Witamy, Gość
Nazwa użytkownika: Hasło: Zapamiętaj mnie
Ta część Forum jest dla Dzieci, których rodzice aktualnie lub w przeszłości nadużywali alkoholu lub innych środków chemicznych

Moderator: Sylwia1975 / martasa

TEMAT: Witam się i pytam :-)

Witam się i pytam :-) 2016/10/12 11:01 #1

  • Meg
  • Meg Avatar
  • Wylogowany
  • Nowicjusz
  • Posty: 3
Witam, mam 31 lat i prawdopodobnie jestem DDA. Prawdopodobnie,ponieważ cały czas temu zaprzeczam.
Już w dziecinstwie czułam, że jestem inna. W okresie nastoletnim zaczęłam intensywnie szukać swojej drogi, tożsamości, wtedy pierwszy raz spotkalam sie z syndromem DDA, oczywiscie zbagatelizowałam to i szukałam dalej. Największy jednak hardcor zaczął sie 8 lat temu. Wyprowadzilan się z domu rodzinnego, założyłam rodzine, wszystko układało się bardzo dobrze, wtedy zaczęły się ze mną dziwne rzeczy. Stany depresyjne,lęki,nieuzasadnione ataki paniki, zupełne nieradzenie sobie ze stresem,okropna choroba psychosomatyczna. Niestety moi bliscy nie okazali żadnego wsparcia i zrozumienia. Mąż zaczął mieć pretensje,że ciągle boli mnie brzuch, koleżanki podejrzewly anoreksje ( miałam biegunki i wymioty ) mowilam, ze to na tle nerwowym, wszyscy pukali się w głowę. Komentowali: "A czym ty się denerwujesz" "To się nie denerwuj! ". W końcu przeczytałam książkę o DDA, i okazalo sie ze mam wszystkie symptomy. Z jeden strony ulga,w końcu wiem co mi jest! A z drugiej zaprzeczenie, ale to jest niemożliwe! Ojciec pił i pije nadal, mama jest wspoluzaleznieniona, ale nigdy mnie nie bili, co prawda niewiele się mną nie zajmowali,w sumie to wychowywalam się sama,ale przeciez inni mieli gorzej! Trudno mi się pogodzić z tym, że ten cholerny alkohol zdeterminowal wszystko,że to przez alkohol ojca i bierna postawę matki mam taki ogrom problemów.
Mam pytanie do Was. Co dalej robić? Boję się terapii, nie bardzo wierzę psychologom ( miałam dwa epizody z psychologami), nie wyobrażam sobie również terapii grupowej.
Wychodzi na to,że nie ma dla mnie ratunku ;-) Zostają mi tylko książki.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Witam się i pytam :-) 2016/10/12 12:09 #2

  • szekla
  • szekla Avatar
  • Wylogowany
  • Współtwórca Portalu
  • Posty: 13940
  • Otrzymane podziękowania: 16044
Witaj na Forum :czesc:
Ratunek jest, trzeba tylko uczciwie do tego podejść i pozwolić sobie pomóc.
To, że boisz się terapii to zrozumiałe bo to rozliczanie sie z przeszłością. Im ta przeszłość była gorsza tym terapia bardziej bolesna.
Chodzi tu jednak o Ciebie, Twoje dalsze życie, relacje z Rodziną, którą założyłaś.
Terapia to również wskazówki jak w dalszym życiu radzić sobie z emocjami, praca nad poczuciem własnej wartości....
Tak z własnych obserwacji zauważyła, że ci, niedobrze terapeuci, niejednokrotnie, nie bez powodu obieraja właśnie taki kierunek studiów i często zdarza się, że skierowało ich tam własne życie.
Piszę to bo myślę, że ta Twoja niewiara do nich, te epizody to nic innego jak zderzenie się z samą sobą. Takie Twoje lustrzane odbicie.
Przemyśl to proszę bo wydaje mi się, że jest to ważne. Naprawdę lepeij teraz popłakać, pozłościć się, gniewać by w przyszłości, za jakiś cza, nie od razu u zyskać spokój, bezpieczeństwo, poczucie wartości o pokochać siebie %%-
Słowo raz wypuszczone nigdy nie powróci.

Emilka Alkoholiczka
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Meg

Witam się i pytam :-) 2016/10/12 12:22 #3

  • jurek
  • jurek Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 2431
  • Otrzymane podziękowania: 2173
Witaj Meg na forum :czesc:
Myślę podobnie jak Szekla.
Daj sobie pomóc.Przełam blokadę niemocy i wstydu.
Same książki nie wystarczą.Co z tego jak to jeszcze trzeba wdrażać w życie.
To zewnętrzne to jeszcze wg.mnie jest możliwe ale jak to wdrażać w siebie.Zadaj sobie takie pytanie.
Życzę Tobie mądrego wyboru dalszej drogi przez życie %%- :)
Pomagając sobie pomagasz innym.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Meg

Witam się i pytam :-) 2016/10/12 18:05 #4

  • Moni74
  • Moni74 Avatar
  • Online
  • Administrator
  • e*g*a*l*
  • Posty: 10247
  • Otrzymane podziękowania: 12866
Witaj Meg :czesc:
Też sobie wiele nie wyobrażałam, a jednak ^^)
Jestem Monika alkoholiczka.
Nie próbuj przeskakiwać schodów, kto ma długą drogę przed sobą, nie biegnie - Paula Modersohn-Becker (,,,) nie nauki...czujesz, że to nie tak - Przyjaciel %%-
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Meg

Witam się i pytam :-) 2016/10/12 18:23 #5

  • Adamm
  • Adamm Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Alkoholik
  • Posty: 1843
  • Otrzymane podziękowania: 1902
Cześć
Witam na forum
Adam alkoholik
Uwierz w siebie - możesz wszystko!!! Odnajdź siłę, cel jest blisko. To co wczoraj niemożliwe - dzisiaj staje się prawdziwe!!!
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Meg

Witam się i pytam :-) 2016/10/12 18:48 #6

  • MISIA
  • MISIA Avatar
  • Online
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 5915
  • Otrzymane podziękowania: 3681
:czesc: jestem Misia :P
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Meg

Witam się i pytam :-) 2016/10/12 19:07 #7

  • saaszi
  • saaszi Avatar
  • Wylogowany
  • Użytkownik jest zablokowany
  • Posty: 745
  • Otrzymane podziękowania: 463
Witam Ciebie,na forum :czesc:
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Meg

Witam się i pytam :-) 2016/10/12 19:52 #8

  • Norbi
  • Norbi Avatar
  • Wylogowany
  • Autor Portalu
  • Alkoholik
  • Posty: 6603
  • Otrzymane podziękowania: 3283
:czesc: na ForumMeg napisał:
Wychodzi na to,że nie ma dla mnie ratunku ;-) Zostają mi tylko książki.
Jeżeli nie masz zaufania do psychologów etc: to może spróbuj najpierw szukać pomocy na spotkaniach DDA,tam otrzymasz Siłę,Nadzieję i Wsparcie,aby to wszystko udżwignąć i rozpocząć nową fazę życia.Nie musisz robić terapii,aby ją zrealizować potrzebna jest Twoja dobra wola i zgoda na to,jeżeli jej nie ma,to zostaje droga w DDA,znam trochę kobitek z DDA i dobrze sobie radzą i żyją.
Potępianie siebie za popełnione błędy jest równie złe jak potępianie innych za ich błędy.W rzeczywistości nawet siebie nie potrafimy ocenić prawidłowo.
Ostatnio zmieniany: 2016/10/12 19:53 przez Norbi.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Meg

Witam się i pytam :-) 2016/10/12 22:07 #9

  • Tomoe
  • Tomoe Avatar
Meg napisał:
Co dalej robić? Boję się terapii, nie bardzo wierzę psychologom ( miałam dwa epizody z psychologami), nie wyobrażam sobie również terapii grupowej.

A czego konkretnie się boisz?
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Witam się i pytam :-) 2016/10/16 08:18 #10

  • Meg
  • Meg Avatar
  • Wylogowany
  • Nowicjusz
  • Posty: 3
Dziękuję Wam. Ja powoli oswajam się zmyśla, że jestem DDA. Dużo czytam, zapoznaje się z historiami ludzi, odsluchuje audycji o DDA. WCześniej szukałam wszędzie zaprzeczenia, ze nie jestem DDA,teraz nie szukam. Wiem że jestem i zaprzeczania nie ma sensu.

Boję się wielu rzeczy. Boję się terapii grupowej bo to wstyd opowiadać w grupie o sobie, swoich problemach. I co będzie jeśli zdecyduje się na ten wysiłek i mimo wszystko się nie uda ? Może nie ma sensu próbować ?
Terapie indywidualna spróbowałam dwukrotnie.pierwszy raz psycholog skupiła się jedynie na moim poczuciu niskiej wartości, nie zaglebiajac się i nie analizując nic. Kilka lat później, drugi raz poszłam z chorobą psychosomatyczna, opowiadalam o dziwnych lękach które towarzyszą mi od dzieciństwa,pani psycholog na to :" to normalne że dzieci się boją". Nie byłam pewna czy faktycznie to takie normalne,te całkowicie irracjonalne lęki :-/ I Żadna z psychologów nie rozpoznala we mnie DDA.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Witam się i pytam :-) 2016/10/16 08:34 #11

  • Moni74
  • Moni74 Avatar
  • Online
  • Administrator
  • e*g*a*l*
  • Posty: 10247
  • Otrzymane podziękowania: 12866
Meg jak nie spróbujesz, inaczej, jak nie zaczniesz działać w tym kierunku to się nie dowiesz.
Dla kogo chcesz zmian i jak myślisz, w jakim celu inni ludzie są na grupie? Nie po to, aby poplotkować lub nudę zabić,
chcą w końcu żyć, siebie zmieniać, zachowania, reakcje, myślenie.
Nie próbuj przeskakiwać schodów, kto ma długą drogę przed sobą, nie biegnie - Paula Modersohn-Becker (,,,) nie nauki...czujesz, że to nie tak - Przyjaciel %%-
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Meg

Witam się i pytam :-) 2016/10/25 06:11 #12

  • Natka22
  • Natka22 Avatar
  • Wylogowany
  • Nowicjusz
  • Posty: 14
  • Otrzymane podziękowania: 29
Cześć, Meg :) Mam na imię Ewa i też jestem DDA. Od października mieszkam sama i im dłużej jestem sama (bez bezpośredniego kontaktu z matką, trzeźwą alkoholiczką), tym bardziej czuję potrzebę terapii. Widzę, ze jeśli nie zrobię tego kroku, to będę marnować dalsze życie. Jestem w trakcie poszukiwań i mailownia, dzwonienia- na razie bez skutku, ale walczę dalej.

Odwagi! :)
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Meg

Witam się i pytam :-) 2016/11/24 10:34 #13

  • Idylla
  • Idylla Avatar
  • Wylogowany
  • Bywalec
  • Posty: 48
  • Otrzymane podziękowania: 63
Witaj!
Jestem osobą współuzależnioną i DDD. Na terapię uczęszczam od dwóch lat. Mam spotkania zarówno indywidualne jak i grupowe.
Boję się terapii grupowej bo to wstyd opowiadać w grupie o sobie, swoich problemach

Na początku też się bardzo bałam,ale powiem Ci, że to dzięki grupie uwierzyłam w siebie i zaczęłam się zmieniać. Odkryłam, że nie jestem sama z tym co we mnie siedzi, otrzymałam również przeogromne wsparcie.
Terapie indywidualna spróbowałam dwukrotnie.pierwszy raz psycholog skupiła się jedynie na moim poczuciu niskiej wartości, nie zaglebiajac się i nie analizując nic

Z doświadczenia wiem, że takie uparte trzymanie się jednego zagadnienia może doprowadzić do furii. Przepracowanie jednego z problemów zajęło mi ROK! Jeśli mogłabym częściej zjawiać się na spotkaniach może pół roku. Im bardziej brnęłam w to zagadnienie, tym bardziej miałam wrażenie, że to jest jakieś skupianie się na czymś co moim zdaniem nie ma żadnego znaczenia. Mimo irytacji wykonywałam kolejne zadania, bo jaki miałam wybór? Porzucić terapię? Tak więc moja niechęć rosła aż do momentu gdy musiałam napisać pracę podsumowującą i nagle doznałam olśnienia, to co robiłam nie było bez sensu ja po prostu musiałam sobie uświadomić krok po kroczku swoje emocje, zachowania i błędy w postrzeganiu siebie i otoczenia. Gdyby rzucono mi tym w twarz na jednym spotkaniu to pewnie bym nie uwierzyła i wróciła do starych destrukcyjnych zachowań. Tak więc działania terapeutów, choć z naszej perspektywy nie zawsze logiczne mają swój cel.
Jeśli natomiast chodzi o zgłębianie i analizę, to ja już wiem, że to ja mam wykonać tę pracę, terapeutka mnie tylko naprowadza, podpowiada, pokazuje różnice, ale nie robi niczego za mnie.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Tomoe

Witam się i pytam :-) 2017/03/21 13:28 #14

  • Meg
  • Meg Avatar
  • Wylogowany
  • Nowicjusz
  • Posty: 3
Kochani, dziękuję za wszystkie słowa.
Chciałbym krótko napisać że u mnie klapa :-/
Wzięłam się za siebie, wszystko szło w dobrym kierunku i było świetnie ! Co prawda żadna terapia czy terapeuta, tylko książki, audycje,artykuły. Wierzylam, że poradzę sobie sama. I bardzo mi pomogły, ale też ostatnio zostałam szybko sprowadzona na ziemię.

Mianowicie okazuje się że sabotuje swoje szczęście, sabotuje swój sukces!!!
Mam okazję na awans w pracy, wystarczy odrobine się wysilic. Ja nie potrafię:-( Boję się tego,uważam że nie zasługuje na ten sukces , boję się że stracę przez to przyjaciół, boję się zazdrości. Dostałam z tego powodu strasznej nerwicy żołądka.

Z jednej strony sobie tłumacze i tłumacze i przekonuje sama siebie że to moje chore myślenie ! Ale to chore myślenie jest silniwjsze od tego pozytywnego.
Mam nawet takie myśli które podpowiadają mi że jesli to z tą pracą mi się uda, to na pewno stanie się coś innego złego np. Poważna choroba moja lub kogoś bliskiego.

Jeśli wydarzy się u mnie cokolwiek małego złego, z czego powinnam być niezadowolona i zmartwiona. Ja się cieszę tymi zmartwieniami!!! Cieszę się jak np. Pokłoce sie z mężem, mam problem w urzędzie, nawet jeśli fryzjer ulozy mi wlosy że wyglądam okropnie. Ja niby się tym martwię ale w środku się cieszę, że nie mam tak dobrze.



A już wsytsko tak dobrze szło. Pogodzilam się z pewnymi rzeczami, uświadomiłam inne. Wydawało mi się że uporam się ze wszytkim. Zero depresji, przygnębienia. Jasny umysł i gotowa do działania. Pełna optymizmu i energii...Do czasu :-/

Powiedzcie mi jak to jest z tym sabotowaniem swojego szczescia i sukcesu?
Czy da się z tym skończyć?
Jak to było u Was? Kiedy nastąpiła ta zmiana i stwierdzilsxie że zasługujecie na wszyatko co najlepsze bę poczucia winy ?
Ostatnio zmieniany: 2017/03/21 13:31 przez Meg.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Witam się i pytam :-) 2017/03/21 23:05 #15

  • samsal
  • samsal Avatar
  • Wylogowany
  • Super Gaduła
  • Alkoholik
  • Posty: 653
  • Otrzymane podziękowania: 684
Meg napisał:
Kochani, dziękuję za wszystkie słowa.
Chciałbym krótko napisać że u mnie klapa :-/
Wzięłam się za siebie, wszystko szło w dobrym kierunku i było świetnie ! Co prawda żadna terapia czy terapeuta, tylko książki, audycje,artykuły. Wierzylam, że poradzę sobie sama. I bardzo mi pomogły, ale też ostatnio zostałam szybko sprowadzona na ziemię.

Mianowicie okazuje się że sabotuje swoje szczęście, sabotuje swój sukces!!!
Mam okazję na awans w pracy, wystarczy odrobine się wysilic. Ja nie potrafię:-( Boję się tego,uważam że nie zasługuje na ten sukces , boję się że stracę przez to przyjaciół, boję się zazdrości. Dostałam z tego powodu strasznej nerwicy żołądka.

Z jednej strony sobie tłumacze i tłumacze i przekonuje sama siebie że to moje chore myślenie ! Ale to chore myślenie jest silniwjsze od tego pozytywnego.
Mam nawet takie myśli które podpowiadają mi że jesli to z tą pracą mi się uda, to na pewno stanie się coś innego złego np. Poważna choroba moja lub kogoś bliskiego.

Jeśli wydarzy się u mnie cokolwiek małego złego, z czego powinnam być niezadowolona i zmartwiona. Ja się cieszę tymi zmartwieniami!!! Cieszę się jak np. Pokłoce sie z mężem, mam problem w urzędzie, nawet jeśli fryzjer ulozy mi wlosy że wyglądam okropnie. Ja niby się tym martwię ale w środku się cieszę, że nie mam tak dobrze.



A już wsytsko tak dobrze szło. Pogodzilam się z pewnymi rzeczami, uświadomiłam inne. Wydawało mi się że uporam się ze wszytkim. Zero depresji, przygnębienia. Jasny umysł i gotowa do działania. Pełna optymizmu i energii...Do czasu :-/

Powiedzcie mi jak to jest z tym sabotowaniem swojego szczescia i sukcesu?
Czy da się z tym skończyć?
Jak to było u Was? Kiedy nastąpiła ta zmiana i stwierdzilsxie że zasługujecie na wszyatko co najlepsze bę poczucia winy ?
Witaj Meg. To DDA jest trudniejsze nawet od lekomani którą też stwierdzono u mnie. Jestem też DDA, jestem współuzależniony ale najbardziej się czuję alkoholikiem. Piłem przez 27 lat jednego wielkiego ciągu alko. Chciałbym bardzo by jakaś złota rybka klasnąwszy swoimi malutkimi płetwami załatwiła mi uwolnienie od dręczących koszmarów. Fajnie by tak od razu była wolność od tej emocjonalności którą kształtowałem w sobie od najmłodszych lat. Tak się nie da, teraz wiem o tym, ale kiedyś długo użalałem się nad sobą i wściekałem że świat jest źle poukładany. Chodzę na mityngi AA. Dlatego AA że chyba jest tu najwięcej doświadczeń i odpowiedzi, choć nie gardzę innymi mit.. Wiem też że nie tylko mityngi pomagają odzyskać siebie bądź zbudować siebie od nowa. W tej właśnie chwili jestem ogromnie Tobie wdzięczny że mogę pisać te słowa, bo właśnie przez Ciebie mogę sięgnąć do własnego wnętrza po odpowiedzi ważne tak samo dla mnie jak i dla innych. Wszędzie wokół czekają odpowiedzi na Twoje i moje pytania. Kto ma na nie odpowiedzieć jak nie dorosły ja. Choć jestem dorosłą osobą w środku czasem czuję małego chłopca który koniecznie chce tupnąć nogą i w ten sposób poukładać wszystko tak jak powinno być. Niestety, a może wspaniale, jest że jestem jedyny opiekunem tego małego, czasem trudnego, dzieciaka i z wielką radością mogę obserwować jak dorasta do rozwiązywania problemów. Nie jestem taki nieodpowiedzialny bym nie wiedział jak zachowuje się dorosły człowiek ale te uczucia w środku..... Ciągły strach, poczucie bezwartościowości, poczucie winy za wszystko i konieczna wtedy kumulacja wszystkich by jak najbardziej dowalić sobie. Z tym da się żyć. Może nie od razu wszystkie rozwiązania ale powoli wprowadzałem w życie każdy drobiazg które to rozwiązania uzyskiwałem wszędzie wokół. Na mityngach, u terapeuty, na spacerze, w pracy, w tramwaju. Wszędzie można podpatrzeć jak ma być i jak to zastosować w moim życiu. Otwórz serce, uszy i oczy i bierz i wprowadzaj w życie ile się da. Z czasem wszystkie lęki przestaną być dolegliwe a ich oczywistość tak naturalna że niezauważalna. Nie czuję się zdrowy raz na zawsze. Nigdy mi nie zabraknie pytań, ale właśnie ta radość dorastania, uzyskiwanie pewności siebie w każdej, najdrobniejsze choćby dziedzinie życia czyni mnie bardzo radosnym człowiekiem. Może być coś fajniejszego niż spektakularny, osobisty, sukces każdego dnia??? Powodzenia.
Każdy ma jakąś twardość w sobie, jeżeli to nie jest serce to inna część ciała jest twarda, ale coś na pewno jest w Tobie twardego.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.