Witamy, Gość
Nazwa użytkownika: Hasło: Zapamiętaj mnie
Dzielimy się tutaj swoimi doświadczeniami i sugestiami jakie posiadaliśmy w trakcie naszego pijanego życia jak i na drodze naszego trzeźwienia. Mówimy o sobie, nie o innych.

TEMAT: Sens Istnienia

Odp: Sens Istnienia 2014/12/11 08:34 #36

  • chris661211
  • chris661211 Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 3104
  • Otrzymane podziękowania: 4481
Chcialbym wrocic do jednej kwestii - z pewnoscia doskonale znanej kazdemu trzezwiejacemu alkoholikowi. Pamietam, jak do szalu wrecz doprowwadzalo mnie dociekanie innych, dlaczego nie pije. Unikalem niejsc, gdzie moze byc alkohol.
Nie pilem kilka miesiecy i musialem wyjechac sluzbowo do Warszawy, zeby odebrac z lotniska grupe turystow niemieckich no i sie nimi zaopiekowac. Wszystko jawoilo sie byc proste, dopoki, dopoty dowiedzialem sie, ze na kolacji mam ich przywitac "staropolskim obyczajem". Nie chodzi bynajmniej o chleb i sol. Powiem szczerze, ze bylem przerazony. Panika w oczach! Chcialem pracowac, lecz nie mialem bladego pojecia jak to rozwiklac. Poruszylem ten problem na zajeciach grupy terapeutycznej. Prowadzaca zadala mi jedno pytanie - Po co tam jedziesz?. Odpowiedzialem - Do pracy. Ona skwitowala to krotko - Wiec pamietaj o tym! I zapamietalem te rade i wszystko poszlo super a najciekawsze bylo to, ze nikt mnie nie pytal dlaczego nie pije.
Nie udalo sie jednak uniknac "natretow". Bronilem sie jak moglem. Nie raz dosc nerwowo. Draznilo mnie to bardzo, wciaz jednak nie bylo "zlotego srodka". Kombinowalem jak kon pod gorke. Zdarzylo sie, ze powiedzialem, ze jestem alkoholikiem, to mnie wysmieli, wiec wachlarz metpod obronnych sie zawezal. Sluchalem na meetingach, na terapii, probowalem przeroznych rozwiazan i w koncu przyszlo samo.
Ktos mnie zapytal - Czemu nie pijesz? Samochodem jestes? - Odpowiedzialem bez chwili zastanowienia - Tak. O dziwo ni ebylo zadnych wiecej pytan. Mialem spokoj i czulem sie dobrze. Metoda - przypadkowo odkryta - poskutkowala. Zaczalem ja stosowac i naprawde dzialala. Przy okazji tez zauwazylem, ze zmienia sie moje otoczenie. Coraz wiecej ludzi - glownie w pracy - dalo sobie spokoj z namowami. Ja znalazlem sposob na "upierdliwych" i i sie takze przy okazji czegos nauczylem. Te nauke stosuje do dzis. A jest ona nastepujaca:

Nie wdawaac sie w zbedne dyskusje, bo dostarcza to tylko dodatkowych argumentow oponentowi.

"...Rozwijaj siłę ducha, by w nagłym nieszczęściu mogła być tarczą dla ciebie. Lecz nie dręcz się tworami wyobraźni. Wiele obaw rodzi się ze znużenia i samotności..."
Niezmienne jest tylko to, czego zmienić nie chcemy
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Czeslaw, Wojciech, Antea, Felli, sobasia

Odp: Sens Istnienia 2014/12/11 09:30 #37

  • szekla
  • szekla Avatar
  • Wylogowany
  • Współtwórca Portalu
  • Posty: 14969
  • Otrzymane podziękowania: 20768
Witaj
nie stosuję tej metody. Być może dlatego, że samochodu nie mam.
Wybacz ale dla mnie to mało asertywne wykrecenie się od picia.
Nie tłumaczę sie dlaczego nie piję, nie mam takiej potrzeby. Nie pije i już i nikogo to nie powinno obchodzić.
Słowo raz wypuszczone nigdy nie powróci.

Emilka Alkoholiczka
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Lona

Odp: Sens Istnienia 2014/12/11 09:35 #38

  • chris661211
  • chris661211 Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 3104
  • Otrzymane podziękowania: 4481
Na dzien dzisiejszy takze nikomu sie nie tlumacze, bo to nie powinno nikogo obchodzic. Przed laty, na poczatku inaczej nie potrafilem
Niezmienne jest tylko to, czego zmienić nie chcemy
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Odp: Sens Istnienia 2014/12/11 12:24 #39

  • Isabell
  • Isabell Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Każdy ma swoje okno, przez które spogląda na świat
  • Posty: 4166
  • Otrzymane podziękowania: 6759
Krzyś, Wszystkiego najlepszego w dniu urodzin:-) Spełnienia wszystkich marzeń i planów
z całego serca Ci życzę:-) i dużo zdrówka pod każdą postacią @};- %%-

Ten obrazek jest ukryty dla gości.
Proszę zalogować się lub zarejestrować, aby go zobaczyć.

This message has an attachment image.
Please log in or register to see it.

"Jesteś dzieckiem wszechświata, nie mniej niż drzewa i gwiazdy, masz prawo być tutaj" /Desiderata/
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Odp: Sens Istnienia 2014/12/11 16:10 #40

  • chris661211
  • chris661211 Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 3104
  • Otrzymane podziękowania: 4481
Sliczne dzieki Iza
Niezmienne jest tylko to, czego zmienić nie chcemy
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Odp: Sens Istnienia 2014/12/11 18:54 #41

  • Lona
  • Lona Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Nie chcemy żyć przeszłością ale musimy się z nią z
  • Posty: 2304
  • Otrzymane podziękowania: 3350
:YMPARTY: :o) robezekbryk taniecccc www.youtube.com/watch?v=NSsJyEpjsUg
Mogę mieć tylko to,co Bóg chciałby ,żebym otrzymała .
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Odp: Sens Istnienia 2014/12/11 22:55 #42

  • Isabell
  • Isabell Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Każdy ma swoje okno, przez które spogląda na świat
  • Posty: 4166
  • Otrzymane podziękowania: 6759
Jeszcze parę minut trwają Twoje urodziny, a tu masz!! listonosz z przesyłką się spóżnił i jakieś bajkowe kwiaty Ci przyniósł. Od kogo? Myślę, ze od tej, na którą czekasz...:-), ktora na razie w bajce mieszka, ale kiedyś zostanie odczarowana:-)

Ten obrazek jest ukryty dla gości.
Proszę zalogować się lub zarejestrować, aby go zobaczyć.

This message has an attachment image.
Please log in or register to see it.

"Jesteś dzieckiem wszechświata, nie mniej niż drzewa i gwiazdy, masz prawo być tutaj" /Desiderata/
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): chris661211

Odp: Sens Istnienia 2014/12/13 10:13 #43

  • chris661211
  • chris661211 Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 3104
  • Otrzymane podziękowania: 4481
Witam cieplutko wszystkich. Po krotkiej przerwie i wielu wrazeniach - oczywiscie milych, wracam do kontynuacji tematu - Sens istnienia. Bardzo trudno jest strescic cale dotychczasowe trzezwe zycie, a latek sie juz troche nazbieralo, w krotkich postach. Dlatego tez zdecydowalem sie poruszac te kwestie, ktore te trzezwosc ksztaltowaly. Dla niektorych moje przezycia i wnioski moga wydawac sie smieszne, najwazniejsze jest jednak to, ze dla mnie byly bardzo skutecznym sposobem i na chronienie trzezwosci i na zdrowienie bez zapicia.

Zycie wracalo do normy. Zmiany zaczely byc widoczne w kazdej dziedzinie. Wyjazd do pracy do Warszawy rowniez okazal sie korzystny. Mialem ciekawa prace, jednak zylem bnardzo szybko. Czeste wyjazdy sluzbowe do klientow w Polsce, dlugie godziny spedzane w aucie, brak czasu na zycie prywatne zaczely wplywac negatywnie na moje samopoczucie. Brakowalo mi meetingow, bo wracalem pozno do domu. Ktoregos razu szukalem jakiejs muzyki w radio i trafilem na Meeting AA wlasnie w radio. Bardzo sie ucieszylem i od tego momentu regularnie bralem w nim udzial. Dostalem zaproszenie na "oboz terapeutyczny" - jako forma kontynuacji terapii odbytej rok wczesniej. Oczywiscie decyzja byla natychmiastowa. Cieszylem sie na spotkanie z ludzmi z mojej grupy terapeutycznej, najbardziej jednak cieszyl mnie wypoczynek. Przelom czerwca i lipca, piekna pogoda i magiczne miejsce - jezioro, las, z dala od ludzi. Budzil mnie spiew ptakow. To bylo piekne. sam oboz rowniez byl super. Troche zajec a pozniej czas dla siebie. Spacery, kapiele, ogniska i wiele rozmow. Mialem ze soba gitare i zabawa byla przednia. Dwa tygodnie zlecialy niewiadomo kiedy. Przyszlo wracac do domu, tzn. do warszawy do pracy. Tak bardzo nie chcialo mi sie jednak wracac do pracy, ze odsuwalem moment wyjazdu jak tylko sie dalo. Niestety, umowione spotkanie z klientem w Szczecinie nastepnego dnia bylo wazne i nie mozna bylo nic z tym zrobic. Ruszylem wiec w podroz do Warszawy do siedziby firmy po potrzebne materialy i stamtad mialem jechac do Szczecina.Niestety, do Warszawy swoim autem juz nie dojechalem.

Byl duzy ruch, troche padal deszcz i podroz sie przedluzala. To byl 5 lipca 1998 roku. Dzien, ktory rozpoczal radykalne zmiany w moim zyciu. Ruch troche zmalal. Jadacy porzede mna TIR zatrzymal sie, wiec ja takze. Nagle uslyszalem tylko odglos uderzenia i kiedy otworzylem oczy,, okazalo sie, ze moje auto zatrzymalo sie na belce zabezpieczajacej ciezarowki. Nie wiem po jakim czasie otworzylem oczy, ale kiedy juz to zrobilem, zobaczylem ze, jestem pod ciezarowka, to mialem ochote pobic goscia, ktory we mnie uderzyl. Najpierw jednak zadzwonilem do szefa, wwezwalem policje i pomoc drogowa, bo moje auto mialo zdruzgotany caly przod - prawa strona. Wyszedlem z samochodu - nie czulem bolu, tylko bylem wsciekly na tego goscia, co mnie uderzyl. Chcialem otworzyc bagaznik, zeby wyjac kurtke, ale nie moglem, bo tyl auta tez mocno ucierpial. Pojawila sie pomoc drogowa i fachowcy lomem otworzyli go. Wyjalem kurtke i zobaczylem, ze ucierpiala moja gitara. Spojrzalem na tego goscia i jak zobaczylem jegho mine, to mi sie odechcialo go bic. Zapalilem, wsiadlem do auta i spostrzeglem, ze moje siedzenie jest polamane, zaglowka w ogole nie ma i dopiero dotarlo do mnie, co tak naprawde sie stalo. Nasuwalo sie tylko wciaz to samo pytanie - Boze, dlaczego ja, dlaczego teraz? Nie moglem tego zrozumiec i ogarnial mnie zal. Przyjechala policja, procedury, itd. Facet dostal 100zl mandatu i po sprawie. Policjant pytal mnie kilka razy, czy nic mnie nie boli. Patrzyl mna samochod i z niedowierzaniem krecil glowa. Powiedzial, ze jesli pojawi sie bol mam wezwac pogotowie. Podjechala laweta, zapakowali auto i ruszylismy do Warszawy. taksowka dojechalem do domu i polozylem sie spac. Koszmar zaczal sie w nocy. Potworny bol glowy i plecow i przerazenie. Dopiero zaczelo mi wszystko odchodzic. Pogotowie, badania, kilka tygodni w szpitalu, zwolnienie prawie 6 miesiecy i ciagle to samo pytanie - Boze - dlaczego ja?
Odpowiedz na to pytanie oczywiscie przyszla po czasie. Zylem bardzo szybko i to byl sygnal, zeby zwolnic tempo, ze istnieja wazniejsze sprawy niz praca i pogon za pieniadzem. No i zwolnilem, na jakis czas wprawdzie, lecz zwolnilem. Wiem dzisiaj, ze nie byl to przypadek, a zmiany, ktore zapoczatkowalo to wydarzenie, przewrocily cale moje zycie do gory nogami, lecz z pozytywnym skutkiem.
Niezmienne jest tylko to, czego zmienić nie chcemy
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): jurek, Czeslaw, Antea, sobasia, Tsubasano

Odp: Sens Istnienia 2014/12/13 13:55 #44

  • Aslan
  • Aslan Avatar
  • Wylogowany
  • Super Gaduła
  • Posty: 208
  • Otrzymane podziękowania: 72
Często się zastanawiam po co jestem na tym świecie. Chociaż jestem bezbożnik to najbliżej mi do katolików, wierzę że mam jakieś powołanie i coś do zrobienia na ziemi.Tylko właśnie po co ja istnieję to nie mam pojęcia. Często mnie zastanawia w którym momencie życia skręciłem na bok i się pogubiłem, bo kiedyś zapewne byłem na właściwej drodze.Jak wyprostować tą ścieżkę? Podobno każdy ma talenty, ja nie mam a przynajmniej ich nie odkryłem. Czas ucieka a ja nie wiem po co żyję. Parę razy uniknąłem śmierci, chyba nie po to żeby się zapić na śmierć. Co chcesz Boże ode mnie , że mnie wyciągasz z kłopotów - to moje główne pytanie egzystencjalne.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Felli

Odp: Sens Istnienia 2014/12/15 23:11 #45

  • chris661211
  • chris661211 Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 3104
  • Otrzymane podziękowania: 4481
Pobyt w szpitalu przez kilka dlugich tygodni okupiony bolem, kroplowkami, sterydami i czym sie tylko dalo, sklonil mnie do reflekcji> Prawie 6 lat na trzezwo, ale czy bylo to trzezwienie w pelnym tego slowa znaczeniu. Przyznaje, ze NIE. Owszem, wykonalem kawal pracy, zachowalem abstynencje i uporzadkowalem kawalek pijanego zycia. Przeanalizowalem caly ten okres. Mialem wiele powodow do radosci, byly tez i smutki i oczywiscie liczne bledy. Zadalem sobie pytanie - Co jest ze mna nie tak? Nie znalazlem odpowiedzi na nie, wiedzialem jednak, ze nie takiego zycia pragne. Tesknilem za rodzina, czulem sie samotny i probowalem bardzo mocno zrozumiec, dlaczego ten wypadek przytrafil sie akurat teraz, kiedy wszystko - w moim mniemaniu- bylo cacy. Super praca- i szczerze mowiac czas spedzany glownie w pracy. Dotarlo do mnie, ze ten wypadek to bardzo wyrazny sygnal - NIE TEDY DROGA. Nie wiedzialem jednak, jaka droge wybrac. Zrezygnowac z pracy - to nie wchodzilo w gre. Ani przez chwile nie przemknela mi mysl, zeby sie napic. I te ciagle mysli o bylej zonie, o dzieciach. Faktycznie, nie pogodzilem sie z tym i chcialem byc z nimi. I znowu pytanie - Jak to zrobic? Kazdy kolejny dzien pobytu w szpitalu podsuwal mi coraz to nowe pomysly. Wiele z nich odrzucalem od razu, niektore jednak zostaly. Po 8 tygodniach hospitalizacji wrocilem do domu, domu rodzicow, bo swojego nie mialem. Zadzwonilem do zony i pojechalem spotkac sie z dziecmi, ale tak naprawde zalezalo mi na spotkaniu z nia. Nawet udalo nam sie pierwszy raz od rozwodu spokojnie porozmawiac. Odebralem to, jako dobry znak. Wrocilem po kolejnych dwoch tygodniach do Warszawy. Rehabilitacja i powoli, po kilka godzin dziennie wracalem do pracy. Porozmawialem z szefem i powiedzialem, ze bede wiecej pracowal z biura. Zgodzil sie, co mnie ucieszylo niezmiernie. Regularnie jezdzilem do dzieci i zony, chodzilem na meetingi, bo akurat byly w weekendy. Wracala mi Pogoda Ducha i wrocilem do pracy na dobre po jeszcze dwoch miesiacach. Prawie pol roku sie kurowalem.
Prace zorganizowalem najlepiej jak moglem, nawet awansowalem, relacje z zona byly coraz lepsze. W tym wlasnie czasie pierwszy raz, szczerze i od serca przeprosilem ja i poprosilem o wybaczenie. Oczywiscie nie szukalem usprawiedliwien, wymowek, po prostu czulem, ze chce to wlasnie zrobic. Cos mi jednak nie dawalo spokoju. Kilka dni targal mna jakis przedziwny niepokoj. Nie umialem znalezc jego przyczyny. Po dlugiej rozmowie z terapeutka przyszlo wytlumaczenie mojego stanu. Jedno jej pytanie, z pozoru blahe, lecz niezmiernie istotne. Brzmialo ono tak:
Czy szczerze i swiadomie wybaczyles sobie swoje bledy? Czy wybaczyles z glebi serca tym, ktorych prosisz o wybaczenie? Jesli tak to Twoja prosba bedzie szczera i z serca.
Sobie wybaczylem. Z|rozumialem siebie, chorobe i istote bledow i wybaczylem. Jestem katolikiem, wiec poszedlem do spowiedzi i zostalem rozgrzeszony. Na meetingach rozmawialem o tychze bledach. Ale czy wybaczylem tym kilku osobom - najwazniejszym w moim zyciu? Niestety nie! Nie da sie wybaczyc, kiedy w sercu siedza zadry a w glowie pojawiaja sie mysli - Jeszcze sie kiedys policzymy.

"...Rozwijaj siłę ducha, by w nagłym nieszczęściu mogła być tarczą dla ciebie. Lecz nie dręcz się tworami wyobraźni. Wiele obaw rodzi się ze znużenia i samotności..."
Niezmienne jest tylko to, czego zmienić nie chcemy
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): szekla, Kristina, Antea

Odp: Sens Istnienia 2014/12/16 07:39 #46

  • Lona
  • Lona Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Nie chcemy żyć przeszłością ale musimy się z nią z
  • Posty: 2304
  • Otrzymane podziękowania: 3350
Ale czy wybaczylem tym kilku osobom - najwazniejszym w moim zyciu? Niestety nie! Nie da sie wybaczyc, kiedy w sercu siedza zadry a w glowie pojawiaja sie mysli - Jeszcze sie kiedys policzymy

No właśnie dureććć ,a mój alko by chciał żebym tak od razu mu wszystko wybaczyła i byla dla niego jak z okresu narzeczeństwa :lol: ,bo przecież teraz to on jest fajny chłopak dureććć bo nie pije ,bo według niego on się stara dureććć ,a to że nie potrafi jeszcze panować nad swoim zachowaniem ,nad negatywnymi emocjami to przecież powinnam zrozumieć bo on jest chory dureććć no ale pracuje nad sobą :lol:
Ja też się staram ale on już tego nie widzi ,jak również nie widzi lub nie chce widzieć jak bardzo ja jestem chora ,jak bardzo ja zostałam skrzywdzona i potrzebuję prawdziwego wsparcia ,zrozumienia .Egoistyczne myślenie o sobie ,że teraz on jest dla siebie najważniejszy ,nie pozwala mu zobaczyć ,że ktoś jemu bliski potrzebuje może jeszcze więcej pomocy i zrozumienia niż on sam .
Dopiero kiedy poszłam po pomoc i lekarz potwierdził diagnozę psytoterapeutów ,że mam depresję lękową i przez te straszne wręcz stany lękowe nie mogę już normalnie funkcjonować ,reagować :( ,i kiedy po lekach ,puścił najgorszy lęk i nie bałam się osoby mojego m.,i powiedziałam mu co mi jest ,to stwierdził,że jednak nie zdawał sobie sprawy ,że to aż tak .
Mogę mieć tylko to,co Bóg chciałby ,żebym otrzymała .
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Odp: Sens Istnienia 2014/12/16 08:18 #47

  • Kristina
  • Kristina Avatar
  • Wylogowany
  • Użytkownik jest zablokowany
  • Posty: 3267
  • Otrzymane podziękowania: 3058
Jak przeczytałam Krzysztofa i Lonę, to stwierdzam, że nie ma dobrych rozwiązań. Lona została i cierpi, żona Krzysztofa odeszła i on cierpi. Moja terapeutka twierdzi, że nie istnieje coś takiego jak wybaczenie. Jest tylko zrozumienie i pokora winowajcy i czas, który leczy rany ofiary. Tylko, że w związkach nic nie jest jednoznaczne. Jesteśmy po trochu jednocześnie i ofiarą i katem.
Obserwuję związek moich rodziców. Nie ma w nim alkoholu, ale to jakaś masakra. Mój ojciec jest sadystą. Moja mama cierpi, ale ona zachowuje się tak jakby się upajała w tym męczennictwie.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Lona

Odp: Sens Istnienia 2014/12/16 09:14 #48

  • szekla
  • szekla Avatar
  • Wylogowany
  • Współtwórca Portalu
  • Posty: 14969
  • Otrzymane podziękowania: 20768
Witaj Krzysztof
Zaintrygował mnie Twój ostatni post a w szczególności owe wybaczenie. Na Forum jest wątek o tej tematyce więc może warto by go odświeżyć? niepijemy.pl/forum/49-alkoholiizm-dda-al...aczenie-przebaczenie
Masz rację. Jest jakas zadra w sercu, która tkwi i dopóki tkwi odnoszę wrażenie, że nie wybaczyłam.
Rozliczyłam sie z przeszłością, wybaczyłam swoim oprawcą. Czasem nawet o nich pomyslę, jak sobie radzą, czy piją czy nie. Tak....im wybaczyłam i dobrze im życzę.
Zadrą moją jest moja ciotka. Mój żandarm od mojego urodzenia. Jest zadrą bo jako mam zrozumienie do antypatii czy nienawiści w nastoletnim i późniejszym wieku, że mogłam ja jakoś skrzywdzić tak nie mam zrozumienia, że byłam nieakceptowana a nawet nietolerowana w najmłodszym dzieciństwie.
Odkąd sięgam pamięcią zawsze byłam kimś gorszym, złem koniecznym.
Minęło pół wieku a ja jeszcze to czuję. Może z czasem to minie. Czy to jest uraza czy żal niieewwiiem ale wiem, że jest to owa zadrą, ością w gardle, która od czasu do czasu uwiera.
Słowo raz wypuszczone nigdy nie powróci.

Emilka Alkoholiczka
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Odp: Sens Istnienia 2014/12/16 09:31 #49

  • chris661211
  • chris661211 Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 3104
  • Otrzymane podziękowania: 4481
Dzieki za wasze posty Lona i Kristina1.

Wybaczenie istnieje i ma sie dobrze. Zrozumienie jest do tego procesu niezbedne. Opisywane wydarzenia mialy miejsce na przelomie lat 1998/1999 i wiele sie od tego czasu zmienilo.
Najwazniejsze jest jednak to, ze ja chcialem wybaczyc. Moje stosunki z ludzmi zaczely sie ukladac tak, jak nigdy dotad, te z najblizszymi rowniez. Nie wystarczy przestac pic, trzeba wytrzezwiec. Czym to trzezwienie jest, niech kazdy sam to okresli dla siebie. Dla mnie Trzezwosc to miedzy innymi umiejetnosc trzezwego myslenia, zdolnosc patrzenia na swiat i ludzi bez uprzedzen, bez chorych stereotypów. Nikt inny za mnie nie zmienil ani sposobu myslenia, ani nie wyzbyl sie uprzedzen czy ulegania chorym stereotypom.

"...Tak dalece jak to możliwe, nie wyrzekając się siebie, bądź w dobrych stosunkach z innymi ludźmi..."
Niezmienne jest tylko to, czego zmienić nie chcemy
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Lona, Kristina, sobasia, Raziel

Odp: Sens Istnienia 2014/12/17 17:37 #50

  • chris661211
  • chris661211 Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 3104
  • Otrzymane podziękowania: 4481
Kolejny dzien, inny niz zazwyczaj, bo jakas melancholia mnie dopadla. Cenne spostrzezenia forumowiczow na czacie i wszystko wrocilo do normy. Jak sie okazuje, taki stan rowniez jest bardzo potrzebny i konstruktywny. Swoja droga to w sumie od kilku dni czulem jakis niepokoj i wiedzialem, ze poznam jego przyczyne, no i poznalem. Wiem co powinienem zrobic i gdzie tkwi przyczyna. Ale nie o tym chce pisac akurat teraz.
Kiedy dotarlo do mnie, ze pierwszym krokiem w procesie wybaczania, jest wybaczenie sobie samemu, nie pozostalo nic innego, jak tylko to zrobic. Nie bylo to takie trudne, poniewaz dotychczasowa praca znaczna czesc tego procesu juz objela. Juz po zrobieniu "obrachunku moralnego" bylo mi lzej i jakis duzy kamiemn spadl mi z serca. Jak mawiaja trzezwiejacy Aowcy - na wsztystko przychodzi wlasciwa pora - tak to dzialo sie u mnie. Poznalem przyczyne mojego alkoholizmu, zrozumialem jego mechanizmy, zobaczylem cala mase bledow, ktore popelnilem ale takze i to, ze mimo krzywd, ktore sam wyrzadzalem, bylem krzywdzony takze. Mechanizm obronny zamienil jednak poczucie krzywdy w poczucie winy, ktore mnie przytlaczalo. Rozmawialem o tym z trzezwiejacymi alkoholikami, z terapeutami, bo bylem z nimi w kontakcie i ten kontakt mam do dzis. fajnie jest spotkac sie, wypic kawe, powspominac. Ale do rzeczy.Wszystkie te dzialania byly niczym innym niz praca nad krokiem IV i V. Pamietam jak chcialem wszystko opowiedziec zonie, mamie i kilku innym zainteresowanym, jednak doswiadczenie AA powstrzymalo mnie od tego. Sponsor - moze to dziwic niektorych z Was, lecz moim sponsorem byla terapeutka - byl wlasnie ta osoba, ktora uslyszala wszystko. Kolejny kamien spadl mi z serca. Nabieralem coraz wiecej szacunku do siebie, dostrzegalem w sobie innego czlowieka, Wybaczylem sobie, przestalem siebie katowac. Wiedzialem jednak, ze na tamten czas moj rachunek sumienia byl na tyle doglebny na ile bylem w stanie go zrobic. Okresle to tak - siegnalem maksymalnej granicy bolu.
Madrzejszy o doswiadczenie zastanowilem sie komu jestem w stanie wybaczyc wszystko, porozmawiac szczerze, przeprosic za krzywdy z mojej strony i poprosic o wybaczenie. No i padlo na mame. Nie planowalem ani dnia ani okolicznosci tejze rozmowy. Zrozumialem jej postepowanie, dostrzegle takze to ile trudu wlozyla w wychowanie mnie i czwoeki rodzenstwa, jak ciezko pracowala abysmy nie chodzili glodni, mieli w miare godne warunki do zycia, nauki. Dotarlo do mnie takze, jak bardzo ja kocham i jestem wdziewczny za jej trud. Oczywiscie mialem zal do mamy za to, ze faworyzowala mlodsze rodenstwo - szczegolnie brata, jak obwiniala mnie za to, ze ojciec pije, ze obarczala odpowiedzialnoscia za niepowodzenia rodzenstwa w szkole. Widzialem tez jej wielka milosc i anielska cierpliwosc, kiedy walczyla o to, abym nie pil. Kilka razy prowadzilem samotne rozmowy z mama - oczywiscie w myslach -, plakalem, a zlosc i zal znikaly. No i calkiem przypadkowo doszlo do rozmowy z dwojgiem rodzicow. Niestety tata po uslyszeniu kilku spokojnych zdan ode mnie o tym, ze nie pamietam zeby bral mnie na kolana, ze nie pamietam jak mnie przytulal, ze nie pamietam, zeby byl ze ,mnie dumny albo powiedzial - Synu , Kocham Cie, ze pamietam tylko jak sie ze mnie nasmiewal - zwial z pokoju ze lzami w oczach. Powiedzenie tego bylo bardzo trudne i kosztowalo mnie wiele wysilku, jednak wiedzialem, ze trzeba bedzie do tego kiedys wrocic. Mama sluchala tego i zostala. Wowczas powiedzialem jej wszystko to, co opisalem powyzej.Oczywiscie, nie obylo sie bez wzruszenia i lez. Na koniec przytulilem mame mocno, powiedzialem o tym jak bardzo jestem jej za wszystko wdzieczny i ja kocham. Przeprosilem za wszystkie przykrosci z mojej strony i poprosilem o wybaczenie. Co uslyszalem? - Ja Ciebie tez bardzo kocham Krzysiu. Jestem dumna z Ciebie, ze nie pijesz i to jest najpiekniejsze, co mogles zrobic.
Piszac to teraz, po wielu latach wzruszylem sie. Od tamtej pory relacje pomiedzy mna a mama sa cudowne.

"...Tak dalece jak to możliwe, nie wyrzekając się siebie, bądź w dobrych stosunkach z innymi ludźmi..."
Niezmienne jest tylko to, czego zmienić nie chcemy
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): jurek, Moni74, andrzejej, Tsubasano

Odp: Sens Istnienia 2014/12/18 12:14 #51

  • chris661211
  • chris661211 Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 3104
  • Otrzymane podziękowania: 4481
Dzisaj wybaczenia ciag dalszy. Tak jak pisalem w poprzednich postach, nie mialem jakos sposobnosci do przeprowadzenia szczerej rozmowy z tata i zona. Tata nie byl w stanie sluchac tego co mowilem a jego reakcja, ktora opisalem we wczorajszym poscie byla bardzo wymowna. Powiem tylko tyle, ze wbrew pozorom patrzylem na niego zupelnie innymi oczyma. Tata byl alkoholikiem i rozumialem go doskonoale. 6 lat trzezwienia przynosilo widoczne efekty e kazdym aspekcie zycia. Dzialo sie wiele przyjemnych a takze i tych mniej przyjemnych rzeczy, lecz kazda z nich byla doskonala lekcja zycia. Wydawalo mi sie, ze lista osob czekjacych w kolejce w procesie wybaczenia jest bardzo dlugo. Tym czasem okazalo sie, ze tak naprawde zawezila sie ona do raptem kilku osob, osob rzeczywiscie waznych w moim zyciu. To oczywiscie zona i dzieci, rodzice, rodzenstwo oraz tesciowie. W pozostalych przypadkach, podanie reki, szczere _PRZEPRASZAM_ zamykalo sprawe. czesto slyszalem teksty typu - A za co Ty mnie przepraszasz?. Bywalo tak, ze niektore rzeczy w ogole nie mialy miejsca. Siedzialy jednak w mojej glowie, bo jak slyszalem nieraz po "urwanym filmie" co nawywijalem, to sie glos na glowie jezyl. Widocznie ktos mial interes w tym, zebym czul sie winny. Mniejsza o to. Faktem jest, ze oczyszczalem serce i umysl a przede wszystkim relacje z otoczeniem. Szczegolnie jednak zalezalo mi na poprawnych relacjach z bliskimi.
No i przyszedl czas na kolejny krok. Trzeba bylo porozmawiac po mesku z bratem. Nie bylo to trudne, lecz konieczne. Spokojnie powiedzialem, to co mam do powiedzenia. Podalem mu reke, a to co uslyszalrem od niego powalilo mnie na kolana. Brzmialo to mniej wiecej tak: Ja tez przepraszam brat. Nie ma sprawy. A teraz postaw piwo i bedzie ok - No coz, przyznam, ze alkoholizm to "choroba rodzinna". Nie pije ja i od kiolku lat najmlodsza siostra. A bracia? Oni problemu nie widza.
Okres po wypadku zaowocowal wieloma zmianami. Najwazniejsza z nich to powrot do rodziny, zony i dzieci. Oczywiscie odbywalo sie to wolnymi krokami . Wiele rozmow z zona, lecz ani razu nie udalo sie przeprowadzic tej najwazniejszej. Ja powiedzialem delikatnie i grzecznie to, co mialem do powiedzenia i powiedzmy, ze nasze relacje byly poprawne. Ale byla to cisza przed burza, jak sie pozniej okazalo. To bedzie tematem oddzielnego postu.
Ktoregos pieknego dnia zona poprosil amnie abym cos zawiozl do tesciow. Pojechalem. Tak sie zlozylo podczas tego spotkania, ze jakos samoistnie zaczalem rozmowe, szczera rozmowe. Bardzo spokojnie i z glebi serca przeprosilem tesciow za swoje wybryki, przykrosci, jakich ode mnie doznali. Ku memu zdumieniu najpierw tesciowa a po niej tesc powiedzieli mi to magiczne slowo Przepraszam. Uscisnelismy sie. Bylo naprawde czuc jak ulatuje napiecie, ktore miedzy nami roslo. I choc nie jestem z zona, do dzisiaj traktuje tesciow z wielkim szacunkiem, ten szacunek czuje od nich. Kiedy tylko jestem w Polsce, odwiedzam ich i czas plynie na milej i cieplej rozmowie. To bnyl z pewnoscia istotny krok do przodu. Na 2 najwazniejsze trzeba bylo jeszcze poczekac. Mimo to "oczyszczanie relacji" dokonywalo sie kazdego dnia.Wiedzialem i czulem, jakie to cudowne uczucie patrzec na siebie i na innych bez zadnej urazy, bez rozpamietywania tego, co bylo. To zostalo zamkniete a energie skierowalem na to, aby te relacje od tego momentu byly wlasciwe. Tak naprawde nie wymaga to wielkiego wysilku. Wystarczy tylko to, ze jestem soba.

"...Tak dalece jak to możliwe, nie wyrzekając się siebie, bądź w dobrych stosunkach z innymi ludźmi..."
Niezmienne jest tylko to, czego zmienić nie chcemy
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): jurek, Tsubasano

Odp: Sens Istnienia 2014/12/19 09:02 #52

  • chris661211
  • chris661211 Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 3104
  • Otrzymane podziękowania: 4481
W dniu dzisiejszym wybiegne odrobine do przodu w chronologii wydarzen prowadzacych do odkrycia sensu zycia. Jest tylko jeden powod ku temu. 19/12/2007 zmarl moj tata Zanimjednak odszedl, pojednalem sie z nim i mam spokoj serca.
Tata byl alkoholikiem i jako jedyny - tak pamietam - prosil mnie, zebym przestal pic. Chyba tylko dwa razy pilem z nim, bo czulem jakis niewytlumaczalny respekt do niego. Mijaly lata mojej trzezwosci, nasze relacje byly coraz lepsze, stopniowo znikal moj bol, zal. I choc nigdy mi tego nie powiedzial, wiedzialem, ze mnie kocha i jest ze mnie dumny. Czulem to! Bodajze w 2004 roku stwierdzono u taty raka pluc. Leczenie dalo mu jeszcze troche ponad 3 lata zycia. Czesto przebywal w szpitalu. Jezdzilem do niego tak czesto, jak tylko bylo to mozliwe. Niewazne bylo zmeczenie, koszty. Chcialem przy nim byc. Z pewnoscia tez dlatego, ze sam juz bylem po powaznych operacjach i wiedzialem, jak wazna byla dla mnie obecnosc bliskich. Pamietam, jak ktoregos razu zajechalem do szpitala, a tata byl akurat po jakims zabiegu. Wszedlem dosali, lezal podlaczony do przedziwnej aparatury. Jak mnie zobaczyl to sie rozplakal i powiedzial - Dzieciaku sam jestes chory i przyjezdzasz do mnie.
Pod koniec listopada 2007 roku tata mial kontrolne badanie tomografii komputerowej i okazalo sie, ze sa przerzuty. Kiedy przeczytal wynik badania, zalamal sie totalnie i sie calkowicie poddal. Znikal w oczach wrecz. W poniedzialek rano - 17/12 - zadzwonila do mnie mama z informacja, ze z tata jest juz bardzo zle. Odwolalem zajecia w szkole i pojechalem do szpitala. Tata tylko oddychal ciezko ale tak naprawde juz go nie bylo. Na zmiane z mama - dzien i noc - bylismy przy nim do samego konca. Ostatnie 3 dni jego zycia ani przez chwile nie byl sam. Serce mi pekalo, bo odchodzil wlasnie w momencie, kiedy naprawde go mialem. Mialem TATE a nie pijanego ojca sprzed lat. Kiedy siedzialem przy nim, trzymalem go za reke, przemykaly mi przez glowe tysiace mysli. I ten zal, zal, ze odchodzi. Chcialem sie z nim pojednac, jednak braklo mi odwagi, zeby cokolwiek powoiedziec. Dopiero na kilkanascie minut przed smiercia, wzialem go za reka i drzacym glosem powiedzialem - Tato, dlaczego odchodzisz teraz? Tak dlugo na Ciebie czekalem! Wybaczam Ci wszystko. Wybacz prosze mi, bo wiem, ze niejednokrotnie sprawialem Ci przykrosc. Kocham Cie tato. Odejdz w pokoju!
Bylem pewien, ze nie slyszy, bo byl jak roslina. Unioslem jego reke i pocalowalem. To dzialo sie odruchowo. I wtedy tata uscisnal moja reke, odwrocil glowe w moja strone, otworzyl oczy, spojrzal na mnie a z jego oczu wyplywaly lzy. O malo mi serce nie peklo. Przez dluzsza chwile patrzylem w jego oczy. Bylo w nich tyle milosci, ciepla i spokoju. Gleboko westchnal, zamknal oczy i w kilka minut pozniej odszedl. Odszedl otoczony bliskimi, bo zdazyla jeszcze dojsc mama i brat.
Czesto slysze od mamy, czy siostr, ze tata im sie sni. Mnie nie snil sie ani razu. jeden tylko wniosek przychodzi mi do glowy - Spieszmy sie kochacludzi, bo tak szybko odchodza -

Tato - Kocham Cie! Spo czywaj w Pokoju!

P.S. Po jakims czasie uswiadomilem sobie, ze tato odszedl dokladnie w 20 lat od dnia mojego slubu. Przypadek?
Niezmienne jest tylko to, czego zmienić nie chcemy
Ostatnio zmieniany: 2014/12/19 09:14 przez chris661211.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): jurek, Czeslaw, Tsubasano

Odp: Sens Istnienia 2014/12/21 00:06 #53

  • płomyk_na_wietrze
  • płomyk_na_wietrze Avatar
Chciałam dodać nowy wątek i nadać mu tytuł:"Być trzeźwym, ale po co???". Lecz doszłam do wniosku, że da się go podczepić pod ten temat. Od zawsze miałam obawę przed posiadaniem dzieci, tylko że jak byłam zupełnie młoda to się bałam, ale chciałam, później zaczęłam bardziej się nad tym zastanawiać a w dniu 25 urodzin podjęłam decyzję że kategorycznie NIE, bo więcej przemawia przeciw niż za. I nie jest to żadna moja fanaberia, ani też wygodnictwo, tylko fakt że jestem obciążona genetyczną chorobą, która może się w przyszłych pokoleniach, ale też nie musi. I właśnie ta niepewność jest najbardziej dobijająca, bo raz się chce spróbować, ale za chwilę dochodzi do głosu zdrowy rozsądek, który mówi że nie ma co igrać z ogniem, bo pół biedy gdyby ryzyko dotyczyło tylko mnie, ale spieprzyć życie własnemu dziecku to podwójne cierpienie. I to w sumie był główny powód mojego zapijania smutków i siedzenia tyle lat z pijakiem, chociaż to już nawet w końcowej fazie nijak nie przypominało związku. Po prostu nic już do niego nie czułam, więc nie było mi smutno że go krzywdzę swoim postanowieniem. On pochodził z wielodzietnej rodziny i u nich dzieci były na pierwszym miejscu, dlatego sam kiedyś też chciał mieć chociaż jedno. Ale dla niego to zawsze miałam ripostę, że jest łajza, pijak i się nie nadaje. Było mi wygodnie tak mówić, bo zagłuszałam tym własne lęki. I tak zapijaliśmy ta bezdzietność. Później już przestał mówić o dziecku, ale za to zaczął pić jeszcze więcej, mówią że ja to każdemu potrafię obrzydzić życie. Nie dało już się z nim wytrzymać więc odeszłam. Zostałam sama i dalej z obawami...A to z roku na rok coraz bardziej boli, bywa jak obsesja. Zaczęłam nawet unikać starych znajomych, bo mam do nich jakiś żal o to że mają dzieci i ciągle o nich mówią. Niby to normalne, ale ja traktuję to jako atak na moją osobę, lub jakąś aluzję. Niedawno byłam na wsi u dalszej rodziny i tam gdzie się nie obejrzeć jest pełno dzieci, bo każdy ma. Przez to czuję że odchodzę na dalszy plan i tak jakby się cofam. Wtedy właśnie naszła mnie refleksja, że gdybym znowu zaczęła pić, to było by mi trochę łatwiej znosić tą świadomość, tak jak kiedyś, bo jeżeli i tak nie mam nic do stracenia to po co się męczyć na trzeźwo z brutalną rzeczywistością w której nie ma żadnych wytycznych. Potencjalnemu alkoholikowi stawia się cele, mówi się nie pij, masz żonę, dzieci, oni cię potrzebują, więc masz dla kogo podejmować walkę. W moim przypadku to obojętne, bo czy piję czy nie to nikogo nie krzywdzę. Owszem można coś zrobić dla samego siebie, ale jaki z tego pożytek, bo tak naprawdę to sami dla siebie nic nie robimy, bo zawsze motywacją jest ktoś inny, bliski...
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Odp: Sens Istnienia 2014/12/21 00:19 #54

  • płomyk_na_wietrze
  • płomyk_na_wietrze Avatar
Bez Nicka napisał:
Czas ucieka a ja nie wiem po co żyję. Parę razy uniknąłem śmierci, chyba nie po to żeby się zapić na śmierć. Co chcesz Boże ode mnie , że mnie wyciągasz z kłopotów - to moje główne pytanie egzystencjalne.

Ja też kiedyś myślałam, że jak Bóg kilka razy ratuje kogoś od śmierci, to znaczy że ten ktoś jest powołany do wyższych celów. Ale niekoniecznie. Uważam, że każdy z nas jest powołany do czynienia dobra, a ryzyko śmierci jest wpisane w nasze życie od chwili narodzenia. Jedni co chwilę ocierają się o śmierć, innych sieknie raz ale na Amen, dużą rolę odgrywa też styl życia, chociaż jak to mówił mój stary sąsiad:"pijanego Pan Bóg strzeże", ale to wszystko jest też do czasu.
Ostatnio zmieniany: 2014/12/21 00:20 przez płomyk_na_wietrze.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Odp: Sens Istnienia 2014/12/21 00:26 #55

  • chris661211
  • chris661211 Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 3104
  • Otrzymane podziękowania: 4481
Z wielka uwaga przeczytalem Twojego posta. Jest w nim tak duzo smutku lecz takze gleboka szczerosc. Kiedy przestawalem pic, robilem to dla innych i zapilem. Od chwili, kiedy zapragnalem byc trzezwy dla siebie samego, nie pije do dzis. Motywacja jestem sam dla siebie. Rozpadla mi sie rodzina i co w zwiazku z tym? Moglem oczywiscie zaczac pic z rozpaczy i usprawiedliwiac siebie brakiem motywacji. Wolalem jednak pozostac trzezwym dla siebie. I uwierz mi, ze robie dla siebie bardzo duzo, a ze korzystaja z tego inni, to juz zupelnie inna sprawa. Jestem alkoholikiem, niepelnosprawnym, jednak jestem szczesliwym czlowiekiem. I nie uzalezniam tego szczescia od nikogo ani od niczego. Ono jest we mnie. Odnalazlem je. Zycze Ci abys Ty takze je odnalazla dla siebie samwej
Niezmienne jest tylko to, czego zmienić nie chcemy
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Odp: Sens Istnienia 2014/12/21 10:56 #56

  • Moni74
  • Moni74 Avatar
  • Online
  • Administrator
  • e*g*a*l*
  • Posty: 11964
  • Otrzymane podziękowania: 14838
płomyk_na_wietrze napisał:
Owszem można coś zrobić dla samego siebie, ale jaki z tego pożytek, bo tak naprawdę to sami dla siebie nic nie robimy, bo zawsze motywacją jest ktoś inny, bliski...
Jaki pożytek? A czy ja dla ludzi żyję, mam działać, aby im się przypodobać? Nie, nie ma takiej opcji u mnie. Tylko dla siebie. Dla mnie nikt nie jest motywacją, ja sama, moja wiara w siebie, w to, że ja mam wpływ na wiele co się w moim życiu dzieje, wewnątrz mnie, moje życie. Oczywiście na czynniki zewnętrzne wpływu nie mam, więc akceptuję. Wyrażam jasno moje zdanie, a co kto pomyśli jego sprawa. Gdy ja sama ze sobą w zgodzie żyję, otoczenie moje też zupełnie inaczej mnie odbiera. Ja ważna jestem dla samej siebie.
Nie próbuj przeskakiwać schodów, kto ma długą drogę przed sobą...nie biegnie - Paula Modersohn-Becker (,,,) nie nauki...czujesz, że to nie tak - Przyjaciel %%-
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): kotnaboso

Odp: Sens Istnienia 2014/12/21 14:00 #57

  • andrzejej
  • andrzejej Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Myślę, więc jestem.
  • Posty: 6750
  • Otrzymane podziękowania: 9320
Moni :czesc: , Ty normalnie jesteś dla siebie jakaś taka IRON LADY =))
Nic dla Jędrka.
No to Misiek i Buźka z myślą o sobie bnggfgbfb
Pozdr. :-BD
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Odp: Sens Istnienia 2014/12/21 14:15 #58

  • szekla
  • szekla Avatar
  • Wylogowany
  • Współtwórca Portalu
  • Posty: 14969
  • Otrzymane podziękowania: 20768
Kiedyś usłyszałam taki tekst, że....nikt nie robi cos bezinteresownie. Nawet Matka Teresa z Kalkuty pomagając innym zaspakajała swoje potrzeby duchowe.
Dlatego myślę, że czyniąc coś dla kogoś czerpię z tego korzyść, pożytek....robię to bo chcę, bo mam taka potzrebę, bo tak mi podpowiada sumienie.
Słowo raz wypuszczone nigdy nie powróci.

Emilka Alkoholiczka
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): andrzejej, kotnaboso, Isabell

Odp: Sens Istnienia 2014/12/21 16:09 #59

  • Isabell
  • Isabell Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Każdy ma swoje okno, przez które spogląda na świat
  • Posty: 4166
  • Otrzymane podziękowania: 6759
Witaj :czesc: "Zarzewie ognia" :lol: uwielbiam tak do Ciebie, Płomyku mówić :-)

Zgdodzę się z Szeklą,że robić coś dla innych to również robić dla siebie. Różnica tylko taka jest, że jeśli robisz coś dla kogoś zWIELKIM oczekiwaniem czegoś w zamian, nie robisz nic dobrego dla siebie.
Pozdrawiam cieplutko :-BD @};- %%-
"Jesteś dzieckiem wszechświata, nie mniej niż drzewa i gwiazdy, masz prawo być tutaj" /Desiderata/
Ostatnio zmieniany: 2014/12/21 16:13 przez Isabell.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): kotnaboso

Odp: Sens Istnienia 2014/12/21 16:32 #60

  • chris661211
  • chris661211 Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 3104
  • Otrzymane podziękowania: 4481
Prawdziwa pomoc jest wowczas kiedy plynie z glebi serca. Nie mozna oferowac nikomu tego czego nie ma sie w sobie, dlatego aby pomoc byla pomoca przez wielkie P nalezy zaczac od pomocy sobie. To trudna sztuka i czesto bywa postrzegane to jako egoizm. I doskonale rozumiem slowa Moni.
Nikt i nic nie zrobi za mnie tego co nalezy do mnie. Pomagajac sobie - pomagam innym. Pomagajac innym - pomagam sobie. Ktos madry powiedzial kiedys nastepujace slowa:

Sa trzy rzeczy praktycznie niemozliwe dla czlowieka:
- przyznac sie do bledu
- odpowiedziec nienawisci miloscia
- przyjac odrzuconych

Matka Teresa dokonala tego i to czyni ja wyjatkowa. Dawala ludziom najpiekniejsza pomoc - dawala im Milosc a dostawala jej wielokrotnie wiecej. "Co zasiejesz, to zbierzesz!
Niezmienne jest tylko to, czego zmienić nie chcemy
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Odp: Sens Istnienia 2014/12/21 16:48 #61

  • Moni74
  • Moni74 Avatar
  • Online
  • Administrator
  • e*g*a*l*
  • Posty: 11964
  • Otrzymane podziękowania: 14838
Wiesz Andrzej nie wiem czy żarty sobie robisz czy to jakiś sarkazm jest? Po polsku napisałam, może warto ze zrozumieniem przeczytać, w jakim sensie napisałam. Jestem już trochę na forum, poznałeś, może czasami czytasz, a zrobiłeś ze mnie jakąś egoistkę. Szczerze zabolało mnie, masz oczywiście prawo. Tak, jestem egoistką w pozytywnym znaczeniu tego słowa, dbam o siebie, nie zapominając przy tym o innych. Nie wiesz co przeszłam, każdy ma swój krzyż, a ja jestem z siebie i swojego rozwoju bardzo zadowolona i szczęśliwa, wiem czego chcę. I co to znaczy "nic dla Jędrka", nic śmiesznego jak dla mnie, wręcz przeciwnie. A o pomocy wypowiadać się nie będę, poczytać wystarczy, no, ale...i tyle w tym temacie.
Nie próbuj przeskakiwać schodów, kto ma długą drogę przed sobą...nie biegnie - Paula Modersohn-Becker (,,,) nie nauki...czujesz, że to nie tak - Przyjaciel %%-
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Odp: Sens Istnienia 2014/12/21 23:24 #62

  • chris661211
  • chris661211 Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 3104
  • Otrzymane podziękowania: 4481
Troche wyskoczylem do przodu z chronologia wydarzen majacych wplyw na moje trzezwe zycie i wracam wobec tego do kolejnego, najwazniejszego - jak mysle.
Tak jak pisalem wczesniej, po wypadku wrocilem do rodziny i bylo naprawde cudownie. Pierwsze od kilku lat cale swieta razem, w cudownej atmosferze. Sylwester i Nowy Rok bardzo rodzinnie i niezmiernie wesolo. Jednak nie wiedzialem, ze wkrotce uslysze "wyrok smierci".
Czesto dokuczal mi kregoslup po wypadku i na jednym z badan kontrolnych przewrocilem sie. Pan Profesor zlecil mi badanie rezonansu magnetycznego glowy. Zrobilem to bezzwlocznie, bo stac mnie bylo na pryewatne robienie takich badan. Juz w trakcie badania zaczalem podejrzewac, ze cos jest nie tak, poniewaz przerywali badanie chyba ze 3 razy, podano mi kontrast i takie tam. Moje obawy potwierdzilo oczekiwanie na wynik badania. Co chwile przychodzil jakis lekarz i pytali mnie, czy przyupadkiem nie stracilem przytomnosci w trakcie wypadku. A sskad mnie wiedziec? Moze na krotki czas tak. Dostalem w koncu ten wynik w zaklejonej kopercie i poszedlem do samochodu. Przeczytalem i rece mi opadly. Okazalo sie, ze mam guza mozgu. Nastepnego dnia pojechalem z wynikiem badania do Profesora i uslyszalem tylko - Tego sie obawialem. Dostalem namiary na neurochirurga. Zalatwilem wizyte. Wszystko dobylo sie w ciagu kilku dni.Ja bylem zalamany. Balem sie strasznie. Pojechalem z zona na konsultacje i co uslyszalem - To jest nowotwor mozgu i na dodatek bardzo nietypowo umiejscowiony. Ma srednice 18mm i trzebba bedzie usunac, bo bedzie sie rozrastal. Oczywiscie zgodzilem sie i po kilku dniach bylem juz w szpitalu. Operacje mialem dokladnie 24.02 w dniu mojej 8 rocznicy Trzezwienia. Trwala tylko 14 godzin a na oddziale caly czas czekala na mnie zona. Moj organizm bardzo zle zniosl narkozei meczylem sie trzy dni. Wszystko poszlo bez problemu i po kilku dniach bylem w domu.Badanie histopatologiczne wykazalo, ze byla to zmiana niezlosliwa. 2 miesiace zwolnienia i wrocilem do pracy. Wszyscy byli w szoku a w najwiekszym chyba Pan profesor Zabek, ktory mnie operowal. Czas plynal spokojnie, praca w Warszawie, weekendy z rodzina. No po prostu sielanka. Az tu nagle opuchla mi twarz po lewej stronie. To byla niedziela. W szpitalu obejrzal mnie laryngolog i kazal jak najszybciej skonsultowac sie z Profesorem. Musialem zostac w szpitalu i zrobiono mi bardzo specjalistyczny rezonans i co sie okazalo? - Na miejscu guza powstala torbiel dwukrotnie wieksza i w rosniety jest w nia lewy nerw sluchowy. Profesor wyjasnil mi, ze chcac usunac to calkowicie, nalezy rowniez usunac czesc nerwu sluchowego co z kolei spowoduje gluchote ucha lewego i niewykluczone ze takze inne powiklania. Wiedzialem jedno - Nie chcialem miec zadnych "cudow" w glowie poza mozgiem. No i kolejna operacja. Zabrali mnie na sale operacyjna w pelni sprawnego fizycznie a po 10 godzinach przywiezli rosline. To byla dla mnie katastrofa. Nie moglem samodzielnie polykac, ledwo mowilem, nie moglem chodzic, bo usuniety nerw sluchowy spowodowal zaburzenia rownowagi. Nastapilo obwodowe porazenie nerwu twarzowego stad brak odruchu polykania. Nie moglem tez zamknac powieki lewego oka. Tak jak przy pierwszej operacji rowniez teraz byla przy mnie zona. Musiala takze przezyc wielki szok, lecz to byl dopiero poczatek. Na drugi dzien po tej operacji - to bylo pod koniec sierpnia 2001 roku - zakrztusilem sie wlasna slina tak bardzo, ze musieli mnie reanimowac. Nie wiem jak dlugo to trwalo, wiem tylko, ze nigdy przedtem nie pragnalem zyc tak bardzo jak teraz. Nie wiem co ze mna robili, bo nic nie czulem. Po prostu odplywalem. I zdazyl sie cud - nie widzialem swiatelka w tunelu, lecz uslyszalem glos, glos ktorego nie sposob opisac. To bylo tylko jedno slowo - WRACAJ. Poczulem jak ogarnia mnie cieplo i niewytlumaczalna milosc. Wtedy tez uslyszalem glosy lekarzy - Mamy go. Wraca. zona mowila mi, ze trwalo to okolo 5 minut.To wydarzenie zmienilo wszystko. Po dwoch tygodniach poprosilem lekarza o zalozenie sondy, bo wierzylem, ze zaczne jesc samodzielnie. Przez caly ten czas nie jadlem absolutnie nic. Jedynie dostawalem kroplowki. Wrocilem do domu po okolo miesiacu. Nic juz nie bylo takie jak przedtem.
Dostalem zycie, lecz nie potrafilem sie w nim odnalezc w nowej roli. Wielokroc nie panowalem nad soba, nawet lekarstwa od psychiatry nie pomagaly. czulem sie jak "podczlowiek" - bezradny, bezsilny, zdany tylko i wylacznie na innych. Poczulem czym jest bezsilnosc. Zrozumialem tez cos znacznie bardziej waznego, mianowicie fakt, ze uratowala mnie Milosc
Niezmienne jest tylko to, czego zmienić nie chcemy
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): jurek, Moni74, Isabell, Tsubasano

Odp: Sens Istnienia 2014/12/22 00:13 #63

  • Felli
  • Felli Avatar
  • Wylogowany
  • Super Gaduła
  • Posty: 601
  • Otrzymane podziękowania: 886
Witam serdecznie...Zadaje sobie dokladnie to samo pytanie...Niezmiennie , codziennie...:(
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Odp: Sens Istnienia 2014/12/22 23:45 #64

  • chris661211
  • chris661211 Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 3104
  • Otrzymane podziękowania: 4481
I tak to rozpoczal sie nowy etap mojego zycia, okupiony bardzo ciezka praca, wysilkiem, niejednokrotnie lzami bolu, ponizen i sincow. Zadziwia mnie skad mialem tyle sily, tyle checi zycia mimo wielu upokorzen, bo niestety dopiero jako osoba chora odczulem jak wielka znieczulica panuje w narodzie i jak bezwzgledni potrafia byc ludzie, nawet najblizsi.
Nauka chodzenia o kulach, pierwsze samodzielne kroki bez i poobijane barki, rece i nogi. Nauka mowienia i karmienie przez sonde. Nie moglem na siebie patrzec w lusterku. Bylem okrutny dla siebie samego i czesto wybuchalem calkowicie bez powodu. Nie wiedzialem dlaczego tak sie dzieje. Wiedzialem, ze krzywdze siebie i bliskich. W tym tez okresie czasu zobaczylem takze, na kogo moge liczyc. Zona pomagala i owszem, jednak coraz czesciej czulem, ze jestem dla niej ciezarem. Oczywiscie pomagaly mi dzieci - na miare mozliwosci. Kuzyn z zona dawali mi duze poczucie bezpieczenstwa i czesto zabierali mnie do siebie. Jednak najwiekszym zaskoczeniem, milym zaskoczeniem byl ktos inny. I tu Moi Drodzy zapewne wielkie zdziwienie, bo byla to Tesciowa. I oczywiscie byli niepijacy alkoholicy. Dlugo by opowiadac cala te historie, dlatego ograniczam sie do najwazniejszych kwestii.
Po kilku miesiacach zaczalem samodzielnie jesc i szukalem pomocy, bo nie dawalem rady sam ze soba. Zdecydowalem sie na 8-miotygodniowa terapie, na tym samym oddziale, na ktorym bylem 5 lat wczesniej. To bylo bardzo dobre posuniecie. Sielanka w domu juz sie skonczyla a ja najbardziej potrzebowalem poczucia bezpieczenstwa. W domu go nie mialem niestety. Otrzymalem go zas wiele w trakcie pobytu na terappi. Tutaj tez pozwolono mi na tak wiele samodzielnosci, na ile byleo to mozliwe. Otrzymalem wsparcie, zrozumienie i akceptacje. Tego mi brakowalo. A przy okazji zlatwilem tez kwestie relacji z zona. Znia - jak pisalem poprzednia - nie udalo mi sie porozmawiac szczerze. Konczylo sie to zwykle jej krzykiem i wyzwiskami. Jednak terapeuci znalezli i na to sposob. Mialem wybrac jedna z kobiet z grupy, ktora miala wystapic w roli zony. Wybralem terapeutke. Zgodzila sie. 12 osob w grupie i nas dwoje na srodku sali. Jakiez to bylo doswiadczenie! Wzialem ja za rece i patrzac jej w oczy zaczalem spokojnie mowic to, czego nie moglem powiedziec zonie. Glos mi sie zalamywal, drzal. Widzialem lzy w oczach "zony". Nie przerywala mi ani przez chwile, sluchala kazdego mojego slowa. Byla to niejako spowiedz zakonczona mniej wiecej tak: Kocham Cie Beatko i caly czas Ciebie kochalem, choc nie potrafilem tej milosci okazac. Przepraszam za wszystkie krzywdy, jakie Ci wyrzadzilem. Wybaczam Tobie z glebi serca i prosze - Wybacz mi". Nastapila cisza. Nie puszczalem jej rak i wciaz patrzylem w jej oczy. Ona plakala (defacto plakaly wszystkie Panie z grupy, bo ja bylem rodzynkiem w tej grupie akurat). Po kilku dlugich chwilach - "zona" wypowiedziala slowa - Wybaczam Ci - i sie przytulila do mnie. Potem byly informacje zwrotne i kilka Pan powiedzialo - Jak ja czekam na taka rozmowe. Dla mnie mialo to bardzo wielkie znaczenie i ciazylo od wielu lat, dokladnie osmiu od chwili, kiedy przestalem pic. Nie bez znaczenia okazaly sie wszystkie wczesniej podejmowane przeze mnie proby, bo mimo wszystko jakies kawalki tego ciezaru odpadaly. Cala terappie wykorzystalem maksymalnie, wlozylem w nia cala swoja energie i "podnioslem sie" kolejny raz w moim zyciu, lecz nie byl to ostatni raz.
Najwazniejsze jest toi, ze po terapii moglem juz patrzec na siebie w lusterku. Jeszcze troche czasu minelo, zanim zaczalem wychodzic na spacery. Po prostu wstydzilem sie i czulem sie gorszy. Chodzilem regularnie na meetingi, a raczej przyjezdzali po mnie i na poczatku nawet wnosili na 2 pietro, bo sam nie bylem w stanie wejsc.Coraz czestsze spacery, na poczatku wieczorem, zazwyczaj z zona lub dziecmi. czulem sie pewniej, jak ktos byl blisko mnie.I w koncu zaczalem wychodzic sam, oczzywiscie z kulami dwiema a po jakims czasie z jedna. Zaangazowalem sie w prace Intergrupy. Odwazylem sie wsiasc za kierownice samochodu. Byly tez i narty. Odwazylem sie takze zatanczyc. wracala mi radosc zycia.Szwagier namowil mnie na udzial w zajeciach z jezyka angielskiego, bo takowe prowadzil. Chyba z miesiac sie na nie zbieralem.
W miedzyczasie byly pierwsze badania kontrolne. Balem sie bardzo wyniku. Byl pozytywny, zadnych znakow po usunietymm guzie, jedynie potwierdzenie trwalych uszkodzen o ktorych mowil mi Profesor. I przyszedl dzien, w ktorym lekarze oznajmili mi, ze nie moge wrocic do pracy, ze pozostaje mi tylko i wylacznie renta. Do tej pory mialem przez 9 miesiecy 100% platnego zwolnienia, potem 6 miesiecy zasilku rehabilitacyjnego i byly to pokazne no owe czasy sumy, wiec zylo sie spokojnie bez odmawiania czegokolwiek. Mialem tez dodatkowa pomoc finasowa z pracy. A kiedy dostalem decyzje o wysokosci renty, to dopiero zaczela sie jazda. Skonczyly sie pieniadze i ja juz bylem w domu zbedny. Jednak wydarzyly sie dwa cuda:
!.Urodzila sie Weronisia i dostalem takiego powera do zycia, do dzialania, ze mialem sile znosic ciagle awantury i upokorzenia. Spedzalem z Weronisia bardzo duzo czasu. Jej Milosc byla moja tarcza.
2.Szwagier zaproponowal mi prace nauczyciela jezyka niemieckiego w swojej szkole jezykowej. I objawily sie moje dotychczas nieznane talenty. Uwielbiam uczyc i wkladam w to cale serce. Stworzylem moja wlasna metode nauczania i napisalem do niej podreczniki. Obecnie rozwazamnapisanie kolejnej ksiazki, tym razem o odmiennej tematyce. Tak czy owak, uczeniem zajmuje sie do chwili obecnej i mam wielka satysfakcje z tego.

W 2004 roku przeszedlem kolejna operacje, tym razem kregoslup i w miesiac po niej pojechalem na £0-tolecia AA w Polsce do Krakowa. Bylem tlumaczem i pilotem grupy alkoholikow z Finlandii. Sytuacja w domu byla w miare znosna, choc przeczuwalem ciezkie czasy. Teraz wiem, dlaczego uczylem sie samodzielnoisci i wiem, ze warto bylo wlozyc w to tak wiele wysilku.

"...Rozwijaj siłę ducha, by w nagłym nieszczęściu mogła być tarczą dla ciebie. Lecz nie dręcz się tworami wyobraźni. Wiele obaw rodzi się ze znużenia i samotności..."
Niezmienne jest tylko to, czego zmienić nie chcemy
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): jurek, Moni74, szekla, Isabell, Tsubasano

Odp: Sens Istnienia 2014/12/27 11:56 #65

  • chris661211
  • chris661211 Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 3104
  • Otrzymane podziękowania: 4481
Minely Swieta, a tegoroczne byly bardzo mile i rodzinne. Nawet dostalem prezent, hahah. I przyszedl czas na ciag dalszy mojego watku. To, czego doswiadczylem szczegolnie od 2001 roku sprawilo, ze dopiero tak naprawde zaczely mi sie otwierac i oczy i uszy. Skutkiem ubocznym operacji jest gluchota calkowita lewego ucha oraz bardzo slaby wzrok lewego oka. Niemniej jednak dostalem w zamian cos innego, cenniejszego. Slysze i widze wiecej niz dotychczas.Zaczalem dostrzegac, co tak naprawde jest w zyciu wazne i dla mnie a takze dla tych, ktorzy byli blisko mnie. Brak mozliwoscci powrotu do pracy sprawil, ze zaczalem prace w Szkole Jezykowej. Bardzo szybko mialem wypelniony grafik i wielka radoche z tej pracy. Milosc Weronisi dokonywala cudow w moim sercu i ciele. Nabieralem sily fizycznej i tej duchowej. Niestety sytuacja w domu stawala sie coraz trudniejsza. Bylo mi bardzo przykro sluchac tego, ze jestem "ciezarem". Powiadaja, ze jak niewiadomo o co chodzi , to chodzi o kase. No i o to chodzilo. Nie mialo znaczenia ile dawalem, zawsze bylo malo i zle. Doszlo do tego, ze powrot do domu byl dla mnie najwieksza kara. Cieszylem sie, kiedy nie widzilem zony. To przykre, lecz prawdziwe. Do pozna w nocy pracowalem nad kolejna ksiazka - mialem komputer w Szkole - i jak wracalem do domu zona juz spala a kiedy sie budzilem juz jej nie bylo. W ciagu dnia zajmowalem sie Weronisia, gotowalem obiady, robiolem zakupy i wychodzilem na 16 do szkloy. Mialem pozorny spokoj, choc w gruncie rzeczy bylo to dla mnie bardzo trudne. Najbardziej bolesne bylo to, ze zona do walki ze mna zaczela wykorzystywac dzieci. Myslalem o tym, zzeby odejsc, ale balem sie, ze nie dam rady sam. W koncu jednak strach przed tym, ze sobie nie poradze byl mniejszy od cierpienia i bolu ponizen, a nawet rzeklbym zemsty. Ktoregos lutowego wieczoru 2006 roku, wzialem torbe, spakowalem tylko najpotrzebniejsze rzeczy i wyszedlem z domu. Przerazony wsiadlem do samochodu i sie rozplakalem. Chory, bez domu, lecz juz nie zawrocilem. To byly rzeczywiscie bardzo trudne chwile. Zatrzymalem sie u siostry i wkrotce wynajalem mieszkanie. Pracowalem i kolejny raz stawalem na nogi. Bardzo sie to zonie nie podobalo i dlugo nie odpuszczala. Najbardziej bolalo mnie jednak to, ze w oczach dzieci zrobila ze mnie po prostu smiecia. Dxzieci pamietaly o mnie tylko wtedy, kiedy potrzebowaly pieniedzy. Cierpliwie to znosilem i "zrodelko" zaczelo coraz bardzie wysychac a konsekwencja tego bylo to, ze przestawaly sie do mnie odzywac dzieci. Mialem z nimi kontakt, poniewaz przychodzily na zajecia z jez. niemieckiego i angielskiego. najstarsza corka Kasia przygotowywala sie do matury z jez. angielskiego w jednej z grup, ktore uczylem i jak jedyna zdobyla 100% wynik. Bylem bardzo dumny. Moje relacje z nia byly mocno zaburzone. Wlasnie 27 grudnia ma urodziny i w tymze - 2006 roku obchodzila swoje 18-te urodziny. Wstalem wczesmnie rano, kupilem bukiet z 18-tu roz i pojechalem do niej. Mialem wrazenie, jakby na mnie czekala, bo zazwyczaj spala dlugo jak miala wolne od szkoly. Zlozylem jej zyczenia i przeprosilem ja za wszystko. Przytulila sie do mnie i rozplakala sie. Od tamtej poruy minelo sporo czasu i te relacje dopiero chyba teraz sa poprawne. Teraz, kiedy ma swoja wlasna rodzine. Niemniej po drodze bylo jeszcze kilka "przedziwnych" wydarzen. Jedno z nich przezylem szczegolnie bolesnie. Nie zostalem zaproszony na jej slub. Nie wnikam w motywy ani tez w to, czy aby napewno byla to jej decyzja. To historia. Ja to przechorowalem. Nie urywalem z nia kontaktu, kocham ja, to moja corca - pierwsze, wyczekane dziecko. Cierpliwie czekalem na "lepsze czasy". I doczekalem sie. W tym roku, w trakcie pobytu w Polsce, Kasia zaprosila mnie do siebie. Pojechalem i milo spedzilismy czas. Bartus - jej syn ma 3 latka i tak naprawde pierwszy raz go widzialem - poza zdjeciami, ktore regularnie otrzymywalem.

Nasuwa mi sie pewna refleksja, a mianowicie to, ze pisze o tym akurat dzisiaj, w dniu urodzin corki, tak samo jak pisalem o tacie w rocznice jego smierci. Czy to przypadek? Z pewnoscia obydwa te wydarzenia byly dla mnie wazne.

Kolejny raz przekonalem sie o wielkiej mocy wybaczenia. Doswiadczylem tez potegi nienawisci i zemsty. Zrozumialem takze, ze istnieje tylko jedna obrona przed nimi. Jest nia Milosc.

"...Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego..." - Pierwszy List do Koryntian
Niezmienne jest tylko to, czego zmienić nie chcemy
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): jurek, Moni74, Isabell, Antea, Tsubasano

Odp: Sens Istnienia 2014/12/27 12:41 #66

  • Antea
  • Antea Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 1668
  • Otrzymane podziękowania: 1507
Witaj oklaskiii

Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca
albo cymbał brzmiący.
2 Gdybym też miał dar prorokowania
i znał wszystkie tajemnice,
i posiadał wszelką wiedzę,
i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił.
a miłości bym nie miał,
byłbym niczym.
3 I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,
a ciało wystawił na spalenie,
lecz miłości bym nie miał,
nic bym nie zyskał.
4 Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
5 nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
6 nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
7 Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.
8 Miłość nigdy nie ustaje,
[nie jest] jak proroctwa, które się skończą,
albo jak dar języków, który zniknie,
lub jak wiedza, której zabraknie.
9 Po części bowiem tylko poznajemy,
po części prorokujemy.
10 Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe,
zniknie to, co jest tylko częściowe.
11 Gdy byłem dzieckiem,
mówiłem jak dziecko,
czułem jak dziecko,
myślałem jak dziecko.
Kiedy zaś stałem się mężem,
wyzbyłem się tego, co dziecięce.
12 Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno;
wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz:
Teraz poznaję po części,
wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany.
13 Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość - te trzy:
z nich zaś największa jest miłość.

pozdrawiam
Bóg obdarzył mnie łaską trzeźwienia i nie chcę GO zawieść .
Nie jestem już w "szponach" alkoholizmu .Jestem ukochanym dzieckiem Boga.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Isabell

Odp: Sens Istnienia 2014/12/29 19:47 #67

  • chris661211
  • chris661211 Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 3104
  • Otrzymane podziękowania: 4481
Rok jeszcze stary a post nowy. Opisane dotychczas wydarzenia mialy duzy wplyw na mnie samego i na moje zycie. Poza sfera emocjonalna waznym elementem ktorego takze sie uczylem byla komunikacja oraz moj stosunek do siebie, ludzi i otaczajacego swiata. ta lekcja byla rowniez dosc trudna i zabrala sporo czasu. Szukalem najlepszej drogi dla siebie i ostatecznie znalazlem. Najbardziej skuteczna okazala sie metoda prob i bledow.Najpierw zastanowilem sie czego chce w relacjach z ludzmi. Ameryki pewnie nie odkrylem, jednak stwierdzilem, ze chcialbym traktowac ludzi dokaldnie tak, jak chcialbym aby ludzie traktowali mnie. No i zaczelo sie od wypracowania sposobow wyrazania uczuc i mysli. Oczywiscie niezbednym elementem byla wczesniejsza nauka rozpoznawania i nazywania uczuc, bo bez tego ani rusz. Terapia zrobila swoje i jakze fajnie bylo mi doswiadczac uczuc ktoryc przez wiele lat nie bylo. To, co czulem przez dlugi czas to byla euforia i poczucie winy a pomiedzy nimi nie bylo nic. Skoro juz one byly no to jak je wyrazac.W sumie wydawalo sie to dosc proste, a jednak cos mi nie pasowalo. Dostrzeglem, ze zupelnie inaczej brzmi - Jest mi smutno - zamiast - Jestem smutny. To niby tylko slowa i w zasadzie po co w nie wnikac, jednakze to te slowa mowia albo o tym co czuje albo o tym kim czy jaki jestem.
Kolejny wazny punkt to zwracanie sie do innych ludzi. Tu bardzo pomocna okazala sie naukka jezyka angielskieo i nieieckiego. Ci, ktorzy je znaja natychmiast dostrzega jak naturalna rzecza jest uzywanie slow "bitte - danke" czy "please - thank you". To slowa o magicznej mocy a tak trudno ich uzyc. Dlaczego?Moja odpowiedz jest prosta - latwiej jest rozkazywac i zadac niz prosic. Mialem czesto do czynienia glownie z Niemcami i bardzo podobalo mi sie to jak zwracaja sie do siebie i do mnie i o dziwo kazde zdanie skierowane do mnie a zakonczne sloem "bitte" nie wywolywalo we mnie zadnego buntu i chetnie te prosby spelnialem. Nawet jesli nie bylem w stanie zrobic czegos od razu, to rowniez nic sie zlego nie dzialo. Zrozumialem, ze prosba dopuszcza odpowiedz - nie - a zadanie czegos takiego nie dopuszcza. No i zaczalem stosowac slowo prosze w relacjach z dziecmi. Jak chetnie zbieraly zabawki, kiedy mowilem - Pozbierajcie prosze zabawki -i jak sie buntowaly, kiedy uslyszaly - Zbierac zabawki natychmiast. Trzy magiczne slowa - prosze, dziekuje, przepraszam - sa na tale w moim slowniku.
Kolejny krok, to reakcja na zachowania innych ludzi w stosunku do mnie. To bylo dosc trudne, bo wymagalo sporych zmian. Podam prosty przyklad, zeby sie zbytnio nie rozwodzic. Kiedy czyjes zachowanie wywolywalo we mnie zlosc, zazwyczaj mowilem - Wkurzasz mnie!. To stwierdzenie wywolywalo najczesciej reakcje obronna a tym samym atak na mnie. Czemu? Ano bo byla to krytyka osoby. Ja reagowalem w sumie identycznie. Zaczalem wiec troche inaczej sie wyrazac i efekt byl brdzo pozytywny. Kiedy mowilem, czy mowie np.- Denerwuje mnie Twoje zachowanie - reakcja osoby do ktrej te slowa kieruje jest zupelnie inna. Oczywiscie bywa czasem i agresja, lecz to inna kwestia. Niemniej jednak zrozumialem, ze moge nie akceptowac zachowan, lecz nie zmienia to faktu, ze wciaz akceptuje te osobe. Nauczylem sie oddzielac ludzi od ich zachowan.
Kolejna wazna sprawa: tolerancja. Najprosciej ujme to tak. Mam swoje zdanie i mam prawwo je bronic, nie mam jednak prawa nikomu narzucac mojej woli i vice versa. Szanuje odmiennosc innych ludzi i oczekuj uszanowania mojej odmiennosci.

I najtrudniejsze elementy poprawnej komunikacji:

Slyszec a nie tylko sluchac i wybierac pojedyncze slowa wyrwane z kontekstu
Widziec a nie tylko patrzec na to, chce zobaczyc
Rozumiec a nie za wszelka cene dazyc do bycia zrozumialym


Czesto slucham ludzi i dostrzegam tyle niedomowien, goryczy, zawodu, bo znowu ktos zrobil cos lub nie zrobil czegos. A co tak naprawde powoduje takie uczucia? Nieumiejetnosc komunikacji i oczekiwania, ktore niestety nie sa wyrazane a raczej pozostaja w sferze domyslow. Dlatego ja sie nie domyslam i jestem daleki od tego, aby ktokolwiek zgadywal czego akurat chce.


"...Tak dalece jak to możliwe, nie wyrzekając się siebie, bądź w dobrych stosunkach z innymi ludźmi.
Prawdę swą głoś spokojnie i jasno, słuchaj też tego co mówią inni, nawet głupcy i ignoranci, oni też mają swą opowieść.
Jeśli porównujesz się z innymi, możesz stać się próżny lub zgorzkniały, albowiem zawsze będą lepsi i gorsi od ciebie..."
Niezmienne jest tylko to, czego zmienić nie chcemy
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): jurek, siwy, Isabell, Raziel

Odp: Sens Istnienia 2014/12/30 12:20 #68

  • chris661211
  • chris661211 Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 3104
  • Otrzymane podziękowania: 4481
Na dworze mroz i zimno, lecz zadna pogoda nie jest straszna, kiedy w sercu swieci slonce. Kiedys zla pogoda miala spory wplyw na moje samopoczucie. Bardziej jednak "ruszaly" mnie slowa i dzialania nowicjuszy w AA. Po krotkim okresie abstynencji czulem sie bardzo silny i wszechwiedzacy. Wkurzalo mnie kazdorazowo dzialanie czy slowa odbiegajace od tego, co ja myslalem. Ilez to razy bylem wsciekly po meetingu, bo moje nie bylo na wierzchu. Tak samo bylo zreszta niejednokrotnie i w zyciu poza AA. Zawsze mialem cos do powiedzenia i uwazalem, ze mam racje. Nie rozumialem dlaczego ktos moze sie ze mna nie zgadzac. Probowalem takze odczytywac mysli innych na zasadzie - Ja mysle, ze Ty myslisz - i bylem przekonany o tym, ze to wlasciwa metoda na rozszyfrowanie delikwenta a tym samym do kontrolowania go. Jedna rzecz mnie tylko zastanawiala. Zywiolowo reagowalem na to, kiedy ktos odczytywal moje mysli i uczucia. Co mnie tak draznilo w tym? Ano to proste - nie podobalo mi sie to a mimo tego ja postepowalem tak samo. Reagowalem zloscia na zachowania, ktorych tak naprawde sam w sobie nie lubilem. Czulem przy tym, ze moje "zludne poczucie wartosci i bezpieczenstwa" jest zagrozone wiec byla to takze forma obrony i udowodnienia, ze jestem lepszy i ze to moje zdanie jest najwazniejsze i kazdy, kto robil i myslal tak jak ja chce byl moim przyjacielem. Dziwnie jakos sie skladalo, ze tych "przyjaciol" ubywalo. No i przyszedl czas, abym sie nad tym zastanowil.
Zaczalem wiec szukac "zrodla" problemu. Poszukiwania doprowadzily mnie do wczesnych lat mojego zycia. Nie mialem prawa miec swojego zdania, bo - dzieci i ryby glosu nie maja. Nie pozwalano mi samodzielnie myslec. Moje uczucia nie mialy zadnego znaczenia wrecz musialem czuc tak, jak mi to narzucano. Podswiadomie buntowalem sie przeciwko temu choc dopiero po latach zrozumialem skad ten bunt sie bral. Jedynym miejscem, gdzie mialem mozliwosc myslec samodzielnie, byla szkola. Przez lata jednak nauczylem sie "chorego" schematu ktory zabralem ze soba w dorosle zycie. Przypominam sobie jak trudnobylo mi wytrzymac na meetingu bez przerywania wypowiedzi innych, jak trudno bylo mi sluchac wypowiedzi od poczatku do konca ale takze i to, jak milo bylo, kiedy mowilem i nikt mi nie przerywal. Coraz czesciej slyszalem wiecej i wiecej, mowilem takze wiecej na temat to co chcialem powiedziec zamiast tego, co chcialem zeby uslyszeli inni. Niestety ten dziwny schemat dzialania - wiem, co myslisz i czujesz - wracal jak bumerang i zaczal mi przeszkadzac. To byl sygnal, ze najwyzsza pora to zmienic.
Noi zaczelo sie zmienianie. Systematyczne i konsekwentne odkrywanie przyczyn oraz zmiana tegoz nawyku. Odkrycia byly zaskakujace choc w konsekwencji bardzo proste i dlatego tak trudne.pewnie powstala by dluga lista, lecz zatrzymam sie na najistotniejszych - dla mnie oczywiscie:

Po pierwsze: kiedy cokolwiek lub ktokolwiek wywoluje we mnie uczucie zlosci, jest to sygnal, ze najprawdopodobniej dotyka to czesci mnie, ktorej sam w sobie nie lubie, nie akceptuje. Nie reaguje agresja niemniej przygladam sie sobie i znajduje przyczyne a wtedy moge cos z tym zrobic.

Po drugie: Moje mysli i uczucia sa tylko moimi i nikt nie ma prawa narzucac mi tego co i jak mam myslec i czuc. Tak samo postepuje w tosunku do innych ludzi. Szanuje ich uczucia i mysli lecz nie mam prawa nikomu nic narzucac

Po trzecie: Moja droga do trzezwosci, sposoby rozwiazywania problemow byly i sa dobre dla mnie. Nie oznacza to jednak, ze inni musza robic dokladnie tak samo. Moge opowiedziec o tym, lecz pozostanie to tylko sugestia a nie nakazem a to wielka roznica. Sugestia moze byc przyjeta lub nie i jest to tylko i wylacznie decyzja sluchajacego. Nakaz nie zaklada odmowy co zazwyczaj wywoluje frustracje

Po czwarte: Nieodzownym elementem konwersacji jest dyplomacja. Szkoda energii i czasu na wdawanie sie w dyskusje, kiedy kazde moje slowo staje sie tylko dodatkowym argumentem dla oponenta, ktory zazwyczaj nie widzi nic poza czubkiem wlasnego nosa. Jaki sens ma rozmowa z kims, kto z gory wie co mysle i czuje?

Nazywano mnie przeroznie na przestrzeni trzezwych lat zycia. Najbardziej bawily mnie okresenia - "blogoslawienstwo i przeklenstwo", "nawiedzony" a ostatnio "czarus". Skoro tak wlasnie ktos mnie postrzega, nie bede wyprowadzal nikogo z bledu. Wiem kim jestem a "etykietki" byly, sa i beda naklejane,
Niezmienne jest tylko to, czego zmienić nie chcemy
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): jurek, krzychu62

Odp: Sens Istnienia 2014/12/30 12:27 #69

  • krzychu62
  • krzychu62 Avatar
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • Świat to...Ty.
  • Posty: 1311
  • Otrzymane podziękowania: 1571
Daj spokuj chris...trochę poczucia humoru,jak cię moje słowa dotknęły,to przepraszam....ale nie było w tym ^:)^ nic słośliwego,ot tak jak facet do faceta. :czesc:
Świat...to ja i TY.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Odp: Sens Istnienia 2014/12/30 12:30 #70

  • chris661211
  • chris661211 Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 3104
  • Otrzymane podziękowania: 4481
Podkreslam - nie widze w tym nic zlosliwego. Usmiecham sie i wyroslem z obrazania sie na byle co.
Niezmienne jest tylko to, czego zmienić nie chcemy
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.