Witamy, Gość
Nazwa użytkownika: Hasło: Zapamiętaj mnie
Ta część Forum jest dla Dzieci, których rodzice aktualnie lub w przeszłości nadużywali alkoholu lub innych środków chemicznych

Moderator: Sylwia1975 / martasa

TEMAT: Powrót...by wyleczyć...??

Powrót...by wyleczyć...?? 2015/03/23 17:02 #1

  • Isabell
  • Isabell Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Każdy ma swoje okno, przez które spogląda na świat
  • Posty: 4182
  • Otrzymane podziękowania: 6683
"IZORYS"

Postanowiłam zawalczyć o siebie. Mimo, że mam 42 lata i wydawałoby się, że przebaczyłam mojej mamie (bo przebaczyłam) zauważam u siebie degradujące mnie sposoby myślenia w obecnym zyciu.
Jestem już samodzielną osobą, dużo w życiu przeszłam. W sumie to chyba bardzo dużo, chociaż ktoś mógłby pomyśleć, że jak się nie ma męża i dzieci to co się o życiu wie...
Całe moje dzieciństwo to były"wahanki" emocjonalne fundowane mi przez najbliższych.
Jedno z nich piło (pije do dzisiaj) a drugie wszczynało awantury. CIągłe dyskusje po nocach, rano smród alkoholu i przemęczona mama. Przekonana byłam, że mnie nie kocha. No bo jak niby kocha, skoro tak ją z bratem prosimy, żeby przestała...a ona pije i pije...brakowało nam jej. Chcieliśmy mieć normalne poczucie bezpieczeństwa. Nic więcej. Już nawet nie chce mówić o jakimś przytuleniu.,które zdarzało się od święta i było jakies takie...nieprawdziwe. Poza tym cała moja rodzina od ciotek, wujków, mama, tata przesiąknięci byli wręcz ideałami, wartościami...ehh.. bardzo to kolidowało z tą "naszą dziecięcą" rzeczywistością.
Bardzo często zdarzało się, że wracając ze szkoły siedziałam i sąsiadki bo mama lezała...pod stołem. Chciałam do babci, gdzie czułam się bezpieczna. Starszy ode mnie o 6 lat brat miał gdzie pójść w tym czasie...był przecież duzy już. (przynajmniej tak mi się wydawało)
Ja byłam zdana na łaskę i niełaskę okoliczności..
Potem oczywiście było wszystko ok. zawsze było potem ok..własnie. Żeby się "zresetować" uciekałam gdzieś w pola, na łąki, do lasu..tam jakoś się regenerowałam i wracałam pełna nadziei do domu. Stworzyłam sobie własny świat. Miałam wyimaginowanego przyjaciela, do którego pisałam listy. Była typowym Feniksem, który odradzał się z popiołów, żeby znów spłonąć..i tak na okrągło.
Jedyne chwile, momenty, czaso-okresy, jak już wspomniałam, ładujące mnie poczuciem bezpieczeństwa były u babci i dziadka. Dziadek kochał mnie tak....że nie da się tego nawet wypowiedzieć...mocno mocno.Zabierał mnie na spacery, bawił się ze mną, uczył mnie, spiewał, wygłupiał się i nawet potrafił być koniem do jazdy :lol: nie mówiąc o ..możliwości wbijania gwoździ do podłogi..jakoś mi to nie zaszkodziło (nie wbijam gwoździ do podłogi ;) )
Babcia zawsze pilnowała, żebym zjadła w odpowiednim czasie. Kiedy bawiłam się z innymi dziećmi na podwórku wołała przez balkon...byłam natychmiast.
Byłam bardzo wrażliwym dzieckiem. Nauczono mnie jednak, że życie polega na akceptacji i zrozumieniu. Nie zapomne jak mi tłumaczyli, że mama mnie kocha, tylko jest z natury taka...oschła..Już wtedy musiałam się uczyć, ze bywa i tak..i nie ma to nic wspólnego z brakiem miłości. Ehhh...
Czasy do szkoły podstawowej to był w sumie raj. Ja właściwie mieszkałam u dziadków. Potem przyszła szkoła i mój zyciowy koszmar. Okazało się, że mój "dom" to nie mój "dom", a w ogóle to gdzie on jest?
Miałam problemy z pisaniem. Zespoły wyrównawcze...katowano mnie na maksa. Nic to nie dało. Pojawił się lęk przed pisaniem. Czytałam najlepiej z klasy.
Wówczas jeszcze nie funkcjonowało zbytnio pojęcie dysgrafii. Miałam przerąbane właściwie do czasów liceum. W liceum przymknięto na to oko. (do dzisiaj nie wiem dlaczego).
Można powiedzieć, że katowano mnie, bo teraz to już wiem. Nie czułam miłości, nie czułam bezpieczeństwa, nie umiałam pisać,tęskniłam za babcią i dziadkiem...uciekałam z domu.
Często mama znajdowała mnie u jakiejś babki z którą pasłam krowę :lol:
Kiedyś zobaczyłam w sklepie napój otrzeźwiający, pobiegłam do domu po moje oszczędności, żeby kupić go mamie. Kawał drogi. Okazało się, że to był napój orzeźwiający :lol: Wielkie było moje rozczarowanie. Miałam nadzieję, że znalazłam "antidotum". W drugiej klasie doszła szkoła muzyczna. Skoro nie potrafiłam prawidłowo pisać to też nie potrafiłam prawidłowo stawiać nutek na pięciolinii. Pojawiły się problemy z ich odczytywaniem. Ze strachu...po prostu nie patrzyłam nawet na nuty..grałam ze słuchu...jak Mozart :lol: utwory klasyczne dla dzieci.
Mama nie była na bieżąco z "modą" dziecięcą, wtedy u nas na wsi nie było to może takie na topie, ale w szkole muzycznej to już inna sprawa. Robiła mi sweterki na drutach takie jakieś...dziwne :lol:
Pamiętam jak pani, która prowadziła moja grupę powiedziała do mnie " co to za sweterek? wyglądasz jak dziecko z domu dziecka"..więcej mi nie trzeba było. Miałam 8 lat i już byłam przekonana, że moi prawdziwi rodzice gdzies tam są na tym świecie, a Ci sa nieprawdziwi. Że pewnie ja rzeczywiście jestem z tego domu dziecka. Zapytałam się mamy...dostałam w twarz. Nie przyznałam się, że tak do mnie pani powiedziała...nie chciałam jej wkopać, chociaż w głębi duszy nienawidziłam jej.
Bardzo kochałam mojego brata (nadal bardzo go kocham). Był dla mnie wzorem, imponował mi, zabierał mnie do lasu gdzie bawiliśmy się w Indian, uczył mnie róznych rzeczy przydatnych w takim życiu :lol: ...czasem byłam jego jeńcem, czasem zwierzyną do upolowania :lol: czasem towarzyszem broni...a kiedyś królową Apaczów i najwyższą Szamanką..na to musiałam sobie zasłużyć ;) Miałam taki obóz przetrwania w sumie od małego. Sam tłukł mnie, szarpał za włosy...ale niechby ktoś inny się krzywo na mnie popatrzył..(......)Z czasem do zabaw dołączyli Jego koledzy a zwłaszcza jeden...który bardzo mi się podobał, był najfajniejszy z nich...nosił mnie na rękach przez chaszcze :lol: i w ogóle takie...porozumienie dusz. Po latach był razem ze mną drużbą na weselu mojego brata, a po wielu, wielu, wielu latach...moją "alko" szacowną personą, z którą po 8 latach bycia razem, już nie jestem...ale to nie ten dział. Nie zapomnę tych zabaw, ponieważ bardzo duzo mnie nauczyły...podwórko u dziadków jednego, zabawy z bratem czegoś innego.Kiedyś przyznał mi się (już byliśmy dorośli) że chyba źle mnie traktował....że mnie bardzo kocha. Zapytałam czy to forma przeprosin, odparł, że tak. Przebaczenie nastąpiło natychmiast.Haha, nie zapomnę (co do zasad) jak dzieliliśmy się cukierkami))))zawsze po równo...to w sumie był rytuał można by rzec.
Nigdy nie wyżywał się na mnie ze względu na swoje frustracje. Nie pamiętam czegos takiego w każdym razie.Były zasady. Zasady niezłomne i niepisane. Nikt z nas nigdy nie poskarżył się nikomu co się w domu dzieje i jak się czujemy. Nigdy. Dzisiaj to nie do pomyślenia...ale wtedy..nie wiem jak inni, no ale my tak mieliśmy.
Po twarzy od mamy dostawałam wiele razy..umierała moja godność. Uciekałam bo nie rozumiałam..dziś wiem tylko tyle, że to niesprawiedliwe traktowanie było odreagowywaniem frustracji..brat też zebrał nie raz po głowie, ale był silniejszy niż ja na ten czas.
Rodzice rozchodzili się i schodzili na okrągło.To było wręcz normą naszego życia.
W końcu, kiedy zdałam dyplom w szkole muzycznej w mojej 7 klasie szkoły podstawowej rozwiedli się. Pamiętam jak tata zabrał mnie do kawiarni i ogłosił, że musi mi wyznać wielką tajemnicę...i czy dam słowo honoru, ze zachowam to dla siebie i nie powiem...bratu. Nie zgodziłam się. WKurzył się na mnie potwornie i w koncu wykrzyczał to...ze nie jest ojcem mojego brata a on nic o tym nie wie. Myślałam, ze umrę..że to koniec. Męczyłam się bardzo długo...nie z powodów lojalnościowych, tylko bałam się, żeby brat nie poczuł tego co ja. Zwyczajnie się do niego nie odzywałam. W koncu ogłosiłam tacie, ze jak nie powiedzą z mamą bratu to ja się...zabiję. Miałam już konkretny plan. Zasadą było "nie rzucać słów na wiatr" przecież. Posłuchał. Zostałam uwolniona. Tata zamieszkał osobno..po czasie założył nową rodzinę. Mama znalazła sobie we mnie "powierniczkę" czego zwyczajnie nie mogłam znieść psychicznie. Nie miałam swojego życia. Moja głowa była przepełniona sprawami i przeżyciami nie moimi. Wspierałam ją jak mogłam. Kiedy była trzeźwa stawała się moją najlepszą przyjaciółką. Kiedy piła burzyła dosłownie wszystko co się tylko dało. Znałam już ten mechanizm. Z czasem nauczyłam się nie ufać już w nic i nikomu. Mama miała co jakiś czas innego adoratora, żadnego z nich nie lubiłam. Jednego wywaliłam za drzwi jak przyszedł... z butelką.
Brat miał już swoją rodzinę i mieszkał osobno od roku. To było straszne. Tylko ja i mama.
Kosmos normalnie kosmos.W sumie doszło do tego, że chyba wolałam jak się napiła (byle do konca) i zasypiała. Miałam święty spokój chociaż na chwilkę. Moja głowa parowała...na niczym nie mogłam się skoncentrować...czułam cały czas lęk. Musiałam ją łapać, żeby ze schodów nie spadła...i takie tam. W koncu uciekłam do bursy. Nowy świat, nowe otoczenie, znów dwie szkoły, ale do tego byłam już przyzwyczajona. Srodowisko koleżanek "współbursantek" dało mi poczucie bezpieczeństwa i..normalności. Byłam dosyć obowiązkowa, chociaż nie zaprzeczę, że życie mnie wciągnęło...ale ja nie szukałam wrażeń. Właściwie chciałam od nich odpocząć.Szkoła, nowi znajomi...wolność...ale czy taka upragniona?
Na weekendy koleżanki wracały do domu, jednak ja wolałam zostać...tam. Do dziś z tych czasów zachowałam niezłomną przyjaźń z jedną osobą. Jej też nie było łatwo..też uciekała, ale z innych powodów.
Z tatą kontaktu nie miałam, chociaż mieszkał w tej samej miejscowości co ja. Miał nowe życie. Starałam się to rozumieć. Starałam się..
W końcu po dwóch latach "bursowania" sama napisałam do niego. Zaproponowałam spotkanie na neutralnym gruncie :lol: Nie zapomnę tego jak szłam na to spotkanie. Myślałam, ze mi gacie spadną ze strachu, ale szłam...widziałam go w oddali. Bałam się bardzo...i nagle wstał i rozłożył ręce...i tak czekał aż dojde.. (a teraz sobie rycze)
Od tego czasu miałam ojca. Różne miał dziwne pomysły w związku z moją osobą potem, haha, ale liczył się z moim zdaniem...chociaż czasem iskry leciały...Mnie już nikt nie mógł mówić co mam robić i jak mam żyć. Nie zapomnę jak kazał mi się uczyć np. encyklopedii na pamięć :lol: Nawet próbowałam, ale w końcu zwiałam. Przeprosił.
Moja "macocha" mnie nie lubiła, ponieważ uważała, że ojciec dalej kocha moją mame (co ja miałam z tym wspólnego?? wtedy też tego nie rozumiałam )
Poznałam swoją siostrę młodszą o 15 lat. Pokochała mnie. Jednak z bratem się wychowałam. Tata zaproponował, zebym z nimi zamieszkała. Odmówiłam.
W roku dyplomowym sredniej szkoły muzycznej (miałam 20 lat i mieszkałam już w wynajętym mieszkanku w pięknej okolicy) zaproponował mi znów wspólne mieszkanie...że pomoże, ze kasy nie ma ale wikt i opierunek może mi zapewnić, że to takie ważne, żebym miała komfort w tak ważnym dla mnie roku. Zdgodziłam się...dla niego, nie dla siebie. Chciałam, żeby miał tą szanse..pomóc swojemu dziecku :shock: Wytrzymałam, chociaż niełatwo było...z tą "macochą". Gdyby nie tata, pewnie by mnie zjadła zywcem. Czuła się zagrożona..że będę rościć sobie prawa do tego mieszkania kiedyś..i w ogóle. Dałam jej słowo honoru, że nigdy nie będę sobie takowego rościć. Już parę lat od śmierci taty minęło...dla mnie jest to oczywiste. Słowo się rzekło..zresztą siostrę bardzo pokochałam..niech czują się bepzieczne. Długo trwało, aż imć Pani nabrała zaufania...ale nigdy mnie nie przeprosiła za słowa, które padły z jej ust wielokrotnie (okropne były..chcę zapomnieć) pod moim adresem..jednak jestem tam zawsze mile widziana..udało się. We mnie nie ma kszty zadry )))ufff.

Potem była Warszawa,studia, firma,związki, potem powrót na stare śmieci..kolejny związek tym razem z "alko"...( dla mnie jeszcze wtedy ciągle "tamten" ktoś a nie alko..)
Praca, rozczarowania, znów huśtawki, kolejne studia, rozstanie, forum...a w kwietniu terapia.

Do dziś mam problrmy aby komuś zaufać. Jednak bardzo się staram. Mamę kocham całym sercem, mieszkamy osobno. Bardzo mi pomaga. WIem, że nie mam wpływu na jej życie tak, jak ona na moje (obecnie). Biorę to, co jest skarbem i idę dalej. Oddaje to co mogę oddać, zostawiając cokolwiek dla siebie. Jeszcze nie raz uciekam...kiedy "trzeba" chroniąc siebie.
Nikomu już nie pozwolę się obrażać. Nikomu. Jednak to już bardziej wewnętrzne jest...nie uderza w moje poczucie wartości. Długo pracowałam nad swoją niezależnością wewnętrzną. Nikomu już nie uda się mnie zniszczyć w tego kogoś mniemaniu :lol: ...jakby za dużo rozumiem. Jednak granice to granice. Stawiam je właściwie dla tego kogoś..z transparentem w ręce, dla jego dobra, bo moje wewnętrzne są mocno zakorzenione. Mnie tam rybka, mnie już nie rusza...mam gdzieś...i guzik prawda.

Jeszcze potrafię się spinać, jeszcze cierpię, kiedy kogoś pokocham...bo potrafię. Jeszcze chyba potrafię.
To pierwsze moje takie wyznanie. Pierwsze w życiu w tym klimacie. Z szacunku dla tych, którzy sami się tutaj otworzyli...w końcu jestem tu już jakiś czas.
Ja już nie wierzę, ze kiedykolwiek poczuję się bezpieczna " bo ktoś coś". We mnie tego już nie ma. Miłość dla mnie to partnerstwo, wzajemny szacunek i poświęcenie swojego egoizmu zasranego.. na rzecz "my" a nie "ja" bo nie o to chodzi w kochaniu.
Przyjaciół mam mało, ale sprawdzeni są we wszelkich żywiołach :lol:
Zawsze mogę na nich liczyć i na odwrót.
O wszystko w życiu musiałam walczyć sama. Zwłaszcza o moją "przestrzeń". Niewiele osób do niej zapraszam. Popełniam błędy jak każdy, normalnie, jednak moi przyjaciele wiedzą, ze to błąd a nie...bardzo ich kocham i szanuje... sprawdzeni w żywiołach ;)

WIem, ze potrzebuję pomocy, tylko nie wiem czy ktoś sobie ze mną poradzi :lol: nauczyłam się swoje problemy rozwiązywać sama. Teraz chcę się nauczyć nie bać tracić. NIE BAĆ TRACIĆ!!

Prawda, Wolność, Pasja, Miłość...a zaufać chcę.
"Jesteś dzieckiem wszechświata, nie mniej niż drzewa i gwiazdy, masz prawo być tutaj" /Desiderata/
Ostatnio zmieniany: 2015/03/23 17:25 przez Isabell.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): jurek, ursa, koniczyna, szekla, dana73, maciejski, Lona, andrzejej ten użytkownik otrzymał 16 podziękowań od innych

Odp: Powrót...by wyleczyć...?? 2015/03/23 20:26 #2

  • chris661211
  • chris661211 Avatar
  • Wylogowany
  • Moderator
  • Posty: 1353
  • Otrzymane podziękowania: 2238
Droga Izo, gratuluje odwagi. Jestem pod wrazeniem Twojej historii. Skad ja to znam? Przechodzilem przez to i przeszedlem. Pierwszy, najtrudniejszy i najwazniejszy krok masz za soba. Jestem z Toba.
Niezmienne jest tylko to, czego zmienić nie chcemy
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Isabell

Odp: Powrót...by wyleczyć...?? 2015/03/23 21:07 #3

  • Jakub.K.K
  • Jakub.K.K Avatar
Doskonale cię rozumiem , ja teraz przechodze to samo a mam 16 lat i jakoś daje radę choć czasami wymiękam !
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Odp: Powrót...by wyleczyć...?? 2015/03/23 21:13 #4

  • 57laku
  • 57laku Avatar
^:)^ Dziękuję,za odwagę,za szczerość-pokochaj siebie,a może już kochasz.Wróciły wspomnienia,złe i dobre.Jeszcze raz wielki szacun. @};-
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Odp: Powrót...by wyleczyć...?? 2015/03/23 21:20 #5

  • Aslan
  • Aslan Avatar
  • Wylogowany
  • Super Gaduła
  • Posty: 254
  • Otrzymane podziękowania: 99
Kurde, ile w tym mojego życia. Też jestem pod wrażeniem, opowiedziałaś szczerze i dokładnie i plus za pisownię bo czyta się jak wciągającą książkę.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Isabell

Odp: Powrót...by wyleczyć...?? 2015/03/24 06:55 #6

  • Lona
  • Lona Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Nie chcemy żyć przeszłością ale musimy się z nią z
  • Posty: 2303
  • Otrzymane podziękowania: 3332
Dobrze Izo że to z siebie wywaliłaś :) .Terapia bardzo ,bardzo ci pomoże ,właśnie umiejętnie stawiać granice a nie mury .Poradzą sobie z tobą ,ważne jednak żebyś tam była całowicie szczera i stosowała się do zaleceń :) .U mnie terapia grupowa jest tzw dla rodzin czyli dda i współuzależnieni są razem ,bo jednak to się łączy ze sobą ,te kolejne związki ,przeważnie nieudane lub łączenie się z alko to wszystko ,nie zawsze ale przeważnie ma jedno źródło ,dzieciństwo i destrukcja w rodzinie w jakiej się wychowaliśmy . :)
Mogę mieć tylko to,co Bóg chciałby ,żebym otrzymała .
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Isabell

Odp: Powrót...by wyleczyć...?? 2015/03/24 10:37 #7

  • samp00
  • samp00 Avatar
Po prostu....DZIĘKUJĘ.......rówieśniczko. :YMAPPLAUSE: @};- kwiaaatek
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Odp: Powrót...by wyleczyć...?? 2015/03/24 16:37 #8

  • Isabell
  • Isabell Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Każdy ma swoje okno, przez które spogląda na świat
  • Posty: 4182
  • Otrzymane podziękowania: 6683
Jakub K.K...(.....)...... %%- %%- %%- %%- %%- %%- %%-

3aa
"Jesteś dzieckiem wszechświata, nie mniej niż drzewa i gwiazdy, masz prawo być tutaj" /Desiderata/
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Odp: Powrót...by wyleczyć...?? 2015/03/24 17:02 #9

  • martasa
  • martasa Avatar
  • Wylogowany
  • Moderator
  • Posty: 1069
  • Otrzymane podziękowania: 2234
Damy radę Iza, wierzę, że damy radę %%-
"Dopóki nie uczynisz nieświadomego - świadomym, będzie ono kierowało Twoim życiem, a Ty będziesz nazywał to przeznaczeniem." Carl Gustav Jung
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Isabell

Odp: Powrót...by wyleczyć...?? 2015/03/25 17:48 #10

  • Isabell
  • Isabell Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Każdy ma swoje okno, przez które spogląda na świat
  • Posty: 4182
  • Otrzymane podziękowania: 6683
Musiałam te dwa dni "odchorować" po napisaniu tego posta. Wbrew pozorom, wcale mi nie ulżyło..wróciły stare wspomnienia...od analizy doszło w końcu do pewnego rodzaju "syntezy". Pomogły mi w tym też wspomnienia tego co było i jest dobre.
Pomimo "trudnych chwil", które oczywiście wpłynęły na moją psychikę, uczciwie i sprawiedliwie muszę stwierdzić, że to co było "dobre" procentuje w moim życiu bardzo.

Kocham siebie myślę bardzo. W tym pozytywnym znaczeniu oczywiście. Pozytywnym, czyli w sumie dziękuje opatrzności, ze jestem jaka jestem :lol:
Poza tymi "lękami" kiedy na czymś mi bardzo zależy, nie zauważam w sobie innych "przeszkód" życiowych.

Z mamą mam bardzo dobry kontakt. Oddzieliłam już dawno "jedno od drugiego". Ani ja nie mam najmniejszej ochoty niczego zmieniac mamy, ani ona chyba , chociaż stara się udzielać mi wskazówek, zachęcać do pozytywnego działania, przestrzegać przed "niebezpieczeństwami życia" i takie tam...ważne sprawy. Nie ma we mnie klasycznego w takich wypadkach " teraz się obudziłaś? ", ani ani..zresztą to chyba byłoby totalnie bez sensu. Bardzo ją za to cenię, że pomimo swojego nałogu ciągle się rozwija jako człowiek. Wydawałoby się to mało możliwe, a jednak...
Ciężko to wytłumaczyć, naprawdę. Nigdy nie zdegradowała siebie pod względem moralnym..chociaż wychowywanie dzieci niezbyt Jej wychodziło :lol: to jednak za wiele spraw jestem Jej wdzięczna i dziękuje Najwyższemu, że Ją mam.

Jak już pisałam, biorę te "skarby" i idę dalej.
Na życie "rodzinne" mojego brata, przeżycia z dzieciństwa wpłynęły tak, że postanowił dać dzieciom ciepło, bezpieczeństwo, jasne i NIEZMIENNE zasady. Małżeństwo jego jest udane, są szczęsliwi juz ponad 25 lat.
Ja rodziny nie mam, jednak gdybym miała byłoby tak, jak u niego...skąd to wiem? BO WIEM.

Pozdrawiam %%-
"Jesteś dzieckiem wszechświata, nie mniej niż drzewa i gwiazdy, masz prawo być tutaj" /Desiderata/
Ostatnio zmieniany: 2015/03/25 17:53 przez Isabell.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Melisa, Aslan, Pitbull, Antea, samp00

Odp: Powrót...by wyleczyć...?? 2015/03/28 13:31 #11

  • sylwia1975
  • sylwia1975 Avatar
  • Wylogowany
  • Moderator
  • Posty: 1399
  • Otrzymane podziękowania: 1150
kwiaaatek izorys bnggfgbfb fajne masz poczucie humoru.Duzo twojego izorysu przypomina mi moj eh jak wiekszosc ludzi tu,moja mama alkocholiczka nie byla,ale brakowalo ciepla i poczucia bezpieczenstwa ,przytulenia sporadyczne a wyrazanie emocji zadne.Nocoz chyba roznicy nie ma czy ktos pije czy jest w spolce ztym-w takim sensie ze byc trzezwym co do wychowania dzieci to nie wystarcza,trzeba nauczyc sie ciepla i milosci,potrzeb swojich i bliskich
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Isabell

Odp: Powrót...by wyleczyć...?? 2015/03/28 17:32 #12

  • Isabell
  • Isabell Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Każdy ma swoje okno, przez które spogląda na świat
  • Posty: 4182
  • Otrzymane podziękowania: 6683
Widzisz..tylko to się z domu wynosi. Moja mama też nie zaznała ciepła od swojej. Była niania, która kochała twarda miłością, jednak potrafiła dać im trochę ciepła..jednak matka była jak niedostępna królowa (moja babcia od strony mamy). Czasem pogłaskała, ale tak tylko...wiesz.
I tak to właśnie jest.
Ja mam taki problem, ze nie wierzę w to, że ktoś mnie kocha, kiedy mnie kocha, albo myślę, że mnie kocha, kiedy mnie nie kocha. W sumie nawet nauczyłam się z tym żyć :lol: bo chyba.. kocham siebie. Pragnienia są jak najbardziej..ale myślę, że wciąż wychodzi ze mnie ta spragniona gestów dziewczynka. A gdzie kobieta? no też jest..wiadomo. Jednak mężczyźni chyba oczekują takich..nie potrzebujących specjalnie uczuć..z resztą nie ma co uogólniać.
Czasem zwyczajnie boję się okazywać jakąś "bliskość" ze zostanie ona odrzucona, ze to śmieszne i takie tam. ALbo znów za bardzo ją okazuję..na dwoje babka wróżyła.

- Baco! wachlorz Wam się tylepie!!!
- nic nie słyszę bo mi się wachlorz tylepie!!

coś w tym stylu...albo nie w tym? nie wiem...nie wiem co chciałam przez to powiedzieć

:lol:
"Jesteś dzieckiem wszechświata, nie mniej niż drzewa i gwiazdy, masz prawo być tutaj" /Desiderata/
Ostatnio zmieniany: 2015/03/28 17:41 przez Isabell.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Antea, samp00

Odp: Powrót...by wyleczyć...?? 2015/03/28 22:23 #13

  • martasa
  • martasa Avatar
  • Wylogowany
  • Moderator
  • Posty: 1069
  • Otrzymane podziękowania: 2234
Iza, dziś to chyba nawet Cię rozumiem :D
"Dopóki nie uczynisz nieświadomego - świadomym, będzie ono kierowało Twoim życiem, a Ty będziesz nazywał to przeznaczeniem." Carl Gustav Jung
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Isabell, samp00

Odp: Powrót...by wyleczyć...?? 2015/03/29 02:16 #14

  • Isabell
  • Isabell Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Każdy ma swoje okno, przez które spogląda na świat
  • Posty: 4182
  • Otrzymane podziękowania: 6683
To dobrze Marta, ze chociaż Ty :lol:
"Jesteś dzieckiem wszechświata, nie mniej niż drzewa i gwiazdy, masz prawo być tutaj" /Desiderata/
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Antea, martasa, samp00

Odp: Powrót...by wyleczyć...?? 2015/03/29 06:05 #15

  • maciejski
  • maciejski Avatar
  • Wylogowany
  • alkoholik
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 4435
  • Otrzymane podziękowania: 7847
u mnie.
ja, matka, dwie siostry obie starsze. przerypane. cerowane rajstopy, brak spodni, kalesony na wuefie i lanie za byle co. lanie to LAJTOWE określenie. bardzo lajtowe. u mnie katem była najstarsza siostra. 8 lat różnicy. moja matka nigdy nie powiedziała nic dobrego. ani o mnie ani do mnie. siostry mówiły - ona taka jest. najczulszy zwrot to z miłym uśmiechem "synku skoor......synku".
i wyrosłem. na czlowieka który z jednej strony nie wierzył w żadne dobre sygnały i życzliwość. wszędzie widziałem oszustwo i interes. zamiast dobra i miłości wyniosłem z domu chęć zemsty, zapartość, umiejętność skrywania bólu fizycznego i psychicznego, cynizm, brak wyrozumiałości. i piekło życiowe.
kiedy rozpadł się ten koszmar nie umiałem pojąć na jakiej zasadzie ludzie wogóle się łączą w pary. pierwsze uczucie zbliżające - to seks. dużo lat minęło zanim (i to jest zdanie klucz) - UWIERZYŁEM W DOBRO KTÓRE OD KOGOŚ DOSTAJĘ. w bezinteresowną troskę wynikającą, że ktoś pod tą skorupą ujrzał jakiś porypany system wartości. porypany. moje pierwsze kredo = JAK JELEŃ TO PO ROGACH. w porównaniu do tego jak to wykorzystywałem i wprowadzałem w czyn samo określenie znowu jest delikatne jak trzepot motyla. bo ja wprowadzałem to w życie z siłą katriny. bicie, przemoc, samookaleczanie, złodziejstwo alkohol, dziewczyny, przemoc psychiczna i fizyczna. a że pierwsze lata byłem słaby i drobny i to ja leżałem pod bijącym - zmieniłem to i stałem się tym co siedzi na pobitym.
nie było miejsca na miłość. byłem ofiarą własnych jazd podejrzeń i nieufności. oddawałem to co sam dostałem. miłości w tym nie było.
ukręcanie bata z gówna zaczęło się, gdy moja pierwsza dziewczyna okazała mi troskę i współczucie. i tak ciągnął się ośmioletni związek zakończony po zapowiedziach w św. annie. i nastał okres gdzie spotkałem Ją. taką samą jak ja. bez uczuć na zewnątrz, bez żadnych znaków emocjonalnych. tak jak ja. maszyna do życia. takiego życia czy srakiego. dzisiaj widzę to inaczej niż na początku 20 lat temu. gdybym spotkał głupa, pewnie skończyłoby się na jednym i drugim spotkaniu w łóżku i już. a może i dwudziestym, bo byłoby "płytko miło".
a jestem z Nią dwie dekady i jestem Nią zafascynowany jak dnia pierwszego. fascynajca pod każym względem. nie nauczyłem się tego okazywać, nie umiem. staram się. uczę się od nich. od dzieci, łaszących się psów, od Was się uczę. okazywać uczucie bo nie umiałem/ nie umiem.
i kocham bezinteresownie. bez wahania oddam życie za dzieci za Nią. za psy niekoniecznie. :D
bez wahania przyjmę dowolny ból życia i fizyczny.
za każde zdanie MIsia - "ja chcę z tatą", za każde zdanie Jej "bez Ciebie byłabym sama", za każde zdanie syna "zawsze w Ciebie wierzyłem" za każde milczenie córki ze wzrokiem spokojnym i ufnym.
uwierzyłem że to ich miłość w moim kierunku. i to wystarczyło abymwiedział, że nieprawdą jest że nikt mnie nie lubi i nikt mnie nie kocha. że to moje chore jazdy.
teraz wyszedł fajny film "Święty Vincent". ja też jestem takim skurczysynem jak on. a jednak film kończy się zbiorem obcych ludzi przy jednym stole, gdzie pomimo charakterow tworzą rodzinę. bardzo mi przypadł ten obraz. bardzo się odnajduję w roli głównego bohatera.
ale wierzę Isabell, w uczucie dawane mi bezinteresownie w postaci słów getów i czynów. i to jest miłość.
myślę, że gdzieś zwracasz uwaghę bądź oczekujesz tylko banknotów grubych.. omijasz drobniaki. a wiadro drobniaków - to używany samochód..
z tym kończę...
pozdrawiam. i nie napiszę Ci - kocham Cię. ale napiszę Ci, że na pewno nie jesteś sama. i troszczy się o Ciebie o woele więcej osób niż Ci się wydaje. i potykasz się o uczucia innych ludzi myśląc, że to nie Twoje i nie dla Ciebie..
zacznij zbierać.
pozdrawiam - Maciek
tworzy tylko nie wyrazy sensu osobne połączenie w sens ich odpowiednie zdaniu mają.
osobne wyrazy w zdaniu nie mają sensu. sens tworzy tylko odpowiednie ich połączenie
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): ursa, koniczyna, szekla, Lona, Miecia, Isabell, Antea, samp00, Nahanela

Odp: Powrót...by wyleczyć...?? 2015/03/29 09:13 #16

  • sylwia1975
  • sylwia1975 Avatar
  • Wylogowany
  • Moderator
  • Posty: 1399
  • Otrzymane podziękowania: 1150
kwiaaatek a ja kocham na swoj sposob bo milosc tez ma choler wie ile cieni,i mimo ze moja matka kocha interesownie wedlug jej oczekiwan Ja kocham moje dzieci raczej bezinteresownie :muza: i tak jestem z tego dumna 5 lat Aal-anonu ma na szczescie jakies owoce,dzis rano moj 4 latek do nas powiedzial ze jest bardzo zly na tate-za gilgocznie go :lol: i ze jest mu przykro........... bnggfgbfb ,dzieci jednak ucza sie od nas.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Isabell, Antea

Odp: Powrót...by wyleczyć...?? 2015/03/29 21:25 #17

  • Isabell
  • Isabell Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Każdy ma swoje okno, przez które spogląda na świat
  • Posty: 4182
  • Otrzymane podziękowania: 6683
Maciek...no i sprawiłeś, że płaczę..i nikt tego nie widzi. Rzadko kiedy ktoś widział. Nie ważne.
Dziś nie jestem chyba w stanie nic już napisać..myśli kłębią się w głowie, jest ich dużo..naprawdę dużo.
A w sumie wszystko przecież jest takie proste..
Pozwalam odejść temu, co chce odejść i przychodzić temu, co przyjść chce..
To tyle na razie. %%-

Dziękuje.
"Jesteś dzieckiem wszechświata, nie mniej niż drzewa i gwiazdy, masz prawo być tutaj" /Desiderata/
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Odp: Powrót...by wyleczyć...?? 2015/04/09 01:10 #18

  • Isabell
  • Isabell Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Każdy ma swoje okno, przez które spogląda na świat
  • Posty: 4182
  • Otrzymane podziękowania: 6683
%%- <3 Rodzina i najbliżsi <3 %%-
"Jesteś dzieckiem wszechświata, nie mniej niż drzewa i gwiazdy, masz prawo być tutaj" /Desiderata/
Ostatnio zmieniany: 2015/04/09 01:11 przez Isabell.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Odp: Powrót...by wyleczyć...?? 2015/07/11 14:04 #19

  • Isabell
  • Isabell Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Każdy ma swoje okno, przez które spogląda na świat
  • Posty: 4182
  • Otrzymane podziękowania: 6683
Moja mama ma wyzwanie. Brat z zoną się wprowadza na wieś, gdzie bedą przebywać w jednym domu przez...no własnie, przez jaki czas? CHyba zdała sobie sprawe, ze duzo od niej zalezy. Brat jest dość impulsywny, jak zaczną się "cuda na kiju" to zwyczajnie się wyprowadzi, bo ma taki wariant na uwadze.No będzie musiała się w jakimś stopniu pilnować. ZObaczymy.
Jesli o mnie chodzi to zauwazyłam, że w dalszym ciągu wrazliwa jestem na "huśtawki" w traktowaniu mojej osoby przez bliskich. Ostatnio znów tego w jakis sposób "dotykam" Matki się nie wybiera ale partnerów i przyjaciół tak. Całe to "chore" dzieciństwo uczyło mnie akceptacji chorych zachowań bo nie było wyboru. Przez jakiś czas również akceptowałam w pewnym sensie chore zachowanie partnera, bo tak się nauczyłam. Potem zrozumiałam, ze to błąd, ze to zupełnie inna sprawa. Uczę się stawiać granice i komunikować się sama ze sobą w podobnych sytuacjach. Ponieważ w moim otoczeniu dużo alkoholików, uczę się asertywności i "zauważania", ze pewne zachowania nie sa normalne, te dziwne mechanizmy, które wciągają na zasadzie, ze się ma ciągłe poczucie winy, które jest konsekwentnie aplikowane. Uczę się, ze to jest właśnie nierealne a mój prawdziwy świat i moje życie jest zupełnie inne, zdrowe, normalne w relacjach z ludźmi. Uczę się, ze nie muszę tego akceptować. Że zawsze mogę odejść lub zwyczajnie do siebie nie przyjmować. Nie jest łatwo...bo łatwiej było by zwyczajnie nie mieć kontaktu z osobami z nałogiem. Udało mi się zbudować sobie wreszcie prawidłowy obraz siebie, ale jakże to trudne każdego dnia na nowo ustawiać sobie wskazówkę w kompasie. Ciągnie ją nie w tą stronę i ciągle trzeba na nowo ustawiać odpowiednie miejsce magnesu, bo najwidoczniej się przestawia.. Ale warto. Każde kolejne "ustawianie" przychodzi już łatwiej a już coraz częściej nie trzeba niczego przestawiać...chyba powoli się "zrasta" ;)
"Jesteś dzieckiem wszechświata, nie mniej niż drzewa i gwiazdy, masz prawo być tutaj" /Desiderata/
Ostatnio zmieniany: 2015/07/11 14:10 przez Isabell.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): jurek, Melisa, sobasia

Odp: Powrót...by wyleczyć...?? 2015/07/13 05:14 #20

  • Truskaweczka83
  • Truskaweczka83 Avatar
Dajesz mi nadzieję... :)
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Odp: Powrót...by wyleczyć...?? 2015/07/17 13:34 #21

  • Isabell
  • Isabell Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Każdy ma swoje okno, przez które spogląda na świat
  • Posty: 4182
  • Otrzymane podziękowania: 6683
Po latach wyzwolenia uruchomił mi sie "mechanizmek" wczoraj. Mała sytuacja przypomniała te z dzieciństwa i zachwiała poczuciem bezpieczeństwa. Ale nie dam się. ZNam już te stany, wiem, ze to tylko mechanizm. Od rana walczę z "mambą" i jest coraz lepiej. Rozmawiam z sobą racjonalnie. Na nowo oceniam moją obecną sytuację, moje możliwości i przypominam sobie, kim jestem. Nie spocznę aż się lepiej poczuję. Trzeba reagować natychmiast. Takie są zasady higieny psychicznej a nie położyć się w kącie i czekać na zbawienie. SPrzątam chociaż okrutnie mi się nie chcę, piszę na forum. Już jest lepiej.
Wczoraj moja mama drobną sprawą przypomniała mi to,ze wiele spraw zalezy w pewnym sensie od jej nastroju. Kiedy próbowałam jej coś wytłumaczyć od razu rozbolała ja głowa :lol: stary numer.
My dzieci alkoholików nie możemy niczego tłumaczyć. Musimy unikać sytuacji gdzie ta druga strona będzie chciała wgryźć się w nas aż do krtani..musimy chronić swój wewnętrzny spokój bo nie łatwo się go odbudowuje, ale się da. Da się za każdym razem.
Właśnie to robię i już doszłam do 80% :lol: jeszcze tylko 20 % i znów będę w...domu %%-
"Jesteś dzieckiem wszechświata, nie mniej niż drzewa i gwiazdy, masz prawo być tutaj" /Desiderata/
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Pitbull, daras, sobasia, Truskaweczka83

Odp: Powrót...by wyleczyć...?? 2015/07/20 05:48 #22

  • Truskaweczka83
  • Truskaweczka83 Avatar
Moja wczoraj też próbowała się <wgryźć w moją krtań>, ale dzięki mojemu Michowi, który cały czas mi mówił "nie słuchaj jej, nie denerwuj się, oglądaj ten film i nie zwracaj na nią uwagi..." jakoś dałam radę...
A za ścianą K***y latały i szklanki czy jakieś szkło, potem łzy i wycie - wszystko by mnie zgnębić, obwinić i obarczyć tym, że coś tam się jej nie udaje ... Ufffffffff ciężko.... :(
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Odp: Powrót...by wyleczyć...?? 2015/07/27 00:49 #23

  • Isabell
  • Isabell Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Każdy ma swoje okno, przez które spogląda na świat
  • Posty: 4182
  • Otrzymane podziękowania: 6683
Truskaweczko moja..

NIE WOLNO CI SIĘ BAĆ,
WSZYSTKO MA SWÓJ CZAS,
TY JESTEŚ POCZĄTKIEM
DO KAŻDEGO CELU!!!!

)))))))) oklaskiii
"Jesteś dzieckiem wszechświata, nie mniej niż drzewa i gwiazdy, masz prawo być tutaj" /Desiderata/
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Odp: Powrót...by wyleczyć...?? 2015/07/29 01:58 #24

  • Isabell
  • Isabell Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Każdy ma swoje okno, przez które spogląda na świat
  • Posty: 4182
  • Otrzymane podziękowania: 6683
Z poniedziałku na wtorek długo nie mogłam zasnąć. Położyłam się koło 24tej i leżałam...leżałam....
Krótko mówiąc przepłakałam 3 godziny. Taka jest prawda. Czułam wielkie osamotnienie i ogromny żal. Tak właściwie znów byłam małą dziewczynką, która tak bardzo potrzebuje miłości,że aż sobie wizualizuje wręcz kogoś obok. Faktem jest, że od lipca jestem całkiem sama w całym budynku i...nie wpływa to pozytywnie na samopoczucie. Ale to nie był lęk przed byciem samej. To była ogromna potrzeba miłości. Poczucia kogoś blisko ze mną. Kogoś, kogo kocham. W ogóle doszłam w swoim myśleniu wówczas, ze wszystkie osoby, które kocham są ode mnie daleko.
Rozmyslałam w przerwach między szlochaniem..wyobrażałam sobie rozmowy z kochanymi osobami całego życia. Tak bardzo chciałam się przytulić zwłaszcza do kogoś z kim bardzo dużo rozmawiam, ale jest daleko. Chciałam poczuć bliskość. Schować głowę w tą osobę i sobie....płakać dalej :lol:
Chciałam być ukołysana do snu jak dziecko w kołysce. Jak dziecko. Dokładnie. I to DDA.
"Jesteś dzieckiem wszechświata, nie mniej niż drzewa i gwiazdy, masz prawo być tutaj" /Desiderata/
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): jurek, Truskaweczka83

Odp: Powrót...by wyleczyć...?? 2015/07/29 05:10 #25

  • Truskaweczka83
  • Truskaweczka83 Avatar
Znam to doskonale, jednak nigdy nie pomyślałam, że to DDA, ale ty masz rację...
Daj ukołyszę cie do snu :)
Skojarzył mi się wiersz:

Prośba o wyspy szczęśliwe

A ty mnie na wyspy szczęśliwe zawieź,
wiatrem łagodnym włosy jak kwiaty rozwiej, zacałuj,
ty mnie ukołysz i uśpij, snem muzykalnym zasyp, otumań,
we śnie na wyspach szczęśliwych nie przebudź ze snu.

Pokaż mi wody ogromne i wody ciche,
rozmowy gwiazd na gałęziach pozwól mi słyszeć zielonych,
dużo motyli mi pokaż, serca motyli przybliż i przytul,
myśli spokojne ponad wodami pochyl miłością.

-Konstanty Ildefons Gałczyński-
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Odp: Powrót...by wyleczyć...?? 2015/07/29 11:38 #26

  • Isabell
  • Isabell Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Każdy ma swoje okno, przez które spogląda na świat
  • Posty: 4182
  • Otrzymane podziękowania: 6683
Ale trafiłaś Truskaweczko )) uwielbiam Gałczyńskiego.Parę lat temu prowadziłam teatr z młodzieżą i zreżyserowałam spektakl w oparciu o jego poezję. Spektakl nosił tytuł "Z opowieści motyli". Ilez było śmiechu i takiego...spełnienia. Zdobyliśmy nawet I miejsce w przeglądzie teatralnym.
A wydawało się, że taki kontrowersyjny...że nikt tego nie zrozumie.Warto się realizować.

Myślę,że to wynika z DDA. To wielka tęsknota za miłością..to płacz tego wewnętrznego dziecka, który znów woła..o miłość o bezpieczeństwo. Teraz musimy się uczyć być dla siebie rodzicem. Akurat mne jest o tyle łatwiej, ze ...hmmm...ja czuje obecność Boga w moim zyciu i wiem, ze mnie naprawde kocha. Kocha bezwarunkowo, w pełni i wie...co robi. Po TĄ miłość trzeba sięgnąć samemu. Zwyczajnie zaufać i wyciągnąć rękę. No, ale przebywamy między ludźmi i ..tęsknimy.Dziękuje CI za ten wiersz ))) to dokładnie było moje wołanie. Damy rade.

Pozdrawiam ciepło.
"Jesteś dzieckiem wszechświata, nie mniej niż drzewa i gwiazdy, masz prawo być tutaj" /Desiderata/
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Truskaweczka83

Odp: Powrót...by wyleczyć...?? 2015/08/04 16:26 #27

  • sylwia1975
  • sylwia1975 Avatar
  • Wylogowany
  • Moderator
  • Posty: 1399
  • Otrzymane podziękowania: 1150
aniodiabel Izo ja tu troche oczytana Taka jedna zmojich zalet-john bradshauw powrot do mojego wewnetrznego domu polecam Choc nie stosuje sie do wszystkich tam danych rad ,powrocila wrazliwosc i samo diagnoza,a po kazdym kryzysie emocjonalnym mam nowe odkrycie swojego wewnetrznego dziecka,choc te kryzysy to fuj
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Isabell, Truskaweczka83

Odp: Powrót...by wyleczyć...?? 2015/08/05 06:26 #28

  • Truskaweczka83
  • Truskaweczka83 Avatar
Własnie ściągam tę książkę, może i mnie pomoże :)
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Odp: Powrót...by wyleczyć...?? 2015/08/06 14:01 #29

  • sylwia1975
  • sylwia1975 Avatar
  • Wylogowany
  • Moderator
  • Posty: 1399
  • Otrzymane podziękowania: 1150
Ta ksiazka jest dla mnie nadzwyczaj trudna ,ja wyroslam ponoc wedlug terapeutki na nastolatka buahaha a to ci ,ciekawe kiedy dosiegne swojego wieku prawdziwego.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Isabell

Odp: Powrót...by wyleczyć...?? 2015/08/06 17:14 #30

  • Isabell
  • Isabell Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Każdy ma swoje okno, przez które spogląda na świat
  • Posty: 4182
  • Otrzymane podziękowania: 6683
To jest w gruncie rzeczy ksiazka dla dzieci sylwia, wiec spokojna Twoja rozczochrana. Wiele cennych rad dla dzieci toksycznych rodzicow. :-*
"Jesteś dzieckiem wszechświata, nie mniej niż drzewa i gwiazdy, masz prawo być tutaj" /Desiderata/
Ostatnio zmieniany: 2015/08/06 17:17 przez Isabell.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Odp: Powrót...by wyleczyć...?? 2015/08/13 18:46 #31

  • Isabell
  • Isabell Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Każdy ma swoje okno, przez które spogląda na świat
  • Posty: 4182
  • Otrzymane podziękowania: 6683
Muszę rozprawić się z tym moim DDA, bo chociaż ogólnie jest dobrze, to uruchamiają mi się pewne mechanizmy. Dzisiaj miałam dosyć ciężki dzień. Ogólnie słabsza...dobre słowo w cenie było.
Zdarzyła się sytuacja, która obudziła we mnie skrzywdzone dziecko. To skrzywdzone w środku we mnie, które już się uśmiechało, doroślało, budowało, jadło, spało itd...Generalnie "grzeczne było" )))
Nikt nie liczył się z moimi uczuciami, kiedy byłam mała, poza babcią i dziadkiem.Oni tak. Niestety dla rodziców najwazniejsze było, że z bratem mamy dach nad głową i co jeść. Ograniczali się głównie do tego a reszta...była kwestią humoru. Często bywało tak, ze coś było obiecane, wtedy budowałam sobie swój świat. WIerzyłam, cieszyłam się...potem ten świat upadał. Taka huśtawka. Mieli nade mną władzę. Od nich zależało co będzie, jak będzie i czy będzie.
Dlatego nie znoszę huśtawek żadnych. Mam z tym problem bo uruchamia mi się ten mechanizm. Zaczynam czuć nieopisany ból wewnętrzny i reaguję jak dziecko. Różnica jest taka, ze wówczas nie podnosiłam się tak łatwo, byłam nie świadoma i tylko magazynowałam. Nie potrafiłam wyrazić swoich uczuć, zresztą i tak nikt by się tym specjalnie nie zainteresował. Dziś już to potrafię. CHociaż wyrażanie uczuć w stanie "nawrotu" jest w moim przypadku dosyć intensywne (ale nie chamskie) oraz odbiór pewnych sytuacji też wiąże się z płaczem i poczuciem, że mój cały świat idzie w drzazgi, to jednak nie duszę w sobie i nie odkładam na półkę z napisem "śmieszne". Żaden ból czy smutek z jakiegoś powodu, chociaż może "nieadekwatny" - nie jest śmieszny. Nie silę się na zatrzymywanie tego, na politykę i dyplomację... Chociaż moje uczucia czymś tam wywołane i uruchomione moga wydawać się nieadekwatne do wywołującej je sytuacji, to jednak są prawdziwe. Ważne jest to myślę, ze podnoszę się. Kiedyś może nie będę odczuwała aż tak mocno te
dwa lęki :
1) że ktoś chce odebrać mi coś co dla mnie jest bardzo ważne i coś, w co się mocno angażuję
2) że przez tą chęć odebrania lub ingerencji jestem odrzucana jako osoba.

Bardzo trudno się pozbierać. ALe się zbieram. Dzisiaj pomogła mi kawa z mlekiem, której na oczy nie widziałam już jakiś czas ze względu na dietę. Musiałam ją wypić, żeby poczuć się...lepiej. A, ze w samej głowie narzędzia już jakieś są to wykonałam zderzenie uczuć z tymi narzędziami :lol:
Znacie takie uczucie, kiedy chcecie dobrze, angażujecie się, wszystkim dobrze życzycie i jest Wam ogólnie dobrze, staracie się a nagle jeden Wasz błąd o czymś decyduje i uruchamia jakby...lawinę, która Wam się wali na głowę, jakby nie było niczego innego, tylko ten błąd? Coś na zasadzie "mamy CIę". Kompletnie nie jestem na to odporna, a przecież doskonała też nie jestem i błędy mi się też zdarzają...No to właśnie dzisiaj czołgałam się przysłowiowo po podłodze i miałam dwa wybory. ALbo się położyć zaryczana, albo powalczyć zaryczana. Bo ta "zaryczaność" i tak byłaby constans bnggfgbfb Wybrałam nie kłaść się.
Zachowałam się jak dziecko, ale ja tym dzieckiem byłam. W ogóle to jestem dzieckiem cały czas..takim zajmującym się sobą dzieckiem. To "zderzenie" emocji z wiedzą i oceną sytuacji było normalnie MEGA!!
Już jest ok. Kolejna lekcja, że świat jest pełen ludzi. Że każdy jest inny i inaczej pewne sprawy odbiera i manifestuję. Że są osoby, które z jakichś tam powodów coś chcą zamanifestować, ze nie nalezy tego brać tak mocno do siebie. Że, jak się chce, można coś wytłumaczyć, byle szczerze niczego nie oczekując, chociaż ufając...i ze to nic złego wytłumaczyć. Że nie nalezy przejmować się ludźmi, któzy mnie nie lubią, bo przecież jakby wszyscy lubili to nudno by było :lol:
Jest już dobrze, ale miałam w sobie mały armagedon..jak już wspomniałam sama sytuacja nieadekwatna, ale uruchomiła pewien mechanizm. Ufff...
Byle do przodu. Wciąż poznaję siebie i wciąż jestem sobą zaskoczona. Najpierw negatywnie, potem pozytywnie. Ja chcę pozytywnie...chcę nicować z lewej na prawą...na tą jasną. Ciekawe dlaczego komuś to jednak czasem...przeszkadza i szuka dziury w całym. Normalnie to luz, ale dzisiaj...dobre słowo w cenie było..

Pozdrawiam %%-
"Jesteś dzieckiem wszechświata, nie mniej niż drzewa i gwiazdy, masz prawo być tutaj" /Desiderata/
Ostatnio zmieniany: 2015/08/13 19:07 przez Isabell.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Pitbull

Odp: Powrót...by wyleczyć...?? 2015/08/14 11:56 #32

  • Alerk
  • Alerk Avatar
Isabell napisał:
1) że ktoś chce odebrać mi coś co dla mnie jest bardzo ważne i coś, w co się mocno angażuję
2) że przez tą chęć odebrania lub ingerencji jestem odrzucana jako osoba.

Nie wiem,może nie umiem czytać ze zrozumieniem,ale nie bardzo rozumiem co kto chce Ci odebrać?
Jeśli chodzi o wątek wierszowy,to była tylko kwestia,w jakim dziale powinien być.
Poza tym,nie wiem dlaczego jest tam przymus nawet zwykłych odpowiedzi wierszem? nie widziałam takiego punktu w regulaminie.
Szczerze mówiąc nie wiem też ,czemu Maciek musiał się Tobie tłumaczyć,że ma chorego syna i nie ma weny.Dla mnie to paranoja.
Tak samo jak ja nie odpisywałam wierszem,dostałam informację,że niby taki jest wymóg.
Nie wiem czy odpowiedź dostałaś,ale nic mnie nie zmusi do pisania wierszem,a chciałam odpowiedzieć autorce,więc odpowiedziałam .
Sama sobie wkręciłaś ,że ktoś chce Ci odebrać ten wątek,i taki8e informacje przekazujesz,choć chodzi o jego miejsce.I nieprawda,ze zostałby zapomniany,bo ja dbam o swoje wątki,i wiem w jakim dziale są,potrafię je odnaleźć,jeśli tego potrzebuję.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Odp: Powrót...by wyleczyć...?? 2015/08/14 13:23 #33

  • wampir
  • wampir Avatar
Isabel rozumiem Ciebie,

to są twoje emocje i twoje odczucia i masz do nich prawo, tak to odczułaś, mozesz to co czuejsz przerobić z terapeutą psychologiem,

ja też pewne rzeczy odbieram bardzo do siebie, i jak co to wtedy to omawiam to wtedy z psychologiem,

nieważne czy sobie coś wkręcasz czy masz jakieś odczucia masz do tego prawo.

Ja teraz np tak odbieram do siebie pewne posty, że się mało udzielam na forum bo szkoda innych i mnie,

uściski Isabel.

maria dda
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Odp: Powrót...by wyleczyć...?? 2015/08/14 13:43 #34

  • maciejski
  • maciejski Avatar
  • Wylogowany
  • alkoholik
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 4435
  • Otrzymane podziękowania: 7847
Aga, ja sie nie tłumaczyłem. Nie licząc Maćka, postąpiłbym podobnie ze względu na kierunek dyskusji w tamtym wątku. trza było pozamiatać i tyle. Może składowa była taka. zły czas i miejsce. nie kontynuujmy pretensji.
a to, że wątek nie zostałby zapomniany bo zależy to głównie od autora - to inna sprawa.
to tak jak z "powitaniem dnia" - też jest w dziale od czapki a jednak wszyscy chętni witanją nowy dzień na szlaku i wiedzą gdzie go szukać..
i już..
pozdrawiam
tworzy tylko nie wyrazy sensu osobne połączenie w sens ich odpowiednie zdaniu mają.
osobne wyrazy w zdaniu nie mają sensu. sens tworzy tylko odpowiednie ich połączenie
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): szekla, Alerk

Odp: Powrót...by wyleczyć...?? 2015/08/14 20:33 #35

  • Isabell
  • Isabell Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Każdy ma swoje okno, przez które spogląda na świat
  • Posty: 4182
  • Otrzymane podziękowania: 6683
A co tu znowu za zamieszanie? :lol: Nie, no, Aga skąd takie przypuszczenia Aaaaa. Pisałam o mechanizmach i dwóch moich lękach, nad którymi muszę popracować...zresztą, tak w ogóle o uczuciach a tu znów o wątku wierszowym :wmur: :lol: ,

Myślę, ze Maciek adwokata nie potrzebuje a i sam napisał, ze rozmawialiśmy. Uważam, że co poniektórzy łażą po forum afery szukając bnggfgbfb ehhh... ))) no ja rozumiem. Upał :mrgreen: .
Nie chce mi się tego kontynuować, chyba się nie pomyliłam widząc ZAMKNIĘCIE tego frapującego co poniektórych tematu - wczoraj. Hmmm.." Maciek musiał"( ???)- no hola, hola..ktoś chyba tutaj powinien na wstrzymanie sobie dać i nie organizować "ataków" na czyjąkolwiek wolną wolę. Czyż nie?
Nie no, uśmiałam się zdrowo ))) Kocham Was bnggfgbfb jak widać na tym świecie pewne rzeczy się nie zmieniają, ale to nawet jakies plusy ma :-? jakieś poczucie bezpieczeństwa nawet daje...hmmm :-? ... taka niezmienność, przewidywalność. Tego brakowało mi przez całe życie, zważywszy na moje DDA :lol: Dziękuję. Bardzo dziękuję za troskę i wsparcie mojej skromnej osoby )))

Dziś cudowny dzień. Wyniki badań wyszły dobre, nie mam stanu zapalnego. Czyli pewnie wrzody albo drażliwość jelita grubego...Najważniejsze, że dostałam lekarstwa, które w koncu pozwoliły mi się.... że tak to ujmę... :shock:
Odpoczęłam trochę, chociaż miałam zawirowania natury komputerowo-internetowej, chyba udało mi się pozbyć przykrego wirusa. Martwię się troche o mamę, to trudna osoba i dalej do lekarza nie poszła po ostatnim skoku ciśnieniowym. Zabrało ją wtedy pogotowie. Tłumaczy to tym, ze wystraszyła się, ze ją w klatce piersiowej tak bardzo bolało, jakby zawał miała, a przecież okazało się, ze EKG wyszło dobrze, więc w czym problem. No a w tym, ze bóle w klatce ma od choroby refluksowej a to trzeba leczyć. CIągnikiem jej nie zaciągnie do "medyków" :-T No, ale cóż...widocznie musi dojrzeć. A;e cieszę się, ze ani mnie ani jej według wyników badań nie zagraża nic poważnego. Jeśli chodzi o mnie, jeszcze troszkę badań przede mną a najgorsza to ta gastroskopia :( Miałam raz, ale to koszmar był nad koszmary, bo nie potrafiłam oddychać tak, jak mi kazali i się...dławiłam cały czas. No, ale nie takie rzeczy się przeżyło, więc nie ma co marudzić. Jestem dobrej myśli, czuję się "zaopiekowana" przez lekarzy, a to ważne. WCzoraj jeszcze pełna lęków i zwątpień, dziś czuję się o niebo lepiej psychicznie )))) wyniki dobre, przede mną następne, ale z większym optymizmem patrzę do przodu. No chcę jeszcze troszkę przecież poezji potworzyć ku uciesze i zbudowaniu ludzkości3aa :lol:


Pozdrawiam serdecznie WSZYSTKICH %%- , proponuję jakiś basen czy cóś...za mnie popływajcie, bo lubię bardzo, ale, póki co, nie jest to możliwe...a wakacje się kończą niebawem, niestety..
Carpe diem...))
"Jesteś dzieckiem wszechświata, nie mniej niż drzewa i gwiazdy, masz prawo być tutaj" /Desiderata/
Ostatnio zmieniany: 2015/08/14 20:55 przez Isabell.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): wampir