Witamy, Gość
Nazwa użytkownika: Hasło: Zapamiętaj mnie
Cierpisz z powodu picia bliskiej Ci osoby? Tutaj możesz podzielić się swoimi problemami, troskami.

  • Strona:
  • 1
  • 2
  • 3

TEMAT: historia jakich wiele... szkoda że moja...

historia jakich wiele... szkoda że moja... 2017/01/02 17:05 #1

  • Trusia
  • Trusia Avatar
  • Wylogowany
  • Bywalec
  • Posty: 36
  • Otrzymane podziękowania: 52
Dotychczas tylko czytałam. Teraz sie przełamałam, zarejestrowałam I postanowiłam napisać. Mój partner pije.Miał bardzo długi okres niepicia w swoim życiu, ale pije znowu od 3 lat. Moja wiedza o alkoholiżmie I o nim jako alkoholiku w tych ostatnich latach wzrosła niepomiernie, a ponieważ nie miałam do czynienia wcześniej z osobami uzależnionymi, to był dla mnie po prostu szok.
Przyjaciel, nazwe go P., jest typowym czynnym alkoholikiem, kłamiącym, oszukującym I obiecującym po każdym zapiciu, że to - ostatni raz.Jest również przemiły, jak nie pije. Teorię na temat szkodliwości picia zna na wylot ( jest z branzy okołomedycznej). W ciagu tych minionych 3 lat zaliczyliśmy szpital po zapiciu, zaliczylismy psychiatrów, a nawet kawałek terapii w ośrodku uzależnień. Teraz jest w ciągu od wigilii. Ma jeszcze inne schorzenia, w tym cukrzycę.
Teraz o mnie. Wykazuję wszystkie cechy współuzależnienia, z wyjątkiem wspólnego picia. Wczoraj postanowiłam- nie szukać butelek ( chował je w takich miejscach, że szok...), nie ograniczać kasy, nie prawić kazań, mówić o konieczności terapii. Ale nie potrafię sobie nakazac nie wpadać w panikę, nie płakać I spać spokojnie. Jestem kłębkiem nerwów, myslę tylko o tym co zastanę, jak wrócę z pracy.
Umówilam się na jutro na rozmowę z terapeutą.
Historia, jakich wiele, szkoda że moja.... Boże, co ja bym dała, żeby przestał pić...
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): tommygun

historia jakich wiele... szkoda że moja... 2017/01/02 18:12 #2

  • Bea
  • Bea Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • wszystko jest trudne, zanim stanie się proste
  • Posty: 4307
  • Otrzymane podziękowania: 7421
Napisałabym - Boże, co ja bym dała, żeby wyzwolić się z potrzeby kontroli partnera (marzenie o tym, żeby przestał pić) i zacząć potrafić zyć swoim życiem.

Jednym słowem - czas na terapię współuzależnienia. Czas na zycie na swoich zasadach, a nie podporządkowanych temu, co jest cudowny tylko czasami.
Myślałaś o tym?
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Trusia

historia jakich wiele... szkoda że moja... 2017/01/02 19:31 #3

  • chwila
  • chwila Avatar
  • Wylogowany
  • Bywalec
  • Posty: 41
  • Otrzymane podziękowania: 27
Mój mąż po kilkuletniej przerwie również wrócił do picia. Podobnie jak Ty przeżyłam szok. Co więcej dopóki nic nie robiłam w kierunku swojego zdrowienia, co dnia przeżywałam dramat. Nie o tym jednak chcę się rozpisywać.

Umówiłaś się z terapeutą, to dobry początek i kierunek.
Ze swej strony doradzam również Al-Anon.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

historia jakich wiele... szkoda że moja... 2017/01/02 20:47 #4

  • andrzejej
  • andrzejej Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Myślę, więc jestem.
  • Posty: 5130
  • Otrzymane podziękowania: 6570
Trusia napisał:
Boże, co ja bym dała, żeby przestał pić...
Trusiu :czesc:
Zaskoczeniem jest dla większości współuzależnionych propozycja terapeuty bądź Al-Anonu:
zajmij się sobą, bo na jego picie nie masz wpływu!!!
A jak to robić? Doczytaj, pytaj.
Bo, cały problem z tym, że jego picie absorbuje Cię i wykańcza psychicznie tylko dlatego, że idziesz ścieżką myślenia osoby współuzależnionej. Zajmując się nim, niańczysz niedojrzałego emocjonalnie osobnika. Pozwól mu odpowiadać za swoje pijane czyny, zdystansuj się, skup się na dbałości o swoje samopoczucie i poprawę samooceny.
Zamiast prawić nawet o terapii, czy nie lepiej zakomunikować - od teraz, sam odpowiadasz za swoje picie - to Twój wybór. Możesz przy okazji ustalić pewne zasady w domu, tylko takie, przed którymi się nie cofniesz. Musisz pokazać swą konsekwencję, by ukrócić chociaż częściowo możliwość manipulacji. Dużo pracy nad sobą, bolesnej, ale bez bólu nie rodzą się rzeczy wielkie.
Masz tu sporo przykładów, że da się. :-BD
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

historia jakich wiele... szkoda że moja... 2017/01/02 22:32 #5

  • Trusia
  • Trusia Avatar
  • Wylogowany
  • Bywalec
  • Posty: 36
  • Otrzymane podziękowania: 52
bea34 napisał:
Napisałabym - Boże, co ja bym dała, żeby wyzwolić się z potrzeby kontroli partnera (marzenie o tym, żeby przestał pić) i zacząć potrafić zyć swoim życiem.

Jednym słowem - czas na terapię współuzależnienia. Czas na zycie na swoich zasadach, a nie podporządkowanych temu, co jest cudowny tylko czasami.
Myślałaś o tym?


Pewnie masz rację, ale...nie jestem już młoda, on zresztą tez nie (byli sobie dziad i baba, bardzo starzy oboje czy jakoś tak to szło)I miałam nadzieję, że tak spokojnie dotrwamy do końca naszych dni, lecząc rózne dolegliwosci.
I teraz się okazuje, że: 1. niekoniecznie bedzie spokojnie (wręcz przeciwnie - bedzie ciężko) 2. koniec może być szybszy (dosłownie i w przenośni).
Boję sie po prostu.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): elzunia engelmohr

historia jakich wiele... szkoda że moja... 2017/01/02 22:47 #6

  • Trusia
  • Trusia Avatar
  • Wylogowany
  • Bywalec
  • Posty: 36
  • Otrzymane podziękowania: 52
andrzejej napisał:
Trusia napisał:
Boże, co ja bym dała, żeby przestał pić...
Trusiu :czesc:
Zaskoczeniem jest dla większości współuzależnionych propozycja terapeuty bądź Al-Anonu:
zajmij się sobą, bo na jego picie nie masz wpływu!!!
A jak to robić? Doczytaj, pytaj.
Bo, cały problem z tym, że jego picie absorbuje Cię i wykańcza psychicznie tylko dlatego, że idziesz ścieżką myślenia osoby współuzależnionej. Zajmując się nim, niańczysz niedojrzałego emocjonalnie osobnika. Pozwól mu odpowiadać za swoje pijane czyny, zdystansuj się, skup się na dbałości o swoje samopoczucie i poprawę samooceny.
Zamiast prawić nawet o terapii, czy nie lepiej zakomunikować - od teraz, sam odpowiadasz za swoje picie - to Twój wybór. Możesz przy okazji ustalić pewne zasady w domu, tylko takie, przed którymi się nie cofniesz. Musisz pokazać swą konsekwencję, by ukrócić chociaż częściowo możliwość manipulacji. Dużo pracy nad sobą, bolesnej, ale bez bólu nie rodzą się rzeczy wielkie.
Masz tu sporo przykładów, że da się. :-BD


Chyba teraz powoli zaczynam sobie zdawać sprawę z tego, jak jestem uzależniona od stanu zdrowia I samopoczucia P.- póki to byly dolegliwosci niealkoholowe, było OK. Akceptowałam, bo choroba nie wybiera. Picie alkoholu ( tez w koncu choroba) juz akceptowalne dla mnie nie jest, ale za to bardziej groźne.Skoro grożne, to chcę chronic, a tu się okazuje, ze sie nie da uchronic.To boli.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

historia jakich wiele... szkoda że moja... 2017/01/03 05:05 #7

  • Bea
  • Bea Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • wszystko jest trudne, zanim stanie się proste
  • Posty: 4307
  • Otrzymane podziękowania: 7421
Ależ da się uchronić.
Terapia dla współuzależnionych, psycholog - to są Twoi lekarze.
Wiek tu nie ma znaczenia.
ja też nie mam 20 lat.
czasem trzeba lat, żeby coś się okazało, postawiło nas do pionu.

Nie tylko Twój mąż ma kłopot, ale przede wszystkim Ty. Sięgnij po pomoc dla siebie.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): sylwia1975

historia jakich wiele... szkoda że moja... 2017/01/03 14:00 #8

  • aga84
  • aga84 Avatar
  • Wylogowany
  • Super Gaduła
  • Posty: 348
  • Otrzymane podziękowania: 484
Nie ważne jest czy masz 30 czy 60 lat, ważne jest aby zmieniać swoje życie na lepsze w każdym wieku. Zawalcz o siebie.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

historia jakich wiele... szkoda że moja... 2017/01/03 18:42 #9

  • chwila
  • chwila Avatar
  • Wylogowany
  • Bywalec
  • Posty: 41
  • Otrzymane podziękowania: 27
Trusia napisał:
Teraz o mnie. Wykazuję wszystkie cechy współuzależnienia, z wyjątkiem wspólnego picia.

To samo nie minie jak katar, więc trzeba je leczyć dlatego faktycznie wiek nie ma żadnego znaczenia
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

historia jakich wiele... szkoda że moja... 2017/01/03 21:48 #10

  • Trusia
  • Trusia Avatar
  • Wylogowany
  • Bywalec
  • Posty: 36
  • Otrzymane podziękowania: 52
Byłam dziś na rozmowie z terapeutą (pierwszy raz w zyciu).Niby nie powiedział niczego nowego, ale...
Uswiadomiłam sobie, jak trudno mi podjąć decyzję o zmianie myślenia. A jak musi byc trudno podjąc decyzję o zmianie życia alkoholikowi. W jednym I drugim przypadku człowiek sam decyduje, że musi dokonać jakiejś zmiany I musi sam się zmierzyc ze strachem przed przyszłością. Czyli mechanizm jest podobny, uzależnienie może być różne.
Tak kręcę, a chcę powiedzieć, że mi się otwieraja oczy na mój problem. Bo mam problem.
Terapeuta zasugerował grupę al anon(już w najbliższy czwartek). Pójdę. Nie mam juz wyjścia.
Powiedział tez pare słów, co mogę zrobic dla P. Generalnie niewiele, jeśli on sam chce pić nadal. Ja to juz wiem, ale jak człowiek usłyszy to na głos od obcego I poczyta forum, to się robi smętnie :(
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Moni74

historia jakich wiele... szkoda że moja... 2017/01/05 21:49 #11

  • Trusia
  • Trusia Avatar
  • Wylogowany
  • Bywalec
  • Posty: 36
  • Otrzymane podziękowania: 52
Chciałam tylko powiedzieć, że byłam pierwszy raz na mitingu al-anon. Poszłam, nie uciekłam, zostałam do końca. Nie czułam się obco, jakoś tak było zwyczajnie i życzliwie. Wreszcie mogłam coś komus opowiedzieć! Poczułam ulgę ( ostatnio uczucie przeze mnie nie używane).
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Moni74, andrzejej, chwila, Magda, Bea, Michael, Dahud

historia jakich wiele... szkoda że moja... 2017/01/05 21:52 #12

  • Moni74
  • Moni74 Avatar
  • Wylogowany
  • Administrator
  • e*g*a*l*
  • Posty: 10251
  • Otrzymane podziękowania: 12871
Kontakt z drugim człowiekiem to jest to, gratuluję nieodpuszczenia i podjęcia kroków ku innemu życiu, samo nic się nie zmieni @};-
Nie próbuj przeskakiwać schodów, kto ma długą drogę przed sobą, nie biegnie - Paula Modersohn-Becker (,,,) nie nauki...czujesz, że to nie tak - Przyjaciel %%-
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Magda

historia jakich wiele... szkoda że moja... 2017/03/05 07:11 #13

  • Trusia
  • Trusia Avatar
  • Wylogowany
  • Bywalec
  • Posty: 36
  • Otrzymane podziękowania: 52
Zatoczyłam koło I wróciłam do punktu wyjścia...Przyjaciel pije nadal, przerwy między zapiciami coraz krótsze. Ja ciągle zyję nadzieją, że może ten raz będzie ostatni,że przestanie, a przeciez wiem, że nie bedzie. On zmierza ku katastrofie, ja mam świadomość, że go nie powstrzymam i ta świadomość mnie wykańcza psychicznie.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

historia jakich wiele... szkoda że moja... 2017/03/05 07:54 #14

  • szekla
  • szekla Avatar
  • Wylogowany
  • Współtwórca Portalu
  • Posty: 13951
  • Otrzymane podziękowania: 16062
Witaj :)
I jak długo masz zamiar jeszcze życ z tą nadzieją, zdana na partnera picie lub niepicie?
Gdzie w tym wszystkim jesteś Ty. Piszesz o nim a ja bym chętnie poczytała co u Ciebie, jak sobie radzisz, co robisz by zdrowieć? :grin:
Słowo raz wypuszczone nigdy nie powróci.

Emilka Alkoholiczka
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

historia jakich wiele... szkoda że moja... 2017/03/05 09:02 #15

  • andrzejej
  • andrzejej Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Myślę, więc jestem.
  • Posty: 5130
  • Otrzymane podziękowania: 6570
Trusia napisał:
Zatoczyłam koło I wróciłam do punktu wyjścia...Przyjaciel pije nadal, przerwy między zapiciami coraz krótsze.
Trusia :czesc: to on zatoczył koło - wrócił do picia, Ty raczej nadal stoisz w miejscu, bo pewnie ten miting Al-Anon był jedyny. Ażeby nabrać sił i przekonania do zmian w swoim dotychczasowym podejściu do alkoholika - trzeba trochę pochodzić, posłuchać doświadczeń innych, powiedzieć czasem coś o swoim samopoczuciu, emocjach. Trzeba poczuć tych ludzi, ich przychylność, dobre intencje. Poznać ich działania w swojej sytuacji, może nawet bardziej beznadziejnej. Trzeba dać sobie szansę na poważnie, bo z doskoku - to nie działa jak trzeba.
Pozdr. :-BD
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

historia jakich wiele... szkoda że moja... 2017/03/05 09:12 #16

  • Liv
  • Liv Avatar
  • Wylogowany
  • Super Gaduła
  • Posty: 413
  • Otrzymane podziękowania: 540
Trusia napisał:
Zatoczyłam koło I wróciłam do punktu wyjścia...Przyjaciel pije nadal, przerwy między zapiciami coraz krótsze. Ja ciągle zyję nadzieją, że może ten raz będzie ostatni,że przestanie, a przeciez wiem, że nie bedzie. On zmierza ku katastrofie, ja mam świadomość, że go nie powstrzymam i ta świadomość mnie wykańcza psychicznie.
Spokojnie, wychodzenie z myślenia współuzależnionego trwa, to proces, podobnie jak dla nałogowca wychodzenie z nałogu. Najważniejsze, żebyś była w regularnym kontakcie z terapeutą i grupą al-anon.
Pamiętaj, tylko jeden dzień na raz. I nie chodzi o to, żeby stać się perfekcyjnie zdrową, tylko o to, żeby obserwować jakikolwiek postęp w zdrowieniu.
Trzymaj się, kawa na dobry początek dnia ~O)
Tylko w zdrowej teraźniejszości zbuduję zdrową przyszłość.

One Breath at a Time
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

historia jakich wiele... szkoda że moja... 2017/03/05 09:44 #17

  • Trusia
  • Trusia Avatar
  • Wylogowany
  • Bywalec
  • Posty: 36
  • Otrzymane podziękowania: 52
Dziękuję za Wasze odpowiedzi. Odpowiem zbiorczo: niewiele zrobiłam, na al-anon byłam rzeczywiście raz. Zdaję sobie sprawę, że własciwie z moim P. płyniemy na tej samej fali. On obiecuje wszystkim, że podda się leczeniu, ja obiecuję sobie, że pojde na miting. To mi pokazało, jak wygląda uzależnienie-niby wiesz wszystko w teorii, ale żeby przejśc do praktyki, trzeba determinacji. Może współuzależnienie też potrzebuje swojego upadku na dno? A ja się boję tego dna, boję się katastrofy, chociaż do niej oboje zmierzamy....
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): ...anna63

historia jakich wiele... szkoda że moja... 2017/03/05 10:03 #18

  • andrzejej
  • andrzejej Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Myślę, więc jestem.
  • Posty: 5130
  • Otrzymane podziękowania: 6570
Trusia, nie "może", a "z pewnością" potrzebujesz większego dna i Twój bohater Ci je zapewni jeśli nie robi ze sobą nic. Kiedyś Twoja rozpacz, kolejny zawód, złość, rezygnacja i uczucie bezsilności wobec jego picia - przeleją czarę goryczy. Czekasz na CUD, a cuda się nie dzieją bez udziału alkoholika. Musi chcieć.
Ty chyba jeszcze wierzysz, że PRZESTANIE DLA CIEBIE, bo kochasz. A on niestety woli - butelkę.
Taki trójkąt nie ma sensu. :-BD
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

historia jakich wiele... szkoda że moja... 2017/03/05 10:52 #19

  • Donatella
  • Donatella Avatar
  • Wylogowany
  • Super Gaduła
  • Posty: 236
  • Otrzymane podziękowania: 402
Witaj Trusia, jestem Donatella, współuzależniona.
Masz rację pisząc, że jesteśmy w tym samym miejscu co uzależnieni.
I wiemy, i chcemy, i nic nie robimy. A tak naprawdę chcemy CUDU.
Nie będzie cudu. I nie ma co żyć nadzieją, a tą nadzieją i ja obecnie żyję.
Wychodzenie ze współuzależnienia to praca na każdy nasz dzień. I będzie to trwało długo, a każdy promyk nadziei, małej zmiany, czy manipulacji alko będzie nas wytrącał z rytmu zdrowienia.
Ale czy wogóle zdrowiejemy? Bo i Ty (jak widzę) i ja...zwyczajnie tylko czekamy.
Pozdrawiam Cię serdecznie.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

historia jakich wiele... szkoda że moja... 2017/03/11 11:54 #20

  • Liv
  • Liv Avatar
  • Wylogowany
  • Super Gaduła
  • Posty: 413
  • Otrzymane podziękowania: 540
Trusia napisał:
A ja się boję tego dna, boję się katastrofy, chociaż do niej oboje zmierzamy....
Gdybyś bała się dna, zaczęłabyś się leczyć.
Ja się bałam zmian, nie wiedziałam czym ta praca nad sobą może się skończyć.
Idź na meeting. Nikt tam do niczego nie zmusza i mocno podkreśla się, że każdy ma swoje tempo zdrowienia.
Tylko w zdrowej teraźniejszości zbuduję zdrową przyszłość.

One Breath at a Time
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

historia jakich wiele... szkoda że moja... 2017/03/11 17:51 #21

  • ...anna63
  • ...anna63 Avatar
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • DZIŚ NIE PIJĘ
  • Posty: 928
  • Otrzymane podziękowania: 776
Trusiu Ja Ci napiszę tak : 13 lat nie piłam i po tylu latach zaczęłam na nowo. Ten stan trwał 2 lata. Mój mąż znosił, to do pewnego momentu, aż w końcu zagroził, że odejdzie, że zostanę sama... Też nie jestem młoda mam 53 lata. Po tej rozmowie, a właściwie po awanturze "kubeł zimnej wody na głowę" i myśli "muszę coś z TYM zrobić"
Chwila refleksji i postanowienie "pora zrobić porządek w swoim życiu"
Może i Ty spróbuj takiego szantażu. Może na faceta też TO zadziała
Powodzenia
Nigdy nie jest za późno,
żeby zacząć od nowa,
żeby pójść inną drogą i raz jeszcze spróbować...
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

historia jakich wiele... szkoda że moja... 2017/03/11 21:02 #22

  • Bea
  • Bea Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • wszystko jest trudne, zanim stanie się proste
  • Posty: 4307
  • Otrzymane podziękowania: 7421
...anna63 napisał:
Może i Ty spróbuj takiego szantażu. Może na faceta też TO zadziała
Powodzenia

Szantaż nie działa na nikogo. Chyba, że to realna do spełnienia obietnica. I trzeba się trzymać danego słowa.
Być może wiedziałaś, że mąz odejdzie, zależało Ci i dlatego podziałało.
Zwykle jednak szachowanie alkoholika nie działa.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Moni74, Magda, ...anna63, Joaśka

historia jakich wiele... szkoda że moja... 2017/05/24 20:55 #23

  • Trusia
  • Trusia Avatar
  • Wylogowany
  • Bywalec
  • Posty: 36
  • Otrzymane podziękowania: 52
Witam Was...może przejdę od razu do rzezy. Mam za sobą ponad dwa miesiące życia w nadziei, bo mój P. poszedł na terapię sam, sam ją wynalazł, sam się zgłosił i chodził. Mowię w czasie przeszłym, bo od paru dni znowu pije i to tak, jak nigdy przedtem. Zbierałam go dziś , bo leżał na klatce schodowej. Wiem, powinnam go byla zostawić itp., ale nie mogłam, ponieważ blokował jedyne wejście do bloku. Pomógł mi młody sąsiad. Niby mnie to jakoś nie ruszyło, ale z psem wyszłam dopiero jak się ściemniło. I ten wstyd mi troche rośnie, z godziny na godzinę...
Zrobilam jednak postęp, bo nie wylałam alkoholu- natknęłam się na butelkę nawet nie szukając ( bo ze wszystkich sił staram się nie szukać, nie chować, nie znajdować, nie wylewać...).
Chyba dopiero dzis poczułam moją całkowitą bezsilność. Ale pewnie musze jeszcze "przećwiczyć" znalezienie P. na trawniku pod blokiem, zgarniętego przez policję, zasikanego na chodniku albo kradnącego w sklepie...
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

historia jakich wiele... szkoda że moja... 2017/05/24 22:22 #24

  • Moni74
  • Moni74 Avatar
  • Wylogowany
  • Administrator
  • e*g*a*l*
  • Posty: 10251
  • Otrzymane podziękowania: 12871
Nadziej w tej chorobie gubi, potrzeba realniej spojrzeć, z takim zdrowym rozsądkiem, może więcej poczytać na forum, dużo jest napisane.
Nie pił dwa miesiące i teraz ten okres niepicia nadrabia, tak bywa bardzo często, brak hamulców, lecenie po równi pochyłej, nie chcę wybiegać, ale może być bardzo źle, ta choroba nieleczona postępuje i prowadzi do śmierci. Myślę, że partner stwierdził, iż potrafi kontrolowanie pić, tyle, że powrotu już nigdy nie będzie, potrafił nie pić, a sięgając po pierwszy łyk alkoholu jest się z powrotem w tej matni,
bo to lokomotywa zabija, a nie ostatni wagon, brak akceptacji tego faktu gubi, bardzo gubi, to jest igranie z własnym życiem.
Czy Ty masz pomoc dla siebie, zajmujesz się sobą czy nadal Twoje życie wyłącznie na partnerze się skupia, co robisz dla siebie?
Nie próbuj przeskakiwać schodów, kto ma długą drogę przed sobą, nie biegnie - Paula Modersohn-Becker (,,,) nie nauki...czujesz, że to nie tak - Przyjaciel %%-
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Jan53

historia jakich wiele... szkoda że moja... 2017/08/09 08:59 #25

  • Trusia
  • Trusia Avatar
  • Wylogowany
  • Bywalec
  • Posty: 36
  • Otrzymane podziękowania: 52
Witam Was, jestem po dlugiej przerwie. Tzn. podczytywalam cały czas, ale teraz piszę, ponieważ musze to wyrzucic z siebie- jest niedobrze i ze mną, i z partnerem.Ja zyje jego piciem cały czas.Teraz jestem juz w stanie rozpadu. Bylam na jednej wizycie u terapeuty, dzis wieczorem ide znowu. Bylam pare razy na al-anon. P. pije na umór i nie chce żadnej pomocy.Wiem- powinnam sie zająć sobą, ale nie potrafię,gdy bliski czlowiek zmierza ku śmierci. Wiem- nie przeze mnie pije, nie przeze mnie przestanie.Wiedziec to jedno, ale czuc w sobie winę to drugie. Jak cos się stanie z P.złego, nie dam rady sie podnieść... przepraszam za malo optymistyczny wpis. Ulgę przynosi tylko płacz, więc płaczę. Tyle mogę...
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): jedynataka

historia jakich wiele... szkoda że moja... 2017/08/09 12:47 #26

  • Dahud
  • Dahud Avatar
  • Wylogowany
  • Moderator
  • Carpe diem...
  • Posty: 728
  • Otrzymane podziękowania: 1341
Jesli ci to przynosi ulge, to placz, ale nie pozwol na to, by rozczulanie sie nad alko, ktory ma swoj rozum, przeslonilo ci cel rzeczywisty. To TY jestes tym celem. Nie odbieraj sobie prawa do zycia.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Trusia

historia jakich wiele... szkoda że moja... 2017/08/09 15:58 #27

  • Bea
  • Bea Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • wszystko jest trudne, zanim stanie się proste
  • Posty: 4307
  • Otrzymane podziękowania: 7421
Korzystaj z terapii. Pomóż sobie. Jemu nie mozesz
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

historia jakich wiele... szkoda że moja... 2017/08/10 08:58 #28

  • Hevelius
  • Hevelius Avatar
  • Wylogowany
  • Super Gaduła
  • Nemo iudex in causa sua
  • Posty: 651
  • Otrzymane podziękowania: 1316
Trusia napisał:
Ulgę przynosi tylko płacz, więc płaczę. Tyle mogę...
Możesz dużo więcej. Masz cały wachlarz możliwości i dobrze o tym wiesz. Wiesz również, że nic się samo nie zrobi. Pewnie, że popłakać nad sobą i swoją sytuacją też czasami nie zawadzi, ale czy to coś zmieni? Ratunek jest w działaniu, działaniu dla dobra samej siebie. No i w decyzjach. Czy dojrzałaś do nich?
Honi soit qui mal y pense!
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Bea

historia jakich wiele... szkoda że moja... 2017/08/18 20:20 #29

  • Trusia
  • Trusia Avatar
  • Wylogowany
  • Bywalec
  • Posty: 36
  • Otrzymane podziękowania: 52
Czy dojrzałam do decyzji? Nic już nie wiem... Poczułam dziś taką totalną bezsiłę i bezradność wobec siły alkoholu u mojego partnera. I dojmujący żal. Wiem-odciąć się, zająć się swoją terapią, on jest dorosły, odpowiada za siebie. Wiem. Teorię znam.
Mam już za soba 3 spotkania z terapeutą (prywatnie) oraz umowione spotkanie na 1 września w osrodku uzależnień.
A we mnie czarna rozpacz.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): elzunia engelmohr

historia jakich wiele... szkoda że moja... 2017/08/18 20:36 #30

  • Bea
  • Bea Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • wszystko jest trudne, zanim stanie się proste
  • Posty: 4307
  • Otrzymane podziękowania: 7421
Trusiu
Strach to jedno, a żal swojego życia,, które przetracasz, to inne.
Żal się tu, a życie naprawiaj w realu. Nie masz nic w NFZ?
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

historia jakich wiele... szkoda że moja... 2017/08/19 08:07 #31

  • Trusia
  • Trusia Avatar
  • Wylogowany
  • Bywalec
  • Posty: 36
  • Otrzymane podziękowania: 52
Bea, dzięki. Ten wrzesniowy termin to z NFZ.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Bea

historia jakich wiele... szkoda że moja... 2017/08/19 17:08 #32

  • Bea
  • Bea Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • wszystko jest trudne, zanim stanie się proste
  • Posty: 4307
  • Otrzymane podziękowania: 7421
super.
już niedługo. Już się powoli zbliża ten moment, kiedy będziesz miała świadomość siebie, swoich potrzeb i źródeł strachu.
kwiaaatek
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

historia jakich wiele... szkoda że moja... 2017/08/19 17:36 #33

  • milenusia
  • milenusia Avatar
  • Wylogowany
  • Gaduła
  • Posty: 113
  • Otrzymane podziękowania: 74
Trusiu wiek nie ma znaczenia moja mam ma 61 lat i od 3 lat żyje obok ojca (pije) i w końcu sie przemogła wezwała policję -strasznie ją wyzywał oskarżał o zdrady itp itd i nie wytrzymała i zrobiła to później 2 raz policja i ma założoną niebieską kartę ojciec był na przymusowym leczeniu nic to nie pomogło ale mam od niego się odcięła tzn mieszkamy z nim ale nie gotuje mu, nie sprząta on sam ma swój pokój w którym ma taki porządek że.. jak na razie mieszka z nim pod jednym dachem bo nie ukrywam pomaga mi przy dzieciach ale juz przed końcem rok wyprowadza się do mojego brata zresztą kupiła nawet ze mną działkę patrzy sama na siebie ojciec do dziś jej ubliża wiadomo że też jej to sprawia ból ale wie że jak się wyprowadzi jej koszmar się skończy a to już bardzo blisko także głowa do góry i działaj samo nic się nie zrobi
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Dahud, elzunia engelmohr

historia jakich wiele... szkoda że moja... 2017/09/14 07:55 #34

  • Trusia
  • Trusia Avatar
  • Wylogowany
  • Bywalec
  • Posty: 36
  • Otrzymane podziękowania: 52
Witam was.... Kilka razy zbieralam się, żeby cos napisac, ale sytuacja tak szybko się zmienia, że te wpisy traciły aktualność z dnia na dzień...
Chodzę na spotkania z terapeutką, już mialam dwa, teraz mam przerwę 2-tygodniową , ale kolejne terminy już mam wyznaczone.Staram się "starać" o siebie.
Moj P. zaliczył 2-tygodniowy detoks.Robił plany na leczenie. Ja nie wpadałam w euforię, byłam sceptyczna, czy tym razem się uda.Miałam rację.Dzień po wyjściu zapił. Dziś pije czwarty dzień. Ciężko mi. Jestem w pracy, ale nie mogę się skupić. Boję się, wiecie czego....
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

historia jakich wiele... szkoda że moja... 2017/09/14 08:11 #35

  • Dahud
  • Dahud Avatar
  • Wylogowany
  • Moderator
  • Carpe diem...
  • Posty: 728
  • Otrzymane podziękowania: 1341
,, Boje sie, wiecie czego...''....
Czego, Trusiu??
Ze wpadnie w ciag? Ze sie zapije na smierc?..W ciagu juz jest, a umrzec nie jest tak latwo i szybko...Jest po detoksie, wiec ,,podreperowali'' mu organizm. Ma jeszcze sile do picia, przezyje. Ale to wszystko bez znaczenia. Czego sie boisz? I czemu wiazesz strach z partnerem? Czemu nie myslisz o sobie? Czemu skupiasz sie wciaz na nim, skoro wiesz, ze nie masz na nic wplywu? Na jego zachowanie i wybory...Wiem, ze to baaaardzo trudne, pozostawic alko samemu sobie, ale sprobuj koncentrowac sie na sobie.Nie mowie, ze masz od niego odejsc, bo nie jestes jeszcze na to gotowa, ale.... Zaczelas terapie, odszukaj grupe alanon, to pomaga, gdy mozesz rozmawiac z innymi, ktorzy rozumieja twoj problem. I pisz tutaj, na forum...niewazne, ze sytuacja ci sie zmienia co chwile...to sie nazywa zycie ^^)
A teraz usmiechnij sie do siebie samej, powiedz sobie kilka milych rzeczy i do przodu. Jesli sama siebie pokochasz, zobaczysz, jak szybko zmieni sie podejscie innych do ciebie :ymhug:
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): sylwia1975, Magda, elzunia engelmohr
  • Strona:
  • 1
  • 2
  • 3