Witamy, Gość
Nazwa użytkownika: Hasło: Zapamiętaj mnie
Dzielimy się tutaj swoimi doświadczeniami i sugestiami jakie posiadaliśmy w trakcie naszego pijanego życia jak i na drodze naszego trzeźwienia. Mówimy o sobie, nie o innych.

TEMAT: Sens Istnienia

Sens Istnienia 2014/11/27 09:32 #1

  • chris661211
  • chris661211 Avatar
  • Online
  • Moderator
  • Posty: 1344
  • Otrzymane podziękowania: 2228
Kiedy moje zycie leglo w gruzach kolejny raz - tym razem trzezwe zycie - bylo mi sie bardzo trudno pozbierac. Tysiace mysli krazyly mi po glowie i wiele pytan bez odpowiedzi. Napisalem wiersz o wymownym tytule - Sens Istnienia. Pomyslalem, ze moze byc to dobry temat do dyskusji, bo z pewnoscia wielu z was tego sensu zycia poszukuje, niektorzy byc moze nie zadali sobie dotychczas pytania - co jest tymze sensem zycia.

Ja swoj odnalazlem juz wiele lat temu, tyle, ze nie potrafilem tego nazwac po imieniu. Kiedy przyszedlem na swiat, otrzymalem prawo do bezwarunkowej Milosci i Szczescia. Przez lata bylo mi ono odbierane a na Milosc i Szczescie musialem zapracowac i tak "pracowalem" ciezko i czesto dostawalem kopa zamiast pochwaly a poczucie wlasnej wartosci w skali od 1 do 10 wynosilo mniej wiecej minus 20. I przyszedl dzien, w ktorym trafilem do AA. Zapragnalem zyc na trzezwo - to byl jedyny cel. Zrozumialem po jakims czasie, ze trzezwienie to droga do ponownego odkrycia sensu zycia, tego niezaprzeczalnego, boskiego prawa do Milosci i Szczescia.

A teraz rzeczony wiersz:

„Sens istnienia”

Kręta droga, ciemny las, pośród nocy idę Sam
Tylko cisza, głucha cisza – Ona i Ja
Blady księżyc z lekka lśni
On jedynym druhem Mi
Wąska ścieżka kończy się – gdzie Ja jestem, gdzie?
Czy to Mojej drogi kres, – kto to wie?
Ciszo powiedz Mi!
Księżycu jaśniej lśnij!
Przerażony jak najdalej uciec chcę, – dokąd? – Nie wiem
Gdzie Ja jestem? – W piekle, może w niebie!?
Tylko strach dodaje Mi sił.
Mówi głośno – Żyj!
Serce życia chce, rozum mówi głośno NIE!
Ciało drży, – Co mam wybrać? Co jest dobre a co złe?
Życie – boję się a żyć chcę
Śmierć – może lepsza jest, – Kto wie?
Znowu walczę, znowu z Sobą, znowu Sam
Padam, wstaję kolejny raz, sił już Mi brak
I już wiem, wiem, czego chcę
Umieram, bym mógł żyć
Bym mógł istnieć, trwać, być.


Zapraszam do dyskusji.
Krzysztof
Niezmienne jest tylko to, czego zmienić nie chcemy
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): wojgrawoj, andrzejej, Miecia, Madzik, Melisa, joanka335, Isabell, daras ten użytkownik otrzymał 6 podziękowań od innych

Odp: Sens Istnienia 2014/11/27 12:10 #2

  • Melisa
  • Melisa Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 1523
  • Otrzymane podziękowania: 1225
Strach dodaje Ci sił? raczej paraliżuje...chyba że jakaś adrenalina :)
''Powiedzenie mówi, że nasze życie składa się w 10 procentach z tego co nas spotyka i w 90 procentach z tego, jak na to reagujemy''
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Odp: Sens Istnienia 2014/11/27 13:08 #3

  • chris661211
  • chris661211 Avatar
  • Online
  • Moderator
  • Posty: 1344
  • Otrzymane podziękowania: 2228
Strach ma wielkie oczy - to prawda. Bywa jednak bardzo pozyteczny
Niezmienne jest tylko to, czego zmienić nie chcemy
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): elzunia engelmohr

Odp: Sens Istnienia 2014/11/27 13:36 #4

  • szekla
  • szekla Avatar
  • Wylogowany
  • Współtwórca Portalu
  • Posty: 13940
  • Otrzymane podziękowania: 16044
Strach nie tylko nas paraliżuje, jest negatywnym uczuciem.... Strach ma wiele dobrego. Uczy nas ostrożności. Nie wychylam sie przez okno, nie wyskakuję z pociągu bo się najwyraźniej boję. Boję się np. kalectwa. Strach mnie chroni.
Słowo raz wypuszczone nigdy nie powróci.

Emilka Alkoholiczka
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): elzunia engelmohr

Odp: Sens Istnienia 2014/11/27 14:21 #5

  • andrzejej
  • andrzejej Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Myślę, więc jestem.
  • Posty: 5124
  • Otrzymane podziękowania: 6562
Chris :czesc:
Takie pytanie po co żyję, zadałem sobie kiedyś w pijanym życiu. Byłem na dnie i pomyślałem :
przecież takie życie nie ma sensu. Nawał konsekwencji picia, wyizolowanie, złe samopoczucie psychiczne i fizyczne po odstawieniu alkoholu zmusiły mnie do refleksji.
Cała bida, niestety przez alkohol i jedno, co mogę zrobić, to nie pić. Musi być lepiej.
Dziś wiem, że dokonałem jedynego, słusznego wyboru.
Pozdr. :-BD
Ostatnio zmieniany: 2014/11/27 14:22 przez andrzejej.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): jurek, joanka335, Antea, Felli

Odp: Sens Istnienia 2014/11/27 16:12 #6

  • chris661211
  • chris661211 Avatar
  • Online
  • Moderator
  • Posty: 1344
  • Otrzymane podziękowania: 2228
To pytanie zadalem sobie ponad 7 lat temu, kiedy juz dosc dlugo nie pilem - oczywiscie nadal jestem trzezwy. Mialem wybor - poddac sie strachowi i uciec lub skonfrontowac sie z nim i zyc. Wybralem to drugie wyjscie
Niezmienne jest tylko to, czego zmienić nie chcemy
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Magda, bezsilny, Felli

Odp: Sens Istnienia 2014/11/27 19:44 #7

  • Miecia
  • Miecia Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 3777
  • Otrzymane podziękowania: 5443
Jestem osobą wierzącą i zgadzam się z tym co powiedział św Augustyn że "Niespokojne jest serce człowieka dopóki nie spocznie w Tobie, Boże". Bóg jest Miłością dlatego my ludzie wiecznie będziemy jej szukać, ale prawdziwe spełnienie uzyskamy dopiero na drugim brzegu. Sensem jest zatem miłość(agape), która otaczam najpierw siebie, potem najbliższych i wreszcie wszystkich ludzi. Najlepiej sens tego oddaje hasło -Żyj i daj żyć. Nie wegetuj tylko ciesz się życiem i bądź w zgodzie ze wszystkimi nie wyrzekając się siebie.
"Głównym sygnalizatorem uzależnienia jest fakt, że twoja miłość
i zaufanie do rzeczy uzależniającej cię są większe niż do czegokolwiek innego"
Ostatnio zmieniany: 2014/11/27 20:39 przez Miecia.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Melisa, joanka335, bezsilny, Isabell, Antea

Odp: Sens Istnienia 2014/11/27 21:08 #8

  • Lona
  • Lona Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Nie chcemy żyć przeszłością ale musimy się z nią z
  • Posty: 2303
  • Otrzymane podziękowania: 3332
"Jesteś tu dla radości"
Twoje oczy są dla światła ,dla bieli śniegu ,zieleni wiosny,
dla szarości chmur i błękitu nieba ,dla gwiazd nocą
i niewiarygodnego cudu,że wokół ciebie jest tylu cudownych ludzi .

Twoje usta są dla słowa ,dla każdego dobrego słowa ,
na które ktoś inny czeka .
Twoje usta są dla pocałunku ,a ręce dla czułości i pociechy
i po to ,by ubogiemu dać chleb.
Twoje nogi są dla drogi ,która wiedzie do cierpiących niedolę .

Twoje serce jest dla miłości ,dla ciepła ,dla tych,
którzy są samotni ,opuszczeni ,którzy marzną .
Twoje ciało jest po to ,by być blisko innych.
Bez ciała nie ma cię nigdzie .Wszystko ma głęboki sens.

Dlaczego w takim razie jesteś nieszczęśliwy ?
Czy twoje oczy są zamknięte ?
Czy twoje usta są pełne zgorzknienia ?
Czy twoje ręce potrafią tylko brać?
Czyżby twoje serce uschło?

Jesteś stworzony dla radości .
Nie jesteś tu po to ,by chodzić ze strapionym obliczem
i obrażonym ,mściwym sercem.
Jesteś stworzony dla radości "
P.B.
:grin:
Mogę mieć tylko to,co Bóg chciałby ,żebym otrzymała .
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Isabell, Antea

Odp: Sens Istnienia 2014/11/27 21:16 #9

  • chris661211
  • chris661211 Avatar
  • Online
  • Moderator
  • Posty: 1344
  • Otrzymane podziękowania: 2228
Bardzo wymowne slowa
Niezmienne jest tylko to, czego zmienić nie chcemy
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Odp: Sens Istnienia 2014/11/27 21:27 #10

  • Isabell
  • Isabell Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Każdy ma swoje okno, przez które spogląda na świat
  • Posty: 4182
  • Otrzymane podziękowania: 6683
Lonka, jesli to Twój wiersz,proszę umieść go w "Twój wiersz, wiersz dla Ciebie", jesli nie Twój, to też go umieść i napisz autora. Dziękuje Ci za to,że mogłam go przeczytać :-)
"Jesteś dzieckiem wszechświata, nie mniej niż drzewa i gwiazdy, masz prawo być tutaj" /Desiderata/
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Odp: Sens Istnienia 2014/11/27 21:29 #11

  • Isabell
  • Isabell Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Każdy ma swoje okno, przez które spogląda na świat
  • Posty: 4182
  • Otrzymane podziękowania: 6683
Chris,ja znow myślę,że sensem życia jest ta droga,którą idziemy.I nie to, jaka jest ta droga, tylko w jaki sposób idziemy. Podoba mi się również stwierdzenie,że człowiek powinien być artystą własnego życia.Pozdrawiam :-)
"Jesteś dzieckiem wszechświata, nie mniej niż drzewa i gwiazdy, masz prawo być tutaj" /Desiderata/
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Odp: Sens Istnienia 2014/11/27 21:33 #12

  • Lona
  • Lona Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Nie chcemy żyć przeszłością ale musimy się z nią z
  • Posty: 2303
  • Otrzymane podziękowania: 3332
Mogę mieć tylko to,co Bóg chciałby ,żebym otrzymała .
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Odp: Sens Istnienia 2014/11/27 22:06 #13

  • chris661211
  • chris661211 Avatar
  • Online
  • Moderator
  • Posty: 1344
  • Otrzymane podziękowania: 2228
To samo slowo moze oznaczac zupelnie cos innego dla tego, kto sie nim posluguje. Dla jednych sensem zycia jest zdobycie okreslonej pozycji spolecznej, dla innych bogactwo i cokolwiek kto sobie za ten sens przyjmuje. I nalezy to uszanowac.

Program 12 Krokow prowadzi do rozwoju duchowego - innymi slowy - odnalezienia sensu zycia. dla mnie jest on oczywisty - "Kochaj blizniego swego jak siebie samego"

Jakkolwiek by tego nie okreslac kazdy pragnie byc szczesliwy na sposob w jaki to szczescie pojmuje, czego z calego serca wszystkim zycze
Niezmienne jest tylko to, czego zmienić nie chcemy
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Miecia, Madzik, Magda, elzunia engelmohr

Odp: Sens Istnienia 2014/11/28 06:14 #14

  • kotnaboso
  • kotnaboso Avatar
  • Wylogowany
  • Stały Użytkownik
  • rozpadające się iluzje boleśnie ranią
  • Posty: 1342
  • Otrzymane podziękowania: 2085
A czy istnienie i życie musi mieć sens??Nie można sobie żyć ,ot tak,dla samej przyjemności życia,poznawania,odczuwania.Czy trzeba sobie życie komplikować poszukiwaniem sensu istnienia??Nie wystarczy sama radość życia??
Ja uważam że każdy z nas ma jakąś misję do wypełnienia,o której nie mamy pojęcia.W myśl zasady "nie wie lewica co czyni prawica",Po wypełnieniu misji odchodzimy w spokoju ducha.
Mam na imię jacek,jestem alkoholikiem
Jeżeli wiesz wszystko, to znaczy, że zostałeś źle poinformowany.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Roman Kreft, fru_go69

Odp: Sens Istnienia 2014/11/28 13:02 #15

  • Miecia
  • Miecia Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 3777
  • Otrzymane podziękowania: 5443
kotnaboso napisał:
Ja uważam że każdy z nas ma jakąś misję do wypełnienia,o której nie mamy pojęcia.W myśl zasady "nie wie lewica co czyni prawica",Po wypełnieniu misji odchodzimy w spokoju ducha.
Widzisz mnie ciekawi skąd ta misja się bierze, bo chyba nie powstaje z niczego. Jeśli mamy ją wypełnić to chyba ktoś to zadanie nam zadał do wypełnienia.
"Głównym sygnalizatorem uzależnienia jest fakt, że twoja miłość
i zaufanie do rzeczy uzależniającej cię są większe niż do czegokolwiek innego"
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Odp: Sens Istnienia 2014/11/28 13:16 #16

  • chris661211
  • chris661211 Avatar
  • Online
  • Moderator
  • Posty: 1344
  • Otrzymane podziękowania: 2228
Otoz to!
!! Krok AA i wszystko jasne
Niezmienne jest tylko to, czego zmienić nie chcemy
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Odp: Sens Istnienia 2014/11/28 15:21 #17

  • andrzejej
  • andrzejej Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Myślę, więc jestem.
  • Posty: 5124
  • Otrzymane podziękowania: 6562
:czesc:
Myślę, że każdy człowiek żyjąc, poszukuje sensu życia, tego co przynosi mu radość i zadowolenie.
Ja, uzależniłem się i w pewnym momencie, straciłem z oczu swój cel, sens życia. Odnalezłem go na nowo w trzeźwości. Dzisiaj to dla mnie niewiele, godne życie, bez pogoni za pieniądzem, spokój i zadowolenie, ktoś bliski sercu, przyjaźnie, jakaś praca i ta wolność i świadomość odpowiedzialności za nią. I nie szukam czegoś nadzwyczajnego, nie komplikuję sobie życia, bo rzeczy proste są najlepsze.
www.youtube.com/watch?v=OLc88eGLwPs
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Felli

Odp: Sens Istnienia 2014/11/28 17:47 #18

  • Melisa
  • Melisa Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 1523
  • Otrzymane podziękowania: 1225
Może życie samo w sobie jest sensem?
''Powiedzenie mówi, że nasze życie składa się w 10 procentach z tego co nas spotyka i w 90 procentach z tego, jak na to reagujemy''
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): andrzejej, elzunia engelmohr

Odp: Sens Istnienia 2014/11/29 10:41 #19

  • chris661211
  • chris661211 Avatar
  • Online
  • Moderator
  • Posty: 1344
  • Otrzymane podziękowania: 2228
Zycie samo w sobie - jak piszesz Meliso - jest czyms nadzwyczajnym. Mozna je "przespac" tracac energie na walke z wiatrakami, lub tez "obudzic sie" i spozytkowac ja na poszukiwanie calego jego piekna, na odkrywanie talentow, realizacje celow i marzen.
Niezmienne jest tylko to, czego zmienić nie chcemy
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Jadwiga, Roman Kreft, Melisa, Annika75, Isabell, Felli

Odp: Sens Istnienia 2014/11/30 09:09 #20

  • Lona
  • Lona Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Nie chcemy żyć przeszłością ale musimy się z nią z
  • Posty: 2303
  • Otrzymane podziękowania: 3332
"obudzic sie" i spozytkowac ja na poszukiwanie calego jego piekna, na odkrywanie talentow, realizacje celow i marzen

Taak tu masz całkowitą rację ,jest to jednak trudne do realizacji ,kiedy ma się przy boku człowieka który ci w tym przeszkadza .Mój m. odkrywa siebie ,realizuje ,robi co chce ja mu w tym nie przeszkadzam wręcz zachęcam ,natomiast on zawsze mnie kontrolował i ograniczał i teraz też by tak chciał .Kiedy dostosowuję się do niego ,do jego planów i zamiarów ,jest ok ,jeśli jednak ja chcę coś zrbić sama ,inaczej ,spotykam się z krytyką i sprawia ,żebym czuła się winna ."Żyj i daj żyć " ale w praktyce to .... :YMDAYDREAM:
Mogę mieć tylko to,co Bóg chciałby ,żebym otrzymała .
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Roman Kreft, elzunia engelmohr

Odp: Sens Istnienia 2014/11/30 10:17 #21

  • sugarfree
  • sugarfree Avatar
Ja na teraz mam jeden sens życia - przeżyć je na trzeźwo i poznać siebie przed śmiercią. Alkohol, narkotyki,leki brane przez lata spowodowały poważne zmiany. Moim sensem życia jest powrót do normalności, do szacunku do siebie. Chcę siebie lubić i kierować własnym życiem, chcę się rozwijać i robić sobie mnóstwo przyjemności.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Odp: Sens Istnienia 2014/11/30 14:15 #22

  • chris661211
  • chris661211 Avatar
  • Online
  • Moderator
  • Posty: 1344
  • Otrzymane podziękowania: 2228
Droga Lono!

Z uwaga przeczytalem Twoj post. Piszesz, ze niestety jestes bardzo ograniczana przez Twojego m. Mysle, ze mimo wszystko w jakims stopniu mu na to pozwalasz, poswiecasz siebie w imie czego? Spokoju? To iluzoryczne! On doskonale wie, ze mu ulegniesz i to wykorzystuje przy kazdej nadarzajacej sie okazji. Kazde Twoje przeciwstawienie sie jego woli, to atak - tak to odbiera - na jego poczucie bezpieczenstwa. Nie mnie oceniac nikogo. To, co pisze to tylko moje odczucia w nawiazaniu do Twoich slow.
Kiedys - bodajze od terapeuty - uslyszalem zdanie - Najwazniejsza dla Ciebie osoba jestes Ty sam. Nie bardzo rozumialem o co mu chodzi, bo kojarzylo mi sie to z egoizmem. Wolalem ulegac, tylko nie wiedzac czemu czulem sie coraz gorzej i coraz bardziej pusty i "wyssany". Zaczalem sie wiec przeciwstawiac i niejednokrotbnie za to "obrywalem". Bylem jednak konsekwentny. Powoli odbudowywalem poczucie wlasnej wartosci i zamiast ulegania, zaczalem komunikowac grzecznie, lecz stanowczo, ze nie zgadzam sie z taka czy inna decyzja. Kiedy ja mialem jakis pomysl, na poczatku probowalem przekonywac byla zone o tym, dlaczego warto z tego skorzystac. W odpowiedzi slyszalem najczesciej NIE WIEM, ZOBACZYMY, MOZE. Czekalem wiec spokojnie a efekt tego byl taki, ze ona i tak i tak juz wiedziala, ze jej prawdziwa odpowiedz brzmi NIE, a ja w konsekwencji zostawalem w domu czujac sie znowu zle. Zaczalem wiec tylko komunuikowac o jakichs pomyslach , planach i juz nie czekalem na jej odpowiedz. Zabieralem dzieci i szedlem z dziecmi. Skuteczna metoda!
Tak wlasnie sie "budzilem". Im bardziej otwieraly mi sie oczy, tym bardziej czulem sie soba. Moje szczescie zalezy tylkoode mnie! Jestem na tyle szczesliwy na ile chce szczesliwym byc!
Mam prosbe do Ciebie Lona - zanim ulegniesz swojemu m. - pomysl prosze o sobie.
Niezmienne jest tylko to, czego zmienić nie chcemy
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Isabell, Felli, elzunia engelmohr

Odp: Sens Istnienia 2014/11/30 19:24 #23

  • Lona
  • Lona Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Nie chcemy żyć przeszłością ale musimy się z nią z
  • Posty: 2303
  • Otrzymane podziękowania: 3332
Chris trafiłeś w sedno u mnie dokładnie jest tak jak ty opisujesz co było u ciebie.Tak zgadza się na tą chwilę mnie nie ma niestety ,byłam na pierwszym spotkaniu z terapeutką i to ona mi właśnie to powiedziała ,że ja swoje życie i swoje ja ,oddałam swojemu mężowi :( ,jutro jadę na diagnostykę ,za tydzień psychiatra bo najprawdopodobniej mam depresję i zaczynam terapię indywidualną i ponoć też grupową ,ma to trwać dwa lata .Mój m. moją próbę przeciwstawienia sie jemu kwitował ,że powinnam isc na terapię bo jego zdaniem nie tak reaguję (bo inaczej niż on chce dureććć ),więc w końcu się odważyłam i poszłam ,teraz on się wystraszył tego że poszłam d xccxcxcxc ,jest mi ciężko ,jestem strzępem nerwów ,staram się ,ale ciągle jest nie tak jak sie okazało bo zwracam tylko uwagę na to jak zareguje mój m. :( ,strach ,strach ,paranoja jakaś ~X( .Ale nie poddam się ,życie mi ucieka :lol: www.youtube.com/watch?v=X6tJKdyUBeI
Mogę mieć tylko to,co Bóg chciałby ,żebym otrzymała .
Ostatnio zmieniany: 2014/11/30 19:26 przez Lona.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Roman Kreft, chris661211

Odp: Sens Istnienia 2014/11/30 19:29 #24

  • Roman Kreft
  • Roman Kreft Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • chce byc odpowiedzialny
  • Posty: 2601
  • Otrzymane podziękowania: 2564
:czesc: LONA bardzo sie ciesze,postaw granice,ktorych niewolno przekraczac,pozdrawiam
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Odp: Sens Istnienia 2014/11/30 22:49 #25

  • chris661211
  • chris661211 Avatar
  • Online
  • Moderator
  • Posty: 1344
  • Otrzymane podziękowania: 2228
Lona, ciesze sie, ze zaczynasz terapie. To duzy krok naprzod. Gratuluje.
Niezmienne jest tylko to, czego zmienić nie chcemy
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Odp: Sens Istnienia 2014/12/01 15:59 #26

  • chris661211
  • chris661211 Avatar
  • Online
  • Moderator
  • Posty: 1344
  • Otrzymane podziękowania: 2228
Wykorzystuje czas pomiedzy lekcjami na odpoczynek a takze przemyslenia. Moje rodzenstwo - 2 braci i 2 siostry - tak samo jak i ja maja problem alkoholowy. Ja i najmlodsza siostra nie pijemy. Dzisiaj rano rozmawial ze mna jeden brat zalac sie na drugiego a niedawno drugi przedstawial swoje racje. Oczywiscie powodem zalow jest alkohol. Wysluchalem jedneo i drugiego wyrazilem swoje zdanie - dyplomatycznie lecz zdecydowanie i to wszystko, co moge zrobic.

Kocham ich i to najcenniejsze co moge im dac. Ich sensem zycia - poki co mam nadzieje - jest alkohol. Moim zas Milosc.
Niezmienne jest tylko to, czego zmienić nie chcemy
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Felli

Odp: Sens Istnienia 2014/12/05 09:05 #27

  • chris661211
  • chris661211 Avatar
  • Online
  • Moderator
  • Posty: 1344
  • Otrzymane podziękowania: 2228
Kolejny chlodny poranek, za oknem szaro i pochmurnie, lecz ma to swoj urok. Kazdy dzien wnosi cos nowego. Nowe sytuacje, nowi ludzie no i nowy Ja. Jak to pieknie okreslil przed wiekami Heraklit - "Panta Rhei" - wszystko plynie. Zycie, to ciagle trwajacy proces. Trzezwienie tym samym rowniez jest procesem. Dla mnie ma to gleboki sens.

Ostatnimi dniami wiele sie wydarzylo. Jestem tu na forum, z czego sie ciesze. Zycie prywatne, praca, itd. Tak wiele razy moglem w tych dniach byc wsciekly, rozzalony, urazony czy cokolwiek innego. Kiedys na 100% podobne sytuacje wyprowadzalyby mnie z rownowagi i z pewnoscia znalazl bym usprawiedliwienie dla swojego zlego samopoczucia. Dlaczego? Odpowiedz jest prosta - bo w taki sposob postrzegalem siebie, ludzi, swiat, bo tak reagowalem. To byl moj "chory" stosunek do wszystkiego a wszystko, co dziala sie wbrew mojej woli bylo atakiem na mnie, bylo zagrozeniem dla mojego zludnego poczucia bezpieczenstwa.

Mijaly lata, ludzie w moim otoczeniu nadal byli tymi samymi ludzmi, jednakze nie "dzialali" na mnie tak bardzo destruktywnie, bo zapragnalem wytrzezwiec a nie tylko byc abstynentem. I tak to trzezwienie trwa, i doplynalem z jego nurtem do teraz. I co widze? Swiat jest nadal tym samym swiatem, pogoda jest pogoda, raz sloneczna raz deszczowa, lecz to wciaz pogoda, ludzie sa ludzmi i mnie to nie razi, bo sposob w jaki to odbieram jest zupelnie inny.

Za każdym razem, kiedy jestem zły i poirytowany przez kogoś, wtedy analizuje nie tę osobę, ale siebie samego. Pytam siebie -jaką prawdę o mnie samym odsłania mi moje zdenerwowanie? Przyczyna mego zdenerwowania tkwi nie w tamtej osobie, ale we mnie samym i szukam tej przyczyny. I irytacja mija a zachowanie innej osoby, ktore mnie poirytowalo stało się dla mnie kolejna okazją do odkrycia samego siebie. Najwazniejsze jest to, ze oddzielam zachowanie od osoby. I nawet jesli nie akceptuje jakichs zachowan, nie zmienia to faktu, ze wciaz tego kogos lubie.
Niezmienne jest tylko to, czego zmienić nie chcemy
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): jurek, szekla, Lona, andrzejej, Miecia, sugarfree, Felli, elzunia engelmohr

Odp: Sens Istnienia 2014/12/06 12:12 #28

  • chris661211
  • chris661211 Avatar
  • Online
  • Moderator
  • Posty: 1344
  • Otrzymane podziękowania: 2228
Sens mojego zycia - trzezwego zycia - zmianial sie w zaleznosci od etapu i efektow trzezwienia. Weryfikowal sie co jakis czas. Osiagalem jakis cel i okazywalo sie, ze rto nie jest to, czego tak naprawde chcialem. I tak dochodzilem do kolejnych celow az dotarlem do chwili obecnej.
Chce wrocic do poczatkow mojej przygody z trzezwoscia i wspomniec o bardzo istotnym elemencie, z ktorego dzisiaj sie smieje. Chodzi mi o wiedze - te ksiazkowa oczywiscie. Naturta nie poskapila mi "szarych komorek" i te na poczatku trzezwienia robily tylko "krecia robote". Cokolwiek bym nie uslyszal na AA czy terapii, na wszystko mialem od razu kontrargumenty i zaciekle ich bronilem w przeswiadczeniu, ze to ja wlasnie mam racje. Obrazalem sie wrecz, kiedy sie ze mna nie zgadzano. Ta postawa wszechwiedzacego doprowadzila mnie do zapicia po kilku miesiacach. Wyplynela z tego bardzo madra lekcja dla mnie, a wnioski wyciagniete z niej pozostaja do teraz.

Po pierwsze: Prawdziwa wiedza jest ta, ktora plynie z doswiadczenia, przezyc. To o czym mowie jest moje, prawdziwe, bo czuje to
Po drugie: Nie jestem pepkiem swiata i nie mam potrzeby byc w "centrum zainteresowania". Wtedy musialem byc NAJ...
Po trzecie: Posiadam wuiedze te ksiazkowa rowniez, korzystam z niej jednak inaczej. Nie jest ona tylko i wylacznie "czysta teoria"
Po czwarte: Mowie to co czuje i co mysle a nie to, co ktos chcialby uslyszec
Po piate: Szanuje zdanie innych, choc moge sie z nim nie zgadzac i nie wdaje sie w zbedne dyskusje.

Podsumuje to cytatem z Desideraty. Nic dodac , nic ujac:

"...Prawdę swą głoś spokojnie i jasno, słuchaj też tego co mówią inni, nawet głupcy i ignoranci, oni też mają swą opowieść.
Jeśli porównujesz się z innymi, możesz stać się próżny lub zgorzkniały, albowiem zawsze będą lepsi i gorsi od ciebie..."
Niezmienne jest tylko to, czego zmienić nie chcemy
Ostatnio zmieniany: 2014/12/06 12:15 przez chris661211.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): jurek, andrzejej, Miecia, Roman Kreft, Felli, Raziel, elzunia engelmohr

Odp: Sens Istnienia 2014/12/06 14:29 #29

  • maciejski
  • maciejski Avatar
  • Wylogowany
  • alkoholik
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 4435
  • Otrzymane podziękowania: 7847
Patrząc na świat i czasy w jakich żyję, patrząc i słuchając ludzi którzy mnie otaczają - tracę sens życia.
Nie mylę tego z celem. Nie mylę tego z tym sensem minimalnym ograniczonym do komórki społecznej jaką jest moja rodzina. Nie mylę tego z miejscowym poczuciem(odczuciem) dobra, miłości , jakiejs wiary i pojedynczych cieni którzy ze śladem czy bez w moim życiu skrzyżują swoje lub chwilę idą równolegle.
otaczająca mnie idokracja, tumiwisizm, realny świat WIRTUALNY, gdzie każdy jest tylko awatarem, a tylko Ci mądrzejsi i/lub sprytniejsi wiedzą, że "NIE", silne poczucie samotności, mrówki wielkości Syzyf który toczy jak gnojniak swój los. Ciągłe poczucie, że czegoś nie zrobiłem. ciągłe poczucie, że mogłem zrobić coś co będzie miało znaczenie. jak pierdnięcie motyla na drugiej pólkuli, które wywołuje tsunami po przeciwnej stronie. mam poczucie niespełnienia. Mam poczucie, że gdzieś zbłądziłem, czegoś właśnie nie dotknąłem, nie przewróciłem się w odpowiednim momencie. a mój alkoholizm w formie WYJŚCIOWEJ (czyli po terapiach, grzebaniu w myślach i mechanizmach, wielostopniowego pojmowania drugiego człowieka) tylko to potwierdził i pogłębił. Dlatego od początku czytam tytuł tego wątku dopisując za każdym razem w myślach "Sens Isntnienia wg. Monthy Pythona" bo tylko wtedy wiem że ten bezsens ma sens i wywołuje to pozory ulgi na mojej twarzy..

pozdrawiam. bezsensowny Maciek
ps.ale teraz to sie popisałem... hm... ale tak to jest u mnie.
tworzy tylko nie wyrazy sensu osobne połączenie w sens ich odpowiednie zdaniu mają.
osobne wyrazy w zdaniu nie mają sensu. sens tworzy tylko odpowiednie ich połączenie
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Lona, bezsilny, elzunia engelmohr

Odp: Sens Istnienia 2014/12/07 13:09 #30

  • chris661211
  • chris661211 Avatar
  • Online
  • Moderator
  • Posty: 1344
  • Otrzymane podziękowania: 2228
Czas mijal, poprawialy sie moje stosunki z otoczeniem, coraz bardziej spokojnie reagowalem na to co i w jaki sposob mowia do mnie inni. Pierwsze trzezwe odkrycie opisane wczesniej zaczynalo przynosic pozytywne efekty i uswiadczalo mnie w przekonaniu, ze to niezbedne dla mnie dla zachowania spokoju. Uczestnictwo w grupie terapeutycznej oraz meetingach AA pozwalalo mi odkrywac siebie, moj charakter, osobowosc i prostowac glownie "chory system muslenia i zachowan". Bardzo mnie to cieszylo i mootywawalo. Zmiany te dostrzegali takze ludzie z mojego otoczenia - glownie rodzina - poza zona i stanelo na rozwodzie. Kilka lat w trzezwosci i nagle to wydarzenie rozwaloilo mnie totalnie. Ogromne poczucie winy, strach i zero poczucia wlasnej wartosci. Nie zapilem, bo nie bylem sam. Mialem grupe AA. Bardzo mocno to przezywalem. Na tyle mocno, ze opylilem sie na Oddziale Nerwic. Spedzilem tam 8 tygodni - pelna terapia. Po wykladach, cwiczeniach stawalem na nogi do chwili, kiedy nalezalo przyjrzec sie swojemu zyciu i napisac zyciorys. Bylo to trudniejsze niz 12 godzinne zajecia z taktyki przeciwdywersyjnej w 30-stostopniowym mrozie. To byl rzeczywiscie pikus.
Zaczalem wiec go pisac. Plakalem - bo bol byl okrutny, rzucalem kartki - lecz po jakims czasie znowu je zbieralem i tak w ciagu kilku dni napisalem to "dzielo". Nasuwa sie pewnie pytanie skad bral sie ten bol. Ten bol spowodowany byl powrotem do dziecinstwa, do rodzinnego domu. Cofnalem sie tak daleko na ile bylem w stanie, do chwil, ktore pamietalem. Calyu ten bol zwiazany z tym doswiadczdeniem udzielil mi odpowiedzi na kilka pytan, jak sie okazalo bardzo istotnych. To byl przelom. Skonczyla sie abstynencja i zaczelo sie trzezwienie. To byl kolejny krok moich poszukiwan sensu zycia.

Czego sie wiec dowiedzialem?

Po pierwsze: ze siegnalem po alkohol, bo nie potrafilem radzic sobie z natlokiem emocji. Znalazlem przyczyne picia.
Po drugie ze od najmlodszych lat czulem sie winny tego, ze tata pije wlasnie przeze mnie i to poczucie winy wloklo sie za mna ciagle az do tej chwili
Po trzecie: ze nauczylem sie ciezko pracowac na akceptacje, na szacunek, na uznanie, na milosc i nie wierzylem, ze ktokolwiek moze postrzegac mnie pozytywnie, jesli na to nie zasluze
Po czwarte: ze chce sie od tego wszystkiego uwolnic, bo mnie to ogranicza

I zaczelo sie cos, co najtrafniej oddaje tenze cytat zaczerpniety z Desideraty:

"...Rozwijaj siłę ducha, by w nagłym nieszczęściu mogła być tarczą dla ciebie. Lecz nie dręcz się tworami wyobraźni. Wiele obaw rodzi się ze znużenia i samotności..."
Niezmienne jest tylko to, czego zmienić nie chcemy
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Roman Kreft, Isabell, Felli, elzunia engelmohr

Odp: Sens Istnienia 2014/12/08 10:40 #31

  • chris661211
  • chris661211 Avatar
  • Online
  • Moderator
  • Posty: 1344
  • Otrzymane podziękowania: 2228
Wielka byla moja radosc z tego, ze dowiedzialem sie, co jet podlozem mojego alkoholizmu i ze jest juz jakis - chocby zarysowany - plan dzialania. Bylem swiadomy, ze czeka mnie sporo pracy i pewnie tez bolu. Uwazalem siebie za "twardziela" a jednak tak do konca nie bylo. Mniejsza o to. Plan powstal, nasuwalo sie tylko pytanie - Od czego zaczac? Jak budowac te tarcze? Jak uwolnic sie od tyych wszystkich demonow przeszlosci?. Jedno bylo pewne. Zdjalem juz "plecak" z siebie i lzej bylo mi isc.
Wracajac do meritum. Zblizal sie koniec terapi i ni stad ni z owad zaproponowano mi kolejne cwiczenie. Tym razem mialem siasc na srodku sali przed cala grupa i zbudowac obraz siebie. Krotko mowiac, mialem odpowiedziec na pytanie - Jaki jestem? Zgodzilem sie bo myslalem, ze to proscizna! Jak bardzo sie pomylilem!!! Polozono przede mna dwa materace male i duzo przeroznych zabawek. Zadanie banalnie proste - wydawalo mi sie tak. Mam samodzielnie nazwac swoje zalety i po kazdej nazwanej wziac zabawke i polozyc na prawym materacu i analogicznie wady i zabawka na lewy materac. No i zaczalem. Szybko rosla sterta zabawek po stronie lewej. Ku memu zduimieniu, strona prawa byla nadal pusta. Choc coraz czesciej patrzylem na te strone, zadne jednak pozytywne slowo nie przechodzilo mi przez gardlo. Chcialem powiedziec chociazby jedno, wiedzialem nawet jakie, jednak strach zablokowal mi gardlo. Dlaczego? Bo nigdy wczesniej sam na swoj temat nic dobrego nie powiedzialem. Owszem slyszalem pochwaly, komplementy takze jednak w wiekszosci byly tylko same negatywy i w nie wierzylem.
W pewnym momencie podnioslem zabawke i zamilklem na kilka minut. Nie moglem juz patrzec na te sterte negatywow, bo czulem, ze wiele z nich jest nieprawda, mimo to nie moglem nadal wykrztusic z siebie dwoch prostych slow - Jestem dobry. W koncu, przez lzy, stlumionym glosem powiedzialem je i polozylem zabawke na prawy materac. Czulem, jakby jakis wielki ciezar spadl ze mnie. Pierwszy raz powiedzialem szczerze to co czulem odnosnie samego siebie. Pojawily sie tez i inne zalety jak sie okazalo. Bylem bardzo zmeczony jednak szczesliwy. Odpadly kolejne cegly z muru, ktory budowalem przez lata wokol siebie i ja sam i te, ktore dostawiali inni.

Jakie wnioski wyplynely z tejze lekcji?

Po pierwsze: ze moje poczucie wlasnej wartosci budowane bylo dotychczas na ocenach innych osob i ja w to wierzylem
Po drugie ze posiadam w sobie potencjal, ktory teraz nalezy wydobyc na wierzch i rozwijac go
Po trzecie: ze pozytywne opinie innych ludzi na moj temat nie byly wcale proba poprawienia mojego nastroju, ze oni naprawde dostrzegali we mnie dobre strony i wypowiadali to szczerze, a ja odbieralem to jako probe wykorzystania mnie, choc nie wiedziec czemu milo bylo mi takie slowa slyszec
Po czwarte: ze jestem wartosciowym czlowiekiem i mam w to uwierzyc i czuc a nie tylko i wylacznie uzywac "gornolotnych" slow, w ktore nie wierze i ich nie czuje.


"...Rozwijaj siłę ducha, by w nagłym nieszczęściu mogła być tarczą dla ciebie. Lecz nie dręcz się tworami wyobraźni. Wiele obaw rodzi się ze znużenia i samotności..."
Niezmienne jest tylko to, czego zmienić nie chcemy
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): jurek, Miecia, Isabell, Felli, Raziel

Odp: Sens Istnienia 2014/12/08 18:14 #32

  • Melisa
  • Melisa Avatar
  • Wylogowany
  • Przyjaciel Forum
  • Posty: 1523
  • Otrzymane podziękowania: 1225
chris661211 napisał:
Po pierwsze: ze moje poczucie wlasnej wartosci budowane bylo dotychczas na ocenach innych osob i ja w to wierzylem

już nie we wszystkim ale jeszcze w niektórych aspektach tak... :roll:
''Powiedzenie mówi, że nasze życie składa się w 10 procentach z tego co nas spotyka i w 90 procentach z tego, jak na to reagujemy''
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Odp: Sens Istnienia 2014/12/09 12:55 #33

  • chris661211
  • chris661211 Avatar
  • Online
  • Moderator
  • Posty: 1344
  • Otrzymane podziękowania: 2228
Przeczytalem raz jeszcze poprzednie moje posty i usmiecham sie z lekka, poniewaz przypominam, zw wcale nie bylo tak latwo wprowadzic w zycie tego wszystkiego, co na tamtym etapie poznalem, czego doswiadczylem i co zrozumialem. Bezsprzecznie wiedzialem, ze zostawienie tego bez dalszej pracy nie przyniesie zadnych efektow. Zaczalem wiec odkrywac siebie, poznawac zalety oraz uswiadamiac wady. Czulem sie coraz lepiej, nabieralem pewnosci siebie, lecz byla ona krucha i wszelkie niepowodzenia sprowadzaly mnie do parteru, na szczescie jednak stany "dolka" nie trwaly dlugo. Uczylem sie samodzielnosci, odpowiedzialnosci i konsekwencji. Potrafilem nawet sam siebie pochwalic za dobrze wykonana porace, zaczalem dostrzegac pozytywne strony moich nowych zachowan i to bylo bardzo budujace. Juz nawet slowa krytyki nie dzialaly na mnie tak bardzo jak wczesniej. Niestety nie potrafilem sie obronic przed ciaglymi probami ukladania mi zycia przez bliskie mi osoby. Tak naprawde, to balem sie ich reakcji, balem sie, ze jesli sie przeciwstawie, to sie na mnie obraza i znow zostane sam. Wlaczalo sie poczucie winy i momentami bezradnosc. Im dluzej tak sie dzialo, tym bardziej pragnalem to przerwac. Najbardziej jednak niezrozumiale bylo to poczucie winy. Zastanawialem sie - dlaczego? Odpowiedz przyszla nieoczekiwanie. Okazalo sie, ze to pocvzucie winy to tylko wierzcholek gory lodowej, ktory skrywa i zal i poczucie krzywdy, niesprawiedliwosc i wiele innych negatywnych uczuc, ktorych wczesniej nie potrafilem nazwac, dlaqtego nauczylem sie byc winnym. Mozna bylo wmowic mi wszystko, no bo jak mialem cokolwiek pamietac po "urwanym filmie"? Trzezwienie zaczelo to weryfikowac i dotarlo do mnie, ze ponosiklem i ponosze czesto konsekwencje tego, czego nie zrobilem. To byl powod "wewnetrznego buntu". Popatrzylem na to ponownie, na tyle spokojnie, na ile bylem w stanie. Nie obylo sie bez bolu i lez i zlosci. Zrozumialem, ze nikt nie ma prawa obarczac mnie konsekwencjami swoich czynow, ze nikt nie ma prawa wykorzystywac mnie jako narzedzia do realizacji swoich celow i ze nikt nie ma prawa mnie obwiniac chocby za to, ze slonce za mocno swieci. To juz bylo wazne odkrycie, no ale jak sobie z tym poradzic. Najgorsza byla zlosc, bylo jej tyle - szczegolnie w stosunku do jednej osoby -, ze slowo "tesciowa" doprowadzala mnie do szalu. Nadmienie, ze pojawilo sie to wszystko jeszcze podczas tej terap, o ktorej wspominalem w poprzednim poscie. Jednym z elementow, ktorego nas uczono, byly asertywne sposoby wyrazania gniewu. No i skorzystalem z tej nauki.
Sala, w ktorej odbywaly sie zajecia, byla rowniez miejscem, gdzie mozna bylo sie "wyzyc" bez zrobienia krzywdy i sobie i tym, na ktorych zlosc byla skierowana. Wzialem wiec do reki pilke - gumowa - wielkosci pilki do siatkowki, spojrzalem na przeciwlegla sciane i widzialem tam moj cel - tesciowa. Przymierzylem odpowiednio, a oko mam dobre - praktyka z wojska - wzialem porzadny zamach i uderzylem tak mocno, jak tylko moglem. Tylko raz, jedno uderzenie i poczulem straszny bol w barku prawym. Nie moglem powtorzyc tego uderzenia z powodu bolu, wiec postanowilem jeszcze kopnac pilke, lecz nie trafilem i przywalilem palcami nogi o podloge i wtedy upadlem z bolu. Zlosc odeszla calkowicie, tesciowa zniknela ze sciany a ja czulem tylko bol fizyczny i wielka ulge psychiczna. Okazalo sie, ze sila uderzenia doprowadzila do zwichniecia stawu barkowego, a pilka, coz, pekla. Dzisiaj sie z tego smieje. Wowczas byla to najskuteczniejsza metoda. Postanowilem jednak, ze kiedys porozmawiam z ta Pania na ten temat. Do takiej rozmowy doszla calkiem przypadkowo i o dziwo na spokojnie, bez wyrzutow i wypominania.
Obecnie trudno jest wyprowadzic mnie z rownowagi no i potrafie sie obronic. Niemniej jednak okazalo sie, ze to byl bardzo skuteczny sposob. I tak to, w sytuacjach awaryjnych, stosowalem "bezkonfliktowa" metode wyrazania zlosci. W ciagu ostatnich 5 lat zdarzylo sie to chyba ttylko raz.

I tradycyjnie wnioski, jakie ta lekcja przyniosla:

Po pierwsze: ze nie ma potrzeby ani nikogo wyzywac a tym bardziej mierzyc sie na kogos po to, zeby wyldowac zlosc
Po drugie ze duszenie w sobie jakichkolwiek negatywnych emocji to tylko samokrzywdzenie
Po trzecie: ze zrozumienie przyczyny takiej czy innej emocji to juz polowa sukcesu w poradzeniu sobie z nia
Po czwarte: ze aby uporzadkowac biezace relacje z ludzmi mam wyzbyc sie wszelkich uprzedzen z przeszlosci a kazde nieporozumienie wyjasniac na biezaco

Te wnioski i poprzednie uswiadomily mi takze, ze trzezwiemie to proces i ze dluga droga od slowa do czynu. Nadal ide ta droga, jest ona jednak teraz prosta.

"...Rozwijaj siłę ducha, by w nagłym nieszczęściu mogła być tarczą dla ciebie. Lecz nie dręcz się tworami wyobraźni. Wiele obaw rodzi się ze znużenia i samotności..."
Niezmienne jest tylko to, czego zmienić nie chcemy
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): jurek, Lona, Isabell, Felli, Raziel

Odp: Sens Istnienia 2014/12/10 10:18 #34

  • chris661211
  • chris661211 Avatar
  • Online
  • Moderator
  • Posty: 1344
  • Otrzymane podziękowania: 2228
Pomyslalem sobie, ze warto wyjasnic, dlaczego rozpoczalem "proces oczyszczania" wlasnie od tesciowej a nie, np. zony. W okolo tydzien po powrocie z odwyku, nasza wowczas roczna coreczka zachorowala na bialaczke. To byla trauma dla wszystkich. dzieki Bogu, ze bylem "naladowany" pozytywna energia na tamten czas. Kiedy corcia walczyla o zycie, chyba tylko ja zachowywalem spokoj, bo wierzylem, ze ona wyzdrowieje i wyzdrowiala i ma sie dobrze. Dzisiaj sama jest mama mojej ukochanej wnusi.
Wracajac do tesciowej! Bodajze na poczatku lutego, zakomunikowala mi, ze Ania jest chora przeze mnie, ze to tylko i wylacznie moja wina. Nic tak nie bolalo, jak wlasnie ta informacja. Musialy minac 4 dlugie lata, zebym mogl wyrzucic to z siebie. Bolalo to bardziej niz trwajacy rozwod. No a zone zostawilem na "deser". Chyba przeczuwalem, ze to jeszcze nie koniec "przygod" z nia. I nie mylilem sie, lecz o tym w swoim czasie.
Niezmienne jest tylko to, czego zmienić nie chcemy
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Odp: Sens Istnienia 2014/12/10 14:53 #35

  • chris661211
  • chris661211 Avatar
  • Online
  • Moderator
  • Posty: 1344
  • Otrzymane podziękowania: 2228
Skoro juz jasne jest dlaczego od tej wlasnie wyjatkowej kobuety zaczalem porzadkowanie moich relacji z otoczeniem, moge spokojnie przystapic do kolejnego etapu.
Kiedy wrocilem do domu po odwyku, bylewm traktowany niejako "czarna owca" w rodzinie, w ktorej alkohol lal sie strumieniami. Dotyczy to rodziny z mojej strony. Tu przynajmniej nikt sie nie ukrywal z tym. Mam dlugo, bo chyba ze 2 lata nie dopuszczala do siebie mysli, ze ma syna alkoholika. Za to byla bardzo aktywna w roli "kontrolerki". Do tego miala wsparcie brata mojego. O zonie nie wspomne, bo jak pisalem wczesniej, pona stwierdzila, ze jest zdrowa i zadne terapie jej potrzebne nie sa.Bywalo roznie! Ostatecznie musialem wyprowadzic sie z domu i otrzymalem pozew rozwodowy - powod rozwodu - moje picie. Od 4 lat nie pilem, wiec brzmialo to dziwnie. No ale coz, wyprowadzilem sie i probowalem przetrwac ten trudny okres. Nieprzespane noce, problemy z sercem - tak mi sie zdawalo. A na dodatek bardzo aktywna dzialalnosc mojej mamy i brata. Kazdy moj krok byl kontrolowany, krytykowany i oczywiscie obwinianie mnie za wszystko. Tego bylo juz nadto. Poszedlem do kardiologa, bo balem sie, ze dostane zawalu. Po badaniach okazalo sie, ze serce mam jak dzwon a problemem sa skolatane nerwy. To wlasnie ten Pan zaproponowal mi terapie na Oddziale Nerwic. Jeastem mu bardzo wdzieczny.
Pojechalem na terapie. Bardzo pozytywnie ja wspominam, tzn. efekty terapii. Troche o nich pisalem poprzednio. "Pozbylem " sie tesciowej i przyszla pora na mame i brata. Tylko jak to zrobic? Probowalem wielokrotnie mowic im, ze to moje zycie i ze sam chce decydowac o nim, lecz rezultat byl zaden. Fachowcy znalezli jednak i na to sposob. Kolejne cwiczenie. Mialem wybrac z grupy dwie osoby grajace role mamy i brata. Udzielono im instrukcji a ja mialem budowac "dom" z materacy. Budowla ladnie rosla w gore i do sali weszli: "mama i brat". Od razu mnie ruszylo, ale nic nie powiedzialem. Probowalem budowac dalej a oni niszczyli wszystko twierdzac, ze robie to zle, ze mi dsie nie uda, i takie tam. Nie potrafilem sie obronic. Probowwalem na rozne sposoby i nic. Rosla tylko we mnie zlosc. W koncu nie wytrzymalem i glosno i zdecydowanie powiedzialem - To moj dom i zbuduje go tak, abym to ja sie w nim dobrze czul. Jeasli wam nie odpowiada, to nie musicie tu przebywac. Nie prosilem was ani o pomoc ani o glupie rady. Nie mam ochoty z wami dyskutowac. I prosze dac mi w koncu spokoj". Caly sie trzaslem mowiac te slowa - pewnie nie byly one idenrttyczne z tymi, ktore napisalem, ale z pewnoscia bardzo podobne. Tak czy owak - poskutkowaly. "Mama" zamilkla a "brat" sie usunal. I zbudowalem ten dom i podobal mi sie i mialem satysfakcje z tego, ze sie przeciwstawilem. I choc przyszlo mi to z trudem, to czulem sie swietnie. Wprawdzie byal to inscenizacja, niemniej przygotowala mnie ona do odegrania tego w realu. Z bratem porozmawialem po mesku 2 a moze 3 miesiace po tym i poskutkowalo. Bylem z siebie dumny, bo zawsze sie go balem. Rozmowa z mam odbyla sie okolo pol roku po tym. Byl przy niej takze tata. Grzecznie lecz stanowczo powiedzialem o tym, ze szanuje ich, ich zdanie, ale sam chce decydowac o swoim zyciu. Mam oczywiscie uderzyla w placz a tat uciekl do drugiego pokoju. Tak naprawde, tata nie mial zapedow do kontrolowania mnie. Pamietam jak mnie prosil, zebym przestal pic. O dziwo, nie milem do niego zlosci. Byl zal, lecz on wyszedl znacznie pozniej.
To cwiczenie bylo kolejnym krokiem do budowania mojej wlasnej niezaleznosci. Wkrotce wyjechalem do pracy do Warszawy, szybko stanalem na nogi. Nie moglem jednak uwolnic sie od zony. Tesknilem za dziecmi i za nia - jak sie okazalo - takze. Ale jak wspomnialem - ten rozdzial mojegpo zycia wciaz byl otwarty.

I wnioski z tej lekcji:

Po pierwsze: Nikt nie ma prawa decydowac o moim prywatnym zyciu i narzucac mi to, co i jak mam zrobic. Sam decyduje o sobie i ponosze za te decyzje pelna odpowiedzialnosc i ich konsekwencje
Po drugie: Jakl bede potrzebowal pomocy, to o nia poprosze. Moge wysluchac opinii innych, lecz nie mam obowiazku postepowac wedlug czyichs rad.
Po trzecie - Nie mam prawa nikomu narzucac mojej woli

W miare latwo przychodzilo mi realizowanie zalozen z pierwszego punktu, zas tych z dwoch pozostalych musialem sie nauczyc

"...Rozwijaj siłę ducha, by w nagłym nieszczęściu mogła być tarczą dla ciebie. Lecz nie dręcz się tworami wyobraźni. Wiele obaw rodzi się ze znużenia i samotności..."
Niezmienne jest tylko to, czego zmienić nie chcemy
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): jurek, wojgrawoj, daras, Jaqinto