Witamy, Gość
Nazwa użytkownika: Hasło: Zapamiętaj mnie
Dzielimy się tutaj swoimi doświadczeniami i sugestiami jakie posiadaliśmy w trakcie naszego pijanego życia jak i na drodze naszego trzeźwienia. Mówimy o sobie, nie o innych.

TEMAT: Droga życia.Czy można wygrać życie?

Odp: Droga życia.Czy można wygrać życie? 2014/12/05 21:49 #316

  • 57laku
  • 57laku Avatar
I siedzę sobie teraz i czytam,trudno mi już od jakiegoś czasu czytać wszystkie posty które się pojawiają.Perełkę już "wcięło" i w najlepsze sobie śpi,cieplutko zapalone w centralnym/syn/a ja dodatkowo palę w kominku,oj naprawdę przyjemnie nawet powiem że lekko przesadziłem.Córcia wpadła na dwa dni/czwartek i dziś już do południa pojechała/Cieszy że daje sobie radę na tych studiach,jak na razie wszystko zalicza na 4-5 w pierwszych podejściach.Pojechała dziś bo wykłady,jutro idzie do pracy/pt sob nied/ i jak na razie sobie chwali tą pracę /sprzedaje ciuchy w "risser" ciuchy w galerii Krakowskiej,syn znów pracuje nadal pt sob nd w hotelu,i chwała im za to.Wiedzą że nam się nie przelewa,a co najważniejsze nawet nie narzekają,tylko sobie chwalą.Zobaczymy ich pewnie nie wcześniej niż jak na święta.No chyba że wpadniemy do nich /z "wałówą" w przyszłym tygodniu/.Ale najbardziej co mnie dziś cieszy to to że od jakiegoś czasu bardzo dobrze mi się dogaduje z moim najstarszym synem,nawet jak siedzę sam do południa w domu "wpadnie" do mnie i spyta czy mi czego nie potrzeba,nawet kawę wypije,i wiem że jest to i dużej mierze moja zasługa.Już dziś nie wtrącam się w to co robi,przestałem tylko krytykować,i napiszę szczerze że niektóre jego posunięcia/w warsztacie/są o wiele lepsze niż kiedyś moje.Pamiętam jak się urodził,dokładnie 10 miesięcy po naszym ślubie.Zdaję dziś sobie sprawę że nie byłem przygotowany na rolę ojca.Plany nasze były zupełnie inne,Perełka na studiach,mieliśmy jeździć na wczasy,wybudować basen,korty tenisowe/taki był wtedy szał/i dopiero po 6-8 latach miał przyjść na świat nasz pierworodny.Ciąża,poród i niby radość,czy rzeczywiście radość?.Nie na pewno nie dla mnie.Powrót Perełki do szkoły,na studia ja praca na kopalni,mieszkanie z rodzicami,tato uzależniony od toksycznej żony a mojej matki,poddany bez własnego zdania,i mama wtrącająca się w wszystko,to źle to nie dobrze.Ja praca cały czas na 3 zmianę,a właściwie na 4 bo na 24.Brak dla siebie czasu,praca w systemie 4 zmianowym ,wtedy jeszcze soboty niedziele planowe,apelowe,2-3 dni w tygodniu wolne-oddalamy się gdzieś od siebie,ja po pracy z małym,dopóki Perełka nie przyszła z szkoły,sen praca potem,odprowadzanie do przedszkola mało czasu dla nas.Szkoła syna pierwsza klasa,zaprowadzać przyprowadzać już oboje na zmianę /a mieszkamy 5 km ob szkoły od miasta/Coraz częściej alkohol pojawia się w moim życiu,i nie tylko na imprezach rodzinnych,Po pracy nawet i w pracy.Mało czasu poświęcam synowi,czemu nie 5 w szkole tylko 4,zostaw ja to zrobię bo Ty nie potrafisz,co się mażesz chłopaki nie płaczą,muszą być silni.Pamiętam że nie poświęcam mu właściwie czasu,nadrobić to chcę samochodzikiem rowerem piłką kasą.Zaczynamy dobudowę domu jest rok 1988,już nie wylewam za kołnierz,zaczynają się kłamstwa,podśmiewanie,uszczypliwe uwagi,kłótnie,głupie zagrywki typu jak mam nie pić jak nawet nie chcesz że mną spać,Perełka pracuje w szkole,ja dalej jeszcze na kopalni,o materiał na budowę ciężko,wóda wszystko załatwi.Staczam się.Syn to widzi,stara się jak może -tatusiu może pomogę,zostaw bo nie potrafisz,tatusiu dobrze to zrobiłem-e tam zostaw ja poprawię.Cały czas na nie.Rok 1990 kończymy budowę,ja zwalniam się z kopalni i idę do fabryki domów,bo przecież tak się nie da tam na tej zasr...ej kopalni tylko chleją a ja przecież nie chcę.Tak wtedy praca już zaczynała mi przeszkadzać w piciu.Na bramie/wejściu/coraz częściej kontrolują,strach że złapią pijanego Zygmunta.Dobra wymówka i z deszczu pod rynnę.Cdn.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Odp: Droga życia.Czy można wygrać życie? 2014/12/05 22:07 #317

  • 57laku
  • 57laku Avatar
Rok 1991 śmierć ojca,chorował,starał mi się coś powiedzieć przez ostatnie 2-3 lata,dziś wiem co mi chciał powiedzieć co przekazać.Nawet jego śmierci nie uszanowałem idę za trumną pijany i na cmentarzu chcę tylko jednego by się już ten pogrzeb skończył,by wreszcie znów mógł się napić.Tatusiu nie pij-a jak mogę nie pić jak mnie mama już nie kocha,dlaczego mamo nie kochasz tatusia?.Jak dziś o tym piszę to zimny pot mnie oblewa.W pracy coraz gorzej,Zygmunt zalany w trupa jeździ wózkiem widłowym,na zakręcie przewracam się,jak się to stało że mnie wyrzuciło,poza wózek nie wiem do dziś,parę ton przewraca się a ja żyję i nawet nie mam draśnięcia.Do zwolnienia.Próby pierwszych spotkań w AA.Nie daję rady-Odwyk.CDN.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Odp: Droga życia.Czy można wygrać życie? 2014/12/06 00:20 #318

  • 57laku
  • 57laku Avatar
Gorzyce,trzy miesiące,tam słyszę od terapeuty alkoholika że kiedyś zrzucił ze schodów swą małżonkę która była w ciąży.Złość,nienawiść do tego człowieka.Na spotkaniu końcowym na pożegnanie słyszę od kierownika ośrodka że 1 na 1000 może się okazać nie alkoholikiem,wiem już że to będę ja.Wracam wieczorem bo nie chcę by mnie ktokolwiek widział.Wszyscy w domu szczęśliwi bo mąż,tatuś i syn powrócił.Już na progu poczułem swą siłę kiedy matka zawołała do syna przynieś papucie nie widzisz że tatuś przyjechał zmęczony-Pan i władca.Poczułem siłę.Nie piję,chodzę na grupę AA zaczyna mi się to podobać,wracam do pracy -ultimatum zachlejesz wypad.Żona uległa,cieszy się że mężuś nie pije,Sielanka.1992 przychodzi na świat 2 syn na chwilę wydaje mi się że poważnieję,staram się,kąpię przebieram,chodzę na spacery.Choć chodzę na grupę AA i opowiadam jak mi jest z tym dobrze że nie piję że nawet trzeźwieję,jak w domu się nam poprawiło jak się nam układa i w ogóle jest super.Bufon zatwardziały,kłamca,pycha wyłazi każdą dziurką.Zmieniam pracę,jestem kasjerem i sprzedawcą na prywatnej stacji paliw,kasa,możliwość dorobienia,/dopisywanie paliwa do rachunku,za każdy litr dodatkowy zarobek/znów kłamstwa,oszustwa,udawanie wielkiego pana Zygmunta.Ale nie piję,w l zakładam grupę AA,potem jestem współzałożycielem klubu,działam Jestem kimś.1995 rodzi się córka,oczko w głowie tatusia.Lecz są też wieczory,i siedzę i myślę że dłużej tak nie wyrobię bo już nie wiem co jest prawdą a co kłamstwem,Zakaz dopisywania do rachunków paliwa,kombinacje/czyt złodziejstwo/pętla się zaciska,Perła coś podejrzewa,zaczynają się kłótnie,coraz częstsze ciche dni,lecz ja wielki pan nigdy nie ustępuję,choć serce woła przestań,nie rań dość już powiedz o wszystkim,lecz wszyscy ważniejsi,kolega zapił-wigilia,a co tam przecież ja,wielki Aowiec wice prezes,już jadę,nie chcą przyjąć nie ma problemy 200 -300 złotych i już jest na odwyku,a to ze z własnej kieszeni,a co się nie robi dla potrzebującego kolegi.A w domu już brakuje,kaski.Ale jakże nie pomóc przecież ten czy tamten już 3-czy 6 raz w tym roku zapija,jak go można tak zostawić.A kiedy spotykamy się na grupie dziękuje wszystkim tylko nie mnie,niewdzięcznik jeden./pomagasz nie oczekuj wdzięczności to moja dziś zasada/.1997,koniec udawania,koniec.Piję.W domu szok,jakże to,jak mogłeś-mówię wtedy jestem nikim jestem zerem.Kolejny odwyk.
Nie będę już opisywał,powiem tylko że nawet kolejny odwyk nie nauczył mnie nic,przeszedłem go jak chciałem,pisałem wypracowania,żonka przyjeżdżała co tydzień,jedzonko kaska,widzenie z dziećmi,głaskanie no teraz już będzie dobrze,bicie w piersi,zapowiedzi innego życia.Eehhh.Po wyjściu z odwyku nie wracam do pracy i od razu kłamstwo że nie chcę bo tam piją,a mnie już tam nie chcieli-i taka była prawda.Otwieram sklep z art spożywczymi,przecież ludzie muszą jeść,strzał w tak zwaną 10 tkę.Wszystko idzie jak po maśle dobry punkt,towar schodzi,jest okey.Mogę nawet dwie pracownice zatrudnić.wracam na AA poklepują cieszą się i głupie powiedzenie że wpadki są wpisane w naszą chorobę.Tak moi drodzy głupie powiedzenie które mnie wiele złego zrobiło i wiem że nie tylko mnie .Nie ma wpadek,i to też dziś wiem,i wiem że do każdego zapicia przygotowywałem się bardzo długo.Nie chcę już wracać do szczegółów,pominę je.2003 rok sklep zamknięty,około 200 metrów otworzono "biedronkę" splajtowałem z długami po 3 miesiącach.I tu jest najbardziej dla mnie czarny rok,wracam do picia,chleję na umór,jak na pierwszym odwyku słyszałem że ktoś miał omamy,padaczkę,i delirę to zastanawiałem się co ja tam robię,dorobiłem się wszystkiego,i tu mówię tym nie wierzącym,że dorobienie się tych wszystkich objawów to tylko kwestia czasu.Przypomniałem sobie mojego pierwszego terapeutę jak mi kiedyś powiedział Zygmunt puść babę na Al anon a rozwód masz pewny.Kiedy piłem i trzeźwiałem/nie mylić z trzeźwym życiem/wyłem,biłem łbem o ścianę bo ja przecież kochałem,i nie widziałem możliwości przestania picia,choć też nie widziałem swego dalszego życia bez niej bez mojej żony.I nie zapomnę jak leżałem w pokoju i trzęsły mną dreszcze raz zimnie raz gorące i wtedy podeszła do mnie moja Perła i powiedziała Zygmunt wiesz przecież że Cię bardzo kocham,ale jak jeszcze mogę Ci pomóc.Zaprowadziłem ją do znajomej -weź ją na Al anon/znajoma naprawdę była po rozwodzie/.Piłem,wychodziłem z domu na 4-6 dni i chlałem,a nie wracałem do domu bo nie to że bałem się żony.Bałem się matki jej wrzasków płaczu wyzwisk i niejednokrotnie prób jeszcze bicia mnie/choć miałem wtedy z 46 lat/Stałem się naprawdę tym jak to mówiłem menelem,Tak Zygmunt zbierał z koszy kiepy,i jadł ze śmietnika choć na jabcoka zawsze skombinowałem.Ostatni odwyk,już nikt do mnie nie przyjechał,nikt papierosków i wyżery nie przywiózł,bez choć jednego telefonu,bez oznak co i jak czy jeszcze mam żonę,dzieci.Czy mam gdzie i do czego wracać,wtedy dopiero poczułem jak to być sam,nie mając pewności że jeszcze cokolwiek mam na tej ziemi,czy ktokolwiek jeszcze chce mnie widzieć.Mijają lata te dobre,lepsze wygrałem życie,żyję i jeszcze bym długo tak chciał,ale to już inny temat.Dziś wiem że mój alkoholizm jest tylko symptomem mej choroby,a wszystko zaczęło się dużo wcześniej,w przedszkolu szkole.Resztę starałem się gdzieś opisać w wcześniejszych moich postach.
Dziś mogę podziękować mojemu pierwszemu terapeucie że poddał mi myśl by "pozbyć" się żony jak tylko pójdzie na Al anon.
Do końca swoich dni będę dziękował swojej żonie,mojej ukochanej Ani,Perełce mojego życia za to że trwała,walczyła kochała i kocha.Za to bym dziś mógł powiedzieć jestem człowiekiem.
Pewnej młodej osobie która pozwoliła mi poczuć ból,ból ojca jak dziecko mówi że nienawidzi,dziękuję ci za to Moniko.
Wszystkim którzy mnie wspierali,i nie tylko "głaszcząc"
Dziękuję też sobie że dałem,że pozwoliłem się obudzić,i że moja miłość pozwala mi patrzeć na mój alkoholizm inaczej/miłość do ciebie Perełko./
Dziękuję i Wam,że mogłem tu być,niektórych poznać osobiście.Do zaś. @};- @};- @};-
Tak jak już pisałem zamykam ten mój pokoik na klucz.Był to mój ostatni wpis.
Ostatnio zmieniany: 2014/12/06 00:32 przez 57laku.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.