Witamy, Gość
Nazwa użytkownika: Hasło: Zapamiętaj mnie
Ta część Forum jest dla Dzieci, których rodzice aktualnie lub w przeszłości nadużywali alkoholu lub innych środków chemicznych

Moderator: Sylwia1975 / martasa

TEMAT: DDA+DDR

DDA+DDR 2016/09/22 21:13 #1

  • Natka22
  • Natka22 Avatar
  • Wylogowany
  • Nowicjusz
  • Posty: 14
  • Otrzymane podziękowania: 29
Dobry wieczór Wszystkim.

Poniżej moja historia, może się komuś przyda. A dopiero za nią sedno sprawy, która mnie od trzech miesięcy mocno nurtuje. Wytrwałych zapraszam do lektury ;)

Cieszę się, że trafiłam na to Forum, chociaż żałuję, że nie wcześniej, ale widać tak miało być. Mam 22 lata, jestem DDA, moja matka nie pije od 2,5 roku. Od 6 roku życia wychowywałam się bez dużej (ale jednak z jakąś tam) ingerencji ojca. Piszę ‘wychowywałam się’, bo uważam, że główne cechy mojego charakteru są wynikiem rozwodu rodziców i choroby matki, a nie zabiegów pedagogiczno-wychowawczych kogokolwiek z rodziny.

Niełatwo przyszła mi diagnoza choroby matki, gdyż ona była z tych cicho pijących- twierdziła, że alkohol wzmacnia działanie leków na bezsenność. (Nie będę komentować, jak się czasami czułam, gdy widziałam opróżnione 0,5l plus piersiówkę Soplicy wiśniowej i ja śpiącą przy telewizorze.) W towarzystwie piła zawsze z umiarem. Nie było awantur, przemocy. W mojej dziecięcej wyobraźni to matka była głową rodziny i głównym autorytetem. Pod koniec podstawówki mieliśmy program edukacyjny antyalkoholowy i wtedy po raz pierwszy zaczęłam coś minimalnie podejrzewać, ale mama to natychmiast wybijała z głowy, mówiąc, że w szkole nas wytresowali i że widzę to, czego w istocie nie ma. W gimnazjum zbyt wiele się w tej materii nie zmieniło, chociaż ja podświadomie przestałam czuć poczucie bezpieczeństwa w domu wieczorami- mamie zdarzało się wychodzić do nocnego po dokładkę alkoholu, zawsze w napięciu, leżąc już w łóżku w piżamie, wysłuchiwałam, czy trzaskają drzwi, i czy potem słychać trzask ponownie, zwiastujący jej powrót.

Dodam, że mój ojciec to taki niedzielny tatuś- dbał o moją edukację kulturalną, zabierał w różne fajne miejsca, natomiast nigdy nie zdarzyło mi się zwierzyć z moich obaw co do matki. Nasza więź była i jest dość powierzchowna. Matka pytana przez mnie o powód ich rozwodu, odpowiadała „bo twój ojciec się nie nadawał, żebyśmy byli rodziną”.

W liceum miarka zaczęła się przebierać. Ja po raz pierwszy od zerówki znacząco zmieniłam środowisko i poczułam się rzucona na głęboką wodę. Nie muszę chyba zbytnio dodawać, że od małego nie byłam osobą nadmiernie zaznajamiającą się z nowymi ludźmi… Picie matki zaczęło przybierać na sile. Na początku liceum zaczęłam też chudnąć, niezbyt drastycznie, jednak przez około 1,5 roku schudłam 10kg (57->47kg przy 163cm wzrostu). Teraz, z perspektywy czasu postrzegam to jako podświadomą próbę zwrócenia na siebie uwagi. Zaczęły się problemy hormonalne, za które matka mnie w 120% obwiniała, gdy ciągała mnie po kolejnych ginekologach. Ja zawsze wtedy miałam ochotę palnąć w obecności lekarza, że mama pije. Nigdy się na to nie zdobyłam.

Dopiero w liceum uwolniłam swoją głowę z nadrzędności autorytetu matki, przynajmniej na tyle, aby uwierzyć swoim przeczuciom, że jest alkoholiczką i w momentach gdy traciłam nerwy, próbować przemówić jej do rozsądku.

Oliwy do ognia dolał fakt, że w połowie mojego liceum brat mamy nagle zachorował na raka (wykryty w stadium przerzutów odległych) i w przeciągu 6 miesięcy zmarł w wieku 50lat. Część wspomnień z tamtego czasu chyba wymazałam z pamięci, bo to co się wtedy działo, wprowadzało mnie w stan totalnej paniki i rozpaczy- uciekałam z domu na całe dnie, robiłam sobie całodzienne marsze po mieście, im szybciej tym lepiej. No i od zawsze uciekałam w naukę- moje notatki z liceum mogłyby zawisnąć w jakimś muzeum ;) Lubiłam się uczyć od zawsze, ale wtedy poświęcałam na to 150% potrzebnego czasu. Gdy zdarzył się moment, że chciałam zapraszać znajomych, mama akurat się upiła i spała cały weekend. A chwilę wytyki, dlaczego nie mam życia towarzyskiego tylko ciągle siedzę w książkach…

Gdy wyjechałam na sesję naukową przed maturą od czwartku do niedzieli, zapiła i nie przyszła do pracy. Przyłapałam ją jak pisze do dyrekcji podanie o dzień bezpłatny. Znowu zaczęłam z nią rozmawiać- byłam wtedy po lekturach kilku wartościowych stron internetowych i w kontakcie z psycholog, która też ma mamę alkoholiczkę. Wydawało się, że coś się w niej ruszyło. Niestety nie.

Moje problemy hormonalne nie rozwiązały się, szukałam kolejnych specjalistów, w końcu okazało się, że poziom jednego z hormonów kory nadnerczy sześciokrotnie przekracza granicę normy (w dalszych badaniach okazało się, że jednak nie miało to nic wspólnego z pierwotną przyczyną zaburzeń hormonalnych, jednak obrazuje trochę, w jakim stresie żyłam).
Nie byłam pewna do końca, gdzie chcę iść na studia, wiedziałam, że na coś medycznego, ale nie lekarski. W końcu celowałam w farmację. Całą trzecią klasę podporządkowałam biologii i chemii, które zdawałam na maturze rozszerzonej. Wyniki matur to był ogromny cios dla mnie- z matur podstawowych, do których nawet palcem się nie przyłożyłam, miałam 97-100%, a z rozszerzonej biologii i chemii- niecałe 60 i niecałe 70%. Z takimi ocenami nie miałam szans na farmację. Zaczęłam szukać alternatyw. Rekrutować się gdziekolwiek na uniwersytet medyczny (większość uczelni zamykała przyjmowanie kandydatów jeszcze przed wynikami matur, m. in. Wrocław, z którego pochodzę).

Nie chcę się zbyt długo rozwodzić nad tym, jak bardzo to przeżyłam. Na dodatek pewne babsko w komisji rekrutacyjnej we Wrocławiu dało mi nadzieję, że jak pozbieram różne podania, to dopiszą mnie do rekrutacji mimo że było po terminie. ¾ najdłuższych wakacji w życiu zeszło mi na oczekiwaniu na odpowiedzi od kolejnych dziekanów i prodziekanów na moje pisma.
Trafiłam do Sosnowca. Najpierw przyjęli mnie do Bydgoszczy, ale po przetłuczeniu się tam ponad 4h pociągiem z papierami i rozpoczęcia przygody z miastem od widoku meneli i żulerii doszłam do wniosku, że do Katowic jest przynajmniej autostrada ;p
Tak, Sosnowiec to miasto, które nie bez powodu cieszy się takimi żartami… Wynajmowałam pokój w mieszkaniu studenckim na piętrze domu jednorodzinnego w dość spokojnej okolicy. Studia na I roku tam to była walka o przetrwanie- taki system zastraszający trochę. Mnóstwo kolokwiów, gdy około 20 października było dwudzieste, przestałam je liczyć.

Jednak olbrzymią zaletą Sosnowca był fakt, że jest on położony niemal 250km od Wrocławia. Wracałam do domu rzadko, z mamą przez telefon rozmawiałam wtedy, gdy ona dzwoniła (a więc była względnie trzeźwa). Finansowo i naukowo dawałam radę. Wciąż czułam się takim małym zastraszonym szczurkiem, który jednak mimo wszystko dawał radę. Ludzie na roku byli mili, z kilkoma nawet do dziś czasem koresponduję.
250km od mamy i babci, która nota bene też jest alkoholiczką (nigdy nie chciała zdecydować się na leczenie). I od drugiej babci, z którą byłam szczególnie silnie związana, a która właśnie wtedy umierała na raka. Cały ten rok miałam jeden cel: zdać wszystko za pierwszym razem (z egzaminów), aby przenieść się do Wrocławia na II rok już.

W kwietniu, jakoś bardzo blisko prima aprilis, w trakcie zajęć laboratoryjnych, zadzwoniła do mnie koleżanka z pracy mamy. Nagrała się na pocztę głosową, nie zostawiając zbyt wielu informacji, ale ja miałam przeczucie, że chodzi o alkohol. Okazało się, że zapiła i nie przyszła do pracy i ta koleżanka wraz z inną jeszcze poszły do niej do domu, ona nie chciała im otworzyć, na szczęście wiedziały, gdzie mieszkają moi dziadkowie, i wzięły od nich klucz.
Wyszłam z zajęć i poszłam piechotą do mieszkania, płacząc po drodze. Czułam się bezradna. Jednocześnie intuicja podpowiadała mi, że dobrze się dzieje, że nie ma mnie tam, we Wrocławiu przy niej, bo ja bym na nią nie wywarła takiego wpływu jak koleżanki z tzw. zewnątrz. Te koleżanki ciągle mnie namawiały, żebym przyjechała do domu, ale ja z uporem maniaka mówiłam, że nie dam rady. Dyrekcja groziła mamie (nieświadomej), że jak nie dostanie do dwóch dni L4 na swoje biurko, to mama wyleci z pracy (nauczycielka języka polskiego, od 20 lat w tej samej szkole).

W tamtym momencie po raz pierwszy i jedyny zadzwoniłam do ojca i powiedziałam mu o sprawie. Ten odparł, że wie, bo ta koleżanka-wybawicielka najpierw zadzwoniła do niego, bo akurat był na liście połączeń i że on nic nie może zrobić. Nie okazał żadnych emocji, jedyne co to wzburzenie, że ta koleżanka proponowała aby przyjechał do mamy. Ta rozmowa bardzo, bardzo mnie zawiodła. Ale czy mogłam oczekiwać wiele po człowieku, dla którego zerwanie skórki przy paznokciu do krwi to problem urastający do rangi złamania otwartego?
Zawiadomiłam jeszcze jedną koleżankę mamy o sprawie, udało mi się poprzez byłego prawie-chłopaka (którego mama jest lekarzem) załatwić to zwolnienie. Za radą którejś z mamy koleżanek zamówiła odtrucie alkoholowe. Mama miała prawie 4 promile alkoholu. Po rozmowie (o ile można to tak nazwać w tym stanie) ze mną przez telefon i z przyjaciółką, która z nią była, zdecydowała się na terapię. Była w ośrodku w Wielkopolsce kilka tygodni, z przerwą na Wielkanoc, kiedy na zapiła, co mnie bardzo ucieszyło. Odwiedziłam ją w majówkę, porozmawiałam z jej terapeutką. Po wyjściu z odwyku odwiedziła mnie raz w Sosnowcu.
W tamtym czasie odczułam pewną ulgę, że zdecydowała się na leczenie, że kontynuuje terapię. Czasami pojawiał się lęk, że znowu zapije, ale wiedziałam, że wtedy to będzie jej problem i że prawdopodobnie intuicja podpowie mi, aby zostawić ją samą ze swoim problemem.
Udało mi się przenieść na II rok do Wrocławia, ponownie zamieszkałam z matką. Cieszyłam się z tego niesamowicie, jednak równolegle odczułam ciężar, że wracam do problemowej rodziny. Babcia od czasu śmierci syna co jakiś czas upijała się bardzo, często upadając i nabijając sobie siniaki na pół twarzy.
Powróciłam do prób rozwiązania swoich problemów zdrowotnych, przy tej okazji trafiłam na dobrą terapeutkę, z którą przepracowałam dość mocno kilka spraw związanych z moją rodziną. Zaczęłam nieco bardziej wierzyć w siebie, widzieć się jako odrębna jednostka.
Wakacje po II roku przyniosły też przelotną znajomość, z którą wiązałam wielkie nadzieje. Okazało się jednak, że osoba, z którą miałam nadzieję zbudować pierwszą w życiu poważniejszą więź, jest, jak to powiedział ktoś, kto ją dobrze zna „autystyczna emocjonalnie”. Długo to trawiłam i cierpiałam z tego powodu, chociaż tak naprawdę do niczego poważnego nie zdążyło dojść…

III rok studiów (a drugi we Wrocławiu) przyniosły pogarszający się stan zdrowia dziadka i związane z tym problemy techniczne i emocjonalne. Tutaj po raz kolejny poczułam jak matka zwala na mnie swoje powinności, takie jak zawiezienie dziadka transportem sanitarnym do ZOLu czy zajmowanie się babcią, aby nie zadręczała otoczenia swoimi wywodami (babcia ma także zespół Alzheimera). Dziadek zmarł 6 grudnia, zostałam też wplątana w wiele spraw związanych z organizacją pogrzebu (uważam, że w zbyt wiele).


Moje problemy ze sobą i rodziną zaczęłam kanalizować w bieganiu. W grudniu podjęłam decyzję o starcie w maratonie w Krakowie i po niecałych 6 miesiącach biegania 3 razy w tygodniu przebiegłam królewski dystans w 100% truchtem (bez przejścia do marszu) i czułam się po tym naprawdę dobrze i mało zmęczona na tle dwóch kolegów, którzy biegli. Polecam wszystkim :grin:
Kiedy tyle biegałam, miałam sporo czasu na przemyślenie kilku spraw. I teraz przechodzę do aktualnego sedna:

Doszłam do tego, że czuję się przez moją matkę wykorzystywana- kiedy piła ja prowadziłam za nią lekcyjny dziennik internetowy i dbałam o uzupełnianie wielu rzeczy związanych z komputerem. Odkąd jest trzeźwa (a też i wcześniej) walczę z nią, aby zechciała ruszyć głową i wziąć swoje obowiązki na siebie. Za czasów picia zdarzało się, że siedziałam do późna w nocy coś wklepując bo ‘to jest na jutro, a tylko ty mi to tak szybko załatwisz’. Kiedy próbowałam oponować, mówić, że to przecież jej praca a nie moja, ja się mam uczyć i dbać o moją szkołę, ona ucinała ‘chcesz mieć co jeść? To wklepuj’. Obwiniała mnie, że zepsułam jej netbooka, którego jej wybrałam, chociaż w rzeczywistości chyba trafił się jej bubel jakiś albo ten model był po prostu nieudany. Dlatego, gdy zabierała się do kupna następnego komputera powiedziałam, że ja umywam ręce, niech sobie znajdzie kogoś kto jej wybierze laptopa, zainstaluje co potrzebne i nauczy obsługiwać. Znalazła sobie przelotnego kochanka, który jej to zrobił. Kilka dni temu miała do uzupełnienia bardzo żmudny arkusz kalkulacyjny wynikami testu wstępnego z języka polskiego. Zdziwiła się, kiedy powiedziałam jej, że jej nie pomogę, bo po pierwsze o nic takiego mnie wcześniej nie prosiła, a po drugie, za pół godziny wychodzę do pracy. Dialog, który się między nami rozegrał aż sobie zapisałam:
Mama: weź mi tu zrób coś z tym arkuszem z wynikami diagnoz, bo ja nie wiem...Zaraz mi do pracy pójdziesz i tyle będzie...
Ja: ale niczego takiego ze mną nie ustalałaś, zaraz wychodzę... (próbuję ogarnąć na szybko, widzę, że wszystko gra, tylko jej się nie chce użyć oczu i przeczytać nazw kart w arkuszu kalkulacyjnym)
Ja: Użyj oczy, kurde, ile razy mam Ci mówić, że Twój komputer to Twoja sprawa, miałaś sobie załatwić speca, który Ci wybierze komputer i nauczy go obsługiwać i co?
Mama: ale ty wiesz, że ja nie umiem (itd..)
Ja: 5 lat walczę z tobą, żebyś się usamodzielniła komputerowo, byłaś na kursach, macie te diagnozy i arkusze nie pierwszy rok i co? Wystarczy trochę chęci!
Mama: ja nie miałam informatyki jak ty w szkole!
Ja: Mamo, całe życie uczysz mnie, że jak sobie na coś nie zapracuję, to nie mam, a teraz robisz odwrotnie w odniesieniu do siebie i mnie wykorzystujesz!
Mama: To może ty mnie wykorzystujesz od 22 lat swojego życia?
(Zatkało mnie) W końcu dyplomatycznie odpowiedziałam: zastanów się, co było pierwsze: jajo czy kura?
I tym optymistycznym akcentem zakończyłam rozmowę, wzięłam swoje rzeczy i wyszłam do pracy. W ciszy, która nastała zaraz po wymianie zdań, nie czułam się źle. Ona chyba poczuła, że nieco przegięła, bo nad wyraz wesoło mnie pożegnała.

Po powyższej rozmowie ze zdwojoną siłą dotarł do mnie fakt: po tym wszystkim, co przez nią przeszłam, wiele rzeczy, o które ona mnie prosi, odbieram jako wykorzystywanie mnie. I część z nich jest prawdziwa. Ale nie wiem, czy przypadkiem jednak czasem nie przesadzam…

I taki paradoks- a może oczywistość? Kiedy jestem w domu, praktycznie w ogóle nie rozmawiamy ze sobą, ewentualnie kłócimy się o to, która zostawiła bałagan, wysłuchuję pretensji jaka to ona jest matka polka a ja jaka nieużyta. Wystarczy, że nie ma mnie w domu przez cały dzień lub wyjeżdżam, lub jak teraz-wyjeżdża ona, już w pierwszym dniu dzwoni, pyta co słychać. Ja, pomna na naszą ostatnią sprzeczkę (patrz wyżej) odpowiadam lakonicznie. Na co ona, z pretensją: ‘no mów coś, stęskniłam się!’

Kolejna sprawa z tym związana- od czerwca chodzi za mną potrzeba wyprowadzki. Raz silniejsza, raz słabsza, ale jest. Sęk w tym, że praca, którą udało mi się znaleźć dopiero od połowy sierpnia, nie wystarczy na opłacenie pokoju i życia. Gdyby matka oddała mi alimenty, które ojciec na mnie płaci, byłaby szansa, że bym sobie poradziła, jeżeli dam radę utrzymać pracę i może jeszcze rzutem na taśmę dostanę stypendium za wyniki w nauce.
Tylko jest jedno ale: nie ukrywam, że jest to w mojej głowie bardzo odważna decyzja- nie mam chłopaka ani żadnego powszechnie aprobowanego argumentu, dla którego wrocławianka wyprowadzałaby się z domu rodzinnego wrocławskiego do innego mieszkania, też wrocławskiego. Nie mam do siebie aż tak dużego zaufania (ach, to DDA, a może i DDR), żeby być pewną swojej decyzji a odwoływać ją potem nagle- to byłoby chyba jeszcze cięższe dla mnie niż podjęcie. I jako że jestem urodzoną sknerą- nie ukrywam, nie jest mi obojętnym fakt, że spora część oszczędności będzie musiała się wtedy stopić…
Tak naprawdę w moim aktualnym mieszkaniu, gdzie mieszkam z matką, czuję się dobrze i po domowemu tylko wtedy gdy matki nie ma w domu. Po części z powodów, które opisałam powyżej a po części dlatego, że jeśli matka jest w domu, to albo rozmawia długie godziny z przyjaciółkami albo ma u siebie jedną z nich, która aktualnie od stycznia rozwodzi się po ponad 20 latach małżeństwa, a jej mąż wykazuje cechy psychopatii. Pierwsza rozprawa dopiero pod koniec października. A nasze mieszkanie jest w związku z powyższym obserwowane i kontrolowane z zewnątrz przez tegoż pomyleńca tudzież jej dorosłych synów.

Poza tym widzę, że mimo że matka póki co nie zapiła, to zaczyna szukać ratunku w zmartwieniach w jedzeniu, a konkretnie słodyczach. Ostatnio obiad w postaci kilku rodzajów ciast z cukierni to standard. Bardzo mnie to boli i niepokoi, chociaż wiem, że musze tutaj wyłączyć mój tryb „rodzic dla rodzica”.

Mam wrażenie, że jeśli zamieszkamy osobno to i jej i mi uda się ułożyć na nowo życie. Mam 22 lata i za sobą dwa prawie-niby-związki: jeden z chłopakiem z nerwicą natręctw a drugi z tym autystycznym emocjonalnie…A siatka bliższych znajomych jest bardzo mała i w zasadzie niezmienna od gimnazjum.
Piszę to wszystko trochę dla Forumowiczów, a trochę dla siebie- aby uporządkować te sprawy i może spojrzeć na nie z innej perspektywy. Do grupy DDA, o której myślę, na razie nie mogę się dodzwonić, chyba czas wybrać się osobiście.

Pozdrawiam Was i ściskam wirtualnie- pamiętajmy, że wszystko jest w naszych głowach, i że czasem jest to Aż Głowa, a czasem Tylko Głowa i że za każdym razem to może mieć zarówno pozytywny jak i negatywny wydźwięk…

Dobrej nocy :)
Ewa
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): jurek, szekla, wojgrawoj, Adamm, joanka335, Bea, rzeka, Michael, estee2015

DDA+DDR 2016/09/23 05:52 #2

  • Alerk
  • Alerk Avatar
Witaj,jestem Aga,alkoholiczka.
Odniosę się na razie tylko do sprawy alimentów.
Najzwyczajniej w świecie te alimenty są Twoje. Póki mieszkasz u mamy,i Ona robi zakupy,rachunki,to Ona dysponuje, pewnie na wyroku sądowym jest Twoim pelnomocnikiem.Kiedy wprowadzisz się,najzwyczajnej powiedz mamie,że alimenty będą wchodzić na Twoje konto. W najgorszym wypadku,zawsze możesz tego dochodzić sądownie,ale myślę,że obejdzie się bez tego.
Teraz poczytam jeszcze sobie jeszcze raz Twój wątek %%-
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

DDA+DDR 2016/09/23 06:33 #3

  • Alerk
  • Alerk Avatar
A tak z ciekawości,co to jest DDR?
DDA I DDD to wiem.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

DDA+DDR 2016/09/23 07:17 #4

  • Melisa
  • Melisa Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 1523
  • Otrzymane podziękowania: 1225
Witaj :czesc: jestem Ewa.
Myślisz o wyprowadzce ale z drugiej strony się wachasz bo nie masz jak to ujelas powszechnie aprobowanego argumentu i nie chcesz tracić pieniędzy na wynajem. Z drugiej strony czujesz że poukladalabys życie na nowo. Co więc jest istotniejsze? Potrzebujesz aprobaty? A czy nie lepszy od pieniędzy jest spokój psychiczny? Przemysl to i odpowiedz sobie sama. A że sobie nie poradzisz że będziesz musiała wrócić to naturalne obawy. Sama mam takie podczas myśli o wyprowadzce, bo też o tym myślę.
''Powiedzenie mówi, że nasze życie składa się w 10 procentach z tego co nas spotyka i w 90 procentach z tego, jak na to reagujemy''
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): joanka335

DDA+DDR 2016/09/23 07:41 #5

  • szekla
  • szekla Avatar
  • Wylogowany
  • Współtwórca Portalu
  • Posty: 13940
  • Otrzymane podziękowania: 16044
Witaj :czesc:
A ja tak sobie myślę, że warto z tym problemem wyjśc do Taty.
Z tego co piszesz to masz z Nim dobre relacje, problem tkwi w tym, że spotykacie się tylko weekendowe.
Tata nie wie co się dzieje bo Go o tym nie informujesz. Powiedz Mu, może będzie w stanie znaleźć jakieś rozwiązanie?
Jednocześnie oczywiście terapia, grupa wsparcia, Forum..... O tym trzeba rozmawiać i to dużo.
Pozdrawiam :grin:
Słowo raz wypuszczone nigdy nie powróci.

Emilka Alkoholiczka
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Natka22

DDA+DDR 2016/09/23 08:19 #6

  • Ulka
  • Ulka Avatar
  • Wylogowany
  • Gaduła
  • Posty: 53
  • Otrzymane podziękowania: 50
:czesc: Jeżeli chodzi o kwestię mieszkania... mogę tylko podzielić się własnym doświadczeniem i odczuciami co do tego... w ostatniej klasie technikum zamieszkał u mnie w domu rodzinnym chłopak (propozycja wyszła od mojej mamy). W wyniku rozmów o jego sytuacji, moja matka i ojciec dogadali się z moim chłopakiem. Pomagał w domu, załatwił drewno na zimę, dokladal się co miesiąc do rachunków. Ale mojemu ojcu alkoholikowi widocznie to było mało (czyli to samo co miał chłopak we własnym domu). Doszło do tego jeszcze wiele innych rzeczy... ojciec ublizal mi nie raz odzywkami rodem spod wiejskiego sklepu. Traktował mnie i brata jak służących- podaj obiad, bo inaczej nie zjem. Po sprzątaj, bo nienawidzę bałaganu itp. itd. Czułam się z tym źle... podjął chłopak decyzję, że wprowadzimy się do niego. I wtedy się okazało, że mimo równie dobrej woli jego ojca, tam było prawie to samo. Nie mieliśmy gdzie się podziac. Od jednego domu do drugiego... wiecznie problemy. Chłopak ze swoją siostrą wyprowadził się do wynajmowanego mieszkania w mieście ok. 20km dalej. Było drogo i coraz trudniej. Pomieszkiwałam u nich na weekendy lub jakieś wolne, bo zaczęłam studia i większość czasu mieszkałam z dwoma koleżankami i chłopakiem jednej z nich. Relacje z rodziną się "uspokoiły" (rzadko się widzieliśmy). Ale na koniec II roku urodziłam dziecko. Rok dziekanki. Ale gdzie mieszkać... akurat w tym czasie matka chłopaka postanowiła spłacić byłego już męża. I tak oto zamieszkali razem. Później zaproponowali, żebym z dzieckiem zamieszkała właśnie tam. W końcu w domu bez ojca alkoholika. Mieliśmy psychiczny spokój ja, partner i jego siostra oraz jej narzeczony... dopóki ich mama nie zaczęła nas odwiedzać z zamieszkałych przez nią DE. Nie było by to wcale złe, gdyby nie to, że stale się wtrącała, wydawała rozkazy, marudziła i jak się okazało- piła na umur (nie była lepsza niż ich ojciec). Mieszkaliśmy tak około 3 lata. Po mimo wysiłków i starań zawsze coś nie pasowało. Jak nie było jej to dzwoniła z pretensjami... można było by to znieść również, ale chłopak zaczął pracować w de i mieszkać u swojej mamy tam gdzie ma drugiego męża... a ja z dzieckiem zostałam... była "bratowa" z mężem, ale teściówka stale coś mieszała. Długo by pisać, ale wtracala się już nawet do małżeństwa bratowej i jej męża. Na stawiała ich przeciwko. Widziałam to... kiedy moja mama opowiedziała mi jedną z rozmów telefonicznych jej i przyszłej teściowej zrozumiałam, że i dla nas (dla mnie i chłopaka) dobrze nie życzy... chodziło jej tylko o dom, by miała gdzie wrócić na starość. Nie ważne czyim kosztem. Ale jej oskarżenia i wieczne czepianie (zwlaszcza gdy byla z nami w pl a chlopak pracowal w de) przelewałam na chłopaka... kazałam jemu rozwiązywać problemy z mamusią, a ja przestałam jej słuchać. I tak mialam studia na glowie, brat opiekowal sie moim synkiem... Wtedy szybko wyszło, że chłopak sam już tego znieść nie może... płacił za mieszkanie i rachunki w pl, kupił mi auto dla dojazdów na uczelnię (60 km w jedną stronę, bratu dał wcześniejsze auto plus pieniądze za pilnowanie dziecka, wyżywienie nas i siebie, tam w de również płacił matce... Masakra!!! I jeszcze potrafiła wypomniec 2 tys zł za to że dołożyła chłopakowi kiedyś do pierwszego auta! Było tak ciężko, chciał po studiach ślubu ze mną a tu jeszcze wypominki stale i tak padła decyzja o wyprowadzce. Po około 3-4 miesiącach znalazł mieszkanie w de i mieszkamy tu od 9 miesięcy. Były prośby, błagania i groźby ze strony teściowej... niestety syn widocznie sam na oczy przejrzał z kim ma do czynienia. Oczywiście nie ma gdzie wracać do pl. Trochę mi tu się tęskni, ale psychicznie jest można rzec wspaniale. Są problemy natury codziennej :) ale spokój z dala od ludzi uzależnionych, manipulujących, konfliktowych, wykorzystujących i wiecznie nie zadowolonych wart jest pieniędzy i wyrzeczeń. Ja z dala od ojca alkoholika i teściów alkoholików... o ironio do teściowej mamy teraz 30km ale nie ma odwagi się wtrącać i udzielać. Jak mamy ochotę to ich odwiedzimy, ale rzadko. Nie może nam nic rozkazać i argumentować, że to jej dom. Nie ma nic do powiedzenia, jak i moi rodzice i jest lepiej :) a przede wszystkim SPOKÓJ
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Bea, mariusz63, Michael, Natka22

DDA+DDR 2016/09/23 12:38 #7

  • Natka22
  • Natka22 Avatar
  • Wylogowany
  • Nowicjusz
  • Posty: 14
  • Otrzymane podziękowania: 29
Dziękuję Wam za wszystkie odpowiedzi, bardzo :)
Alerk, DDR to Dorosłe Dzieci Rozwiedzionych Rodziców. Jeśli chodzi o alimenty, to teoretycznie wiem o tym, ale wciąż są we mnie jakieś pozostałości tego autorytetu matki, które sprawiają, że niełatwo mi się oswoić z tą informacją...

Melisa, masz rację z tym spokojem. Trzymam kciuki za pomyślną dla Ciebie decyzję :) Ja należę do tego typu osób, dla których nawet najprostsze wybory wymagają dokładnego i kilkukrotnego rozważenia za i przeciw...

Szekla, tak mam z nim w miarę dobre relacje. Czasami się irytuję, bo on jest artystą (muzykiem), typem Piotrusia Pana i nie zawsze umiemy nawiązać porozumienie w związku z tym... Ale rzeczywiście, jestem dla niego ważna i on dla mnie też.

Ulka, bardzo dziękuję za Twoją relację :D Oby ten spokój trwał ;)
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Melisa

DDA+DDR 2016/09/23 21:42 #8

  • Alerk
  • Alerk Avatar
Natka22 napisał:
Jeśli chodzi o alimenty, to teoretycznie wiem o tym, ale wciąż są we mnie jakieś pozostałości tego autorytetu matki, które sprawiają, że niełatwo mi się oswoić z tą informacją...

Autorytet,czy nie,myślę,że przydałyby Ci się jakieś warsztaty z asertywności.
Jak piszesz,masz szansę mieć wsparcie od ojca,więc warto spróbować.Naprawdę,myślę,ze osiągnęła byś spokój wewnętrzny.
I tu chyba wiesz co jest za ,a ile przeciw?
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

DDA+DDR 2016/09/26 21:15 #9

  • sylwia1975
  • sylwia1975 Avatar
  • Wylogowany
  • Moderator
  • Posty: 1397
  • Otrzymane podziękowania: 1147
Autorytet hm ile masz lat ,bo dla malych dzieci rodzice sa ogolnie n mowiac wspaniali,a potem bierzemy z nich to co dobre .................a odzucamy to co zle
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

DDA+DDR 2016/09/28 21:15 #10

  • Norbi
  • Norbi Avatar
  • Wylogowany
  • Autor Portalu
  • Alkoholik
  • Posty: 6603
  • Otrzymane podziękowania: 3283
:czesc:
Natka22 napisał:
Piszę to wszystko trochę dla Forumowiczów, a trochę dla siebie- aby uporządkować te sprawy i może spojrzeć na nie z innej perspektywy.
Ładną litanię walnęłaś,nawet przeczytałem całą,Brawo Ty i do roboty,pracuj nad soba,nad swoimi emocjami,dąż do swoich marzeń.
Fajnie,że jesteś tu. oklaskiii
Potępianie siebie za popełnione błędy jest równie złe jak potępianie innych za ich błędy.W rzeczywistości nawet siebie nie potrafimy ocenić prawidłowo.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Natka22

DDA+DDR 2016/10/04 19:05 #11

  • Natka22
  • Natka22 Avatar
  • Wylogowany
  • Nowicjusz
  • Posty: 14
  • Otrzymane podziękowania: 29
Piszę do Was z mieszkania mojego ojca, które mam do swojej dyspozycji do połowy stycznia. Sama się dziwię, że tak naturalnie udało mi się to załatwić. Mama była zdziwiona, na początku potraktowała to chyba jako cios. To niesamowite jak bardzo zmienia się perspektywa. Na razie jestem w fazie przyzwyczajania się, jednak już czuję pozytywne aspekty tej decyzji. Nie wiadomo, co będzie w styczniu (ojciec wraca z pracy za granicą), ale czuję ogromną wdzięczność za to, że mogę teraz tu mieszkać. Wasze opinie i rady pomogły mi zdecydowanie w podjęciu decyzji, dziękuję
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Norbi, szekla, Alerk, Adamm, rzeka, estee2015, krzysiek

DDA+DDR 2016/10/04 19:35 #12

  • szekla
  • szekla Avatar
  • Wylogowany
  • Współtwórca Portalu
  • Posty: 13940
  • Otrzymane podziękowania: 16044
Hej Natka :)
To już jest jakiś-nie jakiś ale spory sukces, prawda?
Fajnie, że tak się zadziało. Teraz bądź szczera wobec Taty, nie ukrywaj problemu bo utkniesz w nim jak sardynka w puszce. Dalej idź do przodu.
Gratuluję serdecznie tego kroku :-BD
Słowo raz wypuszczone nigdy nie powróci.

Emilka Alkoholiczka
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Alerk, Natka22

DDA+DDR 2016/10/04 20:49 #13

  • Alerk
  • Alerk Avatar
No oklaskiii przyjdę do Ciebie po nauki,jak szybko podejmować ważne decyzje ^^)
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

DDA+DDR 2016/10/05 06:06 #14

  • Melisa
  • Melisa Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 1523
  • Otrzymane podziękowania: 1225
Gratuluję :)
''Powiedzenie mówi, że nasze życie składa się w 10 procentach z tego co nas spotyka i w 90 procentach z tego, jak na to reagujemy''
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Natka22

DDA+DDR 2016/11/26 07:26 #15

  • Natka22
  • Natka22 Avatar
  • Wylogowany
  • Nowicjusz
  • Posty: 14
  • Otrzymane podziękowania: 29
Witajcie,
pomyślałam, że czas na małą aktualizację. Po początkowych wątpliwościach i dołkach w związku ze zmianami, które sama sobie zafundowałam, zdecydowałam się szukać grupy terapeutycznej DDA. Udało się ją znaleźć, byłam na razie na trzech spotkaniach.
Jeżeli chodzi o decyzję o wyprowadzce, to uważam ją za trafioną. Moja mama nie może się do końca pogodzić z tym faktem, ale powoli, powoli przyzwyczaja się. Z mojej strony, dzięki wyprowadzce udało mi się złapać znacznie więcej spokoju i komfortu psychicznego. Co bardzo ważne- przestałam się tak stresować uczelnią, a wierzcie, nadmierny stres związany z nauką towarzyszył mi od gimnazjum właściwie. Teraz też go odczuwam, ale w znacznie mniejszym, zdrowszym stopniu.

Zaczęłam też bardziej akceptować siebie, na różnych płaszczyznach. Mieszkając z mamą chyba podświadomie próbowałam spełnić jakieś nieznane mi wymagania odnośnie mojej osoby.

Odczułam również, że prawdopodobnie depresja mojej mamy miała na mnie negatywny wpływ- teraz naprawdę potrafię cieszyć się drobiazgami, doceniać to, co mam, jestem dużo bardziej pogodną osobą, mimo listopadowej aury.

Na grupie wciąż się wdrażam, nie mamy jeszcze stałego docelowo składu. Widzę już jednak wiele pozytywnych skutków. Czuję, że jeszcze sporo przede mną, niektóre moje zachowania i postawy bardzo mnie dziwią i zastanawiają, mam nadzieję, że uda się to zgłębić na kolejnych spotkaniach.


Ta wręcz sielanka potrwa do końca roku, a nawet trochę krócej- tydzień w okresie okołoświątecznym spędzę z mamą i babcią w górach, co od strony geograficznej niesamowicie mnie cieszy :) Jednak przeczuwam, że Święta łatwe nie będą, jak co roku zresztą...
No i w styczniu wraca mój ojciec z pracy za granicą i wiem dobrze, że będę musiała się wyprowadzić z dotychczasowego lokum. To oznacza dwie opcje:
a) wyprowadzić się z powrotem do mamy
b) szukać pokoju do wynajęcia
Oczywiście, całym sercem skłaniam się ku opcji b), jednak budzą się we mnie w związku z tym spore obawy. Dostaję od ojca alimenty, których 3/4 w najlepszym razie pokryje koszty wynajmu. Pracuję dorywczo, ale z tej kwoty niełatwo będzie mi się utrzymać. W ostatnich dwóch miesiącach otrzymywałam też wsparcie finansowe o dziwo od mamy, jednak nie wiem, jak ona zareaguje na wiadomość, że w dalszym ciągu zamierzam mieszkać oddzielnie (boję się, że zaczyna się nakręcać, że kiedy tato wróci do kraju, to ja wrócę do niej). Mam oszczędności, ale wiadomo, że rozsądniej byłoby ich w miarę możliwości nie ruszać.

Dziś jadę obejrzeć jeden pokój, zrządzeniem losu do wynajęcia w mieszkaniu studenckim, w którym mieszka moja koleżanka. Jednak widziałam, że chętnych jest kilkoro, a my znamy się dość powierzchownie, większego kontaktu nie miałyśmy ze sobą od trzech lat (ze względu na moje zawirowania oraz fakt, że mimo iż obie studiujemy na Medycznym, ona ma zajęcia w budynku na drugim końcu miasta).

Największą moją obawą jest jednak reakcja mojej mamy na kontynuowanie samodzielnego życia. Teoretycznie wiem, że to moje życie, ale jednak wciąż coś takiego we mnie siedzi. Zwłaszcza, że pierwsza reakcja mojej mamy na fakt, że chodzę na grupę bardzo, bardzo mnie zabolała i rozczarowała.

Troszkę sobie tutaj myśloodsiewnię zrobiłam...:) Ponownie czuję się w rozkroku, tym razem nieco bardziej wiem, czego chcę, ale wciąż "trzymają mnie" stare przyzwyczajenia i schematy działania...

Dobrego weekendu Wam wszystkim życzę :)
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Alerk

DDA+DDR 2016/11/26 09:42 #16

  • estee2015
  • estee2015 Avatar
  • Wylogowany
  • Super Gaduła
  • Posty: 322
  • Otrzymane podziękowania: 362
Na wstępnie pragnę zaznaczyć, że odnoszę się wyłącznie do Twojego pierwszego maila, z powodu niesłychanych emocji, jakie on wywołał. Nie potrafię przejść do odpowiedz forumowiczów i Twoich kolejnych postów, toteż jeśli coś powtarzam za kimś, to nie dlatego, że nie umiem czytać ze zrozumieniem, tylko dlatego że muszę na gorąco zareagować.
Powiem Ci Ewo, że jestem pod wrażeniem Twojej dojrzałości, umiejętności nazwania rzeczy po imieniu oraz konsekwencji w działaniu. Czytam maila młodziutkiej dziewczyny, a bije z niego przeogromna siła. POtrafiłaś napisać bardzo sugestywnie o tym, co czułaś, gdy matka piła, zrzucała na Ciebie ciężar swoich obowiązków, zawalała pracę, a przede wszystkim , nie wywiązywała się ze swojej roli jako matka (mam na myśli Twoje chudnięcie i problemy zdrowotne). Co więcej , pisząc o sobie , napisałaś też o tym, co czułam ja jako dziecko DDA i co mogły czuć moje córki, gdy to ja sięgałam po alkohol...
Przechodząc jednak do meritum, uważam, że w obecnej sytuacji do Ciebie należy troska o samą siebie, o swoją równowagę psychiczną. Musisz zawalczyć o swoją przyszłość, nie zapominając przy okazji o rozliczeniu się z przeszłością. Pewnie wiesz, że jako DDA możesz mieć problemy z zawieraniem bliskich relacji damsko-męskich (piszę o tym z własnego doświadczenia). Jako rozwódka i osoba kompletnie nie nadająca się do związków wiem, że stoi za tym problem alkoholowy mojego ojca, ale jeszcze bardziej nienawiść matki do ojca i epatowanie nią aż do dzisiaj, mimo że tata nie żyje 16 lat.
Dbaj o siebie, wyznaczaj sobie cele, dąż do nich, korzystaj z pomocy tych, którzy tę pomoc Ci oferują i przede wszystkim nie daj sobie wmówić, że głośne mówienie o problemach domowych to pranie brudów, i że najgorszy ten ptak , który własne gniazdo kala. Tu chodzi o Ciebie, całe Twoje przyszłe życie. Twoja mama jest dorosła i to ona sama musi chcieć się leczyć. Nie daj się pociągnąć w dół, nie pozwól by nieuzasadnione poczucie winy zniszczyło Ci życie. Dzieci nie są odpowiedzialne za rodziców, to rodzice mają opiekować się dziećmi, chronić je i przygotowywać do życia.
Ewo, chciałam Ci podziękować za to, co napisałaś. Jesteś przenikliwą, wrażliwą i mądrą dziewczyną, dbaj o te cechy i nie daj się wykorzystywać. POzdrawiam mocno, Gośka
Ostatnio zmieniany: 2016/11/26 09:45 przez estee2015.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): jurek, Antea, Natka22

DDA+DDR 2016/11/26 09:48 #17

  • estee2015
  • estee2015 Avatar
  • Wylogowany
  • Super Gaduła
  • Posty: 322
  • Otrzymane podziękowania: 362
Natka22 napisał:

Największą moją obawą jest jednak reakcja mojej mamy na kontynuowanie samodzielnego życia. Teoretycznie wiem, że to moje życie, ale jednak wciąż coś takiego we mnie siedzi.

Uważam, że jako dwudziestoparolatka masz pełne prawo chcieć żyć po swojemu, jesteś dorosła, sama organizujesz sobie życie, a to wszystko razem paradoksalnie może zadziałać na Twoją mamę motywująco.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Norbi, Natka22

DDA+DDR 2016/11/27 17:11 #18

  • Norbi
  • Norbi Avatar
  • Wylogowany
  • Autor Portalu
  • Alkoholik
  • Posty: 6603
  • Otrzymane podziękowania: 3283
Natka22 napisał:
Troszkę sobie tutaj myśloodsiewnię zrobiłam...:) Ponownie czuję się w rozkroku, tym razem nieco bardziej wiem, czego chcę, ale wciąż "trzymają mnie" stare przyzwyczajenia i schematy działania...
Natka stare przyzwyczajenia i mechanizmy z tym związane,będą długo Cię przesladowały,jesteś w stanie sobie z nimi poradzić,uwierz w siebie i daj sobie szansę pomagać poprzez grupę DDA i terapię.Miło się czyta Twe doświadczenia,widać w nich działanie i chęć zmiany siebie oklaskiii
Potępianie siebie za popełnione błędy jest równie złe jak potępianie innych za ich błędy.W rzeczywistości nawet siebie nie potrafimy ocenić prawidłowo.
Ostatnio zmieniany: 2016/11/27 17:12 przez Norbi.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Natka22

DDA+DDR 2016/11/28 15:09 #19

  • Bea
  • Bea Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • wszystko jest trudne, zanim stanie się proste
  • Posty: 4303
  • Otrzymane podziękowania: 7410
Mama ma zapewne inne wyobrażenie na temat Twojego zycia.
Nie dziwi rozdźwięk zatem między tym co Ty uważasz dla siebie za dobre, a oczekiwaniami rodzica, którymi zwykłas się poddawać.

Wracanie do wspólnego mieszkania może być dla Ciebie trudne i wydaje mi się, że warto jednak zawalczyć o własną niezależność.

Moje dziecko mieszka w akademiku. Ceny są jakie są. To jedna z możliwych opcji. Wiem, że w miejsu zamieszkania trunie o to, ale czasy się zmieniły. Tam też pracują ludzie. Warto spróbować.

Na rynku jest też sporo pokoi do podjęcia. Masz miesiąc na szukanie. To powinno wystarczyć.

Wahania co do alimentów, które są Twoje polegają moim zdaniem tylko na obawie- co mama na to.
Możesz poprosić ojca, żeby przelewal je na Twoje konto a mamie zakomunikować ten fakt.
Jesteś dorosła i potrzebujesz ich dla siebie.


Czytam co piszesz i widzę uporządkowana młoda kobietę. Aż nadto uporządkowaną. Mnie to w życie zapedzilo w związek z alkoholikiem

Warto sobie pozwolić na opuszczanie. Warto nie być tak bardzo correct. Dalej będzie tylko lepiej :-)
Ostatnio zmieniany: 2016/11/28 15:20 przez Bea.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Natka22

DDA+DDR 2016/11/30 14:12 #20

  • Natka22
  • Natka22 Avatar
  • Wylogowany
  • Nowicjusz
  • Posty: 14
  • Otrzymane podziękowania: 29
Dziękuję bardzoza za wszystkie odpowiedzi :grin: Estee2015,bardzo Ci dziękuję, wzruszyłam się, czytając Twój komentarz...:)
Rozmawiałam z mamą w niedzielę na temat jej reakcji na wiadomość o grupie DDA. Nie wiem, czy zrozumiała wszystko, ale powiedziała, że już jej wytłumaczono, że zajmuję się swoim problemem a nie nią. Na wieść o dalszym kontynuowaniu mieszkania samodzielnie, zareagowała lepiej, niż przypuszczałam. Powiedziała słowa, na które podświadomie chyba długo czekałam o tym, że jestem dorosła i sama wiem, co dla mnie będzie najlepsze. Poczułam pewną ulgę, nastawiałam się na konfrontację, której na szczęście nie było...

Bea34, masz rację, jestem bardzo poukładana i czasem mam o to do siebie pretensje. Bywały momenty, w których moje ambicje i chęć bycia w200% w porządku dużo kosztowały mnie emocjonalne. Teraz zdarza się to rzadziej, ale dalej jest nad czym pracować.

Pozdrawiam:)
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Alerk

DDA+DDR 2016/12/04 09:25 #21

  • estee2015
  • estee2015 Avatar
  • Wylogowany
  • Super Gaduła
  • Posty: 322
  • Otrzymane podziękowania: 362
Pisz, Ewo, jak sobie radzisz. CZy chodzisz na spotkania DDA, czy Twoje relacje z mamą są dobre... Napisz, jak radzisz sobie na studiach... POzdrawiam, Gośka. kwiaaatek kwiaaatek kwiaaatek
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

DDA+DDR 2017/01/03 20:51 #22

  • Natka22
  • Natka22 Avatar
  • Wylogowany
  • Nowicjusz
  • Posty: 14
  • Otrzymane podziękowania: 29
Witajcie w Nowym Roku,

Od wczoraj mieszkam z koleżanką, o której wspominałam kilka postów wcześniej. Mama zareagowała na to dość dobrze, gorzej z babcią. Z tym, że ona truje mamie, a mnie jakoś się nie odważa przytruć. Powoli też zaznajamiam pozostałych członków rodziny (tej najbliższej, jak to się mówi) z obecną sytuacją.

Chodzę na grupę DDA, niestety przez chorowanie musiałam odpuścić dwa spotkania, a teraz trwa przerwa poświąteczna. Na razie bardzo wiele w swojej kwestii się nie odzywam, ale widzę, że grupa naprawdę dużo mi daje i często mam podobne odczucia jak ktoś pozornie mi obcy.

Nie udało mi się w tym roku dostać stypendium naukowego. Stało się to dla mnie ogromnym ciosem, chyba w dużej mierze przez fakt, że nasza uczelnia traktuje studentów per noga i równolegle przekazała mi dwie informacje o pozytywnym rozpatrzeniu wniosku i dwie o negatywnym. Nie nastawiałam się bardzo mocno na jego otrzymanie, bo u mnie na roku jest wyścig szczurów i nikt nie wie, co robi koleżanka czy kolega (oprócz nieustannego zakuwania), jednak sposób, w jaki dziekanat informował o tak istotnej kwestii, jaką są stypendia, bardzo mnie zirytował i jakoś tak rozbił. Poczucie pewności siebie i własnej wartości, które ledwo co trochę podbudowałam, znowu zostało mocno podburzone. (To jeszcze jedna moja cecha- ogromna wrażliwość w większości kwestii i branie aż nazbyt serio i do siebie różnych mało ważnych spraw).

Zgodnie z przeczuciami, Święta, mimo że pozornie leniwe (zero gotowania, sprzątania i tym podobnych spraw), bardzo mnie zdołowały. Miałam nadzieję, że odpocznę i mimo towarzystwa babci i mamy jakoś się zregeneruję. Okazało się, że 95% gości ośrodka, w którym mieszkałyśmy, to był autokar z... domu seniora. Absolutnie nie mam nic do ludzi starszych, jednak ogólnie w życiu spędziłam dość dużo czasu z osobami starszymi i szczerze nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy. Do naszego stolika dołączyli samotną starszą panią, która zawsze musiała w jednym zdaniu pochwalić i dowalić jakiś nieprzyjemny komentarz. Pogoda nie dopisała i nie mogłam wyjść w góry (które kocham bardzo mocno).
Wydaje mi się, że główną przyczyną mojego naprawdę bardzo kiepskiego nastroju w tamtym czasie było towarzystwo babci i mamy naraz. Mam wrażenie, że niezależnie ode mnie uruchomiły się mechanizmy, które funkcjonowały we mnie latami, między innymi chęć dostosowania swojego zachowania i działań do innych, bez patrzenia na swoje potrzeby. Możliwe, że podświadomie mój umysł zaczął pracować w trybie, w którym działał przez długi czas. Nie potrafię tego dokładnie określić, ale kiedy wróciłam do siebie i weszłam we względnie standardowy dla mnie (od października) tryb, od razu poczułam się bardziej...wolna? Może też stałam się bardziej sobą, przestałam być aż tak spięta.



Z ulgą wróciłam do Wrocławia, jednak ostatni tydzień spędziłam w pracy, w której, mimo okresu świątecznego, klientów i roboty nie brakowało. Czuję,że trochę za mało odpoczęłam, zwłaszcza, że teraz mamy dużo zaliczeń no i sesję. Jednak jak na razie na uczelni wszystko mam do przodu w pierwszych terminach, więc pocieszam się, że jeśli nawet teraz czegoś nie zdam, to będzie to pierwszy raz w tym semestrze.

Wciąż w najbardziej kryzysowych momentach ucieczką dla mnie jest sport. Ogólnie lubię bardzo wszelki ruch, jednak gdy mam za wiele na głowie, uwielbiam się porządnie zmęczyć. Głowa jest od razu spokojniejsza :) W Sylwestra, po pracy, na zakończenie (obiektywnie patrząc bardzo udanego dla mnie) roku, postanowiłam przebiec powyżej 10km. Biegło mi się na tyle dobrze w rytmie karnawałowych hitów, że przebiegłam ponad 21km :D Aż się sama zdziwiłam. To po raz kolejny przypomniało mi, jak wiele jest w naszych głowach...

Poza obowiązkowymi rzeczami biorę udział w konferencjach naukowych. Dla korzyści majątkowych w przyszłości (większa szansa na stypendium) oraz dla szkolenia samej siebie- wystąpienia publiczne, i dyskusje z komisjami naukowymi to dla mnie bardzo stresujące rzeczy, dlatego staram się z nimi oswajać. No i zawsze udział w tego typu wydarzeniach to kolejna cegiełka do powiększania swojego CV ;)
Aktualnie prowadzę wraz z koleżanką badanie ankietowe na temat wiedzy społeczeństwa o badaniu morfologii krwi obwodowej oraz HIV/AIDS.

Pozdrawiam serdecznie i życzę pogodnego 2017 roku @};- @};- @};-
Ostatnio zmieniany: 2017/01/03 21:23 przez Moni74.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Moni74, Alerk

DDA+DDR 2017/01/03 21:11 #23

  • Natka22
  • Natka22 Avatar
  • Wylogowany
  • Nowicjusz
  • Posty: 14
  • Otrzymane podziękowania: 29
Bardzo przepraszam, dopiero doczytałam informację o wstawianiu linków... Nie potrafię jednak edytować posta :(
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Moni74

DDA+DDR 2017/01/03 21:13 #24

  • Moni74
  • Moni74 Avatar
  • Online
  • Administrator
  • e*g*a*l*
  • Posty: 10247
  • Otrzymane podziękowania: 12866
Natko możesz w dziale ankiet napisać i link wstawić, a ja potem edytuję Twój post :)
Nie próbuj przeskakiwać schodów, kto ma długą drogę przed sobą, nie biegnie - Paula Modersohn-Becker (,,,) nie nauki...czujesz, że to nie tak - Przyjaciel %%-
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

DDA+DDR 2017/01/03 21:18 #25

  • Natka22
  • Natka22 Avatar
  • Wylogowany
  • Nowicjusz
  • Posty: 14
  • Otrzymane podziękowania: 29
Już napisałam, dziękuję :)
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

DDA+DDR 2017/01/04 13:01 #26

  • Antea
  • Antea Avatar
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 1406
  • Otrzymane podziękowania: 1122
wITAJ Natko @};-
Bardzo miło się Ciebie czyta jesteś mądrą i uporządkowaną osobą . Ja w wieku 20 lat uzależniłam się od alkoholu i urodziałam syna .Moja mama jest lekomanką a tato alkoholikiem .Ja obecnie mam dwa lata trzeźwości jestem alkoholiczką.Wiem że również potrzebuje terapii DDA.
Pogody ducha
...bo jesli nie piję alkoholu to nic gorszego mnie nie spotka.
Bóg obdarzył mnie łaską trzeźwienia i nie chcę GO zawieść .
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Natka22

DDA+DDR 2017/04/12 21:00 #27

  • Natka22
  • Natka22 Avatar
  • Wylogowany
  • Nowicjusz
  • Posty: 14
  • Otrzymane podziękowania: 29
Dobry wieczór,
wiosenna aktualizacja: w nowym mieszkaniu funkcjonuje mi się fantastycznie, udało mi się też nawiązać bliższą znajomość z moją współlokatorką, co jest dla mnie szczególnie cenne. I do pewnego czasu przejęłam też trochę jej spokoju ducha....
(Uprzedzam lojalnie, że krótko nie będzie ;-) )

"Pewien czas" zakończył się około trzech tygodni temu. Wtedy to zadzwoniłam do ojca, chcąc porozmawiać i umówić się na spotkanie (nasze relacje są bardzo specyficzne i dalekie raczej od ojcowsko-córczynych. Spotykamy się raz na tydzień mniej-więcej, idziemy na spacer/do kina na godzinę-dwie, rozmawiamy lub jemy obiad na mieście). Zazwyczaj telefonicznie komunikowaliśmy się kilka razy w tygodniu. Wtedy jednak tato nie dzwonił ponad tydzień, co mnie mocno zdziwiło. No, ale miał przecież prawo.
Zadzwoniłam więc i umówiliśmy się na następny dzień. Podczas krótkiej bardzo rozmowy przemknęło mi przez myśl, że jest po alkoholu, ale za chwilę odrzuciłam tę ideę, wypominając sobie przewrażliwienie- jestem pewna, że ktoś, kto nie wyrósł w rodzinie z problemem alkoholowym, na 99,9% nie miałby nawet cienia takiej myśli.
Kiedy się spotkaliśmy, już na pierwszy rzut oka widziałam, że jest na kacu-gigancie. Nie chciał się pocałować na przywitanie, rozmowa się nie kleiła. Kiedy jechaliśmy dwie godziny później tramwajem, siłą powstrzymywałam się, aby się od niego nie odsuwać- tak od niego, mówiąc bez ogródek, waliło.
Ta sytuacja bardzo zaburzyła moje poczucie bezpieczeństwa wewnętrznego. Dołożyły się do tego trzy albo cztery epizody w przeciągu ostatnich 12 miesięcy, kiedy dzwonił do mnie kompletnie pijany. Nie obrażał mnie ani mi nie ubliżał bezpośrednio, jednak gadał niesamowite bzdury. Po ostatnim takim telefonie powiedziałam mu wyraźnie, że nie życzę sobie, aby dzwonił do mnie po alkoholu, bo ja to bardzo szybko wyczuwam i boli mnie to. Odpowiedział wtedy "Dobrze, przepraszam" i koniec tematu.

Przyznam, że czego jak czego, ale z jego strony alkoholizmu się nie spodziewałam. Chyba też dlatego tak zareagowałam. Kiedy widzę się czasem z babcią, która jest alkoholiczką, jestem już psychicznie jakoś (lepiej lub gorzej) przygotowana, mam taką mentalną "skorupę",która chroni mnie przed tym, co mogę zastać.
Tak naprawdę, moja i taty relacja jest na tyle mało zżyta, że nie mam za dużego wpływu na jego poczynania i tutaj to działa na plus. Jednak bardzo dużo, za dużo czasu, zajmuje mi dojście z tym do ładu w kwestii myślenia- mam tendencje do zbytniego analizowania całej sytuacji, zastanawiania się, co on teraz robi lub nie robi, czy pije itd.
Uważam, że źle zrobiłam, że nie zareagowałam od razu, przy naszym spotkaniu, nie podrążyłam tematu "na gorąco". Wtedy nie czułam się na siłach, a potem długo się nie widzieliśmy ani nie rozmawialiśmy. Postanowiłam, że jeżeli sytuacja się powtórzy, będę ze wszystkich sił próbowała się z tym zmierzyć "na żywo". Nie czuję się jednak na siłach, żeby stawać się rodzicem dla drugiego rodzica...

W tym samym czasie miałam też stresujący okres na uczelni- brałam udział w trzech konferencjach naukowych. Przygotowanie się do dwóch z nich zajęło mi mnóstwo czasu- opracowywałam dwie ankiety (które niektórzy z Was mogli wypełnić poprzez to Forum), z których uzyskałam prawie 350 odpowiedzi. Każda ankieta miała około 20 pytań. Nie nastawiałam się na nagrody, bo wiadomo, że to jest praca o niższej wartości niż prace stricte badawcze.

Podczas pierwszego wystąpienia wszystko przebiegło w miarę po mojej myśli. Nigdy nie jestem w 100% zadowolona ze swojego wystąpienia (nie czuję się dobrze, mówiąc coś publicznie-dlatego traktuję konferencję jako pewnego rodzaju wyzwanie), ale ogólnie oceniam to dość dobrze. Po południu (w niedzielę) było ogłoszenie wyników. Byłam wtedy w pracy. Okazało się, że dostałam nagrodę z głosowania uczestników. Początkowo organizatorzy pozwolili odebrać ją komuś za mnie. Jednak po chwili zmienili zdanie i przyznali ją kolejnej osobie z listy. Twierdzili, że powinnam być osobiście, podczas gdy regulamin niczego takiego nie przewidywał. Moja nagroda przypadła w udziale komuś innemu.
Nie będę opisywać, co wtedy czułam. Myślę, że ciśnienie tętnicze skakało mi gorzej, niż przy maratonie :P. Za około 40 minut zadzwoniła koleżanka, która miała za mnie odebrać nagrodę i powiedziała, że jeżeli za godzinę max przyjadę, to dostanę nagrodę, ale taką
"z resztek" i bez zaświadczenia.
Zaczęłam kombinować, jakby tu się urwać z pracy na 1,5 godziny, kiedy ona zadzwoniła, że jednak pozwolili odebrać jej za mnie te upominki...
Po całej sytuacji poczułam się jakbym zajęła ostatnie miejsce, a nie dostała jakąkolwiek nagrodę....

Drugie ważne wystąpienie, na prestiżowej dla naszej uczelni konferencji, poszło mi od strony wygłaszania też dobrze. Bardzo dużo także przygotowywałam się na pytania komisji, związane być może z wiedzą ogólną na temat, który przygotowałam. Była to ankieta na temat oznaczeń stosowanych na wynikach morfologii- coś, co każdy człowiek związany z medycyną dobrze zna. Dziekan mojego wydziału (farmaceutycznego) skomentowała moją pracę: "No! Ja się nie dziwię, że ludzie nie znają tych skrótów! Ja też nie znam, przecież to z angielskiego jest!" Ręce mi opadły. A nastrój jeszcze bardziej siadł, gdy okazało się, że w tej sesji naukowej wyniki zostały ustalone w 100% po znajomości...

Staram się traktować te porażki jako doświadczenia i nauczkę na przyszłość. Jednak ogrom 3-miesięcznej pracy, jaki włożyłam w to wszystko i rezultat, jaki to dało, przyprawiają mnie o skrajnie negatywne emocje. Jutro minie tydzień od tej felernej prezentacji z panią dziekan w tle, a ja wciąż odreagowuję stres i jedyne, co jestem w stanie robić, to biegać...

Kolejna cegiełka do bolesnego hartowania mojego układu nerwowego to fakt, że w tym samym niemal czasie dowiedziałam się, że od lipca muszę mieć nowe lokum- współlokatorka wychodzi za mąż w sierpniu, a w lipcu chcą z narzeczonym zrobić (za zgodą właścicielki) remont. Czułam,że tak będzie, jednak wizja szukania nowego M w sesji nie nastraja pozytywnie.

Na koniec mojego utyskiwania newsy Wielkanocne:
-mój ojciec nie spędza Wielkanocy ze swoją rodziną (tzn bratem, ojcem i kuzynką oraz jej rodziną), tylko gdzieś jedzie, nikt nie wie gdzie. Dodam, że jest on osobą dość religijną i zawsze utyskiwał, że w roku kalendarzowym, ze względu na pracę za granicą po 3-5miesięcy pod rząd, od kilkunastu lat jest w Polsce albo na Wielkanoc, albo na Wigilię (które spędzał w gronie rodziny). Albo ma nową rodzinę, o której nie wiem, albo rodzina przestała być dla niego ważna. Nie dopytuję, zawsze tak jest, że mówi "wyjeżdżam" i nic więcej. Jako dziecko pytałam o szczegóły, ale zawsze migał się od odpowiedzi...
-chciałyśmy zaprosić (jak zawsze zresztą, ale o tym innym razem) mamy bratową i jej dwie córki (moje kuzynki, lat 26 i 14 plus chłopaka starszej) na obiad Wielkanocny. Kuzynka wyprowadziła się na swoje ponad rok temu, do dziś nie wiemy gdzie, nie zaprosili nas ani razu do mieszkania. Ciocia nie odbierała telefonu, więc mama zadzwoniła do kuzynki (lat 26) z zaproszeniem. Ta jej odpowiedziała rozdrażnionym tonem: "Ciociu! My mamy tyle gości na Wielkanoc pozapraszanych, że nie mamy absolutnie na nic czasu!" Dodam, że tam, gdzie mieszkamy, jesteśmy dla siebie najbliższą rodziną, ich rodzina mieszka 500km od Wrocławia. My na liście gości nie zostałyśmy uwzględnione.
Trzy dni później zadzwoniła do mamy bratowa, zapraszając nas do mieszkania swej córki(! Kuzynka sama nie mogła tego zrobić?) na Poniedziałek Wielkanocny, dobrze wiedząc, że od osiemnastu lat, czyli odkąd moi rodzice się rozwiedli, Poniedziałek Wielkanocny i 26 grudnia spędzam zawsze u dziadków od strony taty. Bez komentarza...

Tak więc Wielkanoc zapowiada się w składzie trzyosobowym: babcia, mama, ja. Dodam, że babci ulubiony temat to wychwalanie wyżej opisanej bratowej mamy oraz omawianie śmierci jej syna i męża.
Przy resztkach sił trzyma mnie strona duchowa Triduum Paschalnego- od drugiej klasy gimnazjum śpiewam w różnych scholach przez wszystkie te dni. W tym roku udało mi się załapać do takiej bardziej profesjonalnej (choć amatorskiej), ładnie brzmiącej scholi. Mama do jest wierząca, ale "po swojemu"- kościoły lubi zwiedzać, a na Msze przychodzi w porywach dwa razy do roku. Babcia chodzi do kościoła często, ale przy takich uroczystościach zawsze jej duszno i słabo, nawet jak na dworze i w kościele jest koło zera stopni. Więc najprawdopodobniej będę jedynym przedstawicielem mojej rodziny na Triduum.

Kończąc już te wypociny, sama się sobie dziwię, że wciąż dla mnie rodzina jest czymś tak ważnym. Zwłaszcza, że z roku na rok, coraz więcej patologii w niej widzę, i zauważam, jak bardzo ona się degraduje w moim przypadku. Jak nasze więzi są coraz luźniejsze. Ba, z dwoma koleżankami mam mocniejszą relację, niż z własną rodziną...

Jak już nadmieniałam, staram się traktować to wszystko jako nauczkę na przyszłość. Przede wszystkim też jako ogromną lekcję pokory. Chociaż jak dotąd wydawało mi się, że tego akurat mi nie brakuje. Cóż, widać się myliłam.

Gratuluję i dziękuję tym, którzy dotrwali do końca relacji.

Życzę Wam dobrych, wiosennych Świąt Wielkanocnych :)
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): jurek, Magda, Antea, kris66