Witamy, Gość
Nazwa użytkownika: Hasło: Zapamiętaj mnie
Cierpisz z powodu picia bliskiej Ci osoby? Tutaj możesz podzielić się swoimi problemami, troskami.

  • Strona:
  • 1
  • 2

TEMAT: Mój mąż niedługo umrze

Mój mąż niedługo umrze 2018/10/19 18:19 #1

  • Paulabandi
  • Paulabandi Avatar
  • Wylogowany
  • Bywalec
  • Posty: 22
  • Otrzymane podziękowania: 62
Witam,
Śledzę od dłuższego czasu to forum, uczęszczam na terapię, uniezaleznilam się finansowo, stosuję twardą miłość, złożyłam pozew o eksmisje, chce zyc innym życiem,zaczelam dbac tylko o siebie i dzieci i juz się cieszyłam że uwolnie sie z tego piekła, ale nadal nie moge poradzic sobie z myślą, ze on sie w końcu zabije... Nic do niego nie dociera, ma ciężka depresje, proby odstawienia alkoholu koncza sie zazywaniem tabletek uspokajajacych, psychotropow, antydepresantow garsciami, i zapijaniem,po miesiecznej terapii w prywatnym osrodku bylo dobrze "az" tydzien dopoki nie wrocil do starego otoczenia i jest jeszcze gorzej. To wszystko mnie nie dobija juz tak bardzo,slowa, krzywdy, wszystko zwalam na karb choroby i oddzielam alkoholika od czlowieka, ale fakt, ze jego organizm jest na skraju wyczerpania, polamany, poobijany, watroba wysiada, uklad nerwowy w rozsypce, psychozy, delirium... boje sie ze w koncu znajde go w sypialni juz zimnego. Albo nie daj Boze corka. Jak pogodzic sie z bezsilnoscia i rozpacza, kiedy umrze? Skoro widac ze poprostu sobie nie radzi? I ta zlosc, ze nie chce isc sie leczyc, bo nie chce nas zostawiac, tzn mnie i dwojki malych dzieci... Te wymowki mnie do szalu doprowadzaja, kiedy twierdzi ze to przejdzie, ze on sam da rade! Mieszkamy w Niemczech, nikt go nie zabierze na psychiatryczny bez jego zgody.. Ten zal za czlowieka ktorego sie kochalo, normalna troska i patrzenie jak sam sie zabija.. Jak sobie poradzic z taka sytuacja?
Ostatnio zmieniany: 2018/10/19 18:24 przez Paulabandi. Powód: Nazwa wlasna tabletek?
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): krzysiek, SynKróla

Mój mąż niedługo umrze 2018/10/19 18:43 #2

  • Marta74
  • Marta74 Avatar
  • Wylogowany
  • Moderator
  • Posty: 1949
  • Otrzymane podziękowania: 1507
Witaj, jestem Marta alkoholiczka. Nic Ci nie poradzę, bo zwyczajnie, nie wiem. Nigdy nie byłam w takiej sytuacji, to ja piłam. Wiem jedno, żadne Twoje zamartwiania się, niczego nie dadzą, dopóki on sam nie zrozumie jak z nim źle, i nie zacznie działać. Przykro mi.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): krzysiek

Mój mąż niedługo umrze 2018/10/19 18:50 #3

  • Ania82
  • Ania82 Avatar
  • Wylogowany
  • Bywalec
  • Posty: 42
  • Otrzymane podziękowania: 41
Współczuje ci bardzo. Mój mąż jeszcze nie jest na takim etapie. Ale nie myśli o leczeniu a juz ma problemy z wątroba. Wiec pewnie wszystko przed nim. Cieżko poradzić sobie z takimi emocjami. Ja idę po pomoc do terapeuty bo sama nie dam rady. Sprobuj poszukać pomocy dla siebie bo jemu juz nikt nie pomoże jezeli on sam tej pomocy nie chce.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Marta74

Mój mąż niedługo umrze 2018/10/19 19:00 #4

  • Waldek
  • Waldek Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 1645
  • Otrzymane podziękowania: 4135
Witaj na forum :czesc: Bardzo dobrze,że jesteś tutaj z nami @};- Z Twojego opowiadania wynika,że Twój mąż jest w chronicznym stadium choroby alkoholowej,lecz on nie zdaje sobie z tego sprawy.W tym momencie,przypomniał mi się fragment utworu Marka Dylana-"Jak blisko śmierć musi przejść obok nas,by człowiek zrozumiał swój los...".Życzę Twojemu mężowi,aby zrozumiał swój los póki nie jest jeszcze za późno...Aby pojął,w jakiej znalazł się sytuacji...i zawalczył o Swoje Życie.Aby uznał,że jest alkoholikiem i poprosił o wsparcie %%- A Tobie życzę wytrwałości w zajmowaniu się Sobą i Twoimi dziećmi.Życzę Ci Konsekwencji w Działaniu.
Jestem Waldek alkoholik.
"Co mi dasz najnowszy dniu,
śmiechu garść czy krople łez?
Jedno wiem,że jestem tu,
miejsce me na Ziemi jest...

Chcę kochać co da mi los,gdzie każe iść,
wybiegać ludziom na wprost i śmiało żyć..."
Ostatnio zmieniany: 2018/10/19 19:03 przez Waldek.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Mój mąż niedługo umrze 2018/10/19 19:18 #5

  • Kalii
  • Kalii Avatar
  • Wylogowany
  • Gaduła
  • Posty: 148
  • Otrzymane podziękowania: 182
@};-
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Mój mąż niedługo umrze 2018/10/19 19:31 #6

  • Paulabandi
  • Paulabandi Avatar
  • Wylogowany
  • Bywalec
  • Posty: 22
  • Otrzymane podziękowania: 62
Dziekuje za Wasze slowa. Tak, to juz jest stadium gdzie rzeczywistosc calkiem sie pogubila. Twierdzi ze wie jak z nim zle, ale ze chce umrzec, ze zniszczyl sobie zycie, stoczy sie, itd.. Do tego charakter,od zawsze okropnie uparty, jego zdanie najwazniejsze, nie da sobie przetlumaczyc, zwlaszcza jesli to ja mowie. Teoretycznie uznal ze jest alkoholikiem, ale nic z tym nie robi, terapie nie daja efektow dlugotrwalych,ani nawet tygodniowych. Nie kontynuuje leczenia po wyjsciu z osrodka. Poprostu przewiduje tutaj bardzo szybki koniec, bo jego stan jest okropny. Juz w styczniu na badaniach mial zagrozenie zycia i dosadnie zostal poinformowany ze kazda nastepna dawka alkoholu moze go zabic. I wtedy zaczela sie depresja, proby wyjscia z nalogu poprzez tabletki, uspokajacze, formy zastepcze, otumaniajace. Na zmiane lub najczesciej mieszane z wodka. Nie pracuje od lutego. Nie zajmuje sie niczym. Kazda proba to tylko zryw i powrot. Czyli wlasciwie nic nowego nie napisalam. Okropna choroba.. A ma 36 lat. Mimo ze nie chce juz z nim byc kategorycznie, nie wyobrazam sobie przyszlosci z nim, z roznych wzgledow, nie tylko przez picie, krzywdy,i ogolnie skutki choroby, ale tez relacje wczesniejsze, stosunek do wychowywania dzieci, to jednak sam fakt, ze czlowiek umiera na raty, z uporu, sam sie zabija, a ja na to patrze i mysle, czy rzeczywiscie zrobilam juz wszystko. Oczywiscie codziennie z uporem maniaka twierdzi ze my jestesmy najwazniejsi i bez nas on sie zapije na smierc. Ograniczyl swoj swiat do czterech scian, gdzie tylko spi, pije i bierze psychotropy, albo silne przeciwbolowe opioidy. Zastanawiam sie tez, czy taka osoba w ogole w tym stadium jeszcze mysli o tym zeby zyc. Bo wydaje sie ze on nie chce. Ja zapewne przez wzglad na dzieci dam sobie rade, odetne od tego mysli, zaczne nowe zycie, ale nie da sie zapomniec. Mam nadzieje jeszcze, ale nikla. Dziekuje za wsparcie.
Ostatnio zmieniany: 2018/10/19 19:34 przez Paulabandi.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Mój mąż niedługo umrze 2018/10/19 19:49 #7

  • szekla
  • szekla Avatar
  • Wylogowany
  • Współtwórca Portalu
  • Posty: 14867
  • Otrzymane podziękowania: 20585
Tu gdzie mieszkam zrobiło się pusto. Pusto choć bloki się budują, zasiedlają ale nie ma tych co zapełniali miejsce w parku. Jak żołnierzyki odchodzili z tego świata, bez pośpiechu, powoli, powolną śmiercią, w bardzo róznym wieku.
Niektórych znałam z widzenia, niektórych z imienia. A jednak smucił mnie fakt jak sie zapijają, popełniają samobójstwa, choć wiem, że żadna siła by ich od tego nie odwiodła.
To jest właśnie bezsilność wobec wyborów, decyzji i zachowań innych osób. Bolesna bezsilność, z którą należy postarać się pogodzić.

Zastanawia mnie jednak jedna rzecz. Piszesz, że leży w czterech ścianach, pije tylko i śpi, bierze leki... skąd ma to wszystko, skąd ma na to pieniądze?
Słowo raz wypuszczone nigdy nie powróci.

Emilka Alkoholiczka
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Tsubasano, jerzak, AniaKr, Mila

Mój mąż niedługo umrze 2018/10/19 19:51 #8

  • Tsubasano
  • Tsubasano Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 2146
  • Otrzymane podziękowania: 6930
Tsu :czesc: Paula
Znam człowieka, który pracuje z samobójcami. Mówił, że dla niego najbardziej przykry rodzaj samobójców to ci, którzy są gotowi się zabić, żeby tylko zrobić na kimś wrażenie. Żyją w czyichś oczach. Żyją by tworzyć wobec kogoś swoją legendę. Tragiczny w skutkach, ale jednak teatrzyk. Kosztujące życie, ale jednak udawanie. Desperackie, ale aktorstwo.
Nie wiem, czy to dotyczy Twojego. Na pewno tacy bywają, sam znam nawet takie kobiety.
Ten człowiek, mój znajomy, sam po próbach samobójczych, pomaga teraz takim ludziom. Mówił mi kiedyś, że taki typ samobójców ("patrz na mnie, zabiję się"), to typ, któremu się nie pomoże o życia, można natomiast nie pomagać do śmierci w taki sposób, że po prostu przestanie się być ich publicznością. Odciąć się od programu, który nadają. Zaprzestać śledzenia ich telenoweli. Bez złośliwości, bez pogardy, bez lekceważenia. Spokojnie, łagodnie, bez lęku. Wyłączyć ten telewizor. Zobaczymy się może za kilka lat, jeżeli przeżyjesz. Życzę, żebyś przeżył, ale to zależy od ciebie. Koniec szantażu, koniec przykładania sobie lufy do głowy. Wiem, że to nie bluff, wiem, że możesz strzelić. Ja tobie pomóc nie umiem. Może kto inny, ale na pewno nie ja. Ja muszę zniknąć z tej sytuacji. Ta sytuacja musi stracić publiczność. Może wtedy przestanie się rozwijać. Może.

Jeszcze raz... Nie wiem, czy Twoja sytuacja odpowiada temu, co napisałem. Ale warto tę opcję rozważyć.
jestem tylko przechodniem
na tle wybranego miasta
mam papierosy i drobne
i dziurę w kieszeni płaszcza
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): szekla, andrzejej, Pinek, jerzak, AniaKr, Cyrax 666, Kingarocznik94, Paulabandi

Mój mąż niedługo umrze 2018/10/19 22:29 #9

  • Paulabandi
  • Paulabandi Avatar
  • Wylogowany
  • Bywalec
  • Posty: 22
  • Otrzymane podziękowania: 62
Pobiera swiadczenia socjalne jako przewlekle chory...
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Mój mąż niedługo umrze 2018/10/19 23:05 #10

  • Paulabandi
  • Paulabandi Avatar
  • Wylogowany
  • Bywalec
  • Posty: 22
  • Otrzymane podziękowania: 62
Witaj, Szekla. Dziekuje. Wiem ze tak wlasnie jest, trzeba sie z tym pogodzić. Lekarze tutaj idą po najmniejszej linii oporu, a w zwiazku z tym, że mój mąż potrafi się dobrze ustawić, to ma zagwarantowane, przynajmniej narazie, wszystko. A co najgorsze,wcześniej jako porządna wspoluzalezniona, jeszcze mu w tym pomogłam, a jakże. Także korzysta z niezdolnosci do pracy w zwiazku ze stanem fizycznym, a opieka socjalna robi resztę. Jako że mieszkamy razem i tworzymy wspolne gospodarstwo domowe, a ja jestem jeszcze na wychowawczym, bo synek ma nieco ponad rok, to płacą. Dopiero niedawno odcięlam go od finansów, ale zdążył schować swoje, a sprzedawać też ma co. Zdarzały sie również okresy, zwykle kilkudniowe, że w przypływie motywacji szedl do pracy, i dostawal pierwsza tygodniowke, oczywiscie na tym kończąc. Narazie korzysta z tego co ma, z tego co wiem. Nigdy nie spowiadal mi sie z nadmiaru pieniedzy, zawsze miał swoje odlozone.

Dziekuje Tsubasano. Patrzac z tej perspektywy, dostrzegam wiele, bardzo wiele analogii. Mozliwe ze tak jest, nie chce sie uczepic tej teorii, ale dales mi do myslenia. Analizujac dotychczasowe jego zachowanie, jeszcze sprzed fazy glebokiego alkoholizmu, widze ze wielw sytuacji bylo wlasnie takim teatrem, wymuszaniem, szantazem, aby tylko jego wizerunek nie ucierpial. Przenoszac to na terazniejszosc, te mocno poglebione wlasnie takie toksyczne i psychotyczne elementy w tym wszystkim pasuja tutaj jak najbardziej. Nie mialam juz pomyslu, jak postapic. Doszlam do podobnego zachowania, spokojnego wycofania sie z tego wszystkiego (o ile sądowa eksmisja moze byc spokojnym wycofaniem), z brakiem zlosliwosci czy pogardy dla czlowieka, jedynie ze sprzeciwem wobec choroby i braku checi leczenia. Twoja opowiesc daje mi nadzieje, ze może on jednak przezyje, jesli straci tą publikę. Prawie wszyscy znajomi już sie odsuneli. Wiec skupił się na najbliższych, którzy z racji związku jeszcze nie odeszli lub odejść nie mogą. Jego matka cierpi bardzo. Powiela sie schemat z poprzedniego pokolenia, jego ojciec postępował podobnie, ale juz sa 15 lat po rozwodzie i żyje nadal, pijac oczywiście, ale nie spełnił tych wszystkich gróźb rzucanych kiedys codziennie. Poruszalam ten temat na terapii, ale nie byl specjalnie zglebiony. Twoje obrazowe przedstawienie głębiej dotarło. I powiem Ci, dziekuje, to bardzo wartosciowa wypowiedź. Prawdopodobnie trafiles w punkt.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): szekla, Tsubasano, Kingarocznik94

Mój mąż niedługo umrze 2018/10/19 23:05 #11

  • AniaKr
  • AniaKr Avatar
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 888
  • Otrzymane podziękowania: 1993
Paulabandi napisał:
Oczywiscie codziennie z uporem maniaka twierdzi ze my jestesmy najwazniejsi i bez nas on sie zapije na smierc. Ograniczyl swoj swiat do czterech scian, gdzie tylko spi, pije i bierze psychotropy, albo silne przeciwbolowe opioidy. Zastanawiam sie tez, czy taka osoba w ogole w tym stadium jeszcze mysli o tym zeby zyc. Bo wydaje sie ze on nie chce.
Doskonała manipulacja. Bez Was się zapije a to co teraz robi nazwać jak należy? Leczeniem się? Tak czytając zastanawiam się, czy on tym szantażem nie walczy wciąż o komfort picia? Czy ma uprane, ugotowane i wszystko w domu zrobione? Skoro może sobie pozwolić na spanie, picie i w koło Macieju? Może należałoby pozwolić mu sięgnąć dna bo uznanie siebie teoretycznie za alkoholika to nie to samo co uznanie bezsilności wobec alkoholu. Niezależnie od tego Tobie z pewnością będzie łatwiej uznając bezsilność wobec jego poczynań. Czy jesteś na terapii wspoluzaleznienia lub w Al-anon? Trzymaj się dzielnie i pamiętaj, że nie jesteś sama. Na pewno odezwą się tu nasze doświadczone kobietki współ, które konkretnie doradzą. Ja tylko sygnalizuję to co mi się w oczy rzuciło od drugiej strony,jako alkoholiczki. Witaj :czesc:
"Wiele dni, wiele lat czas nas uczy pogody. Zaplącze drogi, pomyli prawdy, nim zboże oddzieli od traw..."
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Paulabandi

Mój mąż niedługo umrze 2018/10/19 23:31 #12

  • Paulabandi
  • Paulabandi Avatar
  • Wylogowany
  • Bywalec
  • Posty: 22
  • Otrzymane podziękowania: 62
Witaj, AniaKr. Staram sie jak najbardziej zmniejszyć mu ten komfort, jednak niektorych rzeczy nie przeskocze. Gotuję, bo mamy dzieci. Zdarza się, ze zje to, zanim wrócę z nimi z przedszkola. Stanowczo informuje go o tym, że nie ma do twgo prawa, ale nic sobie z twgo nie robi. W lodówce jest jedzenie. Nie piore mu (co ostatnio wydaje sie byc obojetne, kiedys tak pedantyczny, teraz od 5 dni nie zauwazylam zeby sie myl), nie podaję, nie wypełniam jego próśb, przestalam załatwiać sprawy urzędowe, przestalam placic jego rachunki np za telefon, i wiem, że teraz walczy, bo skonczyly sie zapasy bielizny,a pieniadze trzeba oszczędzać na alkohol a nie wydawać na jedzenie na miescie czy raxhunki. W momentach mojej odmowy jest najbardziej agresywny. Jak juz wychodzi z tej swojej nory, żeby pogrzebać w lodówce, i staję przed nim, to zatrzymuje się na granicy rekoczynow, i wychodzi po alkohol, żeby wrócić po 10 minutach i znów sie zaszyc. Wiec nawet policja tutaj nic nie zadziała bez przemocy fizycznej, chociaż kilka razy wezwałam, bo nie pozwolę sobie grozić śmiercią. Boi się, bo mam wszelkie narzędzia, żeby go stąd usunąć, zdjęcia, filmy, zgloszenia na policję, raporty z wezwanych karetek, gdzie tylko w jednym przypadku (po zatrzymaniu oddechu i mojej reanimacji) udalo się go wywieźć bez zgody, pijanego do nieprzytomnosci, do szpitala. Wrócił jednak nad ranem, bo zamiast na Psychiatrie, zawiezli go na izbe przyjęć, a jak stwierdzil ze nic mu nie dolega, to po kilku godzinkach na otrzezwienie wrócił do domu, komunikacja miejska, przy - 11stopniach,w sandałach i szlafroku. To tez nie zadziałało. Jedynie agresja eskalowala. W tej sytuaxji jedynym kolejnym krokiem jest eksmisja, tak mi sie przynajmniej wydaje. Chce chronić siebie i dzieci, bo widzę, że nic innego nie wymyślę. Chodze na spotkania dla wspoluzaleznionych i terapie ogólna. W jego przypadku wszystko poszlo bardzo szybko, lawinowo, bo do listopada ubieglego roku niewiele wskazywalo na powazne uzaleznienie. Widocznie bardzo dobrze sie kryl, skoro juz wtedy niedlugo pozniej mial tak bardzo zatruta watrobe. Nie miał marskosci, ale powiekszenie az do podbrzusza. Zadzialala tu oczywiscie moja naiwność i przekonanie, ze przeciez to jest niemozliwe. W rok czasu jest w stanie traficznym, bo tez miesza substancje.
Mam nadzieję, ze juz niedlugo bede mogla ukladac sobie zycie z dziecmi w spokoju. Ale strach ciagle siedzi, bo nie wiem co gorsze, czy to gdyby sie zapil na smierc, czy zeby pozyl jeszcze dlugo i dreczyl nas swoim zachowaniem. Bo na leczenie marne szanse.
Ostatnio zmieniany: 2018/10/19 23:45 przez Paulabandi.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Mój mąż niedługo umrze 2018/10/20 06:13 #13

  • Magda
  • Magda Avatar
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 945
  • Otrzymane podziękowania: 1854
Paulabandi napisał:
nie wiem co gorsze, czy to gdyby sie zapil na smierc, czy zeby pozyl jeszcze dlugo i dreczyl nas swoim zachowaniem. Bo na leczenie marne szanse.

Na to pierwsze wpływu nie masz To jest jego wybór, świadomy czy nie, ale jego. A dręczenie z jego strony zależy od tego , czy na to pozwolisz.
Mój mąż też jawnie przyznaje, że jest alkoholikiem i moim zdaniem zrobił sobie z tego doskonalą wymówkę do chlania. Bo przecież alkoholik pije, więc jest tak jak być powinno.
Witaj, jestem Magda współ.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): szekla, Paulabandi

Mój mąż niedługo umrze 2018/10/20 07:52 #14

  • sylwia1975
  • sylwia1975 Avatar
  • Wylogowany
  • Moderator
  • Posty: 1673
  • Otrzymane podziękowania: 1497
Witaj mysle ze zrobilas wszystko,co mozesz jeszcze zrobic?Ja zglosilam na poilcje o sytuacji,tylko telefonicznie o przemocy psychicznej ,fizycznej,i za dwa tygodnie byla ochrona nad dziecmi,pol roku dobre nachodzili nas,zglosilam do ksiedza do jego wspolnoty Protescankiej,do tesciowej,do kogo sie dalo.zakaz chlania w domu -picie po kryjomu i nerwowa sytuacja ,bo mu sie chcialo pic,w koncu wyprowadzanie sie na wzajem ,ja dwa razy raz dwa mniesiace,wrocilam myslac naiwnie ze przeanalizowal zycie,a on dlej ze musi odpoczac :-? :-? :ojej: ,CO ?odpoczywa do dzis ,wzielam rozwod i wynioslam sie do kolezanki,corka zaostala znim,wszyscy zdziwieni ZE Ja tak pozwolilam,tu i tam.Chwila ,chwila wrocila,z podkulonym ogonem,ucza nas przeciez w AAL_ANONIE na pozwolenie,no nie chcesz i masz,on poodcinany od wszystkiego w syfie totalnym przes rok,dom zostal sprzedany na aukcji ,byly maz sie jakos otrzasnal splacil reszte dlugu,a w sumnie wujaszek,bo wstyd im bylo.Tyle mojego tu ,reszta u mnie
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Jaskolka, Paulabandi

Mój mąż niedługo umrze 2018/10/20 08:41 #15

  • Darek100
  • Darek100 Avatar
  • Wylogowany
  • Nowicjusz
  • Posty: 8
  • Otrzymane podziękowania: 9
Paulabandi jak to czytam to jakbym wspominał historię mojego śp ojca. Kiedy to po 9 latach absolutnej abstynencji powrócił do picia to zajęło mu nieco ponad 2 lata doprowadzenie się do stanu takiego jak opisujesz. Ostatnie tygodnie to już non stop mówił o śmierci, aż się stało. Niestety najgorsza w tym wszystkim jest bezsilność najbliższych. Mama nic nie mogła zrobić, nikt nic nie mógł zrobić. Ważne, żeby nie obwiniać za to siebie. To brutalne może, ale wydaje mi się, że każdy z nas powoli oswajał się z takim scenariuszem zakończenia przez niego życia. Życzę Ci dużo siły i jak najwięcej spokoju mimo wszystko. Życzę też, aby sytuacja odwróciła się o 180 stopni. :-)
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Havana, Jaskolka, Kingarocznik94, Paulabandi

Mój mąż niedługo umrze 2018/10/20 17:36 #16

  • krzysiek
  • krzysiek Avatar
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 1066
  • Otrzymane podziękowania: 1095
:-H Witam a jak myślisz Że będzie Ciebie Chwalił że psujesz Komfort picia.Im prędzej dotrze do Swojego Dna tym lepiej .Bo jak Mówio Allanonki Nie przez Ciebie pije i Nie dla Ciebie Przestanie.Brutalne ale to jest Uzależnienie choroba Śmiertelna dla tych co to niprzestają w porę pić.Ale Co Ty ??Ty możesz zadbać o Siebie i Dzieci i myślę że to robisz. A Allanon pomaga i wspiera.Pozdro z Pogodo Ducha
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Paulabandi

Mój mąż niedługo umrze 2018/10/21 20:51 #17

  • Paulabandi
  • Paulabandi Avatar
  • Wylogowany
  • Bywalec
  • Posty: 22
  • Otrzymane podziękowania: 62
I nastapil zwrot. W koncu przestal pic, dożył do konca ciągu i prawie normalnie funkcjonuje. Tzn nie leży, a siedzi przed tv, i zdziwiony że ja jeszcze zdania nie zmieniłam. Wysyła ckliwe teksty, milion razy mówi ze to ostatni raz i już więcej nie tknie nigdy przenigdy... Tylko mnie nie wyrzucaj.
Pozytyw taki, że temat przewodni, czyli samobójstwo czy też śmierć przez zapicie się narazie został mi oszczędzony w dniu dzisiejszym.
Natomiast usilne starania o współczucie, wsparcie itd ciąg dalszy wzmożony.
Czytalam wlasnie posty jednej z Was, i jakbym czytala o swoim życiu. Dało mi to dużo pozytywnej energii i poczucie, że robię właściwie, że to co postanowilam, jest juz nieodwołalne, bo nareszcie działam w zgodzie ze soba.
Przykro i żal, ale trzwba to przerobić. Z natury należę do osób silnych psychicznie, ale latami traciłam to wszystko wpadając coraz głębiej, dlugo trwało zanim wróciłam do tej siły i względnej równowagi, ktora daje mi pewność, ze nie mam tutaj przyszłości, i trzeba zmienić fundamentalnie wszystko. Życzę mu jak najlepiej, ale idę inną drogą.
Zastanawiam się jeszcze, jak wytłumaczę to dzieciom, co im powiem, i jak będą w przyszłości odbierać całą tą sytuację i decyzję którą podjęłam. Ale chcę, aby moja corka miala lepszy wzorzec do naśladowania, żeby wiedziała jak walczyć o swoje szczescie, nie poddawać sie. Najlepszym motywatorem dla mnie są dzieci. Wyobrażam sobie, co chciałabym, aby zrobiła w takiej sytuacji moja córka czy syn, jesli niedaj Boże by ich to doświadczylo. Za dlugo tkwilam w tym, przeszłam wszystkie fazy wspoluzalenienia, aż nadszedł spokój i pewność. I siła. A myślałam, ze właśnie tej siły już nie mam w ogóle,że mnie to wyssało z wszystkiego, a przede wszystkim z sily, ze postradam zmysły szybciej niż on. Życie jednak zaskakuje.
Kobieta wiele znisie. Szukanie pomocy i wsparcia to podstawa, dziekuje również Wam. Znalazłam tu wiele pomysłów, wiele wsparcia, pozytywnej energii i kopniec w tylek w dobrym kierunku. A co mi jeszcze wiele dalo, zwłaszcza na samym końcu, siły do działania, to, o dziwo, codzienne samozaparcie do wysiłku fizycznego i treningów, ktore wbrew pozorom nie wzmacniaja tylko mięśni i ciała :) bardzo dobry sposób, żeby sie odciąć od złych myśli, skupić na sobie, wzmocnić, upewnić, zawziąć. Dla mnie zdziałało cuda, nie sam fakt ze to dla siebie robie, ale wlasnie to poczucie siły i władzy nad sobą, choćby to było samo cialo. No i motywacja, żeby być zdrowsza, silniejsza dla siebie, dzieci, rozszerzyła sie na główny problem. Kolejne zadanie do wykonania ktore teraz już dam radę doprowadzic do konca, nie zważając na innych. To moje życie, moje i moich dzieci, i ja podejmuję decyzje. Tylko ja to przeżywam, i tylko ja to bede mogla rzetelnie ocenić w przyszłości. Nikt inny. I nikt inny nie ma prawa mnie w tej kwestii oceniać.
Swoją drogą, dlugo obawiałam się, co powie rodzina mojego męża, co powie teściowa, i wielu innych, ktorzy mogliby uwierzyc w bzdury alko, stwierdzić ze nie zostawia sie kogoś w cierpieniu i chorobie. Ale zbyt wielu mam obrońców, nie jestem sama, bo odważyłam sie wyjść i wyciągnąć rękę po pomoc.
%%-
Ostatnio zmieniany: 2018/10/21 20:52 przez Paulabandi.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): krzysiek, Kingarocznik94, Agata0403, Margaretka

Mój mąż niedługo umrze 2018/10/21 21:10 #18

  • Tsubasano
  • Tsubasano Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 2146
  • Otrzymane podziękowania: 6930
Paulabandi napisał:
I nastapil zwrot.

Nie wierz w ten "zwrot". W silniku tłok raz idzie do przodu, raz do tyłu. Tak działa silnik. W alkoholizmie raz się pije, raz nie. Tak działa alkoholizm. Tak to jedzie latami. Jedzie i tratuje wszystko na drodze.
jestem tylko przechodniem
na tle wybranego miasta
mam papierosy i drobne
i dziurę w kieszeni płaszcza
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): krzysiek, Kingarocznik94, Paulabandi, Margaretka

Mój mąż niedługo umrze 2018/10/21 21:20 #19

  • Paulabandi
  • Paulabandi Avatar
  • Wylogowany
  • Bywalec
  • Posty: 22
  • Otrzymane podziękowania: 62
Nie wierzę. Absolutnie nie wierzę. Dlatego czuję się dobrze, bo pogodziłam się już z tym schematem i po raz pierwszy jestem pewna i nie przekona mnie juz żaden tekst, żadne błagania. Jak nigdy wczesniej, moje myślenie, uczucia, i spojrzenie na to wszystko z boku jest niezachwiane, spokojne postanowienie, że nie może być inaczej, że zaczynam żyć dla siebie, dzieci, a on, jak stanie na nogi, bedzie mógł uczestniczyć w ich wychowaniu, ale tylko tyle. Stracił swój wpływ, nie wiem co takiego sie stało, co sie zmieniło albo co mnie tak zmieniło w ciagu ostatniego miesiąca, może przelałam czare goryczy, może terapia, może dziexi, moze trningi, może jesień, a może wszystko razem wzięte nagle sprawiło, ze te troski które kiedyś doprowadzały mnie do obłędu, dziś są nie moimi troskami. Zaczynam od nowa. Bez niego. Kocham go, ale nie chce z nim żyć. I nie będę. Podejrzewam że nigdy. Sprawa sądowa w toku.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): krzysiek, Angora

Mój mąż niedługo umrze 2018/10/22 12:14 #20

  • Paulabandi
  • Paulabandi Avatar
  • Wylogowany
  • Bywalec
  • Posty: 22
  • Otrzymane podziękowania: 62
Zaledwie wczoraj napisalam o zwrocie, a tu juz spadek spowortem... Trwalo to 3 doby w sumie. Zaczyna sie od pretensji, wyssanych z palca zarzutow i agresji, a nastepnie bedzie zwienczone piciem...
Jestem spokojna i stanowcza, ale i tak wszystko w srodku mnie sprzeciwia sie, dlaczego.
A przeciez wiedzialam ze tak bede, i dzialam konsekwentnie.
Mam nadzieje ze z pomoca specjalistow i Wasza przejde przez to wszystko, z jak najmniejszym cierpieniem, i w koncu bedzie dobrze.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): AgaMars, andrzejt

Mój mąż niedługo umrze 2018/10/22 15:29 #21

  • Paulabandi
  • Paulabandi Avatar
  • Wylogowany
  • Bywalec
  • Posty: 22
  • Otrzymane podziękowania: 62
Witam,
Dlaczego przy pierwszym kontakcie z alkoholem chory przestawia sie od razu na tryb agresywno-nienawistny? Czy to jest kwestia tego, ze nienawidzi sam siebie i przelewa ta nienawisc na innych? Czy on wierzy w to co mowi? Zmiana nastepuje niemal natychmiast, jakby przełączanie na druga osobowosc. I powiedzcie czy mozna porownac chorobe alkoholowa z uzaleznieniem od papierosow? Chodzi mi o glod. Chcialabym chociaz w malym stopniu zrozumiec, dlaczego nie mozna poprostu sie powstrzymac, mimo ze godzine wczesniej byl pewny i zarzekal sie, ze nic do ust nie wezmie. Z gory dziekuje :*
Ostatnio zmieniany: 2018/10/22 15:31 przez Paulabandi.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Mój mąż niedługo umrze 2018/10/22 15:48 #22

  • lukasz1123
  • lukasz1123 Avatar
  • Online
  • Super Gaduła
  • Posty: 339
  • Otrzymane podziękowania: 552
Cześć. Ja mogę powiedzieć oczywiście z własnego doświadczenia, że głód alkoholowy i nikotynowy jest podobny. Tak samo odczuwałem przyjemność z zapalenia jak i z wypicia. U mnie głód objawiał się nigdy po wstaniu, jak paliłem i kiedyś nigdy, jak piłem. Z czasem gdy wstawałem na cięzkim kacu, zwłaszcza pijany, to miałem nieodpartą chęć napicia się. Gdy nie miałem nic do picia, jakoś to przebolewałem i zajmowałem się normalnie robotą. Ale gdy miałem coś, to robiłem wszystko, by tak ustawić sobie dzień, że mogłem się napić.
Gdy organizm odmawiał mi posłuszeństwa zatruty wódką, wszystko szło tak, żeby jednak nie pić. Ale, gdy w po max 2 dniach już jako tako się czułem, obsesja picia dawała znać o sobie i piłem dalej. To tak już jest. Ale 11 lat temu rzuciłem palenie, ponad 2 miesiące nie piję. Mam głody i co najgorsze, lukę po piciu chcę zastąpić papierosami. Nie daję się jednak i trwam w nie piciu i nie paleniu.
Mam nadzieję, że pomogłem, tak działa choroba alkoholowa. Obsesja w piciu, żal, że się dzień straci na trzeźwo, tłumaczenie sobie na wszystkie sposoby, że picie musi być i koniec. No i finał z reguły jest, jaki jest.
:Pozdrawiam
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Paulabandi

Mój mąż niedługo umrze 2018/10/22 16:28 #23

  • Jaskolka
  • Jaskolka Avatar
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Bo do marzen potrzebni sa ludzie
  • Posty: 1012
  • Otrzymane podziękowania: 1472
To nie prawda ze po alkoholu włącza się mechanizm agresywno-nienawistny. To indywidualna cecha charakteru danego człowieka.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Paulabandi

Mój mąż niedługo umrze 2018/10/22 16:39 #24

  • Paulabandi
  • Paulabandi Avatar
  • Wylogowany
  • Bywalec
  • Posty: 22
  • Otrzymane podziękowania: 62
Odczuwam to tak, ze cala ta sytuacja i moja osoba, w ogole moje istnienie wyzwala w nim taki mechanizm, sam fakt ze ja wiem od razu, wczesniej niz on, ze sie napije, juz go drazni. A fakt, ze nie pozwalam na to, ze odchodze, ze nie ma kompromisu, a sprawy codzienne go przerastaja, doprowadza do zlosci i frustracji, ktora kieruje na mnie.
Nie wiem na ile to autosugestia, albo wmawianie sobie sily, a na ile rzeczywista sila, ale trzymam sie dzielnie i nie daje soba manipulowac. Oczywiscie wspolczuje mu, ale sa granice, ktorych juz nie przesune.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Jaskolka

Mój mąż niedługo umrze 2018/10/22 21:13 #25

  • Paulabandi
  • Paulabandi Avatar
  • Wylogowany
  • Bywalec
  • Posty: 22
  • Otrzymane podziękowania: 62
Znow mi ciezko dzisiaj... Wpadl spowrotem w ciag, pije do nieprzytomnosci w swojej sypialni, wychodzi tylko zeby ponadawac na mnie.. Zastanawiam sie jak dlugo mozna pic takimi ciagami az cos sie stanie, az serce sie zatrzyma, albo oddech? Boje sie tego, zal mi okropnie ze sam sobie to robi, niszczy sobie zycie.. Dzisiaj byl u adwokata podobno, z rana, zeby zorientowac sie w sytuacji, gdzie wyladuje po sprawie o eksmisje, i od powrotu juz leci w dol... Musialam zablokowac go na wahtsappie i messengerze, bo wypisywal juz z drogi glupoty. Dwa dni "normalnego" zachowania, i znowu wrak czlowieka. W kazdym kolejnym cyklu jakos ta przerwa wydaje mi sie coraz krotsza. Jest jakis dalszy etap, jesli sie nie otrząsnie, czy to juz ostatni przed piciem bez ustanku az do konca? Chyba nikt tego nie wie..
Skonczylam wlasnie trening, poczulam sie silniejsza, nie reaguje na agresywne i obrazliwe slowa, ale zal mi go okropnie. Dla siebie samej nie widze innefo wyjscia tylko sie odciąć od tego. Chyba ze wczesniej wpadnie w taki stan, ktory pozwoli go wpakowac w karetke i wywiezc, moze w szpitalu sie ocknie i przemysli... Zreszta, co ja pisze, musieliby go tam trzymac kilka miesiecy, a to nierealne... Nawet nie wiem czy tutaj jest cos takiego jak w polsce, przymusowe leczenie ze wzgledu na szkodliwosc spoleczna czy cos w tym stylu. Poza tym, czy to nie odwleczenie wyroku jedynie.. Ech..
A dzisiaj rocznica naszego slubu. :ojej:
Ostatnio zmieniany: 2018/10/22 21:19 przez Paulabandi.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): krzysiek

Mój mąż niedługo umrze 2018/10/22 21:34 #26

  • Babeczka
  • Babeczka Avatar
  • Online
  • Super Gaduła
  • :)
  • Posty: 289
  • Otrzymane podziękowania: 610
Witaj Paulabandi ,ja wczoraj odeszłam od partnera alkoholika .Już nie dałam rady kolejnego dnia znieść z wiecznie pijanym partnerem.Teraz jest mi jakoś dziwnie ciężko na sercu ,ale wiem że musiało tak się stać . Powoli po każdym jego piciu byłam krok dalej do odejścia .Ja myślę że tak jak alkoholik ma swoje dno tak samo osoba współuzależniona ma.Moim dnem było to że 4 dni upłynęły od jego powrotu z pracy , a już teraz ex partner ,nie był w stanie ze mną porozmawiać tak normalnie .Bo był albo pijany albo na kacu. Jeszcze długa droga przede mną na terapii i Alanon ale będę dalej walczyła o siebie. Bądź dla siebie dobra, poszukaj pomocy na zewnątrz . kwiaaatek
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): krzysiek, Paulabandi

Mój mąż niedługo umrze 2018/10/22 22:11 #27

  • Paulabandi
  • Paulabandi Avatar
  • Wylogowany
  • Bywalec
  • Posty: 22
  • Otrzymane podziękowania: 62
oklaskiii dalas rade. Ja tez zamierzam, nie odejsc, ale go eksmitowac. Sprawa juz zostala wyslana do sadu, a tutaj gdzie mieszkam to kwestia tygodnia dwoch do rozprawy...
Tak sobie mysle, ze w moim polozeniu, gdzie mąż juz jest w fazie chronicznej, powinno byc latwiej odejsc, bo nie mam tu juz kompletnie nic do zrobienia (chyba ze zadzwonic po karetke), a jedynie moge oberwac w przyplywie halucynacj czy jakiegos ataku psychozy. I kiedys, dawno dawno temu, zawsze mowilam, ze takie kobiety sa slabe i chyba nie maja instynktu samozachowawczego, ciagle trwajac przy takich osobnikach... Wiec dlaczego wczesniej nie odeszlam? Te mechanizmy sa tak pokrecone... A granica wytrzymalosci wciaz sie odsuwa, bo kobieta wiele zniesie. Tylko po co.
Ja tez odchodze. Lecze sie. Jestem skupiona na sobie i dzieciach, ale bywaja momenty, ze zal sciska za serce. Zwlaszcza jak musze dzialac przeciwko niemu, bo mnie blokuje i robi na zlosc, trzeba reagowac, co zludnie daje wrazenie ze to ja pograzam go glebiej. Ale wiem ze to nie moja wina, tylko obrona konieczna. Nie mam z tym problemu. Juz przerobilam chyba wszystkie etapy wspoluzaleznienia. Najwiekszy problem na teraz to strach, zeby nie zrobil nam krzywdy w nocy, bo sobie cos wyobrazi, a druuga sprawa to zal i uznanie bezsilnosci...nie dlatego ze nqs krzywdzi, tylko bezilnosci, bo sam sie zabija i to juz widac poprostu to czuje ze dlugo juz nie pociagnie. Takiego modelu picia nie znalam, wszyscy alkoholicy ktorzy gdzies tam sie przewineli w moim zyciu, mieli tryby "kontrolowane" przez dlugie lata, a umierali na "normalne" choroby itp a nie zapijali sie tak autodestrukcyjnie, z tak ciezka depresja. Dlatego ciezko mi to przerobic, bo tutaj widac jak na dloni, ze to choroba, ze on placze, ze chce przestac, nie moze, a pozniej zmienia sie w mr Hyde'a i daje czadu az do nieprzytomnosci... Wlasnie przed chwila wyszedl prawie na czworaka, i belkotal ze chce ode mnie tabletki. Chyba mu braklo psychotropow...
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Jaskolka, Babeczka

Mój mąż niedługo umrze 2018/10/22 22:17 #28

  • Paulabandi
  • Paulabandi Avatar
  • Wylogowany
  • Bywalec
  • Posty: 22
  • Otrzymane podziękowania: 62
Trzymam za Ciebie kciuki, Babeczko, i zycze konsekwencji! Nie cofnij sie. Bo to tylko odsuwa wyrok i marnuje czas...a mvamy tylko jedno zycie. Jestem Paulina, mam 32 lata, z mezem jestem 12lat,mamy dwoje dzieci, 4 i 1,5 roku, i jestem wspoluzalezniona.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Babeczka

Mój mąż niedługo umrze 2018/10/22 22:22 #29

  • Babeczka
  • Babeczka Avatar
  • Online
  • Super Gaduła
  • :)
  • Posty: 289
  • Otrzymane podziękowania: 610
Dziękuję Paulino za Ciebie też będę trzymała kciuki %%- ja mam 43 lata i to mój niestety drugi taki związek pierwszy trwał 13 drugi 10 . Ja mam już dorosłe dzieci z pierwszego związku dwóch synów 25 i 22 lata . Pogody ducha życzę nam obu ,tej nocy i każdej następnej kwiaaatek
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Paulabandi

Mój mąż niedługo umrze 2018/10/23 18:49 #30

  • Paulabandi
  • Paulabandi Avatar
  • Wylogowany
  • Bywalec
  • Posty: 22
  • Otrzymane podziękowania: 62
Ja w calym swoim zyciu tez przeszlam takie lub inne zwiazki z uzaleznionymi, najpierw rodzice (z czym do dzis mam problem), pozbiej na studiach, nawet pierwszy konkretny pracodawca jechal na moim zaangazowaniu.. A na koniec mąż.
Czy to jest plytkie podejscie, jesli powiem ze narazie nie mam ochoty na prace nad soba, zostawiam to na pozniej, na lizanie ran, a teraz jestem wsciekla, zla, i bez skrupolow odcinam pepowine, z wszystkimi konsekwencjami, a jak bedzie mi robil problemy to mu tak ogranicze wszystko, ze nawet dzieci bedzie miec problem zobaczyc? Jeszcze nie wiem jak wyjdzie w praktyce, ale dzis w nocy mnie tak zmotywowal, jak nigdy. Zmieniam sie, z rana od razu uslyszal, co sadze o wydzwanianiu z grozbami o 2 w nocy belkotem z drugiego pokoju, poblokowany, odciety, przy okazji wyslalam do adwokata co ciekawsze zdjecia i jego wywody tworcze przez tel..
I teraz sie zastanawiam. Czy lub kiedy uznam ze moze przesadzam, ze on biedny.. W koncu wszystkie te opowiesci o uzdrawianiu rodziny, zeby nie wycofywac milosci, ze w malzenstwie to milosc jest wieczna, a inne rzeczy, jak mieszkanie, wspolzycie, kontakt sa warunkowe jesli opieraja sie na wzajemnym szacunku.. Tylko ze ja juz tej milosci nie czuje. Zabita? Winie jego. Siebie tez, ale glownie jego. Mowie sobie ze nie jego wina, a choroby. Ale winie jegozze sie nie leczy, rzetelnie i trwale.
I na ten moment wlasnie, po dzisiejszym zdenerwowaniu, przez jego zlosliwosc, wynoszenie z rana moich rzeczy (laptop, dysk, tel jakis) tylko ze zlosliwosci (nie na sprzedaz ze tak powiem), tak mi sie wlaczyla zacietosc i wkrwnie, ze bylabym zdolna zalatwic mu zakaz zblizania natychmiastowy do calej rodziny na pol roku.. A poki co wyhamowalam i pojde dalej swoja droga, przez sąd, do eksmisji. Czy to do mnie wroci, ze nie za wiele sie juz poprostu zastanawiam nad tym wszystkim, tylko dąże do usuniecia go z naszego życia? Tak bez skrupułów, na podstawie prostej złości? Bo skoro obwiniam go o wszystko, i ta złość z tego wynika, to chyba kiedys po glebszym zastanowieniu moge miec wyrzuty sumienia... A moze nie? Moze poprostu uznam ze decyzja byla sluszna, a jakie kierowaly mna uczucia teraz, to juz nie bedzie mialo znaczenia? Nie wiem, czy dojde kiedys do wtapu, zwby tak jak Dahmud spotkac sie z nim i poprosic o wybaczenie. Tyle sie unizalam i hamowalam, przepraszalam, dawalam ponizac... I wiem juz ze moje zachowanie dlugo pomagalo poglebianiu sie problemu, tylko ze... Na ten moment jestem poprostu zla, wsciekla, i to mnie napedza.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Mój mąż niedługo umrze 2018/10/23 19:04 #31

  • Paulabandi
  • Paulabandi Avatar
  • Wylogowany
  • Bywalec
  • Posty: 22
  • Otrzymane podziękowania: 62
Chyba troche to chaotycznie napisalam. Generalnie chodzi o to, czy ja musze (powinnam) rozkladac moje uczucia i kazdy ruch na czynniki pierwsze, zeby pozniej miec lzejsza psyche? I zeby z tego zwiazku sie wyleczyc? Bo coraz czesciej mi sie wydaje, ze im wiecej psychologicznych teorii, praktyk czy rozpraw czytam tym bardziej sie w to wszystko czasem zatapiam... A poprostu mam ten etap ze chxe sie odciac, i juz. Ze tak powiem, po trupach, pchana czystą złością i egoizmem.
EDIT: sama sobie odpowiedzialam na to pytanie w pierwszym zdaniu poprzedniego postu. Powielam bledy... Wiec teraz sie odciac, a pozniej przepracowac. Tak chyba bedzie najlepiej..
Ostatnio zmieniany: 2018/10/23 19:09 przez Paulabandi.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): sylwia1975

Mój mąż niedługo umrze 2018/10/23 19:07 #32

  • sylwia1975
  • sylwia1975 Avatar
  • Wylogowany
  • Moderator
  • Posty: 1673
  • Otrzymane podziękowania: 1497
Czesc mysle ze domyslasz sie ze nie mnieszkam w polsce,pewnie bym z mojim wyksztalceniem itp z glodu tam padla z dwojka dzieci,jak moj ex juz malozonek drugi raz mnie wyzucil ,bo on musi odpoczac zlozylam o rozwod.Zamieszkalam u kolezanki czekajac na swoj kat.Nigdy nie prosilam Go o wybaczenie jedynie co porozmawialismy ,powspoinalismy stare dobre i tez te zle nie zlozliwie czasy,nawet go lubie hehe,tylko niechaj niech nie za dlugo ze mna nie przebywa,nie portafilabym,tak mam ze wszystkimi exsami,czasami za nimi tesknie nawet za Panem stalkerem,no coz mowia ze czlowiek do wszystkiego idzie sie przyzwyczajic,teraz przychodzi odzwyczajanie sie.Bardzo dobrze ze chodzisz na trening,dbaj o siebie.Dahudowa moze naskrobala nie wiem bnggfgbfb bnggfgbfb ,ona wie tam zna mnie.Troche zartu sie przyda,zawsze rochmurza otoczenie.Nawet w najgorszych sytuacjach,jestesmy tak szczesliwi jak tego chcemy AAL_ANON cytac Franklina
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Mój mąż niedługo umrze 2018/10/23 19:12 #33

  • Piotrek_scyzoryk
  • Piotrek_scyzoryk Avatar
  • Wylogowany
  • Gaduła
  • Fajnie jest być trzeźwym :-)
  • Posty: 93
  • Otrzymane podziękowania: 225
I bardzo dobrze. Tak trzymaj. Wydaje mi się, że jedyne co możesz zrobić to ratowanie siebie i dzieci.
Chyba już lepiej czuć złość niż bezsilność i czekać na cud.

Piotrek alkoholik
Piotrek alkoholik.
Ostatnio zmieniany: 2018/10/23 19:12 przez Piotrek_scyzoryk.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): sylwia1975, Agata0403, Paulabandi

Mój mąż niedługo umrze 2018/10/23 19:35 #34

  • Paulabandi
  • Paulabandi Avatar
  • Wylogowany
  • Bywalec
  • Posty: 22
  • Otrzymane podziękowania: 62
Ja tez mieszkam w niemczech, i nie wracam do pl z tego samego powodu, tam bym padla w miesiac, jakby on tak chlal. A ciągnal mnie dlugo na siłę, zebysmy wyjechali, wrocili, ze on nam dom wybuduje (hahaha!). I pomyslec ze po jego odwyku rozwazalam opcje sprzedazy swojej dzialki zeby ten dom wybudowac! Dobrze ze sie w pore wstrzymalam. Mam plan wrocic, jak sie odbije, odrobie, wroce na rynek, zagwarantuje sobie mieszkanie itd.. Zawsze to razniej pozniej z rodzina. Ale z nim ciezko bedzie... Wiec jeszcze wezmę pod uwage jego miejsce przyszlego pobytu :) o ile takiego dozyje. Chociaz z calym tym topem, tytulem, podejrzewam ze przesadzilam, znajac zycie, taki to pozyje jeszcze dlugo. Reparujac sie co jakis czas w osrodku, za ktory ktos zaplaci.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): krzysiek

Mój mąż niedługo umrze 2018/10/23 19:36 #35

  • SynKróla
  • SynKróla Avatar
  • Wylogowany
  • Gaduła
  • Nie piję bo Kocham!
  • Posty: 99
  • Otrzymane podziękowania: 120
Jeśli człowiek już nic nie może to kto pomoże?

Moja żona przechodziła zemną piekło przez 9 lat. Były już dzieci na świecie.
Nigdy nie powiedziała że już mnie nie kocha. I nigdy mi nie pobłażała w moim pijaństwie. Kochała mnie nawet wówczas gdy ja krzywdziłem i była tym samym konsekwentna w postępowaniu wobec mnie nie zgadzając się na to co robię. Miała wiele metod na mnie w tamtym czasie mojego ciągłego pijaństwa.

Miłość to nie uczucia czy emocje. Jeżeli tak by było to dziś mając wspaniały dzień kocham a jutro gorszy i słabszy dzionek to już nie Kocham.

Miłość do drugiego człowieka to decyzja.

Jeśli przechodzimy przez piekło, nie zatrzymujmy się i idźmy dalej.
Miłość to także dbanie o swoje zdrowie i życie oraz najbliższych i dzieci.

Idę za Tym, który oddał wszytko. Całego siebie, całe swoje życie.
Ja tak rozumiem prawdziwą Miłość.
"Jeśli przechodzisz przez piekło, nie zatrzymuj się!"
Winston Churchill
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): krzysiek, Kingarocznik94, Paulabandi
  • Strona:
  • 1
  • 2