Witamy, Gość
Nazwa użytkownika: Hasło: Zapamiętaj mnie
Dzielimy się tutaj swoimi doświadczeniami i sugestiami jakie posiadaliśmy w trakcie naszego pijanego życia jak i na drodze naszego trzeźwienia. Mówimy o sobie, nie o innych.

TEMAT: Głupie (?) pytanie...

Głupie (?) pytanie... 2018/07/09 08:55 #1

  • heathen
  • heathen Avatar
Witam wszystkich! Jestem tu nowy, stronę znalazłem przypadkiem. Pomyślałem więc, że może warto nawiązać kontakt z ludźmi, którzy borykają się z podobnymi co ja problemami. Po tym wstępie już chyba tylko formalnością jest stwierdzenie, że jestem alkoholikiem. Zaczęło się niewinnie, skończyło tragicznie. Piję od wielu lat, najpierw byłem w stanie się ukrywać, teraz przestało to już być możliwe. Moje małżeństwo wisi na włosku, dzieci, choć mnie kochają (jeszcze?), boją się ze mną zostać same. Piję. Dlaczego? To jest właśnie to głupie pytanie z tytułu. Nie wiem. Od lat piję codziennie (z małymi przerwami) Różne ilości (jak wspomniałem długo potrafiłem to ukrywać), ale codziennie. Niestety choroba się nasiliła i wtedy postanowiłem coś z tym zrobić. Ale wracając do pytania: zawsze myślałem, że piję, bo po odstawieniu pojawia się nieznośny głód alkoholowy, że jestem za słaby, by to wytrzymać. Poszedłem jednak po pomoc. Do psychiatry. ten przepisał mi xxx . Nie wiem, czy to lek zadziałał, czy to efekt placebo, ale mimo abstynencji (trwało to paręnaście dni) nie odczuwałem głodu alkoholowego. A już na pewno nie był on nie do zniesienia. Sukces? Nic rzeczy rzeczy! Pomimo ustąpienia objawów... wróciłem do picia. Leku już nie biorę, ale wciąż mnie "nie skręca" jak przestaję pić. Mimo to piję. Pytam siebie dlaczego i nie umiem odpowiedzieć. Chyba tylko "piję bo piję". Mogę stracić rodzinę, co mnie przeraża, wydaję na alkohol mnóstwo pieniędzy, co również mnie przeraża. Piję. Gdyby ktoś mi opowiedział to, co ja Wam tu piszę, odparłbym "to przestań, durniu!" I sobie też tak mówię - mowa trawa. Czy spotkaliście się z czymś takim? Nie maiłbym do siebie tyle żalu, gdybym rzeczywiście na trzeźwo "chodził po ścianach", za bohatera nigdy się nie uważałem. Wiem, że to brzmi idiotycznie, ale czuję się tak, jakby "coś" mnie pchało w stronę alkoholu. Gdybym był wierzący, pewnie uznałbym, że jestem opętany. Aż tak źle to wygląda. Dlaczego wy piliście? Czy też mieliście takie sytuacje, że pomimo braku objawów odstawienia i świadomości spustoszenia, które czyni alkohol, i tak po niego sięgaliście? Jak napisałem, może to głupie pytanie, ale dla mnie to pytanie z gatunku "być. albo nie być".
Ostatnio zmieniany: 2018/07/09 09:05 przez Moni74. Powód: nazwa leku, nie podajemy, regulamin
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Głupie (?) pytanie... 2018/07/09 09:00 #2

  • anikaa
  • anikaa Avatar
  • Wylogowany
  • Super Gaduła
  • Posty: 565
  • Otrzymane podziękowania: 2279
Witaj :czesc: znalazłeś właściwe miejsce.Na początek polecam regulamin ( nazwa leku) i poczytanie innych wpisów na forum alkoholików.To kopalnia wiedzy.Zapewne dostaniesz odzew na swoje wątpliwości. Serdecznie pozdrawiam Anikaa alkoholiczka
"Znam swoje możliwości. Są zbyt ograniczone by zawojować świat, ale wystarczające, by być wdzięczną, lubić życie i oddychać swobodnie."
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Głupie (?) pytanie... 2018/07/09 09:18 #3

  • ynst
  • ynst Avatar
Siemasz Heathen (fajny nick ciekawe czy to o ten Heathen chodzi), to co opisujesz jest mi znane z własnego doświadczenia, piłem w bardzo podobny sposób. Też mi bardzo ciążyło to, że jestem z moim piciem sam, niby normalnie funkcjonujący ale to były tylko pozory. Wiele razy sobie myślałem, żebym chociaż zwariował albo padaczki dostał to by mnie wywieźli do psychiatryka i byłoby po kłopocie, a tak ani przestać ani tak żyć nie potrafiłem. Nie dawałem rady a inni mówili "pije jak każdy", rodzina mówiła "jakby chciał, kochał nas, to by przestał" a ja walczyłem o każdy dzień żeby się nie powiesić bo przestać pić nie potrafiłem a picie tak mi doskwierało że nie nie chciałem już tak żyć. Ja i wóda. Piekło. Ale jest wyjście. Można się z tego wyrwać.
Ostatnio zmieniany: 2018/07/09 09:26 przez ynst.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Głupie (?) pytanie... 2018/07/09 09:21 #4

  • Roxana
  • Roxana Avatar
  • Wylogowany
  • Gaduła
  • Posty: 173
  • Otrzymane podziękowania: 218
:czesc: jestem Roxana alkoholiczka. Alkoholizm to choroba ciała, umysłu i ducha. Piłam, bo nie radzilam sobie z życiem. Zalewalam alkoholem wszystkie emocje i uczucia, radości, bo była okazja by coś uczcić i się napić, ale i smutki, problemy. Pomimo odstawiania alkoholu też sięgałam po niego wtedy kiedy z nim walczylam. Oszukiwalam przede wszystkim siebie, że dam sobie radę sama. Haseł od jutra nie piję nie jestem w stanie zliczyć.
Dziś nie piję, poszłam po pomoc. Dziś przeżywam życie na trzeźwo. Życzę Ci słusznych wyborów, bo pamiętaj masz wybór.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): BialaNasturcja

Głupie (?) pytanie... 2018/07/09 09:32 #5

  • Waldek
  • Waldek Avatar
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 1380
  • Otrzymane podziękowania: 3297
Witaj na forum :czesc: Jestem Waldek alkoholik.
Dlaczego piłem?.Bo byłem obezwładniony OBSESJĄ PICIA.Obiecywałem sobie i wszystkim,że nie będę już nigdy pił,a mimo to,niespodziewanie szpony uzależnienia mnie obezwładniały i nie wiedzieć w którym momencie lądowałem w knajpie,rynsztoku etc.
Dlaczego dzisiaj nie piję?Przede wszystkim dlatego,bo uznałem siebie za alkoholika,bo zbudowałem w sobie ŚWIADOMOŚĆ bycia alkoholikiem,bo uznałem,że jestem chory na chorobę zwaną-CHOROBĄ ALKOHOLOWĄ.Uświadomiłem sobie mój stan i ZAAKCEPTOWAŁEM.Uznałem,że tylko bezwarunkowa kapitulacja,wywieszenie białej flagi-uratuje moje życie.Nastąpiło wówczas w moim życiu coś najwspanialszego czego nigdy wcześniej nie przeżywałem-KAPITULUJĄC,ZACZĄŁEM WYGRYWAĆ ŻYCIE-Trzeźwe życie,pozbawione całkowicie OBSESJI PICIA.Wszedłem wówczas w proces zdrowienia który trwa do dnia dzisiejszego.Dzisiaj jestem szczęśliwym człowiekiem-Waldkiem alkoholikiem-pragnącym nieustannie normalnie żyć.
Życzę Ci powodzenia %%-
"Co mi dasz najnowszy dniu,
śmiechu garść czy krople łez?
Jedno wiem,że jestem tu,
miejsce me na Ziemi jest...

Chcę kochać co da mi los,gdzie każe iść,
wybiegać ludziom na wprost i śmiało żyć..."
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Głupie (?) pytanie... 2018/07/09 09:38 #6

  • heathen
  • heathen Avatar
Tak, też to ciągle słyszę. "Jakby ci zależało...", "Przecież jesteś taki uparty, jakbyś się zawziął..." "Wystarczy podjąć decyzję..." Nie chcę się nad sobą użalać, ale to niestety nie jest takie proste, a dodatkowo dobija fakt (o czym pisałem w pierwszym poście), że to wcale nie fizyczne uzależnienie jest największym problemem. Na wizycie kontrolnej, gdy opowiedziałem lekarzowi, że wciąż piję, mimo, że lek zadziałał, ten odparł: "bo tak naprawdę nie ma żadnej tabletki na alkoholizm". I też stwierdził, że trzeba podjąć decyzję, i że ta decyzja jest takiej wagi, jak np. wybór kierunku studiów, czy oświadczyny. I ja niby tę decyzję podejmuje. Co rano, kiedy budzę się przerażony (już zawsze) myślą, co ja znowu wczoraj po pijaku nawyprawiałem. Czy znowu naubliżałem żonie, czy znów dzieci widziały mnie upodlonego, czy mogę spojrzeć w oczy sąsiadom, bo może widzieli mnie jak się zataczam i w końcu ile znowu pieniędzy przepiłem? Podejmuję tę decyzję. A potem, po pracy, gdy robię zakupy, jak z automatu wypowiadam "i jeszcze dwusetkę xxx". Potem, gdy dociera do mnie, że znów nie dotrzymałem danego sobie słowa, modyfikuję swoją obietnicę - "dziś skończy się na jednej". Niezły dowcip. Zazwyczaj "lecą" jeszcze dwie. Miałem przyjaciela, też alkoholika, który swoje picie tłumaczył jednym stwierdzeniem "bo ja jestem po prostu xxx". Może chłop miał rację, może ja też jestem.
PS. piszę, że miałem, bo już nie ma Go wśród żywych. Chorował na epilepsję, ale i tak pił...
Ostatnio zmieniany: 2018/07/09 10:09 przez Moni74. Powód: epitet
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Głupie (?) pytanie... 2018/07/09 10:22 #7

  • ynst
  • ynst Avatar
Wiesz, to jest trochę tak jak z rekinami. Jak wejdziesz do oceanu pełnego rekinów i uda Ci się cudem wyleźć na brzeg to już nigdy tego nie zrobisz. Od wódy trzeba tak porządnie dostać w tyłek, żeby każdym nerwem swojego ciała krzyczeć DOŚĆ, NE CHCĘ JUŻ PIĆ. I wtedy można podejmować decyzje, inaczej to jest takie bujanie się.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Głupie (?) pytanie... 2018/07/09 10:26 #8

  • Moni74
  • Moni74 Avatar
  • Online
  • Administrator
  • e*g*a*l*
  • Posty: 11636
  • Otrzymane podziękowania: 14481
Witaj :czesc:
Na teraz to poważne podejście do alkoholizmu, priorytety ustalić, leczenie, zachowanie całkowitej abstynencji.
Jestem Monika alkoholiczka.
Nie próbuj przeskakiwać schodów, kto ma długą drogę przed sobą...nie biegnie - Paula Modersohn-Becker (,,,) nie nauki...czujesz, że to nie tak - Przyjaciel %%-
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Głupie (?) pytanie... 2018/07/09 10:34 #9

  • Antea
  • Antea Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 1675
  • Otrzymane podziękowania: 1497
Cześć
jak dowiedziałąm się na swoim pierwszym mitingu AA że można wyleczyć ból ,żal i cierpienie I jest to choroba o nawie alkoholizm.Będę jeżdzić na wozie z pompowanymi kołami a po alkohol nie sięgnę bnggfgbfb Mój dziadek był biedny ale żył Bogiem na co dzieień .Ja tak to odbieram że w świecie panuje podział między ludźmi któży żyją pierwszym przykazaniem bożym a uzależnionymi od środków zmieniających świadomość. To życie i to życie
Bóg obdarzył mnie łaską trzeźwienia i nie chcę GO zawieść .
Nie jestem już w "szponach" alkoholizmu .Jestem ukochanym dzieckiem Boga.
Ostatnio zmieniany: 2018/07/09 10:40 przez Antea.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Głupie (?) pytanie... 2018/07/09 10:43 #10

  • ynst
  • ynst Avatar
Antea napisał:
Cześć
Ja tak to odbieram że w świecie panuje podział między ludźmi któży żyją pierwszym przykazaniem bożym a uzależnionymi od środków zmieniających świadomość. To życie i to życie
Na szczęście Antea to tylko Twój punkt widzenia a nie jedynie słuszna prawda. Tu kolega wyraźnie napisał, że jest niewierzący więc takie uwagi są chyba trochę nie na miejscu. Pozdrawiam.
Ostatnio zmieniany: 2018/07/09 10:45 przez ynst.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Głupie (?) pytanie... 2018/07/09 10:54 #11

  • williwilli55
  • williwilli55 Avatar
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 865
  • Otrzymane podziękowania: 2105
:czesc:
Darek alkoholik
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Głupie (?) pytanie... 2018/07/09 10:55 #12

  • heathen
  • heathen Avatar
Dziękuję wszystkim za odpowiedzi, to miło, że tak szybko zareagowaliście :czesc:

Chyba ten przykład z rekinami jest adekwatny, bo .... ja wiem, "co trzeba", tyle, że niewiele z tego wynika. Gdzieś wyczytałem, że zdanie sobie sprawy z tego, że jest się uzależnionym, to połowa sukcesu. Jeśli to prawda, to na miejscu będzie przypomnienie pewnego "suchara":
- Nauczycielka do uczniów: "Ja wam teraz mówię, że połowy są równe, a jutro i tak większa połowa z was tego nie będzie pamiętała" :lol: To taki trochę śmiech przez łzy. Ja od dawna wiem, że jestem uzależniony, ale mojego zachowania nie można nazwać połową, ani 1/1000 sukcesu...

O tym, że odbić można się tylko od dno, też słyszałem. Tyle, że ja nie chcę stracić wszystkiego (rodziny, pracy, a może i dachu nad głową), a jednocześnie nie daję rady. Wielkie nadzieje wiązałem z tym lekiem, którego nazwy tym razem nie wymienię :grin: (choć jest ona widoczna na tej stronie w jednym z artykułów :grin: ) i niestety bardzo się rozczarowałem. Choć właściwie nie powinienem. Można było się domyślić, że to nie fizyczne objawy są najgorsze, lecz utrwalone nawyki i sieczka pod czerepem. Teraz już wiem, że nie ma prostych rozwiązań i to też otuchy mi nie dodaje. Do tej pory szukałem właśnie takiej pigułki - cudu. (W jakimś wywiadzie z lekarzem zajmującym się leczeniem uzależnienia od alkoholu przeczytałem, że psychoterapia przypomina namawianie chorego na zapalenie płuc, by siłą woli zmusił swój organizm do produkcji większej liczby przeciwciał, zamiast zaaplikować antybiotyk).
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Głupie (?) pytanie... 2018/07/09 11:03 #13

  • ynst
  • ynst Avatar
W kontaktach z alkoholem to czego Ty chcesz nie ma absolutnie znaczenia. To alkohol wyznacza kierunek w waszym związku, kieruje nim i ustala zasady. Ty jesteś tylko jego niewolnikiem i żywicielem. Nie znaczysz nic. Wiem, że łudzisz się, że jest inaczej i, że masz nad tym kontrolę ale niestety - nie masz. Alkohol stopniowo zabiera Ci wszystko i jeśli będziesz dalej pił to w końcu dojdziesz do momentu, że już nie będzie nic. Jeśli przeżyjesz, będziesz wrakiem żebrzącym pod sklepem o drobne na denaturat. To nie straszenie, to tylko skrótowe przypomnienie czym się kończy picie, na podstawie historii wielu znanym mi osobiście ludzi.
Ostatnio zmieniany: 2018/07/09 11:07 przez ynst.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Głupie (?) pytanie... 2018/07/09 11:05 #14

  • Ala
  • Ala Avatar
  • Wylogowany
  • Gaduła
  • Posty: 93
  • Otrzymane podziękowania: 287
heathen napisał:
Tak, też to ciągle słyszę. "Jakby ci zależało...", "Przecież jesteś taki uparty, jakbyś się zawziął..." "Wystarczy podjąć decyzję..." Nie chcę się nad sobą użalać, ale to niestety nie jest takie proste, a dodatkowo dobija fakt (o czym pisałem w pierwszym poście), że to wcale nie fizyczne uzależnienie jest największym problemem. Na wizycie kontrolnej, gdy opowiedziałem lekarzowi, że wciąż piję, mimo, że lek zadziałał, ten odparł: "bo tak naprawdę nie ma żadnej tabletki na alkoholizm". I też stwierdził, że trzeba podjąć decyzję, i że ta decyzja jest takiej wagi, jak np. wybór kierunku studiów, czy oświadczyny.

Witaj Heathen,
Dobrze, że zacząłeś szukać pomocy. To już pierwszy mały krok. Ale za nim muszą iść następne i konsekwentne działania. Masz rację: to nie fizyczne uzależnienie jest najgorsze. Alkohol to tylko symptom, objaw chorych emocji. I to jest główne źródło problemu. Ja zapijałam, bo się bałam żyć na trzeźwo, bałam się ludzi, podejmowania decyzji, odbierania telefonów. Miałam cały czas mętlik myśli w głowie i jedyna ucieczka przed tym strachem to był alkohol i samotność. Gdzie nikt mnie nie szukał, nic ode mnie nie chciał. Obietnic "Od jutra nie piję" nie zliczyłabym. Cały czas się użalałam nad sobą i miałam tysiąc wymówek do picia. Nie zdawałam sobie sprawy, że alkohol mnie oszukuje, że daje ukojenie na chwilę a potem mam coraz większe doły. Alkohol jest depresantem i siał we mnie coraz większe spustoszenie. Byłam wyprana z emocji. Nie reagowałam na płacz dzieci, na krzyk męża. Miałam wszystko szczerze gdzieś. Aż w końcu dobrnęłam do etapu, o którym napisał obrazowo Ynst. Tak - trzeba mieć już tak dość picia, żeby w końcu podjąć realne działania. Ja już nie miałam siły żyć ani z alkoholem ani bez niego. W ciągu kilku godzin podjęłam decyzję o terapii grupowej w ośrodku. Spędziłam tam miesiąc. Nauczyłam się, czym jest alkoholizm i dostałam narzędzia do postępowania w życiu. Czytam dużo literatury i codziennie uczę się żyć bez znieczulacza w postaci alkoholu. Po ośrodku chodziłam na terapię otwartą i mityngi. Mam dużo trzeźwiejących znajomych i mogę się poratować telefonem.
Życie bez alkoholu nie jest może tak różowe jakbym oczekiwała jeszcze jakiś czas temu, ale jest prawdziwe i wiem, że z każdą sytuacją jestem sobie w stanie dać radę. I wiem, że bez tej realnej pomocy, po którą poszłam i bez moich konsekwentnych działań moja "silna wola" podziałałaby aż do czasu, kiedy miną obawy kaca, może chwilę dłużej. Dziś już nie jestem bezradna wobec alkoholu.
Najpierw trzeba się zająć alkoholem jednak, żeby dotrzeć do dalszych etapów swojej terapii, czyli do pracy na swoich emocjach. W moim przypadku było warto. Poznawanie siebie jest niesamowite i daje mi dużo energii i motywacji. I jeszcze jedno Ci powiem na koniec: nigdy żadna próba trzeźwienia dla kogoś nic mi nie dała - dzieci, mąż... żadna motywacja. Nawet groźba utraty rodziny, dzieci, domu nie była mi straszna. Dopiero musiałam to zrobić tylko i wyłącznie dla siebie. Strach przed śmiercią chyba mnie do tego popchnął, bo w pewnym pijanym zwidzie bardzo zapragnęłam żyć.
Życzę Ci mądrych decyzji.
Ala
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): andrzejej, Antea, kris66, Muro, ynst

Głupie (?) pytanie... 2018/07/09 11:07 #15

  • chris661211
  • chris661211 Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 3001
  • Otrzymane podziękowania: 4262
Cześć. Jestem Krzysztof alkoholik.
Niezmienne jest tylko to, czego zmienić nie chcemy
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Głupie (?) pytanie... 2018/07/09 11:11 #16

  • Moni74
  • Moni74 Avatar
  • Online
  • Administrator
  • e*g*a*l*
  • Posty: 11636
  • Otrzymane podziękowania: 14481
Alkoholik, który chce się leczyć to idzie do terapeuty uzależnień, a nie do psychiatry ogólnego i liczy na cud, nie ma go nie będzie, nic nie ma ot tak.
No to życzę Ci abyś w czas się opamiętał...jeszcze nie straciłeś, wszystko przed Tobą. To w głowie poukładać trzeba, reset przeprowadzić.
Nie próbuj przeskakiwać schodów, kto ma długą drogę przed sobą...nie biegnie - Paula Modersohn-Becker (,,,) nie nauki...czujesz, że to nie tak - Przyjaciel %%-
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): ynst

Głupie (?) pytanie... 2018/07/09 11:24 #17

  • Marusza
  • Marusza Avatar
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Bez %% od 1.08.2017
  • Posty: 1214
  • Otrzymane podziękowania: 1838
:czesc: Heathen
Dziś nie piję, dlatego właśnie dziś robię dla siebie coś, za co podziękuję sobie w przyszłości. %%-
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Głupie (?) pytanie... 2018/07/09 11:32 #18

  • heathen
  • heathen Avatar
Do psychiatry udałem się również dlatego, że mojemu pijaństwu towarzyszyły bardzo widoczne skutki uboczne, które kwalifikowały się właśnie do leczenia psychiatrycznego (silna depresja, stany lękowe, niepokój, rozdrażnienie). Na to też dostałem pigułki i tu zadziałały w 100%. Objawy ustąpiły, chęć picia - nie.

Spotkania AA, terapia w wyspecjalizowanych ośrodkach (mam na myśli leczenie niestacjonarne - nie dojrzałem do tego by dać się zamknąć) w moim przypadku nie jest po tyle kłopotliwe, że mieszkam w małym miasteczku, gdzie wszyscy się znają. Dziś pójdę na spotkanie AA, jutro każdy będzie już o tym trąbił.... A pracę mam taką, że za picie (nawet po godzinach - w pracy nie piłem nigdy) można wylecieć. Nie muszę chyba pisać, że utrata pracy to teraz ostatnia rzecz, której potrzebuję. Więc zapisałem się tutaj i muszę przyznać, że jestem bardzo mile zaskoczony życzliwością i zainteresowaniem. Dziękuję za to.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Głupie (?) pytanie... 2018/07/09 11:38 #19

  • Moni74
  • Moni74 Avatar
  • Online
  • Administrator
  • e*g*a*l*
  • Posty: 11636
  • Otrzymane podziękowania: 14481
Ok, jak chcesz, Ty wybierasz, bo kto chce szuka sposobu, kto nie chce szuka powodu. Monitor i literki nie zastąpią realnego wparcia, nie ma się co oszukiwać.
Nie ma innych miast w Polsce?
Nie próbuj przeskakiwać schodów, kto ma długą drogę przed sobą...nie biegnie - Paula Modersohn-Becker (,,,) nie nauki...czujesz, że to nie tak - Przyjaciel %%-
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Głupie (?) pytanie... 2018/07/09 11:50 #20

  • ynst
  • ynst Avatar
heathen napisał:
Spotkania AA, terapia w wyspecjalizowanych ośrodkach (mam na myśli leczenie niestacjonarne - nie dojrzałem do tego by dać się zamknąć) w moim przypadku nie jest po tyle kłopotliwe, że mieszkam w małym miasteczku, gdzie wszyscy się znają. Dziś pójdę na spotkanie AA, jutro każdy będzie już o tym trąbił.... A pracę mam taką, że za picie (nawet po godzinach - w pracy nie piłem nigdy) można wylecieć. Nie muszę chyba pisać, że utrata pracy to teraz ostatnia rzecz, której potrzebuję. Więc zapisałem się tutaj i muszę przyznać, że jestem bardzo mile zaskoczony życzliwością i zainteresowaniem. Dziękuję za to.
Ty chyba nie rozumiesz co do Ciebie mówimy. Jeśli będziesz pił dalej, za jakiś czas wszyscy będą wiedzieli, że jesteś alkoholikiem (a prawdopodobnie już wiedzą), stracisz rodzinę, pracę i wszytko na czym Ci zależy. Rozumiesz czy nie?. To, że Tobie się wydaje, że tak nie będzie nie ma żadnego znaczenia, ci co w Twoim miasteczku siedzą na rynku od rana do wieczora albo stoją pod Biedrą też tak myśleli. Jeśli masz odwagę zapytaj ich. Jeśli chcesz wyjść z alkoholizmu masz tylko JEDNĄ drogę: podjęcie uczciwego leczenia. AMEN.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Głupie (?) pytanie... 2018/07/09 11:54 #21

  • Ala
  • Ala Avatar
  • Wylogowany
  • Gaduła
  • Posty: 93
  • Otrzymane podziękowania: 287
heathen napisał:
Do psychiatry udałem się również dlatego, że mojemu pijaństwu towarzyszyły bardzo widoczne skutki uboczne, które kwalifikowały się właśnie do leczenia psychiatrycznego (silna depresja, stany lękowe, niepokój, rozdrażnienie). Na to też dostałem pigułki i tu zadziałały w 100%. Objawy ustąpiły, chęć picia - nie.
Heathen,
nie jestem psychiatrą, więc nie mnie oceniać, ale ja miałam dokładnie te objawy i to alkohol je wywoływał jako depresant. Po odstawieniu alkoholu zniknęły. Ja chodziłam do psychiatry i też leczyłam depresję zamiast alkoholizmu. Dziś wiem, że moja nieszczerość z lekarzem tylko mi zaszkodziła - jak miał mnie leczyć, skoro nie wiedział, ile piję? I do tego branie leków zapijając alkoholem to był dla mnie jeden z najgłupszych pomysłów.
Co do dojrzałości co do zamknięcia - nigdy nie chciałam wejść w leczenie grupowe, w ośrodek "żeby się nie wydało, że piję". A jakoś do mojej pustej głowy nie docierało, że nawet panie w sklepie wiedzą, że piję, bo jak przychodziłam po kolejną dwusetkę to nie umiałam drobnymi zapłacić, bo tak mi się ręce trzęsły. Prawda jest taka, że wszyscy wiedzieli, a tylko ja myślałam, że nie wiedzą, bo taka jestem sprytna i się świetnie maskuję. Alkoholizm to choroba postępująca i będzie coraz gorzej. W końcu i o Tobie się wszyscy dowiedzą (o ile już tak nie jest). Jak zauważyłam tylko alkoholicy kupują dwusetki, bo każdy normalny kupi pół litra i pije do okazji - ale to może moje spostrzeżenie :)
U mnie w środowisku też się wszyscy znają i niestety albo i stety większość wie, gdzie byłam "na wakacjach" i jakoś do tej pory nie usłyszałam złego słowa na ten temat ani nie odczułam nic złego w zachowaniu innych osób. Wręcz mówią, że mi gratulują i są pełni podziwu, że mi się udało zawalczyć o siebie. U Ciebie strach przed pójściem w znajome środowisko, to jeszcze jest faza nieakceptowania choroby i siebie jako alkoholika. Myślisz, że Twój potencjalny sąsiad po co chodzi na mityngi AA? Żeby zobaczyć, jakie pijaki tam przychodzą i od razu podkablować do ich szefa, żeby ich zwolnił? On być może na początku też się wstydził i bał. Ja chodzę na mityngi u siebie, buduję sobie coraz szerszy krąg znajomych, mam z kim wyjść na kawę pogadać, poprosić o pomoc w potrzebie. Nie mam już potrzeby uciekać. A wstyd to mi było, jak szłam rano o 6 do sklepu po kilka piw za pieniądze ze skarbonek dzieci. Wstyd mi było się obudzić dwa razy na detoksie z ok. 6 promilami. Wstyd mi było przychodzić po dzieci na fazie. Wstyd mi było jak kolejny raz obiecałam dzieciom kino a wolałam chlać. Teraz mi nie jest wstyd. Czuję się w końcu wolna i nie muszę kłamać ani zastanawiać się, co robiłam poprzedniego wieczora i jak obraziłam męża lub dzieci. Teraz mogę im spojrzeć w oczy i nie bać się, czy czuć ode mnie alkohol, czy nie. Mogę być w końcu wolnym i odpowiedzialnym człowiekiem, nie szukającym wymówek dla uciekania w alkohol.
Skoro Ty nie dojrzałeś jeszcze, jak to sam określiłeś, to najwyraźniej nie jest Ci jeszcze aż tak bardzo wstyd. I wierz mi, że mówię to ze szczerego serca i chęci pomocy. Mnie niestety głaskanie po główce dawało odwrotny efekt
Ostatnio zmieniany: 2018/07/09 11:56 przez Ala.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Marta74, Asia, Hawana, Muro, ynst, anikaa, pistolpit

Głupie (?) pytanie... 2018/07/09 11:59 #22

  • Tsubasano
  • Tsubasano Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 2025
  • Otrzymane podziękowania: 6211
Tsu :czesc: Heathen
Może masz podobny problem jak ja - najpierw chciałem mieć wytłumaczone, później zacząć działać. Dlaczego piję? Jak ma wyglądać terapia? Co należy zrobić, żeby... coś tam. A póki zadowalających odpowiedzi nie ma nie godzę się na żadne ryzykowne działania. Ta postawa kosztowała mnie zmarnowane na picie lata. Dziesięć lat minęło odkąd pierwszy raz zgłosiłem się do terapeuty od uzależnień, ale wtedy nie byłem gotowy zastosować jego zaleceń. Przez 10 lat rzucałem wiele razy na kilka tygodni albo nawet miesięcy. Drugi raz nie poszedłem do żadnego terapeuty. Chyba bałem się, że każde mi robić coś, czego ja bym nie chciał... Bałem się też, że jak nie będę pił to będę spięty, smutny, nudny, do niczego.

Moje picie też było codzienne i też nie mam na koncie żadnego zdarzenia typu wypadek, utrata pracy czy rozwód. W pewnym momencie przeżyłem, nazwijmy to, wstrząs duchowy i postanowiłem odstawić alkohol, ale już wiedziałem, że sam nie dam rady. Mityngi i to forum pomogło mi.
jestem tylko przechodniem
na tle wybranego miasta
mam papierosy i drobne
i dziurę w kieszeni płaszcza
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Hawana, andrzejt, Muro

Głupie (?) pytanie... 2018/07/09 12:56 #23

  • heathen
  • heathen Avatar
"Nauczyłam się, czym jest alkoholizm i dostałam narzędzia do postępowania w życiu."

Mogłabyś pokrótce opisać te narzędzia? Tak, żebym wiedział "z czym to się je". I jeszcze jedno. Z tego co piszesz wnioskuję, że byłaś na podobnym etapie jak ja teraz. Stąd pytanie: uważasz, że dałabyś radę korzystając z leczenia niestacjonarnego? Do tego chyba powoli dojrzewam, a Wasze wpisy jeszcze mnie w tym utwierdziły...
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Głupie (?) pytanie... 2018/07/09 13:17 #24

  • Ala
  • Ala Avatar
  • Wylogowany
  • Gaduła
  • Posty: 93
  • Otrzymane podziękowania: 287
Po pierwsze dowiedziałam się, że alkoholizm jest chorobą niezawinioną przeze mnie. Było to dla mnie odkrywcze, jako że zawsze się obwiniałam, że przecież nikt mi nie każe pić i to sama siebie tak truję.
A narzędzia (tu polecam Ci książkę "Życie w trzeźwości" - u mnie była podstawą na terapii na samym początku).
Nauczyłam się:
1) Jak planować 24 godziny
2) Co to jest HALT i jak go przestrzegać
3) Jak się powstrzymać od pierwszego kieliszka
4) Jakie mam "koła ratunkowe" w razie chęci napicia - chociażby telefon do innego alkoholika
5) Stosowanie modlitwy o pogodę ducha
itd.
Słowa terapeutów wypowiadane tak często, że niektóre do dziś dźwięczą mi w uszach i weszły mi niejako automatyczne. Np. rób zawsze o 180 stopni inaczej niż jak robiłaś jak piłaś.
Dzięki terapii zaczęłam się uczyć siebie, rozpoznawać swoje emocje. Każda sesja i każdy mityng to dla mnie taka "wentylacja" wnętrza - wygadam się i schodzi ze mnie napięcie.
Ja nawet zanim zaczęłam pić wiedziałam, że mam problemy ze sobą np. z dzieciństwa - z poczuciem niskiej wartości, z kontrolowaniem całego otoczenia, z nawiązywaniem kontaktów z ludźmi i nigdy nie udało mi się sobie samej pomóc. Psychologom nie wierzyłam, psychiatrom też nie. Tylko sobie wierzyłam. I poległam wiele razy. Dopiero terapia dała mi po raz pierwszy w życiu szansę na polubienie i zaakceptowanie siebie.
Myślę, że terapia dochodzeniowa jest również skuteczna, ale chyba trwa dłużej z tego co się orientuję. Ośrodek dał mi tyle, że mieszkałam tam z innymi ludźmi uzależnionymi i w warunkach pod kontrolą terapeuty były rozwiązywane na bieżąco problemy pomiędzy nami, co mi bardzo dużo dało.
Mam nadzieję, że Ci pomogłam :)
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Marta74, Hawana, Muro, anikaa, heathen

Głupie (?) pytanie... 2018/07/09 13:19 #25

  • Antea
  • Antea Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 1675
  • Otrzymane podziękowania: 1497
Ja uważam że, nieleczony alkoholizm je się?niedługo zarobaczałe ogórki ze śmietnika i w ostateczności wącha się kwiatki od dołu. Leczony - Żyje się jednym dniem i wspiera Siłą Wyższą AA i terapią.
Pogody ducha
Bóg obdarzył mnie łaską trzeźwienia i nie chcę GO zawieść .
Nie jestem już w "szponach" alkoholizmu .Jestem ukochanym dzieckiem Boga.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Głupie (?) pytanie... 2018/07/09 13:36 #26

  • heathen
  • heathen Avatar
Wąchanie kwiatków od dołu akurat niespecjalnie mnie przeraża (co nie znaczy, że mam zamiar odebrać sobie życie). Najbardziej martwi mnie to, że przeze mnie cierpi moja rodzina, głównie dzieci, które z dużą dozą prawdopodobieństwa, o ile nic się nie zmieni, pójdą w ślady "tatusia", tak jak ja poszedłem w ślady swojego. W dalszej kolejności boję się wizji wylądowania w przysłowiowym rynsztoku, spania w śmietniku i jak ktoś tu wspomniał żebrania o drobne na denaturat...

Siły wyższej wolałbym do tego nie mieszać.Znam wielu wierzących pijaków, a i nie jednego abstynenta ateistę...
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Głupie (?) pytanie... 2018/07/09 13:50 #27

  • jeryho 1
  • jeryho 1 Avatar
  • Wylogowany
  • Moderator
  • Posty: 486
  • Otrzymane podziękowania: 726
cześć
pijesz bo chcesz pić, zdrowy rozsądek , który jeszcze masz mówi -przestań
ale tak naprawde to Ty chcesz pić dalej, to silniejsze od Twojego rozsądku.
Piszesz że całe małe miasto bedzie gadać o Twojej wizycie w AA. i co z tego? ludzie zawsze gadają o innych. tak naprawdę boisz się tam iść bo boisz się przestać pić.
nie wierzysz że jest to możliwe.
nazwałeś sie Poganin, nie chcesz Siły Wyższej to poszukaj trzeźwości w sobie.
ona tam jest tylko zamulona warstwą szlamu
tylko dzisiaj
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Hawana, ynst

Głupie (?) pytanie... 2018/07/09 14:31 #28

  • Ala
  • Ala Avatar
  • Wylogowany
  • Gaduła
  • Posty: 93
  • Otrzymane podziękowania: 287
heathen napisał:
Wąchanie kwiatków od dołu akurat niespecjalnie mnie przeraża (co nie znaczy, że mam zamiar odebrać sobie życie). Najbardziej martwi mnie to, że przeze mnie cierpi moja rodzina, głównie dzieci, które z dużą dozą prawdopodobieństwa, o ile nic się nie zmieni, pójdą w ślady "tatusia", tak jak ja poszedłem w ślady swojego. W dalszej kolejności boję się wizji wylądowania w przysłowiowym rynsztoku, spania w śmietniku i jak ktoś tu wspomniał żebrania o drobne na denaturat...

Siły wyższej wolałbym do tego nie mieszać.Znam wielu wierzących pijaków, a i nie jednego abstynenta ateistę...

Jak piłam, to nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo moje dzieci cierpiały. Dopiero teraz słyszę od pracowników, które widziały je, że to były cienie nie dzieci, cały czas smutne i zmartwione. Moja 5-letnia córka cały czas się teraz pyta jak wychodzę, czy na pewno i kiedy wrócę. Potrafiła powiedzieć, który jest mój kieliszek, a który męża, jak piliśmy tak, żeby nie widziały. Mój 8-letni syn wybijał mi z głowy pomysły, żeby jeździć samochodem po alkoholu. Nie dawałam im szansy być dziećmi, bo musiały się o mnie martwić. Teraz jak spędzam z nimi czas wolny, to słyszę, że są szczęśliwe i od innych ludzi też - całkowita przemiana.
I masz rację - dzieci uczą się od nas, biorą przykład z naszych zachowań, a nie słów. Można przerwać ten zaklęty krąg pokoleń i dać dzieciom to, co powinny dostać, a nie to co my dostaliśmy...
W tej perspektywie moja śmierć też mnie tak bardzo nie przerażała, choć stało się inaczej, kiedy czułam jej oddech za plecami.
AA nie ma nic wspólnego z wiarą czy wyznaniem, są tam i katolicy i ateiści a pojęcie Siły Wyższej każdy może sobie sam dla siebie zdefiniować.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Asia, Hawana, jeryho 1, ynst

Głupie (?) pytanie... 2018/07/09 14:48 #29

  • ynst
  • ynst Avatar
Jeryho utrafił Cię w sedno, Ty po prostu szukasz wymówek, chronisz swój alkoholizm. Ale tak to już jest z nami alkoholikami, mało który podejmuje leczenie, a wychodzą z alkoholizmu tylko ci naprawdę zdeterminowani. Co do AA, to jest tak jak napisała Ala, każdy jeśli zechce znajdzie tam
swoje miejsce bo AA nie jest związane z żadnym wyznaniem, sektą, religią czy partią polityczną. Ja jestem ateistą i kiedy jeszcze sam siebie oszukiwałem to znajdywałem wiele powodów aby nie chodzić na mityngi AA, dziś ponieważ nie chcę pić i po to tam chodzę wszystko inne schodzi na dalszy plan. Da się.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Głupie (?) pytanie... 2018/07/09 15:02 #30

  • andrzejej
  • andrzejej Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Myślę, więc jestem.
  • Posty: 6361
  • Otrzymane podziękowania: 8766
heathen napisał:
Można było się domyślić, że to nie fizyczne objawy są najgorsze,
lecz utrwalone nawyki i sieczka pod czerepem.

Do tej pory szukałem właśnie takiej pigułki - cudu.

W jakimś wywiadzie z lekarzem zajmującym się leczeniem uzależnienia od alkoholu przeczytałem, że psychoterapia przypomina namawianie chorego na
zapalenie płuc, by siłą woli zmusił swój organizm do produkcji większej liczby przeciwciał, zamiast zaaplikować antybiotyk.
heathen :czesc: masz rację z tym nick'em, bo alkoholik - to BARBARZYŃCA.
Niszczy wszystkich w swoim otoczeniu zaślepiony flachą.
Jak brałeś tabletki, po których nie odczuwałeś głodu i dalej popijałeś, to znaczy, że chciałeś jednak pić. Po co je brałeś, poeksperymentować na sobie? Przychodzi taki czas z alkoholem, że żarty się kończą i trzeba wybierać: w lewo, albo w prawo. W tym przypadku: tertium non datur.
I lekarz od uzależnień powie jedno i jasno: chcesz pan wyzdrowieć, to zapomnij pan o tym, że możesz pan pić. :ymdevil:
A ten lekarz co przytaczasz jego porównanie, to dla mnie nie jest wiarygodny, bo mówi o silnej woli. Uzależnieni, nie potrafią przestać pić siłą własnej woli.
A co do wstydu, bo mała mieścina. :lol: Są większe, to po pierwsze. Po drugie, pewnie już inni Cię zaszufladkowali do grona lubiących wypić.
A po trzecie, to od kiedy z pracy wywalają za jakieś szemrane plotki? Boisz się, że potraktują Cię alkomatem, czy co?
Jestem alkoholikiem, kochałem kiedyś flachę, kilka ładnych lat jestem po rozwodzie z nią i z koleżanką małżonką jednakowoż. Z obiema paniami było mnie w trzeźwym życiu nie po drodze. :lol:
Jak coś zaczniesz robić, to wystartujesz w trzeźwe, fajne życie. Jak będziesz "wybrzydzał", to se jeszcze doopę poobijasz. :-BD
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Głupie (?) pytanie... 2018/07/09 16:45 #31

  • jurek
  • jurek Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 3155
  • Otrzymane podziękowania: 4159
Witaj na forum :czesc:

heathen napisał:
Do psychiatry udałem się również dlatego, że mojemu pijaństwu towarzyszyły bardzo widoczne skutki uboczne, które kwalifikowały się właśnie do leczenia psychiatrycznego (silna depresja, stany lękowe, niepokój, rozdrażnienie). Na to też dostałem pigułki i tu zadziałały w 100%. Objawy ustąpiły, chęć picia - nie.

Jestem alkoholikiem i miałem dokładnie takie same stany.Tak ,były one skutkiem ale nie ubocznym.
Żadna tabletka tego nie uleczy (na chyba ze na chwilę).To choroba iluzji i zaprzeczeń,to choroba CUD.
Ciała ,umysłu ,duszy i emocji.Dlatego że nie radziłem sobie z powyższymi, sięgałem po alkohol,bo był to jedyny znany mi "lek",który zawsze miałem pod ręką.Dzieki terapii i drugiemu człowiekowi z podobnym problemem (czytaj AA)dzielącym się swoim doświadczeniem,jestem dzisiaj trzeźwym facetem.
Facetem który trzeźwieje dla siebie.Natomiast korzystaja z tego wszyscy koło mnie.
Piszesz ,ze forum znalazłeś przypadkiem.Wg. mnie to nie przypadek.Człowiek nie mający problemu z piciem ,nie szuka takich tematów.Fajnie że jestes i szukasz wsparcia.To dobra droga.Wszystko zależy od Twoich decyzji i determinacji w trzeźwieniu.Ciało najłatwiej uzdrowić.Natomiast z resztą ,o ktrej pisałem powyżej ,to juz systematyczna praca na dłuższy okres czasu.Jesteś gotowy na takie wyzwanie?
Jurek alkoholik.
Pomagając sobie pomagasz innym.
Ostatnio zmieniany: 2018/07/09 17:11 przez Moni74. Powód: poprawa cytatu
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Marta74

Głupie (?) pytanie... 2018/07/09 17:15 #32

  • AniaKr
  • AniaKr Avatar
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 850
  • Otrzymane podziękowania: 1878
Witaj. Ten przymus picia wbrew rozsądkowi to jest właśnie uzależnienie. Przynajmniej u mnie tak było. Ja również miałam te objawy depresji i innych skutków ubocznych, ale właśnie, to były skutki alkoholizmu. Zdecydowałam się na leczenie głównego problemu i pomału pozostałe zaczęły się rozwiązywać. Życzę mądrych wyborów i fajnie, że jesteś. Ania alkoholiczka :czesc:
"Wiele dni, wiele lat czas nas uczy pogody. Zaplącze drogi, pomyli prawdy, nim zboże oddzieli od traw..."
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Głupie (?) pytanie... 2018/07/09 19:27 #33

  • Marta74
  • Marta74 Avatar
  • Wylogowany
  • Moderator
  • Posty: 1816
  • Otrzymane podziękowania: 1412
:czesc: jestem Marta alkoholiczka.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Głupie (?) pytanie... 2018/07/10 09:26 #34

  • heathen
  • heathen Avatar
Może macie rację, może boję się przestać, może nie chcę przestać, może nie wierzę, że top realne. Albo wszystkiego po trosze. Na pewno jednak chcę odzyskać kontrolę nad własnym życiem i jeśli nie w ogóle przestać, to drastycznie ograniczyć picie alkoholu (do tzw. akceptowalnego poziomu). Wiem jednak, że całkowita abstynencja jest traktowana w kręgach zbliżonych do AA jak Święty Graal, i pewnie powiecie, że to mrzonki. Nie jest jednak tak, że ja w ogóle nie trzeźwieje, albo że ciągi trwają tygodniami. Codziennie rano przychodzę do pracy "ogarnięty", mam kontakt z ludźmi, nie pojawiam się z zapijaczoną , za przeproszeniem, paszczą. Nie jest też tak, że każde wypicie piwa lub dwóch kończy się upiciem. Mam gdzieś jechać samochodem, nie piję. Pracuję - nie piję. Wiem, że pewnie pomyślicie, że się usprawiedliwiam, albo oszukuję samego siebie. Tego też nie wykluczam - jestem otwarty na wszystkie możliwości i pełen pokory. Ale jednak gdzieś z tyłu głowy mam schowaną taką nieśmiałą myśl, że może nie przekroczyłem jeszcze tej granicy i mogę wrócić do normy (w moim przypadku "norma" oznaczała 2-3 piwa w weekend i od święta parę drinków).
Przyznam też, że nie rozumiem w czym spotkania AA miałyby mi pomóc. Siedzę w necie i czytam o tym. Czytam o HALT, STOP, 24h... Sorry, ale... naprawdę coś takiego Wam pomogło? Że gdy jestem głodny lub spragniony głód alkoholowy się nasila dowiedziałem się już dawno z własnego doświadczenia. Że pobudzenie, agresja, złość działają podobnie - też. Nie jest też tajemnicą, że jakby mnie ktoś non stop pilnował, tobym nie pił. No co w tym odkrywczego? Nie pomaga mi też bynajmniej obietnica niepicia przez 24 h. czy jeszcze krótsze okresy. Nie pomaga, bo wiem, że nie chodzi o to, by nie pić przez godzinę, lecz także przez następną i następną , itd. Jaka jest dla dorosłego, w miarę rozsądnego człowieka różnica między stwierdzeniem "nie piję do końca sowich dni", a stwierdzeniem " nie piję przez godzinę, z opcją przedłużenia o następną" (w domyśle : do końca swoich dni)?

Nie zrozumcie mnie źle, ja Was nie krytykuję, się staram zrozumieć... Może właśnie z braku zrozumienia bierze się mój opór przed AA? Jak również z tego, że, mam takie wrażenie, to coś więcej niż tylko wspólnota niepijących. Jak czytam Wasze posty to dochodzę do wniosku, że to sposób na życie, jakaś forma ideologii wręcz... Jako że ostatnio bardzo interesuję się tematem szperam po necie w poszukiwaniu informacji. Trafiłem na wywiad z pewnym (podobno) wybitnym terapeutą uzależnień (nie pamiętam nazwiska). Wywiad dotyczył prób zastosowania... hmmm znów mi wykropkujecie) pewnego leku na literę "B", który normalnie, od dawna, jest używany w zupełnie innym celu. Przetestował go na sobie pewien amerykański lekarz (też podobno wybitny) i napisał o tym książkę. Twierdzi w niej, że zażywając ów specyfik odzyskał całkowitą kontrolę nad własnym życiem, tzn. nie czuje potrzeby picia, a nawet więcej, potrafi pić towarzysko jak przed uzależnieniem. Nie mam bladego pojęcia czy to prawda, ale jedna rzecz mnie bardzo uderzyła. Otóż Pan terapeuta poproszony o opinię na ten temat (książkę czytał) stwierdził coś w stylu: czytając tę książkę widać jak na dłoni, że pisała ją osoba uzależniona. Po czym dodał, że jest w stanie uwierzyć, że ten człowiek wytrwa w niepiciu do końca życia, a nawet, że może i potraf je kontrolować, ale I TAK POTRZEBUJE POMOCY, i powinien się udać na terapię. Zamurowało mnie! Tego gościa nie obchodzi, że facet normalnie funkcjonuje, że pije towarzysko (a był bliski zapicia się na śmierć), on chce go leczyć terapią. Odniosłem wrażenie jakby chciał "ulepić go na nowo", na własną modłę. To się z resztą często powtarza, nawet na tym forum, mowa o "narodzeniu się na nowo". Ja nie chcę się na nowo narodzić i nie obchodzi mnie jaką wizję mnie samego ma jakiś terapeuta. Ja po prostu chcę zaprzestać picia w ilościach szkodliwych. Koniec, kropka. Bez tej całej ideologii. Bez psychologizowania.
Rozpisałem się.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Głupie (?) pytanie... 2018/07/10 09:36 #35

  • Tsubasano
  • Tsubasano Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 2025
  • Otrzymane podziękowania: 6211
heathen napisał:
Nie zrozumcie mnie źle, ja Was nie krytykuję, się staram zrozumieć...

Nie zrozum mnie źle, ja po prostu już ten etap przechodziłem. 10 lat próbowałem na różne sposoby, czy się da się kontrolować. Gdybym od razu przestał pić, to mniej lat, energii, zdrowia i pieniędzy bym stracił. Duża część ludzi tutaj przechodziła to samo. Nie ma rady, jak ktoś się uprze, żeby sprawdzić samemu, to nikt mu nie przetłumaczy. Powodzenia.
bnggfgbfb

P.S. A gdyby okazało się obecnie (nie wiadomo jak, ale tak hipotetycznie piszę), że nie jestem alkoholikiem i mogę pić w sposób kontrolowany, to powrót do alkoholu uznałbym za najgłupszą rzecz, którą mogę zrobić. Z picia alkoholu nie ma żadnych zysków. Alkoholik czy niealkoholik z powodu picia ponosi wyłącznie straty. Nie ma żadnej pozytywnej rzeczy, której nie można by zrobić albo zdobyć na trzeźwo lepiej, skuteczniej, trwalej niż po pijaku. Od chwili kiedy zaczynamy pić, alkohol zaczyna blokować nasz rozwój w taki sposób, że wielu rzeczy (np. zabawy podczas imprez) przestajemy się uczyć bez alkoholu. Stąd nabieramy błędnego przekonania, że alkohol jest do czegokolwiek niezbędny. Pijemy mówić, że lubimy, ale właściwym powodem jest lęk, że sobie nie poradzimy bez alkoholu - że okażemy się smutni, nieatrakcyjni, zestresowani, spięci, do niczego. Ten lęk odchodzi z czasem i wtedy widać, że alkohol był zawsze tylko kulą u nogi.
jestem tylko przechodniem
na tle wybranego miasta
mam papierosy i drobne
i dziurę w kieszeni płaszcza
Ostatnio zmieniany: 2018/07/10 09:48 przez Tsubasano.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): jurek, Marta74, Angora, Asia, Waldek, andrzejt, Cyrax 666, anikaa, pistolpit