się wyprowadzić, obiecuje że się poprawi, tylko że te jego obiecanki to może naszemu rocznemu synkowi mówić a nie mi, ja już się na nie nie nabieram. No to wylałam wszystkie swoje żale aypererew
Ostatnio zmieniany: 2018/11/12 10:32 przez anaconda40.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): jurek, Jadwiga, andrzejej, Magda

chcę zacząć nowe życie 2018/11/12 18:51 #15

  • Jadwiga
  • Jadwiga Avatar
  • Wylogowany
  • Super Gaduła
  • Posty: 447
  • Otrzymane podziękowania: 623
No i super tak trzymaj , Twoje nowe życie już się zaczęło.
Zyczę konsekwencji i pogody ducha.
@};- @};- @};-
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): anaconda40

chcę zacząć nowe życie 2018/11/17 17:32 #16

  • anaconda40
  • anaconda40 Avatar
  • Wylogowany
  • Nowicjusz
  • Posty: 8
  • Otrzymane podziękowania: 16
Jest weekend. Siedzę sama z dziećmi w domu, czuję się dobrze, jestem spokojna i wyciszona. Mój mąż pojechał na wieś a ja nie zastanawiam się jak dawniej czy pije czy nie. Chcę żeby ten dzień trwał jak najdłużej bo jest mi bez niego dobrze. Ostatnio znów prosił żeby było tak jak dawniej, ale ja powiedziałam, że czas pokaże, że to od niego zależy.Narazie poza tym że chodzi na terapię nie widzę żadnych zmian. Nadal jest jak tykająca bomba. A ja coraz bardziej zdaję sobie sprawę, że nas coraz więcej dzieli niż łączy. Chyba za dużo złego się zdażyło abym mogła mu to wszystko wybaczyć.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Jadwiga, Bea