Witamy, Gość
Nazwa użytkownika: Hasło: Zapamiętaj mnie
Ta część Forum jest dla Dzieci, których rodzice aktualnie lub w przeszłości nadużywali alkoholu lub innych środków chemicznych

Moderator: Sylwia1975

TEMAT: Obwinianie się...

Obwinianie się... 2019/05/16 16:41 #1

  • Anastazja.to.ja
  • Anastazja.to.ja Avatar
  • Wylogowany
  • Nowicjusz
  • Posty: 3
  • Otrzymane podziękowania: 6
Cześć wszystkim, to mój pierwszy post na tym forum, ale od dłuższego czasu czytam Wasze wpisy.
Mam 24 lata i jestem DDA. Za 2 tygodnie zaczynam terapię i mam nadzieję, że to cokolwiek zmieni w moim życiu.
Wybaczcie, ale w tym momencie jeśli ktokolwiek w jakikolwiek sposób mógłby chociaż odrobinę mnie zrozumieć, to chyba właśnie Wy.
Nie będę tutaj opisywać całej mojej historii z dzieciństwa, napiszę tylko, że mój ojciec jest alkoholikiem, ale również żołnierzem zawodowym. W domu nie dość, że było "nieciekawie" ze względu na jego nałóg, to również mnie i moją siostrę traktował zawsze jak swoich podwładnych, nigdy jak dzieci.

Mam bardzo przytłaczające myśli, rozmawiam o tym z przyjaciółkami, z mamą, ale nie bardzo mi to pomaga. Może ktoś z Was będzie umiał do mnie trafić, żebym jeszcze chwilę wytrwała, do terapii.

W styczniu zerwał ze mną chłopak, po 3 miesiącach chodzenia ze sobą. I wiem co sobie niektórzy pomyślą, że 3 miesiące to nic.A dla mnie to był pierwszy chłopak, pierwszy w moim życiu. Poznalismy się na aplikacji randkowej, spotykaliśmy się. Dla mnie świat się zatrzymał, wreszcie się komuś spodobałam, ktoś pierwszy raz w życiu się mną zainteresował, powiedział, ze jestem piękna. Nie spędzałam wreszcie samotnie weekendów, miałam z kim porozmawiać.
Po pewnym czasie zaczęły wychodzić pewne rzeczy, które mi nie pasowały. Ten chłopak naciskał bardzo na to, żebym jednak o wszystkim mu mówiła. W „poradnikach” też podkreślano, że należy rozmawiać.
No to stwierdziłam okej, mówimy.
No i mówiłam co mi nie leży, że nie podoba mi się to, że gdy zabrał mnie w obce miejsce do swoich znajomych, to upił się do zgona. Że gdy planował wyjazd dla nas ze znajomymi, to mnie o niczym nie informował, to ja zwracalam mu uwagę o udzielenie jakichkolwiek informacji. I widzicie, wszędzie jest napisane, żeby rozmawiać, bo DDA tego nie robią ze strachu przed odrzuceniem.

A ja rozmawiałam. I mnie rzucił.

I teraz siedzę i zadręczam się myślami, że może gdybym nie powiedziała tego, albo tamtego, to by mnie nie rzucił.

To on mnie uświadomił, że jestem DDA. Przy rozstaniu. Bo kiedyś się przed nim otworzyłam i opowiedziałam mu troszeczkę o moim ojcu. Był pierwszą osobą, której cokolwiek na ten temat powiedziałam, zaufałam mu, a on mnie zostawił. Sam przyznał mi się kiedyś, że chodził przez jakiś czas na mitingi do AA, bo na imprezie po pijaku chciał pobić byłą dziewczynę.
No właśnie, teraz widzę te "żółte lampki ostrzegawcze", że pakowałam się w związek z kopią mojego ojca...

Przyszedł i zerwał ze mną, bo jestem DDA. Poczułam się jak człowiek gorszego sortu, coś na zasadzie- Ty jesteś popsuta, a ja zasluguje na normalną dziewczynę. Widzicie, pod względem charakteru, zainteresowań, rozmowy wszystko było super. Tylko mnie przeszkadzało to, że facet ma 27lat i mieszka z 3 kolegami, a w mieszkaniu urządzili sobie akademik, piwko co wieczór, brak starań o dbałość w związku.
Widzicie, ja też lubię na imprezie napić się piwa albo wina, ale wszystko w granicach rozsądku, a u niego każda impreza powinna się kończyć zgonem, bo inaczej to nie była udana impreza :/

A teraz nie potrafię wyrzucić z siebie tej myśli, że jestem gorsza, beznadziejna. Że nie zaslugiwalam na takiego chłopaka jak on. Nie wiedziałam, że odrzucenie może tak bardzo boleć.

Boli też to, że od dnia rozstania nie napisał do mnie ani słowa. Przez 3 miesiące pisaliśmy, rozmawialiśmy codziennie przez cały czas. A tu nagle cisza, nic. Jakbym była nic nie znaczącą osobą w jego zyciu, którą można tak niesamowicie łatwo wymazać z pamięci.Ja również od dnia rozstania nie napisałam nic do niego, bo stwierdziłam, ze nie tędy droga, a ja nie chcę żebrać o miłość i błagać go o powrót.

Po prostu jest to kolejny facet w moim życiu, który mnie zostawił (wiem, że rozstania to rzecz naturalna) ale mnie tak trudno to zaakceptować i pogodzić się z tym, że kolejna osoba mnie nie chce.

Wiem, że dla niektórych może to głupota i błahostka, ale dla mnie te myśli są strasznie uciążliwe i zadręczające, boję się jak wytrwam jeszcze te 2 tygodnie...
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): jerzak, hofi, Alex75

Obwinianie się... 2019/05/16 16:55 #2

  • olka2019
  • olka2019 Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 2070
  • Otrzymane podziękowania: 3257
Witaj Anastazjo.
Jestem Olka współuzależniona.
Z mojej perspektywy jesteś wygrana. Nic tutaj nie było Twoją winą. To co piszesz o chłopaku mnie wygląda na jakieś dysfunkcje delikatnie mówiąc. Zaprasza Cię do swoich znajomych i upija się? Mieszka z trzema facetami jak student w wieku 27 lat? Chciał pobić dziewczynę po pijaku? Już niedługo pomyślisz, że jego odejście było najlepszym co mogło Ci się wydarzyć bo to nie mogło się dobrze skończyć. Jako DDA i DDD chyba szukasz akceptacji i potrzebujesz kogoś kto wreszcie pozwoli Ci być małą dziewczynką.
Takie mam odczucia. Jakby o sobie pisała. Pierwszy mąż niedojrzały społecznie i emocjonalnie nie czuł potrzeby pójścia do pracy w wieku 30 lat a drugi wieloletni alkoholik manipulujący i oszukujący wszystkich na czele ze mną. A ja leciałam w te związki jak ćma do światła.
Teraz mam już świadomość, że jestem DDD i ratuję siebie.
Czekasz na terapię, to bardzo dobrze. Poszukaj grupy Al-anon w pobliżu.
Nie jesteś już sama. Ja wiem jak się czujesz bo czułam się tak samo.
Czytaj wątki współuzależnionych na forum. Pisz na priv jeśli potrzebujesz.
Przytulam Cię mocno. :ymhug:
"Przeszłość minęła, dokonała się.
Istnieje tylko doświadczenie chwili"
Ostatnio zmieniany: 2019/05/16 16:56 przez olka2019.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Alex75, Carla746, Anastazja.to.ja

Obwinianie się... 2019/05/16 18:18 #3

  • williwilli55
  • williwilli55 Avatar
  • Online
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 1363
  • Otrzymane podziękowania: 2867
:czesc:
Darek alkoholik
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Obwinianie się... 2019/05/16 18:22 #4

  • Tomoe
  • Tomoe Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 4277
  • Otrzymane podziękowania: 6897
Witaj Anastazjo. :czesc:
Ja mam na imię Alicja, jestem trzeźwą alkoholiczką. Jestem również DDA, po terapii.
Fajnie, że ty także zamierzasz skorzystać z profesjonalnej pomocy.
A ten związek... Dobrze, że się skończył. Jak sama napisałaś, znalazłaś sobie chłopaka, będącego kopią twojego ojca.
Boli? Ano, musi boleć, ale ten ból dał ci impuls do leczenia, więc dobrze, że go w ten sposób wykorzystałaś. kwiaaatek
Kobiety i koty zawsze robią, co chcą, więc mężczyźni i psy niech się z tym pogodzą. (Robert A. Heinlein)
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Alex75, Anastazja.to.ja

Obwinianie się... 2019/05/16 19:49 #5

  • Płotka
  • Płotka Avatar
Cześć, jestem alkoholiczka, dda i współuzależniona.

Kiedy poznasz i pokochasz siebie to pojawi się ktoś dla ciebie, ten jedyny. Nie będziesz musiała na niego zaslugiwac. Nie będziesz się zastanawiać co powiedzieć a czego nie bo będziesz po prostu sobą. To czeka cię po terapii:)
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Obwinianie się... 2019/05/16 20:14 #6

  • sylwia1975
  • sylwia1975 Avatar
  • Wylogowany
  • Moderator
  • Posty: 1853
  • Otrzymane podziękowania: 1793
Witaj rozumniem twoj bol.Ale to chyba lepiej ze to juz sie skonczylo. ZAKOCHAC mozna sie w kazdym ale spijt bed emocji. CO TO ZA FACET byl.Dobre strony ma kazdy. Ale te zie tez sie Licza. DDA nigdy nie jest drugiej kategori,raczej pierwszej bo kto sie bardziej rozwija jak nie Dda
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Obwinianie się... 2019/05/17 10:15 #7

  • Aga89
  • Aga89 Avatar
  • Wylogowany
  • Super Gaduła
  • Posty: 325
  • Otrzymane podziękowania: 961
Anastazjo, ja też jestem DDA do tego współuzależniona. Powiem Ci o moim doświadczeniu z terapii, chociaż byc może dla kogoś jest to oczywista oczywistośc, ja odkryłam to dopiero na terapii.
Dorastanie w domu, gdzie ojciec pił, obwiniając przy okazji mnie za zło wszelkiego świata sprawiło, że już w nastoletnim życiu zaczęłam nałogowo uzależniać się od ludzi. Zabiegałam o ich względy, prosiłam o ich atencje, o względy, oddawałam 200% siebie w nadziei, że ktoś da mi siebie, że nie tylko mi odpłaci tym samym, ale wypełni jakoś tę pustkę w sercu, w duszy.
W rezultacie, kiedy ludzie odchodzili- bo taka jest natura świata, że nie każda relacja zawiązuje się na zawsze- była to moja wina. Czarne myśli plątały mi się po głowie, bo znów pojawiało się to uczucie odrzucenia- znane mi z dzieciństwa, kiedy to opuszczał mnie (emocjonalnie) ojciec. Oczywiście uważałam, że to moja i wyłącznie moja wina. Że coś musi byc ze mną nie tak, skoro ludzie uciekają, nie szanują mnie, nie czują potrzeby bycia obok.
Jedynym schematem jaki znałam w swojej głowie to ten, gdzie jestem winna. Tata obwiniał mnie o wszystko- o to co robiłam ale też to na co wpływu nie miałam i miec nie mogłam. Czułam, że muszę zasłużyc na jego miłośc, że ona jest jak domek z kart, że trzeba się z nią obchodzic jak z jajkiem, bo ona może runąc tak łatwo.
Dlatego kiedy coś waliło się w moich poźniejszych relacjach- czy to przyjacielskich, czy romantycznych- powod tego był tylko jeden- NIE DOŚC SIĘ STARAŁAM I DOMEK Z KART RUNĄŁ.
Nikt nie przygotował mnie na dorosłe życie. Nikt nie nauczył tej jednej bardzo ważnej cechy- poczucia własnej wartości i godności. Wręcz przeciwnie, wpajano mi, oczywiście niedosłownie- że pokora i uniżanie się to metoda na spokojne życie. Wszak to jedyne co w moim domu rodzinnym było obecne w nadmiarze.
A teraz do sedna: poczucie bycia gorszym, niegodnym, niewartościowym to chyba cecha charakterystyczna DDA. Cokolwiek złego w życiu się nie wydarzy, zawsze wina jest moja- ja tak myślałam. Dodatkowo przypisywałam nadnaturalne, wręcz magiczne znaczenie relacjom, które w ogóle nie miały jakichkolwiek podstaw by takie byc. Relacjom przypadkowym, krótkotrwałym. Po 2 miesiącach znajomości byłam w stanie oddać za kogoś serce a nawet zdrowie- poszukując tym samym złotej recepty na gorejącą pustkę w swojej duszy. Te relacje, wieczne poszukiwanie tego CZEGOŚ- one początkowo przynosiły ukojenie duszy, ale prawda... smutna prawda jest taka, że żadna z nich nie mogła "wypalic", a to dlatego, że ja oczekiwałam za dużo, oczekiwałam CUDU..
Oczekiwałam od ludzi tego WOW, tej magii, 400% oddania, ale... to i tak było za mało. Chciałam więcej, więcej i WIĘCEJ. Byłam niespełniona, bo te relacje nie "naprawiały" mojego życia, bo nic nie jest w stanie go naprawic z wyjątkiem pracy nad sobą, na terapii. Im więcej pragnęłam i tym samym dawałam od siebie- tym gorszy był upadek, kiedy relacje się kończyły. Pojawiały sie pytania, czemu ktoś o mnie nie walczy, czemu nie pisze, nie dzwoni, czemu zrezygnował ze mnie, z nas. Skutkiem takich pytań było oczywiście poczucie, że jestem niechciana, odrzucona, niepotrzebna.
To straszne uzalezniac swoje poczucie wartości wyłącznie od akceptacji drugiej osoby. Dziś wiem, że poczucie własnej wartości się ma niezależnie od okoliczności- może się zachwiac, ale nie zniknąc. Dziś, chociaż jestem na początku drogi- mówię sobie- nie wyszło, trudno. Jeśli nie wyszło,to znaczy, że nie było to oparte na trwałych fundamentach, że tak miało właśnie byc. Jest taki tekst pezeta "jeśli mimo wątpliwości to nie będzie proste- nie będzie intuicyjne, coś innego będzie dobre". I tak właśnie jest z relacjami.


Zapytasz może, jak się ma mój długi post do Twojej historii. Odnalazłam w niej troszkę z siebie. Dziękuję za to. Ale pamiętaj jedno- choc moze to oczywista oczywistośc- ktoś, kto nie szanuje szczerości, kto nie umie jej przyjąc, kto odrzuca nas bo szczerze i otwarcie powiedzieliśmy mu o naszym życiu, problemach w dzieciństwie- to gdzie tu akceptacja, będąca podstawą związku?. To nie oznacza, że jest gorszy, że psy na nim trzeba wieszac- absolutnie nie. Po prostu relacja z nim nie opierałaby się na żadnych fundamentach- bo gdzie nie ma zaufania, pola do szczerości- tam nigdy nie zakwitnie żadna, absolutnie żadna głębsza więź.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Beata01, Artur034, Płotka, olka2019, Anastazja.to.ja

Obwinianie się... 2019/05/17 10:32 #8

  • Alex75
  • Alex75 Avatar
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 1156
  • Otrzymane podziękowania: 1883
Witaj
Dużo już zostało napisane. Dobrze że zauważyłaś schemat, chłopak taki jak ojciec.
Chciałabyś takiego związku? Twój chłopak chodził na meeting AA. Wiesz o czym to świadczy. Poczytaj wątki współuzależnionych i oczami wyobraźni spróbuj zobaczyć jakie piekło byś sobie zgotowała.

Terapia pomoże ci poradzić sobie z uczuciem porzucenia (mi pomogła). Ale co ważniejsze staniesz się inna osobą i nie będziesz podświadomie lgnęła do mężczyzn będących kopią ojca
Ostatnio zmieniany: 2019/05/17 10:32 przez Alex75.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): olka2019, Anastazja.to.ja

Obwinianie się... 2019/05/18 09:12 #9

  • Anastazja.to.ja
  • Anastazja.to.ja Avatar
  • Wylogowany
  • Nowicjusz
  • Posty: 3
  • Otrzymane podziękowania: 6
Dziękuję Wam bardzo, za wszystkie odpowiedzi. Dobrze jest wiedzieć, że jest ktoś, kto czuje się podobnie jak ja, kto rozumie te moje rozterki. Mam wielu wspaniałych znajomych, ale nikt nie potrafi zrozumieć moich uczuć i mam wrażenie, że się mijamy.
No właśnie, moim problemem jest to, że ja po krótkiej znajomości dla drugiej osoby potrafię zrobić i poświęcić wszystko...
Dla tamtego chłopaka starałam się, dbałam o niego, na każdym kroku chciałam mu sprawiać mnóstwo przyjemności...
Wybaczcie, że tak to ujmę, ale uważam się za w miarę ogarniętą osobę, inteligentną, ale pod względem suchej wiedzy z książek. Jak dochodzi do relacji z drugim człowiekiem, to ja nagle głupieję... Z perspektywy czasu zaczynam dostrzegać, że ta relacja nie była dobra.

Ale mam jeszcze jeden problem, może i tutaj ktoś mi pomoże, podzieli się swoimi odczuciami. Bo nie wiem dlaczego, ale gdy przeczytam, że ktoś ma podobnie, z kim chociaż po części mam coś wspólnego, to przestaję myśleć o sobie w kategorii... dziwoląga? że coś jest ze mną nie tak :/

Mam do siebie ogromny żal o to, że nie potrafię się bawić. Nie umiem wyjść na imprezę i się wyluzować, pożartować, pośmiać się. Cały czas jestem spięta. Nawet gdy spotykam się z ludźmi, których znam wiele lat, i tak czuję gdzieś w sobie jakąś blokadę.
Zawsze powtarzam, że nie robię dobrego pierwszego wrażenia. Jestem cicha, zamknięta, speszona i onieśmielona.
Z tamtym chłopakiem wyjechaliśmy na Sylwestra do jego znajomych, na początku rzeczywiście byłam onieśmielona, ale potem starałam się i pod koniec wyjazdu swobodnie rozmawiałam już z częścią osób.

Często powtarzam, że znajomość ze mną rozkwita po pewnym czasie.
Tylko tak często tego czasu nie otrzymuję...
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): olka2019

Obwinianie się... 2019/05/18 09:23 #10

  • olka2019
  • olka2019 Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 2070
  • Otrzymane podziękowania: 3257
Mój znajomy tekst "nie robię dobrego pierwszego wrażenia".
Nie wiem jak u Ciebie ale ja zawsze myślałam, że wynika to u mnie z braku zaufania do ludzi. Teraz pod wpływem mojej nowej wiedzy i doświadczeń odkrywam, że problem leży chyba głębiej. Okazuje się, że to brak akceptacji siebie, brak świadomości, że zasługuję na szacunek co więcej - brak szacunku do samej siebie. To są moje odkrycia sprzed tygodnia.
Całe życie żyłam sprawiając wrażenie tak pewnej siebie, że aż może czasem aroganckiej i okazuje się, że to kolejna kreacja...
"Przeszłość minęła, dokonała się.
Istnieje tylko doświadczenie chwili"
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Terapia 2019/06/09 21:57 #11

  • Anastazja.to.ja
  • Anastazja.to.ja Avatar
  • Wylogowany
  • Nowicjusz
  • Posty: 3
  • Otrzymane podziękowania: 6
Witajcie Moi Drodzy,
Zaczęłam terapię grupową (to jest moja pierwsza w życiu terapia, od lutego wiem że jestem DDA), jestem po trzecim spotkaniu.
Czytałam, wiedziałam że będzie ciężko. Ale nie zdawałam sobie sprawy, że to tak we mnie uderzy, że będę taka... Rozbita.
Mam wrażenie jakbym sama się raniła. Boję się, że stanę się kimś innym, że moje życie się zmieni.
Jakie doświadczenia Wy macie ze swoich terapii? Czy takie uczucia, obawy też Wam towarzyszyły?
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): sylwia1975, AgaMars

Obwinianie się... 2019/06/10 02:41 #12

  • Namika
  • Namika Avatar
Terapia nie robi z dda kogoś innego tylko pozwala dotrzeć do siebie ukrytego w skorupach. Każde z uczuć które ci będzie towarzyszyć jest ważne, złość, strach, smutek, radość. Wszystkie o czymś będą mówić.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Terapia 2019/06/10 11:32 #13

  • AgaMars
  • AgaMars Avatar
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 1260
  • Otrzymane podziękowania: 3471
Anastazja.to.ja napisał:
Boję się, że stanę się kimś innym, że moje życie się zmieni.

Czy jestes zadowolona z tego kim teraz jestes, z tego jakie jest twoje zycie? Z tego co przeczytalam we wczesniejszych postach, to chyba nie bardzo. Dlaczego boisz sie w takim razie, ze twoje zycie moze sie zmienic? Myslisz, ze na gorsze? Albo ze ty sie zmienisz na gorsze?
Jesli chcesz poczytac o moich doswiadczeniach to zapraszam cie do mojego watku.
Pozdrawiam
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Terapia 2019/06/10 12:40 #14

  • Aga89
  • Aga89 Avatar
  • Wylogowany
  • Super Gaduła
  • Posty: 325
  • Otrzymane podziękowania: 961
ja na terapii oprócz oczywistego bólu który musiałam z siebie wylac, zaczęłam rozumiec siebie. To był najważniejszy punkt mojej terapii.
W jakim sensie? Pamiętam, ze było kilka spotkań, pod rząd, kiedy czułam, w środku coś co mogę opisac jako "jestem totalnie beznadziejna, jestem zepustym człowiekiem"- ogrom tego co robiłam, jak myślałam, jakie "zasady" mną kierowały w życiu po prostu mnie przytłoczył. Otworzyła sie jakaś szufladka w mojej głowie pt. "taka właśnie jestem". I nie bardzo spodobało mi się to co w niej zobaczyłam.
Słyszałam czasem, że zbyt krytycznie do siebie podchodzę, to znaczy zbyt "emocjonalno-krytycznie". Zdawac sobie sprawę ze swoich przywar a lamentowac i włosy sobie z głowy z ich powodu rwac to dwie rożne rzeczy. A ja niestety każdą swoją przyware, wadę, błąd czy jakkkolwiek to nazwac- roztrząsałam i robiłam przysłowiową tragedię.
A jak jest teraz? Teraz nad tym pracuję. Każdego dnia. Już nie robię tragedii, ale też nie usprawiedliwiam się. Mam masę "problemów ze sobą"- między innymi strach przed odrzuceniem, ale też wiele jest we mnie wad, do których nigdy się przyznac nie chciałam przed sama sobą. Wiele razy reagowałam złością, agresją wręcz, kiedy ktoś delikatnie mi je wykładał.
Moje życie się zmieniło, ale to chyba nie tak, że jestem obcą osobą. To cały czas ja, tylko bardziej swiadoma, bardziej...umiejąca prowadzić siebie samą za rękę. Wiem, jakie są moje ograniczenia- wiem, jakie są moje "ryzyka", "punkty zapalne"- dzięki temu, że je dostrzegłam -> ZAAKCEPTOWAŁAM to że istnieją -> przepracowałam (lub przepracowuje), myślę, że zaczęłam życ w pelni swiadomym życiem. Wciąż jednak wiele zmian przychodzi mi z trudem.
Wiem np. że mam ogromny problem z wybuchami złości. One są spowodowane tym, że jakieś moje oczekiwania się nie spełniły- i to wytrąca mnie totalnie z równowagi. To pokłosie mojej potrzeby kontrolowania wszystkiego, żeby było tak jak ja chcę i jak ja zrobiłam- nadmiernej odpowiedzialności za wszystko i przejmowania kontroli. Jestem bardzo krytyczna wobec innych ludzi i wymagam perfekcjonizmu, nierealnego wręcz czasami. Dzięki temu wiem, że kiedy coś pójdzie nie po mojej myśli- to mogę sobie przetłumaczyć, że złośc jest nie na samą sytuację, ale na to, że Aga chciała tak, a wyszło owak. Że ta złośc jest "moja własna", ona nie została wlana do mojej głowy przez "sytuację". Łatwiej wtedy ją kontrolowac- przynajmniej mnie.

Terapia pokazała mi drogę do spojrzenia na siebie jakby troszke z boku. Bez nadmiernej egzaltacji, bez lamentowania, takiego trochę suchego, szczerego spojrzenia na swoje zycie w krytyczny sposob. Wyrazania swoich emocji, bo jeśli np. coś mnie boli, to nie owijam już w bawełnę półsłówkami, tylko mówię wprost, że to i tamto mnie boli. Nie uciekam od emocji, które czuję, ale też nie wybucham nimi na prawo i lewo, nie pielęgnuję jak w przysłowiowej tragedii greckiej. Emocje odczuwam -> i przepracowuje je, staram się je rozumiec.

Dla mnie natrudniejszym etapem był rozrachunek z samą sobą. Dokonany jak pisałam, troszke jakby "z boku". Naprawdę ciężko jest przyznac się do błędów, wad, złych wyborów, braku szacunku do siebie itp.- przynajmniej mnie było bardzo ciężko.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): AgaMars, Aksamitka