Witamy, Gość
Nazwa użytkownika: Hasło: Zapamiętaj mnie
Ta część Forum - jest dla Dzieci,których rodzice aktualnie,lub w przeszłości nadużywali alkoholu,lub inne środki chemiczne.

Moderator: Sylwia1975

TEMAT: Moja historia

Moja historia 2017/03/01 01:18 #1

  • ptaszyna
  • ptaszyna Avatar
  • Wylogowany
  • Nowicjusz
  • Posty: 1
  • Otrzymane podziękowania: 3
To mój pierwszy post. Proszę o wyrozumiałość.
Jednocześnie proszę także o nieodsyłanie mnie do poczytania o alkoholizmie, gdyż naprawdę dużo o nim czytałam, przerobiłam mnóstwo "sposobów na alkoholika", terapie, próby leczenia. Piszę tutaj, gdyż czuję się bezsilna i może ktoś z Was mógłby mi podpowiedzieć, co dalej?

Zarys mojej sytuacji:
W moim domu alkoholizm dotknął ojca x lat temu. Do mnie zaczęło docierać, że w mojej rodzinie jest coś nie tak, kiedy byłam w gimnazjum. Na początku nie rozumiałam, dlaczego wieczorami lepiej nie rozmawiać z ojcem, dlaczego ojciec raz jest najlepszym ojcem na świecie, a za chwilę demonem, dlaczego nigdy nie mogę przyprowadzać koleżanek do domu? W liceum następowały okresy buntu, kiedy często kłóciłam się z ojcem, a wszelkie rebelianckie zapędy starała się gasić mama, bo spokojniej było w ciszy pozwalać mu pić. Nie było wtedy awantur ani złośliwości.
Mniej więcej też wtedy mama podjęła pierwsze próby leczenia ojca - zawoziła go do psychiatry, na terapie AA i inne takie. Miał jeden rok trzeźwości, kiedy wyraził zgodę, by wszyć sobie esperal, ale po roku wszystko wróciło do normy. Przez okres choroby mojego ojca już trzy razy otarł się o śmierć - dwa razy prawie się zapił, raz miał sepsę. Parę razy spadł ze schodów - miał połamane żebra i bark. Nawet aspekt zdrowotny do niego nie przemówił. A diabli złego nie biorą.
Wszystko to oczywiście wpłynęło na mnie i ukształtowało typowe DDA - zakompleksione, bez swojego zdania, wiecznie przerażone dziecko, a jednak dorosłą osobę.
Dopiero kiedy poszłam na studia zrozumiałam, że kiedyś taka nie byłam. Jako dziecko byłam roześmiana, wygadana i tryskałam życiem. Zaczęłam dociekać, co dokładnie mnie spotkało i jaki miało na mnie wpływ. I od tego czasu zaczęłam przechodzić 'terapię'. Przez pewien czas chodziłam na spotkania dla DDA, które jeszcze szerzej otworzyły mi oczy, ale w pewnym momencie uznałam, że już tego nie potrzebuję. Rzadko bywałam w domu i głównie to pozwoliło mi się stać nowym człowiekiem i wydobyć wszystkie te pozytywne cechy, które ukrywałam przed światem. Okazjonalne powroty do domu były horrorem - ukrywanie się w pokoju, złośliwości ojca, szopka przed matką ojca, która nigdy nie rozumiała problemu. Nawet, kiedy nie wchodziłyśmy mu z mamą w drogę, potrafił być złośliwy i nas zaczepiać. To wszystko brzmi tak błaho, ale żadne słowa nie oddadzą tej gehenny. Te wszystkie lata studiów pozwoliły mi zaakceptować ten stan rzeczy. Przyjąć jako sytuację, która przydarza się mnóstwu ludziom. Zrozumiałam błędy w swoich zachowaniach i w zachowaniach mamy w postępowaniu z ojcem.
Teraz wróciłam ze studiów i jestem zmuszona mieszkać z rodzicami przez jakiś czas, dopóki nie pozałatwiam papierów związanych z nową pracą. Mam de javu z okresu liceum. To niesamowite, że przez blisko 5 lat praktycznie nic się w domu nie zmieniło. Wciąż widzę ojca półprzytomnego na kanapie, który udaje, że jest ok, że jest trzeźwy. Nerwową mamę, która milczy, chociaż wiem, że naprawdę to chciałaby go zabić. Nie boję się, że znów stanę się tym dzieckiem alkoholika, którym byłam. Nie, jestem dojrzalsza. Przeszłam terapię. Nie boję się mówić, skąd pochodzę. Nie wstydzę się, że mój ojciec jest alkoholikiem. Może to choroba, ale jednak na własne życzenie. Ponownie starałam się przeprowadzić rozmowę z ojcem, ale on nie widzi problemu. Twierdzi, że pije jedno piwo dziennie i nikt mu tego nie zabroni. Od czasu tej rozmowy złośliwie pije jeszcze więcej. Praktycznie nie trzeźwieje.
Przeczytałam naprawdę dużo artykułów i książek o tej chorobie, a jednak dalej nie wiem jak postąpić w takiej sytuacji? Artykuły radzą: "nie kłóć się, nie gniewaj, nie praw kazań ani z nietrzeźwym ani z trzeźwym, a jednocześnie nie bądź bierny i ze znieczulicą". To co w końcu robić? Ja generalnie mogę machnąć ręką. Nie jestem już zależna od moich rodziców. Żal i współczucie jest, tego mi nie brakuje, bo kiedy nie pije, jest najlepszym ojcem na świecie. Ale jednak pije. I sytuacji, w których jest demonem, jest znacznie więcej. Zależy mi, żeby w pierwszej kolejności uratować mamę.
W mojej historii są jeszcze dwie tragiczne osoby:
1. Moja mama i 2. Jego matka
Moja mama popełniła ten gigantyczny błąd, z którego prawdopodobnie do końca życia się już nie wyplącze i uwierzyła alkoholikowi, że przestanie pić. A potem to już poszło z górki. Wzięli kredyt i oboje utknęli w tym piekle. W przypadku rozwodu do podziału jest mieszkanie i dług za dom. Mama jest silnie współuzależniona, ale z pomocy nie chce skorzystać. Tkwi przy ojcu, ponieważ nie może pogodzić się z myślą, że dobytek jej życia pójdzie na spłatę długu, w imię którego cierpiała przez ponad 30 lat. Znosiła jego złośliwości i upokorzenia. Zdradzał ją (domyśla się tego, ale nigdy wprost jej tego nie powiedział. Z kolei ja i moja siostra mamy 100% pewność, gdyż dowiedziałyśmy się przypadkowo).
Nie potrafię sobie tego wyobrazić, a nawet nie chcę, gdyż przygnębia mnie ta myśl - co czuje osoba, która straciła młodość i całe swoje najpiękniejsze lata, żyjąc w takim piekle? Każdego dnia słysząc obelgi i oskarżenia pod swoim kątem, znosząc te upokorzenia... Mogąc liczyć tylko na siebie.
2. Jego matka, która zawsze trzymała jego stronę, nigdy nie zrozumiała problemu. Ona jest kobietą jego życia. Zawsze potrafiła namieszać w rodzinie. Pod jej komendą urządzał nam piekło, jeśli coś jej się nie spodobało. A to ja się nie uśmiechałam, a to moja siostra powiedziała coś nie tak. A to mama nie ugościła jej tak jak trzeba. I piekło gotowe. Wiele było sytuacji, w których i ja i moja siostra i moja mama próbowałyśmy ją uświadomić, ale każde słowo powtarzała ojcu, co generowało jego gniew.

Potrzebowałam komuś opowiedzieć tę historię i chętnie usłyszę wskazówki. Jak mam przetrwać ten czas? Jak uratować mamę? Od razu powiem, że zupełne odcięcie się od rodziców nie wchodzi w grę. Nie mogę tak zostawić mamy. Jestem jej wina pomoc, za to, że dzięki niej i tylko dzięki niej, mogłam się wyrwać z tego piekła i wyzdrowieć.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Norbi, jurek, ...anna63

Moja historia 2017/03/01 07:28 #2

  • jurek
  • jurek Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 2265
  • Otrzymane podziękowania: 1963
Witaj Ptaszyno na forum :czesc:
Jestem alkoholikiem.
Pomagając sobie pomagasz innym.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Moja historia 2017/03/01 07:57 #3

  • szekla
  • szekla Avatar
  • Wylogowany
  • Współtwórca Portalu
  • Posty: 13532
  • Otrzymane podziękowania: 15440
Witaj Ptaszyno :czesc:
Ratowanie zaczynam od siebie bo wtedy jest możliwość, że za moim przykładem pójdą najbliżsi.
Zobaczą, że można, więc być może pójdą Twoim śladem.
Jest to możliwe ale nie musi tak być. Ty swoim zdrowieniem możesz pociągnąć za sobą innych.

Ważne jest też zrozumienie tej choroby.
ptaszyna napisał:
Może to choroba, ale jednak na własne życzenie.
Tutaj bym polemizowała. Nie dlatego, że jestem Alkoholiczką i szukam usprawiedliwienia. ale dlatego, że wg mnie ona jednak nie jest na własne życzenie.
Na świecie się pije przy różnych okazjach, nie będę wymieniać jakich. Ludzie piją ale jednak się nie uzależniają, więc nie mają obsesji picia, różnego rodzaju ciągot. wypiją raz, tyle ile chcą i basta. U osoby uzależnionej choroba postępuje, idzie coraz dalej, głębiej, alkohol zmienia jej świadomość i doprowadza do życia w iluzji. Zaczynając pic nie zdaje sobie sprawy, że się uzależni, pijąc dalej uzależnia się bardziej, powstaje błędne koło, motanie się poprzez emocje. A mogą być one różne.....agresja, niewinny baranek, nadzwyczajnie troskliwy, pokrzywdzony przez cały świat....
W pewnym momencie zaczyna mu być źle z własnym piciem, docierają do niego jak przez mgłę konsekwencje i własne zachowania.... I tu mogę zacząć mówic o "własnym życzeniu", bo niby wie, że jest źle ale zakłamanie robi swoje. Chce przestać i nie chce zarazem a alkohol z mózgiem robi to co chce.
to tak troche podobnie jak z tą alergią na np. orzeszki. Wiem, że mi szkodzą, moga mnie zabić a pomimo to po nie sięgam. Czy uczuliłam sie na nie na własne życzenie?
Słowo raz wypuszczone nigdy nie powróci.

Emilka Alkoholiczka
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): sylwia1975, ...anna63, Zmeczona1

Moja historia 2017/03/01 19:10 #4

  • Bea
  • Bea Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • wszystko jest trudne, zanim stanie się proste
  • Posty: 4067
  • Otrzymane podziękowania: 7042
Tak jak nie uratujesz alkoholika wbrew jego woli tak samo ze wspoluzaleznionà.
Mama musi być gotowa postawić na jedna kartę. Ale być może nie będzie nigdy gotowa.

Twoja historia żywcem niemal wzięta z mojego życia. .Do pewnego momentu.
Jak moje dziecko miało 15 lat zabrałam je, wynajelam mieszkanie, poszłam na terapię.
Teraz mam kredyt do 75 (!) Roku życia.
Dziecko niedojrzałe, ale świadome, że człowiek ma wybór.

Jednym slowem- mama musi być zdeterminowana. Bez tego nic nie wskorasz.

Zawsze możesz pomieszkac u koleżanki. Moim zdaniem wcale nie musisz w domu.

Ratowanie Mamy to poniekąd tez wspoluzaleznienie.
Pamiętaj, musi chciec sama
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Norbi, sylwia1975, elzunia engelmohr

Moja historia 2017/03/18 19:59 #5

  • sylwia1975
  • sylwia1975 Avatar
  • Wylogowany
  • Moderator
  • Posty: 1338
  • Otrzymane podziękowania: 1077
Witaj ja deszlam gdy moja corka mniala 13 lat dodam ze mnieszka z tatusiem alkocholikem,itez zostawilam dorobek zycia i kredyt hipoteczny z alk w srodku DA SIE DA,synek mnieszka ze mna ma teraz 6 lat a mnial 4 jak sie rozwodzilam ,zeby trwac w zwiazku z alk ,mnialam duzo powodow .Czy zaluje Nie,czy zaluje straconego czasu TaK i nie .Czy moje dzieci dorosleja oj tak.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Moja historia 2017/03/19 10:57 #6

  • Leta
  • Leta Avatar
  • Wylogowany
  • Nowicjusz
  • Posty: 15
  • Otrzymane podziękowania: 13
Piszecie, że alkoholizm nie jest na własne życzenie. Ok. tylko, czy przez to mają cierpieć inne osoby?
Czy alkoholik kocha żonę i dzieci? Nie! Bo gdyby kochał je bardziej niż wódkę zdecydowałby się na leczenie. Dlaczego tego nie robi, bo mu tak dobrze... Egoista. Błagać latami, żeby poszedł, a on ma to gdzieś! Przestańcie się litować! Chce pić, niech pije i albo pójdzie na dno sam bez niczemu niewinnej rodziny, albo się odbije od tego dna i skorzysta z szansy.
Martwcie się przede wszystkim o dzieci, które bez Waszej pomocy kiedyś trafią tutaj. Ja nie miałam internetu, gdy mój pił, nie mogłam z nikim na ten temat pogadać. Wy macie to wszystko.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): sylwia1975

Moja historia 2017/03/19 11:01 #7

  • Leta
  • Leta Avatar
  • Wylogowany
  • Nowicjusz
  • Posty: 15
  • Otrzymane podziękowania: 13
Ptaszyno, nie wracaj do tego domu, dasz sobie radę. Matce na siłę nie pomożesz. Dbaj o swój stan emocjonalny, żebyś potrafiła znaleźć odpowiedniego partnera i wychować "zdrowe" dzieci przerywając ten alkoholowy łańcuch.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): sylwia1975

Moja historia 2017/07/12 21:09 #8

  • sylwia1975
  • sylwia1975 Avatar
  • Wylogowany
  • Moderator
  • Posty: 1338
  • Otrzymane podziękowania: 1077
Ptaszyno ,co u ciebie???????????????????Jak reagowac jak nie po prostu asertywnie,bez uczuc ,chociaz napewno te uczucia Sa w srodku.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.