Witamy, Gość
Nazwa użytkownika: Hasło: Zapamiętaj mnie
Dzielimy się tutaj swoimi doświadczeniami i sugestiami jakie posiadaliśmy w trakcie naszego pijanego życia jak i na drodze naszego trzeźwienia. Mówimy o sobie, nie o innych.

TEMAT: Wąska Droga

Wąska Droga 2018/04/05 10:57 #211

  • Alabama
  • Alabama Avatar
  • Wylogowany
  • Super Gaduła
  • DT - 04.04.2018 r.
  • Posty: 512
  • Otrzymane podziękowania: 1304
Cześć Tsu !
Dostarczono mi dziś zamówione pod Twoim wpływem książki Allena Carra. Oprócz wspomnianej przez Ciebie "Prostej metody jak skutecznie kontrolować alkohol" zanabyłam też "Koniec z kacem".
Wprawdzie kaca ja nie miewam ale jest tam frapujący podtytuł : "Alkohol jest problemem? ROZWIĄZANIE JEST PROSTE". To mnie zainteresowało. Więc je mam.
Jak przeczytam, to się podzielę z Tobą wrażeniami.
Pozdrawiam !
Nawet najdłuższa podróż zaczyna się od pierwszego kroku. Jennifer Weiner
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Wąska Droga 2018/04/05 13:03 #212

  • Tsubasano
  • Tsubasano Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 2521
  • Otrzymane podziękowania: 8272
Alabama napisał:
Cześć Tsu !
Dostarczono mi dziś zamówione pod Twoim wpływem książki Allena Carra. Oprócz wspomnianej przez Ciebie "Prostej metody jak skutecznie kontrolować alkohol" zanabyłam też "Koniec z kacem"!

Dziękuję za informację. Drugiej nie znam. Pierwsza, jak pisałem, może pomóc w złapaniu dystansu do lęku przed rzuceniem picia. To temat, na który wskazało Ci tutaj wiele osób i który omijasz: „dlaczego boję się podjąć, choćby na próbę, abstynencji?”. Nie trzeba być specjalistą, żeby widzieć tutaj jak podręcznikowo działa u Ciebie mechanizm obronny. Po prostu omijasz tę kwestię. I tak długo, jak długo nie zauważysz tego, żadne odpowiedzi na pytania które stawiasz nic Ci nie dadzą. Twój filtr nie przepuści niczego, co zagroziłoby na serio Twojemu komfortowi picia.
jestem tylko przechodniem
na tle wybranego miasta
mam papierosy i drobne
i dziurę w kieszeni płaszcza
Ostatnio zmieniany: 2018/04/05 13:04 przez Tsubasano.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Jurek, Tomoe

Wąska Droga 2018/04/05 14:02 #213

  • Tomoe
  • Tomoe Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 4569
  • Otrzymane podziękowania: 7689
Fajnie że wróciłeś na forum, Tsu, z tego buszu. :grin:
Kobiety i koty zawsze robią, co chcą, więc mężczyźni i psy niech się z tym pogodzą. (Robert A. Heinlein)
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Tsubasano

Wąska Droga 2018/04/05 14:07 #214

  • Alabama
  • Alabama Avatar
  • Wylogowany
  • Super Gaduła
  • DT - 04.04.2018 r.
  • Posty: 512
  • Otrzymane podziękowania: 1304
Tsubasano napisał:
To temat, na który wskazało Ci tutaj wiele osób i który omijasz: „dlaczego boję się podjąć, choćby na próbę, abstynencji?”. Nie trzeba być specjalistą, żeby widzieć tutaj jak podręcznikowo działa u Ciebie mechanizm obronny. Po prostu omijasz tę kwestię.

Tsu,a skąd Ty mianowicie wiesz, że ja "się boję podjąć,choćby na próbę, abstynencji" ?
Pomijam tę kwestię, tak. Bo nie jest dla mnie najważniejsza.
Mogę pić, mogę przestać, czyli nie pić.
Mój niepokój natomiast powstał dlatego, że chyba zbyt to lubię. No i ta Agnieszka...
Bardzo wiele osób coś mi tu insynuuje.
Myślałam, że choć Ty nie będziesz...
Nawet najdłuższa podróż zaczyna się od pierwszego kroku. Jennifer Weiner
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Wąska Droga 2018/04/05 14:36 #215

  • cardwell
  • cardwell Avatar
Znalezione w necie
W pogodni za szczęściem, Kotulanka wyleciała z ukochanym do Kanady. Zabrała ze sobą syna Michała, który miał wówczas 4 latka. Córka Kasia została pod opieką dziadków. Niestety, mimo że Kotulanka dla męża była w stanie zrobić wszystko – miłość ta nie przetrwała próby czasu.

Załamana wróciła do Polski, gdzie samotnie zaczęła wychowywać dorastające dzieci. Dodatkowo rozpoczęły się u artystki problemy finansowe. Rola w Klanie okazała się być na wagę złota. Rzucając się w wir pracy i radząc sobie samodzielnie ze wszystkimi problemami, wieczorami lubiła zrelaksować się przy lampce wina.

Dawna przyjemność przerodziła się w poważne uzależnienie. Podobno pod koniec 2017 roku aktorka zdecydowała się na leczenie i dołączyła do grupy AA:
Agnieszka zmarła na wylew pewnie alkohol jej w tym dużo pomógł
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Wąska Droga 2018/04/05 14:48 #216

  • Tsubasano
  • Tsubasano Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 2521
  • Otrzymane podziękowania: 8272
Alabama napisał:
Tsu,a skąd Ty mianowicie wiesz, że ja "się boję podjąć,choćby na próbę, abstynencji" ?
Pomijam tę kwestię, tak. Bo nie jest dla mnie najważniejsza.
Mogę pić, mogę przestać, czyli nie pić.
Mój niepokój natomiast powstał dlatego, że chyba zbyt to lubię. No i ta Agnieszka...
Bardzo wiele osób coś mi tu insynuuje.
Myślałam, że choć Ty nie będziesz...
Czy Ty kiedykolwiek słyszałaś o mechanizmach obronnych? Jakichkolwiek? O tym, jak ludzie bronią się przed niewygodnymi dla nich prawdami? I tkwią w systemie iluzji i zaprzeczeń? I że mogą nie być w stanie tego zobaczyć przez jakiś czas?
Konwersacje z Tobą możnaby w całości umieścić w podręczniku jako przykład działania mechanizmów obronnych.
Czy bierzesz pod uwagę, że te mechanizmy działają nie tylko w innych, ale mogą działać też w Tobie?

Na mojej pierwszej terapii, 15 lat temu, terapeutka powiedziała w pewnym momencie: „nie wierzę w nic z tego, co powiedziałeś”. Najpierw zacząłem zadawać pytania, racjonalizować, tłumaczyć, ale ludzie z grupy zamiast słuchać moich argumentów coraz wyraźniej popierali terapeutkę. Czułem się niezrozumiany, niesprawiedliwie osądzony, zdradzony. Walczyłem, ale ich nie przekonalem. Po terapii cały się trzęsłem.
Dzisiaj, kiedy mam za sobą nie tylko własne doświadczenie, ale też obserwację innych broniących się przed prawdą widzę jak to działa.

Teraz standardowe pytanie osoby broniącej się: „A ty bierzesz pod uwagę, że w moim przypadku możesz się mylić?”. Moja odpowiedź: „Tak, biorę to pod uwagę, podobnie jak biorę pod uwagę, że jak rzucę szklanką o ścianę, to ona może się nie rozbić. Ale swobodnie założę się o wszystkie pieniądze, że się rozbije”. I wiem, że po takiej odpowiedzi mechanizmy obronne wcale nie przestają działać i delikwent/ka dalej będzie udowadniać, że nie mam racji, że jestem mądrala, że nie mam dowodów itd. No, tak to działa... iluzje i zaprzeczenia.

Czy jesteś alkoholiczką? - Nie wiem.
Czy działasz (piszesz na tym forum) zgodnie z charakterystycznymi dla alkoholików mechanizmami? - Tak.
Czy te mechanizmy można wytłmaczyć inaczej niż przez alkoholizm? Nie wiem.
Czy można to wszystko jakoś zweryfikować? - Tak, m.in. podejmując abstynencję w kontakcie z kimś, kto się na tym zna (na tym forum są osoby, które znają się lepiej ode mnie). Samemu abstynencję podejmowałek kilka razy, ale zawsze objawy odstawienia wytłumaczyłem sobie inaczej niż alkoholizmem i z radością wracałem do picia. Możesz przeczytać mój wątek.

Czy jest inny sposób weryfikacji? Tak. Należy przestać zawracać sobie głowę wyimaginowanym alkoholizmem. Pij na zdrowie. Za parę lat wrócisz na forum i udowodnisz, że jesteś coraz szczęśliwsza i odnosisz w życiu sukcesy nie rezygnując z alkoholu, ewentualnie już będziesz miała (Ty i Twoi bliscy) więcej dowodów na to, że picie Ci się nie opłaca.

Czy jest możliwe, że nie będziesz widziała rosnących strat z powodu alkoholu i nadal będziesz piła? - To, niestety, jest nie tylko możliwe, to jest najbardziej prawdopodobne, taka statystyka, z alkoholizmu wychodzi niewielu ludzi... Większość z nich nie umiera jako znani w okolicy „żule”, wszyscy umierają jako odrealnieni, zakłamani i nieszczęśliwi.
jestem tylko przechodniem
na tle wybranego miasta
mam papierosy i drobne
i dziurę w kieszeni płaszcza
Ostatnio zmieniany: 2018/04/05 15:00 przez Tsubasano.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Jurek, szekla, Marta74, Antea, AgaMars, Krzysztof Z., AniaKr, Amelka 38, Karoliczka ten użytkownik otrzymał 4 podziękowań od innych

Wąska Droga 2018/04/05 17:14 #217

  • Megi
  • Megi Avatar
  • Wylogowany
  • Super Gaduła
  • Posty: 431
  • Otrzymane podziękowania: 418
Ej ale są też jakieś nowoczesne terapie czy tam nie wiem bo ja to się nie kwalifikuje :ymdevil: to i się tym nie interesuje. Może nie wszystko jest albo czarne albo białe, może są ludzie którzy potrafią kontrolować picie na jakichś zasadach. Po coś to przecież ludzie stworzyli i na pewno komuś to ma służyć.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Tsubasano

Wąska Droga 2018/04/05 19:14 #218

  • Antea
  • Antea Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 2506
  • Otrzymane podziękowania: 3034
Hej
Moja sponsorka mawia że na 100 alkoholików tylko 10 dowiaduje się o jakiejkolwiek terapii lub AA a tylko 1 osoba trzeżwieje. Widzę po sobie na wygonionego jednego złego ducha (czysty pokoik. posprzątane)********się 7. Ciężką chorobę alkoholową leczę Biblią. Jest mi na początku ciężko uwierzyć w Boga. Ale daje radę.
P. S przestałam i mam etap za sobą nawracania uzależnionych. Delikwent musi chcieć. Zresztą musi i tak wydarzyć się cud :ymhug:
Pogody ducha
Odkrywam kim staje się w objęciach BOGA.
Ostatnio zmieniany: 2018/04/05 20:02 przez Marta74. Powód: wulgaryzm
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Tsubasano, AgaMars

Wąska Droga 2018/04/05 19:37 #219

  • Megi
  • Megi Avatar
  • Wylogowany
  • Super Gaduła
  • Posty: 431
  • Otrzymane podziękowania: 418
Aneta czytam twój post z pięć razy i nie mogę zatrybić o co ci w sumie chodzi
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Tsubasano

Wąska Droga 2018/04/05 22:34 #220

  • Tsubasano
  • Tsubasano Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 2521
  • Otrzymane podziękowania: 8272
Megi napisał:
Aneta czytam twój post z pięć razy i nie mogę zatrybić o co ci w sumie chodzi
Łk 11: 24 - 26. Ewangelia o powrocie do złych spraw...
jestem tylko przechodniem
na tle wybranego miasta
mam papierosy i drobne
i dziurę w kieszeni płaszcza
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Megi, AniaKr

Wąska Droga 2018/04/06 06:01 #221

  • Namika
  • Namika Avatar
Ewangelia według Świętego Łukasza 11.
Nawrót do grzechu
24 Gdy duch nieczysty opuści człowieka, błąka się po miejscach bezwodnych, szukając spoczynku. A gdy go nie znajduje, mówi: "Wrócę do swego domu, skąd wyszedłem". 25 Przychodzi i zastaje go wymiecionym i przyozdobionym. 26 Wtedy idzie i bierze siedem innych duchów złośliwszych niż on sam; wchodzą i mieszkają tam. I stan późniejszy owego człowieka staje się gorszy niż poprzedni".


To tak jak z powrotem do picia, bardzo dobra motywacja aby nie sięgnąć po kieliszek bo skończy się to siedmiokrotnie boleśniejszym upadkiem. Wielokrotnie próbowałam przestać pić ale tak na prawdę mentalnie w głowie trwałam w piciu. Teraz nie piję i fizycznie i w głowie a powyższe słowa pokazują mi co stanie się gdy wrócę na złą drogę.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Wąska Droga 2018/04/06 06:11 #222

  • Megi
  • Megi Avatar
  • Wylogowany
  • Super Gaduła
  • Posty: 431
  • Otrzymane podziękowania: 418
No to Aneta ma przerąbane :(
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Tsubasano

Wąska Droga 2018/04/07 18:36 #223

  • chris661211
  • chris661211 Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 3544
  • Otrzymane podziękowania: 5478
Widzę Megi, że doskonalisz się w stawianiu diagnoz. Znam Anteę od ponad 3 lat i nie wydaje mi się aby miała przerąbane, więc proszę pozostaw takie osądy i oceny sobie samej.
Niezmienne jest tylko to, czego zmienić nie chcemy
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Wąska Droga 2018/04/07 18:50 #224

  • Megi
  • Megi Avatar
  • Wylogowany
  • Super Gaduła
  • Posty: 431
  • Otrzymane podziękowania: 418
Antea napisał:
Hej
Widzę po sobie na wygonionego jednego złego ducha (czysty pokoik. posprzątane)********się 7.

Z tąd mój wniosek. Nie jest to ani ocena ani osąd.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Wąska Droga 2018/04/08 14:07 #225

  • Tsubasano
  • Tsubasano Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 2521
  • Otrzymane podziękowania: 8272
To już miesiąc mija jak szedłem przez taki las mając przed sobą 20 km do przejścia. Myślałem po drodze o tym, jak to czasem słabsze osoby przekonują do czegoś silniejsze. Taki kolega mi się przypomniał, co go nikt nie mógł przegadać i coś tam zacząłem z nim gadać, on oczywiście wszystko wiedział jak zwykle lepiej, więc nie wdawałem się w długą dyskusję. Ale on kilka dni później nawiązał do tamtej sytuacji i powiedział, że przemyślał wszystko i zmienił zdanie. Ja też tak w sumie miewam. Jak ktoś na mnie za mocno naciska utwardzam się, bronię się albo atakuję, pokazuję, że nie boli mnie co ktoś tam powiedział, etc. No, ale nie o tym...

W pewnym momencie tych wspominków dotarło do mnie to, jak bardzo zawsze chciałem mieć przyjaciół. Jak strasznie mnie bolało (nie tylko wkurzało), kiedy ktoś, kto wydawał mi się fajny traktował mnie "z góry". Ale też mnie bolało, kiedy ludzie traktowali mnie „z dołu”. I z racji mojej funkcji, z racji tego, że byłem ich szefem, nauczycielem czy odpowiedzialnym za coś tam bali się rozmawiać na serio, zachowywali się jakby czuli się jakby nieswojo, etc. Nie zawsze, ale czasem. A ja nie chciałem „z góry” czy „z dołu”, ja chciałem przyjaźni. Przypomniało mi się też, jak miałem z osiem lat i pojechałem na wodowanie jachtów. I widziałem młodych ludzi z gitarami, plecakami i tym wszystkim, co załadowali na te jachty i popłynęli. A ja wróciłem z Tatą do domu, wziąłem kredki i kilka dni rysowałem komiks o przyjaciołach. Chyba ładnie wyszło. Czułem się strasznie samotny jako dzieciak, tak gdzieś do końca podstawówki.
Potem w średniej szkole zaczął się teatr, kabaret, granie, żagle, to wszystko, czego, jak mi się zdawało, pragnąłem jako dziecko. Tak, był też alkohol, ale wtedy na to nie zwracałem uwagi. Przyjaźń i pasja. Z obecnej perspektywy widzę, że to było to, do czego mnie ciągnęło. To było najważniejsze.
Ale było jeszcze coś. Bardzo pociągał mnie też Bóg. Miałem ok. 19 lat. Myślę, że przez mniej więcej dwa lata rozwijałem się wtedy duchowo. Przestałem popalać, nie piłem albo prawie nie piłem. I zacząłem łapać równowagę i pogodę ducha. Pamiętam ten stan. Energia, spokój i pogoda ducha.

I w pewnym momencie znowu spotkałem ludzi, którzy mi przypomnieli dawne szaleństwa. Bardzo do nich przylgnąłem. Przyjaźń i pasja. Łączył nas teatr. Skończyłem studia, wyjechałem. Podjąłem następne. Skończyłem, wyjechałem uczyć się za granicę. W międzyczasie terapia od gier komputerowych i seksoholizmu. Skończyłem studia, wróciłem do Polski. Praca w jednym mieście, wyjazd. Praca w drugim mieście…
Z każdą zmianą miejsca zmiana ludzi. Niby nie żegnamy się na zawsze, ale wiadomo, znajdą się inni ludzie, inni znajomi, kolejni przyjaciele. Bo cały czas świadomie czy podświadomie tego szukałem. Przyjaźń i pasja. Pasja się trochę zmieniała. Bardziej, że tak powiem, działania społeczne niż twórcze. Ale cały czas, żeby akcja była, żeby się działo. I przyjaźń też się zmieniała. Wprawdzie więcej alkoholu, ale „ten klimat, ten luz, wspaniali ludzie nie powrócą już”. Na oślep ręce wyciągałem przed siebie, starałem się złapać trafić na prawdziwą przyjaźń, na twórczą atmosferę, na Życie przez duże „Ż”. Podlewałem alkoholem, żeby urosło coś szybciej. Wracałem do starych znajomych. Patrzyłem na ich różne dzieła, działania, projekty, performance, perturbacje. „Gdzie oni są? Ci wszyscy moi przyjaciele?”. Przyjaźń i pasja. Życiowa frustracja. Niby sukcesy. Nie to ciągle. Terapie udane i średnio udane. Rzucenie picia.

Droga pod górkę wśród eukaliptusów („gumtree” - ogólna nazwa całej masy bardzo rozmaitych drzew i krzewów), 35C, sucho, trzeba uważać, bo w tej okolicy brązowe węże i takie pająki, co się nazywają „banana spiders”. Syf straszny jak się wlezie w takie coś. I tak wspominam różne układy, związki, przyjaźnie, twórczości, pasje, jazdy… Jestem w stanie dokładnie przypomnieć sobie czas, kiedy Bóg zszedł na dalsze miejsce w moim życiu. Nie odszedłem od wiary, ale inne sprawy stały się w praktyce ważniejsze.

„Jestem idiotą”. „Jestem idiotą. 23 lata temu zrobiłem prosty błąd. Nie zdając sobie nawet sprawy z tego zrobiłem z przyjaźni i pasji cel mojego życia. Bardzo niedługo po tym, kiedy zrozumiałem, że Bóg może być celem życia, że idąc za Nim znajdę wszystko, czego tak naprawdę potrzebuję, odkręciłem się od Niego na pięcie i wybrałem coś innego. Goniąc za przyjaciółmi i pasją nie znalazłem tego, czego szukałem. Nie udało mi się zastąpić nimi Siły Najwyższej. To nie było możliwe. Nie udało mi się znaleźć w nich sensu. Życia. Znalazłem niespełnienie.”
To było gdzieś pół godziny. Szedłem mając poczucie zupełnej i prostej jasności, że moje próby zbudowania życia na tym, co rozumiałem jako przyjaźń i pasja nie mogły się powieść. Nie chodzi mi o to, że jest w nich cokolwiek złego. Ale one nie sprawdziły mi się jako kompas. Nie mogą wyznaczać mi kierunku. Pogubiony chciałem pomóc sobie alkoholem, zaleczyć niespełnienie, nakręcić się i zacząć być naprawdę twórczy, pobudzić siebie, towarzystwo i poczuć energię kreatywnej wspólnoty. To nie mogło się udać.
Zbliżając się po około czterech godzinach marszu do celu wiedziałem, że właśnie straciłem wszystkie pomysły na życie. Bo wszystkie opierały się tak naprawdę jedynie na wizji, że będę realizował swoją pasję i będę miał przyjaciół. Nie po pijaku to na trzeźwo. Wiedziałem już, że to nie ma prawa zadziałać. Nie znajdę w tym szczęścia. Nie znajdę pokoju serca i pogody ducha biegnąć za tym nawet jeżeli nie będę pił.

W następnych dniach rozmawiałem o tym ze Stevem. Powiedziałem mu, że 23 lata temu celem życia był dla mnie Bóg, że dalej wierzę, ale straciłem taką bliską relację z Nim, jaką miałem wtedy, straciłem łączność. Wierzę, ale nie czuję. Wiem, że mnie kocha, ale nie czuję tego, nie potrafię się cieszyć. Potrafię Mu dziękować za dobry dzień, ale nie rusza mnie to, że On jest przy mnie. Wierzę głową ale nie sercem. Potrafię nawet wytłumaczyć ludziom dużo z mojej wiary, dużo wiem o chrześcijaństwie, ale sam jestem jakby za lustrem weneckim. Jak w kryminałach – wiem, że On jest tam, po drugiej stronie. Macham Mu. Ale widzę tylko siebie machającego. Pokazuję język. Wiem, że widzi, nie obraża się, ale widzę tylko siebie robiącego miny do lustra. I czuję się tym zmęczony. Czy możliwe jest, że znajdę Go znowu? Że Bóg da mi jakoś znak? Czy będę musiał szukać Go, cisnąć latami, być wierny bez żadnej odpowiedzi z Jego strony? Czy ja wytrzymam tyle ile będzie trzeba? Bo jeżeli nie On, to ja nie widzę nic, dla czego chciałbym żyć. Czy to w ogóle możliwe?

Steve mnie rozumiał i nie mówił dużo. Powiedział, że warto nie tracić nadziei i nie schodzić z drogi.

W następnych dniach czułem, jakby słońce w ogóle nie wschodziło. Wstawałem, robiłem cały dzień swoją robotę, kładłem się spać. Czułem się jak zombie. I mówiłem sobie, że teraz trzeba to przełknąć, bo może przez najbliższe tygodnie, miesiące czy lata nie będzie inaczej.
Czwartego dnia rano obudziłem się koło siódmej. Później niż zwykle, bo długo nie mogłem zasnąć. Okno miałem na wschód. Słońce właśnie wschodziło. I przeżyłem coś, co jeżeli w ogóle miało się stać to w najlepszym wypadku za miesiące czy lata. Poczucie tego, że On tu jest.


Nie ma sensu próbować tego opisać. Tylko tyle, że On odpowiedział. To nie trwało długo. Może z godzinę. Brałem prysznic, jadłem śniadanie a On mnie nie opuszczał. Ale nawet jak to się skończyło, to został mi tylko spokój i wdzięczność. I świadomość, że to jest możliwe. I też świadomość, że mam dużo do zrobienia ze sobą, że abstynencja to tylko kawałek, że tak jak pijąc nie pozostawiałem Bogu miejsca w moim życiu, tak na co dzień zajmuję się mnóstwem rzeczy niepotrzebnych, które wypełniają mnie w taki sposób, że nie umiem Go spotkać w sobie.


Nie wiem, może nie powinienem tutaj o tym pisać, bo jak ktoś nie wierzy, to takie rzeczy tylko drażnią. Ale, z drugiej strony, to było dla mojego trzeźwienia jakieś ważne doświadczenie, które zmieniło mi perspektywę.
jestem tylko przechodniem
na tle wybranego miasta
mam papierosy i drobne
i dziurę w kieszeni płaszcza
Ostatnio zmieniany: 2018/04/08 14:30 przez Tsubasano.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Jurek, ursa, szekla, andrzejej, Marta74, Bea, kalka, Trusia, Wera33, Tomoe ten użytkownik otrzymał 4 podziękowań od innych

Wąska Droga 2018/04/08 14:19 #226

  • Jurek
  • Jurek Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 3662
  • Otrzymane podziękowania: 4588
Tsu bardzo dziękuje Tobie za to co napisałeś,a właściwie przeżyłeś i doznałeś :grin:
Pomagając sobie pomagasz innym.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Tsubasano

Wąska Droga 2018/04/08 15:26 #227

  • Namika
  • Namika Avatar
Czytając Twoje słowa przypomniała mi się moja nocna wędrówka przez las. :)

Tsubasano napisał:

„Jestem idiotą”. „Jestem idiotą. 23 lata temu zrobiłem prosty błąd. Nie zdając sobie nawet sprawy z tego zrobiłem z przyjaźni i pasji cel mojego życia. Bardzo niedługo po tym, kiedy zrozumiałem, że Bóg może być celem życia, że idąc za Nim znajdę wszystko, czego tak naprawdę potrzebuję, odkręciłem się od Niego na pięcie i wybrałem coś innego. Goniąc za przyjaciółmi i pasją nie znalazłem tego, czego szukałem. Nie udało mi się zastąpić nimi Siły Najwyższej. To nie było możliwe. Nie udało mi się znaleźć w nich sensu. Życia. Znalazłem niespełnienie.”
To było gdzieś pół godziny. Szedłem mając poczucie zupełnej i prostej jasności, że moje próby zbudowania życia na tym, co rozumiałem jako przyjaźń i pasja nie mogły się powieść. Nie chodzi mi o to, że jest w nich cokolwiek złego. Ale one nie sprawdziły mi się jako kompas. Nie mogą wyznaczać mi kierunku. Pogubiony chciałem pomóc sobie alkoholem, zaleczyć niespełnienie, nakręcić się i zacząć być naprawdę twórczy, pobudzić siebie, towarzystwo i poczuć energię kreatywnej wspólnoty. To nie mogło się udać.
Zbliżając się po około czterech godzinach marszu do celu wiedziałem, że właśnie straciłem wszystkie pomysły na życie. Bo wszystkie opierały się tak naprawdę jedynie na wizji, że będę realizował swoją pasję i będę miał przyjaciół. Nie po pijaku to na trzeźwo. Wiedziałem już, że to nie ma prawa zadziałać. Nie znajdę w tym szczęścia. Nie znajdę pokoju serca i pogody ducha biegnąć za tym nawet jeżeli nie będę pił.

W następnych dniach rozmawiałem o tym ze Stevem. Powiedziałem mu, że 23 lata temu celem życia był dla mnie Bóg, że dalej wierzę, ale straciłem taką bliską relację z Nim, jaką miałem wtedy, straciłem łączność. Wierzę, ale nie czuję. Wiem, że mnie kocha, ale nie czuję tego, nie potrafię się cieszyć. Potrafię Mu dziękować za dobry dzień, ale nie rusza mnie to, że On jest przy mnie. Wierzę głową ale nie sercem. Potrafię nawet wytłumaczyć ludziom dużo z mojej wiary, dużo wiem o chrześcijaństwie, ale sam jestem jakby za lustrem weneckim. Jak w kryminałach – wiem, że On jest tam, po drugiej stronie. Macham Mu. Ale widzę tylko siebie machającego. Pokazuję język. Wiem, że widzi, nie obraża się, ale widzę tylko siebie robiącego miny do lustra. I czuję się tym zmęczony. Czy możliwe jest, że znajdę Go znowu? Że Bóg da mi jakoś znak? Czy będę musiał szukać Go, cisnąć latami, być wierny bez żadnej odpowiedzi z Jego strony? Czy ja wytrzymam tyle ile będzie trzeba? Bo jeżeli nie On, to ja nie widzę nic, dla czego chciałbym żyć. Czy to w ogóle możliwe?

Ja uważam że to jacy jesteśmy i co dziś myślimy jest wynikiem tego co przeżyliśmy. Tsu a może gdybyś 23 lata temu wybrał drogę Boga nigdy byś do niego w pełni nie dotarł bo nie przeżył byś tego wszystkiego co przeżyłeś.
Cieszę się że znów poczułeś pełnię.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Wąska Droga 2018/04/08 15:40 #228

  • szekla
  • szekla Avatar
  • Wylogowany
  • Współtwórca Portalu
  • Naczelna Wiedźma
  • Posty: 16193
  • Otrzymane podziękowania: 24156
Dzięki za Twój wpis, zawarłeś w nim coś czego i ja szukam a czasem nawet dotykam. I choć nie widzę to jednak zauważam.
Wiele osób, z którymi rozmawiam wie o czym pisze i bez względu na to jak to nazwę to czuję, że jestem w Czyjejś opiece.
Jestem katoliczką choć sie nią nie czuję. W żaden sposób nie odbiera mi to Wiary w Boga, Anioła Stróża, Siłę Wyższą czy Dobrego Duszka. Wiem, że to COŚ zawsze ze Mną było, lecz moja pycha wypierała to mocno.
Bycie samej z sobą to sporo przemyśleń i wniosków. Tak! Jestem wybrańcem losu.

a pycha? Jak to terapeutka mawia "Pycha z nieba spycha". Cos w tym jest, prawda? :grin:
Słowo raz wypuszczone nigdy nie powróci.

Emilka Alkoholiczka
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): andrzejej, Tsubasano, Namika

Wąska Droga 2018/04/08 16:16 #229

  • cardwell
  • cardwell Avatar
Są ludzie którzy wierzą tylko W Boga ,Jego Syna Jezusa Chrystusa i Ducha Świętego.( nie są to wcale Świadkowie Jehowi).Jeśli Pismo Święte ma być przewodnikiem wiary to mają rację.Ja tradycyjny katolik wychowany w kulcie Matki Bożej i Kościoła pewnie już w takiej wierze umrę.Powiem tak spotkałem ludzi różnych religii i wiem ,że ciężko żyć nie wierząc w nic.Coś jest to Coś wiele razy uratowało mi życie.Mojego kolegę co porwali w Pakistanie parę lat temu ( pewnie każdy słyszał o porwanym geologu chodziaż był on geofizykiem )chcieli uwolnić jeśli przejdzie na islam.Nie zgodził się i ścieli mu głowę.Wiele razy zastanawiałem się jakbym ja postąpił?
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Wąska Droga 2018/04/09 09:48 #230

  • Alabama
  • Alabama Avatar
  • Wylogowany
  • Super Gaduła
  • DT - 04.04.2018 r.
  • Posty: 512
  • Otrzymane podziękowania: 1304
Witaj Tsu !
Widzę, że lubisz pisać; piszesz dużo i obrazowo, choć nie przyjaźnisz się przesadnie z interpunkcją...
Ale białe wiersze też nie znają tego pojęcia :-)
Mam do Ciebie prośbę – czy mógłbyś napisać trochę więcej o książce Allena?
Jakie przykłady do Ciebie najbardziej trafiły, jakie unaocznienia, jakie argumenty ?
Aha, ta druga książka, o której pisałam, to kompilacja, streszczenie, czyli bryk.
Widzę teraz, że zaczęłam czytanie w niewłaściwej kolejności, powinno się chyba zacząć od tej podstawowej pozycji.
A ta druga, to może do takiego szybkiego resetu w razie W ?
Pozdrawiam,
życzę słonecznego dnia !
Nawet najdłuższa podróż zaczyna się od pierwszego kroku. Jennifer Weiner
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Tsubasano

Wąska Droga 2018/04/09 10:19 #231

  • AgaMars
  • AgaMars Avatar
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 1365
  • Otrzymane podziękowania: 3748
Dzieki @};-
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Tsubasano

Wąska Droga 2018/04/09 11:26 #232

  • Tsubasano
  • Tsubasano Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 2521
  • Otrzymane podziękowania: 8272
Alabama napisał:
Mam do Ciebie prośbę – czy mógłbyś napisać trochę więcej o książce Allena?

Ala, raczej Ty napisz mi o książce Allena Carra, jeżeli to Cię interesuje. Napisz, co do Ciebie trafiło, dlaczego, co Ciebie poruszyło. Napisz tak, żebym poczuł, jaka osoba jest po drugiej stronie zasłony ze słów, pytań i pozdrowień. Ja pisząc odkrywam to, co jest we mnie. Może to pomaga też innym odkrywać siebie.

Wspominałem Ci w którymś poście o tym, jak podczas pierwszej terapii terapeutka powiedziała, że mi nie wierzy. Ta sama terapeutka powiedziała mi też, że: "po jakimś odzyskam konktakt z własnym ciałem". Ja odpowiedziałem: "ale ja mam świetny kontakt ze swoim cialem, trenuję pantomimę a obecnie zajmuję się teatrem tańca". Ona tylko pokiwała głową i nic nie odpowiedziałą. Ja dopiero po ponad pół roku pracy z nią zrozumiałem, o co jej chodziło. Zrozumiałem też, że naprawdę nie mam kontaktu ze swoim ciałem. Zrozumiałem, że gra, robienie teatru nawet jeżeli bardzo dużo się ćwiczy fizycznie to nie to samo co świadomość tego, co dzieje się ze mną, co się dzieje we mnie. Jak ona mi tłumaczyła, że nie potrafię się prawidłowo orientować w tym kiedy jestem głodny, zmęczony, kiedy robię się zły na coś, kiedy czuję samotność, to wydawało mi się, że podobnych głupot dawno nie słyszałem. A potem zrozumiałem, że miała rację, że tylko wydawało mi się, że zdaję sobie sprawę z tego, co czuję, że zdaje sobie sprawę z sygnałów z ciała, że potrafię określić moje uczucia... Żyłem w moich pomysłach, żyłem w mojej głowie, okrągłych zdaniach, orginalnie dobranych ubraniach, ideach... Byłem jak strach na wróble: byłem konstrukcją samego siebie stworzoną przez siebie po to, żeby zrobić wrażenie na sobie i innych. I dalej wiem, że bardzo daleko mi do tego, żeby w pełni być sobą. Wiem, jak łatwo włącza się głowa i zaczyna produkować znów "pomysły" na siebie. Przypominam sobie, jak 11 lat temu rzucając palenie na podobnym forum internetowym bardzo mocno ukrywałem prawdziwego siebie za błyskotliwymi wypowiedziami (znacznie bardziej wypracowanymi literacko niż teraz). Tak jak bez prawdziwego kontaktu z własnym ciałem można robić teatr (to ja wtedy wysyłam komunikaty a nie słucham tego, co mi sygnalizuje ciało), tak też można pisać bez prawdziwego konktaktu z sobą.

Wtedy tak trudno zapanować nad sobą. Wtedy nie wiemy, dlaczego zrobiliśmy coś, czego nie chcieliśmy zrobić. Wtedy nie wiem, czego potrzebuję a co jest tylko chwilową zachcianką, której zaspokajanie na dłuższą metę mnie niszczy. Wtedy nie widzę, jak dużo moich zachowań wynika z prostych, dziecinnych lęków.

Wiem jednak jak cenne jest dla mnie pisanie rzeczy, które płyną z serca i choć wielu rzeczy o sobie nie piszę tutaj, myślę, że "Niepijemy" jest dla mnie taką szkołą serca. Pisząc tu dużo zaglądam w siebie. Czuć, zdawać sobie sprawę z tego, co się czuje, umieć to prawidłowo nazwać i wiedzieć, jak właściwie zaspokoić potrzeby, które się czuje. Dzięki temu umieć "poczuć" także drugiego człowieka, potrzeby innych. Umieć i im pomóc nie zawsze tak, jak oni się tego spodziewają, ale zgodnie z tym, czego potrzebują. To jest dla mnie trzeźwość.

Bardzo Cię namawiam do pisania o sobie. "Dzisiaj cieszę się, bo...", "Jak się dzisiaj czuję-jakie są moje uczucia i emocje", "Na co się dzisiaj wkurzyłam/em" to są działy, w których są gotowe tematy i wprawdzie szanujący się artysta powie, że to sztampowe, ale tu nie chodzi o zabłyśnięcie, tylko o pracę nad sobą. U siebie w wątku możesz uprawiać dowolne gatunki, ale staraj się wyciągać prawdę z siebie samej. Na to, co napisał Ci Chriss odpowiedziałaś: "Genialne!". Warto się tego trzymać.
jestem tylko przechodniem
na tle wybranego miasta
mam papierosy i drobne
i dziurę w kieszeni płaszcza
Ostatnio zmieniany: 2018/04/09 11:40 przez Tsubasano.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): andrzejej, kalka, AgaMars, Alabama

Wąska Droga 2018/04/09 15:51 #233

  • Alabama
  • Alabama Avatar
  • Wylogowany
  • Super Gaduła
  • DT - 04.04.2018 r.
  • Posty: 512
  • Otrzymane podziękowania: 1304
Tsubasano napisał:
"Dzisiaj cieszę się, bo...", "Jak się dzisiaj czuję-jakie są moje uczucia i emocje", "Na co się dzisiaj wkurzyłam/em" to są działy, w których są gotowe tematy

Dziękuję ! Lecę przejrzeć te działy, bo mi umknęły jakoś :shock:
Nawet najdłuższa podróż zaczyna się od pierwszego kroku. Jennifer Weiner
Ostatnio zmieniany: 2018/04/09 16:42 przez Moni74. Powód: poprawa cytatu
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Tsubasano

Wąska Droga 2018/04/14 00:35 #234

  • Tsubasano
  • Tsubasano Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 2521
  • Otrzymane podziękowania: 8272
Połączenie - odłączenie
Siedziałem na kolacji, na której nie było alkoholu. Zwykle przy stoliku jest nas mieszanka - Australia, Europa, Stany, Azja. Niektórzy mówią po angielsku lepiej, niektórzy gorzej (np. ja) i jakoś idzie. Tym razem siedziałem wyłącznie między ludźmi, dla których angielski był językiem ojczystym. Rozmowa skręciła w kierunku przepisów prawnych w pewnej wąskiej dziedzinie. Przestałem rozumieć o co chodzi. Siedziałem tak kilkanaście minut.

Nagle poczułem, że chętnie bym sie napił jakiegoś wina. Zdziwiony tą myślą (rzadko mi się zdarza) zapytałem się siebie: "to ile byś chciał?" - "najpierw szklankę, potem się zobaczy". Przeprosiłem na chwilę, wstałem od stołu, żeby się chwileczkę przejść. Nie lubię siedzieć jak mam takie napięcie. Zapytałem siebie co się dzieje, skąd te myśli. Uświadomiłem sobie poczucie wyobcowania, samotność i pretensję do siebie o angielski. Co mogę z tym zrobić? Mogę sobie pójść. Wyjście dobre w sytuacji dramatycznej, ale chyba dramatu nie ma. Mogę wrócić i świadomie przyglądać się poczuciu wyobcowania. Mogę pomyśleć, że przyłożę się do nauki języka. OK.

Jest we mnie pragnienie połączenia się z innymi ludźmi. Pragnienie ożywionej rozmowy, rozumienia się, wspólnej ekscytacji, wspólnego śpiewu, poczucia, że mogę na kogoś liczyć, etc. Niedawno dowiedziałem się (takie zajęcia o relacjach mieliśmy), że u mnie to pragnienie jest bardziej dojmujące, mocniej przeżywane niż u wielu innych. Jak tylko mam kogoś, kto mógłby być moim przyjacielem, to chciałbym od razu do niego przylgnąć, wzbudzić podziw, przywiązanie, poczuć silną więź. Jak tylko spotykam kobietę, która mi się podoba, tonę w bardzo silnych, sprzecznych emocjach pragnąć zdobyć jej sympatię. Dotkliwie przeżywam niezauważenie, ignorowanie mnie, drobne błędy, które popełnię przy innych i także pretensje, które ktoś do mnie ma. Czuję się niezbyt komfortowo w towarzystwie ludzi, którzy nie dość czytelnie okazują swoje uczucia. Jestem trochę "żarłokiem komunikacji" na wszelkich poziomach. Oczywiście to nie dotyczy wszystkich ludzi, ale tylko tych, którzy mnie jakoś pociagają.
Z biegiem lat zorientowałem się, po pierwsze, że okazywanie tego innym nie opłaca się. Staram sie więc ani nie obarczać innych moimi oczekiwaniami ani nie okazywać niezadowolenia i zawodu z powodu tego, że inni nie zachowują się tak, jakbym tego chciał najbardziej. Z latami picia nauczyłem się, to po drugie, że alkohol niweluje u mnie poczucie obcości, po drugie, usuwa u wielu ludzi hamulce emocjonalne i czasem moralne powodując wrażenie większej bliskości (tylko wrażenie, pijackie "przyjaźnie" i "związki" nie przetrwały próby czasu). Pierwsza "nauka" ma skutki raczej pozytywne - wiem, że relacje buduje się cierpliwie. Druga przeciwnie - narzuca mi się jako droga na skróty kiedyś niszcząc proces wzmacniania więzi a obecnie wywołując powrót ochoty na alkohol.

HALT-owa "samotność", "odłączenie"... Na przeciw niej przyjaźń, miłość, solidarność, obecność, dawanie akceptacji, słuchanie, wyrozumiałość, cierpliwość i przebaczenie, wiara (mimo negatywnych doświadczeń) w prawdziwe relacje. Czuję, że jeżeli chcę budować trzeźwość to powinienem teraz bardzo zwracać na to uwagę. Poczucie "odłączenia" będzie ciągnęło za sobą ochotę na alkohol.
jestem tylko przechodniem
na tle wybranego miasta
mam papierosy i drobne
i dziurę w kieszeni płaszcza
Ostatnio zmieniany: 2018/04/14 00:44 przez Tsubasano.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Jurek, andrzejej, kalka, Ivi, williwilli55, AgaMars, AniaKr

Wąska Droga 2018/04/14 16:47 #235

  • Tsubasano
  • Tsubasano Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 2521
  • Otrzymane podziękowania: 8272
Imperium kontratakuje
Czasem przychodzi myśl czy może raczej niepokój, przed którym zwykle uciekam zanim zdąży zamienić się w słowa i zdania. Zwracam uwagę w innym kierunku, nie konfrontuję się z nim. Ale dzisiaj chciałbym o tym niepokoju napisać. W postaci słów mógłby wyglądać mniej więcej tak:

Cała ta twoja trzeźwość i cała religijność to tylko unik, żeby nie spojrzeć w swoją klęskę, nie przyznać się do niej. Choć się próbujesz oszukać, wiesz o tym dobrze, że historia twojego życia to historia tchórzostwa, które nigdy nie pozwoliło ci sięgnąć po to, czego naprawdę byś pragnął. Mówisz sobie, że wiara, duchowość, trzeźwość… Niby cieszysz się tym, ale w rzeczywistości tylko próbujesz odwrócić własną uwagę od tego, że w swoim życiu chybiłeś celu, na którym ci zależało. Robisz wszystko, żeby nie myśleć, że to tylko nagroda pocieszenia, trofeum nieudaczników.

Przegrałeś fizycznie, emocjonalnie i duchowo. Na tych trzech płaszczyznach nie podjąłeś walki ze sobą. Najpierw wycofałeś się z walki o siłę, sprawność i zręczność. Chciałeś tego, ale bałeś się. Późno dołączyłeś do innych kolegów grających na podwórku w piłkę. Wujek musiał za ciebie robić karmniki na prace ręczne. Choć jako mały chłopak wygrywałeś walki z innymi chłopcami, od pewnego momentu zacząłeś się bać, unikać konfrontacji, tchórzyć. Wycofałeś się z treningów karate, czułeś się nieswojo i zamiast zwyciężyć siebie uciekłeś do swojego pokoju w świat plastikowych żołnierzyków i gier. Chciałeś być silny i chciałeś mieć poczucie mocy wynikające z umiejętności wykonania różnych rzeczy własnymi rękami. Straciłeś to.

Przegrałeś emocjonalnie. Wystarczyło, żebyś po prostu wychodził do innych i z nimi był. Żebyś zaproponował chodzenie tej dziewczynie, która ci się najbardziej podobała. Żebyś w porę dołączył do tych, którzy robili to, co i tobie się podobało. Miałeś wiele okazji, ale nigdy nie poszedłeś za ciosem. Zawsze zabrakło ci odwagi. Koledzy, zespoły, teatr, wszystko zawsze przechodziło ci koło nosa, bo nie miałeś odwagi ani inicjatywy. Chciałeś wygrywać w zespole, chciałeś być częścią kreatywnego zespołu i osiągać sukcesy. Skończyłeś na grach komputerowych i pornografii. Skończyłeś wyobrażając sobie, fantazjując a życie uciekło ci. Skończyłeś na próbach zagłuszenia lęku alkoholem, na dodawaniu sobie odwagi przez picie. Czułeś się lepiej, ale nie zrobiłeś nic, co pokazywałoby, że jesteś odważny.

Przegrałeś duchowo. Miałeś ogromne możliwości. Szybko uczyłeś się i zapamiętywałeś, rozumiałeś, analizowałeś, umiałeś pisać, mówić, spierać się. Ale nie uczyłeś się, nie zgłębiałeś, nie poddałeś się dyscyplinie, nie zdobyłeś doświadczenia. Wiesz dobrze, że nie znasz się tak naprawdę na żadnej dziedzinie. Umiesz oczarować ludzi, którzy znają się mniej niż ty. To tyle. Twoi koledzy dawno cię wyprzedzili. Spędziłeś czas na pustym gadaniu przy alkoholu, na pijanych sporach z ludźmi, którzy też tylko udawali, że wiedzą coś o tym, o czym dyskutowaliście.

Zależało ci w życiu na pasji i twórczej przyjaźni. Nie widząc szans na zrealizowanie tego uciekłeś w duchowość, w walkę z nałogami, w pocieszające wizje samorozwoju. Prawdziwe sukcesy zastąpiłeś próbami czucia się zadowolonym z tego, że nie pijesz, nie palisz, nie grasz… Inni pomagają ci podtrzymać w sobie te pozory, ale spójrz prawdzie w oczy.


To nie są klocki LEGO, to nie są plastikowe żołnierzyki, tego nie da się na raz butem rozdeptać. Na to mogę dawać odpowiedź wymijającą, odpowiadać szybko, uciekać przed tym niepokojem… Dopuszczenie tych wątpliwości do świadomości bardzo boli. Ale ja mimo wszystko wierzę, że nie muszę od tych myśli uciekać. Może jest w nich wiele bolesnej prawdy, ale wierzę, że w moich ostatnich doświadczeniach także jest na tyle dużo jasnej prawdy, że mogę się z tą ciemnością konfrontować. Czuje, że uda mi znaleźć właściwą odpowiedź, rzeczywistą wartość i sens.
jestem tylko przechodniem
na tle wybranego miasta
mam papierosy i drobne
i dziurę w kieszeni płaszcza
Ostatnio zmieniany: 2018/04/14 16:48 przez Tsubasano.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Jurek, andrzejej, Ivi, Havana, Krzysztof Z., AniaKr

Wąska Droga 2018/04/14 17:50 #236

  • andrzejej
  • andrzejej Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Myślę, więc jestem.
  • Posty: 6983
  • Otrzymane podziękowania: 10098
Tsu :-H mi pierwsze co mi przyszło do głowy po przeczytaniu o tym niepokoju, o myślach, że to co robisz i myślisz, to rozciągnięta siatka maskująca Twoją "klęskę", to że jest to Twoja trzeźwa racjonalizacja w kierunku aniodiabel
Tsu, ja na pewno w życiu chybiłem celu podpierając się alkoholem. Nie mam już podszeptów, bo pogodziłem się z niespełnionymi oczekiwaniami - kim to ja mógłbym być dzisiaj, gdybym nie pił, a umysł miał trzeźwy i taki był świadomy siebie jak teraz? To jest ta gruba krecha na przeszłości i uznanie, że to już jest HISTORIA. Potrzebna mi tylko po to, bym zobaczył w niej siebie, swoje błędy i miał tego świadomość. Do innych złych nastrojów typu - żal, strach, lęk, uraza - ta historia nie może mi służyć, bo wraz z nimi prowadzi w kierunku wiadomym, złagodzenia tych emocji i uczuć w sposób dobrze znany.
Ja wierzę, że Ty dokładnie tak to zauważysz i tak to potraktujesz. A może potrzebny Ci taki głębszy, pisemny wgląd w siebie (obrachunek moralny) od momentów dzieciństwa pod kątem uraz i pretensji do innych i siebie, analiza tego, co je powodowało. Z czasem mógłbyś przegadać ze sobą, Bogiem i może drugim alkoholikiem - istotę swoich błędów i zamknąć drzwi za Tym, co boli.
Pozdrawiam :-BD
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Tsubasano

Wąska Droga 2018/04/14 18:10 #237

  • Havana
  • Havana Avatar
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Posty: 966
  • Otrzymane podziękowania: 1338
Tsu:) na kamieniu sie urodziles? Wujek a gdzie reszta rodziny, rodzice, moze rodzenstwo? Brakuje mi czegos w Twoim poscie, pominales celowo? Wujek, dlaczego wlasnie on, mam wrazenie, ze wymagal za wiele od Ciebie.
Jesli juz tak daleko jestes, moze pomoze Tobie calkowite odkrycie sie.

Smutno mi, widze chlopca, chlopca madrego, wyrozniajacego sie i odtracajacego jednoczesnie kolegow z boiska, bo przyjaciol raczej nie miales. Tsu, moze bladze, jesli urazilam, pomin milczeniem moje pytania i domiemania :-H
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): ...anna63, Tsubasano

Wąska Droga 2018/04/14 19:02 #238

  • Alabama
  • Alabama Avatar
  • Wylogowany
  • Super Gaduła
  • DT - 04.04.2018 r.
  • Posty: 512
  • Otrzymane podziękowania: 1304
Tsubasano napisał:
Cała ta twoja trzeźwość i cała religijność to tylko unik, żeby nie spojrzeć w swoją klęskę, nie przyznać się do niej. Choć się próbujesz oszukać, wiesz o tym dobrze, że historia twojego życia to historia tchórzostwa, które nigdy nie pozwoliło ci sięgnąć po to, czego naprawdę byś pragnął.
...
Przegrałeś fizycznie.
...
Przegrałeś emocjonalnie.
...
Przegrałeś duchowo.
...
Zależało ci w życiu na pasji i twórczej przyjaźni. Nie widząc szans na zrealizowanie tego uciekłeś w duchowość, w walkę z nałogami, w pocieszające wizje samorozwoju. Prawdziwe sukcesy zastąpiłeś próbami czucia się zadowolonym z tego, że nie pijesz, nie palisz, nie grasz… Inni pomagają ci podtrzymać w sobie te pozory, ale spójrz prawdzie w oczy.

A ja myślę Tsu, że jesteś dla siebie zbyt surowy, wręcz niesprawiedliwy.
Poza tym,abstrahując od zasadności Twoich samooskarżeń, wiesz przecież, że pozytywne myślenie kształtuje pozytywną rzeczywistość. Negatywne niestety adekwatnie też.
Tsu, przestań się nakręcać !
Pozdrawiam Cię serdecznie.
Nawet najdłuższa podróż zaczyna się od pierwszego kroku. Jennifer Weiner
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Tsubasano

Wąska Droga 2018/04/14 20:55 #239

  • Krzysztof Z.
  • Krzysztof Z. Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 2126
  • Otrzymane podziękowania: 6103
Tsubasano napisał:
Cała ta twoja trzeźwość i cała religijność to tylko unik, żeby nie spojrzeć w swoją klęskę, nie przyznać się do niej. Choć się próbujesz oszukać, wiesz o tym dobrze, że historia twojego życia to historia tchórzostwa, które nigdy nie pozwoliło ci sięgnąć po to, czego naprawdę byś pragnął.

Odnośnie drugiego zdania - to chyba o mnie napisałeś :ymdevil: Ale ja to sobie wybaczyłem, bo po pierwsze zacząłem uciekać w alkohol ze strachu w wieku 18-19 lat, kiedy guzik wiedziałem o życiu, bałem się zaryzykować, przestałem w siebie wierzyć, zacząłem podejmować nie takie decyzje jak trzeba, a potem już leciało... a nawet nie wiedziałem dokładnie co robię sobie pijąc i dlaczego właściwie piję. Po drugie - żale już mi nic nie pomogą, stało się to, co się stało, ale nie wszystko stracone. Nadal mogę żyć dobrze i z tego trzeba się cieszyć, a nie smucić, że gdybym te 20 lat tamu... no wiesz o co chodzi.
Natomiast z pierwszym zacytowanym zdaniem w ogóle się nie zgadzam. Do religijności się nie odniosę, ale trzeźwość to nie żaden unik. To droga do celu - do dobrego, uczciwego życia.
Pozdrawiam Tsu %%-
„Been searching somewhere out there
For what’s been missing right here”
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): andrzejej, Ivi, Tsubasano

Wąska Droga 2018/04/15 04:07 #240

  • Tsubasano
  • Tsubasano Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 2521
  • Otrzymane podziękowania: 8272
Świętego Tsubasano walka z kogutem
:P

Bardzo się cieszę, że napisałem poprzedni post. Jestem po wieczorze i poranku rozkmin i coś jednak się we mnie ruszyło. Zaraz napiszę co, ale najpierw zwrociki
Zwrociki

Hawana napisał:
Smutno mi, widze chlopca, chlopca madrego, wyrozniajacego sie i odtracajacego jednoczesnie kolegow z boiska, bo przyjaciol raczej nie miales. Tsu, moze bladze, jesli urazilam, pomin milczeniem moje pytania i domiemania :-H
Dzięki! Prawdę powiedziawszy uważam, że temat, nad którym się zastanawiam jest typowo męski, ale kobiece wsparcie często jest bezcenne w różnych zmaganiach.

Alabama napisał:
[...] Poza tym,abstrahując od zasadności Twoich samooskarżeń, wiesz przecież, że pozytywne myślenie kształtuje pozytywną rzeczywistość. Negatywne niestety adekwatnie też.
Tsu, przestań się nakręcać ! Pozdrawiam Cię serdecznie.
Bardzo Ci, Alabama (Ala, Alicja? jak najlepiej się do Ciebie zwracać?), dziękuję. Widzisz, czasem muszę wyciągnąć z siebie coś z czym się sam nie do końca zgadzam. To nie ma nic wspólnego z pozytywnym ani negatywnym myśleniem. To jest analizowanie czegoś i wyciąganie wniosków. Sam fakt tego, że się temu przyglądam, że nie uciekam ani nie „cukruję” szybciutko jest, zdaje mi się, znakiem nadziei, która jest czymś więcej niż pozytywne myślenie.

andrzejej napisał:
[...] pierwsze co mi przyszło do głowy po przeczytaniu o tym niepokoju, o myślach, że to co robisz i myślisz, to rozciągnięta siatka maskująca Twoją "klęskę", to że jest to Twoja trzeźwa racjonalizacja w kierunku aniodiabel [...]
To jest ta gruba krecha na przeszłości i uznanie, że to już jest HISTORIA.
Tak, też się trochę obawiałem, że to może być takie „wodzenie na pokuszenie”, ale zdecydowałem się temu przyjrzeć, bo to dla mnie nie jest, jak piszesz, historia, ale podejrzenie, że moje obecne intencje to tak naprawdę tylko ciąg dalszy lęku przed życiowymi wyzwaniami. No, przekonałem się w ciągu ostatnich godzin, że tak nie musi być, że rzeczywiście mogę na to spojrzeć tak, żeby szczerze przed sobą powiedzieć: „OK., to już historia, wyrzekam się tego”.

Krzysztof Z. napisał:
Odnośnie drugiego zdania - to chyba o mnie napisałeś :ymdevil: Ale ja to sobie wybaczyłem, bo po pierwsze zacząłem uciekać w alkohol ze strachu w wieku 18-19 lat, kiedy guzik wiedziałem o życiu, bałem się zaryzykować, przestałem w siebie wierzyć, zacząłem podejmować nie takie decyzje jak trzeba, a potem już leciało... a nawet nie wiedziałem dokładnie co robię sobie pijąc i dlaczego właściwie piję. Po drugie - żale już mi nic nie pomogą, stało się to, co się stało, ale nie wszystko stracone.
Myślę podobnie jak Ty. Kwestia tylko w sformułowaniu odpowiedzi na pytanie „dlaczego?”. Ja tak mam, że jak zrozumiem to i czuję.


City w tle
Cała sytuacja zaczęła się od tego, że dwie noce po kolei wracałem rowerem przez miasto z długich wycieczek. Mijałem nieczynne fabryki, wielkie łąki, jasno płonące ognie rafinerii, ciemne krzaki wokół torowisk. Mijałem sale koncertowe z tłumami ludzi i zatłoczone uliczki pełne restauracji, kawiarni i dyskotek. Mijały mnie samochody, ogromniaste ciężarówki jak z amerykańskich filmów, stare skorodowane Toyoty, vany, suvy, Maserati, jedno żółte Lamborghini nawet. Wiele pięknych kobiet i wielu hidalgos. Nie zatrzymywałem się, jechałem sobie swoim tempem do domu, ale chyba odłożyły mi się w głowie te obrazy Wielkiego Miasta i pojawiła się myśl: „czy bycie w tamtym Lamborghini a nie na tym rowerze to nie jest właśnie to, czego byś chciał tak naprawdę?”. Nie, to akurat nie, to łatwo mi rozpoznać jako fałsz. Ale głębiej pojawiło się coś, o czym napisałem wczoraj.

Megakogut
Bardzo pomógł mi dzisiaj Bongbong, Filipińczyk, straszny gaduła. Zaczął opowiadać o walkach kogutów na Filipinach. O atmosferze, o zakładach, o zwierzętach trenowanych do zadziobania innych zwierząt. Na moje przemyślenia dotyczące odwagi i odnoszenia sukcesów nałożył się obraz walczących kogutów.

Potem poszedłem na medytację. Ważnym miejscem jest dla mnie wielki Szpital Dziecięcy, po drugiej stronie parku, kilkaset metrów mojego domu. To dla mnie święte miejsce. Symbol. Cierpienie jest wszędzie i zawsze „ludzi dobrych woli jest więcej”, ale ja uświadamiam sobie to wszystko szczególnie wtedy, kiedy jestem blisko miejsca, gdzie chorują dzieci a dorośli, jak wierzę, robią wszystko, żeby je ratować. Szpital to miejsce, przy którym wiem, co jest w życiu ważne.

Zrozumiałem, że jest we mnie taki kogut, który chciałby być championem, mistrzem kogutów. Marzy sobie czasem, że podziobie inne koguty i zdobędzie wszystkie kury (apropos: wchodzi kogut do łazienki a tam zakręcone kurki…). Wszystkie wątpliwości, które opisałem poprzednio mogę sprowadzić do pytania: „dlaczego wycofałem się z walki o bycie megakogutem? Czy wszystko, co robię teraz nie jest tylko próbą załagodzenia niesmaku po wycofaniu się z zawodów?” Ale spojrzałem na to właśnie tak: megakogut, zwycięzca wszechwag jest ciągle tylko kogutem dziobiącym inne koguty. Zdobywanie, zdominowanie, zapewnianie sobie… ekscytacje, ekstazy, ekscesy… wynagrodzenia, wygrane, wygody… To wszystko są eposy, sagi i tragedie kogutów. I kur.

To, co mną kierowało to nie tylko brak odwagi. To o wiele bardziej poczucie, że we wszystkich tych walkach jest jakiś fałsz. Że są rzeczy znacznie bardziej prawdziwe i ważne – jak dzieci w szpitalu. Tak, wybór mojej pracy i mojego sposobu na życie to na dzisiaj szansa na prawdziwe życie ponad sztucznym światem walk kogutów. To moi uczniowie i studenci, nauczyciele, z którymi się uczę i których będę szkolił, instytucja, za którą będę odpowiedzialny. To świat bardzo realnych potrzeb. To świat, w którym potrzebny jestem trzeźwy i „duchowy” – rozumiejący to, co naprawdę jest ważne.

To do mnie dochodziło dzisiaj na medytacji. Choć pojawiają się pokusy i chwile odrealnienia to znam też sens i wartość mojego życia.

l-)
jestem tylko przechodniem
na tle wybranego miasta
mam papierosy i drobne
i dziurę w kieszeni płaszcza
Ostatnio zmieniany: 2018/04/15 04:30 przez Tsubasano.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): ursa, andrzejej, Ivi, jerzak, Havana, Waldek, Jaskolka, Krzysztof Z., AniaKr

Wąska Droga 2018/04/15 13:07 #241

  • Krzysztof Z.
  • Krzysztof Z. Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 2126
  • Otrzymane podziękowania: 6103
Powiem Ci, że zabiłeś mi ćwieka tymi walkami kogutów. Zajrzałem tu rano, przeczytałem i myślałem nad tym dość długo. I jeszcze muszę pomyśleć :mrgreen:
Na razie mogę napisać tyle, że kur nie ganiam i nigdy jakoś specjalnie nie ganiałem z jednym wyjątkiem, który kręci się tutaj w pobliżu i nie dość, że czasem gdacze to jeszcze dziobnąć potrafi i to tak konkretnie buahaha
Ale - na marginesie - mamy obecnie takie czasy, że wiele rzeczy uległo zmianom, mamy równoupra i kury same z siebie często ganiają koguty bnggfgbfb
„Been searching somewhere out there
For what’s been missing right here”
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Tsubasano, Waldek, AgaMars

Wąska Droga 2018/04/15 15:04 #242

  • Namika
  • Namika Avatar
Tsubasano napisał:

Cała ta twoja trzeźwość i cała religijność to tylko unik, żeby nie spojrzeć w swoją klęskę, nie przyznać się do niej.

Tsu dobrze rozumiem że za klęskę uważasz to że nie jesteś taki jak widzisz siebie w "marzeniach czasu przeszłego" i nie robisz tego o czym marzysz że mogłeś robić?

Jak można żałować że coś się nie wydarzyło, przecież nawet jakby się wydarzyło to i tak niekoniecznie tak jak wygląda to w naszych marzeniach. I może wówczas też załowałbyś że wydarzyło się nie tak jak w marzeniach.

Ciesz się z tego co masz i nie żałuj tego co mógłbyś mieć, bo gdybyś mógł to mieć to byś to miał. Ale nie mogłeś do tej pory bo....... to czy tamto. Ale to też nie oznacza że nie możesz tego mieć jeśli zaczniesz robić cos w kierunku żeby to osiągnąć.
Zagmatwałam trochę :lol:
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Wąska Droga 2018/04/16 01:52 #243

  • Tsubasano
  • Tsubasano Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 2521
  • Otrzymane podziękowania: 8272
Krzysztof Z. napisał:
Powiem Ci, że zabiłeś mi ćwieka tymi walkami kogutów.
Mi samemu koguty zabiły ćwieka :lol:

Piłem, żeby wydawać się sobie i innym mężczyzną (człowiekiem), nie chłopcem. Piłem, bo nie czułem się mężczyzną. Mogę nie pić, ale robić inne głupie i niepotrzebne rzeczy, żeby wydawać się sobie i innym mężczyzną. Mogę nie pić ale nadal nie czuć się mężczyzną. Mogę zrozumieć, że dawano jestem mężczyzną i żyć jak prawdziwy człowiek (czyli używać właściwie rozumu, serca i rąk) i przestać zajmowac się tym, jaki się komuś wydaję.

Dla mnie, uzależnionego nie tylko od alkoholu, istotą moich błędów jest pycha.

Myślę, że pycha ma, w moim przypadku, co najmniej trzy twarze: konfrontacja, okazywanie pogardy i unikanie. "Kogut", "Kozak", itp. to typ ludzi, którzy przepychają się siłą, słowami, władzą, kasą... Czym się da. Taki mogę być np. po alkoholu.

Pogarda to zwykle taki rodzaj nie reagowania na drugiego człowieka, żeby on i inni spostrzegli to. Odwracanie głowy, udawanie, że się nie słyszy, niepoważne traktowanie. Z pogardą jest problem, bo czasem wcale nie gardząc kimś (np. wychowując dziecko) wiemy, że nie należy reagować na czyjeś działania czy prowokacje i bywa, że wtedy niesłusznie jesteśmy oskarżani o pogardę. Pokusa pogardy grozi mi w sytuacjach, kiedy mam władzę, odpowiedzialność, sprawuję jakąś funkcję. A to się zdarza.

Unikanie, zwykle powiązane z kompleksami, to minimalizowanie kontaktu z kimś/czymś, kto/co sprawia, że nie czuję się komfortowo, że pamiętam o jakiejś swojej słabości, czuję, że ta słabość jest obnażona przed innymi. To jest u mnie np. unikanie obowiązków i prac, w których nie jestem najlepszy (obecnie np. pisanie maili po angielsku). Właśnie zrobiłem sobie listę (sporą...) takich rzeczy, których unikam z powodu pychy, choć powolutku powinienem się nimi zajmować. Zamiast nich zajmuję się innymi, mniej potrzebnymi, ale wygodniejszymi. W tym miejscu pycha pociąga za sobą lenistwo i inne moje uzależnienia, np. gry komputerowe.

Także wracam do pisania angielskich maili
:ojej:
:-BD
jestem tylko przechodniem
na tle wybranego miasta
mam papierosy i drobne
i dziurę w kieszeni płaszcza
Ostatnio zmieniany: 2018/04/16 01:55 przez Tsubasano.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Dahud, AgaMars, Ice, Krzysztof Z., Namika

Wąska Droga 2018/04/16 16:17 #244

  • Krzysztof Z.
  • Krzysztof Z. Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 2126
  • Otrzymane podziękowania: 6103
Tsubasano napisał:
Kwestia tylko w sformułowaniu odpowiedzi na pytanie „dlaczego?”. Ja tak mam, że jak zrozumiem to i czuję.

Tsubasano napisał:
Piłem, żeby wydawać się sobie i innym mężczyzną (człowiekiem), nie chłopcem. Piłem, bo nie czułem się mężczyzną.

Tsubasano napisał:
"Kogut", "Kozak", itp. to typ ludzi, którzy przepychają się siłą, słowami, władzą, kasą... Czym się da. Taki mogę być np. po alkoholu.

To są tzw. „korzyści” z picia. Czyli to, co picie pozornie Tobie dawało, np. większe poczucie pewności siebie, własnej wartości, itd. Przyczyny leżą głębiej. Trzeba szukać skąd to - przykładowo - poczucie niedowartościowania się wzięło i to aż takie, że trzeba było je zapijać. Bo masa ludzi ma różne kompleksy, z którymi żyją. Jedni godzą się z nimi, inni pracują nad sobą, część nie robi nic, ale nie ucieka w uzależnienia.
Nie wiem czy samodzielna rozkmina, w sensie nie podczas terapii, jest dobrym pomysłem. Nawet nie dlatego, że nie wiadomo jak grzebanie w przeszłości na nas wpłynie, ale uważam, iż nie umiemy być chłodno-obiektywni względem siebie samych oraz najbliższych osób i możemy dojść do błędnych wniosków. Zresztą z obiektywizmem jeśli chodzi o własną osobę oraz osoby bliskich miewają problemy również ludzie zdrowi. Tam, gdzie w grę wchodzą emocje zwykle są z tym kłopoty. Co więcej, osoba postronna – kolega, koleżanka – może pomóc, ale może też patrzeć na coś pod kątem własnych doświadczeń, które mogą być zbliżone do naszych lub nie.
A psychoterapeuta to psychoterapeuta.
Żeby ktoś mnie źle nie zrozumiał – powyższe nt. kolegów i koleżanek nie dotyczy rozmów o mechanizmach choroby ani wymiany doświadczeń odnośnie radzenia/nie radzenia sobie z nią tylko jej przyczyn.
O, posłużę się cytatem z „Pod mocnym”, może uda się mi rzecz lepiej zobrazować.
„Piję, bo jestem nieśmiała” – powiedziała w filmie jedna z bohaterek. Czyli tu jest picie, aby się „ośmielić”. Ale nie wyjaśnienie przyczyny nieśmiałości, która przeszkadza, wręcz boli do tego stopnia, że dana osoba regularnie latami sięgała po alkohol (i w towarzystwie i w samotności, gdy owa nieśmiałość przecież nie powinna jej przeszkadzać), by koniec końców uzależnić się.
Odnośnie walk kogutów, mnie ta sugestywna historia zachęciła do zastanowienia się kim teraz jestem pod kątem relacji czysto zawodowych. Na razie wychodzi mi, że wszystkimi po trochu zależnie od okoliczności. Publiką, konferansjerem, arbitrem, sprzątaczem klatek. Ale czasem i kogutem, który jednak jest tak znudzony stroszeniem piór i grzebienia oraz całą otoczką „imprezy”, że dziobie tylko raz – jeśli musi – a potem odchodzi nie czując się ani zwycięzcą ani przegranym.
Chyba zbyt szeroka metafora, ale nic lepszego na dziś nie wymyślę w tym temacie.
Pozdrawiam %%-
„Been searching somewhere out there
For what’s been missing right here”
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Tsubasano, AgaMars

Wąska Droga 2018/04/16 22:14 #245

  • Tsubasano
  • Tsubasano Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 2521
  • Otrzymane podziękowania: 8272
Dzięki, Krzysiek. Tak tylko dla jasności: zdecydowałem się nie szukać tutaj meetingu ani terapii, ponieważ mój projekt ma ścieżkę samrozwojową i po konsultacji ze specjalistą stwierdziłem że spotkanie w ramach tego raz w tygodniu z grupą i raz w tygodniu indywidualnie wystarczy mi. Wczoraj na grupie swobodnie mówiłem o rzeczach związanych z problemem alkoholowym...
jestem tylko przechodniem
na tle wybranego miasta
mam papierosy i drobne
i dziurę w kieszeni płaszcza
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Krzysztof Z.